avatar

Suomalainenka Użytkownik gram.pl (Przodownik) ja.gram.pl/Suomalainenka

Ostatnie odwiedziny

Ankieta

Co sądzisz o przemocy i erotyce w grach?

  • Bwahahahahahahaahahaha! Zło, seks i heavy metal! Ma być zawsze i na zawsze!
    31%44 głosy
  • W zasadzie to miły smaczek do gry.
    52%74 głosy
  • Nawet nie zauważam.
    5%7 głosów
  • Nie lubię, ale też zanadto mi nie przeszkadza.
    7%10 głosów
  • No motyla noga! Przecież to nieetyczne, niemoralne i w ogóle nie-e! Nie może być!
    3%5 głosów

Suma oddanych głosów: 140 

« poprzednia ankieta

Mój blog (Grudzień 2009)

Vuosi 2009 - Yhteenveto

Nowy Rok, podsumowanie 2009

Czyli po prostu zebranie do kupy wszystkiego, co przyniósł ze sobą ten rok. Ja wiem, że do końca chwilka jeszcze została, ale od jutra do początku Nowego kompletnie znikam dla świata, więc nie będę mieć na to czasu. Dlatego piszę to dziś i teraz.

 

Zacznę od kwestii gier, bo jest to sprawa niewielka. Z tego prostego powodu, że tytułuję się graczem tylko dlatego, że w nagłych przebłyskach w coś tam sobie zagram. Ten rok dał mi "The Sims 3". Nie trzeba tłumaczyć co to. Gra się fajnie, ale na dość krótką metę. Z dumą ukończyłam moją ukochaną grę "Fahrenheit", niemal ukończyłam "Devil May Cry 4" (jeszcze ciut tam zostało). Przez moje ręce przeleciało też kilka przygodówek, jak "Tajne akta: Tunguska" czy "Overclocked", które zrecenzuję w przyszłym roku. Na ukończenie cierpliwie czeka "Assassin's Creed", o uwagę prosi się "Max Payne". No, ale mnie się ostatnio zbyt grać nie chce, więc to wszystko poczeka. W planach i marzeniach umościła się fińska, Frozenbyte'owska produkcja "Trine", ale jeszcze znajduje się ciut poza zasięgiem mojej kieszeni. I to by było chyba tyle, jeśli idzie o gry.

 

A co mnie samej dał rok 2009? No to już jest nieco dłuższa historia. Wiadomo, jak to w życiu, same słodko-gorzkie doświadczenia. No, ale zacznijmy od początku...

Po dość beznadziejnym sylwestrze kończącym rok 2008, wkroczyłam w styczeń całkowicie wyczerpana i kompletnie bez fajerwerków. Nowy rok niczym mnie nie zaskoczył, nie przyniósł nic, czego mogłabym się nie spodziewać. Szkoła, jak szkoła, powolne wkraczanie w drugie półrocze klasy maturalnej. Rzygałam tym całym chaosem, robionym wokół jakiegoś bzdurnego egzaminu. Styczeń minął kompletnie bez rewelacji. Luty i marzec były za to miesiącami jednymi z najgorszych w moim krótkim jeszcze życiu. Nieomal je zakończyły. Ku chwale ojczyzny, wszystkich świętych i mojego przyjaciela, tak się nie stało, bo patrząc na to z perspektywy czasu, byłaby to tak niemożebna głupota, że głowa mała. W każdym razie nauczkę wyciągnęłam, więc coś z tego wyszło. W kwietniu oczywiście przyszło mi się ze wszystkim godzić. Powoli zaczęła wstępować we mnie całkiem nowa energia, zrozumiałam, że muzyka mnie kocha tak bardzo, jak ja ją i nigdy mnie nie zdradzi, nigdy nie powie, że mnie nie kocha i będzie ze mną zawsze. Dałam jej całe moje serce i duszę. Jednocześnie uderzył mnie ogrom znaczenia, jakie zaczęła dla mnie mieć Finlandia. Zaczęłam przeznaczać swoje oszczędności na porządną naukę języka i zdałam sobie sprawę, jak bardzo ten kraj stał się moją nieodłączną częścią. Zaczęłam żyć dla muzyki i Finlandii i chęci pozbawienia się tej możliwości nigdy więcej już nie poczułam. Nauka fińskiego dawała mi mnóstwo radości i szybko postępowała. Nadal mnie cieszy i wciąż postępuje. Potem przyszedł maj i ta nieszczęsna matura. Wiadomo, nieco się stresowałam, jednak zaskakująco gładko wszystko poszło. I w zasadzie już wtedy zaczęły się dla mnie wakacje. Czułam się w zasadzie szczęśliwa i spędzałam mnóstwo czasu z przyjaciółmi. Miałam wrażenie, że niczego mi już w zasadzie nie potrzeba. Ciężar jednak wciąż na mnie spoczywał, przestałam szukać miłości i zatraciłam nieco swojej bezwzględnej wiary w jej siłę. W czerwcu odebrałam wyniki swoich maturalnych zmagań. Może nie były one szczególnie zachwycające, ale nie narzekałam. Nigdy nie lubiłam się uczyć. W lipcu dowiedziałam się, że zostałam studentką filologii romańsko-angielskiej. Spełniłam oczekiwania otoczenia, więc w zasadzie nie było powodów do bycia niezadowoloną. Założyłam też tego oto GSa. Choć początkowo podchodziłam do tego bloga z niezbyt wielkim entuzjazmem, dziś wiem, że był to dobry krok i cieszę się, że mogę go pisać. Tak lipiec i połowa sierpnia upłynęły beztrosko z przyjaciółmi i zabawą. Potem wyjechałam do Danii. Wyjazd był słodko-gorzkim doświadczeniem. Nie żałuję jednak, że się odbył, bo nie każdemu dane jest zwiedzić kawałek świata. Dodatkowo jest to już kraj Skandynawski, a Suomalainenkę Skandynawia bardzo pociąga. Pierwszy raz w życiu dane mi było spróbować pochodzących z Finlandii cukierków - Salmiakków. I w sumie dobrze się stało, bo dziś wiem, że należy się trzymać od nich z daleka. Dawno nie jadłam czegoś równie paskudnego. Pierwszy raz też dane mi było spróbować jazdy kolejką górską i przejażdżek torami wodnymi w wielkim lunaparku w Djurs. I o ile te drugie mnie zachwyciły, tak kolejka kompletnie przeraziła i będę mieć silne opory, żeby spróbować po raz kolejny. W każdym razie okazja była i wykorzystałam ją. Zwiedziłam też jedną z najpiękniejszych mieścin, jakie mi dane było w życiu zobaczyć. Aalborg, choć jest maleństwem pokroju naszych Pabianic, to trzecie co do wielkości duńskie miasto. Zachwycił mnie swoim urokiem. Znajomość fińskiego również się przydała choćby po to, żeby rozpoznawać niektóre słodycze i nie naciąć się znów na Salmiakki czy anyżkowe lukrecje. Nie obeszło się oczywiście bez zwiedzania ogromnego Legolandu. Bogatsza o kilka nowych doświadczeń, jednak z ulgą wróciłam do Polski. Kiedy człowiek wraca do domu o 3.30 nad ranem, marzy jedynie o łóżku. Nie mogłam zatem przewidzieć, że kilka godzin później moje życie zacznie całkowicie zmieniać swój kształt. Po porządnym odespaniu uznałam, że czas przefiltrować SPAM, który uzbierał się przez 2 tygodnie mojej obecności. Dopadła mnie oczywiście setka znajomych, wypytując o wrażenia. Ale i na GG zdarza się SPAM i po odrzuceniu dwóch denerwujących odzewów, kiedy przyszedł trzeci, mało nie wyszłam z siebie. Ten trzeci jednak wcale nie okazał się denerwującym zapychaczem archiwum, lecz całkiem ciekawą osobą. Nie spodziewałam się jednak ponownego odzewu i po pierwszym dniu byłam przekonana, że numer będzie spoczywał na liście, dopóki nie zechcę jej posprzątać. Kolejnego dnia jednak odzew nastąpił i kolejnego, i kolejnego... dlatego też wrzesień zaczął się niezwykle intrygująco, ponieważ ten człowiek zaczął mnie całkowicie fascynować. Pod koniec miesiąca już, stał się jednym z najważniejszych w moim życiu. Uwolnił mnie od wszystkiego. No i stałam się osobą... po prostu zakochaną i szczęśliwą. W październiku optymistycznie wkroczyłam w progi Uniwersytetu Łódzkiego. Po drodze skończyłam 19 lat. Ale mój optymizm zgasł bardzo szybko, bo znienawidziłam to, co studiuję i teraz żyję nadzieją, że w przyszłym roku zmienię studia. W listopadzie ucieszyła mnie perspektywa weekendowego wyjazdu, który dał mi bardzo wiele. Potem na krótko zachorowałam. Grudzień upłynął mi na męce na uczelni, radosnych świętach, a teraz zostało mi już tylko wesołe oczekiwanie na jutro :). Odzyskałam swoją starą miłość muzyczną i okazało się, że dużo jeszcze pamiętam z języka niemieckiego :).

O roku przyszłym myślę z nadzieją. Że już mnie tu nie będzie, że będę szczęśliwą studenką na właściwym kierunku. No i że nadal dane mi będzie kochać i być kochaną.

Na zakończenie ulubione zestawienie muzyczne 2009:

1. Oomph!

2. Uniklubi

3. Cinema Bizarre

4. Flinch

5. E Nomine

6. Lovex

7. Negative

Wam oczywiście życzę wszystkiego co najlepsze. Po prostu onnellista uuttavuotta :)

komentarzy: 2Wtorek, 29 grudnia 2009, 15:31

Hyvää Joulua!

życzenia, Wesołych Świąt

Paljon onnellinen, paljon terveyttä, maukas ruoka, hyvä esittää, onnellinen perhe ja kaiken, mitä olet aina halunnut.

Teille, Suomalainenka

 

Czyli mówiąc po naszemu, z okazji świąt życzę Wam wszystkim i każdemu z osobna. Żeby to nie był czas stracony i żebyście ubawili się w Wigilię razem z rodzinką tak jak ja co roku ze swoją.

Dla wszystkich gramowiczów, Suomalainenka :)

komentarzy: 4Środa, 23 grudnia 2009, 18:37

O Suomalainence słów trochę więcej.

o mnie

Jestem dziś w dość kiepskiej kondycji i jedyną pożyteczną rzeczą jaką  zrobiłam, była nauka fińskiego i przejrzenie słówek na łacinę, stwierdzam fakt, że niczego już się nie nauczę. Dlatego postanowiłam, mimo iż wczoraj dodałam już recenzję płyty, napisać kolejną notkę. Taką o sobie, bo w tym panelu bocznym niewiele da się powiedzieć. Zagłębię się w szczegóły, bo zauważyłam, że w zasadzie nic o sobie nie napisałam.

Jaka jest Suomalainenka?

Różni ludzie różnie mówią w różnych momentach. Co zadziwiające jednak, większość z nich nie odmawia mi pewnej oryginalności. Co sama o sobie mogę powiedzieć? Na pewno to, że straszna ze mnie maruda. Ogólnie nie lubię większości rzeczy, które mnie otaczają, lubię ponarzekać. Na szczęście głównie na siebie samą. Ogólnie w hierarchii ważnych dla mnie ludzi ustawiłabym siebie na końcu końca końców. Niestety mój szacunek do siebie samej, można przyrównać do stosunku większości Polaków do prezydenta czy coś takiego. Często mi się zdarza płakać. Dlaczego? Bo zasadniczo nie jestem agresywna i całą swoją nagromadzoną złość wyrzucam z siebie poprzez łzy. Po prostu raz na jakiś czas muszę się wybeczeć i koniec. Jestem dość leniwa, jeśli chodzi o naukę, choć to może być spowodowane tym, że podryfowałam w nieco złym kierunku. Co poza tym... najważniejsi są dla mnie przyjaciele, zrobiłabym dla nich wszystko, łącznie z poświęceniem życia i tymi wszystkimi finezjami. Bez nich nie ma mnie i tyle. 

W wolnej chwili lubię zajmować się odkrywaniem Finlandii. Czasem obejrzę jakiś film, poczytam książkę, mangę, czy pogram. Najbardziej cieszę się, gdy ktoś wyciągnie mnie czasem z domu. Lubię też spędzać czas w bibliotece, czytając jakieś fajne pozycje. Najbardziej na świecie kocham muzykę, Finlandię, moich przyjaciół i pewnego mężczyznę, który bezczelnie wprosił się do mojego życia i wykradł jego czwartą część, za co do końca świata będę mu wdzięczna, bo uwolnił mnie wreszcie od brzemienia, które bardzo długo niosłam. Bez tych kilku czynników istnienie moje pozbawione było wszelkiego sensu, bo żyję by kochać i być kochaną. 

Jeśli chodzi o idoli czy wzrorce osobowe, mam ich kilka. Pierwszym z nich jest postać co prawda fikcyjna, ale niezmiernie dla mnie ważna, mianowicie Drizzt Do'Urden. Długo szukałam osoby, która zebrałaby wszystko to, co w życiu ważne. Pan Salvatore tchnął w tę postać te wszystkie czynniki i zasady. Kolejnymi są wokaliści. Pewnie dlatego, że sama uwielbiam sobie podśpiewywać, choć nie jestem w tym zbyt dobra. Pierwszym z nich jest pan Ville Liimatainen, który pokazał, że nawet jeśli sytuacja wydaje się beznadziejna, można z niej wybrnąć i osiągnąć wszystko o czym się marzy. Drugim z nich jest już od dziesięciu lat pan Dero Goi, który z dnia na dzień udowadnia, że aby być docenianym, nie trzeba wpasowywać się w schematy i można bez pardonu mówić to, co się myśli. Pomógł mi w zrozumienu, że najlepsze co można robić, to zawsze i wszędzie być sobą. Czy jest kobieta, którą podziwiam? W tej chwili trudno mi powiedzieć. Raczej nie :).

Czy jestem egoistką? Myślę, że w pewnym stopniu każdy człowiek jest egoistą, bo jednak chce być szczęśliwy. Jednak jeśli przychodzi co do czego, zawsze przedłożę dobro drugiej osoby nad swoje własne, tak myślę.  

Jeśli chodzi o bardziej "namacalne" aspekty mojej osoby, lubię eksperymentować z ubiorem, a swój styl określiłabym jako sportowo-rockowy. Mój najlepszy przyjaciel twierdzi, że jest niepowtarzalny. Czy ma rację? Nie wiem. 

Kocham kolor niebieski, jestem niemal wegetarianką (ze względu na smak, nie przekonania). Życiowe motto zasłyszałam w piosence: Je ne regrette rien = En kadu mitään = Niczego nie żałuję. I cały czas staram się iść w myśl tej zasady. 

Jaka była Suomalainenka?

W zasadzie nie bardzo pamiętam, poza tym nie lubię wracać do niczego. Wspominam siebie jako osobę żyjącą zawsze we własnym świecie, nieco zagubioną. Gdy miałam 8 lat, lubiłam oglądać teledyski i robić sobie potem własne zestawienie. Dziś pomogło mi to orzec, jak bardzo pogorszyła się jakość muzyki na przestrzeni lat. Zazwyczaj byłam samotna. Otaczały mnie czasem ze 2 osoby, którym ufałam ponad wszystko. Lubiłam rysować, mimo że nie potrafiłam. Dziś brak mi na to czasu. Kochałam pogrążać się w marzeniach sennych i własnej wyobraźni. Byłam słaba, nie tak dawno temu wyszłam z poważnego dołka. Dziś mocniej stąpam po ziemi, jestem silniejsza, ale nadal naiwna. Trochę jak dziecko, choć stąpam po tym świecie już od ponad 19 lat. 

Jaka będzie Suomalainenka?

Ku chwale ojczyzny nie wiem tego. Wiem za to, że chciałabym być bardziej pewna siebie i odważna. Przede wszystkim chcę kochać i być kochaną. Chcę kiedyś stworzyć dom, do którego moje dzieci będą chciały wracać. Chcę dalej kochać muzykę. Może znaleźć pracę w tej branży. A najbardziej chcę... dalej niczego nie żałować.  

komentarzy: 5Sobota, 12 grudnia 2009, 17:58

Recenzja płyty: Oomph! "Monster"

Rock, recenzja, album, oomph!

Nie trzeba być Einsteintem. Żeby wiedzieć, że żyję, oddycham muzyką i nade wszystko ją kocham, trzeba mnie znać około trzech minut. Postanowiłam zatem, że raz na jakiś czas fajnie by było napisać recenzję jakiejś fajnej płyty, którą ostatnio (lub nie ostatnio) odsłuchałam. 

Na pierwszy raz wybrałam pozycję bardzo świeżą, wczorajszą wręcz.

Co to za potwory?

"Monster" jest wydanym w 2008 roku albumem, stworzonym przez hardrockową niemiecką formację Oomph!. Zespół został uformowany w 1989 roku przez trzech facetów, którzy dalej są fundamentem i głównym składem zespołu. Na koncertach perkusiści występują gościnnie, a studyjnie po garach daje Dero.

Warto zaznaczyć także, że formacja stała się jedną z głównych inspiracji dla powstałego parę lat później, dziś bardzo popularnego Rammsteina. Obserwując najnowszą twórczość Oomph! chciałoby się może temu zaprzeczyć, ale na początku zespołowi towarzyszyły ciężkie brzmienia. Głośniej stało się o nich za sprawą albumu "Sperm". Co jest charakterystycznego w ich muzyce? Na początek oczywiście wokal. Głos pana Dero Goi jest niewątpliwie oryginalny i rozpoznawalny w szerokich kręgach miłośników rocka. Jako małą dygresję dopiszę, że mimo swoich już 40 lat, nadal jest obiektem westchnień młodych kobiet i dziewcząt. Swego czasu był również i moim :D. Gitary wpasowują się w tradycyjne hardrockowe brzmienie. Wszystkiemu towarzyszą dobrze dopasowane elektroniczne nuty.

 

 

Lżejsza kompozycja

Co o samym "Monster" można powiedzieć? Na pewno jedno. Jest to kompozycja bez cienia wątpliwości lżejsza od poprzednich. Niektóre utwory zahaczają nawet o wpływy z muzyki pop. Jestem za to wdzięczna. Dlaczego? Bo się starzeję i gust mi zelżał. W zasadzie zdecydowana większość utworów z tej kompilacji wpadła mi w ucho od pierwszego odsłuchania. Przybliżę kilka ciekawszych tytułów.

Kompozycję otwiera tytuł o wdzięcznej nazwie Beim Ersten Mal Tut's Immer Weh (Za pierwszym razem zawsze boli). Szczerze mówiąc nieszczególnie wsłuchiwałam się w tekst, ale w utworze się zakochałam, ponieważ ma to, co w muzyce bardzo cenię: ogromne pokłady energii. Po prostu aż chciało mi się wstać, skakać i śpiewać. Za nic nie sposób ominąć pełnego energii Labyrinth opatrzonego bardzo ciekawym (acz dość chorym jednakowoż) teledyskiem. Piosenka szybka, dość ostra i wsysająca. Kolejną wartą uwagi pozycją jest Wer Schön Sein Will Muss Leiden (Kto chce być piękny, musi cierpieć). Jest to utwór z dość ostrą melodią i smutnym tekstem, dobrze ujmującym problem. Dobrze wkomponowano wstawki pianina i dziecięcy głos. Mocniej elektroniczna Revolution wyraźnie czerpie z gigantów znanych jako Depeche Mode. Ciekawy utwór, dość interesująco zaaranżowany z całkiem interesującym, acz niekoniecznie wybitnym tekstem. Dużym zaskoczeniem dla tych, którzy znają zespół na pewno było pojawienie się rockowej ballady Auf Kurs (Na kursie), ponieważ zespół raczej nie lubił tworzyć ballad. Co by nie powiedzieć, piosenka jest piękna, niestety opatrzona bezmyślnie brutalnym teledyskiem. W tej piosence fortepian (czy pianino, raczej nie odróżniam xD) odgrywa znaczącą rolę, a po pierwszym refrenie w melodii potowarzyszą nam klimaty przypominające nieco styl soundtracków. To mój numer jeden z tej płyty. Moim numerem dwa zaś jest stworzony wraz z Miną Harker Biss Zum Schluss (Aż do końca). Niezwykle łatwo wpadający w ucho kawałek, melodyjny i z świetnie przeplatającymi się wokalami męskim i żeńskim. Przełomem jest także bluesowo brzmiący Geborn Zu Sterben (Urodzeni by umrzeć). Styl bluesa przepleciony jest ostrzejszym, gitarowym refrenem. Może nie od razu wpada w ucho, ale oryginalność zwraca uwagę. Ostatnim elementem, który mocniej wrył mi się w pamięć jest Brich Aus (Ucieknij). Może dlatego, że choć ostrzejsze, brzmi mi podobnie do uwielbianego przeze mnie Cinema Bizarre. No cóż, jeden kraj. W każdym razie utwór brzmi pop-rockowo, łatwo wpada w ucho i jest opatrzony całkiem ciekawym tekstem. 

Reszta utworów jest mniej interesująca i nie zafascynowała mnie zbytnio, ale nie mogłabym ich nazwać złymi. 

Strasznie udana płyta

Sumując, "Monster" jest jednym z najlepszych albumów, jakie ostatnio dane mi było słyszeć, bo wpasowuje się w moje dość delikatne ostatnio rockowe uszko, do pana Dero mam niezakłócony niczym od 10 lat sentyment, a fakt, że spuścił z tonu, tym bardziej jest przeze mnie doceniany. Brawa za teledysk do Labyrinth, glan na twarz za klip ilustrujący Auf Kurs. Więcej takich kompozycji poproszę. 

 

 Wyrok:

+ Większość utworów świetna

+ Ciekawe inspiracje

+ Lekkość

+ Dotychczasowy dobór singli

+ Niezmiennie dobry wokal

 

- Teledysk do Auf Kurs

- Jednak część utworów mało fascynująca (na szczęście niewielka)

- Choć 13 utworów, dla mnie jednak ciut za krótka

Ogólnie: solidne 8/10

 

komentarzy: 4Piątek, 11 grudnia 2009, 20:15

Fahrenheit MV

Fahrenheit, music videos, cinema bizarre

Przypomniało mi się, że zrobiłam kiedyś taki filmik, jako fanka gry (i muzyki). Brzydkie wyszło, bo filmiki strasznie cienkiej jakości dorwałam, ale macie. Obejrzyjcie jako taką... ciekawostkę.


komentarzy: 2Piątek, 04 grudnia 2009, 19:49

Więcej o mnie

Krótko o mnie:No krótko to się nie da...

Moje tagi:adventure, finlandia, muza i filmiki, o niczym, rpg and fantasy

Urodziny:za 329 dni (17 października 1990)

Moje motto:En kadu mitään, "Music is... my life's elixir. Of course music is not the world, but without music things would not be worth anything." Dero Goi

Obecny stan:Voi vittu!

Posiadany sprzęt:PC, PlayStation 2, DS, PlayStation 3

Prywatne wiadomości

Zaloguj się by wysyłać wiadomości

Hotter

  • Fanie World of Warcraft, pomóż!

    World of Warcraft, badanie, fenomen

    Tytułem wstępu powiem tylko, że choć pcham się w studia językowe, najbardziej fascynuje mnie jednak szeroko rozumiana socjologia.

    Ostatnio, jak widać, sporo się obracam w środowisku graczy, a fenomen World of Warcraft od dłuższego czasu fascynuje mnie i dalej pozostaje dla mnie niezrozumiały. Zatem, drogi fanie tego MMO! Jeśli zabłądziłeś tutaj, napisz mi w komentarzu lub na e-mail, co tak bardzo przyciąga Cię do tejże gry. Tak szczegółowo, jak tylko potrafisz. Bardzo mi to pomoże i będę Ci niezmiernie wdzięczna.

    Z górzy dziękuję za wszystkie wypowiedzi.

    komentarzy: 10Czwartek, 01 lipca 2010, 20:18

Namiary na mnie

GG: 6197029, Skype: toxic_sys, e-mail: katri_suomi(at)o2.pl, www: http://last.fm/user/IronTwin, www: http://swiatgry.pl

XFire

Archiwum wpisów

Moi znajomi

pokaż wszystkich znajomych: 33

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 3775 dni

Moich wejść na gram.pl: 3 092 (#2142)

Napisanych postów i komentarzy: 90 (#1830)

Napisanych recenzji: 0

Wpisów na blogu: 62 (#170)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 7 361 (#185)

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl