avatar

Feanil Użytkownik gram.pl (Obywatel) ja.gram.pl/Feanil

Najemnicy

W pobliżu nowoczesnego budynku zatrzymał się czarny opancerzony Hammer. Jednak nikt nie wysiadł z niego. Troje ludzi siedziało ukrytych za ciemnymi szybami samochodu i obserwowali biurowiec. W końcu kolumna trzech samochodów wyjechała z podziemnego parkingu i zatrzymała się na czerwonym świetle. Jednak oni nie ruszali się z miejsca. Zdawać by się mogło, że czekali jeszcze na kogoś.

Blondyn ze znudzoną miną gapił się w okno. Szefowa chciała dogadać się z wrogiem. On wolałby wtargnąć siłą, zabić każdego, kto stanie na drodze, odebrać sejf i wrócić. Ale jej rozkazów się nie kwestionowało, sprzeciw oznaczał śmierć i to nie zbyt przyjemną, a on nie chciał umierać.

Wyprostował się nagle mówiąc do kierowcy:

- Doom. Poznajesz?

- Taa... - odpowiedział tamten po chwili – nie ma drugich takich

- o czym mówicie? - spytała siedząca z tyłu kobieta znudzonym głosem

- Te miecze. - wskazał na plecy młodzieńca idącego chodnikiem – nie ma drugich takich. Śniąca dala je Staruszkowi jakiś czas temu

- mów jaśniej – odparła poprawiając się.

- Śniąca wywaliła nas z Koloseum – odpowiedział jej kierowca – a Staruszek był jej uczniem. I Mistrzem Trucizn. On też miał ucznia, ale widzieliśmy go tylko raz, jak był malutki.

- Myślicie, że to on? - zapytała z ironią w głosie

- Myślę, że warto to sprawdzić. Chłopak może się przydać.

Nie odpowiedziała, a jedynie skinęła przyzwalająco. Blondas wyszedł z samochodu. Wyprzedził pieszego i zatrzymał się, gapiąc się bezczelnie na niego. Tamten pozornie nie zwrócił na to uwagi. Zatrzymał się dopiero słysząc piskliwy głos zabójcy-renegata:

- Ładne brzytwy. Nie często widzi się taką broń.

- Kupiłem je jakiś czas temu na pchlim targu – odparł tamten uśmiechając się nieznacznie – Pan wybaczy, ale nie mam czasu.

- A jeśli Ci nie wierzę. - Kid skrzyżował ręce na piersi – wątpię, żeby właściciel je komukolwiek sprzedawał, pewniej zostały skradzione.

Rothen machnął lekceważąco ręką i ruszył dalej w swoją stronę. Tamten złapał go za ramię. Zadziałał instynktownie. Odwrócił ciało szybkim ruchem unosząc drugą rękę tak, że wciąż stojąc tyłem do przeciwnika, rąbnął o łokciem w twarz. Siła ciosu posłała go na mur. Klął siarczyście trzymając ręce na twarzy. Przed Rothenem stał inny człowiek. Umięśniony wielkolud. Nie zastanawiał się. Ciało Zwierzołaka przykryła delikatna zielona mgiełka, a on uderzył celując w mostek.

Olbrzym złapał jego dłoń w ostatniej chwili.

- Semeiten. Czerwona Gwiazda – przeciągał słowa jak wielki półgłówek na którego wyglądał, ale z pewnością nim nie był – nosisz jej broń. Znasz jej technikę. Musisz więc być uczniem Allana.

Facet wykręcił mu rękę, tak że zmiennokształtny padł na kolana. Obok niego stała jakaś kobieta. Była piękna, niebezpiecznie piękna

- Zaprowadź nas do niego, a nic ci się nie stanie – powiedziała słodkim głosem.

„Akurat” - pomyślał.

- Złamałeś mi nos! - Blondas taż podszedł i wrzasnął mu do ucha. Chciał uderzyć chłopaka, ale wielka dłoń jego kompana w oka mgnieniu nastawiła złamaną kość wywołując kolejny ból i kolejne przekleństwa. Feanil wykorzystał to krótkie odwrócenie uwagi. Przemienił się. Kobra przemknęła między nogami osiłka i... Poczuł uścisk tuż za czaszką. Ludzki chwyt zdolny całkowicie unieruchomić każdego węża. Kobieta podniosła go i odwróciła by spojrzeć mu w oczy.

- Zaprowadzisz nas grzecznie, czy mam Cie do tego przekonać? - w jej głosie była groźba.

Ale on w tej postaci nie mógł mówić. Wystawił jedynie język, ale nie jak wąż, a w obraźliwym ludzkim geście. Zrozumiała i aż kipiała złością.

- Jak chcesz – rzuciła przez zaciśnięte zęby podchodząc szybko do samochodu. Wolną ręką złapała niewielki kuferek. Wyjęła z niego jeden flakonik, a resztę wysypała na ulicę. Wrzuciła doń węża i zatrzasnęła.

- Odeślij ich – zwróciła się do tego dużego, a kiedy wykonał rozkaz i cała trójka była w samochodzie dodała – tutejsza mafia może poczekać. Obejrzymy sobie posiadłość.

Hammer zawrócił w stronę lasu. Rothen siedział w kuferku i uśmiechał się do siebie. Możliwe, że jest więźniem, ale tak długo jak oni nie wiedzą o śmierci mistrza, ani gdzie jest ich dom, będzie żył. Potem znajdzie sposób by im uciec, bo wątpił czy Koloseum o nim jeszcze pamięta.

 

Całej scenie przyglądał się facet ukryty w cieniu zaułka po drugiej stronie ulicy. Było ich zbyt wielu. Miał tylko tuzin zwykłych strzał, a pewien był, że Kid zdoła uniknąć jego pocisku. Doom zresztą też, mimo imponujących rozmiarów. Gdy tylko odjechali skierował się do hotelu. Wiedział, że pościg w pojedynkę nie ma sensu, Tym bardziej, że tamci dwaj dobrze go znali.

 

Mniej więcej w tym samym czasie, nieliczni o tak wczesnej porze ludzie w parku mogli spotkać dość osobliwą parkę. Wysoki szpakowaty facet w długim płaszczu, tak chudy, że ów zdawał się wisieć na nim jak na kołku i nastolatka o wielkich zielonych oczach oraz płomiennorudym warkoczu. Szli przez jakiś czas w ciszy główną alejką. On palił fajkę patrząc gdzieś przed siebie, ona zaś jedną dłonią trzymał nadgarstek drugiej, której paznokciami wybijała rytm jakiejś melodii na lufie miotacza ognia przewieszonego przez plecy. W pewnym momencie skrzywiła się marszcząc nosek, i bębnienie o metal ustało, a po chwili zapytała zadzierając głowę na znacznie wyższego towarzysza:

- Mistrzu, co my tu właściwie robimy? - spytała znudzonym głosem

- Szukamy starego przyjaciela – odpowiedział tonem cierpliwego rodzica

- Ale w parku? Nie powinniśmy poszukać jego domu?

- Mówiłem ci już Iskierko, że bieganie po mieście nie ma większego sensu. Potrzebujemy informatora.

- Nudzi mi się. - nastolatka nadąsała się gładząc palcami broń

- Już niedługo moja droga. Jestem pewien, że ich spotkamy.

- Ale...

- Nie wiemy gdzie Allan mieszkał, tylko, że gdzieś w tym mieście, bądź jego okolicy.

- A gdyby ich zapytać? - zerknęła w stronę starszego małżeństwa w mijanej właśnie bocznej alejce.

- Wątpię, żeby coś wiedzieli. On wolał trzymać się na uboczu.

- To nie powinniśmy szukać w centrum, a na obrzeżach miasta. - odparła uśmiechając się, ale mina jej zrzedła na odpowiedź Mistrza:

- To duże miasto. Na razie czekamy.

- Na co?

- To się okaże. - odpowiedział znacznie ciszej, co dla Renee było wyraźnym sygnałem zakończenia rozmowy.

 

Przechodnie oglądali się za spacerującymi swobodnie kobietami. Nie tylko z powodu ich urody. Starsza z nich miała na plecach dwa proste miecze obosieczne, zwane potocznie chrześcijańskimi, młodsza zaś w kaburach na udach, również dwa, sztylety o szerokiej klindze. Od jakiegoś czasu wchodziły do różnych sklepów i butików, lecz nic nie kupowały. Jakiś młodzieniec chciał zapytać czego tak pilnie poszukują, jednak jedno spojrzenie tej młodszej, zimne niczym lodowiec sprawiło, że prawie uciekł od nich. Po dłuższej chwili, ta z mieczami weszła do piekarni, a druga była tuż za nią. Ekspedientka wzdrygnęła się mimo woli, gdy ich spojrzenia się spotkały.

- Słucham, w czym mogę pomóc? - zwróciła się do pierwszej.

- Szukamy pewnego człowieka – Tamta położyła na ladzie zdjęcie przystojniaka o siwych włosach – Allan McClane

- Niestety – odpowiedziała zapytana po chwili – nie znam tego pana

- powiedziano nam, że mieszka gdzieś niedaleko – małolata miała głos równie zimny jak spojrzenie, a może nawet bardziej.

- przykro mi. Pierwsze słyszę. - głos sprzedawczyni zadrżał nieznacznie.

Odwróciły się bez słowa i wyszły. Rozglądały się przez chwile, po czym skierowały się do sklepu z garniturami. Jednak zatrzymały się w połowie drogi. Ta ze sztyletami wyjęła skądś telefon i uśmiechnęła się.

- Pan Ravier zaprasza na herbatkę w tutejszym hotelu. Apartament 313. - powiedziała cicho, a jej towarzyszka skinęła jedynie głową w odpowiedzi.

- Jak myślisz Mistrzyni, znalazł go? - zapytała z nutą nadziei w głosie, a stojący opodal gazeciarz wytrzeszczył oczy ze zdumienia. Słowo „Mistrzyni” jakoś mu tu nie pasowało, wyglądały jak rówieśniczki, jednak jego opinia w tejże chwili obchodziła obie panny najmniej.

- To się okaże. - Odparła ta z mieczami i już bez słowa opuściły dzielnicę handlową.

 

komentarzy: 129 maja 2012, 08:42

1 komentarz do tego wpisu:


Nitia : 10 czerwca 2012, 13:14

Jak zostało obiecane jestem i komentuję (nie ma to jak zakładać konto tylko po to żeby dodać komentarz). Muszę przyznać, żę opowiadanka całkiem całkiem. Oby tak dalej.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl