avatar

NintendoPassion Użytkownik gram.pl (Przewodniczący) ja.gram.pl/NintendoPassion

Ostatnie odwiedziny

Mój blog (Wrzesień 2009)

Refleksje

 

Samolot z Balic wystartował z opóźnieniem. Zamiast do Chicago, zostaliśmy przekierowani do Warszawy. Lot przedłużył się o prawie dwie godziny. W Chicago znalazłem się po siedemnastej. Zmęczony i zamyślony.

Podczas lotu z nudów włączyłem PSP z Final Fantasy Crisis Core.  Wolałbym książkę, ale jakoś nic nie kupiłem. Ogólnie zaliczyłem z pięć godzin gry. Nie mogłem się jednak długo na niej koncentrować. Ciałem w USA, ale umysłem w Polsce.

I tak wróciłem do domu. Sam. Wychodząc z odprawy celnej na lotnisku O'Hare zawsze człowiek wypatruje znajomych twarzy. Zawsze raźniej. Miłą jest świadomość, że ktoś na ciebie czeka. Są łzy. Jest śmiech. Nie tym razem.

Jak lot? - ktoś zapyta. Jesteś zmęczony? U nas odpoczniesz.

...

Są osoby, które przyjechały samiuśkie do USA nie znając nikogo. Pchane zwykłą biedą i mitami o tym kraju, były pakowane przez rodziców za ostatnie grosze w "wielki świat". W nadziei o lepsze życie. Ciekawe ile jest na prawdę takich ludzi? Udało im się? Są kimś? Czy też los kompletnie zamienił ich w bękartów?

Jednak trochę mnie gnębił ten fakt. Nie ma nikogo.

To nie pierwszy raz kiedy tak sobie latałem. Jakoś teraz inaczej to przeżywam. Może tęsknota za krajem potęgowała moje uczucia. Zamówiłem taxi. I nie żółte, jak w Nowym Yorku, tylko zwykłą czarną. W kilka minut byłem w domu zagadywany przez taksówkarza sztucznie miłą opowieścią. O czym? Nie pamiętam.

W domu czekała na mnie sterta ciepłych rachunków do zapłacenia i zimna lodówka. Konsole z grami, które nie potrafią już cieszyć tak jak kiedyś. Cztery ściany i Ja. Piękna perspektywa na życie. Wręcz wspaniała. Fajnie mam w tej Ameryce. W myślach pogardzam samym sobą.

I można by rzec, co za fantastycznie zmarnowane życie.

 

Można by, ale...

 

Miesiąc w Polsce dał mi coś, czego nie dało mi kilkanaście lat w Chicago. Mianowicie, celu w życiu.

Nie wierzę w przypadki i zbiegi okoliczności. Wszystko ma jakiś cel. Od nas zależy co zrobimy z każdą zaprezentowaną chwilą. I mi została zaoferowana szansa zmiany mojego życia. W osobie całkiem nieznanej.

Na Połoninie Caryńskiej kąpaliśmy w słońcu nasze spocone twarze. Ja, w roli fotografa dokumentacyjnego jak zwykle, zapisuję wszystko w głowie i kamerą. Lubię obciążyć twardy dysk zdjęciami, które prawdopodobnie nikt nigdy nie zobaczy. Ale dla mnie są ważne. Pomagają mi pamiętać to co piękne. I tu, całkiem przypadkiem, utrwaliłem w cyfrowej pamięci człowieka, któremu dałem radę. Radę, z której sam będę teraz korzystał.


Powróciliśmy z Połoniny Caryńskiej inną trasą. Oddaliliśmy się od naszych kianek, i tojotek o jakieś siedem km. Wyszliśmy obok parkingu. Ja i Ksienżyc nie piliśmy alkoholu. Kierowcy. Poprosiliśmy jedną z przypadkowych osób aby nas podwiozła do naszych aut.

1. Dentysta

Mężczyzna z przyjemnością zaproponował jazdę. Był naturalny. Grzeczny. Nie plastikowy, jak śmiejące się od ucha do ucha lalki Barbie w sklepach z pasmanterią. Jest dentystą. Spełnił się już w swoim zawodzie. Czuje się pusty. Dla podładowania duszy, zagląda na Połoniny. Sam. To mu pomaga. Myśli o zmianie profesji, ale się boi podjąć decyzji.

2. Lata Chrystusowe

Dentysta pyta się ile mam lat. Odpowiadam. I też mówię mu o chęci zmienienia czegoś w moim życiu. Uśmiecha się do mnie i mówi:

- Piękne lata. Chrystusowe. Ludzie mówią, że to ostatnia szansa w życiu człowieka na podjęcie radykalnych zmian.

1 + 2 = 3.  Porada

Niech pan nie czeka! Niech pan zrobi to o czym pan myśli bo później już będzie za późno! - radzę dentyście.

Mówiąc to, nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to Ja będę tym człowiekiem podejmującym ową decyzję.

 

33

Tak. Moi drodzy. W Polsce stuknęły mi 33 lata. Cieszy mnie niesamowicie ta liczba. Urodziny późno-wrześniowe w otoczeniu Bieszczad i wspaniałej grupy ludzi. Poznaliśmy się w kilka dni, a miałem wrażenie, że znamy się całe życie. Skromne marzenia urodzinowe pewnego człowieczka spełniły się. Te najskrytsze!

W Polsce nie będzie mi łatwo. Zdaję sobie z tego sprawę. Wszak już zasmakowałem goryczy polskiej rzeczywistości. Ale niesamowicie mnie do tego ciągnie. Nie wiem co góry w sobie mają. Nie potrafię się im oprzeć. Arizona i Nevada są wspaniałymi stanami. Mógłbym tam żyć. Sercem zawsze tęskniłbym za naszym krajobrazem.

Więc w czym problem? Wróć i nie żałuj.

I tak właśnie uczynię. Tak! Trzydzieści trzy lata, to wspaniały rocznik na podjęcie decyzji.  Westchnę kiedyś. Z uśmiechem na twarzy kiedyś powiem: - Miałem odwagę zmierzyć się z losem. Kilkanaście lat życia w Ameryce spędziłem żeby docenić piękno swojego kraju. Ameryka jest piękna. Nie będę tego kraju źle wspominał. Jestem jej w stanie wszystko wybaczyć. Sam też za młodych lat nie byłem aniołem. Zapisałem się w tej krainie na kilku policyjnych statystykach. Prawa lat mleka-pod-nosem rządziły również mną. Człowiek na prawdę był zachłyśnięty mitem. Kolejne trafne powiedzenie amerykańskie, którego nie nauczycie się w szkole:

"Young. Dumb. And full of cum."

He he. Nie jeden starszy datą Amerykanin poczęstuje cię żartobliwym uśmiechem. Tak. Młode lata też miały swoje prawa.

 

Od ośmiu lat...

 

Nie byłem np. na grzybach. Nie piłem kwaśnego mleka. Nie byłem na jagodach. Tęskniłem za tym i za tamtym. Głupiutkie. Prozaiczne.  Prawda? Zauważyłem. Za często rozpoczynam zdania od wyrazu "nie". Ja tego lub tamtego "nie [uzupełnij]" od ośmiu lat. Kolejny powód z wielu, aby wrócić.

 

Nowe spojrzenie

Nie pamiętam kiedy w życiu byłem tak mocno przeświadczony o swojej decyzji. Przejechałem się ulicami Chicago. Zatrzymałem się. Popatrzyłem na to wszystko i jeszcze bardziej umocniłem się w moim postanowieniu. Prace związane z powrotem zaczynam natychmiast.

* * *

Od Autora:

To kolejny zlepek przemyśleń. Zdołałem je jakoś przelać na strony bloga. Taki mój zorganizowany chaos.

komentarzy: 40Poniedziałek, 28 września 2009, 16:02

Odlot...


Mój ostatni dzień w Polsce.  Te wakacje zmieniły dosłownie całe moje życie.

Podaję Wam utwór który dokładnie odzwierciedla mój stan psychiczny i fizyczny w tym właśnie momencie. W głowie wiruje. Ciężka jak ołów. Obtarte stopy od tańczenia na boso.

Wypalone cygara na balkonie.

Serce mnie boli... opuszczam Was, Kraków i atmosferę. Nie ma jednak co się frasować.

... do zobaczenia w Polsce maksimum za pół roku. Termin ostateczny: 6 marca.

 

komentarzy: 16Niedziela, 27 września 2009, 08:28

Wracam do Polski. Na stałe. Po kilkunastu latach.

"Najważniejsza decyzja w moim życiu"

Nie. To nie jest żart!

Wiele rzeczy nie podoba mi się w Polsce. Wiele rzeczy doprowadza mnie wręcz do furii. Białej gorączki! Nawet tak banalna rzecz jak to, że muszę samemu sobie pakować zakupy do torby w sklepie, za którą i tak muszę zapłacić kilka extra groszy.
Wiele rzeczy mnie po prostu denerwuje w tym kraju. Ale to nie jest wina Polski. To jest tylko moje własne przyzwyczajenie do innego i wygodniejszego trybu życia w Stanach Zjednoczonych. Człowiek bardzo szybko przywykł do pewnego luksusu. Lub może standardu, który w Polsce może być określany mianem luksusu.
Wszystkie te niuanse nie mają jednak znaczenia w porównaniu z tym co zyskam wracając do Polski. W USA i tak nic mnie nie trzyma, fortuny nie zbiłem, choć jak na obecne warunki ekonomiczne zarabiam całkiem dobrze. Ale to nie jest w życiu najważniejsze. Poradzę sobie.

Wracając do Polski będę prawdopodobnie zarabiał tylko cząstkę tego co teraz, ale nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia.

Nie chcę wstawać o czwartej rano do pracy tylko po to, aby usłyszeć że pomimo uzyskania wskazanych mi sales goals, czy jak to w Polsce mówią targetów nadal muszę pracować nad tym lub tamtym parametrem. Wolę to robić we własnym kraju. Nie chcę już być trybikiem w machnie amerykańskiego życia. Mam dość. Chcę żyć wśród wspaniałych ludzi i miejsc. Chcę być w moim kraju.

Wszystko dokładnie już przeanalizowałem. Wszystkie argumenty przeważają za TAK! Nie boję się. Pracę, jak mi wszyscy mówią, znajdę bez problemu. Faktycznie, po angielsku mowie i pisze swobodnie. Właściwie to myślę już jak amerykanie. Nie mam problemu z aklimatyzowaniem się wśród ludzi i miejsc. Jestem społecznym kameleonem.

 

Test w Krakowie...

Lubię się podbudowywać. Człowiek potrzebuje motywacji. Na rynku w Krakowie wchodzę do sklepu z tytoniem i alkoholem. Miejsce jest zatłoczone zagranicznymi turystami. Zamawiam trzy cygara. Rozmawiam o sklepie. Pochlebiam lekko sprzedawcy. Całą rozmowę prowadzę po angielsku. Po ukończeniu transakcji dziękuję właścicielowi za pomoc, tym razem już po polsku. Mówiąc krotko, ofertę pracy miałem na miejscu.

Kto wie moi drodzy, może przy waszej następnej wizycie w Krakowie Ja będę miał przyjemność Wam usługiwać? Kto wie?

 

Nocne życie

Też w Krakowie. Bawiliśmy się do piątej rano bodajże. Ja troszkę krócej. Ze zrozumiałych powodów :P
Kluby, kafejki, ludzie, miejsca. Magicznie. Tego chcę i tego pragnę. Z dziewczynami obtańczyłem wszystkie podłogi. Stopy bolały, ale cóż to była za noc! Tutaj, po kilku odważniakach, gdy w głowie już wiruje, nie pozostawało nic tylko tańczyć. Ah ten Kraków!

 

Patriotyzm

Nie jestem. Moi znajomi przyczynili się w wielkiej mierze mojej decyzji. Choć USA jest pięknym krajem, choć bardzo go lubię, i choć czuję się tam jak ryba w wodzie, to nic nie wiem o Polsce. Wstyd. Przyznaję się bez bicia. Ludzie, którzy przebywali ze mną byli już tu i tam (za granicą). Jednakże tak pięknie mówili o Polsce, że w Bieszczadach mi serce miękło. Jest mi tak głupio, kiedy nie potrafię się wypowiedzieć na proste tematy, że mam ochotę schować głowę w piasek.
I co mnie uroczyło, to zaoferowana mi pomoc i wsparcie. Nikt mnie nie negował. Czasem moje wypowiedzi spotykały się z lekkim uśmiechem i komentarzem: - To nie jest Ameryka. Wszyscy jednak przywitali mnie ciepło. Bez oceny. Dali mi szansę być po prostu sobą. Nauczyć się własnego kraju od początku. Daleko mi do patrioty, ale nie byłbym Polakiem gdybym nie postanowił wrócić. Przynajmniej spróbować.

 

Na chwilę...

W ciągu tygodnia moje szare życie zmieniło się o 180 stopni. Praca, mieszkanie, nowe auto i samotność, które czekały na mnie bezowocnie w Chicago nagle straciły jakiekolwiek znaczenie. Przez te wszystkie lata poddałem się marazmowi. Obojętność, rezygnacja i brak jakiejkolwiek chęci walki o cokolwiek powoli zaczęły drążyć w moim życiu ogromną pustkę. Pustkę której całkowicie się poddałem. Co gorsza, nawet mi było z nią dobrze. Łudziłem się i okłamywałem samego siebie cały czas, bez motywacji na dalsze dni.

Ot, taki szary człowiek. Nic nie znaczący. Tylko może na tyle odważny, lub głupi, aby dzielić się z Wami moimi drobnymi przeżyciami na łamach gramsajta. 

Pomyślałby człowiek że znajdę szczęście w Ameryce. Mam w miarę dobrze płatną pracę, jakiś fajny dach nad głową, jakieś tam autko i jakieś tam zachcianki materialne. A mam nic. Kompletnie nic.

Jakim jestem pustym i nic nie znaczącym człowiekiem. Dopiero teraz mogę się do tego jawnie i otwarcie przyznać.  W stanach mam tylko jedną ważną rzecz. Rodzinę i przyjaciół. I nic więcej.

To miały być tylko wakacje. To miał być tylko urlop. Nic sobie nie rokowałem. A tu w ciągu jednego tygodnia wszystko przewróciło się do góry nogami.

 

Przygotowania

Zaraz po powrocie do Stanów Zjednoczonych rozpoczynam przygotowania do powrotu do Polski. Formalność, sprawy finansowe, materialne, pakowanie mojego skromnego dobytku. Kto wie, może przywiozę auto o ile będzie to ekonomiczne. Kolega zasugerował mi otworzenie sklepu z grami retro z USA. Co niesie ze sobą bardzo intrygujące wyzwanie. Prawdopodobnie miałbym pokaźną kolekcje w Polsce.
Realizacja powrotu zajmie mi maksimum sześć miesięcy. Osiedlę się w okolicach Krakowa, bo tam są moi przyjaciele.

 

Najważniejsza decyzja w moim żuciu!

Niczym nie ryzykuje. Jestem obywatelem USA, więc jeśli powinie mi się noga, to spokojnie wrócę do USA. Tam mam moich rodziców. Zawsze będę mógł ich odwiedzić. Cokolwiek będę potrzebował co nie jest dostępne/trudno dostępne zawsze sobie załatwię. Klimatu jednak Chicago mi nie zastąpi. Tutaj jest mój raj utracony. Tutaj wrócę. Dla tego warto podjąć tą decyzję.

 

Rodzina i Przyjaciele

Będę za Wami tęsknił. Ale będzie dzielić Nas tylko bilet lotniczy. Będę dowiedział na ile to będzie możliwe. W Polsce będzie nowa rodzina i nowi przyjaciele. Człowiek tylko zyska Was w życiu, a nie straci. Życie nie stoi w miejscu. Ja nie mogę pozwolić sobie na to. O przyjaciołach nigdy nie zapomnę, a dam szansę innym ludziom być nimi. 

 

 

Od Autora:

Jesteś szalony! Postradałeś zmysły! Wracasz z USA do Polski?!

- Nie! Mój drogi czytelniku!

Dla wielu Ameryka to kraj baśni. Kraj możliwości. The Land od the Free. Już nie. Chcę być w życiu szczęśliwy. Ameryka mi tego nie dała.

Zawsze będę dobrze mówił o Stanach Zjednoczonych. Zawsze będę zachęcał wszystkich do wizyty, gdzie moi rodzice przywitają Was z otwartymi ramionami w swoich skromnych progach.

 

Ja poszukuje bogatszego życia. W Ameryce go nie znalazłem.

komentarzy: 42Wtorek, 22 września 2009, 10:42

Bieszczady

Bez prądu.

 

Pięknie jest nie mieć prądu. Pięknie jest mieć komórkę, której nie służy polski eter. Pięknie jest mieć PSP, której nie miałem czasu włączyć.

Bez prądu jest pięknie. 

Pięknie jest spędzać ten czas w gronie ludzisk, tudzież i Kosmosa, swojskiej kiełbasy, Siwuchy, ognia żaru, tańców i biesiadnych przyśpiewek. Wszystko pod opieką wiaty, która magicznie i hermetycznie wewnątrz podtrzymywała swojską i wręcz dawno utraconą [dla mnie] atmosferę.

 

 

 

Zatrzymaliśmy się w miejscowości Hoszów, k/ Ustrzyk Dolnych. Dzięki uprzejmości i znajomości wielu osób zatrzymaliśmy się w domkach campingowych Piccolo Mondo. Bardzo miłe miejsce. Cztery chaty campingowe, przy głównej ulicy, ogrodzone jednak od zgiełku ulicy. W siatkówkę teźwa pograli.

Moi nowo poznani znajomi okazali się trafem w dziesiątkę. Rzadko w życiu zdarzają się takie chwile. Idziesz. Nie znasz nikogo. Niczego z góry nie planujesz. A tu masz babo placek. Wszyscy pasują do siebie jak elementy  puzzle. Wszyscy nawiązujemy natychmiast kontakt. Nadajemy na tych samych falach. Ludzie są po prostu sobą. Nikogo nie obchodzi skąd kto jest. Są weseli i przyjemni.
Po powrocie z Bieszczad bawiliśmy się świetnie do późnych godzin. Przy cieple ogniska i trzaskającego drzewa.

O mało co nie połamaliśmy samych ławek na opał, taka była wyśmienita zabawa. Bosze, słyszała nas chyba cała okolica.

I tutaj muszę pozwolić sobie na nieskromność. Lubię piosenki biesiadne. Choć mój zasób wiedzy jest ograniczony, bo przecież wyjechałem z Polski mając szesnaście lat, to udało mi się zaskoczyć kilka osób.  Chociażby piękną przyśpiewką Dębina, napisaną przez pana Wincentego Pola, której nauczyła mnie moja prababcia. (chciałem Wam przytoczyć zwrotki wiersza, szukałem w sieci tekstu "Dębiny", niestety nie znalazłem, a obawiam się że nie znam poprawnej wersji)

A jakie było miłe zaskoczenie kilku osób silniejszych od nas wiekiem! :)

 

QUAD

Dzięki uprzejmości Tomka, jednego z uczestników tej popijawy, na drugi mieliśmy okazję upierniczyć się błotem. Przewiózł nas abyśmy się zaznajomili z pojazdem. Co nie było zbyt trudne. Każdy z nas zaliczył błoto. Bo jakże inaczej. Przyznam, że chciałem się uwalać na umór. Nie znałem terenu, ani możliwości quada. Nie rżnąłem zatem cwaniaka. Po jednej jeździe efekty były wystarczające. Co widać poniżej.

 

I tak działo się i dzieje się. Nie mam czasu na większe wpisy. 

Niestety dostałem pierwszą lekcje polskiej realności. Okazuje się że po zatrzymaniu mnie przez drogówkę, na rutynowym sprawdzaniu, nie mogę jeździć w Polsce na prawo jazdy z USA. Koniec. Kropka. Uniknąłem wprawdzie mandatu o wysokości 500zł, ale nasłuchałem się lektury, a znajomi strachu. Przez co nie mogłem udać się na spotkanie osób z portalu konsola.pl, za co bardzo przepraszam.

Został mi jeszcze tydzień w Polsce. Spożytkuję go jak najlepiej tylko potrafię, bo szykuje się ogromna zmiana w moim życiu. Ogromna. Przez zajebiście duże "O"!

Gdy tylko owo "O" się stanie, powrócę do normalnego rytmu życia osobistego i bloga. Za ten czas trzymajcie się Gramcarki i Gramcarze!

Do kolejnego wpisu! Pozdor :]

 

 

komentarzy: 36Poniedziałek, 21 września 2009, 08:55

A day. In the UK.

 Where in the world is Mario?

 

Moja wizyta w Londynie, ma charakter bardzo osobisty. Związana jest z tragiczną śmiercią mojego młodszego brata. Wspominałem już o moim bracie, Valdim, nie raz.
Wizyta jest bardzo emocjonalna i osobista. Nie jestem gotowy jeszcze o tym mówić. Może później. I nie na tym blogu, tylko na www.nintendopassion.pl. Jest to blog o innym charakterze.

Jestem szczęśliwy.

Te wakacje zmieniły, a właściwie zmieniają, moje życie o 180 stopni! Nie mogłem doprosić się o lepszą atmosferę, miejsca, trunki, jedzenie no i przede wszystkim WSPANIAŁYCH ludzi!

W tym właśnie momencie siedzę sobie w kafejce internetowej w samym centrum Londynu w oczekiwaniu na lot powrotny do Krakowa.

 

Tak! To fotka właśnie tej ulicy i tej kafejki w której siedzę.

Zaraz po przylocie udałem się do miejscowości Maidstone, Kent, UK, za prawdopodobnie  najdroższą taryfę jaką zapłaciłem za TAXI w życiu. Niestety sprawa była tak ważna i już długo opóźniona, że ta kwota  nie miała najmniejszego znaczenia.

Po odwiedzeniu dwóch docelowych punktów w Maidstone, zacząłem się przechadzać po tej miejscowości.

Przypominam Wam, że jestem tutaj sam, samiuśki, po raz pierwszy w życiu i nie znam tutaj nikogo. W końcu natrafiłem na nocleg. Miejsce jak z filmu, bo inaczej sobie po prostu nie umiem tego wytłumaczyć!

Stone Court Hotel. Staroangielski malutki hotelik. Zapach poprzedniej epoki, skrzypiące schody i przemiły pokoik. Dla jednej osoby.

 

Nie wiem, czy się urodziłem pod szczęśliwą gwiazdą, czy nieba są mi przychylne, ale zamiast płacić 85 funtów za pokój, recepcjonistka policzyła mnie tylko 55 i lekkim uśmiechem dała do zrozumienia - Nie martw się, nikt nie zauważy.

 

Wtedy właśnie zawitało zmęczenie. Troszeczkę osiadły emocje. Czułem się jednak bardzo dziwnie. Atmosfera wokół mnie ciągle mnie czaruje. Jestem sam, zawieruszyłem się na lata w USA, nagle jadę po siedmiu latach do Polski. Teraz nagle jestem w UK, gdzie o mało nie wpadłem pod auto! Patrz się zawsze trzy razy! Ale w prawą, nie lewą stronę. Ruch drogowy! Pamiętasz?

 

Nic. Czas wracać do Londynu. Mam godzinę z Maidstone do Londynu, Victoria . Bilet. I tak samotnie sobie siedziałem i rozmyślałem o życiu i tym wszystkim co mnie spotyka w te ostanie dni. 

Uwierzcie mi kochani czytelnicy, że to co pisze nie odzwierciedla nawet przez minutkę tego jaką energią pała moje serce. Polska mnie zaczarowała! A wycieczka w Londynie tym bardziej umacnia mnie w pewnym szalonym przekonaniu...

Dziwne, wszyscy natychmiast rozpoznają że mam hAmerykański hAkcent :P ale jakoś czuję się tutaj jak ryba w wodzie. Podobają mi się takie podróże bez żadnego planowania (prawie). Takie wszystko jest spontaniczne, ciekawsze i bardziej kolorowe.

 

Nie mam wiele czasu. Jedynie co mogę zrobić, to przejść się do najbliższego punktu turystycznego, którym jest Buckingham Palace. Oblegają go tłumy. Tam właśnie robię fotkę umieszczoną na początku tego wpisu. Siedzę sobie i słucham tłumu. Delektuje się to malutką chwilką, którą tu mam. Może i nic w UK nie zobaczyłem. Ale tylko teraz nie zobaczyłem. Przyjdzie czas, że tutaj wrócę z wspaniałą grupą ludzi i przeżyję to w pełni jeszcze raz. Teraz tylko pogłębiłem głód podróży.

Zatrzymałem się w pubie Kings Arms, tak na chwilkę, aby podładować baterie, zapchać się kiełbasą i zalać kubki smakowe piwem Stella! 

 

Bar wygląda dokładnie tak jak na filmach. Tak sobie to wszystko mniej więcej wyobrażałem! Barman nie życzył sobie zdjęcia, ale zgodził się na zdjęcie. Ciemno, czerwono brązowo. Zamiera zgiełk ulicy! Eh...

 

A że byłem i hulawszy, swoją mordę wam wklejawszy :P

 

 

Cheers! 

komentarzy: 12Czwartek, 17 września 2009, 14:16

Katowice. Spotkanie z KULem.

W Poniedziałek miałem ogromną przyjemność zawitać w Katowicach i spotkać się osobiście z KULem ja.gram.pl/kul. Założycielem Zanzibar Land i mgs.gram.pl.

Człowiek, którego poznałem już kilka lat temu na internecie. Nigdy jednak osobiście. Persona, którą darzę przyjaźnią i szacunkiem. 

Pogubiłem się na tych katowickich drogach. Po kilku manewrach spotkaliśmy się jednak przy hotelu Katowice (obecnie w trakcie budowy).  Potem mała, kameralna kawiarenka Złoty Osioł. Wnętrzem trochę przypominająca jakąś turecką dekorację. Bardzo przyjemne miejsce. Kawa parzona i długie rozmowy. Przeszliśmy się potem po centrum miasta. Całkiem przyjemna okolica, ale powietrze raczej ciężkie.

Wpis krótki. KUL, zrobiłeś na mnie duże wrażenie. Mam nadzieję że to będzie początek długiej i owocnej znajomości.

* * *

A jak było w Bieszczadach? Świetnie! Ale o tym później. Jutro wyjazd na dwa dni do Londynu.

komentarzy: 13Wtorek, 15 września 2009, 09:53

Jerzmanowice i Oświęcim

Jerzmanowice

Na początku Babcia mnie nie poznała.  Ma osiemdziesiąt lat. Mówi, że już ją pamięć zawodzi. Było płaczu i ściskania. Zaraz zjechało się kilka osób (niedobitki moich krewnych) i zaczęły się wielogodzinne przesiadywania. Przeplatana jedzeniem i ciągłym pytaniem:

- Zjedz coś jeszcze. Czemu ty tak mało jesz?

Czego po mnie nie widać oczywiście. Efekty uboczne mojego złego odżywiania się. USA tenk ju wery macz :P
Tak gaworzyliśmy do późnych godzin nocnych. Masa zdjęć, wspomnień, pozdrowień i ogólnie wszystkiego co starszych wprawia w stan załzawienia.

 

Rodzinny folklor.

Mój ojciec dużo maluje. Jego bracia rzeźbili. I tak wokół chatki babuni możecie spotkać takie oto rzeźby:

 

 

A tutaj wnętrze jednego z pokoi tej gościnnej chałupki.

 

Czy spodziewaliście się właśnie takiego wystroju?

 

Oświęcim.

Przyjechałem z Verą około trzynastej. Stanowczo za późno. Masa wycieczek szkolnych. Dużo cudzoziemców. Niestety nie opiszę Wam dużo, ponieważ ogrom tego obiektu i przytłaczająca atmosfera (mimo pięknej pogody) odebrała dosłownie mowę. Wszystko to co widziałem i czytałem w mediach nie ma porównania w rzeczywistości.

 

 

To nie jest wycieczka na kilka godzin lecz na cały dzień. Niestety nie mam takiego luksusu. Zobaczyłem to co mogłem w danym mi czasie.

Patrząc przez druty poza wieże strażnicze, zastanawiałem się jak mało dzieliło tych ludzi od wolności. Od przetrwania.

 

To tylko garstka zdjęć i przeżyć którymi się z Wami dzielę. Czasem smutne. W większości jednak wesołe.  Do tej pory, z całą pewnością mogę przyznać, że wycieczka w Polsce jest udana i bogata we wrażenia i ludzi.

Dziś wyjazd w Bieszczady. 

 

Pozdor :)

 

komentarzy: 22Piątek, 11 września 2009, 11:41

Chwila wolnego

Na spokojnie

Usiadłem sobie tak na spokojnie w nowym, niewykończonym mieszkanku nowożeńców, tuż pod Krakowem. Około trzech kilometrów od pana Marcina Dańca co mówi: "A ja chciałem poplunkać"
Okolica jest piękna i przyjemna. Dom ulokowany jest na wzgórzu, a widok z okna przepiękny.

 

Pawlaki: U nas wszystko jest większe

Takie szybkie zderzenie z polską realnością. Byłem w MediaMarkt i AGDEuroRTV. Czysta hAmeryka, tylko wszystko o wiele mniejsze :P Sprzęt AGD jest praktycznie dwukrotnie mniejszy niż u nas. Wiecie, jak sobie człowiek pomyśli, że np: suszarka do ubrań czy zmywarka do naczyń to standard, a nie luksus to aż wstyd.

Miki Diz

Padła oferta Miki Diz (tak u nas mówią na McDonald's) ale po wspaniałym żarciu u rodziców Very i Ukasza nawet nie śmiem grzeszyć. U siebie też nie jadam. Jak coś to do jakiejś podrzędnej knajpy wejdę na schaboszczaka. Nie ma jak polskie nie zapchane chemią żarcie.

Kwaśne mleko

A jak Wam powiem że po raz pierwszy od ponad siedmiu lat piłem kwaśne mleko, to mi nie u wierzycie. W Ameryce jak pisze na mleku: data ważności, to zepsuje się co do dnia. Nie ma czegoś takiego jak kwaśne mleko (przynajmniej się nie spotkałem) chyba że na jakiejś farmie Amiszów.

 

Tutaj wznoszę toast kwaśnym mlekiem właśnie, popijając piffem i wcinając świeżo wykopane pyry w koperku i zaskwarkach. 

Wariaci na drodze

Ostrzegali mnie o tym znajomi już przed wyjazdem, że w Polsce jeżdżą na trzeciego. Po kilku dniach przekonałem się sam. Jestem lekko w szoku. Zapierniczają, rowerzyści to święte krowy, piesi mają mocniejsze nogi niż zderzaki aut, itp, itd. Po tej obserwacji mam wrażenie, że będę jeździł jak najgorszy lub najlepszy kierowca w Polsce :P

Jerzmanowice

Dzisiaj wyskok do babci do miejscowości Jerzmanowice. Wspomnienia z moich wakacji. Tutaj często przyjeżdżałem z poznańskiego. Mam nawet trochę żalu do siebie, że nie prosiłem rodziców o częstsze wypady. Trasa Poznań-Kraków wydaje mi się teraz tak małym dystansem. Autem czy pociągiem. To nie ma znaczenia. Dzisiaj jednak autem Ukasza. Spędzę tutaj prawdopodobnie cały dzień. Babcia mieszka na niesamowitym odludziu tej wioski. Właściwie to Ojcowski Park Narodowy. Piękna okolica. A u Babci? Prąd. Studnia i wychodek. Normalnie rygor jak w klasztorze. Twarda kobieta. Jak to często czytam na necie = "hardkor".

Po tym wszystkim powrót i wycieczka w Bieszczady na weekend. Z nowo poznanymi ludźmi. Właściwie znajomymi. I potem...

bez prądu.

komentarzy: 16Środa, 09 września 2009, 08:00

W Polsce.

Lot trwał ponad dziewięć godzin. Z Chicago O'Hare do Krakowa. Miło! Wziąłem ze sobą książkę i PSP z Final Fantasy Crisis Core. Siedzenie 25B. Bagaż podręczny schowałem w schowku sięgając najpierw po książkę. Kolejna przypadkowa lektura.

- Przepraszam - usłyszałem za plecami cichutki i bardzo milutki głos.

Za mną stała szlyczna młodziutka blondynka. Ania. Z Indianapolis. Przelotem. Do Barcelony (na studia) z tygodniowym przestankiem w Krakowie. Jej piękny rumieniec wróżył miłe towarzystwo i lot. I tak też się stało. Lekko pokaszliwała. Miała gorączkę. Po obiedzie i miłej rozmowie zawinęła się w koc i usnęła. Wziąłem się zatem za książkę. Z około 250 stron zaliczyłem 100. Nie czytam prędko. PSP nawet nie tknąłem. Potem, ku mojemu dalszemu zdziwieniu, zmożył mnie sen. I tak obudziłem się godzinę przed odlotem z Anią opartą na moim ramieniu. Było miło. Po odprawie granicznej ślicznie się do mnie uśmiechnęła, podziękowała za towarzystwo i życzyła mi miłego pobytu.

Czwartek. Ukasz przyjechał po mnie około 14:30. W skrócie: płacz i śmiech.  Poznałem ich obie rodziny. Dla nich jestem całkiem obcą osobą. Z wielkim sercem przywitali mnie wszyscy jak swojego. Normalnie nie muszę Wam chyba pisać, jak mi się serce kraje ze szczęścia pisząc o tym. Jestem wzruszony i totalnie tym wszystkim zaskoczony. Nie umiem teraz na świeżo się wypowiedzieć mając Ukasza za plecami.

Wesele!

W sobotę odbyło się wesele Ukasza i Very. Podczas zaślubin w momencie zakładania obrączek odezwały się żywe skrzypce. W tym momencie tak mi się krajało serce, że z trudem powstrzymywałem łzy wzruszenia. Rodzice nowożeńców byli niesamowicie wzruszeni. No jakby inaczej. 

Ukasz mnie zrobił w konia. Miałem być na weselu. Ale nie świadkiem! Garniak był! Kurde. Chyba denerwowałem się bardziej niż on. No ale stanąłem na wysokości zadania. Po kościele na salę!

Oj działo się ludziska! Działo! Ja się tylko modlę żeby na YouTubie nie wylądowało wideo jak mi dziewuszka grzebie w porach. Usiłując przełożyć podwiązkę z jednej nogawki w drugą. Wypiliśmy morze wódki i wytańczyliśmy do piątej rano. A com się wytańczył! Na koniec na bosaka oczywiście, bo buty dały mściły się srogo na moich stopach. Tańczyłem całą noc z praktycznie każdą panną i panią. A poleczki szły jak mniód!
Naśpiewaliśmy się tyle piosnek że hej! Choć wychlałem może wódki, to takem się wytańczył i wypocił, że nic mnie nie położyło. Trzeźwiuteńki. Jedynie stopy bolały!
Ale takich tańców z takimi pięknymi dziewczynami, to się po prostu nie da opisać!

Psia kość! To było weselisko!!!

Mam niesamowicie ograniczony dostęp do komputera. Gwarantuję Wam że odezwę się. Wrzucę jakieś zdjęcia. Po przylocie do Polski, mój telefon przeskoczył automatycznie na operatora Orange PL. Założyłem jednak konto w PLAYu. Niestety z jakiegoś dziwnego powodu mój telefon HTC Tilt muli jak cholera. Kupiłem startera z Orange. To samo. Nie wiem co się dzieje i nie potrafię tego rozgryźć.

Uciekam bo mi leją kolejną rundkę wódki weselnej.

 

PS - Ukasz namawia mnie na powrót do kraju. ...

komentarzy: 22Niedziela, 06 września 2009, 22:22

follow me




EMAIL ME

Ostatnio gram w

Tytuł gryPo sieci?Ukończona?

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 4402 dni

Moich wejść na gram.pl: 11 634 (#543)

Napisanych postów i komentarzy: 2 571 (#462)

Napisanych recenzji: 1 (#46)

Wpisów na blogu: 386 (#21)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 115 659 (#4)

Archiwum wpisów

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl