avatar

Suomalainenka Użytkownik gram.pl (Przodownik) ja.gram.pl/Suomalainenka

Ostatnie odwiedziny

Ankieta

Co sądzisz o przemocy i erotyce w grach?

  • Bwahahahahahahaahahaha! Zło, seks i heavy metal! Ma być zawsze i na zawsze!
    31%44 głosy
  • W zasadzie to miły smaczek do gry.
    52%74 głosy
  • Nawet nie zauważam.
    5%7 głosów
  • Nie lubię, ale też zanadto mi nie przeszkadza.
    7%10 głosów
  • No motyla noga! Przecież to nieetyczne, niemoralne i w ogóle nie-e! Nie może być!
    3%5 głosów

Suma oddanych głosów: 140 

« poprzednia ankieta

Mój blog (Marzec 2011)

Recenzja: Yakuza 4

recenzja, Yakuza 4

Japończycy znani są z robienia naprawdę dobrych gier, szczególnie RPG. Choć seria Yakuza do tego gatunku tak do końca nie należy, ma z nim kilka elementów wspólnych. Jednym z nich jest porywająca historia. W końcu po roku oczekiwania, Zachód doczekał się najnowszej, czwartej odsłony.

 

Serii Yakuza przedstawiać za bardzo nie trzeba. Każdy o niej przynajmniej słyszał. Część zagrała i polubiła, a część nie polubiła. Przychodzi mi teraz oceniać najnowszą odsłonę tego tytułu i szczerze mówiąc jest to najtrudniejsze zadanie, przed którym staję od bardzo długiego czasu (trudniejsze nawet od niekończących się testów z fonetyki praktycznej angielskiego). Pisząc te słowa wciąż nie jestem jeszcze pewna, jaki numerek wystawić. Postaram się jednak pozycję jak najlepiej Wam przybliżyć i ocenić sprawiedliwie, i możliwie niesubiektywnie.



Jakie piękne... te meduzy w tle.

W kupie siła!

Jak już wspominałam wcześniej w zapowiedzi, ponownie spotkamy się z dobrze znanym nam z poprzednich części Kazumą Kiryu, jednak tym razem nie zagra on pierwszych i jedynych skrzypiec. Raczej odejdzie nieco na bok, by ustąpić miejsca trzem innym facetom.
Pierwszym z nich jest Shun Akiyama. Niegdyś bezdomny żebrak, dziś nieprzyzwoicie bogaty kredytodawca, nazywany „linią życia Kamurocho”. Do swojej pracy gość ma podejście co najmniej nietypowe. Pożycza ludziom pieniądze bez procentu, ale pod jednym warunkiem: muszą oni pomyślnie przejść test, który im wymyśli. Próba ta ma pokazać, jak bardzo im ta gotówka jest potrzebna. Dlaczego tak dziwnie? Bo chłopu kompletnie nie zależy na odzyskaniu pieniędzy. Sam przekonał się, że w ludziach drzemią wielkie marzenia, a kasa pomaga je spełnić. I to jest jego intencją – za pomocą pieniędzy pomagać ludziom zrealizować swoje cele. Jego stateczne, ułożone życie zostaje gwałtownie zakłócone, gdy do agencji „Sky Finance” przychodzi kobieta i prosi o ogromną pożyczkę. Nie potrwa długo, gdy Shun zorientuje się, że nie jest to zwykła klientka. W końcu dowiaduje się o pewnym incydencie z 1985 roku i szybko dochodzi do wniosku, że ta kobieta musi mieć z tym coś wspólnego.
Wtedy do akcji wkracza Taiga Saejima, drugi z naszych bohaterów. Podczas oglądania retrospekcji dowiemy się, że w owym felernym roku (do którego często i gęsto będziemy wracać) został zamieszany w niemały spisek razem ze swoim „bratem krwi” Goro Majimą, którego rola w tej części znacznie wzrośnie. Taiga na zlecenie swojego szefa zabija osiemnastu ludzi z wrogiego klanu. Szybko trafia do zakładu karnego w Tokio z orzekniętą karą śmierci. Po 25 latach oczekiwania na egzekucję zostaje przeniesiony do zakładu karnego w Okinawie, gdzie spotyka znanego nam z Yakuzy 3 rzezimieszka Hamazakiego. Ten proponuje mu ucieczkę. W więzieniu Saejima nie ma lekko. Okrzyknięty żywą legendą, z jednej strony spotyka się z aprobatą, z drugiej z pogardą. Przystaje na plan Hamazakiego i postanawia uciec, by poznać całą prawdę na temat wydarzenia z ’85.



Pogadaj z nogą!

Trzecim protagonistą jest Masayoshi Tanimura, policyjny detektyw, który nigdy nie chce słuchać swoich przełożonych. Istniejąc ponad regułami bardziej niż swoją pracą przejmuje się śmiercią swojego ojca, która owiana jest grubą warstwą tajemnicy. Za główny cel stawia sobie odnalezienie zabójcy i zemstę. Ukojenie może znaleźć u swoich chińskich przyjaciół, prowadzących restaurację w Kamurocho. Właśnie tam spotka kogoś, kto na chwilę odwróci jego uwagę od zabójstwa ojca i poważnie zmieni plany – Yasuko Saejimę.
Wszyscy trzej bohaterowie w końcu spotkają się, połączeni osobą Yasuko, by potem stanąć twarzą w twarz ze Smokiem Dojimy – Kazumą Kiryu. To ostania osoba, której poczynaniami pokierujemy w Yakuzie 4. Kazuma jest wyjątkowo dobrym człowiekiem o silnym poczuciu sprawiedliwości. Wręcz trudno uwierzyć, że jest yakuzą. W spokoju prowadzi sierociniec w Okinawie, gdzie dom znalazło kilkoro wspaniałych dzieciaków, w tym jego przyszywana córka, Haruka. Pewnego dnia spokój w „Sunshine Orphanage” zakłóca morze, wyrzucając na brzeg Taigę Saejimę. Od tej pory Kiryu chcąc nie chcąc zostaje zamieszany w bardzo poplątaną historię.
We czterech postanawiają położyć kres potężnemu spiskowi, za którym stoją nie tylko członkowie yakuzy, ale też skorumpowani policjanci.
Fabuła w grze zapowiadała się bardzo obiecująco i taka była, dopóki nie zaczęto powoli łamać zasad prawdopodobieństwa (ile pocisków na klatę można przyjąć, by przeżyć i jeszcze poruszać się o własnych siłach?), a ars bene moriendi niemal dorównuje poziomowi Rolanda czy Wertera. Historia wciąga i porywa, ale właśnie przez tę przesadę śmiałam się bezmyślnie w momentach, w których nie powinnam. Niestety, minus za to, ale dość niewielki, bo cała reszta wywoływała we mnie skrajne i jak najbardziej prawidłowe emocje, trzymała w napięciu i porządnie zachwyciła. Choć niektórzy twierdzą, że jest to najgorsza historia w serii, śmiem się z tym nie zgodzić.



Za tatusia!

Nie przebijaj waść ciała mego!

Śmiało mogę stwierdzić, że grafika jest najsłabszą stroną gry. Choć przerywniki filmowe prezentują się bardzo imponująco, cała reszta nie jest już doskonała. Płakać mi się chce, jak widzę powtórkę z rozrywki w postaci przechodzących przez ciało przeciwnika kończyn. Ja rozumiem przeoczyć jakiś niewielki szczegół, ale to już jest ewidentny gwałt, zwłaszcza, że widać było to już w poprzedniczce i trzeba było poprawić, a tego nie zrobiono. Nienajlepiej ma się także sprawa włosów. Jestem w stanie zrozumieć, że nie jest to decydujący czynnik, ale kiedy facet się pochyla, a jego długie włosy nie poruszają się ani o milimetr, to nie jest dobrze. Wisienką na zepsutym torcie są pewne przeoczenia w dokładności tekstur i inne pomniejsze szczegóły. Na szczęście grafikę nadrabia cała reszta.


Cztery ścieżki dźwiękowe.

Sprawa dźwięku stoi na najwyższym poziomie. Zgodnie z oczekiwaniami, dostajemy japoński dubbing z angielskimi napisami, czyli opcję w zasadzie najlepszą. Na trailerach zapowiadających grę mogliśmy obejrzeć twarze voice actorów i zobaczyć (także usłyszeć), że Japończycy wiedzą, co robią. Odgłosy bitew i okrzyki również trzymają klasę. Najważniejsza jednak jest tym razem muzyka. Genialnie przemyślana jest, moim zdaniem, najlepsza z całej serii. Dodatkowo mamy do czynienia z naprawdę sporą ilością utworów, gdyż każda z prowadzonych przez nas postaci ma swoje własne, unikalne motywy muzyczne. Niestety płyty z soundtrackiem nie dodano, a szkoda.



- Naprawdę musimy? - No.

Kamurocho znów stanie do walki.

Gameplay nie pozostawia żadnych wątpliwości. To jest Yakuza. Dla jednych może to być plus, dla innych minus, bo liczba nowości jest dość niewielka, a po czterech odsłonach wypadałoby wprowadzić bardziej radykalne zmiany, a tych... jak na lekarstwo. Jedną z niewielu nowinek jest pościg motorówką. Postanowiono też dać szansę smaczkom charakterystycznym dla kultury japońskiej, czyli przykładowo gorące źródła czy kluby z hostessami. Jedyną rzeczą, którą pominięto w stosunku do wersji japońskiej jest gra słowna. Posunięcie to jest jednak uzasadnione, bo niekiedy chodziło o różnicę między dwoma Kanji, a przeciętny Kowalski takowych raczej nie zna. Poza wspomnianymi rozrywkami między kolejnymi etapami fabuły będziemy mogli rozerwać się minigrami, których jest całkiem sporo, a wśród nich poker, black jack, mahjong, tenis stołowy i sporo innych, więc na nudę nie będziemy narzekać.
Muszę pochwalić usprawnienie systemu pościgów i walk. W tych pierwszych nie tylko będziemy biec jak wariaci, unikając przeszkód. Gdy jesteśmy goniącymi, możemy po drodze zbierać butelki, którymi z kolei z lubością będziemy rzucać w gonionego w celu spowolnienia go. Niestety, nie jest łatwo trafić. Kiedy zaś przychodzi nam uciekać, wbiegając w kolorowe pola odnowimy swoją energię, przez co będziemy mogli biec dłużej. Jeśli zaś chodzi o walkę, niektóre przedmioty da się nie tylko podnieść, ale można je też w oponenta kopnąć.
Żeby jednak dobrze przybliżyć ten aspekt gry, będę musiała na każdego z bohaterów spojrzeć indywidualnie, bo dla każdego wygląda on odrobinę inaczej. Shun Akiyama swój styl walki opiera raczej na szybkości i korzysta głównie z nóg. Wraz z poziomowaniem odblokowujemy kolejne ciosy wedle swojego uznania. Facet też prowadzi swój własny bar z hostessami, przez co jednym z naszych zadań jest przygotować dziewczynę tak, by klienci ją rozchwytywali i zarabiała jak najwięcej pieniędzy. Jako że wcześniej był bezdomnym, ma też pewne wtyki w tymże zacnym środowisku.

Taiga Saejima swój styl walki opiera na ogromnej sile i masie swojego ciała. Zadaje bardzo potężne ciosy i wykonuje szarże. Jako jedyny jest w stanie podnosić motory oraz skutery i zadawać nimi poważne obrażenia. Potrafi też przemieszczać się za pomocą studzienek kanalizacyjnych, czego nie unikniemy, gdyż jako zbieg, jest zewsząd szukany przez policjantów.

Detektyw Masayoshi Tanimura podczas bitew wykorzystuje swoją zwinność i korzysta głównie z rąk. Potrafi świetnie unikać ciosów i zadawać pokaźne obrażenia poprzez precyzyjne uderzenia pięściami. Umie także wykorzystać siłę przeciwnika przeciwko niemu. Jako jedyny z czwórki mówi po chińsku, co odblokowuje mu dostęp do obszaru w Kamurocho, nazywanego Little Asia. Jako policjant posiada też dostęp do radia, przez które dostaje informacje dotyczące drobnych przestępstw i może się nimi zajmować.



A po zakupy chodzę tak.

Kazuma Kiryu to niesamowity wojownik. Podczas walki wykorzystuje atuty wszystkich pięciu kończyn (głowa też się bardzo często przydaje). Umie korzystać z wielu rodzajów broni i jako jedyny posiada tzw. Red Heat Mode, który umożliwia mu wykonanie bardzo efektownych, jak i efektywnych finisherów. To już bardzo znana osobistość w Kamurocho i poza jego granicami. Jest ogniwem spajającym wszystkich bohaterów.

Oczywiście zabawa niesie ze sobą też wiele elementów wspólnych, takich jak wspomniane wyżej minigry czy tzw. rewelacje. Polegają one na znalezieniu konkretnego wydarzenia i zrobieniu zdjęć w odpowiednim momencie (Taiga jako jedyny nie robi zdjęć, tylko graweruje obrazek, jako że jest dwadzieścia pięć lat do tyłu i nie posiada komórki). Zdjęcia robimy, wykonując klasyczne QTE. Potem w ciągu 30 sekund musimy wybrać pasujący opis (trzeba trafić). Jeśli wszystko się uda, odblokujemy nowy ruch lub cios przydatny nam w walce.
Oczywiście między kolejnymi częściami fabuły będziemy mogli wykonać wiele zadań pobocznych. Te dla każdego z bohaterów wyglądają inaczej i są całkiem różnorodne. Nie musimy się z nimi spieszyć, gdyż przed ostatnim wyzwaniem fabularnym będziemy mogli przełączać się między bohaterami i wykonać ich tyle, ile nam się podoba. Niektóre postacie na ulicach i w budynkach będą nam dostarczać cennych porad zapisywanych w Memo, które dostajemy na początku gry. Są to pewnego rodzaju wskazówki dotyczące grania. Nie obędzie się także bez ogromnej liczby walk ulicznych, których wygrywanie zostanie wynagrodzone przedmiotami lub jenami.
Wszystko to procentuje cennym doświadczeniem, które potem zamienimy na umiejętności. System poziomowania postaci jest jednak całkiem inny, niż w poprzedniczkach. Nie mamy już czterech cech, które odpowiednio zwiększane odblokowują kolejne ruchy i ciosy. Tym razem z każdym osiągniętym poziomem dostajemy trzy „punkty duchowe”, jakie możemy przydzielić konkretnym umiejętnościom, które wymagają odpowiednio od jednego do czterech punktów. Niektóre z nich jednak są dostępne dopiero od pewnego poziomu (maksymalnie 20. dla każdej postaci).



Załatwmy to szybko, bo nie zdążę na mój program.

Dodatkowo, podobnie jak w każdej poprzedniej części, będziemy zbierać Locker Keys, które otworzą nam konkretne skrytki w dwóch miejscach Kamurocho. Będziemy mogli dzięki temu zyskać wiele cennych lub mniej cennych przedmiotów.
Gra udostępni także nowe obszary do eksploracji. Wolno nam będzie poruszać się po dachach i w podziemiach, po parkingu i Underground Mall, co da nam więcej możliwości, a także dodatkową porcję rozgrywki. Ucieszyło mnie, że gameplay Yakuzy 4, choć mało zmieniony, jest dość porządnie rozbudowany.



Kiedy „piątka”?

Yakuza 4 jest ciekawą i wciągającą grą, której warto poświęcić chwilę i to dłuższą. Miłym zaskoczeniem była dla mnie długość. Po ukończeniu głównego wątku z kilkoma zadaniami pobocznymi i minigrami licznik nabił ponad 21 godzin, a poziom ogólnego ukończenia wyniósł nieco ponad 6%. Po pierwszym ukończeniu gry odblokowujemy dodatkową zawartość i kilka nowych trybów gry, jak na przykład meczyk we dwójkę w tenisa stołowego, kręgle czy kilka innych minigier. Resztę polecam odkryć samemu. Warto zatem zagrać więcej niż jeden raz. Jestem mile grą zaskoczona, choć ta zdecydowanie potrzebuje nowego silnika graficznego i wielu nowości, by przyciągnąć nowych zwolenników, gdyż... kto nie polubił Yakuzy już wcześniej, „czwórka” go absolutnie nie przekona. Niemniej jednak, tym którzy lubią grę, bardzo polecam.


Zalety i wady:
+ rewelacyjna historia
+ czworo bohaterów...
+ ... to cztery style gry
+ udźwiękowienie!
+ świetne przerywniki filmowe
- zbyt daleko posunięte naginanie prawdopodobieństwa
- niedociągnięcia graficzne
- mało nowości
- coraz bardziej widoczne oznaki starzenia się

Moja ocena: 8/10

Komentarz:

Gdybym nie oceniała w imieniu redakcji, byłoby zdecydowanie 10, bo sama zwykłam przymykać oko na to, co tu wytknęłam. Obiektywnie jednak patrząc, gra idealna nie jest i powoli zaczyna się starzeć. Nowych do siebie nie przyciągnie, a miłośnicy i tak będą ją uwielbiać. U mnie nic się nie zmieniło, w świecie Yakuzy jestem po prostu zakochana.

komentarzy: 6Niedziela, 27 marca 2011, 12:56

Grę pan chce kupić... a 18 skończone?

komedia, PEGI, Frustrat

Wiadomo, że człowiek się niczym za bardzo nie przejmuje, do momentu, kiedy nie przytrafi mu się to osobiście. Historia, ktora przytrafiła się mnie i mojemu narzeczonemu jest... całkiem zabawna. Niestety takie się zdarzają i to całkiem nierzadko.

Tytułem wstępu zacznę od PEGI. Każdy wie co to jest, nie trzeba tłumaczyć. System ten (przynajmniej w Polsce) obecny jest od stosunkowo krótkiego czasu. Nie będę roztrząsać, czy jest potrzebny, czy nie, bo moja odpowiedź byłaby jednoznaczna: wszystko zależy od tego, jak rodzic wychowa swoje dziecko. Ja sama zagrywałam w Mortal Kombat, jak miałam 7 lat i jedyne, co zabijam to nudę, czas i komary (bo gryzą wredoty, a odgonić się nie dadzą). Skoro inni uważają, że ich dziecku potrzebne są ograniczenia, bo nie potrafi rozróżnić świata wirtualnego od realnego (no bo po co im to wyjaśnić, wystarczy ograniczyć im przestrzeń życiową), to już jest ich problem i współczuję pomyślunku.

W każdym razie powszechnie wiadomo, że PEGI istnieje po to, by jedynie dawać wskazówki rodzicom o tym, jaką zawartość ma dana gra i od jakiego wieku jest wskazana (choroba XXI wieku IMO). Tymczasem...

... przejdźmy do histori właściwej. Wybraliśmy się do jednego z naszych ulubionych sklepów z multimediami, żeby po prostu przejrzeć ofertę i ewentualnie kupić coś, jeśli będzie interesujące. Po obejrzeniu gier, zdecydowaliśmy się nabyć tytuł Darksiders. Bo fajny, bo zalatuje DMC, bo wysokie noty itd. Kiedy stwierdziliśmy, że to nam wystarczy, poszliśmy do kasy, żeby zapłacić. I tu kasjerka:

- Przepraszam, ale czy ma pan jakiś dokument potwierdzający ukończenie 18 lat?

Cóż, generalnie przyznaję rację, nie wyglądamy na swój wiek i legitymują nas wszędzie, gdzie trzeba, czyli na przykład w kinie, czy kiedy kupujemy alkohol. Prawo jednak nie zabrania kupić gry, która ma taki to, a taki znaczek PEGI. Wyjaśniając to uprzejmie pani, narzeczony podał dowód, z którego wynikało, że biedak jest niemal 23-letnim staruszkiem. Pani chyba się ciut obraziła, bo nic wiecej nie powiedziała.

Jaki z tego morał? Że gry (i gracze) są linczowane cały czas. W końcu nikt nie pyta o dowód, gdy dziecko kupuje "Teksańską masakrę piłą mechaniczną 729" na DVD. Bo prawo o tym nie mówi. O grach też nie. Ale to gry stale są osaczane i oskarżane o tonięcie w przemocy. Czemu tak jest? Bo branża się rozwija? Stanowi zagrożenie dla filmu czy innych dziedzin sztuki? Ja tego nie wiem, ale wiem, że jest to bardzo nie w porządku. A pracownik, który nie sprzeda gry 18+ może mieć poważne kłopoty (i o takim przypadku słyszałam). Ludzie, opanujcie się trochę!

No, koniec biadolenia sfrustrowanej Finki. Jeszcze tylko news tysiąclecia: Ukończyłam Yakuzę 4 (PEGI 18, muszę iść kogoś zabić... a nie, ja już po osiemnastce przecież), więc spodziewajcie się wkrótce recenzji. Tymczasem pa, Dziubaski :*.

komentarzy: 13Poniedziałek, 21 marca 2011, 16:20

Więcej o mnie

Krótko o mnie:No krótko to się nie da...

Moje tagi:adventure, finlandia, muza i filmiki, o niczym, rpg and fantasy

Urodziny:za 329 dni (17 października 1990)

Moje motto:En kadu mitään, "Music is... my life's elixir. Of course music is not the world, but without music things would not be worth anything." Dero Goi

Obecny stan:Voi vittu!

Posiadany sprzęt:PC, PlayStation 2, DS, PlayStation 3

Prywatne wiadomości

Zaloguj się by wysyłać wiadomości

Hotter

  • Fanie World of Warcraft, pomóż!

    World of Warcraft, badanie, fenomen

    Tytułem wstępu powiem tylko, że choć pcham się w studia językowe, najbardziej fascynuje mnie jednak szeroko rozumiana socjologia.

    Ostatnio, jak widać, sporo się obracam w środowisku graczy, a fenomen World of Warcraft od dłuższego czasu fascynuje mnie i dalej pozostaje dla mnie niezrozumiały. Zatem, drogi fanie tego MMO! Jeśli zabłądziłeś tutaj, napisz mi w komentarzu lub na e-mail, co tak bardzo przyciąga Cię do tejże gry. Tak szczegółowo, jak tylko potrafisz. Bardzo mi to pomoże i będę Ci niezmiernie wdzięczna.

    Z górzy dziękuję za wszystkie wypowiedzi.

    komentarzy: 10Czwartek, 01 lipca 2010, 20:18

Namiary na mnie

GG: 6197029, Skype: toxic_sys, e-mail: katri_suomi(at)o2.pl, www: http://last.fm/user/IronTwin, www: http://swiatgry.pl

XFire

Archiwum wpisów

Moi znajomi

pokaż wszystkich znajomych: 33

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 3775 dni

Moich wejść na gram.pl: 3 092 (#2142)

Napisanych postów i komentarzy: 90 (#1830)

Napisanych recenzji: 0

Wpisów na blogu: 62 (#170)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 7 366 (#185)

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl