avatar

t3xz Użytkownik gram.pl (Przodownik) ja.gram.pl/t3xz

Wyprawa archeologiczna, czyli w poszukowaniu zaginionego Xboxa.

darmowy hosting obrazków

 

 Whoah! Jak wołają śnieżni ninja z klanu Świętego Mikołaja. Tak się dziś złożyło, że z absencji rocznej zwrócono mi w moje łapki Xboxa. Pożyczyłem go komuś w „potrzebie", tak, trzeba się czasami poświęcić. Ale to teraz nie jest istotne. W końcu z kilku kilogramowym klockiem obklejonym skrinem z Halo 2 w łapie, wylądowałem w swoim HC pokoju, po czym stwierdziłem, że mam teraz kurka problem. Półeczka Pastgenowa już dawno przestała istnieć, więc pozostało podpięcie pod currentgenowego LCD marki Sony. Lokalizacja gdzie go postawić sprawiła dość dużo problemu. Rozwiązaniem było wywalenie „na razie niepotrzebnej" drukarki i na jej miejsce władowanie obklejonego skrinem Halo 2 Xboxa. Szybki żuraw po kontakt. Obowiązkowe zranienie ręki przy wkładaniu w otchłań sklejkowego biurka przy wyciąganiu upierdliwie stawiającego opór kabla. Epicka walka z potokiem pudełek gier na PS3 lecącymi na jądra, znowu żuraw po płytki z kilkuletnią kolekcją gier i zorientowanie się pod koniec, że chyba zgubiłem kabel zasilający, którego dziwnym trafem przecież ładowałem do torby.  Ale jest. Stare miejsce Kloca, pamiętające jeszcze czasy kiedy śmigałem na 14 calowym CRT marki Korean - China, pies pogrzebany. I dreszcz emocji towarzyszący ekranowi startowemu i kolekcji gier wgranych na twardziela konsoli. Same, miłe, ciepłe wspomnienia. Trzeba w coś zagrać, żeby uczcić tą chwilę. Szybki rzut oka na listę - Ninja Gaiden Black. Jest. Kilka minut później doskwiera brak HD, ale po czasie już się przyzwyczajam. Jest miodnie i trudnie. Dostaję baty, ale po straceniu połowy paska energii Ryu już zaczyna swój morderczy balet. Tnie, rżnie i ogólnie to co lubię. Przy ¼ energii twardo stoję przy swoim i zaciskam zęby „dam radę k*#$(„. Są blue orby, ale zaraz po ich zgarnięciu dostaję serię kończącą się dopiero na napisie Game Over. Czy to poziom trudności? Albo NG2 jest łatwiejszy, a przeciwnicy nie blokują i są mniej ruchliwi niż w jedynce, albo ostatnie solówki w Guitar Hero 3 dość mocno dały mi się we wznaki? Dziwne. Włączam GTA: San Andreas. Przed premierą czwórki miałem mocne postanowienie, że przygotuję się przechodząc wszystkie 3 części serii, czego niestety nie mogłem wykonać z braku PS2 i Xboxa. Ale to już przeszłość. 200 ileś godzin w GTAIV i znowu powrót na stare śmieci. Prosto w buty niggasa CJ. Zonk. Pamięć kolejny raz Plata figle i udoskonala to, co już wtedy wyglądało bardzo średnio. Biegający bezwładnie CJ, model jazdy pojazdów bez żadnego wyczucia, śmieszne kolizje i fizyka, przechodnie mający 3 słowa na krzyż do powiedzenia. Cholera, albo wydadzą remake, albo przed pierwszymi objawami Alzheimera po prostu do tej gry już nie siądę. FUCK!

Dobrze, pomyślałem. Trzeba pomyśleć o przyszłości. I w tym momencie w rękach wylądowało pudełko z grą „Fahrenheit", a przed oczami stanęły migawki z najnowszej produkcji twórców tej gry „Heavy Rain", zupełnie jak w Nowym Orleanie hehe.

 

Pełen obaw zapuściłem płytkę w napędzie konsoli. Nie wiem co mnie jeszcze tchnęło, pewnie jakieś przeczucie, że uruchomiłem HDD Leadera i władowałem 3 GB jej zawartości na twardziel. Jakby jakaś magiczna siła od początku wiedziała, że jest to w jakiś sposób uzasadnione. Intro - siedzę w szoku - pierwsza scena - taak, pamiętam to dokładnie. I tak z pół godziny, po czym czuję, że powoli, raz jeszcze, fabuła, gameplay, postacie, świat przedstawiony, zaczyna mnie wchłaniać niczym działający odkurzacz małego, bezbronnego pajączka. Na grafikę kompletnie nie zwracam uwagę, ba, w pełni jestem nią usatysfakcjonowany. Jest na tyle uniwersalna, bez udziwnień, że równie jak gry stworzone w 2d w erze PSX'a potrafią dziś zachwycić swoim urokiem. No i ta historia, powoli się rozkręca, a ja czuję, że raz jeszcze wezmę w niej udział. Zdecydowanie najlepszy powrót na stare śmieci za sprawą Fahrenheita.

Ale myślę, że tego nawet nie musiałem tłumaczyć. Skoro, przynajmniej w mojej opinii, aż do dnia dzisiejszego to właśnie koleje dzieło Quantic Dream, czyli świetnie zapowiadający się Heavy Rain, będzie w stanie przebić poprzednika.

I nie jest to wcale wina konkurencji. Ta jest mocna w tworzeniu kolejnych obrazów przemocy i siania diabelskiego pomiotu, ale kiedy przychodzi na czas refleksji i stworzenia czegoś nietuzinkowego, trzeba wciąż opierać się na dość rzadko występujących w tej branży geniuszach. 

"The Origami Killer"? WTF Google search?

komentarzy: 302 września 2008, 00:07

3 komentarze do tego wpisu:


Shini : 02 września 2008, 00:38

Fajny i szybko się czytający wpisik :)
odpowiedz

t3xz : 02 września 2008, 15:30

Właśnie skończyłem Fahrenheit ( od rańca pół dniańca), cholera jestem wykończony>
odpowiedz

Shini : 02 września 2008, 15:45

Ale uratowałeś świat, jestem z Ciebie dumny.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl