avatar

Hareton Użytkownik gram.pl (Przodownik) ja.gram.pl/Hareton

Mój blog (Listopad 2008)

Castlevania: Order of Ecclesia

Nintendo DS

Słusznie mówi się, że wraz z RPG-owymi odsłonami seria Castlevania mniej czerpie z klimatu klasycznych horrorów, a zaczęła inspirować się powieścią gotycką i czarnym romantyzmem, przyjmując bardziej artystyczne formy.

Mimo że Castlevanię stworzyli Japończycy, jest głęboko osadzona w kulturze europejskiej. Omawiana odsłona, Order of Ecclesia, to kolejny skok w przeszłość (wcześniej była współczesność, po czym II wojna światowa) w jakże wdzięczny dla takiej gry setting XIX-wieczny. Widać to po modzie z jaką noszą się postacie (głównie NPC-e, bo bohaterka ma dość fantastyczną suknię), jednakże więcej takiego klimatu było w poprzedniej odsłonie - Portrait of Ruin (wiktoriańskie City of Haze), tutaj mamy tylko jedną małą wioskę. Reszta to przeważnie dzikie, odludne krajobrazy. Przemierzymy góry, monastyr, więzienie, latarnię morską, a do zamku dotrzemy dopiero w połowie gry. Godne pochwały jest wprowadzenie mapy świata, ułatwia to późniejszy dostęp do starych poziomów. Plansze jak zwykle wykonane zostały klimatycznie i pomysłowo (Kaplica Czaszek czy samotny kościół na Wyżynie Zapomnienia); atmosferę budują też takie chwyty jak cichnąca w odpowiednich miejscach muzyka - słychać wtedy tylko ambienty. Dla porządku wspomnę, że soundtrack zwyczajowo jest wspaniały.

O fabule pisać nie będę, bo jak zwykle nie ma znaczenia. Jednak nie spodobała mi się jedna rzecz - jeden z bohaterów, którego losami zdążyłem się przejąć, ginie. Kiedy scenarzyści gier porzucą takie kiepskie chwyty?

Najwięcej zmian zaszło w systemie walki. Bronie zastąpione zostały glifami zdobywanymi na rozmaite sposoby. Robi się z nich układ dwóch broni i szybko atakuje naprzemiennie. W połączeniu ze zdolnością Magnes, pozwalającą skakać po wiszących zaczepach, walka nabiera niespotykanej dotąd dynamiki i tempa. Warty wzmianki jest też glif drastycznie przyspieszający bieganie, Rapidus Fio, który pozawala pędzić jak strzała niszcząc wszystko po drodze. Ma to znaczenie praktyczne, przy ponownym przemierzaniu map można po prostu przeskoczyć nieważne obszary oraz bywa nieocenione w walkach z bossami.

Zastęp tychże jest w miarę kanoniczny względem serii (brakuje Legionu i Creature). Glif Magnes (widać go w działaniu na trailerach) zdaje się dawać nad nimi dużą przewagę, ale tylko pozornie, bo bossowie też mają nowe perfidne chwyty.

Popracowano także nad uszczegółowieniem map, interface wreszcie stał się ładny i wizerunki postaci - z ulgą stwierdzam, że zaczęły odbiegać od poprzedniej, niezbyt udanej stylistyki anime: są świetnie namalowane, pocieniowane i bardzo szczegółowe. Tak więc dokonał się spory postęp graficzny. Osobiście uważam to dziełko za ideał grafiki 2D (sprzyja temu odpowiednia rodzielczość i rozmiar ekranu konsoli).

Twórczy raczą gracza nieraz autoironicznym humorem. Na przykład do dobrze znanej grupy potworów zwanych tu Meduzami dołącza trzecia ich odmiana - Gorgony. A przecież Meduza to jedna z gorgon, więc Konami postępując tak przyznaje się do pomyłki, częstej zresztą w grach fantasy (ale niewykluczone że to tłumacze namieszali). Warto także czytać opisy wrogów. ("Gravedigger - He enjoys his cursed vocation because he can meet new people".)

Poważniejszych wad brak. Nawet fakt, że nie wszystkie plansze trzymają tak samo wysoki poziom nie stłumił mojego entuzjazmu do tej gry. Jest to największa i chyba najlepsza Castlevania, dlatego...

Ocena: 10/10

 

 

komentarzy: 1Poniedziałek, 10 listopada 2008, 19:30

Teksty według kategorii

Prywatne wiadomości

Zaloguj się by wysyłać wiadomości

Archiwum wpisów

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 3943 dni

Moich wejść na gram.pl: 5 529 (#1350)

Napisanych postów i komentarzy: 95 (#1825)

Napisanych recenzji: 0

Wpisów na blogu: 51 (#181)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 3 009 (#504)

Ostatnie odwiedziny

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl