avatar

kasiabartek Użytkownik gram.pl (Robotnik) ja.gram.pl/kasiabartek

Prywatne wiadomości

Zaloguj się by wysyłać wiadomości

Hotter

Ostatnie odwiedziny

Mój blog (Lipiec 2011)

Krótka Recenzja Shadows of the Damned

2

Gra dotarła do mnie tydzień po premierze. Czas oczekiwania wydłużał się niemiłosiernie. Wkońcu dostałam w swoje łapki najnowsze "dziecko" by Suda 51, S. Mikami i A. Yamaoka. Shadows of the Damned czyli Cienie przeklętych czy jak kto woli potępionych to schematyczna gra z gatunku...no właśnie, jakiego? Mamy zmiksowaną muffinkę z wisienką na czubku. Trochę straszenia, jednakże przyprawiającego o gęsią skórkę, trochę czarnej komedii czyniącej całość groteskową i trochę erotyki nadającej smaku... Zabierając się za napisanie tej recenzji mam istny problem od czego tu by zacząć... Grę dzielę na trzy "kawałki", bo przypomina mi inne tytuły. Mamy tu widok z perspektywy trzeciej osoby dobrze znany i lubiany z ostatnich Residentów, nie zapominając o typowo filmowej fabule. Ale nie nie nie, nie myślcie, że "zabili go i uciekł". Pamiętacie jak w Resident Evil 4 porwano córkę prezydenta Stanów Zjednoczonych a celem głównego bohatera było odnaleść ją i odstawić całą do domu? Tymczasem w Shadows of the Damned zostaje porwana ukochana miłość naszego bojownika zwanego Garcia Hotspur, choć przedstawiającego się jako (uwaga!) Garcia "Fucking" Hotspur. Jego nazwisko "Raptus" wiele mówi o charakterze. Waleczność, odwaga, nadgorliwość, nadmierne używanie wulgarnego języka to jego znamienne cechy. W rozgrywce pomaga mu Johnson, gadająca i zbereźna czaszka, przybierająca różne kształty broni (pistolet, karabin maszynowy, shotgun, magnum - Big Boner). Garcia spotyka na swej drodze różne rodzaje przeciwników, które bezzwłocznie trzeba zlikwidować, by utorować sobie przejście do kolejnych lokacji. Także nie ma mowy o tym, że możemy skłonić się ku ucieczce i tym sposobem dobiegniemy spoceni do następnego checkpointu. Nie ma to tamto, walka jest pierwszorzędna. Oczywiście w międzyczasie nie możemy dopuścić do zapanowania koszmarnej ciemności, gdyż nasz bohater będzie tracił wówczas zdrowie. Tak, tak, rozpędziłam się. Lokacje w poszczególnych aktach/scenariuszach/chapterach czy jak tam to nazywacie wyglądają prawie identycznie. I tak jak w Silent Hillach czy w serii Devil May Cry drzwi są pozamykane, mamy dostęp tylko do nielicznych, przez co rozgrywka staje się schematyczna, momentami może nawet nudna. Niemniej jednak taktyka, którą polecam to: nigdy nie wchodź w ogień. Staraj się zawsze trzymać z daleka od przeciwników, szczegółnie tych podobnych do "Pyramid head" z S. Hilla. Wówczas poćwiczysz opanownie sterowania celownikiem, gdyż momentami jest to trudne. Bossowie i inni popaprańcy mają w zyczaju kręcenie się w te i we wte co utrudnia celowanie. Jeśli znajdziesz się w "ogniu krzyżowym", śmiało używaj Johnosona, dosłownie! Podrasuj gdy trzeba. Zdecydowałam się o tym Wam napisać, gdyż cała sprawa z Johnosonem przypadła mi do gustu. To świeże spojrzenie na temat uzbrojenia i amunicji, w tym przypadku kości hehehe. Grafika to temat rzeka. Można się nieustannie zachwycać lub splunąć i rzucić grę w kąt. W Shadows of the Damned grafika dla wymagających graczy okaże się z pewnością totalną porażką. Nie jest to nic szczególnego. Całość wygląda jak... nieźle podrasowana kreskówka. Tak czy owak, Shadows of the Damned przykuje uwagę na wiele godzin a zabawne mini-gry w trakcie dostarczą dodatkowej porcji śmiechu. Dodam, że nie łatwo je przejść. Kochani, nie wiem jak u Was, ale mam chyba trefną kopię, na płycie nie ma żadnych rys, zabrudzeń. W połowie gry słyszę nieraz szumy i trzaski albo dźwięk ulewy! Sprawdziłam na dwóch innych telewizorach, to samo. Poza przeciwnikami, próbującymi zaatakować Garcię jednocześnie biegnąc w miejscu!, ten dziwny dźwięk jest drugim błędem w tej grze, który udało mi się zanotować. Na końcu krótko o wewnętrznej książeczce. Kilka tipów, opis sterowania, brak zdjęć czyli nic ciekawego. Bieda do entej potęgi. Reasumując, oto + i - dla Shadows of the Damned.

+ fajne uzbrojenie i amunicja (kości)

+ mroczny i zabawny klimat, czyniący całość groteskową

+ fajna muzyka, rodem z Silent Hilla

+ gra jest dosyć długa, zpewnia wiele godzin dobrej zabawy

+ łatwy poziom (Lemon Hunter) nie jest wcale taki łatwy, dzięki czemu dłużej pogramy

+ ciekawa postać Johnsona

+ częste checkpointy

+ różnorodność przeciwników

- wulgarny język

- grafika nie powala na kolana

- typowa amerykańska fabuła

- schematyczność w lokacjach i działaniu bohatera

Ogólnie jestem zadowolona, gra jest fajna, grywalna, nie dla dzieci, raczej dla fanów w/w tytułów gier. Wkręciłam się :P Polecam, zwłaszcza teraz, kiedy za oknem tylko widzimy deszcz i ciemne chmury.

komentarzy: 0Sobota, 02 lipca 2011, 22:55

Ja.gram.pl/kasiabartek

Od dawien dawna, bo od 1987r. interesuję się grami. Do dziś fascynacja nie słabnie. Najchętniej gram w gry z kategorii survival horror i czasami mam wrażenie, że ten wirtualny świat jest bardziej poukładany niż realny...

 


 

Ankieta

Imię dla polskiego dziecka jak u postaci z gry to według mnie..

  • Porażka
    14%1 głos
  • Naznaczenie sukcesem
    14%1 głos
  • ..nie zastanawiałem się nad tym
    28%2 głosy
  • Totalny bzik na punkcie gier
    14%1 głos
  • Zależy jakie imię. Claire czy Jin to makabra. Jak Leon to pewnie jednak po dziaku więc niech będzie...
    28%2 głosy

Suma oddanych głosów: 7 

Namiary na mnie

Raptr: www.raptr.com/kasiabartek, Twitter: kasiabartek, Steam: kasiabartek

Twitter




Moi znajomi

pokaż wszystkich znajomych: 29

Archiwum wpisów

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl