avatar

Karfein Użytkownik gram.pl (Biały Drow) ja.gram.pl/Karfein

Hotter

Mój blog (Marzec 2013)

Recenzja: Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 3

recenzja, gry wideo, naruto, PS3, bijatyka

Wielu było zawiedzionych formą Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm Generations. Było parę fajnych opcji odnośnie fabuły, nieco nowego anime, ale brakowało esencji singla. Pewne usprawnienia walki to za mało. Czy zmiany są większe w przypadku Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 3 i czy seria wróciła do tego, co najlepsze? Odpowiedź zawiera poniższa recenzja.


Zniszcz niewidzialne ściany w grze!

Będzie buba
Fabuła gry kontynuuje wydarzenia z Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 2. Nic więc nie stracicie, jeśli nie graliście w Generations, w którym to historię potraktowano raczej po macoszemu (z wyjątkiem kilku ciekawych nowych anime). Po pokonaniu Paina Sasuke atakuje Killer Bee, co rozjusza Raikage. Zostaje zwołane zebranie pięciu Kage i dowódcy Samurajów, gdzie omawiane jest zagrożenie ze strony Akatsuki. Ugrupowanie to pragnie pochwycić ogoniaste potwory zapieczętowane w Killer Bee i Naruto. Przywódca, Tobi, podający się za Madarę, sprzymierza się z Kabuto, by wypowiedzieć wielkim państwom Czwartą Wielką Wojnę Ninja. Formuje się sojusz shinobi i samurajów, by odeprzeć zagrożenie ze strony Akatsuki. Ultimate Ninja Storm 3 obejmuje historią wydarzenia poprzedzające wojnę, samą wojnę, dodatkowy epizod o Sasuke, jak również prolog i rozdział odnośnie ataku Kyuubi (Dziewięcioogoniastego) na Konohę oraz narodzin Naruto.

Przede wszystkim uspokajam, że zgodnie z tradycją serii Storm z numerkami, wróciły walki z bossami. Koniec więc z nudnymi zwykłymi potyczkami rodem z Generations. Chociaż... No właśnie mamy tutaj dość spore ‘chociaż’. Otóż generalnie bitwy z bossami zrealizowano wręcz doskonale. Świetna reżyseria i choreografia walk, dobre QTE, napięcie i ukryte wspomnienia do odblokowania to wielki plus tej produkcji. Owszem, niektóre walki posiadają co najwyżej dwie sekwencje QTE, ale to czasem wystarcza. Boli jednak, że niektóre rozdziały olano ciepłym sikiem. Sasuke i Danzo – pomyśleć można, że to ważna walka. Otóż twórcy zrobili z niej zwykłą bitwę, jak to miało miejsce w Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm Generations. Wielka szkoda, bo za co się zabierze CyberConnect2, to może wyglądać nawet wielokrotnie lepiej niż w samym anime! Nieco przesadzono jednak z niektórymi cut-scenkami, jakie potrafią ciągnąć się nawet przez pół godziny, a wcale nie są już lepsze od tego, co prezentowała wersja animowana.


Epic win in 3, 2, 1...

Oprócz powrotu pełnoprawnego trybu fabularnego z eksploracją i walkami z bossami mamy tutaj jeszcze jeden powrót. Kto grał w Naruto Shippuden: Ultimate Ninja 5 na PS2, ten zapewne pamięta walki z wieloma przeciwnikami jednocześnie. Tutaj walki masowe usprawniono, są płynne i posiadają własne unikatowe opcje jak combo unicestwiające wielu wrogów naraz, o ile będziemy trafnie wciskać wskazane przyciski na joypadzie. Z zupełnie świeżych cech należy wymienić tzw. Ultimate Decision. Jest to nic innego jak wybór ścieżki, jaką chcemy podążyć. Zazwyczaj wprowadza nikłe różnice do gry, ale możemy nieco pokombinować, modyfikując historię znaną z kart mangi czy kadrów anime. Naruto ujarzmiający Kyuubiego bez pomocy Killer Bee? Tutaj jest to możliwe. Większe możliwości oferuje ta nowinka w questach pobocznych, jakie będziemy mogli wykonać po ukończeniu głównego wątku fabularnego. Na przykład przynieść zioła na obolałe plecy Tsuchikage, albo zastosować terapię szokową w zaciekłej walce; inny przykład, opowiedzieć się za charakterem Hinaty bądź Sakury i Ino. Wróciło zacieśnianie więzi poprzez listy, zbieractwo, obijanie mord w pojedynkach, jak również ciekawe zadania typu odpowiadanie trafnie na pytania i bycie dobrym, by podglądający nas Konohamaru brał z Naruto jak najlepszy przykład, albo pilnowanie bramy do gabinetu Kazekage, by ten mógł w spokoju popracować (tam też wykorzystano dobrze Ultimate Decision). Misje poboczne ogólnie dają sporo radości z ich wykonywania i motywują do tego, by je wykonać. Tym bardziej, że pozwoli to odblokować dodatkowe opcje rozgrywki jak np. survival!


Moc jest silna w tej grze!

Dodam tylko na koniec, że w zakończenie jest niekanoniczne, by móc zaimplementować tryb swobodnej eksploracji świata. Pominięto też niektóre ważne elementy fabuły podczas wojny jak np. nocne ataki zakamuflowanych Zetsu. Nie porzucono tego jednak całkowicie, lecz dodano jako zadanie poboczne w trybie swobodnego przemierzania świata. Czy faktycznie gra zajmie 50 godzin? Cóż, główna kampania i sekretny rozdział o Sasuke to maksymalnie paręnaście godzin. Z zadaniami pobocznymi faktycznie może wyjść pod pięćdziesiąt, a nudy przy tym nie ma (no, może poza tymi klonami Zetsu w przebraniach...).

Jest kuku
Twórcy szumnie zapowiadali, że liczba grywalnych postaci wyniesie ponad 80, przy czym Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 3 miał nie zawierać postaci sprzed Shippudena. Niestety, nie do końca spełniono obietnice, ponieważ kilka wojowników przeniesiono do nowej odsłony ze względu na linię czasu, gdzie możemy powspominać i powalczyć (no dobra, miały być nie wszystkie, co i tak jednak wydaje się być wrzucone na siłę, by poszło w liczby). Jak się nietrudno domyślić, część musiała zostać wycięta i ucierpiały na tym dość kluczowe postaci jak sześciu ninja Mgły, bracia Kinkaku i Ginkaku bądź czterech Edo Kage (wskrzeszeni przywódcy wiosek). Co ciekawe, ci shinobi występują w grze jako nasi przeciwnicy w pojedynkach i walkach masowych, ale ponieważ nie posiadają pełnej palety ciosów i jutsu, można nimi powalczyć tylko po zhakowaniu gry, co jednak pociąga za sobą zabugowaną rozgrywkę. Żeby nie było zbyt gorzko w smaku, CyberConnect2 udostępniło możliwość gry wszystkimi jinchuuriki, Tobi z rinneganem, a nawet Madarę Uchihę. Ponadto powracającym postaciom usprawniono przebudzenia, dodając w niektórych przypadkach support w postaci jutsu.


Drogie dzieci, kochajcie się!

Na tym niestety złe zmiany się nie kończą. O ile w poprzednich Stormach każda postać posiadała 4 zestawy combosów naziemnych, teraz ich liczba została zredukowana do trzech, a w paru przypadkach nie zaktualizowano zestawu ciosów. Wciąż brakuje Jutsu Clash, walk na ścianach oraz łączonych ougi (Ultimate Jutsu), o co proszą fani, tęskniąc za Ultimate Ninja 5 i Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm. Rzecz jasna, nie wszystko jest na ‘nie’ w Storm 3. Dorzucono opcję Ring Out, czyli wyrzucenia przeciwnika poza arenę. Podczas walk ze wsparciem, combosy uwzględniają naszych sojuszników. Podobnie sprawa ma się z nowymi opcjami – wsparcie uratuje nas przed niechybnym wyrzuceniem w przepaść. Mimo tej ciekawej opcji, dziwnie patrzy się na rysy w powietrzu – by wykonać Ring Out na otwartej przestrzeni, należy wpierw rozbić swego rodzaju przezroczystą ścianę... brzmi durnie, ale w pojedynkach bez wsparcia pozwala to uniknąć walk zakończonych w pierwszych pięciu sekundach. Naprzeciw utrzymaniu dłuższych walk wychodzą natychmiastowe przebudzenia (nieco burzące balans, gdyż nie wszystkie postaci mogą z tego skorzystać). Chodzi tu o awakeningi, w jakie postać wchodzi zanim wystarczająco oberwie. Karą za ich używanie jest krótki pasek chakry i obniżone statystyki zaraz po wyjściu z przebudzenia. Dodatkowym urozmaiceniem są elementy dające się zniszczyć, jak rusztowanie, skrzynie, beczki i inne tego typu obiekty.

Generyczne multi
Tryb wieloosobowy za bardzo nie zmienił się od tego, co mieliśmy okazję widzieć w Generations. Dalej mamy zwykłe mecze oraz rankingowe mecze, gdzie nabijamy punkty i awansujemy na bardziej prestiżowe tytuły. W przeciwieństwie do poprzedniej części, karty ninja nie dodają już żadnych bonusów, a służą jedynie dla szpanu i względów estetycznych. Ponadto możemy organizować turnieje jak w Generations, by bardziej cieszyć się zwycięstwem. Pochwalić mogę to, że po trafieniu na nieważną lub pełną sesję, gra nie wywala nas od razu do menu, ale pozwala wypróbować pozostałe wyszukane gry. Przyspiesza to odnajdywanie graczy do walki, choć i tak czasem potrzeba kilku prób, nim na coś trafimy, do czego można dołączyć. Mapa graczy ze świata? Zbędny gadżet, który tak naprawdę nic nie obrazuje poza napisem, kto skąd jest. Było już w Storm 2, tylko bez mapy – zresztą mapy niedopasowanej do świata prawdziwego...


Kyuubi, kocham cię!

Anime w 3D
Oprawa audiowizualna od początku stała na wysokim poziomie. Grafika cel-shadingowa zdaje świetnie egzamin i tylko w przypadku przeciwników różniących się bardzo wzrostem można dopatrzyć się nieprecyzyjnych chwytów. Tekstury są dopasowane, animacje płynne, efekty specjalne robią wrażenie. Względem udźwiękowienia mamy już standardowo do wyboru dubbing angielski i oryginalne japońskie głosy. Wszystko sprawdza się tu doskonale, aktorzy ci sami, co w anime, więc zgrzytów brak. Soundtrack choć oryginalny, wciąż trzyma klimat Shippudena, a zarazem daje w tej części odważniej więcej od siebie. Dla kompozytora i grafików należą się brawa za realizację bitwy z Kyuubim. Niektóre momenty zapierają dech w piersiach. Akurat ta część jest obecna w wersji demo, więc możecie sobie wypróbować, jak wygląda w porywach Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 3. A jeśli jesteście posiadaczami telewizora z obsługą 3D, możecie zaserwować sobie wypukłego rasengana.

Z przytupem kulawej nogi
Nowy Storm to festiwal sprzeczności. Z jednej strony epickie bitwy z bossami, z drugiej brak QTE w ważnych walkach. Z jednej strony wiele postaci do wyboru, z drugiej nie można grać paroma ważnymi personami, choć wróg z nich korzysta. Z jednej strony świetnie zrealizowano filmiki walk z bossami, z drugiej pewne przerywniki filmowe ciągną się zbyt długo. No i usprawnienia części bitewnej oraz fabularnej rozwinięte, a naprzeciw temu staje zmniejszona liczba combosów i nie do końca zbalansowani ninja. Przynajmniej jednego możecie być pewni – DLC dotyczyć mają jedynie ciuchów, więc możecie kupować już teraz bez obaw, że coś Was ominie. Chyba że wpierw poczekacie na obniżkę cen, co może nie być takim złym pomysłem. Chociaż kilkanaście godzin rozgrywki plus multiplayer i misje poboczne to niemało. Ja od siebie polecam z czystym sercem.


Ten motyw mi się już przejadł.

Zalety i wady
+ walki z bossami
+ oprawa audiowizualna
+ usprawnienia i nowości w rozgrywce
+ mnóstwo rzeczy do zrobienia
- brakuje paru walk z bossami
- brakuje ważnych postaci grywalnych
- przydługie cut-scenki
- mniej combosów

Moja ocena: 7,5/10

komentarzy: 1Niedziela, 31 marca 2013, 12:04

Recenzja: SimCity

recenzja, simcity, gry wideo, gry pc, budowanie miast

Zapowiadało się cudnie. Po premierze posypały się gromy. Electronic Arts po raz... nie wiem już nawet, który raz, zwątpiło w graczy pecetowych, wydając jednocześnie tytuł wyłącznie na PC... Mogło być o wiele lepiej, ale przychodzi ocenić mi to, jak się grało. A czasami nie grało się wcale. No ale ten okres już za nami, zaś EA skutecznie zrekompensowało szkody (pal licho, że pewnie zarobi na DLC, a fani symulatorów musieli wybierać w grach akcji, no ale darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda, prawda?). Recenzja dostępna jest cały czas, więc możecie korzystać do woli. Zapraszam do lektury.

Złe dobrego początki
Jak wiadomo, nowe SimCity decyzją Electronic Arts wymaga stałego połączenia z Internetem. Pół biedy, jak to z naszej strony są problemy. Ale spróbowałem sobie wyobrazić fana symulatorów budowania miast, który zapracowany bierze 2 dni urlopu i zakupił kolekcjonerkę... Tylko po to, by dowiedzieć się, że zmarnuje te 2 dni na klnięciu pod adresem wydawcy ze względu na niedostępne serwery. Boli to tym bardziej, że SimCity jest pecetowym exclusive’em, a EA w rynek ten i graczy najwyraźniej nie wierzy. Dokładnie ta sama sytuacja miała miejsce przy premierze Star Wars: The Old Republic. Szkoda, że wydawca nie uczy się niczego na swoich błędach, systematycznie karze legalnych użytkowników drakońskimi zabezpieczeniami.


"Utnij Łeb i Sobie Usmaż" - humor serii nie opuścił.

Dobra, rozumiem, kiedy grałbym w sieci i budował miasto w regionie otwartym. Ale stałe połączenie przy grze w pojedynkę (co jest dostępne) mija się całkowicie z celem. Ponadto tutorial jest konieczny. Przygotujcie się na kawał nudy, jeśli ograliście betę, a potem pograliście z przyjaciółmi. Po instalacji na własnym koncie czekać będzie Was kolejna wymuszona przygoda z samouczkiem. Nie powiem, jest on całkiem dobrze skonstruowany i wiele nowinek wyjaśnia, ale wciskanie go na siłę (znowu coś na siłę) jest niefajne. Na szczęście EA w końcu uporało się z problemami i już 3 dni po premierze nie było wręcz śladu po trudnościach z połączeniem. Stałe zapisywanie miasta w chmurze ma swoje zalety i wady. Nie utraciłem postępów, kiedy wyłączyli znienacka prąd. Z drugiej strony nie mogę sobie zapisać gry, poeksperymentować, po czym w razie niepomyślnych wyników wczytać. Pewnie nie tylko ja lubiłem dla hecy przed końcem gry zrzucić po 10 razy każdą katastrofę na własne miasto i patrzeć, jak mało z niego zostanie...

Pełna inwigilacja głupoty
Miasta możemy budować w regionach o różnych wielkościach. Burmistrzowie mogą łączyć siły, by stworzyć wielkie dzieło danego okręgu. To wszystko wydłuża rozgrywkę i daje jakiś cel, co w pewien sposób zastępuje brak jakichkolwiek epizodów i misji. Pomniejsze cele i prośby wystosowywane są przez doradców i mieszkańców miasta podczas samej gry. Regiony są co prawda o różnych wielkościach, jednak miasta są zawsze jednakowo małe. Żeby nie rzec malutkie. O ile SimCity 3000 zabrało mi 2 tygodnie regularnego grania, by wypełnić niemal całe terytorium miejscowości o maksymalnym rozmiarze, tak tutaj wystarczy 1 dzień, by zacząć się zastanawiać, co wyburzyć, by pomieścić inne ważne obiekty. Maxis obiecuje zwiększyć rozmiary, gdy technologia będzie na to pozwalać, teraz jednak ogranicza nas do małych mieścin. Trochę przykro, jednak z drugiej strony mamy dostęp do wszystkich mieszkańców po kolei – ich nastrój, praca, mieszkanie, status, samochód. Każdy pojazd możemy śledzić. Nie ukrywam, że rozwiązanie to robi wrażenie. Niestety, jedynie do czasu.


A pozostali leją na to, że się pali...

Do czasu, kiedy to chcemy rozwinąć nasze miasto, a we znaki zaczyna się dawać idiotyczna wręcz sztuczna inteligencja. Bo jak inaczej nazwać budynki palące się na całej długości ulicy oraz 5 wozów strażackich stojących w korku? Na sygnale? Pożar w końcu jest gaszony – przez zawalenie się budowli. To jednak nie jest satysfakcjonujące. Z drugiej strony uśmiałem się ładnie, widząc 4 wozy strażackie jeżdżące jedną ulicą i ciągle zawracając, dopóki pierwsza z nich nie dojechała objazdem do celu i nie zajęła się płonącym domostwem. Śmieciarki czasem nie zgarną odpadów z całego miasta, gdyż wszystkie pokrywają się trasami i każda zgarnia to, co zgarnęła poprzednia... Simowie mogą też zacząć narzekać na komunikację miejską i nie dziwota. Kilka autobusów zamiast pokrywać cały obszar i odwiedzać regularnie przystanki... jeździ sobie stadnie gęsiego. I stoi w korku. Nie daj Boże, pociągniemy skrót polną drogą obok autostrady – totalny zator drogowy na tej drodze gruntowej mamy zagwarantowany. Mały obszar ogranicza możliwości rozwoju komunikacji miejskiej, a brak metra tym bardziej doskwiera w tym przypadku.

O ile w poprzednich częściach ciężej było rozpocząć zakładanie miasta, tak tutaj wydaje się to być przedszkolnym zadaniem. Problemy zaczynają się piętrzyć w późniejszym stadium rozwoju naszego miasta, częściowo ze względu na błędy AI wspomniane w poprzednim akapicie, ale również ponieważ rosną oczekiwania mieszkańców względem oferowanych udogodnień. Wysokie podatki? Nie ma problemu, ale lepiej mieć podstawy do takiej strategii. Warto zainwestować w poszczególne wydziały rady miasta, dzięki czemu odblokowują się nowe ścieżki rozwoju, ulepszeń i opcji. Wydział finansów pozwoli nam opodatkować osobno mieszkańców biednych i zamożnych, wydział transportu pozwoli na postawienie terminala z tramwajami i dworzec kolejowy. Ogólnie koniecznym jest pójście w produkcję towarów i wymianę na rynku globalnym, w przeciwnym razie będziemy musieli klepać biedę. Jeśli więc gramy w pojedynkę, musimy mieć ochotę na stworzenie kilku miast.


Niektórzy są tak biedni, że muszą żyć na ulicy.

Do kupy, mości burmistrzowie
Przyda się współpraca, ponieważ wielkie dzieła kosztują krocie, a do ich wybudowania potrzebne są tony surowców. Nie mówiąc o tym, że wpierw należy wybudować uniwersytet, stworzyć odpowiedni wydział, a następnie rozwinąć projekt badawczy. Za to efekty ciężkiej pracy są świetne – pełno miejsc pracy, turystyka na maksie, wielkie zasoby prądu dla regionu itp. Co tam międzynarodowe lotnisko, kiedy można odpalić rakietę w kosmos? W sumie w tych malutkich obszarach można pójść w liczne specjalizacje – hazard, kopalnictwo, handel, kultura, odwierty lub elektronika. Tym ciekawiej, kiedy skończą się surowce i będzie trzeba zmienić specjalizację miasta. Lekko nie jest, a planować trzeba zawczasu, by uniknąć korków (choć te zdarzą się nawet, jeśli całe miasto poszatkujemy alejami z tramwajami).

Z tą współpracą bywają problemy. Jak wiadomo, najwygodniej jest w grupie ludzi, bo samemu można się zmęczyć. Niestety, choć gra wymusza bycie online, nie zadbano tutaj za bardzo o funkcje społecznościowe. Nie ma wyszukiwarki regionów za pomocą krajów, nazw, rodzaju rozgrywki, choć takie opcje się wręcz narzucają. Słanie prezentów i innego rodzaju pomocy (nie mówię tu o karetkach czy wozach strażackich) w postaci pieniędzy i towarów może być kłopotliwe ze względu na... korki uliczne na autostradach, które ciągną się kilometrami. Tym głupsze jest wstrzymywanie rozgrywki w momencie posiadania zera na koncie – musimy natychmiast wypuścić obligacje, zwiększyć podatki, wyłączyć jakieś obiekty, albo założyć nowe miasto. Nie ma opcji, że jakaś inwestycja na bank się spłaci i za godzinę będziemy mieć kilka tysięcy simoleanów zapasu. Skoro przy godzinach, to opiszę pokrótce czas. Leci on na dwóch płaszczyznach – godzinowo (byśmy mogli oglądać miasto nocą) i dniowo (w tle liczone szybciej – widzimy nagle po zmianie miesiąca).


Powszechny widok w większych miastach.

Odpuszczam niektóre grzechy
Tak większość czasu narzekam, ale muszę przyznać, że SimCity to gra co najmniej dobra. Przemyślano tu parę rzeczy i rozwiązano w bardzo dobry sposób. Szkoda, że ograniczono swobodę, zapomnijmy o generatorze terenu z SimCity 3000 albo terraformowaniu (przeszkadza bardzo). Nie ma też opcji, że wyznaczymy strefy zbyt daleko od drogi i nic tam się nie zbuduje, co to, to nie. Casualizacja postąpiła do przodu, linie energetyczne to przeżytek, teraz wszystko leci pod ulicami (ścieki, woda, prąd). Nie dziwota, że twórcy poszli w maksymalne usprawnienie wyznaczania dróg, można je z powodzeniem zawijać, łączyć pod dziwnymi kątami, przecinać torowiskiem, ustawiać prostokątnie bądź okręgami. Tutaj plus, choć zdarzy się, że gdy przekombinujemy, gra zgłupieje, a przy bardziej wymyślnym terenie ciężko będzie cokolwiek poprowadzić tak, by wzniesiono tam jakąkolwiek budowlę. Ogólnie efekt jednak zdaje egzamin i na płaskich powierzchniach będziemy mogli bawić się w istnych artystów komunikacji.

Usprawniono bardzo prowadzenie komunikacji miejskiej. Co prawda nie ma metra, ale rekompensuje to interfejs. Wcześniej należało sprawdzać, gdzie rozmieściliśmy przystanki oraz stacje. Pomimo tego i tak było ciężko orzec, czy simom to wystarczyło. Tutaj mamy odpowiednio na ulicach poprowadzony zielony gradient wskazujący zasięg mieszkańców do przystanku. W ten prosty sposób możemy wygodnie wyznaczać wszelkie stacje bez przeszukiwania obiektów komunikacji miejskiej między wieżowcami i grzebania w strefach. Podobnie sprawa wygląda ze służbami publicznymi. Mały obszar miast wynagrodzono także ulepszaniem budynków. Gdy brakuje miejsca w szkole, nie trzeba od razu budować nowej, lecz ulepszyć starą, dobudowując klasy (także piętrowo), dorzucając więcej autobusów szkolnych. W przypadku szpitali, policji i straży miejskiej będzie to skrzydło dla pacjentów, centrum sanitarne, laboratorium diagnostyczne, garaże, parkingi, wieże dyspozytorskie, lądowiska helikopterów, gabinet detektywów lub inspektora ds. Ochrony przeciwpożarowej. Nieprędko odkryjemy wszystkie możliwości, a jest tego pełno.


Geniusz!

Wspominałem, że brakuje epizodów i misji, ale w dzisiejszych czasach jest na to jeden prosty sposób. Poza wielkimi dziełami mamy klasyczne i wszechobecne osiągnięcia. Jeśli zaopatrzymy się w pakiety DLC, będzie ich odpowiednio więcej, co skusi na zapas do wykorzystania dodatkowych obiektów. A nie są to jedynie klocki o innym kształcie, lecz w pełni interaktywne miejsca. Zanim rozstrzygnie się pojedynek między MaxisManem a Dr. Vu, minie naprawdę wiele godzin. Rozbudowanie w pełni ratusza w zamian za radość obywateli to też kuszący puchar na koncie, chociaż przez sztuczną nieinteligencję poziom trudności w tym przypadku sztucznie się zawyża.

Nieodparty urok
Jednego nie można odmówić nowemu SimCity. Ma niepowtarzalny urok. Zarówno część graficzna, jak i dźwiękowa to wzór na to, jak należy dopasować wszystko tak, by łączyło się w spójną audiowizualną całość. Graficznie jest ślicznie, i to już nawet na średnich detalach (skriny w takich ustawieniach właśnie robione). Dobrze zaprojektowano wszystkie budowle i teren, a wpatrywania się w tętniące życiem miasto nie ma końca. Pięknie robi się zwłaszcza w pogodną noc. Zadbano nawet o takie efekty, jak powoli zapalane światła, jakie na początku migają, kiedy budynek dopiero jest otwierany i oddawany do użytku. W kwestii muzyki porzucono charakterystyczne jazzowe kompozycje, aczkolwiek nowe kawałki pasują tutaj równie dobrze i niejeden utwór przyjdzie nam nucić pod nosem poza grą, wyobrażając sobie, co gdzie jeszcze ustawimy, by dogodzić simom. Owszem, nieco zalatuje simsami, ale nie utraciło to tego urbanistycznego smaczku i zachęty do zabawy w burmistrza. Tylko zatwardziali fani mogą tutaj kręcić nosem, reszta winna być w pełni zadowolona. Można by się czepiać, że brakuje innych styli budynków, jak np. azjatyckiego w rozszerzonej edycji SimCity 3000, ale tego pewnie doczekamy w przyszłych DLC.


Piękny widok, ale wolałbym większe miasta.

Stare SimCity vs. Nowe SimCity
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że na dzień dzisiejszy lepiej pozostać przy SimCity 3000 lub SimCity 4, zwłaszcza jeśli są wyposażone w dodatki. Ponadto zakupione będą służyć Wam po kres nośników. Tutaj wystarczy, że EA wyłączy serwery i będzie po grze. Co do jakości, wprowadzono multum świetnych rozwiązań i ciekawych elementów, jednakże rozmiar miast, głupota SI oraz brak terraformowania zabijają część radości płynącej z gry. Niemal codziennie wypuszczane są jakieś aktualizacje, więc można żywić nadzieję, iż za parę miesięcy przyjdzie mi zrewidować tę recenzję i podwyższyć ocenę. Na chwilę obecną muszę nieco odjąć od maksa, bo nowe SimCity grą idealną niestety nie jest. Pomimo wszystkich wcześniej wyliczonych wad oraz za sprawą wielu świetnych innowacji produkcja ta posiada jedną, chyba najważniejszą cechę. Syndrom jeszcze jednej przecznicy, jeszcze jednej godziny, jeszcze jednego dnia, wreszcie jeszcze jednego miasta. Kupując ten tytuł, zapewnicie sobie co najmniej kilkadziesiąt godzin ciągłego burmistrzenia. Tylko przydałoby się zmniejszyć nieco cenę.

Zalety i wady
+ oprawa audiowizualna
+ mimo ograniczeń ogrom możliwości
+ każdy sim liczony osobno
+ wciąga jak przystało na SimCity
- wymagany Internet nawet w singlu
- idiotyczne błędy SI
- mały rozmiar miast
- brak generatora i terraformowania
- nie można pominąć tutoriala

Moja ocena: 7,5/10

komentarzy: 2Sobota, 30 marca 2013, 17:29

Recenzja: God of War: Wstąpienie

recenzja, god of war, gry wideo, PS3, Slasher

Seria God of War traktuje o twardzielu, jakim jest Kratos. Co prawda, przez moment słabości uwikłał się w przysięgę bogowi, który nie do końca jest uczciwy. Przez wszystkie części jednak nie dało się odczuć tego, jak wielkie piętno odcisnęły wydarzenia z przeszłości na Kratosie. Czy w God of War: Wstąpienie da się to zobaczyć? Odpowiedzi udzieli recenzja.


Bij mordę póki ładna.

Nigdy. Już nigdy więcej.
Zacznę może od tego, że faktycznie będziemy mogli poznać nieco wnętrza Kratosa i jego rozterki. Sęk w tym, że jest to słabo widoczne. Niby czasem się zawaha podczas iluzji i zwidów, ale... to praktycznie wszystko. Jeśli ktoś liczył na łzy, załamanie nerwowe, szał berserkerski, niech przestanie. Generalnie historia opiera się na pochwyceniu przyszłego Boga Wojny przez Furie i tortury, mające na celu zmusić go do ponownej lojalności wobec Aresa, by stać się częścią intryg olimpijskich postaci. Będziemy poznawać fabułę w teraźniejszości oraz przeszłości, co wiązać się będzie ze zdobywanymi artefaktami. Akurat tu pochwalić muszę, że zgrabnie połączono te części i stopniowo wyjaśniają przebieg wydarzeń. Zręcznie nawet wybrnięto z faktu, że cały czas rozwijamy umiejętności, a przenosimy się to do przeszłości, to do teraźniejszości. Na koniec dodam, iż w God of War: Wstąpienie dowiemy się, iż gniew Kratosa oraz pragnienie zemsty są całkiem dobrze uzasadnione. Resztę pozwolę odkryć Wam osobiście. Dodam tylko, że zapowiadana przez twórców nieliniowość tyczy się wyboru ścieżki przejścia danego poziomu, raczej nie uświadczycie różnych zakończeń. Ale zawsze ciut większy replay value (rzecz jasna, jest new game+ z możliwością używania zdobytych pomniejszych artefaktów i grania na poziomie Tytan).

Skromnie, acz z przytupem
Muszę przyznać, że twórcy mieli przed sobą niełatwe zadanie, ponieważ nie mogli zrobić z Kratosa megapakera, gdyż byłoby to niezgodne z historią przedstawioną w dalszych częściach. Po prawdzie ograniczyło to ilość broni do jednej głównej i zdobycznych. Mamy więc Ostrza Chaosu, jak również włócznie, miecze, młoty, cepy bojowe oraz tarcze. Te ostatnie posiadają zwykłe ataki, mocne ataki oraz atak specjalny, który „zużyje” broń, ale zada mocne obrażenia i wywoła dodatkowy efekt (deszcz włóczni, wybuch cepa itp.). Naszą broń łańcuchową można rozwijać na czysto, jak również w połączeniu z magią. Poza zwykłym pakowaniem czerwonych orbów w Ostrza Chaosu, możemy iść także w ogień Aresa, lód Posejdona, dusze Hadesa i błyskawice Zeusa. Każda z magii będzie dawać inne korzyści i zadawać mocniejsze obrażenia w stosunku do poszczególnych typów przeciwników. Rozwijanie tych gałęzi magii pozwoli korzystać z nowych ataków, przechodzić w tryb gniewu, a na końcu (z wyjątkiem ognia) przywoływać magię kosztem many. Tej będzie maksymalnie 4 kawałki, więc za bardzo szaleć się nie da. Zaklęcia są efektowne i pozwalają odetchnąć, kiedy jesteśmy otoczeni przez elitarnych wrogów.


Shadow of the Colossus?

Względem nowości w God of War: Wstąpienie, w oczy rzucają się głównie dwie. Wspominałem o zdobycznych broniach – na O możemy chwytać wrogów, kiedy nie stawiają gardy i wyrwać im broń lub tarczę niczym Ezio z Assassin's Creed II i użyć przeciwko nim. W tym celu można też skorzystać z młota i przyciągania łańcuchem (R1) jak Scorpion z Mortal Kombat (wymaga małego mocowania się z przeciwnikiem). Drugim, zdecydowanie ciekawszym nabytkiem jest dorzucenie bardziej swobodnych QTE. Po chwyceniu większego przeciwnika możemy ciachać go lekko lub mocno, jednak co jakiś czas wróg może nam się solidnie odwdzięczyć, nie tylko zadając obrażenia, ale nawet przerywając uchwyt. By temu zapobiec, musimy przed krótkim spowolnieniem czasu uchylić się, powstrzymując się od dalszych ciosów. O ile w God of War III mieliśmy okazję patrzeć oczami ofiary, tutaj zdarzy nam się patrzeć z pierwszej perspektywy, ale oczami protagonisty. Są też bardziej zręcznościowe nowinki, jak zjeżdżanie po powierzchni hamując nieco Ostrzami Chaosu, podskakując przed przepaściami i łapiąc się na łańcuchu, kiedy trzeba pokonać większą odległość.

Jeśli chodzi o resztę, jest to wszystko to, za co pokochaliśmy serię God of War. Brutalne zabójstwa, krew lejąca się hektolitrami, odrywane kończyny, wypruwane flaki, mózg na wierzchu... Jest intensywnie, nie brakuje łamigłówek logicznych, choć niektóre nie są zbyt jasne (jak interfejs głównego menu). Ponadto nie można zmienić poziomu trudności po kilku śmierciach, a tryb dla pojedynczego gracza jest nierówny (kto dotarł do Prób Archimedesa, ten wie, o czym mowa). Niektóre serie walk z mobkami są nawet trudniejsze od bossów... Nie wiem, co szkodziło twórcom zostawić opcję zmniejszenia trudności po kilku wpadkach, ale wolę Was ostrzec, gdybyście mieli mniej cierpliwości do cięższych potyczek. Niemniej jednak, walka jest satysfakcjonująca, chyba że Wam się powoli ta forma rozgrywki przejada.


Jakbym widział Księcia Persji.

Większe „ale” niż wyżej wspomniana nierówna kampania dla pojedynczego gracza to bugi. O ile ogar, któremu Kratos miał rozciągnąć zgryz do kąta 180 stopni, steleportował się parę metrów obok i przeżył cudownie ten chwyt, mnie nie ruszył, tak gra zwiesiła mi się dwukrotnie, jak również krytycznie sparaliżowała kamerę na jednym moście i nie pomogły restarty, z wyjątkiem rozpoczęcia od nowa danego rozdziału (akurat był to początek nowego aktu, więc nie było zanadto żal). Incydent jest dość powszechny z tego, co czytałem na forach, tym bardziej dziwię się, że Santa Monica pozwoliło przepuścić tak sporego babola. Zapewne jednak najbliższy patch naprawi ten problem.

Gdzie dwóch się bije...
God of War: Wstąpienie może nie wzbudziłby takiego zainteresowania, gdyby nie wprowadzenie sporej innowacji w postaci trybu wieloosobowego do serii. Gracze tworzą postać podległą jednemu z czterech bóstw i ruszają do walki, by zdobywać chwałę na cześć swego patrona, jaki użycza odpowiednich bonusów i umiejętności specyficznych dla jego domeny. Mamy więc lód i wspomaganie od Posejdona, kryte ataki i niewidzialność od Hadesa, ognistą magię i lepszą walkę fizyczną od Aresa oraz błyskawice i ulepszone zaklęcia od Zeusa. Oczywiście nie zabrakło tak popularnego w dzisiejszych czasach nabijania kolejnych poziomów, rozwijania naszego wojownika i odblokowywania nowego ekwipunku w postaci broni, zbroi i artefaktów. Każdy przedmiot levelujemy osobno, a między meczami możemy zmienić domenę na inne bóstwo i tam sobie nabijać umiejętności oraz sprzęt. Za zdobywane poziomy nabywamy punkty, jakie przeznaczymy na odblokowanie poszczególnych czarów bądź przedmiotów. Da się niektóre też odnaleźć w skrzyniach podczas rozgrywki.


Jak skakanie przez skakankę...

Lokacje zaprojektowano z głową, są dynamiczne, co rusz się coś zmienia i trzeba się zastanowić, czy lepiej bić przeciwników, czy też może uskoczyć w bok, by otworzyć skrzynię i wziąć włócznię w pobliżu. Nie brakuje przepaści, kolców, rozmaitych pułapek (także uruchamianych ręcznie), jak również urozmaiceń w postaci ataków wykonywanych przez neutralne postaci na mapce – np. Herkules miotający fale uderzeniowe z wysoka bądź cyklop Polifem sprzedający uderzenia za parę szlagów w ręce lub paskudny pysk. Labirynt Dedala to już taka jazda, że warto zapamiętać, co i jak, by nie ginąć co chwilę bez powodu. Można za to w odpowiedniej chwili wykorzystywać te zmiany, by wrzucać wrogów w przepaść i w ten sposób szybko zyskiwać przychylność bogów. Od czasu do czasu może na arenę wkroczyć większy potwór, którego można osłabić i dosiąść, by siać zamęt wśród nieprzyjaciół. Należy tylko uważać, by ktoś nie sprzątnął nam ogłuszonego stworzenia sprzed nosa.

Jakieś bolączki multiplayera? Owszem, mecze liczą się na fragi, a dość częstym zjawiskiem jest czekanie na boku, aż dwóch uszczupli paski życia, by wkroczyć bohatersko i nabić double killa. Oczywiście nie ma to znaczenia podczas walk drużynowych, ale tyle sprawiedliwości, że nawet bez drużyn otrzymamy punkty za asystę, czego tak brakuje innym grom. Wybrnięto z twarzą, zaś resztę zostawiam honorowi graczy. Zdarza się też, że na pełen komplet ludzi w walce o flagę (CTF) sobie poczekamy parę minut. Reszta to czysta radość. Mamy deathmatch dla 4 i 8, takie same opcje drużynowo, jest solowanie survivalu i kooperacja w tym trybie dla dwojga. Nie wydaje się, by było tego wiele, ale spełnia swoje zadanie wyśmienicie. Swoją postać możemy modyfikować względem barwy skóry (pochodzenie) oraz koloru pancerza – nie liczcie na różne rodzaje rysów twarzy.


Brutalne zabicie przez smród giry.

PS3 na siłowni
Choć gra posiada wady i może być nieco nużąca dla nasyconych serią, tak na jedno nie można narzekać. Gra lśni na kilometr. Wodotryski leją się z telewizora i końca nie ma. Lokacje zaprojektowano z głową, zmieniają się dynamicznie, jak zapowiadali twórcy. Tła dopracowane, postaci dopracowane, tekstury ostre, polygonów nie sposób policzyć. Co przy tym cieszy, na palcach jednej ręki mogę policzyć momenty, w których spadła płynność. Co by nie mówić, konsola spoci się nieźle przy God of War: Wstąpienie, zatem lepiej nie trzymać jej w zamknięciu podczas gry.

Udźwiękowienie zawsze stało na równie wysokim poziomie, nie mogło być inaczej przy Wstąpieniu. Tyler Bates dołożył wszelkich starań, by utrzymać klimat serii, a jednocześnie dorzucić coś od siebie. Wydaje mi się, że zapamiętywalnych nowych utworów jest mniej, ale wciąż jest to wysoki poziom. Nie inaczej jest z aktorami podkładającymi głosy pod postaci. Wszyscy wczuli się należycie, zaś dubbing polski daje radę, aczkolwiek lepiej brzmi po angielsku. Jakość, wydaje mi się, nieco spadła w porównaniu z polskimi głosami z God of War III. Niemniej jednak krzywić się nikt nie powinien, wręcz przeciwnie. Pamiętajcie tylko, że lepiej słychać załamanie w oryginale.


Gdzie dwóch Cię bije, tam przeje...

Wstąpcie do sklepu po GoW-a
Całkiem przyzwoita kampania na pewno nie znudzi Was, a pozwoli wyżyć się na przeciwnikach. Dalej zaś maksymalnie żywotność wydłuży świetny tryb wieloosobowy. Jest walka przeciw komputerowi, jest przeciw żywym graczom, jest kooperacja w survivalu. Nie radzę brać używek bez online passa, bowiem multiplayer jest naprawdę zacny w God of War: Wstąpienie. Problem tylko w tym, że potem ciężko wstać od kanapy sprzed telewizora. No ale grze można policzyć to jedynie na plus.

Zalety i wady
+ oprawa audiowizualna
+ soczysty multiplayer
+ nowości i siekanie ogólne
- bugi
- nierówny single
- niewykorzystany potencjał fabuły

Moja ocena: 9/10

komentarzy: 1Wtorek, 26 marca 2013, 05:02

Recenzja: Baldur's Gate: Enhanced Edition

recenzja, gry wideo, cRPG, Baldur's Gate, Enhanced Edition

Po kilkunastu latach od premiery Baldur’s Gate wciąż jest jednym z najlepszych cRPG-ów na rynku. Nie dziwi więc, że powstała wersja ulepszona, dostosowana do dzisiejszych sprzętów i kompatybilna z nowymi standardami. Czy Baldur's Gate: Enhanced Edition jest warte zachodu? Odpowiedzi udzieli obszerna recenzja.

Przede wszystkim zacznę od tego, co poza usprawnieniami graficznymi znajdziemy w odświeżonej wersji Baldur’s Gate. Otóż naprawiono 400 bugów z wersji podstawowej, a kolejne patche naprawiają sukcesywnie następne, a także nowe, jakich nie było w oryginale. W przyszłości także tryb multiplayer ma się doczekać normalnej kolejki i wyszukiwarki gier, a nie tylko łączenia przez IP. Enhanced Edition to również dobrze zaprojektowany tutorial, który pomoże nawet nieobeznanym z systemem D&D wejść skutecznie w rozgrywkę bez szwanku. To także nowa przygoda, The Black Pits, jaką opiszę dokładnie dalej. A także 3 nowe postaci, zestaw portretów oraz głosów dla głównego protagonisty. Od jakiegoś czasu Baldur’s Gate: Enhanced Edition dostępne jest nie tylko w sklepie BeamDog, ale też na Steamie czy GamersGate. Warto jednak wydawać 20 euro, kiedy na rynku dostępne są darmowe mody? Cóż, odpowiedzieć nie będzie łatwo, ale spróbuję.


Dzika magia i spadająca z nieba krowa - warto zobaczyć.

Historia się powtarza
I to niemal w zupełności. Przypomnijmy dla młodszej braci, jak również dla tych, którzy po prostu nie mieli okazji zagrać. Wychowujesz się w obrębie murów twierdzy Candlekeep, posiadającej bogaty zasób rzadkich ksiąg, dlatego będącej oczkiem w głowie wielu mędrców. Nie znasz swych rodziców, a jedyną rodziną jest dla Ciebie przybrany ojciec Gorion. Pewnego dnia jednak stwierdza, że nadchodzą mroczne czasy, mury warowni nie są już dla Ciebie bezpieczne i trzeba ruszyć w drogę. Nie wyjaśniając wiele, ruszacie, jednak w nocy wpadacie w zasadzkę, a Ty patrzysz, jak Twój przybrany ojciec jest mordowany przez tajemniczą opancerzoną postać. Uciekasz z tylko jedną wskazówką, by dotrzeć do Gospody pod Pomocną Dłonią i tam spotkać się z przyjaciółmi Goriona. Dalej akcja toczy się dość wartko. Postaci, które przyłączają się do drużyny, mają własne sprawy do załatwienia, jakie pokrywają się częściowo z główną fabułą, więc będziemy mieć motywację do parcia naprzód.

W miarę rozwoju historii przybędzie wiele pytań, będzie brakować odpowiedzi. Fabuła jest wciągająca i trzyma w napięciu, nie podaje wszystkiego na tacy. Nawet przechodząc drugi raz da się odkryć nowe wskazówki prowadzące do odkrycia sekretu. Poza główną linią jest, rzecz jasna, nieliniowo. Możemy na wzór sandboksa udać się do wielu pobocznych lokacji, spotkać dziesiątki nieznajomych osób, wykonać tyle samo questów. Oczywiście wzorem staroszkolnych cRPG nie wszędzie będzie bezpiecznie. Niektóre lokacje, choć umiejscowione niedaleko głównego traktu, są przyjaźniejsze dopiero dla wysokopoziomowych postaci. Nie zabraknie humoru, zapadających w pamięć cytatów i postaci, epickich walk na śmierć i życie tak z potworami, jak i z ludźmi. Co się zaś tyczy nowych elementów Baldur’s Gate: Enhanced Edition...


PEGI 18+!!!11jedenjeden

Zacznijmy od dodatków do podstawowej gry. Oczywiście gra zawiera rozszerzenie Opowieści z Wybrzeża Mieczy. Ponadto na naszej drodze spotkamy 3 nowe postaci. Dobrego mnicha, neutralną dziką maginię oraz złego pół-orczego czarnego strażnika (przeciwieństwo paladyna). Pochwalić muszę wybór profesji tych postaci, gdyż stanowią ciekawy nabytek dla drużyny. Co więcej, ich historie są wiarygodne, a ze wszystkimi nowymi bohaterami można romansować. Mnich Rasaad oraz dzika maginia Neera mają także swoje misje lojalnościowe, dzięki którym zyskamy do 6 godzin rozgrywki oraz odwiedzimy nowe interesujące lokacje wcześniej niedostępne w grze. Pół-ork Dorn też ma swego questa, ale już nie oferuje nowych miejscówek. Wzorem Baldur’s Gate II będziemy z nimi wdawać się w długie dialogi odnośnie ich pochodzenia i miejsca w drużynie.

The Black Pits to, jak się można domyślić po tytule, arena. Ściślej, seria walk na arenie w liczbie 15 plus walka finałowa z oprawcą. Drow Baeloth pochwycił Twą drużynę, by ta dostarczyła rozrywki podczas krwawych walk. I tyle. Nowinki? Nie ma ograniczenia poziomów, można stworzyć samemu całą grupę jak w Icewind Dale, po każdej walce dostajemy nieproporcjonalnie dużą ilość doświadczenia, by szybko poziomować. Między bitwami możemy zakupić sprzęt, zwoje i mikstury u handlarzy – również uwięzionych przez Baelotha. Fabularnie niestety The Black Pits leży z paroma fajnymi momentami w kwestii dialogów. Generalnie jednak nowa przygoda nawet pięt nie liże zadaniom lojalnościowym przypisanym nowym postaciom w głównej kampanii. Pierwszy lepszy mod oferuje znacznie więcej. No ale lepszy rydz niż nic.


Jedna z najtrudniejszych walk w grze.

Przed wyruszeniem w drogę...
Baldur’s Gate: Enhanced Edition hula na silniku Infinity w wersji z Baldur’s Gate II: Tron Bhaala. Oczywiście to nie wszystko, gdyż gra jest lepiej zoptymalizowana, a nadto da się bez problemu odpalić ją w rozdzielczościach formatu 16:9. Co prawda, takie rzeczy można osiągnąć dzięki modom pokroju Baldur’s Gate Trilogy, ale nie da się ukryć, że trochę zachodu z tym jest (sam wiem, ile kosztowało mnie odpalenie Tormenta niedawno na panoramicznym laptopie). W samej grze nie grzebano ani trochę, więc mamy tu klasykę w pełnej krasie. Nowinki? Można rolką myszki przybliżyć widok aż do pikselozy oraz oddalić dla ostrzejszych detali i lepszego ogarniania okolicy wzrokiem. Usprawniono nieco interfejs, przez co nie trzeba na blachę znać skrótów klawiszowych. Dużą zaletą jest bardzo przejrzysty dziennik, gdzie możemy wpisywać swoje własne notatki, przeglądać automatyczne zapiski, jak również sprawdzać questy wykonane i te w trakcie, jakie podzielono na rozdziały, w których zostały rozpoczęte.

Kolejne łatki sukcesywnie dodają nowe funkcjonalności, jak nawet przewijanie rolką obu stron podczas zakupów u handlarza bądź w świątyni. Baldur’s Gate: Enhanced Edition jest cały czas wspierany i jeśli słyszeliście głosy na temat jakichkolwiek błędów, dziś, albo na dniach możecie włożyć je między annały historii. Każdy patch widocznie usprawniał rozgrywkę i usuwał błędy, których osobiście doświadczyłem (blokowanie się postaci, crashe, niezaktualizowany dziennik). Niektóre zadania dostosowano, by miały większy sens ich wykonywania. Dostarczenie księgi dla Firebeada Elvenhaira w Beregoście nie tylko zaowocuje doświadczeniem i kolejną księgą, ale także bardzo cenną tubą na zwoje. Podczas przygody w nasze ręce wpadnie też sakiewka na klejnoty, niewyczerpalny kołczan strzał +1 oraz wszelkie egzotyczne bronie, jakie wcześniej mieliśmy okazję oglądać dopiero od Baldur’s Gate II.


Niektóre lokacje bywają efektowne. Bitwy też.

Trzon rozgrywki pozostał niezmieniony. Walki w czasie rzeczywistym obliczane turowo wypełniane atakami kosmetycznymi, aktywna pauza, podczas której możemy na spokojnie wydawać rozkazy, chyba że ustawimy pasujące nam skrypty SI i wolimy śmigać bez przerwy. Naturalnie, nie można zapisać gry w czasie walki, aczkolwiek uciekając do innego obszaru auto-save się wykona. Jest również pełno dialogów, aczkolwiek bez opisów, jakie znamy z Planescape: Torment. Zdarzają się jeszcze niekonsekwentne questy, pseudootwarte drzwi, ale to małe babole. Te cięższe zostały już wyeliminowane. Zaś za parę miesięcy, zwłaszcza w promocji, będzie można grę kupić w ciemno i to nawet jeśli już kiedyś Baldur’s Gate ukończyliście.

Stara szkoła piękna ze zgrzytem
Baldur’s Gate zestarzał się z godnością. Nie wiem, jak Wam, ale mnie wciąż podobają się te płaskie drzewa. I to bardziej niż w sequelu. Na temat istniejących lokacji nie ma się, co rozpisywać – wszystko to samo, tylko podane w wyższej rozdzielczości. Wspomnieć warto jednak o nowych miejscach. W The Black Pits przyłożono się do szczegółów, wszystko wygląda ładnie, nawet na zbliżeniu, ale nie dziwota, ponieważ lokacje są bardzo małe. Co się tyczy regionów stworzonych na potrzeby misji Rasaada i Neery, są one ciekawe, ale gdzieniegdzie zieją pustką i teksturami w niskiej rozdzielczości. Mimo to powiew świeżości w postaci śniegu cieszy oko. Portrety są różnej jakości, jedne się przydają, inne wątpię, by się komukolwiek spodobały. Jakkolwiek doceniam wkład artystyczny i ręcznie malowane obrazy wstawione w miejsce filmików, tak muszę stwierdzić, że są one w zdecydowanej większości przypadków o wiele słabsze od pikselowatego i kanciastego oryginału. Liczyłem raczej na jakieś płynne HD z prawdziwego zdarzenia. No ale wygodniej i szybciej jest namalować obrazek.


W The Black Pits wiele innego nie zobaczymy.

Udźwiękowienie wciąż pozostaje na bardzo wysokim poziomie, tutaj jest bez zmian. Także w kwestii dodatkowej zawartości z Baldur’s Gate: Enhanced Edition, Overhaul Games stanął na wysokości zadania. Dubbing nowych postaci jest bardzo dobry, czuć akcent i emocje, także w The Black Pits. Niemal wszystkie dodane dialogi są ugłosowione. Znalazło się też miejsce dla paru nowych utworów związanych z nowymi lokacjami. Zarówno te słyszane podczas eksploracji, jak i bitewne rytmy brzmią klimatycznie, od razu da się słyszeć nutkę Wrót Baldura, a jednak jest to coś nowego. Dobra robota, tutaj uwag właściwie nie mam. Jako że było to moje drugie podejście do BG, pozwoliłem sobie zostawić angielskie głosy. Muszę oznajmić szczerze, iż w zdecydowanej większości przypadków polskie głosy są bardziej zróżnicowane, zagrane ciekawiej, ogólnie z większą inwencją aktorów. Na przykład, narastająca kwestia typu „Witajcie w moim sklepiku!” po angielsku jest zwykłym odbębnieniem zdania „Welcome to my humble establishment”. Z drugiej strony „You must gather your party before venturing forth” brzmi niemal identycznie jak słynne “Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę” Piotra Fronczewskiego. W ostatecznym rozrachunku zalecam przy pierwszym podejściu grać w pełnej polskiej wersji językowej (w Internecie są instrukcje, jak wymusić to na grze – normalnie jest tylko kinowa polska wersja językowa).

Przeżyj to sam(a)
Baldur’s Gate: Enhanced Edition to świetna okazja tak dla niezaznajomionych z tą grą, jak i weteranów serii. Niestety, patrząc przez pryzmat dodanej zawartości i jakości The Black Pits, cena jest nieco przesadzona, zwłaszcza w obliczu konkurencji ze strony darmowych modów. I wciąż obecnych tu i ówdzie rys w postaci bugów, jakie pojawiły się dopiero w nowej wersji. Niemniej jednak, wiedzcie, że gra wciąż jest rozwijana, błędy eliminowane, niebawem zostanie rozwinięty tryb wieloosobowy, a frajda z gry jest nieśmiertelna. Jak tylko gdzieś zobaczycie w promocji – bierzcie w ciemno. Zwłaszcza za parę tygodni, kiedy produkcja zostanie jeszcze bardziej ulepszona. W przypadku chęci wykonania wszystkich questów, czeka Was od 100 do nawet 150 godzin rzetelnego cRPG-a. I żaden Dragon Age: Początek nie powinien wspominać o byciu duchowym następcą BG, bo po prostu nie zasługuje na ten tytuł.

Zalety i wady
+ świetna fabuła i nowe postaci
+ oprawa audiowizualna i nowości
+ usprawniona rozgrywka
+ stałe wsparcie twórców
- cena
- wciąż jeszcze są bugi
- nieambitne The Black Pits
- obrazy ładne, ale i tak gorsze od filmików

Moja ocena: 8,5/10

komentarzy: 2Środa, 20 marca 2013, 17:29

Zapowiedź: BioShock: Infinite

gry wideo, Zapowiedź, BioShock, FPP, bioshock: Infinite

Pierwszy BioShock u wielu graczy wywołał pozytywny szok. Oryginalna lokacja, wyjątkowa i zaskakująca fabuła, charakterystyczny styl, piękna oprawa audiowizualna i ciekawa rozgrywka zagwarantowały miejsce BioShock w kanonie gier wideo. BioShock 2, choć był produkcją wysokiej jakości, nie zaskoczył już tak bardzo jak część pierwsza pomimo faktu, że mogliśmy wcielić się w Big Daddy'ego, walczyliśmy z Big Sisters i mogliśmy wziąć udział w rozgrywce wieloosobowej. BioShock: Infinite (wcześniej znany jako Project Icarus) zaskakuje ponownie. Zapowiedź pokaże, w czym.

Na skrzydłach umiejętności
Na początek dam znać, że nie ma tu spoilerów, gdyż fabularnie BioShock: Infinite mówi o odrębnej historii, odcinając się od poprzedniczek. W grze wcielimy się w postać detektywa Bookera DeWitta, byłego członka Agencji Pinkertona. Byłego, gdyż został z niej wyrzucony ze względu na swoje nieprofesjonalne zachowanie, pijaństwo i uprawianie hazardu. Do takiego stylu życia pchnęły go przeżycia związane z bitwą (szerzej znaną jako masakra) pod Wounded Knee. Nie porzuca jednak do końca profesji, podejmuje się intratnych lecz ryzykownych zadań. Pewnego razu tajemnicza grupa zwraca się do niego z misją odbicia Elizabeth - osoby więzionej przez około 12 lat. W powietrznym mieście Columbia. Jeśli mu się powiedzie, stare długi zostaną spłacone.


Miasto na zewnątrz jest piękne.

Protagonista rusza na wyspę-latarnię i przez silos rakietowy na Columbię, miasto dryfujące w powietrzu unoszone na kolosalnych sterowcach. Jego przybycie z początku nie zapowiada chaosu, jaki ma się później rozpętać. A wszystko za sprawą tatuażu, który go wyzdradzi i sprawi, że pewni ludzie bardzo zapragną jego śmierci. Kim jest Elizabeth, jaką rolę odegra w historii, kim są zleceniodawcy, o jakie stare długi się rozchodzi? Na te wszystkie pytania odpowie sama gra. Brzmi fajnie, moje ząbki już się naostrzyły. Im więcej niewiadomych, tym lepiej.

Kiedy dwójka się połączy, ruszą za nimi dwie wrogie sobie frakcje - Founders (Założyciele), czyli natywiści i elita społeczna pragnący utrzymać czystą amerykańską krew (o ile coś takiego istnieje) oraz Vox Populi, czyli zwykły lud występujący przeciwko Założycielom. Oba ugrupowania mają swoje plany co do Elizabeth, która zdradza wyjątkowe umiejętności... I pomyśleć, że te wszystkie wspaniałości i fabularne zawiłości wydarzyć się mają w roku 1912.


Wnętrza nie dają za wygraną.

Wielka przestrzeń
Rdzeń rozgrywki będzie nieco przypominać poprzednie części BioShocka, dlatego nie będę się zanadto tutaj rozpisywać. Będziemy ponownie używać broni, korzystać z rozmaitych przedmiotów, a także używać nadprzyrodzonych zdolności pokroju telekinezy, miotania błyskawic bądź przyzwania kruków, by unieruchomiły przeciwnika. Odnośnie broni, większe znaczenie będą mieć karabiny, zwłaszcza snajperskie. Wynika to z faktu, że ciasne pomieszczenia podwodnego miasta Rapture zamieniono na otwarte przestrzenie powietrznego miasta Columbia. Nie zabraknie również oczywiście rewolwerów, rakietnic czy miniguna.

Co więcej, miasto poprzecinane jest przepaściami między poszczególnymi sektorami niczym Wenecja rzekami i kanałami. Połączone są one linami z kolejką, która jednak w czasie walk nie działa. Bohater potrafi za to korzystać z lin dzięki hakowi. Żeby było bardziej interesująco, wrogowie nie są wcale gorsi i niejednokrotnie znajdziemy się w krzyżowym ogniu za sprawą szybko przemieszczających się po flankach przeciwników. Nie zabraknie również swego rodzaju roller-coastera, tak więc na brak atrakcji oraz akcji narzekać nie można. Wśród nieprzyjaciół będzie też Songbird – ekwiwalent Big Daddy’ego z Rapture.


Fajna skocznia, co nie?

Amerykański plener
Nie da się ukryć, że Columbia to miasto stworzone, by pokazywać światu realizację osławionego amerykańskiego snu. Niemal na każdym widoku ujrzeć można flagę lub sztandar w barwach Stanów Zjednoczonych. Architektura także jest mocno stylizowana, jak również ubiór postaci. Generalnie czuć ten klimat, co idzie na plus. Grafika nie jest fotorealistyczna, ale ma specyficzną atmosferę, co pozwoli z pewnością wczuć się w grę.

Dźwiękowo możemy być raczej pewni, że wszystko pójdzie jak należy. Ciekawostką jest fakt, iż Ken Levine projektował historię wraz z aktorami dubbingującymi Bookera oraz Elizabeth, by ci mogli wnieść własne modyfikacje i wczuli się lepiej w odgrywane postaci. Zaowocuje to wiarygodnymi głosami i bardziej emocjonującą fabułą.


Tak, wiem, że lubicie Elizabeth...

Sen się ziści?
Wygląda na to, iż BioShock: Infinite jest na najlepszej drodze ku powtórzeniu sukcesu "jedynki". Przeniesienie gry z głębin oceanu do chmurnych przestworzy wniesie powiew świeżości i pozwoli na nowe rozwiązania w rozgrywce. Gracze mogą spodziewać się solidnej historii, wybornej oprawy audiowizualnej oraz rozmaitych niespodzianek związanych z nową lokacją. Nie jestem w stanie uwierzyć, by mogło być chociażby dobrze. BioShock: Infinite będzie znakomity.

Prognoza: 9,5/10

komentarzy: 2Niedziela, 10 marca 2013, 13:55

Recenzja: Legend of Fae

gry wideo, recenzja, PC, puzzle, Legend of Fae

Uwielbiam, gdy małe gry ucierają nosa wielkim produkcjom. Przykładem takiej niespodziewanej wyższości nad głośniejszym tytułem jest Legend of Fae. Skromny tytuł stworzony głównie przez... dwie osoby. Kolorowa produkcja, grafika może spodobać się dzieciom, ale to tylko pozory. Gra zjada na śniadanie fabułę Dragon Age: Początek.

Pozory mylą
Wcielamy się w postać dość pechowej dziewczynki imieniem Claudia. We wczesnym dzieciństwie dopadła ją choroba, która niemal doprowadziła ją do śmierci. W wyniku tego zdarzenia dziewczynka straciła pełnię władz w jednej z nóg. Z racji tego, że mieszkała z rodzicami na wsi, a nie będąc zdolną do pracy stanowiła ciężar, rodzice oddali ją pod opiekę wujka Monte, wykształconego inżyniera. Ten skonstruował małe wsparcie na nogę Claudii, dzięki czemu może chodzić bez podparcia, aczkolwiek kulejąc. Swoją pasją udało mu się zainteresować dziewczynkę, a zwłaszcza konstrukcją pewnej latarenki, której jednak nigdy nie udało się zmusić do działania. Pewnego dnia Claudia budzi się w pustym domu, zamiast wujka zastaje tylko jego list pożegnalny mówiący, że robi się niebezpiecznie i dziewczynka powinna wracać jak najszybciej do rodziców. Poza wiadomością zostawił tylko trochę grosza i latarenkę wierząc, że Claudia w jakiś sposób ją kiedyś uruchomi. Dziewczynka jednak nie chce opuszczać wujka Monte, którego bardzo pokochała i rusza w kierunku Akademii, by się z nim rozmówić.


Do bonusowych poziomów radzę zawitać o wiele później.

Brzmi całkiem prosto i przyjaźnie, prawda? Cóż, tak się zaczyna, z przyjemną muzyczką w tle, kolorowym barwnym krajobrazem, dobrą pogodą... Im dalej, tym gorzej (w tym dobrym sensie, czego zabrakło wspomnianemu Dragon Age’owi). Historia nie oszczędza, zaskakuje, chwyta za serce, a potem rwie je na strzępy. Trudno przewidzieć dalszy ciąg, każdy sojusznik może w każdej chwili okazać się śmiertelnym wrogiem, trup ściele się gęsto, a końca nieszczęść nie widać. Z kolei zakończenie gry aż woła o sequel i tylko pozostaje mieć nadzieję, że być może kiedyś powstanie. Bo gier z tak dobrą fabułą jest jak na lekarstwo.

Elementy RPG muszą być
Jeśli komuś Legend of Fae skojarzy się z Puzzle Quest: Challenge of the Warlords, to będzie miał bardzo dobre odniesienie, jeśli chodzi o mechanikę rozgrywki. Z dość sporymi różnicami, rzecz jasna. Przede wszystkim tutaj tylko my korzystamy z planszy z kulkami, jakie kolorami odpowiadają poszczególnym żywiołom many, skupieniu (szary) oraz ruchowi (fiolet). Po zgromadzeniu odpowiedniej ilości many, możemy wykonać atak lub wzmocnić się (większe obrażenia, szybsze ładowanie many, odporność, regeneracja). Jeśli zbierzemy większą ilość energii i rozwiniemy umiejętności (o czym później), możemy wykonać atak wzmocniony – najczęściej obszarowy obejmujący przeciwników z lewej lub z prawej. Kulki ruchu pozwalają ruszyć dalej w trybie eksploracji oraz unikać ataków w trybie walki. 4 kulki skupienia tworzą kryształ, który leczy nas z wszelkich negatywnych efektów (petryfikacja żywiołu, ślepota, trucizna itp.). W późniejszych etapach, jeśli pójdziemy w przywoływanie, odpowiednio ustawiając kule many możemy przyzwać do pomocy stworzenie atakujące określonym żywiołem.


Jeżeli myślicie, że to smutna scena, pograjcie dalej...

Mechanika ustawiania zasadniczo jest podobna do Bejeweled z tą różnicą, że tym razem możemy przesuwać elementy tylko poziomo bez możliwości przejścia w opcję pionową. Trochę to dezorientujące z początku, ale po kilku etapach wprowadzających bez problemu da się przyzwyczaić do tego modelu rozgrywki. Po każdym poziomie dostajemy elementy, jakie możemy przeznaczyć na ulepszenie latarenki. Począwszy od zwiększenia obrażeń i limitu zapasów many danego rodzaju, przez możliwość łączenia żywiołów podczas ataku, a na ulepszeniach skupienia i umożliwieniu przywoływania istot kończąc. Możliwości jest sporo, a w razie potrzeby możemy zresetować ulepszenia, o ile nie żal będzie nam jednego trybiku straconego bezpowrotnie. Warto wypracować sobie jakąś taktykę, gdyż nie ma szans, byśmy ulepszyli chociaż połowę pod do końca gry, zwłaszcza że koszty ulepszeń bardzo rosną z biegiem nabywania mocy. Usprawnianie latarenki daje też stałe bonusy dla naszej postaci, jak np. szybkość zbierania energii, ilość punktów życia, czy poziom postaci, jaki potrzebny jest, by móc rzucać zaklęcia wyższego poziomu. Legend of Fae może i wygląda na prostą grę dla dzieci, ale to tylko pozory. Choć z początku bez problemu osiągniemy pułapy punktowe i czasowe wymagane, by dostać tytuł eksperta na danych poziomach, tak potem niejednokrotnie powtórzymy niektóre etapy. Poziom trudności gry jest bardzo dobrze zbalansowany i wcześniejsza część gry dobrze przygotowuje do późniejszych cięższych starć, za co wielki plus.


Znienawidzicie deszcz w tej grze, obiecuję Wam.

Trochę ciężej się dzieje na wysokim poziomie trudności, na jaki możemy się zdecydować, zakładając profil. Tam już na kilkunastym poziomie łatwo się dać zabić, jeśli nie uleczymy się od czasu do czasu bądź aktywujemy regenerację lub odporność. Ponadto co 10 etapów będziemy mieli możliwość stoczenia walki z heraldem żywiołu, co zaowocuje dodatkowymi bonusami. Na tym poziomie również będziemy mogli zobaczyć rozszerzone outro, ale lekko z tym nie ma, gwarantuję. Ogólnie w grze jeszcze jest dostęp do magicznego tomu, w którym pojawiają się rozmaite informacje na temat świata i stworzeń, więc możemy sprawdzić ich słabości oraz pochodzenie. Wpisy te odblokowujemy poprzez zbieranie klejnotów po bitwach, podobnie jak zbiera się skradzioną przez przeciwników manę.

Tak chwalę i chwalę, ale Legend of Fae ma swoje wady, choć nie są ciężkie i dość sporadyczne. Na chwilę obecną mogę wymienić jedynie kilka. Podczas walki z krakenem można wykorzystać mały bug i dać etapowi przejść się samemu dzięki naszemu sojusznikowi, o ile przed tym poziomem nauczymy się nowej zdolności, do włączy dodatkową konwersację. Gdzieś pod koniec fabuły jest jedna literówka. Odnośnie klejnotów i wpisów w magicznym tomie – czasem ów skarb pojawia się po ostatniej walce na danym poziomie, przez co klejnotu nie da się zebrać. Dałoby się jeszcze przyczepić do nieco powtarzalnej rozgrywki, ale środki finansowe i czasowe nie pozwoliły twórcom dodać większej ilości questów pokroju gonienia za kurami w tutorialu. A szkoda, bo byłoby niemal na dziesiątkę.


Sojusznicy są bezcenni na wysokim poziomie trudności.

Przyjemnie z jednym wyjątkiem
Oprawa graficzna, jaka jest, każdy widzi po zrzutach ekranu. Jest ok, choć można by się nieco czepiać, że rozdzielczość za niska. Animacje są jednak dobrej jakości, postaci ciekawie wykonane, tła zróżnicowane, więc oczy nie będą się bynajmniej nudzić. Przypomnijmy, że grę tworzyły głównie dwie osoby, więc i tak jest bardzo dobrze. Trochę gorzej wypada udźwiękowienie ze względu na dość powtarzalne motywy. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że jednego utworu bitewnego nasłuchamy się dość wielokrotnie, a jest on męczący ze względu na dość natarczywe i zbyt głośne smyczki. Ogółem jednak ścieżka dźwiękowa wypada dobrze. Oczywiście nie liczcie na dubbing w historii.

Bierzcie i grajcie
To jest bowiem zacna produkcja i każdy, kto ma ochotę na nietuzinkową fabułę, ciekawą rozgrywkęi generalnie chce miło spędzić czas, winien zaopatrzyć się w Legend of Fae. A jeżeli podobał się Wam Puzzle Quest, to już nie ma przebacz. Tym bardziej, jeśli LoF pojawi się w jakimś pakiecie gier indie – automatem winien stać się dla Was zakupem koniecznym. Gra może długa nie jest, ale nadrabia przez swój replay value. Kilka godzin może łatwo zmienić się w kilkanaście. Gorąco polecam!


Ale ich zgasiła...

Zalety i wady
+ świetna fabuła
+ wciągająca rozgrywka
+ elementy RPG
+ oprawa audiowizualna
+ replay value
- czasami nieco monotonna
- jeden z utworów bitewnych
- pomniejsze bugi

Moja ocena: 8,5/10

komentarzy: 4Sobota, 02 marca 2013, 23:07

DOŁĄCZ DO NAS!

Ankieta

Kiedy klaszczesz na występach?

  • Przed występem
    1%1 głos
  • W trakcie występu
    3%3 głosy
  • Po występie
    49%41 głosów
  • Przed/W trakcie
    2%2 głosy
  • Przed/Po
    7%6 głosów
  • W trakcie/Po
    13%11 głosów
  • Przed/W trakcie/Po
    22%19 głosów

Suma oddanych głosów: 83 

Więcej o mnie

Krótko o mnie:Na imię mi Karol, a w Internecie przeważnie mnie można znaleźć jako Karfeina tudzież KoLoSa. Absolwent języków stosowanych (angielski i francuski) na Uniwersytecie Śląskim. W wolnych chwilach lubię grać w dobre gry, przede wszystkim cRPG, czytać dobre książki, przede wszystkim fantasy oraz słuchać dobrej muzyki, a zwłaszcza takiej, która akurat oddaje stan mojej duszy. Interesuję się również tworzeniem zawartości dodatkowej do niektórych gier komputerowych, a i nieco fotografią ostatnimi czasy. Aktualnie zawalony grami do recenzji dla portalu SwiatGry.pl

Moje tagi:fantasy, gry, recenzje, rpg, unreal

Urodziny:za 128 dni (20 marca 1988)

Moje motto:"Zaprawdę większe są przyjemności, które można dzielić." - Drizzt Do'Urden / "Każda droga, która wiedzie poprzez chaos i cierpienie, prowadzi do wielkiego skarbu." - Karfein vel KoLoS

Obecny stan:Loff'ta

Posiadany sprzęt:PC, PC, PlayStation 2, PlayStation 3, PlayStation 4, PSP, PS Vita, Wii, Wii U, DS, New 3DS XL, Xbox 360, DC, Mobile, Mobile

Namiary na mnie

e-mail: karfein(at)wp.pl, GG: 1191342, Skype: Karfein, www: http://www.kolosalny-sajt.prv.pl, Facebook: Karfein, Twitter: SwiatGrypl, Steam: Finka_Karfein

Spis treści

Recenzje: Prince of Persia - The Sands of Time, Fable - Zapomniane Opowieści, R.A. Salvatore - "Obietnica Króla-Czarnoksiężnika", Two Worlds PL, ICO, Chrome PL, Chrome SpecForce PL, Spartan - Total Warrior PL, Opis: Jostein Gaarder - "Świat Zofii", BioShock, God of War, God of War II, Shadow of the Colossus, Puzzle Quest: Challenge of the Warlords PL, Puzzle Quest: Warlords, Planescape: Torment PL, Space Siege PL, Fahrenheit PL, MDK PL, MDK 2, Call of Juarez PL, Medal of Honor PL, Swords & Soldiers, Killzone 3, BlazBlue: Continuum Shift, MotorStorm: Apokalipsa, Baldur's Gate, Total War: Shogun 2, Sniper: Ghost Warrior, Proun, Heavenly Sword, Heavy Rain - Edycja Specjalna, inFamous, VVVVVV v2.0, Deus Ex: Human Revolution - Augmented Edition, God of War III, Naruto: Ultimate Ninja Storm, Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 2, Hydrophobia: Prophecy, Payday: The Heist, Sideway: New York, WipEout HD Fury, Hoard, Deus Ex: Human Revolution - The Missing Link, Dead Nation PL, Supersonic Acrobatic Rocket-Powered Battle-Cars, Max Payne, Max Payne 2: The Fall of Max Payne, Mafia: The City of Lost Heaven PL, Heroes Chronicles: All Chapters, NeverDead, Duke Nukem Forever: Hail to the Icons Parody Pack, Braid PL, Total War: Shogun 2 - Fall of the Samurai, Grotesque Tactics: Evil Heroes, Grotesque Tactics II: Dungeons & Donuts, Datura, Sniper Elite V2, Sorcery: Świat Magii, DiRT Showdown, Avernum: Escape from the Pit, Trine PL, Serious Sam 3: BFE, A.R.C.S, RobotRiot, Kung Fu Strike: The Warrior's Rise, Rijn the Specpyre in... Manor of the Damned, Serious Sam HD: The First Encounter, Serious Sam HD: The Second Encounter, Serious Sam HD: The Second Encounter - Legend of the Beast, Darksiders II, Symphony, Closure, Kung Fu Strike: The Warrior's Rise - Master Level, LittleBigPlanet Karting, XCOM: Enemy Unknown, Painkiller: Hell & Damnation, XCOM: Enemy Unknown - Elite Soldier Pack, Anarchy Reigns, Killzone, Legend of Fae, Baldur's Gate: Enhanced Edition, God of War: Wstąpienie, SimCity, Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 3, BioShock: Infinite, Chompy Chomp Chomp, 99 Spirits, Divinity: Dragon Commander, Total War: Rome II, Rush Bros., Superfrog HD, Worms: Revolution Extreme, The Swapper, Rise of the Triad: Dark War, Rise of the Triad, 9.03m, Type:Rider, XCOM: Enemy Within, Continue?9876543210, War of the Human Tanks, inFamous: Second Son, Tales of Symphonia Chronicles, Trine 2: Complete Story, PlayStation Vita: Zwierzaki, 99 Spirits: Cage of Night, Metrico, Point Perfect, Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 3 - Full Burst, Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm Revolution.
Unreal: Opis: Unreal Antologia, Schemat recenzji modów do Unreala, Dark Magic (UT).

Zapowiedzi: The Last Guardian, God of War III, Two Worlds II, Six Days in Fallujah, Create, Music Master: Chopin, Deus Ex: Human Revolution, Mortal Kombat, Knights Contract, Killzone 3, Duke Nukem Forever, Dragon Age II, The Sims: Średniowiecze, Team ICO Collection, Hunted: Kuźnia Demona, Sorcery, Journey, The Elder Scrolls V: Skyrim, Call of Duty: Modern Warfare 3, Serious Sam 3: BFE, Kingdoms of Amalur: Reckoning, Binary Domain, Starhawk, Tokyo Jungle, LittleBigPlanet Karting, DRM: Death Ray Manta, XCOM: Enemy Unknown, Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 3, SimCity, God of War: Wstąpienie, BioShock: Infinite, Divinity: Dragon Commander, Total War: Rome II, Puppeteer, XCOM: Enemy Within, Tearaway, Killzone: Shadow Fall, Divinity: Grzech Pierworodny, South Park: The Stick of Truth, inFamous: Second Son, inFamous: First Light, Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm Revolution, Archaica: The Path of Light, Trine 3: The Artifacts of Power.

Relacje: Game Art Panel (23.09.2011), Akira Yamaoka - spotkanie z kompozytorem serii Silent Hill (2.10.2011).

Must-watche: #1.

Opowiadania: coming soon

Galeria: Pierwszy rzut, Drugi rzut.
Failblog Karfeina: Pierwszy rzut.

Rozkminki: Milczące wzgórze, Głośna otchłań, Alter ego, "Pieniądze szczęścia nie dają, ale...", Słowo 'drow' i jak je czytamy, Święto zmarło, Mordy, ryje i pyski, Internetowe śmieci.

Nowinki: Koniec świata!, "Shadow of the Colossus" na srebrnym ekranie, Spam niszczy środowisko, Będzie reedycja Planescape: Torment!, Puzzle Quest 2 powstaje!, Technologia 5D.

Drizzt :): Kto on zacz?, Być jak Drizzt Do'Urden, Biały Drow, suplement + bonus.

O mnie: Zwiastun Wiosny, Wybór *niektórych* najlepszych wg mnie i najważniejszych dla mnie utworów, KoLoS + level up = Karfein, Wybór najlepszych wg mnie i najważniejszych dla mnie gier, Ewolucja ksyw Karfeina, 4,5-listna koniczyna, XV Przystanek Woodstock - relacja, Wyprawa do Walii - relacja, Spotkanie z Suomalainenką, Prywata, lic. Karol Świątek, Dziękuję.

Blog: Pierwszy wpis, W pogoni za Pięknem, Boję się..., Sen, Wierzę, Na glinianych nogach, Sen II, Nie żal życia gdy..., Śmiać się czy płakać?, Wkrótce się okaże, Ostatnie życzenie, Hocki klocki, Cyklon, Wola istnienia, Powiew świeżości, Wszystko co dobre szybko się kończy, Ankieta o layoucie, Lenistwo :P, COMA - Hipertrofia, Nareszcie sobie (nie) pogram!, Nie będzie niczego :), Owned, Czego można oczekiwać w czasie najbliższym?, Trochę inaczej, Win :), Nasza-Klasa..., Kolekcjonerski 'Shadow of the Colossus' (PS2) do wzięcia!, Ankieta o preferencjach, Ogłoszenia parafialne nr 1, Pierwsza rocznica GramSajta!, Spam świąteczny, Ankieta o napisach końcowych i nowinki, Puciapki - głosujta!, Ankieta o puciapkach, Nowy layout, A miała być kolejna recka..., Sucz Wena - polubcie ją, a się odwdzięczy!.

Archiwum wpisów

Ostatnio gram w

Tytuł gryPo sieci?Ukończona?

Ostatnio czytam

FUTU.RE

W planach

* Blog
* Klakiery występowe
* Recenzje gier ukończonych
* O dystrybucji cyfrowej słów kilkaset
* Kanon gier - seria wpisów
* Recenzja: The Elder Scrolls IV: Oblivion
* Gry komputerowe polskich deweloperów
* Opowiadanie pt. "Więzień wolności" - 45%
* Opowiadanie pt. "Podwójna dusza"

* Stworzenie sequela do kampanii do gry Sacrifice - projekt (chętnych do współpracy proszę o kontakt)

Przejście gier, które mamy, a w które jeszcze nie zaczęliśmy/zacząłem grać:

PC:
- Alpha Protocol
- Assassin's Creed: Liberation HD
- Assassin's Creed IV: Black Flag - Jackdaw Edition
- Assassin's Creed: Rogue
- Batman: Arkham Asylum - Game of the Year Edition
- Batman: Arkham City - Game of the Year Edition
- Batman: Arkham Origins + DLC
- Battlefield: Bad Company 2
- Beyond Good & Evil
- BioShock 2 + DLC
- Blur
- Bone: Wygnaniec z Kosteczkowa
- Bone: Wielki Wyścig Krów
- Borderlands: GotY Edition
- Call of Cthulhu: Mroczne Zakątki Świata
- Call of Duty: World at War
- Call of Duty: Modern Warfare 2
- Call of Duty: Modern Warfare 3
- Call of Duty: Black Ops
- Call of Duty: Black Ops II
- Call of Duty: Ghosts
- Ceville
- Crysis - Maximum Edition
- Crysis 2
- Crysis 3
- Dead Space
- Dead Space 2
- Dead Space 3
- Dear Esther
- Death Rally
- Deus Ex: The Fall
- Deus Ex: Mankind Divided
- Disciples III: Odrodzenie
- Disciples III: Wskrzeszenie
- Disciples III: Reincarnation
- Divinity II: Director's Cut
- Don't Disturb
- Dragonshard
- Drakensang: The Dark Eye
- The Elder Scrolls IV: Shivering Isles
- The Elder Scrolls V: Skyrim
- eXperience 112
- F.E.A.R. 2: Project Origin + Reborn
- F.3.A.R.
- Fallout 3 - Game of the Year Edition
- Fallout: New Vegas - Ultimate Edition
- Full Throttle
- Gothic II: Noc Kruka
- Gothic 3: Zmierzch Bogów
- Grand Theft Auto (wszystkie full 3D bez GTA V)
- Grim Fandango
- Homefront
- Legend: Hand of God
- Lucius II
- Mafia II - Special Extended Edition
- Medal of Honor: Warfighter
- Mini Ninjas
- Mirror's Edge
- NecroVision
- Need for Speed: Hot Pursuit
- Need for Speed: The Run
- Need for Speed: Most Wanted
- Overlord
- Overlord II
- The Path
- Portal 2
- Postal X
- Prince of Persia: The Two Thrones
- Prince of Persia (2008)
- Prototype
- Prototype 2
- Puzzle Quest 2
- Risen
- Risen 2: Dark Waters [+ DLC]
- S.T.A.L.K.E.R.: Shadow of Chernobyl
- S.T.A.L.K.E.R.: Clear Sky
- S.T.A.L.K.E.R.: Call of Pripyat
- Sacred 2: Fallen Angel
- Scribblenauts Unlimited
- Shelter
- Shenmue III
- Singularity
- South Park: The Stick of Truth
- Split/Second: Velocity
- Star Wars: Knights of the Old Republic
- Star Wars: Knights of the Old Republic II - The Sith Lords
- Star Wars: The Force Unleashed - Ultimate Sith Edition
- Star Wars: The Force Unleashed II
- Supreme Commander
- Supreme Commander: Forged Alliance
- Supreme Commander 2
- Tension
- Tom Clancy's EndWar
- Torchlight
- WarPath
- The Whispered World
- Wiedźmin 2: Zabójcy królów
- Year Walk
- Zeno Clash
- Zeno Clash II

PSX:
- Chrono Cross
- Final Fantasy VII
- Final Fantasy VIII
- Final Fantasy IX
- Vagrant Story

PS2:
- Final Fantasy XII
- God Hand
- Monster Hunter
- Rygar: The Legendary Adventure
- Serious Sam: Next Encounter
- Way of the Samurai
- Way of the Samurai 2

PS3:
- Alice: Madness Returns
- Call of Duty 3
- Dante's Inferno + DLC
- Demon's Souls
- Echochrome
- El Shaddai: Ascension
- Enchanted Arms
- Final Fantasy XIII
- Final Fantasy XIII-2
- ICO HD
- Lollipop Chainsaw
- Kingdoms of Amalur: Reckoning
- Move Fitness
- PixelJunk 4am
- Puppeteer
- rain
- Ratchet: Gladiator
- Resistance - trylogia
- Resonance of Fate
- Ryu ga Gotoku 1&2 HD Edition (Yakuza 1&2 HD Edition)
- Ryu ga Gotoku: Kenzan! (Yakuza: Arrives!)
- Shadow of the Colossus HD
- The Unfinished Swan
- White Knight Chronicles - Remastered Edition
- White Knight Chronicles II
- Yakuza 5

PS4:
- Alienation
- Dark Cloud
- Dark Chronicle
- Ratchet & Clank
- Rogue Galaxy
- Tales of Berseria
- Yakuza 0
- Yakuza: Kiwami

PSP:
- Assassin's Creed: Bloodlines
- Corpse Party
- Corpse Party: Book of Shadows
- Final Fantasy - 20th Anniversary
- Final Fantasy II - 20th Anniversary
- God of War: Ghost of Sparta
- Grand Theft Auto: Chinatown Wars
- Harvest Moon: Hero of Leaf Valley
- Innocent Life: A Futuristic Harvest Moon
- Killzone: Liberation
- LocoRoco
- LocoRoco 2
- Monster Hunter Freedom 2
- Monster Hunter Freedom Unite
- Patapon 2
- Patapon 3
- Ratchet & Clank: Size Matters
- Resistance: Retribution
- Tales of Phantasia: Narikiri Dungeon X
- Tales of the World: Radiant Mythology
- White Knight Chronicles: Origins

PS Vita:
- Killzone: Mercenary
- LittleBigPlanet Vita
- Monster Monpiece
- Oreshika: Tainted Bloodlines
- Resistance: Burning Skies
- Silent Hill: Book of Memories
- Tales of Hearts R
- Tokyo Twilight Ghost Hunters
- Superbeat: Xonic

Wii:
- Another Code: R – A Journey into Lost Memories
- Disaster: Day of Crisis
- Epic Mickey
- Madworld
- Trauma Center: New Blood

Wii U:
- Splatoon

DSi:
- Another Code
- Final Fantasy III
- Hotel Dusk: Room 215
- Last Window: The Secret of Cape West
- Okamiden
- Populous DS
- Radiant Historia
- Super Scribblenauts

New 3DS:
- Phoenix Wright: Ace Attorney Trilogy
- Spirit Camera: The Cursed Memoir
- Xenoblade Chronicles 3D

X360:
- Blue Dragon
- Fable II GotY
- Fable: Journey
- Gears of War 2
- Gears of War: Judgment
- Halo 3
- Lost Odyssey
- Ninety-Nine Nights (N3)
- Ninety-Nine Nights II (N3 II)
- Saints Row
- Tales of Vesperia


*** ZAKUP ***

PC:
- Assassin's Creed: Unity
- Call of Duty: Advanced Warfare
- Call of Duty: Black Ops III
- Plants vs. Zombies 2: It's About Time

PSX: nic

PS2:
- Genji: Dawn of the Samurai
- Glass Rose
- Michigan: Report from Hell
- Rule of Rose
- Samurai Warriors
- Shadow Hearts: Covenant
- Shin Megami Tensei: Lucifer's Call
- Shinobido: Way of the Ninja

PS3:
- Asura's Wrath + DLC
- Lightning Returns: Final Fantasy XIII
- No More Heroes: Heroes' Paradise
- Red Dead Redemption: Undead Nightmare
- Valkyria Chronicles [jeszcze DLC]
- Way of the Samurai 3
- Wonderbook - 3 pozostałe gry

PS4:
- Kingdom Hearts HD 2.8 Final Chapter Prologue
- Ryu ga Gotoku: Ishin (Yakuza: Restoration)
- Shenmue III
- Yakuza 6: The Song of Life [dokonało się]

PSP:
- Call of Duty: Roads to Victory
- Dungeon Siege: Throne of Agony
- Hatsune Miku: Project DIVA [dokonało się]
- Hatsune Miku: Project DIVA 2nd [dokonało się]
- Hatsune Miku: Project DIVA Extend [dokonało się]
- Kurohyō: Ryū ga Gotoku Shinshō (Yakuza: Black Panther)
- Kurohyō 2: Ryū ga Gotoku Ashura hen (Yakuza: Black Panther 2)
- Monster Hunter Freedom
- Secret Agent Clank
- Sweet Fuse: At Your Side
- Tales of Eternia
- Tales of the World: Radiant Mythology 2
- Tales of the World: Radiant Mythology 3
- Valkyria Chronicles II [jeszcze DLC]

PS Vita:
- Call of Duty: Black Ops - Declassified
- Conception II: Children of the Seven Stars
- Malicious: Rebirth
- Mind Zero
- Soul Sacrifice Delta
- Sumioni: Demon Arts

Wii:
- Arc Rise Fantasia
- Fragile Dreams: Farewell Ruins of the Moon
- The Last Story [dokonało się]
- Lost in Blue series
- No More Heroes 2: Desperate Struggle
- Red Steel
- Red Steel 2
- Samurai Warriors 3
- Samurai Warriors: Katana
- Trauma Team [not in EU]
- Zero: Tsukihami no Kamen (Project Zero 4) [unofficial patch]

Wii U:
- Bayonetta 1+2 [dokonało się]
- Chasing Aurora
- Chompy Chomp Chomp Party
- Pokken Tournament
- Swords & Soldiers II
- Xenoblade Chronicles X [dokonało się]

DSi:
- Ace Attorney Investigations: Miles Edgeworth
- Again [not in EU]
- Castlevania: Order of Ecclesia
- Flower, Sun, and Rain
- The Legend of Zelda: Spirit Tracks
- LifeSigns: Surgical Unit
- Lost in Blue series
- Trauma Center: Under the Knife 2 [not in EU]
- Unsolved Crimes
- The World Ends with You

(New) 3DS
- Persona Q: Shadow of the Labyrinth
- Professor Layton vs. Ace Attorney
- Proun+
- Tales of the Abyss

X360:
- Gears of War 3
- South Park Let's Go Tower Defense Play!
- South Park: Tenorman's Revenge

Ostatnie odwiedziny

Moi znajomi

pokaż wszystkich znajomych: 91

Nie tylko gram.pl

Blogi:
* www.mizuki.blog.pl - blog kumpeli
* le-chat-blanc.freehostia.com - blog innej kumpeli

Unreal:
* www.unreal.pl - aktualności o Unrealu
* www.unrealsp.org - tylko single-player
* www.unrealservice.net - tylko U1

Growe:
* www.swiatgry.pl - bardzo dobry i rozwijający się serwis o grach
* www.markolf.pl - gry/filmy w czasopismach
* www.grylogiczne.pl - jak w adresie :)

XFire

Ulubione...

Gry: 99 Spirits, Adventure Pinball: Forgotten Island, Assassins Creed, Assassins Creed II, Avernum: Escape from the Pit, Baldur's Gate, Baldur's Gate II: Cienie Amn, Baldur's Gate II: Tron Bhaala, Baldur's Gate: Dark Alliance, Baldur's Gate: Opowieści z Wybrzeża Mieczy, Bioshock, Call of Duty 4: Modern Warfare, Carmageddon II: Carpocalypse Now, Chrome, Chrono Trigger, Closure, Crash Bandicoot (seria), Crime Cities, Datura, Deus Ex, Deus Ex: Bunt Ludzkości, Diablo, Disciples II: Bunt Elfów, Divine Divinity, Dune 2, Emperor: battle for dune, Fable: Zapomniane Opowieści, Fahrenheit, Fallout, Flower, God of War, God of War 2, God of War III, Gothic, Grotesque Tactics: Evil Heroes, Heavy Rain, Heroes Chronicles, Icewind Dale, Icewind Dale II, Icewind Dale: Heart of Winter, ICO, inFamous, Kula World, Legend of Fae, Legends of Valour, LittleBigPlanet, Luxor, Mafia, Mass Effect, Mass Effect 2, Max Payne, Max Payne 2: The Fall of Max Payne, MDK 2, Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 2, Naruto Ultimate Ninja 3, Naruto: Ultimate Ninja Storm, Neverwinter Nights, Okami, Painkiller , Painkiller: Battle out of Hell, Planescape: Torment, Plants vs. Zombies, Pocket Tanks, Prey, Puzzle Quest: Challenge of the Warlords, Rome: Total War, Sacrifice, Sanitarium, Saper, Serious Sam 2, Shadow of the Colossus, Silent Hill, SimCity 3000, Slam Tilt, SSX 3, Supersonic Acrobatic Rocket-Powered Battle-Cars, The Bard's Tale: Opowieści Barda, The Binding of Isaac, The Temple of Elemental Evil, Trine, Trine 2, Two Worlds, Unreal, Unreal - Return to Na Pali, Unreal Tournament, Unreal Tournament 2004, VVVVVV, Władca Pierścieni: Trzecia Era, Worms World Party, Zuma

Muzyka: Ari Pulkkinen, B.E.T.H., Buckethead, Coma, Dynamedion, Emancipator, Fenomen - Sam na sam, Grupa Operacyjna, Inon Zur, Jeremy Soule, John Lennon, Łona, Michael Hoenig, Michał Jelonek, Michiel van den Bos, Nobuo Uematsu, O.S.T.R., Soundtracki z gier, Underground, Yez Yez Yo

Filmy: 9 (Nine), Cesarzowa, Dom Nad Jeziorem, Dom w głębi lasu, Dzień Świra, Gwiezdne Wojny, Iron Sky, Ja, Robot, Jestem Legendą (I Am Legend), Lord of the Rings - trylogia, Łowcy głów, Matrix, Nietykalni, Piraci z Karaibów, Pokuta, Potwory i spółka, Scary Movie, Seks w wielkim mieście, Shrek, Shutter - Widmo, Silent Hill, Sweeney Todd: The Demon Barber of Fleet Street, Telefon (Phone Booth), Zielona Mila

Książki: "Kolor magii" - Terry Pratchett, "Młot na czarownice" - Jacek Piekara, "Quo Vadis" - Henryk Sienkiewicz, "Saga o Wiedźminie" - Andrzej Sapkowski, "Sługa Boży" - Jacek Piekara, Frank Herbert - "Diuna", J. K. Rowling - "Harry Potter", Legenda Drizzta - R.A. Salvatore, Najemnicy - R.A. Salvatore

Seriale/programy TV: Adventure Time, Detektyw Monk, Heroes, How I Met Your Mother, Naruto, Numb3rs, Seks w Wielkim Mieście, The Guild

Gazety/pisma: CD Action, Metro, Nowa Fantastyka, Play, Secret Service

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 5151 dni

Moich wejść na gram.pl: 18 133 (#254)

Napisanych postów i komentarzy: 3 130 (#370)

Napisanych recenzji: 50 (#5)

Wpisów na blogu: 238 (#41)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 31 689 (#17)

Prywatne wiadomości

Zaloguj się by wysyłać wiadomości

PS3 GameCard i reklama ŚG

SwiatGry.pl - Twój Świat Gry, Zapowiedzi, Recenzje, Artykuły, Trailery, Gry Online


 

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl