avatar

Muradin_07 Konsul ja.gram.pl/Muradin_07

SZGP #4 - Jesper Kyd i Agent 47

Hitman, Jesper Kyd, 47, IO Interactive, SZGP

2

Dwa tygodnie temu postanowiłem zrobić sobie kolejne, drugie podejście do gry Hitman: Absolution. Dlaczego? Z bardzo banalnego powodu: chciałem przejść piątą część serii, którą obok kilku innych mogę nazwać moją ulubioną. Pomijając fakt, iż Absolution jest dość nietypowym Hitmanem, zacząłem zastanawiac się za co tak bardzo polubiłem wcześniejsze odsłony przygód Tobiasa Riepera czy jak kto woli Agenta 47

Ile jest lub było na rynku gier komputerowych, w których mogliśmy wcielić się w rolę seryjnego zabójcy? Mamy już wspomnianego na początku Hitmana, teoretycznie mordować możemy w Dishonored (możemy, nie musimy), a w Grand Theft Auto mordowanie na potęgę to praktycznie codzienność. No chyba, że jeszcze weźmiemy pod uwagę Manhunta, gdzie byliśmy zmuszeni przelewać krew w jak najbardziej widowiskowy sposób czy też JFK Reloaded tylko i wyłącznie zwracając uwagę na fakt zabójstwa Johna Fitzgeralda Kennediego. Tak czy inaczej nie przypominam sobie tytułu, który tak bardzo skupiałby się na samym aspekcie wykonywania zleconych zabójstw.

Duńczycy z IO Interactive wpadli na pomysł stworzenia serii poświęconej właśnie osobie pałającej się jednym z zawodów, który można uznać jako taki z „wieloletnią tradycją” i można śmiało powiedzieć, że seria Hitman jest tą flagową serią tego studia. Oczywiście pojawiły się jeszcze inne świetne gry takie jak chociażby Freedom Fighters, o której wspominałem już jakiś czas temu czy Mini Ninjas, ale to właśnie charakterystyczny łysol z kodem kreskowym z tyłu głowy przyniósł IO Interactive największy rozgłos. A 47 był świetnym materiałem na zabójcę doskonałego – zimny profesjonalista, który ma za zadanie zlikwidować swój cel i nie obchodzi go dla kogo czy po co. Ważne, aby po wykonaniu zlecenia kasa na koncie się odpowiednio zgadzała. Oczywiście pojawiały się niekiedy momenty, gdy musiał kierować się innymi niż pieniądze pobudkami (w drugiej części ratunek dla swojego przyjaciela – księdza czy ochrona Victorii w Absolution), ale po wykonaniu zadania wracał do tego, co robił najlepiej. Ukrywania się i wykonywania kolejnych.

2

Jakbym miał powiedzieć, do której części Hitmana mam największy sentyment to byłby to Silent Assassin, a dokładniej od wersja demonstracyjna dołączona do jednego z numerów CD-Action. I ostatecznie pierwszą misję w grze, która była drugą teoretycznie w pełnej wersji, znam

Głównie dlatego, że mimo iż była to tylko jedna misja, to można było ją rozegrać na mnóstwo sposobów! I tym wyróżniał się Hitman na tle innych gier, nawet jeśli nie były one powiązane ze sobą gatunkowo: można było każdą z misji wykonać tak, jak uważało się to za stosowne. Nic nie stało na przeszkodzie, aby zrobić z krwawą łaźnię w Villa Borghese. Można było także spróbować wejść jako listonosz czy też złapać strażnika odcedzającego kartofelki w krzakach i w jego stroju roboczym przedostać się do biura Giuseppe Giuliano. Podobnie było w przypadku Codename 47 – możliwości zlikwidowania celu było sporo i mimo że graficznie nie powalała w stosunku do Silent Assassin i tak można było spędzić przy niej długie posiedzenia przed monitorem w celu masterowania poszczególnych etapów i poznawania przeróżnych sposobów pozbycia się celu.

Kolejna odsłonę, czyli Contracts, można uznać za „czarną owcę” serii gier z 47 w roli głównej. Dlaczego? Z punktu widzienia gameplayowego nie mam pojęcia, bo gra oferowała kilka całkiem fajnych, nowych patentów i kilka powrotów w miejsca znane z wcześniejszych odsłon. Z drugiej strony w Polsce okryła się ona złą sławą ze względu na podpisany jako piracki plik wykonawczy, który był udostępniony na płycie przez polskiego dystrybutora gry. Dodatkowo podobno pojawiał się problem z patchami bez których zmuszeni byliśmy na granie bez dźwięku. Tak czy inaczej Contracts sam w sobie grą złą nie był, ale na tle swoich poprzedniczek wypadał nieco słabiej, choć nadal mocno.

Z kolei czwarta część, czyli Blood Money uznawana jest za jedną z najlepszych, a na pewno tą dorównującą poziomowi genialnej dwójce. Natomiast Absolution… z tą grą mam cały czas problem. Gdyby tak spojrzeć na oceny recenzentów i moje własne odczucia co do piątej części serii to nasuwają się dwie myśli.

Pierwsza to taka, że to dobra gra, ale słaby Hitman. W sumie IO Interactive zrobiło z Absolution to, co wcześniej pojawiało się później w przypadku Splinter Cell: Blacklist, czyli podzielenie danego etapu gry na sektory, w których mamy do wykonania pewne czynności i wszystko to było powiązane ze sobą fabularnie. Oczywiście nadal mieliśmy sporo możliwości wykonania zadania, ale ostatecznie wszystko zmierzało do przechodzenia z „pokoju do pokoju”. Nie można było zapominać o pewnych błędach czy słabych elementach jak np. prowadzenie dłuższych starć z wieloma przeciwnikami, ale powiedzmy, że tego typu rozwiązania nigdy nie były mocną stroną Hitmana.

Jednak potem po tym jak ochłonąłem nieco pomyślałem, że jednak historia w pewien sposób mnie przykuła do samej gry i bardzo chciałem poznać jej zakończenie im więcej czasu spędzałem przed monitorem. Po prostu wszystko to wyglądało jak całkiem dobrze skrojony film akcji nawet, gdy na początku miałem wrażenie jakbym nie do końca wiedział o co chodzi i dlaczego akurat ten, a nie inny delikwent pojawia się jako przeciwnik 47. Dodatkowo w pewnym stopniu Absolution pokazał jak mocne relacje wiązały samego 47 z Dianą Burnwood, co z resztą było widoczne w Blood Money.

Przez te wszystkie lata seria Hitman ewoluowała, zmieniała się jakoś z każdą częścią. Czy na dobre? Raczej tak. Nawet, jeśli Absolution zaprezentował nam całkowicie inne podejście do tego, co znaliśmy wcześniej.

To, co jednak się nie zmieniało to niezwykle klimatyczna muzyka, która wychodziła spod ręki Jespera Kyda. Jednego z tych, których można śmiało nazywać wirtuozami soundtracków w grach komputerowych.

O wyjątku w przypadku Absolution wspomnę na końcu…

Wcześniej jednak Jesper Kyd tworzył muzykę do wielu innych hitów. Kto z Was pamięta takie gry jak Messiah czy MDK 2? Jeśli pamiętacie choć trochę i kojarzycie czego mogliście słuchaliście w trakcie gry to już wiecie, że za tym wszystkim stał właśnie on!

Patrząc na listę tytułów, do których tworzył soundtracki lub których był współtwórcą jest naprawdę pokaźna. Mamy tam m.in. serie: Assassin’s Creed, Borderlands ale i  takie tytuły jak Darksiders II, Forza Motorsport 4, wcześniej wspomniane Freedom Fighters. Jednak chyba tymi najbardziej kojarzonymi z Jesperem Kydem są właśnie te z czterech pierwszych części Hitmana.

Wsłuchując się w to jak zmieniał się styl Kyda przez wszystkie części serii to można zauważyć, iż nieparzyste odsłony były skupione główne na elektronice i ambiencie, a w parzystych kładł on nacisk na wykorzystanie orkiestry z symbolicznymi wstawkami elektronicznymi. Głównie po to, aby podkreślić charakterystykę niektórych etapów jak chociażby Club Heaven czy też wywołać uczucie w momentach zagrożenia np. w trakcie ucieczki. Gdybym miał jednak powiedzieć, który ze stylów zaprezentowanych przez Jespera Kyda podoba mi się najbardziej to chyba skłaniałbym się w stronę tego drugiego. Dlaczego? Wydaje się on nieco poważniejszy, choć w przypadku Silent Assassin niekiedy zbyt patetyczny. Coś jakby wielki bohater właśnie powrócił lub też… z resztą posłuchajcie sami:

Nie zmienia to jednak faktu, iż to wszystko niewiarygodnie pasuje. Ścieżka dźwiękowa nagrana przy współpracy Jespera Kyda i Pierra Földesa z Budapesztańską Orkiestrą Symfoniczną i chórem potrafi zapaść w pamięci głównie dzięki niesamowitemu motywowi przewodniemu z głównego menu, a także takim utworom jak ten z misji w Petersburgu.

Co warto odnotować, że w podobnych klimatach został nagrany także soundtrack do gry Freedom Fighters. Stylistycznie te były do siebie z grubsza podobne, a sama gra była graficznie podobna do Hitmana (mniej szczegółowa, ale bazująca na tym samym silniku). Możliwe, że to wszystko grze pomogło, bo dobrze znane klimaty w z goła odmiennej rozgrywce prezentowały się naprawdę dobrze, a nadal ten w ten tytuł warto zagrać. Ot po to choćby aby poznać kolejną grę na temat walki Amerykanów z armią radziecką…

Drugi soundtrack, z Blood Money, wydaje się najpoważniejszy ze wszystkich odsłon, które Kyd miał przyjemność komponować. Możliwe, że wynikało to z nieco innego klimatu tej odsłony Hitmana. Była ona nieco bardziej tajemnicza niż poprzednie, nie do końca wiedzieliśmy jak potoczy się historia opowiadana przez Cayne’a. Sam fakt, iż na samym wstępie z głośników czy słuchawek płynie Ave Maria, a w tle mamy wyraźnie czyiś… pogrzeb zmusza do krótkiego zastanowienia się. Z czasem jednak w trakcie wypełniania zleceń pojawiają się kolejne genialne utwory takie jak Apocalypse, wcześniej wspomniany Club Haven czy Vegas.

Tak czy inaczej idealnie przedstawiały one klimat i charakterystykę poszczególnych etapów. A na zakończenie misji czy gry byliśmy raczeni dość charakterystycznym tematem muzycznym, który w sumie też był dobry choć niekiedy odczuwałem, że był on tak jakby wyjęty nie wiadomo skąd.

a Me0 KN

Niestety w przypadku Hitman: Absolution, który pojawił się po sześciu latach od premiery Blood Money Jesper Kyd nie brał udziału w tworzeniu ścieżki dźwiękowej. Choć szczerze mówiąc miałem małą nadzieję, że jednak zmieni zdanie. Przecież na samym początku podobny problem pojawił się w przypadku Davida Batesona – aktora, który użyczył swojego głosu 47. I o ile ciężko wyobrazić sobie kogoś innego w roli głównego bohatera serii to wydaje mi się, że brak Jespera Kyda jako kompozytora ścieżki dźwiękowej przeszedł z nieco mniejszym echem.

Soundtrack z Absolution podzielił chyba los podobny do tego, jaki spotkał samą grę. Nie był zły, wręcz przeciwnie: wpasowywał się w klimat piątej odsłony, jednakże czułem jakbym grał w inną grę. Po prostu panowie Thomas Bärtschi, Peter Peter i Peter Kyed wykonali swoją pracę naprawdę porządnie… ale co z tego jeśli jesteśmy pozbawieni charakterystycznych brzmień wcześniejszego kompozytora? To podobna sytuacja do tej, w której czuć było różnicę stylów po tym, jak w każdej kolejnej części Harrego Pottera po Więźniu Azkabanu brakowało ręki Johna Williamsa.

Jednak tak jak wspomniałem - ta odsłona w kwestii muzycznej nie była zła! Po prostu brakowało jej czegoś charakterystycznego od Jespera Kyda. Nadal pojawiło się wiele ciekawych motywów jak np. Contracts, który najbardziej zapamiętałem i przewijał się przez całą grę, a swoją drogą pasował idealnie jako swego rodzaju motyw przewodni Absolution.

Na tym mógłbym zakończyć moje wspomnienia związane z serią Hitman, a szczególnie jego muzyczną stroną. Jednak trzeba zacząć powoli patrzeć w przyszłość.

Czego chciałbym życzyć przy okazji nowej części Hitmana?

Na pewno tego, aby porządnie dopracowali mechanikę zastosowaną w Absolution, jeśli mają nadal iść w tym kierunku. Jeśli ma to być ostatnia część przygód 47 to żeby w niej swego głosu użyczył także David Bateson. Zmiana aktora byłaby najgorszą formą pożegnania się świetną serią, która teoretycznie nie ma konkurencji.

I ostatnie, chyba najważniejsze: jeśli to ma być ostatnia część serii to niech Jesper Kyd wysmaży taki soundtrack, który rzeczywiście przekaże, iż są to ostatnie zlecenia bohatera, który żył w świadomości graczy przez ostatnie ile już… 14 lat. Nie można go uznać bohaterem pozytywnym ani też do końca negatywnym. Na pewno charakterystycznego, łysego pana w garniturze brakowałoby w grach, temu zaprzeczyć nie można. Ale ostatecznie czy nie powinno niektórym bohaterom pozwolić odejść? Nawet, jeśli po zobaczeniu napisów końcowych zakręciłaby się łza w oku przypominając sobie te wszystkie gry.

Tak… bohaterowie z gier komputerowych także powodują takie emocje…

komentarzy: 3926 sierpnia 2014, 08:57

18 komentarzy do tego wpisu:


XywkaToy : 26 sierpnia 2014, 13:52

Hitman to zdecydowanie moja jedna z ulubionych serii gier, każdą część przeszedłem po kilka razy nie liczą Absolution na który mam słaby sprzęt ale na pewno kiedyś go sobię przejdę, widzę, że tak jak ja uważamy 2 część za najlepszą, bardzo dobry wybór zawsze dziwiło mnie to, że duża większość za najlepszą część serii uważa Blood Money co prawda jest bardzo dobra ale brakuje tam klimatu.
odpowiedz

Muradin_07 : 26 sierpnia 2014, 14:02

I Silent Assassin, i Blood Money był dobry na swój sposób i postawiłbym je na tym samym miejscu. SA miało całkiem fajny klimat i nawet ten motyw ratunku swojego przyjaciela z rąk porywaczy był naprawdę dobry. Co do Blood Money - miał trzymającą w napięciu fabułę, powróciły ulepszenia broni, gra była o wiele bardziej "mięsista". Dlatego ja osobiście ustawiam je na pierwszym miejscu obydwie ;)
odpowiedz

Kadaj : 26 sierpnia 2014, 14:50

Nie. Podchodziłem do 3 rożnych części (w tym i najnowszej), trzy razy się odbiłem. ;p
odpowiedz

Muradin_07 : 26 sierpnia 2014, 14:55

Ja podchodziłem każdej części Gothica i Risena - odbijałem się podobnie ;>
odpowiedz

Kadaj : 26 sierpnia 2014, 15:01

A ja drugiego Risena skończyłem, o! Pewnie ze względu na pirackie klimaty. Za to reszta - meh, szarobure, koślawe i toporne. ;p
odpowiedz

Muradin_07 : 26 sierpnia 2014, 15:04

Mnie tam zawsze denerwowała bezdenna sakwa ekwipunku. Kiedyś wpisałem kod na wszelkie uzbrojenie no i... ja nie wiem gdzie on to zmieścił, no ale zmieścił kilkanaście toporów, mieczy i innych rzeczy :D
odpowiedz

Kadaj : 26 sierpnia 2014, 15:42

Magia. ;d
odpowiedz

Kerethzimierz : 26 sierpnia 2014, 16:52

To jest Bezimienny, jego nie ogarniesz. :D
odpowiedz

Demi23 : 26 sierpnia 2014, 15:51

Do pierwszych części wolę już nigdy nie podchodzić, bo za każdym razem odpuszczam po kilku minutach gry... Przy kontraktach jeszcze wytrzymam, ale tam akurat nie ma rewelacji. Blood Money było pierwszą częścią w jaką zagrałem i od razu pokochałem tą serię. Absolution jest rewelacyjne, ale ciężko powiedzieć, która część jest lepsza. BM jest świetnym Hitmanem z wieloma fajnymi misjami i pozwala na sporo swobody, a Absolution ma o wiele ciekawszą fabułę, bardziej filmową i dlatego tak mi się spodobał. Choć w nowszej części wolę działać w stylu Rambo bo strzela się tu najlepiej ze wszystkich odsłon i aż szkoda nie używać tak fajnego elementu. Ciekawe w którą stronę pójdzie kolejna część.
odpowiedz

Muradin_07 : 26 sierpnia 2014, 15:54

Ale jednak nadal za ciężko. O ile jeszcze w momencie wzięcia jednego Silverballera idzie strzelać precyzyjnie, to przy większych wymianach ognia jest to po prostu bezsensowne. Cały czas przychodzą posiłki i ostatecznie jesteśmy skazani na ciągłą walkę. O... jeszcze dobrym elementem w Absolution były karabiny snajperskie. Używałem ich w sumie tylko w Sniper Challenge i ostatniej misji, ale i tak feeling strzelania był naprawdę dobry.
odpowiedz

Kerethzimierz : 26 sierpnia 2014, 16:51

Ja w sumie uważam, że Hitman bez muzyki made by Jesper Kyd to nie Hitman. Fakt, muzyka z Absolution nie była zła, ale... to nie było to. Brakowało tego "czegoś", jakiegoś tchnięcia jak w przypadku muzyki Jespera i niezapomnianego motywu przewodniego Silent Assassin, którego zresztą wspomniałeś w swoim wpisie.
Co do oczekiwania na następną część przygód łysego zabójcy, to w sumie nie mam jakiś wielkich wymagań. Sam gameplay Rozgrzeszenia nie był zły, wymaga on tylko poprawek, tych większych (zmienić system wykrywania strażników, kiedy 47 jest przebrany, bo tutaj to była kicha) jak i mniejszych.
PS: Przemierzanie japońskiego zamku z drugiej części bez tych charakterystycznych kawałków Kyda, to nie byłoby to samo ;)
https://www.youtube.com/watch?v=PHsX6DUsU8o
https://www.youtube.com/watch?v=nyykU4GwSDs
odpowiedz

Muradin_07 : 26 sierpnia 2014, 16:59

O tak, pamiętam ten etap, w którym trzeba było dostać się do zamku, a droga była dość długa. Ale za to też często bawiłem się Kataną wtedy, ale i chyba Shurikeny się pojawiły w tych etapach. Tak czy inaczej w ogóle Silent Assassin pod kątem arsenału był chyba najbogatszy, choć mogę się mylić. Szkoda tylko, że jednak jedno miejsce pozostawało puste na alternatywę dla garoty... ;)
odpowiedz

Kerethzimierz : 26 sierpnia 2014, 17:03

Shurikenów sobie w tej misji nie przypominam, lecz śmiesznych ninja, których walka w przypadku wykrycia polegała na tańczeniu z kataną, ewentualnie strzelaniu. Jednak masz rację z tym arsenałem, druga część posiadała najwięcej śmiercionośnych broni niż jakakolwiek część. Tak, też żałuje, że nie mogłem pobiegać sobie z tą "świątobliwą garotą". :D
odpowiedz

Muradin_07 : 26 sierpnia 2014, 17:07

No właśnie ja też nie pamiętam, czy one się pojawiły czy też nie. Ale fakt - walki w samym zamku z Kataną była dość śmieszne. Co do "świątobliwej garoty" to w sumie ona tam niby była po wpisaniu "all weapons" czy coś takiego, ale po wybraniu jej gra się wysypywała. Z drugiej strony może dlatego wcale mnie nie zaskoczył widok "siostrzyczek" w Absolution, które swoją drogą były... w sumie to nie wiem czy dobrze, że ten oddział się pojawił czy nie.
odpowiedz

Kerethzimierz : 26 sierpnia 2014, 17:38

Święte miały tylko jeden cel i w sumie go spełniły - narobić szumu przed premierą piątej części. To prawda, że twórcy poszli po bandzie umieszczając je jako przeciwników 47, ale biorąc pod uwagę inne grupy zabójcach o różnych... jakby to powiedzieć.. preferencjach (grupa zabójców lubująca się przebierać za ptaki z Blood Money), to jeszcze tak strasznie nie jest. :D
odpowiedz

Muradin_07 : 26 sierpnia 2014, 17:51

Tylko mi się w sumie wydaje, że Kruki były tylko poprzebierane głównie ze względu na misję w Nowym Orleanie :D Natomiast co do Świętych to trochę słabo to wyszło, choć podobnie skończyły wszystkie ważne postacie. Nawet głupio, że Jade skończyła tak jak wszyscy... to znaczy u mnie skończyła, bo pojawiła się po prostu w miejscu, gdzie strzał w głowę był łatwy, a Laylę wysadziłem w powietrze. Potem dopiero zobaczyłem inne rozwiązania :D
odpowiedz

larkson : 26 sierpnia 2014, 17:33

Przy każdej części, za wyjątkiem "jedynki", za którą nie przepadam, zawsze się starałem wymaksić rangę Silent Assassin, a żeby ją zdobyć trzeba było wykonać misję perfekt bez jednego strzału. Wymagało to wielokrotnego podejścia do etapu, ale jak się udawało była radość jak cholera.
odpowiedz

Kerethzimierz : 26 sierpnia 2014, 17:40

Ja do teraz mam problem z przejściem misji w Ukrytej Dolinie w drugiej części. To ukrywanie się w ciężarówkach przed śmiesznymi ninja i w ogóle, no nie miałem do tego cierpliwości. :D
odpowiedz

Muradin_07 : 26 sierpnia 2014, 17:37

Ja tak na pewno wymaksowałem Blood Money, bo najdłużej w niego grałem na moim starym laptopie. Oj kilka lat będzie na pewno. Chyba w Silent Assassin byłem blisko całości, Contracts nie pamiętam. Natomiast w Absolution to od momentu trafienia do fabryki w Hope nie zwracałem na to uwagi :/
odpowiedz

Ranigast_Max : 27 sierpnia 2014, 15:55

Wszystko fajnie, tylko nazywanie Agenta 47 seryjnym zabójcą to lekka przesada moim zdaniem.
Z tego co wiem to seryjnym zabójcą jest głównie osoba, która jest chora psychicznie, zabija dla przyjemności i sama wypatruje sobie ofiary. Natomiast nasz łysol zabijał za kasę grube ryby, został stworzony i wychowany do takiego zawodu. Pasuje tu więc bardziej określenie "płatny zabójca". Trzeba pamiętać, że sama nazwa "hitman" z agnielskiego to przecież owy płatny zabójca.
Odnośnie Absolution, to nie wiem czy komukolwiek się rzuciło w oczy i uszy, kiedy w przerywniku filmowym czarnoskóry komendant policji wymienia kilka zdań z innym glinarzem, kiedy ten ostatni określa Agenta 47 jako "the hitman"?
https://www.youtube.com/watch?v=Z3FVty9aiYE (1:01:34)
Czyli amerykańska policja ma taką ograniczaoną wyobraznię, że określają go po prostu, po polsku tłumacząc "płatnym zabójcą"? Nie mogli mu wymyślić przydomku? Przecież w Blood Money dziennikarz z głownego wątku fabularnego jakos nie miał problemu z wypowiedzeniem "Agent 47". Wygląda na to, że gdyby tamci policjanci rozmawiali na komisariacie, w wydziale zabójstw, o płatnych zabójcach to pewnie brzmiałoby to tak debilnie:
"Ciekawe kim jest ten płatny zabójca...
Który płatny zabójca, ten czy tamten?
Nie ten legendarny...
Który legendarny? Było kilku w historii...
Ahh nieważne..."
Nie wiem jak wam, ale mnie to gryzło kiedy to usłyszałem po raz pierwszy.
PS: Polecam puszczanie sobie soundtracków z poprzednich hitmanów w trakcie grania w Absolution, jakoś przyjemniej się gra.
odpowiedz

Muradin_07 : 27 sierpnia 2014, 16:07

W sumie, to masz rację z tym seryjnym zabójcą :/ Co do tego w Absolution to oni nie wiedzieli dokładnie kim jest owy "the hitman". Dopiero Birdie ma zamiar sprzedać informacje dla komisarza z wydziału zabójstw i zakładam, że właśnie wokół tego będzie kręciła się kolejna odsłona Hitmana. Natomiast w przypadku Blood Money to była grubsza sprawa. Dziennikarz badał tego, kim był 47, a to co się wydarzyło w pałacu prezydeckim. Dopiero później dowiedział się, że "legenda" istnieje naprawdę ;)
odpowiedz

Ranigast_Max : 27 sierpnia 2014, 16:22

Z tym, że nie wiedzieli to trudno mi sie zgodzić. Ten gliniarz miał strach w oczach wiec jakieś legendy o łysym już krążyły. Ponadto kiedy wymówił „;the hitman”; to specjalnie puszczono w tle muzyczkę, ażeby ciarki przeszły gracza, by poczuć to co chłopaki z posterunku czują.
Poza tym komisarz mówił o tym, ze nie obchodzi go czy to nawet wróżka zębuszka. Czyli już wcześniej nadali agentowi 47 jakiś status chociaż nie wiedzieli praktycznie nic z tego co on za jeden.
odpowiedz

Ranigast_Max : 27 sierpnia 2014, 16:24

Ahh nie doczytałem, przecież napisałeś, ze "DOKŁADNIE" nie wiedzieli. Co nie zmienia faktu, że mogli mu nadać jakąś nazwę.
odpowiedz

Muradin_07 : 27 sierpnia 2014, 16:28

Bo każdy, kto wiedział o 47 później ginął. Tak było przecież z dziennikarzyną w BM i ostatecznie kto zostaje? Birdie, Diana, księżulek z dwójki. A fragment o wróżce po raz kolejny ma po prostu pokazać, że sam 47 to ktoś pokroju Slendera - niby jest, ale nikt nic nie widział na żywo. Więc dopiero Birdie zapewne powie dokładnie kim jest ;)
odpowiedz

Ranigast_Max : 27 sierpnia 2014, 16:43

Pozostają także sami klienci Agenta 47. W dwójce Diana mówiła, że wielu domaga się skorzystania z jego usług. W Blood Money mieliśmy do czynienia z konkurencyjną agencją The Franchise i wszyscy jej zabójcy wiedzieli kim dokładnie jest łysol, tak jak i on znał dokonania choćby Marka Purayah. Sądzę, że świat hitmana jest dużo bardziej rozwinięty niz jest to ukazane w grach. Kane i Lynch dzilą to same uniwersum co Agent 47. Więcej można dowiedzieć się także z książek o Hitmanie. Dlatego śmiało wątpie w to, ze tylko 3 osoby wiedzą oistanieniu naszego zabójcy. Nie zapominajmy o samej Agencji, która nas goniła w Absolution. W świecie Hitmana jest więcej wtyk, konspiracji niż nam się wydaje.
Nie zapominajmy, że może Mei Ling wydała książkę o swoim wyzwolicielu :)
odpowiedz

Muradin_07 : 27 sierpnia 2014, 16:48

Może inaczej - to był skrót myślowy bardziej ;) Chodziło mi o to, że 3 osoby mogłyby faktycznie coś powiedzieć. Jeśli chodzi o zleceniodawców raczej mało który podzieliłby się informacjami z policją, bo sami mieliby problemy. Poza tym - nie znamy ich w dużej mierze osobiście, nie poznajemy ich. Poza tym nie wiem dokładnie czy zlecenia dostawał sam 47 czy też agencja sama w sobie, bo to ona rozdawała wszystkie zlecenia zabójstw. W sumie to teraz faktycznie po wydarzeniach z Absolution zlecenia dostawać będzie prosto do rąk 47 ;)
odpowiedz

Ranigast_Max : 27 sierpnia 2014, 17:11

Tak tak jak zrozumiałem o co Ci chodzi. Wszystko co napisałem miało na celu sprowadzić do tego, że jest krąg wewnętrzny- wszystkie agencje, ich zabójcy i tam nie ma mowy o robieniu z kogoś ducha legendy. Wszyscy wiedzą, że taka i owaka osoba jest i że robi zlecenia dla tej lub innej agencji. Drugi krąg czyli taki z którego są wykluczeniu normalni cywile i policja, gdzie Ci zabójcy oficjalnie nie istnieją, są legendami. Gdzie cywil jedynie może powiedzieć, że na miejscu zbrodni kręcił się łysy jegomość z kodem kreskowym z tyłu głowy, ale nie może określić, że ta osoba jest odpowiedzialna za zabójstwo do jakiego doszło niedaleko. Więc potencjalny świadek świadkiem nie zostaje, ale legenda rośnie wraz ze zleceniami. I takie info mogła sobie policja skleić i stworzyć legencdę o łysym zabójcy.
Oglądając jakikolwiek film, serial dokumentalny czy fikcyjny policja zawsze określa sobie podejrzanego, nazywa go jakoś. Skoro nazwali go „;tym hitmanem”; - „;the hitman”;, to raczej nie dlatego, że Dexter dał cynk, że pewien płatny zabójca leży sobie teraz nieprzytomny w hotelu Terminus. Musieli słyszeć wcześniej jakieś niezmyślone opowiastki o naszym bohaterze. A skoro słyszeli to mogli sobie wymyslić jakąś ksywkę dla Tobiasza. I to tyle ode mnie.
odpowiedz

Muradin_07 : 27 sierpnia 2014, 17:20

Albo po prostu zbierali poszczególne poszlaki pojawiające się wszędzie i brakowało im tylko jednego - kto zabija. To, że na plakatach był cień człowieka łudząco podobnego do 47 to tylko taki wymysł. Dlatego po prostu nazwali go "the hitman", ewentualnie mogliby w polskim tłumaczeniu nazwać go "cynglem". Poza tym jeśli dobrze kojarzysz to w Absolution, gdy pojawiają się Święci pojawia się kwestia, w której jedna z "siostrzyczek" mówi o tym, że w agencji stał się już żywą legendą i wzorem do naśladowania dla przyszłych zabójców. Więc legendą niewątpliwie jest właśnie w tym kręgu. A wydział zabójstw po prostu cały czas szukał, gmerał, łączył fakty i ostatecznie pojawił się Birdie, który jest w stanie wyśpiewać wszystko za odpowiednią cenę. Wygadał się Dexterowi to i wygada się policji, bo taki z niego typ ;)
odpowiedz

Ranigast_Max : 27 sierpnia 2014, 17:31

Tak tylko określenie "legenda" ze strony siostrzyczki ma nieco inne znaczenie. W tym przypadku to umiejętnosci Hitmana stały się legendarne wśród innych zabójców, co nie znaczy, że nie wierzą, że nie istnieje naprawdę. Natomiast dla cywila legenda jest jak bajka. Ma w sobie jedynie ziarnko prawdy. Nikt nie traktuje jej poważnie. A cyngiel by mi pasował...
odpowiedz

Muradin_07 : 27 sierpnia 2014, 17:35

W sumie dla cywila też mógłby być, jeśli byśmy brali pod uwagę to, że raczej 47 nie zabijał przypadkowych ludzi, chyba że go do tego zmusiliśmy. No ale przecież nikt nic o nim nie wie ;) Tak czy inaczej ciekawe jak będzie się to wszystko działo w kolejnej części, bo ja bym widział ją jako ostatnią
odpowiedz

Ranigast_Max : 27 sierpnia 2014, 17:53

Nie zabiją swojej czołowej serii. Mogą z Hitmanem lecieć bez końca. Tak jak z Bondem. Po czasie pewnie zmienią aktora podkładającego głos, tak jak to miało miejsce z Ironsidem w Splinter Cell. Uważam, że kolejny Hitman to ostatnia szansa dla IO Interactive po niemałym potknięciu jakim jest Absolution (który przyjąłem pozytywnie),aby doprowadzić serię z powrotem na najwyższy szczebel. W internecie są już informacje o tym, że mapki będą duże, że nie będzie tak osobistej historii jak w Absolution, co dobrze rokuje. Nie wiem jak będzie z systemem kamuflażu, który kuleje. Niestety Jespera Kyda ma znowu nie być, choć może się jeszcze na niego zdecydują. Czas pokaże.
odpowiedz

Muradin_07 : 27 sierpnia 2014, 17:56

Z tego co sam się orientuję to gra ma być połączeniem faktycznie Blood Money, Absolution i Silent Assassin, więc też wiążę z nią duże nadzieje. Tym bardziej, że Absolution złe nie było - było niedopracowane i zrobione jak ówczesne gry końca generacji. A tak to tylko czekać :) Tak czy inaczej dzięki za tak długą wymianę zdań, bo nie często się to zdarza tutaj i co więcej na temat ^^
odpowiedz

Ranigast_Max : 27 sierpnia 2014, 18:59

Również dziękuję. Swoją drogą gdyby moja była polonistka znalezła wszystkie błędy w moich dzisiejszych postach, to nie zdziwiłbym się gdyby sama zadzwoniła do Diany by zaaranżować małe co nieco...

odpowiedz

Danio237 : 28 sierpnia 2014, 00:37

SPOILER!
Do Diany już raczej nie zadzwoni...
/SPOILER!
;P
odpowiedz

Muradin_07 : 28 sierpnia 2014, 06:12

Zadzwoni ;)
odpowiedz

ManweKallahan : 27 sierpnia 2014, 23:48

Świetne soundtracki do świetnych gier. Genialny jest main theme z Codename 47, który odkryłem dzięki temu wpisowi, a konkretniej dzięki jego zapowiedzi na Twitterze :P Bardzo inspirujący kawałek.
odpowiedz

Muradin_07 : 28 sierpnia 2014, 18:05

Ja słuchałem soundtracku w trakcie ogarniania matury te kilka lat temu. Naprawdę dobra rzecz :)
odpowiedz

Danio237 : 28 sierpnia 2014, 00:36

Jesper Kyd. <3
Hitman. <3
Imo Contracts to najlepsza część, najgęstszy klimat. Misje w psychiatryku, rzeźni, klubie motocyklowym oraz nawiedzonym hotelu to moje ulubione w całej serii.
odpowiedz

Kerethzimierz : 28 sierpnia 2014, 21:38

Ja to z kolei w sumie cenię w prawie każdej części jakieś misje i uważam je za ulubione. Wspominałem już o japońskim zamku, ale też lubiłem Petersburg z dwójki, ów nawiedzony hotel a także operę w Paryżu. Niezapomniane przeżycia i ciekawe cele misji. :D
odpowiedz

Aby dodać komentarz trzeba być zalogowanym na swoje konto gram.pl! kliknij by się zalogować

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl