avatar

Pieciakos Użytkownik gram.pl (Obywatel) ja.gram.pl/Pieciakos

Pustelnik

fantasy

PUSTELNIK
Pewnego jesiennego popołudnia wędrując po lesie spotkałem nieprzytomną dziewczynę. Jej włosy były ciemno brązowe twarz miała całą we krwi. Leżała nieruchomo  ale oddychała, słabo ale jednak. Niewiele myśląc zabrałem ją do swojego domku w lesie. Nie byłem lekarzem ale trochę umiałem wyczyściłem jej twarz, nałożyłem opatrunki i mimo że była nieprzytomna co jakiś czas się budziła z krzykiem karmiłem ją wtedy i poiłem niestety ona budziła się tylko na kilka min niczego nie pamiętała i miała straszną gorączkę. Po kilku dniach gorączka zaczęła ustępować, cieszyłem się wtedy jak nigdy. Dziewczyna zaczynała się budzić i rozmawiać ale nie miała sił wstać z łóżka. Gdy spytałem jak sie nazywa powiedziała że Karolina i że jest podróżniczką. Uwierzyłem jej mimo że miała dopiero  16 lat. Miała brązowe włosy, duże niebieskie oczy, zgrabny nosek i różowe usta. Często się uśmiechała z byle powodu, w moim dość samotnym pustelniczym życiu fajnie było mieć jakiegoś towarzysza do tego tak pięknego, rozmownego i wesołego. Nic o sobie nie wiedzieliśmy więc pierwszy się jej przedstawiłem powiedziałem jej że jestem pustelnikiem i myśliwym poluje na zwierzęta i sprzedaje w pobliskiej wiosce w zamian za jedzenie i picie. Ona mi powiedziała że jest poszukiwaczką przygód miała swoją kompanie ale wpadli w pewne kłopoty widzieli coś czego nie powinni jak ludzie pewnego oprych napadają karetę i mordują wszystkich. Byli ścigani przez najemników a gdy spotkali rycerzy powiedzieli że są ścigani przez morderców. Rycerze zaoferowali im pomoc byli szczęśliwy pewni tego że przeżyją a oprychy dostaną za swoje. Nic bardziej mylnego rycerze gdy zobaczyli kto jest dowódcą tych morderców od razu zabili 2 towarzyszy a byłą ich piątka.Troje towarzyszy uciekali jak tylko mogli niestety rycerze i najemnicy mieli kusze i zaczęli strzelać Karolina miał szczęście i bełty tylko ją raniły w policzek nogę i rękę. Jej towarzysze nie mieli tyle szczęścia szybko spadli ze swoich koni. Karolina z płaczem dalej uciekała lecz jeden z najemników zabiegł jej drogę i drewnianą pałą zdzielił ją prosto w twarz straciła  przytomność ale z konia nie spadła po kilku min jak się obudziła zobaczyła że Koń dalej galopuje a jej z twarzy ciągle leje się krew. Zobaczyła że jest w lesie nie widziała pogoni zgubiła ich. Lecz wtedy nagle pojawiły się trzy wilki pragnące ich zabić dobyła miecz ale szermierką nie była ledwo zdołała zabić jednego wilka koń ją zwalił z grzbietu  i walczył z dwoma wilkami dziewczyna chcąc ratować swojego kochanego konia zabiła drugiego wilka lecz trzeci wilk zdążył wgryźć się koniowi w szyje, koń padł od razu i się nawet nie ruszał miał na sobie wiele ran od pazurów i kłów wilków  trzeci  wilk cały w krwi konia chciał teraz zabić Karolinę lecz ona w szale zaczęła machać mieczem na oślep i tylko szczęściem mocno w niego trafiła, wilk zginą od razy. Nie wiedziała gdzie ma iść ani co zrobić szła przed siebie, cała w swojej krwi i wilków zmęczona z wieloma ranami. Nie wiedział ile przeszła metrów w pewnej chwili po prostu padła nie miała sił dalej nic robić i zasnęła. Obudziła się już w moim domu. Pomagała mi w pracach gdy ja polowałem i zbierałem zioła ona rąbała drewno i łowiła ryby w pobliskim jeziorku. Często razem spacerowaliśmy tak mijały dni i tygodnie. Pewnego razu gdy poszedłem sprzedawać skóry najemnicy przesłuchiwali chłopów czy widzieli dziewczynę, nie mówili od razu bo wiedzieli że wtedy i mnie zabiją a bez skór i mięsa zwierząt nie przeżyją zimy ale wiedziałem że pewnego dnia im powiedzą. Powiedziałem dziewczynie o wszystkim chciała bym z nią uciekł ale nie mogłem bo bym zginą byłem poszukiwany przez państwo nie wiedziała o tym ale jej wszystko wytłumaczyłem. Kilka lat temu gdy miałem 20 lat brałem udział w rebelii mająca za cel obalenie króla, byłem oficerem dowodziłem własnym batalionem który miał wyprowadzić atak na tyły zamku. Moi ludzi stanowili około 20% całej armii rewolucyjnej wszystko miało się udać reszta miała odciągnąć uwagę wojska i króla a my kanałami mieliśmy zdobyć miasto od środka i zabić króla. Nie udało się wśród nas byli tacy co nas sprzedali a w otwartej walce nie mieliśmy z nimi szans gdy szliśmy kanałami zostaliśmy zaatakowani najpierw spuszczono na nas psy a potem łucznicy nas ostrzelali gdy  została nas zaledwie garstka tego co było żołnierze ruszyli na nas, dałem rozkaz odwrotu ale w tym hałasie walczących mieczy i krzyków walczących oraz umierających nie wiele dało się usłyszeć, dostałem  cepem w głowę straciłem przytomność  żeby nie hełm i ludzi którzy mnie wynieśli bym nie żył. Walka przegrana, król wiedział o tym że żyje i kazał mnie zabić. Uciekłem w las walka o zamek okazałą się klęską główne siły szturmujące zamek padły kilka godzin po tym jak nas zniszczono. Niewielu przeżyło, wszyscy dowódcy i oficerowie zostali już dawno odnalezieni i straceni za zdradę stanu mnie ciągle szukano. Byłem oskarżony o zdradę stanu a to do końca przekreśla życie w danym kraj. Chciałem uciec do innego kraju ale mój kraj był ogromny a ja byłem w samym jego centrum nie miałem szans na ucieczkę znaleźli by mnie. Więc zamieszkałem w lesie razem ze starym myśliwym który dał mi tam schronienie, był stary i był jedynym myśliwym reszta chłopów bała się polować bo w tym lesie jest pełno niebezpieczeństw. Ale ja się nie bałem potrafiłem walczyć  i strzelać nauczyłem się robić pułapki na zwierzynę i tropić ją. Tak mijały dni, miesiące i lata. Pewnego razy gdy ze starym myśliwym który mnie wszystkie nauczył a miał na imię Geralt  mieliśmy się już budzić on nie wstał nie oddychał w ręku trzymał kartkę na której było napisane „Byłeś mi jak syn moje dni dobiegają już końca czuję to. Tobie zostawiam wszystko co mam i proszę kontynuuj polowanie dla dobra tych wieśniaków bez ciebie nie przeżyją zimy”. Byłem jego jedynym ludzkim towarzystwem byli też wieśniacy z pobliskiej wsi których widywaliśmy gdy nazbieraliśmy skór i mięsa na wymianę. W wiosce była żałoba z powodu śmierci myśliwego, był dobrym i uczciwym człowiekiem wiedział kim jestem ale nikomu nie powiedział. Wszyscy go szanowali nawet tutejszy sołtys i ludzi z okolicznych wsi sięgali u niego o rady i pomoc, nigdy nie odmawiał i zawsze pomagał. Miał czas na wszystko pomaganie, polowanie i czytanie książek a nawet na odwiedzanie grobu swojej zmarłej żony. Nie ożenił się drugi raz kochał tylko ją nie chciał o niej gadać nie miał dzieci a przynajmniej tak mówił. I tak spędzałem lata w samotności aż do dnia w której ją znalazłem. Ona nie chciała mnie zostawić mówiła że mnie kocha i chce być ze mną. Ja miałem już 35 lat kochałem tą dziewczynę ale jak córkę i chciałem by żyła więc zrobiłem wszystko by mnie znienawidziła,  wyśmiałem jej miłość kazałem jej odejść że jak ona odejdzie to przynajmniej będę bezpieczny z płaczem wybiegła płakać nad jeziorem. Spakowałem jej rzeczy sporo jedzenia i ubrania i mój miecz za czasów wojny był ostry i leciutki wykuty specjalnie dla mnie na dnie plecaka zostawiłem jej karteczkę w której napisałem że przepraszam ją za wszystko że tak naprawdę też ją kocham że była dla mnie jak córka i była moim jedynym towarzyszem od dawna. Rzuciłem jej plecak a ona poszła z płaczem przed siebie. Ja natomiast przygotowywałem się na przyjście tych najemników chciałem zabić jak najwięcej by jej nie ścigali albo przynajmniej zdobyć jej trochę czasu. Wieczorem tak jak przewidywałem przybyli, było ich około 30 nie używali pochodni żeby ich nie zobaczyć ale ja byłem myśliwym potrafiłem zobaczyć zwierzynę nawet w nocy bo i w nocy najwięcej polowałem. A tej nocy było mało chmur a księżyc świecił jasno ja byłem na drzewie z łukiem w ręku i z mieczem w pochwie na boku. Zastawiłem sporo pułapek już po 10 min zostało ich tylko 23 żywych reszta albo już nie żyła albo umierała w męczarniach. Siemiu miało kusze a szesntastu miało tylko miecze szybko zacząłem strzelać w tych z kuszami ,zabiłem pięciu zanim zobaczyli gdzie jestem. Dwuch następnych zabiłem od razu została mi jedna strzała którą szybko wycelowałem w największego niestety uchylił się miał niesamowity refleks. Zeskoczyłem z drzewa już miałem miecz w ręku, byłem ja sam na szesnastu, otoczyli mnie mimo że od lat nie walczyłem z ludźmi mięśnie pamiętały dobrze jak się zachować.  Dwuch nabiegło z mieczem u góry szybkim ruchem uprzedziłem atak znajdującego się bliżej przeciwnika a parując następnie atak drugiego odepchnąłem go barem i podciąłem mu gardło po czym od razu padł kolana. Zostało czternastu ich szef powiedział do mnie "wydaj dziewczynę a darujemy ci życie widać że umiesz walczyć ale sam czternastu nie pokonasz". Wiedziałem że nie ale musiałemsprobować jej zyskać czas musiałem zrobić coś by jej pomóc.  Pieciu mnie otoczyło mieli strach w oczach widziałem to, w moich oczach była tylko chęć ocelanie dziewczyny. Jeden z nich nie wytrzymał nabiegł na mnie sparowałem atak i ciąłem w skroń  dwuch następnych nabiegło, Ci mieli miecze przy sobie jeden się potkną szybko to wykorzystałem i wbiłem mu miecz w plecy a drugi z przerażeniem odskoczył było już za późno na ucieczkę szybko zbliżyłem się do niego i ciąłem go od dołu w brzuch skończyłem na jego brodzie. Reszta chciała już uciekać widać że mordowali tylko bezbronnych nie umieli walczyć a żaden z nich nie miał więcej niż 20 lat poza dowódcą. Wyzwał ich od tchórzy i szybkim cięciem zabił jednego z nich reszta nie wiedziała co robić  dowódca powiedział że sam się tym zajmie. Jego wzrok był zimny i przenikliwy wiedziałem że z nim nie wygram był w moim wieku powiedział że wie kim jestem to on nas sprzedał królowi moja nienawiść do niego pojawiła się momentalnie i pragnąłem go zabić, zaatakował mnie jego cios był szybki i mocny ledwo go sparowałem walczyliśmy ja się męczyłem on dalej miał na sobie parszywy uśmiech i miał siłę dalej walczyć. Wtedy znikąd poleciała strzała w kierunku dowódcy bandytów, uchylił się zobaczyłem ją jej długie włosy powiewały na wietrze miała w ręku mój miecz ja natomiast miałem jakiś złom ciężki i nieporęczny biegła z krzykiem do mnie wiedziałem że nie ma szans lecz ona zrobiła unik pod jego mieczem i cięła go w nogę prześlizgując się obok niego i wstała on jednym machnięciem w tył odrzucił ją mimo że sprawowała go mieczem była za słaba by wytrzymać ten atak ja ze wściekłości odzyskałem siłę, gdy upadła i wypuściła mój dawny miecz szybko go podniosłem i ciąłem błyskawicznie w ostatnich chwili sparował miał skaleczoną prawą nogę i zboczyłem w jego oczach strach ale tylko na moment. Walczyliśmy długo z moim mieczem o wiele lepiej się wałczyło a on mimo skaleczonej i mocno krwawiącej nogi dobrze walczył i wtedy ci co się przyglądali rzucili się na mnie i na dziewczynę szybko od niego odskoczyłem i szybko zacząłem walczyć z tamtymi  padali jak muchy żaden z nich nie umiał walczyć czterach ostatnich uciekło, ich dowódca skoczył do mnie ledwo sparowałem żebym się spóźnił o 1s bym już nie żył. Jego atak był na tyle silny żę padłem na ziemię. Próbował wykonać skok w moim kierunku i całym impetem zatakować mnie. Na szczęście przez raną nogę był w stanie jedynie się do mnie zblizyć ale nie dałem mu satysfakcji atakowania mnie leżącego na ziemię i szybko wstałem na nogi gotowy do daleszej walki. Nasza walka była zażarta i do końca nie pewna. W pewnej chwili kopnąłem go w krwawiącą nogę zajęczał z bólu i opuścił gardę w tej chwili było już po nim w mgnieniu oka odciąłem mu głowę krew trysnęła. A ja z wycieczenia padłem na kolana. I spojrzałem na dziewczynę. Podeszła do mnie i przytuliła mnie i powiedziała do mnie że chce mieszkać ze mną że jestem jej jedynym przyjacielem że jestem dla niej jak ojciec. Uściskałem ją i wtedy poczułem przeszywający ból to był bełt z kuszy po chwili poczułem 2 okazało się że ci tchórze wrócili i zamierzali mnie podstępnie zabić, kazałem dziewczynce uciekać ale było już za późno miała bełt w czole krew jej ściekała a jej otwarte oczy były puste padła bezwładnie, nie czułem już wtedy bólu czułem jedynie wściekłość i chęć mordu wstałem z mieczem w dłoni i ruszyłem błyskawicznie w ich stronę dostałem jeszcze 2 bełty ale to mnie nie zatrzymało biegłem dalej w jednej chwili zabiłem ich z krzykiem na ustach i krwią spływającą po całym moim ciele. Potem z płaczem wróciłem  do dziewczyny i klęcząc na kolanach płakałem i wzywałem Boga by ją uratował. Nagle pojawił się stary mężczyzna opierający się o długi kij. Dotknął mnie a ja wtedy zasnąłem. Gdy się obudziłem on siedział na krześle i zaczął mówić. Powiedział że jest szansa na uratowanie dziewczynki ale musiałbym zaryzykować własnym życiem. Powiedział że jeśli naprawdę ją kocham ale nie jako kochanek ale jako Bóg czyli jako ojciec dziewczynka będzie żyła. Zgodziłem się od razu powiedział że musi być pełnia księżyca która będzie za 2 dni do tego czasu mam odpoczywać, nie chciałem ale musiałem. Gdy nadeszła pełnia trzymałem ją na rękach i patrzyłem na nią wyglądała jakby spała ale była zimna i blada. Starzec narysował krąg i kazał w nim ją położyć a mi uklęknąć nad jej ciałem. Gdy wszystko było już gotowe krąg zaświecił a ja gdzieś byłem ale nie pamiętałem gdzie wiem jedynie że nie chciałbym tam wracać było tam zimno i czuć było zło. Dziewczyna obudziła się momentalnie i mnie przytuliła i powiedziała „Tato proszę już nigdy mnie nie zostawiaj” po policzku pociekła jej łza a ja jej obiecałem że już nigdy nie będzie sama i że już nikt nie będzie jej ścigał. Gdy chciałem podziękować starcu jego już nie było zniknął tak samo szybko i tajemniczo jak się pojawił a my mieszkaliśmy razem. Po roku nawet się ożeniłem z piękną kobietą która uratowała moją „córkę” gdy wpadła do rzeki. Bardzo się polubiły były najlepszymi przyjaciółkami nauczyła i dała jej to czego ja nie mogłem między innymi matczyną miłość. Potem urodził mi się syn nazwałem go Geralt tak jak starzec który uratował mi życie i dał schronienie. Potem żyliśmy długo i szczęśliwie aż do pewnego razu ale to już inna opowieść.            KONIEC?
Pewnego jesiennego popołudnia wędrując po lesie spotkałem nieprzytomną dziewczynę. Jej włosy były ciemno brązowe twarz miała całą we krwi. Leżała nieruchomo  ale oddychała, słabo ale jednak. Niewiele myśląc zabrałem ją do swojego domku w lesie. Nie byłem lekarzem ale trochę umiałem wyczyściłem jej twarz, nałożyłem opatrunki i mimo że była nieprzytomna co jakiś czas się budziła z krzykiem karmiłem ją wtedy i poiłem niestety ona budziła się tylko na kilka min niczego nie pamiętała i miała straszną gorączkę. Po kilku dniach gorączka zaczęła ustępować, cieszyłem się wtedy jak nigdy. Dziewczyna zaczynała się budzić i rozmawiać ale nie miała sił wstać z łóżka. Gdy spytałem jak sie nazywa powiedziała że Karolina i że jest podróżniczką. Uwierzyłem jej mimo że miała dopiero  16 lat. Miała brązowe włosy, duże niebieskie oczy, zgrabny nosek i różowe usta. Często się uśmiechała z byle powodu, w moim dość samotnym pustelniczym życiu fajnie było mieć jakiegoś towarzysza do tego tak pięknego, rozmownego i wesołego. Nic o sobie nie wiedzieliśmy więc pierwszy się jej przedstawiłem powiedziałem jej że jestem pustelnikiem i myśliwym poluje na zwierzęta i sprzedaje w pobliskiej wiosce w zamian za jedzenie i picie. Ona mi powiedziała że jest poszukiwaczką przygód miała swoją kompanie ale wpadli w pewne kłopoty widzieli coś czego nie powinni jak ludzie pewnego oprych napadają karetę i mordują wszystkich. Byli ścigani przez najemników a gdy spotkali rycerzy powiedzieli że są ścigani przez morderców. Rycerze zaoferowali im pomoc byli szczęśliwy pewni tego że przeżyją a oprychy dostaną za swoje. Nic bardziej mylnego rycerze gdy zobaczyli kto jest dowódcą tych morderców od razu zabili 2 towarzyszy a byłą ich piątka.Troje towarzyszy uciekali jak tylko mogli niestety rycerze i najemnicy mieli kusze i zaczęli strzelać Karolina miał szczęście i bełty tylko ją raniły w policzek nogę i rękę. Jej towarzysze nie mieli tyle szczęścia szybko spadli ze swoich koni. Karolina z płaczem dalej uciekała lecz jeden z najemników zabiegł jej drogę i drewnianą pałą zdzielił ją prosto w twarz straciła  przytomność ale z konia nie spadła po kilku min jak się obudziła zobaczyła że Koń dalej galopuje a jej z twarzy ciągle leje się krew. Zobaczyła że jest w lesie nie widziała pogoni zgubiła ich. Lecz wtedy nagle pojawiły się trzy wilki pragnące ich zabić dobyła miecz ale szermierką nie była ledwo zdołała zabić jednego wilka koń ją zwalił z grzbietu  i walczył z dwoma wilkami dziewczyna chcąc ratować swojego kochanego konia zabiła drugiego wilka lecz trzeci wilk zdążył wgryźć się koniowi w szyje, koń padł od razu i się nawet nie ruszał miał na sobie wiele ran od pazurów i kłów wilków  trzeci  wilk cały w krwi konia chciał teraz zabić Karolinę lecz ona w szale zaczęła machać mieczem na oślep i tylko szczęściem mocno w niego trafiła, wilk zginą od razy. Nie wiedziała gdzie ma iść ani co zrobić szła przed siebie, cała w swojej krwi i wilków zmęczona z wieloma ranami. Nie wiedział ile przeszła metrów w pewnej chwili po prostu padła nie miała sił dalej nic robić i zasnęła. Obudziła się już w moim domu. Pomagała mi w pracach gdy ja polowałem i zbierałem zioła ona rąbała drewno i łowiła ryby w pobliskim jeziorku. Często razem spacerowaliśmy tak mijały dni i tygodnie. Pewnego razu gdy poszedłem sprzedawać skóry najemnicy przesłuchiwali chłopów czy widzieli dziewczynę, nie mówili od razu bo wiedzieli że wtedy i mnie zabiją a bez skór i mięsa zwierząt nie przeżyją zimy ale wiedziałem że pewnego dnia im powiedzą. Powiedziałem dziewczynie o wszystkim chciała bym z nią uciekł ale nie mogłem bo bym zginą byłem poszukiwany przez państwo nie wiedziała o tym ale jej wszystko wytłumaczyłem. Kilka lat temu gdy miałem 20 lat brałem udział w rebelii mająca za cel obalenie króla, byłem oficerem dowodziłem własnym batalionem który miał wyprowadzić atak na tyły zamku. Moi ludzi stanowili około 20% całej armii rewolucyjnej wszystko miało się udać reszta miała odciągnąć uwagę wojska i króla a my kanałami mieliśmy zdobyć miasto od środka i zabić króla. Nie udało się wśród nas byli tacy co nas sprzedali a w otwartej walce nie mieliśmy z nimi szans gdy szliśmy kanałami zostaliśmy zaatakowani najpierw spuszczono na nas psy a potem łucznicy nas ostrzelali gdy  została nas zaledwie garstka tego co było żołnierze ruszyli na nas, dałem rozkaz odwrotu ale w tym hałasie walczących mieczy i krzyków walczących oraz umierających nie wiele dało się usłyszeć, dostałem  cepem w głowę straciłem przytomność  żeby nie hełm i ludzi którzy mnie wynieśli bym nie żył. Walka przegrana, król wiedział o tym że żyje i kazał mnie zabić. Uciekłem w las walka o zamek okazałą się klęską główne siły szturmujące zamek padły kilka godzin po tym jak nas zniszczono. Niewielu przeżyło, wszyscy dowódcy i oficerowie zostali już dawno odnalezieni i straceni za zdradę stanu mnie ciągle szukano. Byłem oskarżony o zdradę stanu a to do końca przekreśla życie w danym kraj. Chciałem uciec do innego kraju ale mój kraj był ogromny a ja byłem w samym jego centrum nie miałem szans na ucieczkę znaleźli by mnie. Więc zamieszkałem w lesie razem ze starym myśliwym który dał mi tam schronienie, był stary i był jedynym myśliwym reszta chłopów bała się polować bo w tym lesie jest pełno niebezpieczeństw. Ale ja się nie bałem potrafiłem walczyć  i strzelać nauczyłem się robić pułapki na zwierzynę i tropić ją. Tak mijały dni, miesiące i lata. Pewnego razy gdy ze starym myśliwym który mnie wszystkie nauczył a miał na imię Geralt  mieliśmy się już budzić on nie wstał nie oddychał w ręku trzymał kartkę na której było napisane „Byłeś mi jak syn moje dni dobiegają już końca czuję to. Tobie zostawiam wszystko co mam i proszę kontynuuj polowanie dla dobra tych wieśniaków bez ciebie nie przeżyją zimy”. Byłem jego jedynym ludzkim towarzystwem byli też wieśniacy z pobliskiej wsi których widywaliśmy gdy nazbieraliśmy skór i mięsa na wymianę. W wiosce była żałoba z powodu śmierci myśliwego, był dobrym i uczciwym człowiekiem wiedział kim jestem ale nikomu nie powiedział. Wszyscy go szanowali nawet tutejszy sołtys i ludzi z okolicznych wsi sięgali u niego o rady i pomoc, nigdy nie odmawiał i zawsze pomagał. Miał czas na wszystko pomaganie, polowanie i czytanie książek a nawet na odwiedzanie grobu swojej zmarłej żony. Nie ożenił się drugi raz kochał tylko ją nie chciał o niej gadać nie miał dzieci a przynajmniej tak mówił. I tak spędzałem lata w samotności aż do dnia w której ją znalazłem. Ona nie chciała mnie zostawić mówiła że mnie kocha i chce być ze mną. Ja miałem już 35 lat kochałem tą dziewczynę ale jak córkę i chciałem by żyła więc zrobiłem wszystko by mnie znienawidziła,  wyśmiałem jej miłość kazałem jej odejść że jak ona odejdzie to przynajmniej będę bezpieczny z płaczem wybiegła płakać nad jeziorem. Spakowałem jej rzeczy sporo jedzenia i ubrania i mój miecz za czasów wojny był ostry i leciutki wykuty specjalnie dla mnie na dnie plecaka zostawiłem jej karteczkę w której napisałem że przepraszam ją za wszystko że tak naprawdę też ją kocham że była dla mnie jak córka i była moim jedynym towarzyszem od dawna. Rzuciłem jej plecak a ona poszła z płaczem przed siebie. Ja natomiast przygotowywałem się na przyjście tych najemników chciałem zabić jak najwięcej by jej nie ścigali albo przynajmniej zdobyć jej trochę czasu. Wieczorem tak jak przewidywałem przybyli, było ich około 30 nie używali pochodni żeby ich nie zobaczyć ale ja byłem myśliwym potrafiłem zobaczyć zwierzynę nawet w nocy bo i w nocy najwięcej polowałem. A tej nocy było mało chmur a księżyc świecił jasno ja byłem na drzewie z łukiem w ręku i z mieczem w pochwie na boku. Zastawiłem sporo pułapek już po 10 min zostało ich tylko 23 żywych reszta albo już nie żyła albo umierała w męczarniach. Siemiu miało kusze a szesntastu miało tylko miecze szybko zacząłem strzelać w tych z kuszami ,zabiłem pięciu zanim zobaczyli gdzie jestem. Dwuch następnych zabiłem od razu została mi jedna strzała którą szybko wycelowałem w największego niestety uchylił się miał niesamowity refleks. Zeskoczyłem z drzewa już miałem miecz w ręku, byłem ja sam na szesnastu, otoczyli mnie mimo że od lat nie walczyłem z ludźmi mięśnie pamiętały dobrze jak się zachować.  Dwuch nabiegło z mieczem u góry szybkim ruchem uprzedziłem atak znajdującego się bliżej przeciwnika a parując następnie atak drugiego odepchnąłem go barem i podciąłem mu gardło po czym od razu padł kolana. Zostało czternastu ich szef powiedział do mnie "wydaj dziewczynę a darujemy ci życie widać że umiesz walczyć ale sam czternastu nie pokonasz". Wiedziałem że nie ale musiałemsprobować jej zyskać czas musiałem zrobić coś by jej pomóc.  Pieciu mnie otoczyło mieli strach w oczach widziałem to, w moich oczach była tylko chęć ocelanie dziewczyny. Jeden z nich nie wytrzymał nabiegł na mnie sparowałem atak i ciąłem w skroń  dwuch następnych nabiegło, Ci mieli miecze przy sobie jeden się potkną szybko to wykorzystałem i wbiłem mu miecz w plecy a drugi z przerażeniem odskoczył było już za późno na ucieczkę szybko zbliżyłem się do niego i ciąłem go od dołu w brzuch skończyłem na jego brodzie. Reszta chciała już uciekać widać że mordowali tylko bezbronnych nie umieli walczyć a żaden z nich nie miał więcej niż 20 lat poza dowódcą. Wyzwał ich od tchórzy i szybkim cięciem zabił jednego z nich reszta nie wiedziała co robić  dowódca powiedział że sam się tym zajmie. Jego wzrok był zimny i przenikliwy wiedziałem że z nim nie wygram był w moim wieku powiedział że wie kim jestem to on nas sprzedał królowi moja nienawiść do niego pojawiła się momentalnie i pragnąłem go zabić, zaatakował mnie jego cios był szybki i mocny ledwo go sparowałem walczyliśmy ja się męczyłem on dalej miał na sobie parszywy uśmiech i miał siłę dalej walczyć. Wtedy znikąd poleciała strzała w kierunku dowódcy bandytów, uchylił się zobaczyłem ją jej długie włosy powiewały na wietrze miała w ręku mój miecz ja natomiast miałem jakiś złom ciężki i nieporęczny biegła z krzykiem do mnie wiedziałem że nie ma szans lecz ona zrobiła unik pod jego mieczem i cięła go w nogę prześlizgując się obok niego i wstała on jednym machnięciem w tył odrzucił ją mimo że sprawowała go mieczem była za słaba by wytrzymać ten atak ja ze wściekłości odzyskałem siłę, gdy upadła i wypuściła mój dawny miecz szybko go podniosłem i ciąłem błyskawicznie w ostatnich chwili sparował miał skaleczoną prawą nogę i zboczyłem w jego oczach strach ale tylko na moment. Walczyliśmy długo z moim mieczem o wiele lepiej się wałczyło a on mimo skaleczonej i mocno krwawiącej nogi dobrze walczył i wtedy ci co się przyglądali rzucili się na mnie i na dziewczynę szybko od niego odskoczyłem i szybko zacząłem walczyć z tamtymi  padali jak muchy żaden z nich nie umiał walczyć czterach ostatnich uciekło, ich dowódca skoczył do mnie ledwo sparowałem żebym się spóźnił o 1s bym już nie żył. Jego atak był na tyle silny żę padłem na ziemię. Próbował wykonać skok w moim kierunku i całym impetem zatakować mnie. Na szczęście przez raną nogę był w stanie jedynie się do mnie zblizyć ale nie dałem mu satysfakcji atakowania mnie leżącego na ziemię i szybko wstałem na nogi gotowy do daleszej walki. Nasza walka była zażarta i do końca nie pewna. W pewnej chwili kopnąłem go w krwawiącą nogę zajęczał z bólu i opuścił gardę w tej chwili było już po nim w mgnieniu oka odciąłem mu głowę krew trysnęła. A ja z wycieczenia padłem na kolana. I spojrzałem na dziewczynę. Podeszła do mnie i przytuliła mnie i powiedziała do mnie że chce mieszkać ze mną że jestem jej jedynym przyjacielem że jestem dla niej jak ojciec. Uściskałem ją i wtedy poczułem przeszywający ból to był bełt z kuszy po chwili poczułem 2 okazało się że ci tchórze wrócili i zamierzali mnie podstępnie zabić, kazałem dziewczynce uciekać ale było już za późno miała bełt w czole krew jej ściekała a jej otwarte oczy były puste padła bezwładnie, nie czułem już wtedy bólu czułem jedynie wściekłość i chęć mordu wstałem z mieczem w dłoni i ruszyłem błyskawicznie w ich stronę dostałem jeszcze 2 bełty ale to mnie nie zatrzymało biegłem dalej w jednej chwili zabiłem ich z krzykiem na ustach i krwią spływającą po całym moim ciele. Potem z płaczem wróciłem  do dziewczyny i klęcząc na kolanach płakałem i wzywałem Boga by ją uratował. Nagle pojawił się stary mężczyzna opierający się o długi kij. Dotknął mnie a ja wtedy zasnąłem. Gdy się obudziłem on siedział na krześle i zaczął mówić. Powiedział że jest szansa na uratowanie dziewczynki ale musiałbym zaryzykować własnym życiem. Powiedział że jeśli naprawdę ją kocham ale nie jako kochanek ale jako Bóg czyli jako ojciec dziewczynka będzie żyła. Zgodziłem się od razu powiedział że musi być pełnia księżyca która będzie za 2 dni do tego czasu mam odpoczywać, nie chciałem ale musiałem. Gdy nadeszła pełnia trzymałem ją na rękach i patrzyłem na nią wyglądała jakby spała ale była zimna i blada. Starzec narysował krąg i kazał w nim ją położyć a mi uklęknąć nad jej ciałem. Gdy wszystko było już gotowe krąg zaświecił a ja gdzieś byłem ale nie pamiętałem gdzie wiem jedynie że nie chciałbym tam wracać było tam zimno i czuć było zło. Dziewczyna obudziła się momentalnie i mnie przytuliła i powiedziała „Tato proszę już nigdy mnie nie zostawiaj” po policzku pociekła jej łza a ja jej obiecałem że już nigdy nie będzie sama i że już nikt nie będzie jej ścigał. Gdy chciałem podziękować starcu jego już nie było zniknął tak samo szybko i tajemniczo jak się pojawił a my mieszkaliśmy razem. Po roku nawet się ożeniłem z piękną kobietą która uratowała moją „córkę” gdy wpadła do rzeki. Bardzo się polubiły były najlepszymi przyjaciółkami nauczyła i dała jej to czego ja nie mogłem między innymi matczyną miłość. Potem urodził mi się syn nazwałem go Geralt tak jak starzec który uratował mi życie i dał schronienie. Potem żyliśmy długo i szczęśliwie aż do pewnego razu ale to już inna opowieść.            KONIEC?

komentarzy: 001 października 2014, 16:59

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl