avatar

luzac Użytkownik gram.pl (Weeaboo) ja.gram.pl/luzac

[ostatnio grane] Mass Effect 3

ostatnio grane, action crpg

0

 Nawet nie wiecie jak mocno zdziwiłem się, gdy w końcu kupiłem Mass Effect 3. Nie jest takie złe jak je malują. Nie jest to też 10/10 jak swego czasu twierdziła pewna gazetka dodawana do gier za około 15 złoty.

 Podkreślam, że to wrażenia z singla. Ja tu nie dla multi przyszedłem. Spoilery też będą.

 Jeśli w skrócie miałbym opisać wrażenia z poprzednich dwóch części, powiedziałbym, że jedynka była okej, a dwójka poszła w złą stronę. Niestety kolejna część nie naprawiła wszystkich problemów jakie z tą grą mam.

 Motyw przewodni Mass Effect 3 czyli zbierz wszystkie rasy w znanym ci kosmosie i skopcie razem dupy złej rasie Żniwiarzy wydawał się być dość ciekawym pomysłem na kontynuację historii, a przy tym o wiele lepszym powodem do szurania po galaktykach aniżeli organizowanie misji samobójczej. Problem w tym, że ME2 miał to, czego potrzebowało ME3 - dużą drużynę złożoną z przedstawicieli wielu ras. Naprawdę, czy nie dało się dorzucić do drużyny jakiegoś Kroganina, czy Getha.

 Ekipa z trójki wypada naprawdę słabo, bo poza Garrusem który od zawsze był dla mnie ziomem, to nie ma za bardzo w czym wybierać. Kaidan nie żyje (w mojej wersji historii oczywiście), Ashley dalej ma osobowość jamochłona, Liara jest nudna, Tali jest ok a James… ja pierdolę… większych muskułów się nie dało? Jedyny prawdzie nowy zawodnik Wesołej Kompanii Sheparda (bo nie kupiłem DLC, a EDI jest częścią ekipy od dwójki) jest jej najsłabszym ogniwem. Rozegrałem z nim jedynie te misje gdzie nie mogłem zwerbować nikogo innego, po czym zamknąłem go w ładowni i zapomniałem o nim. Tak więc większość gry przeszedłem grając kombinacją Garrus i EDI/Tali.

 Z przeszukiwaniem galaktyk też kogoś pojebało. Jeszcze gorzej jak w dwójce. Nie dość że muszę latać po kole, bo szyt niekoniecznie musi znajdować się na planetach, to jeszcze ścigają mnie Żniwiarze… a te pościgi przypominają raczej finał odcinka Benny Hilla, aniżeli walkę na śmierć i życie. Jest jeszcze nudniej i upierdliwej jak w dwójce, a to już osiągnięcie.

 Co do systemu walki (nie oszukujmy się, elementy RPG w tej grze to tylko elementy i w ME głównie chodzi o strzelanie do kaczek), jest nieco lepiej bo nie oberwiemy już przypadkową rakietą w ryj, co zeżre zarówno życie jak i tarcze, ale i tak momentami wpadałem w czysty stan dezorientacji co mnie zabija bo hud się świeci na czerwono, ale już skąd pociski lecą to nie widać, a tu do mnie wieżyczka z góry ciśnie.

 Dość głupio rozwiązano też przeciwników. Walczymy głównie z Cerberusem i Zniwiarzami oraz na chwilkę z Gethami. Może się mylę, ale dwójka pod tym względem nie była jakoś bardziej atrakcyjna? Niby najemnicy stają po naszej stronie, ale nie można było stworzyć ich jakichś radykalnych odłamów? Czemu żaden Kroganin nie chciał mi spuścić manta na Tuchance? Nie wspomnę już o tym, że nowe rodzaje przeciwników pojawiają się w zadaniach pobocznych wcześniej niż w głównej osi fabularnej przez co dramatyczne wejścia niektórych z nich bardziej powodują uśmieszek na twarzy aniżeli wzbudzają strach.

 (ragemode) Ale i tak nic mnie nie wkurwia w tej grze bardziej niż ten pieprzony motyw z dzieciakiem. Towarzyszy nam przez całą grę. Miliardy giną a jebany Shepard ma wątpliwości z powodu jednego dzieciaka? Błagam. Jeszcze na siłę wepchnęli jego sylwetkę do zakończenia, przez co ja się nie dziwie, że ludzie tak je hejtują. Ja też je hejtuje bo nienawidzę wybieranych zakończeń. W grach tego typu to powinna być wypadkowa naszych działań decyzji. Weźmy chociażby takiego Fallouta - jasne, to tylko kilka kart informacyjnych z narracją, ale przez całą grę pracowaliśmy na efekt końcowy. A tu idę w prawo i okazuje się że wybrałem nie to zakończenie którego chciałem. No kurwa. (/ragemode)

 Zrzędzenia dużo, ale nie zmienia to faktu, że Mass Effect 3 jest miodny jak poprzedniki w kwestii tego space-operowego patosu. Cynik Shepard ma boskie teksty a dziennikarki nauczyły się unikać naszych ciosów. Kurna, takiego Wiedźmina męczę tygodniami, nie mogę się wkręcić, cały czas siedzę w tym drugim akcie, a ME3? Grało się zadziwiająco przyjemnie, a wyprawa na Rannoch to jedna z najlepszych przygód jakiej byłem świadkiem w grach komputerowych. Żeby reszta gry była tak solidna jak te parę godzin na planecie Quarian.

 Tak więc Mass Effect pozostanie dla mnie serią, z której dalej będę cisnął niezłego wała, a przy tym z oddaniem do niej powracał. Bo możesz walczyć jak Kroganin i być szybki jak leopard ale nigdy nie będziesz lepszy niż komandor Shepard.

komentarzy: 126 czerwca 2014, 15:44

1 komentarz do tego wpisu:


Elminster : 26 czerwca 2014, 18:51

#przesadzasz #hejt #kondorwnatarciu
Najlepsza misja była na Tuchance. W sumie końcowa scenka najbardziej wryła mi się w pamięć. :D
W tym motywie z dzieckiem najgorsze chyba były sny, w których Shepard biegał(a) w zwolnionym tempie. Sam pomysł wplatania tych wstawek (które miały zachęcać do reflekcji?) jest śmieszny.
I nigdy nie wybaczę Bioware tego, co zrobiła z Kadianem. Na prawdę nie wiem co kliknąłem, że chciał ze mną wylądować w łóżku.
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl