avatar

luzac Użytkownik gram.pl (Weeaboo) ja.gram.pl/luzac

[anime] Kill la Kill

Anime

0

W dzisiejszych czasach chyba największym wrogiem jakiego mogą mieć serial czy gra jest hype. Wywołanie takowego to jedno, ale sprostanie późniejszym oczekiwaniom to drugie. Wielu przy tym poległo, pozostawiając spory niesmak. Ale jest studio, które swoją pierwszą telewizyjną produkcję przekuło w sukces, wykorzystując przy okazji cały hype jaki się wokół niej kręcił. No ale jeśli w studiu tym pracują ludzie którzy niegdyś dołożyli swoją cegiełkę do legend takich jak Neon Genesis Evangelion czy Tengen Toppa Gurren Lagann, to można było spodziewać się innego wyniku? No może poza totalnym blamażem i katastrofą, których na szczęście nie doświaczyliśmy.
Licealistka Ryuko Matoi przenosi się do Akademii Honnouji tropem osoby odpowiedzialnej za śmierć jej ojca, Isshina. Władzę nad szkołą sprawuje samorząd pod przewodnictwem Satsuki Kiryuin, której rządy twardej ręki opierają się na systemie kastowym oraz sile mundurków szkolnych, dających uczniom nadludzkie moce, w zależności od liczby posiadanych gwiazdek. Po pierwszej konfrontacji z lojalnymi wobec Satsuki uczniami, Ryuko odnajduje w ruinach swojego rodzinnego domu mundurek który w tajemnicy przygotował jej ojciec. Senketsu, prócz umożliwenia Ryuko walki jak równy z równym z użytkownikami mundurków z Honnouji, okazuje się być żywą i myślącą istotą. Z pomocą tajemniczego wychowawcy Mikisugiego oraz koleżanki z klasy Mako, Ryuko i Senketsu stają do walki w celu obalenia reżimu Satsuki i pomszczeniu Isshina.
O ile na pierwszy rzut oka Kill la Kill wydaje się być kolejnym anime akcji z dość rąbniętą fabułą i równie rąbniętymi postaciami, to bardzo szybko można było się przekonać, że taka definicja nie wystarczy. Bo o ile wspomniany przeze mnie wcześniej Gurren Lagann z każdym kolejnym odcinkiem staje się coraz to bardziej epicki, o tyle Kill la Kill z każdym kolejnym odcinkiem staje się coraz to bardziej niepojęty… tak, “niepojęty” to doskonałe określenie. Ponieważ wszystko w tej serii jest nieziemsko przegięte (no może poza animacją, ale wiadomo, budżet). Od samego pomysłu na Akademię Honnouji i jej zasady, poprzez postacie, akcję i humor, na soundtracku kończąc. Nie wspominając o tym, że wiele życzeń fanów które pojawiały się tu i ówdzie na forach ulegało magicznemu spełnieniu, nie spłycając przy okazji całości.
Owszem, część rzeczy można by poprawić. Chociażby fakt, że Ryuko jako główny protagonista wypada słabo na tle pozostałych postaci. Wydaje mi się też, że nieco lepiej można było potraktować Junketsu, odpowiednik Senketsu należący do rodziny Kiryuin i noszony przez Satsuki. Takich przykładów nieco zmarnowanego potencjału jest jeszcze kilka, ale wolę unikać ciężkich spoilerów. Nie było jednak w serialu niczego, co mógłbym okreslić mianem słabego czy spartolonego, ot tylko parę niedociąnięć.
Trigger zaserwowało mi jazdę jakiej po nim oczekiwałem. I czekam na więcej.

 W dzisiejszych czasach chyba największym wrogiem jakiego mogą mieć serial czy gra jest hype. Wywołanie takowego to jedno, ale sprostanie późniejszym oczekiwaniom to drugie. Wielu przy tym poległo, pozostawiając spory niesmak. Ale jest studio, które swoją pierwszą telewizyjną produkcję przekuło w sukces, wykorzystując przy okazji cały hype jaki się wokół niej kręcił. No ale jeśli w studiu tym pracują ludzie którzy niegdyś dołożyli swoją cegiełkę do legend takich jak Neon Genesis Evangelion czy Tengen Toppa Gurren Lagann, to można było spodziewać się innego wyniku? No może poza totalnym blamażem i katastrofą, których na szczęście nie doświaczyliśmy.

 Licealistka Ryuko Matoi przenosi się do Akademii Honnouji tropem osoby odpowiedzialnej za śmierć jej ojca, Isshina. Władzę nad szkołą sprawuje samorząd pod przewodnictwem Satsuki Kiryuin, której rządy twardej ręki opierają się na systemie kastowym oraz sile mundurków szkolnych, dających uczniom nadludzkie moce, w zależności od liczby posiadanych gwiazdek. Po pierwszej konfrontacji z lojalnymi wobec Satsuki uczniami, Ryuko odnajduje w ruinach swojego rodzinnego domu mundurek który w tajemnicy przygotował jej ojciec. Senketsu, prócz umożliwenia Ryuko walki jak równy z równym z użytkownikami mundurków z Honnouji, okazuje się być żywą i myślącą istotą. Z pomocą tajemniczego wychowawcy Mikisugiego oraz koleżanki z klasy Mako, Ryuko i Senketsu stają do walki w celu obalenia reżimu Satsuki i pomszczeniu Isshina.

 O ile na pierwszy rzut oka Kill la Kill wydaje się być kolejnym anime akcji z dość rąbniętą fabułą i równie rąbniętymi postaciami, to bardzo szybko można było się przekonać, że taka definicja nie wystarczy. Bo o ile wspomniany przeze mnie wcześniej Gurren Lagann z każdym kolejnym odcinkiem staje się coraz to bardziej epicki, o tyle Kill la Kill z każdym kolejnym odcinkiem staje się coraz to bardziej niepojęty… tak, “niepojęty” to doskonałe określenie. Ponieważ wszystko w tej serii jest nieziemsko przegięte (no może poza animacją, ale wiadomo, budżet). Od samego pomysłu na Akademię Honnouji i jej zasady, poprzez postacie, akcję i humor, na soundtracku kończąc. Nie wspominając o tym, że wiele życzeń fanów które pojawiały się tu i ówdzie na forach ulegało magicznemu spełnieniu, nie spłycając przy okazji całości.

 Owszem, część rzeczy można by poprawić. Chociażby fakt, że Ryuko jako główny protagonista wypada słabo na tle pozostałych postaci. Wydaje mi się też, że nieco lepiej można było potraktować Junketsu, odpowiednik Senketsu należący do rodziny Kiryuin i noszony przez Satsuki. Takich przykładów nieco zmarnowanego potencjału jest jeszcze kilka, ale wolę unikać ciężkich spoilerów. Nie było jednak w serialu niczego, co mógłbym okreslić mianem słabego czy spartolonego, ot tylko parę niedociąnięć.

 Trigger zaserwowało mi jazdę jakiej po nim oczekiwałem. I czekam na więcej.

komentarzy: 114 kwietnia 2014, 11:07

1 komentarz do tego wpisu:

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl