avatar

NintendoPassion Użytkownik gram.pl (Przewodniczący) ja.gram.pl/NintendoPassion

Ostatnie odwiedziny

Mój blog (Sierpień 2009)

Otatni wpis przed odlotem.

 

W środę mam być w Polsze. Weselisko w Piątek. Przyjedź chopie po mnie, bo mnie znowu jakiś taksówkarz w 38ja będzie chciał zrobić i taryfę potrójnie policzyć.

Garnitur... Nienawidzę chodzić w garniturze. Nie trawię krawatów. Przedstawicieli płci nieogarniętej podobno garnitury zdobią. Ale ze świni białego rumaka nie zrobisz. Mówię Wam od razu. Robię to tylko dla Was, bo będę się cholernie niewygodnie w tym czuł.  Nie wiem dlaczego? Przypuszczam, że to zagnieździło się gdzieś w dzieciństwie.
Prawda, mieliśmy paczki z ciuchami z hAmeryki. Ale jakimi? Ano używanymi. Kiedy w Polsce w modę wchodziły dżinsy Pyramid, my chodziliśmy w używanych spodniach na kant po dzieciach wujków i reszty rodziny w USA. Nie mogę powiedzieć, bo bardzo nam pomagali. Ba, nawet miałem koszulkę z Darth Vaderem co mu miecz świetlny świecił w nocy. Ale te spodnie na kancie zrobiły swoje. Dzisiaj nosząc garnitur, jakoś moja psychika zostaję skrępowana. Mam nadzieję, że odpowiednia dawka trunku zrobi swoje. Tyle o garniturze.

Lot.

 

A może LOT? Tuba zapchana ludziskami różnej maści. Hermetycznie zamknięta na około dziesięć godzin. Siedzenia? Projektowane z myślą o ludzkiej niewygodzie. Co tam tortury Al-Qaedy. Posiedzisz sobie w takim foteliku, to będziesz błagał o wyprostowanie kości.
A to się prześpi? Nie ma mowy. Niestety głos silników jest dla mnie tak rozpraszający, że ni 38uja się nie mogłem wyspać. Jak już ci kiedyś Ukasz opowiadałem, nawet starałem się obniżyć krytycznie poziom krwi w alkoholu... Coby sobie katorg ukrócić. I nic nie pomogło. Zdążyłem wytrzeźwieć i wyjść z połamanym wygodnictwem. Kto nie latał tak długo... uwierzcie mi, nawet kłoda brzmi przyjaźniej. Tym razem zabieram korki do uszów. Serio.
Najgorsze podczas lotu jest to, że puszczą ci jakiś film, a potem wpatrujesz się w tą mapę, na której pozycja samolotu ciągle stoi w tym samym punkcie. Mimo 960+Km/H. Wiem. Narzekam, a jeszcze zadu w bojinga nie wsadziłem. Noż takim wygodny. 

To trza se było biznes klas kupić!
O ja? Jak samolot pierdyknie, to biznes czy coach, ten sam efekt. Aniołki albo diabełki.

Walizki trzy są. Puste. Poważnie. Nie jestem jeszcze spakowany. Nie mam pojęcia co tam brać. Jaka pogoda będzie w Polsze? Wrzesień mój miesiąc. Urodziny. Musi być szlycznie i basta!

Ustream TV i kamerka Xbox 360.

 



W Polsce chyba to dosyć drogi biznes. W USA kosztuje MSRP $39.99. Używana za to tylko $14.99 w Game Stop. Zawitałem w sklepie przed odjazdem i znalazłem jedną. Ba! Lepiej. Jedną używaną, a drugą... nową za $20.00! Jakim cudem? Ano widzicie jest tak. Sama kamerka kosztuje swoje $39.99 http://www.gamestop.com/Catalog/ProductDetails.aspx?product_id=61051 Przychodzi także w zestawie gry You're in the movies http://www.gamestop.com/Catalog/ProductDetails.aspx?product_id=72502. Cały sęk polega na tym, że ten zestaw został przeceniony z $59.99 na $19.99. Gra mnie nie interesuje, ale nowa kamera Xbox Live Vision jest. No i jak tu nie dokonać takiego interesu?

Na żywo z mojego pokoju.

Tak. Bardzo długo zastanawiałem się nad tym prostym projektem, ale dopiero teraz postanowiłem go wdrożyć w życie. Obecnie w ramach testu. Tylko i wyłącznie testu. Dzięki genialnemu portalowi Ustream.tv http://www.ustream.tv będę teraz regularnie nadawał na żywo z mojego malutkiego centrum dowodzenia. Sam jeszcze nie wiem co mi to przyniesie, ale kto wie? Może zamiast YouTube, zorganizuję jakiś program na żywo. Nie wiem o czym, nie wiem z czym/kim i po co. Ale jest. Działa.


W sobotę po pracy uczciliśmy nowy weekend trunkiem. Jednym. Coś słabo się miewam w ten weekend. Przyjechawszy do Saby nowego garażu, natychmiast umywszy avtomobil (precivnika!). Chciałem zaszpanować swoimi umiejętnościami fotograficznymi, ale nic z tego nie wyszło. Bo takowych nie mam :( Miałem pomysł na coś w rodzaju industrial, ale wyszedł kicz. A żem zrobił, to i tak wrzucę.

 

Jakoś mi się ten garaż cholernie uśmicho do nowych projektów, gry w ping-ponga, browaru którego nigdy nie brakuje, no i nowego spoczynku moich gier. Będę tutaj chyba spędzał coraz więcej czasu. Nie brzmi to zbyt ambitnie, ale jak jest dobre towarzystwo (a jest) to i w dziurze można od czasu do czasu posiedzieć.

Niedzielę spędzam u rodziców. Trza się ze starszyzną pożegnać. Mamaśka chyba zapłakałaby się na śmierć, jakbym ich nie odwiedził. No a z panem Ojcem, też trza cygaro wypalić. Coby zaliczyć kolejny quality time. Jestem ciekaw, ilu z Was może sobie tak usiąść z rodzicami i spokojnie porozmawiać dosłownie o wszystkim? Mam ogromne szczęście, że choć są troszkę staroświeccy (= mama) to jednak bez problemu można toczyć rozmowy. Mówię o tym, bo zawsze przypominają mi się lata młodzieńcze, gdzie rodzice moich znajomych (niestety) często pili. Jak to się mówi - rozbite rodziny. Wielu wyszło na ludzióf, niestety wielu nie skończyło dobrze, powielając zue przykłady.
Tak mi się teraz przypomina, jak mówiliśmy na rodziców mamusia i tatuś, to się wszystkie dzieciaki z okolicy z nas śmiały. No nie byliśmy niestety na fali.
Tak się rozmarzyłem tym wpisem, że poszukałem zdjęcia mojego (byłego) domu rodzinnego. Taka dziura. A tak do niej ciągnie...

 

Ojczulek!

A przy okazji memlania o rodzicach, to przedstawię wam mojego wapniaczka.  Ślusarz z zawodu, artysta malarz z umiłowania. Jak w Polsce ludzie za komuny chodzili chlać po wypłacie, to mój ojciec kupował książki o sztuce z całego świata. I malował. I to dużo.
Teraz również maluje. Mieszkanie moich rodziców zmienia wygląd co kilka miesięcy. Tatasiek coś wymaluje. Jak mu się znudzi, to maluje ściany na biało i zaczyna od nowa. Z nową weną i pomysłem.

Say hi to my father :D

 

Patriotycznie w tej naszej Ameryce :) Jak nie wielbić takiego gościa! :)

Czytając gram.pl, zauważyłem ten sondaż: http://www.gram.pl/sonda_8Qve5_Czy_kupujesz_gadzety_i_ubrania_zwiazane_z_grami.html
Przepraszam że wyrażę się w tym momencie bardzo arogancko, ale dosłownie mam wrażenie jakbym miał jakiś niebezpośredni wpływ na to. Sami wiecie, że pisze co mi ślina na język przyniesie. Dosłownie nie mogłem się od tego powstrzymać. No i na dodatek zdjęcia produktów Nintendo.

Bosze, muszę się wypluć na tym wpisie przed wyjazdem. Hmm, acha!

Jo sem Netoperek! Z Arkhamowego waryyyjatkowa!

Trafiło mi się w łapy. Batman Arkham Asylum Colletor's Edition. Wersja PS3 NTSC. Prezentuje się mniej więcej tak:

 

Cena MSRP $99,99 USD. Game Stop.
http://forum.gram.pl/forum_post.asp?tid=2037&pid=22502

Główna różnica między wersją EU to duża plastikowa skrzynka w kształcie logo Batmana oraz skórzana okładka do Art Book'a i dodatkowe naklejki. Mam nadzieję zagrać chociaż raz. Może dzisiaj, jak się wyrobię. Bo gra wygląda przesoczyście! Dawajta mi tu Jokera!

Powrót do staroci.

I tak moi drodzy po teraz już chyba siedmiu latach (sam nie pamiętam dokładnie) przylecę sobie do Polszy. Z dala od gier, komputerów i tych pierdółek. Dziwnie zwiedzać swój własny kraj. Ameryka Ameryką, jednak do swojego ciągnie.

 

To wszystko na dzisiaj. Do zobaczenia. Następny wpis już z Polski.

komentarzy: 42Niedziela, 30 sierpnia 2009, 05:37

I tak z czasem przywiązałem się do tego bloga

 

Przywiązałem się do tej witryny. Skłamię mówiąc inaczej. Wprawdzie zawiesiwszy ją raz na kilka miesięcy, ale nie zamknąwszy. Czterdzieści tysięcy wizyt z hakiem i nadal zastanawiam się o czym ja tak na prawdę piszę. O czym będę pisać. O moim zwykłym codziennym życiu w kraju innym? W kulturze innej. Lub też jej braku.

Jestem Wam wdzięczny za okazane zainteresowanie, komentarze i miłe słowa. Zastanawia się człowiek czasem przy piwie, że tam, gdzieś za oceanem jest kilka osób lekko interesujących się  tym zakątkiem internetu. A przecież nie. Nie internetu, a życia pewnego samotnego faceta, co się pęta wokół kobiet, gier i wszystkiego co mnie interesuje.

Czy mój gramsajt niesie jakieś głębsze wezwanie? Raczej nie. Lekkie wpisy o tym i o tamtym. O codziennych sprawach. Czasem wokół gier. Gdybym chciał aby czytelnik coś wyniósł z tych wpisów to przede wszystkim tolerancję. Do innych osób i ich zainteresowań.

Jak już sami zauważyliście, choć jedzie tutaj populizmem, to nic mnie bardziej nie bawi, czy też raczej irytuje wśród graczy, to bezsensowne wojny konsolowo-pecetwe. Staram się jakoś to wszystko zrównać i dać do zrozumienia, że na końcu dnia liczy się przyjemność grania. Nie ważne na czym.

Dziękuję Wam za to, że od czasu do czasu postrzegam również i na Waszych gramsajtach teksty typu "kocham gry, nie konsole". Mocno propaguję ów slogan. Nie jestem jego pomysłodawcą, jednak w pewnym sensie lubię sobie przypisywać owe motto. Za każdym razem gdy widzę ten tekst, skrycie i nieskromnie przypisuję sobie ów tekst.

Dziękuję Wam również za to, że tu czy tam polecacie innym moją stronę. To bardzo miłe. Z biegiem czasu coraz mniej mogę odwiedzać i komentować innych. To niestety już przekracza moje możliwości.

Gry to moja pasja. Ale nawet już nie same gry, ale ludzie wokół nich skupieni. Kultura gier. Czy też subkultura? Staram się myśleć o niej odrębnie. Jest ona dla mnie czymś tak naturalnym jak chleb powszedni. Dlatego nie liczę się do ludzi subkultury. Granie jest kulturą.
Nikt inny jak Wy, sami jesteście tego przykładem. Mimo iż wiekowo jestem starszy od Was, to nadal ogromną frajdę sprawia mi granie, noszenie tych moich spranych koszulek i przebywanie na tej sieci Gramu. 

Teraz jak nigdy przedtem, czuję się swobodnie pisząc o moich upodobaniach, zainteresowaniach i hobby. Nigdy z tego nie wydorośleje. Nie mam zamiaru. Wiadomo, że życie niesie ze sobą duże zobowiązania wobec innych. Rodziny, przyjaciół, znajomych, czy też samego siebie. Jednak nigdy nie trzeba płacić za to własnym kosztem. Będę miał osiemdziesiąt lat (daj Boże) i nadal będę graczem. Bo inaczej nie wyobrażam sobie życia bez takich wesołych drobnostek. Chociażbym miał grać w internetowe warcaby, to nadal będę w nie grał.

Po tak dużej ilości wizyt to czarno-czerwone logo zobowiązuje mnie do kontynuacji tego foto-bloga. Mam nadzieję, że nadal znajdzie się ktoś, kto chce tutaj wpaść. Obejrzeć. Przeczytać. Skomentować. Pochwalić lub też skrytykować.

Dzięki gram.pl miałem okazję poznać kilka osób poza swoimi gramsajtami. Kilku z Was poznam osobiście w Polsce. Mam nadzieję, że wszystko się dobrze ułoży i przyjaźnie zawarte na internecie, będzie można uwiecznić przy trunkach i pogawędkach.

Po co jadę do Polski? Przede wszystkim w dwóch bardzo ważnych sprawach. Obie osobiste. Pierwszą jest wesele Very i Ukasza, na które zostałem zaproszony jeszcze podczas ich pobytu w USA. Darzę ich mocą uczuć. Gdy po tragicznej śmierci mojego młodszego brata, stałem załamany na balkonie tłumiąc smutki w kolejnej butelce piwa, podszedł do mnie Ukasz, pocieszając mnie i klepiąc po ramieniu rzekł:

- Teraz ja jestem twoim bratem

Wtedy wiedziałem, że w obcej dla mnie osobie znalazłem przyjaciela do końca życia. Jako świadek, będę zaszczycony móc uczestniczyć w tym hucznie zapowiadającym się weselisku. Tym razem będę się tarzał w browarze, nie ze smutku, i to z czystej rozpusty i przyjemności.

Drugim powodem wizyty jest mój zmarły brat. Ale o tym może już po fakcie. Opiszę to z osobna. Jeżeli znasz moją stronę, to wiesz, że jestem zdolny do dosyć osobistych zwierzeń. Nie boję się o tym pisać. Przecież to moje życie też nie jest kwiatkami usłane.

Spotkanie z kilkoma osobami z internetu, będzie dla mnie miłym wzbogaceniem. Z kilkoma z Was zżyłem się pozagramowo i nie mógłbym pozwolić Was osobiście nie poznać.

Dni stają się dla mnie coraz krótsze. Budzę się codziennie ze wspaniałym humorem na twarzy. Postaram się spędzić te wakacje w Polsce pożytecznie. Odwiedzę Oświęcim i Wieliczkę. Czuję się jakby mi polskości zabrakło. No i góry.
Nie jestem z gór, przeciwnie. Pyra poznańska. Pyra. Ale po tych kilku wycieczkach szkolnych i wieloletnich wakacjach u babci w Ojcowskim Parku narodowym wyidealizowałem sobie Polskę i góry. Właściwie góry. Przemawia do mnie ich piękno, surowość i groza. To wszystko sprawia, że śnię o całodniowych samotnych wspinaczkach. Tylko ja. Ja i mój aparat. No, może jeszcze iPod obładowany nieprzesłuchaną jeszcze muzyką.
I jak tu nie czuć się turystą w swoim własnym kraju?

W pracy amerykanie zdumieni są moim wakacyjnym wyczynem. Jak możesz wziąć miesięczny urlop? Jak cię na to stać?

Ano. Proste. 

"Masz na rower, to stać cię na dzwonek"

Nie mam rodziny, zatem stać mnie na wiele innych drobiazgów. W tym i gier. A że nie samymi grami człowiek żyje, to trzeba się czymś zająć. Zatem miesięczny urlop jest tym właśnie odskokiem od rzeczywistości.

Jak się to na necie teraz określa? Nolifer? :P Nie jeden z Was mógłby odnieść wrażenie, że nic nie robię tylko pracuję, gram i piszę. Nic bardziej mylnego. Gdyby jednak ktoś wyzwał mnie od nerdów i geeków, to z dumą miną będę bronił owych biedaków. Choć się nim nie uważam, to dla laików tak się pewnie prezentuję. Zatem będę musiał kiedyś wrzucić zdjęcie w białej koszuli, okularach w grubej czarnej oprawce, w krawatce i kieszeni pełnej długopisów. Heh. Uwierzcie mi, stać mnie na to. Bo lubię się śmiać. A żem jest nieforemny, to i ze mnie też można się śmiać.

Mam nadzieję kontynuować tą lekką lekturę tak długo, jak tylko ktoś będzie chciał tutaj zaglądać. 40 000 wizyt to jest jednak jakiś wskaźnik.

 

Dziękuję. 

komentarzy: 50Czwartek, 27 sierpnia 2009, 05:04

Lumpex: Używana odzież na wagę.

Za ten wpis będę się w piekle smażył.

Całą sobotę woziłem gry na nowe miejsce. Nie skończyłem. Została mi jeszcze jedna runda. Dzisiaj. Od samego rana jednak przewracam w szmatlandii. Robię porządki przedwyjazdowe. Jakiś czas temu wspomniałem, że powinienem zrobić zdjęcie tego przybytku. Nagromadziłem go przez lata pracy w EB Games (obecnym Game Stop). Większość koszulek menadżerzy sklepu otrzymywali podczas premier gier. Nosiło się je obowiązkowo prze określony czas. I tak trochę mi się tego nazbierało. Jest tam kilka koszulek, których nie omieszkałem się zakupić z własnej woli. Brakuje tam kilku skarbów, o których wspomnę kiedyś z osobna.

 

 

 

 

Najcenniejszą koszulką dla mnie jest tutaj koszulka Star Wars z wzorem Yody . Otrzymałem ją do mojego śp. brata Valdiego na bodajże osiemnaste urodziny. Tak! Noszę ją do dzisiaj! Nie potrafię jej wyrzucić.

Drugą, jest czarna koszulka EB Games. Mam z nią związane najprzyjemniejsze chwile z obecnymi członkami SOAG'u.

Najdroższymi są koszulki premierowe z GTA IV. Były rozdawane po jednej dla osób które zamawiały gry przed premierą dokonując pełnej wpłaty (pre-order). A że nadal utrzymuję ścisłe związki ze znajomymi z byłej branży, nie trudno było się do tego dostać.
Ostatnio obserwowałem podobny zestaw na eBay, który sprzedał się za niecałe $400 łącznie z limitowaną wersją gry i rejestracją.

Jest jeszcze jeden, bardzo poszukiwany zestaw premierowy koszulek Nintendo, którego nie mam tutaj na zdjęciu.

I tak, wywaliłem to wszystko na kanapę. Muszę zrobić mały remanent w garderobie, bo to jest po prostu chore. Zdaję sobie sprawę, że mam coś w rodzaju choroby bo się przyda i nie potrafię takich rzeczy wyrzucić.

* * *

Powracając od przeprowadzki gier. Miejsce jest większe. Będę miał większą możliwość dostępu do nich. Może wreszcie zabiorę się za katalogowanie tego wszystkiego?

komentarzy: 61Niedziela, 23 sierpnia 2009, 15:05

Przedwyjazdowe drobnostki

Witam,

1. Jaki serwis komórkowy w Polsce. Proszę Was o poradę.

Mam odblokowany telefon HTC Tilt/8925. Czy mogę kupić w Polsce jakiś jednorazowy abonament na miesiąc z możliwością doładowania? Nie mam pojęcia? Macie jakieś pomysły? Potrzebowałbym oczywiście możliwość smsów i email.

2. MagicJack

 

Biorę ze sobą telefon z numerem lokalnym (Chicago) do Polski.

Jak to możliwe pytacie? www.magicjack.com za 20 dolarów na rok!

Nie, nie pomyliłem się. Linia telefoniczna z własnym numerem chicagowskim za dwadzieścia dolarów na cały rok. MagicJack, to przejściówka z USB do zwykłej linii telefonicznej. Po rejestracji i aktywacji podłącza się zwykły telefon stacjonarny i to wszystko. Oczywiście komputer musi być włączony, ale czyż 20 USD na ROK to nie jest tanio?

Nie porównujcie czasem Skype czy jakiegoś innego serwisu. Dzięki temu urządzeniu, będąc w Polsce będę mógł dzwonić do jakiegokolwiek numeru w USA za darmo. Jest to idealne rozwiązanie dla Polaków.

Wystarczy że rodzina/znajomi w USA dokonają zakupu i aktywacji w USA, a potem wyślą magicJack'a do Polski. W Polsce podłączasz do PC swój telefon stacjonarny i dzwonisz ile chcesz bez żadnych opłat. Urządzenie owe biorę dla Ukasza. Dzięki temu, będziemy się mogli swobodnie porozumiewać. 

Dodam tylko że owo urządzenie zostało okrzyknięte w USA wynalazkiem 2008 przez praktycznie wszystkie renomowane czasopisma i witryny komputerowe. Niedowiarkom polecam przeczytanie owego artykułu:

http://www.pcmag.com/article2/0,2817,2250244,00.asp

3. Przeprowadzka gier

To mój przedostatni wolny weekend przed wyjazdem do Polski. Brat nie może mi pomóc. Zatem przeczuwam że zajmie mi to co najmniej pół dnia. Jeżeli będę miał na to czas, to poinformuję Was od czasu do czasu twitter'em o przebiegu prac. Może i dorzucę jakąś fotkę. Zapowiada się długi weekend.

4. 2009 Civic Si

Krótko. Oto jak prezentuje się moja malutka Si. Dla mnie cudo. I tyle mi wystarczy. 197KM, 2.0L, 17" felgi, spala w mieście około 24 mil/gallon(US) = 9.8 litrów/100 km. W moim przypadku będzie się to równało z tankowaniem trzy lub cztery razy na miesiąc. To nie to co z Lincolnem :P

 

 

 

Czego brakuje? Dolnych spojlerów. Diler zamówił. Instalację podobno zrobią we wtorek lub środę. Przynajmniej tak mi obiecali. Nawet sobie nie zdajecie sprawy co się dzieje w USA z tymi clunker'ami! W poniedziałek rząd USA kończy program rabatów "gotówka za grata". Dilerzy są oblegani! Najbardziej sprzedającymi autami w USA są teraz Toyota Corolla na pierwszym miejscu i Honda Civic na drugim.  W związku z czym diler zatrzyma moje auto na kilka dni. Oczywiście dadzą mi auto zastępcze.Jeżeli się wyrobię to podrzucę fotki z efektem końcowym.

Decyzja mojego auta z Camaro i Challengera spadła na Civic z prostych przyczyn. Mój Lincoln niestety nie kwalifikował się w programie cash for clunkers jak mi się wcześniej wydawało.. A że Hondę Civic już kiedyś miałem, była to dla mnie bardzo prosta i ekonomicznie zdrowa decyzja.

Nic, wpis na szybko, bo czas goni!

PS - tutaj nadal biegówka jest dla wielu czarną magią :P

Pozdrawiam!

komentarzy: 25Sobota, 22 sierpnia 2009, 05:07

Polska. T -12 and counting...

Dziękuję Wam za pozytywne komentarze w poprzednim wpisie!

Zdjęcia może wrzucę przed wyjazdem. Ale nie o tym dzisiaj. W porze obiadowej zdałem sobie sprawę, że wyjazd do Polski zbliża się ukradkiem, a Ja wcale nie jestem przygotowany. Jeszcze dwanaście dni. Ti majnus tłelf and całnting :P
Nawet nie wiem kto mnie zawiezie na lotnisko? Pewnie Saba. Mam taką przynajmniej nadzieję. Szczerze, to chyba nie zdam sobie sprawy, że będę w kraju dopóki się tam nie znajdę. Niby takie głupie gadanie, ale dla mnie to będą bardzo ważne wakacje. Z wielu powodów. Prawdopodobnie będzie to dla mnie ostatnia wycieczka na długi czas. Mam tam kila planów w życiu do zrealizowania. Zajmą one na pewno trochę czasu. W Polsce spotkam się z kilkoma osobami z konsola.pl. Ciekawe jak to w rzeczywistości wyjdzie. Nigdy czegoś takiego nie miałem okazji zrobić. Znaczy się, spotkać się z osobami kryjącymi się za różnorakimi nickami na forum.

1. Przeprowadzka gier!

O! Wiele się rzeczy zmienia dla mnie na dobre. Saba właśnie otworzył nowy zakład samochodowy. Miejsce jest na tyle duże powierzchniowo, że w ten weekend razem z młodszym bratem będziemy przewozić gry na nowe miejsce. Kto wie, może będę mógł zrobić nawet małą wystawę? Nie mogę się doczekać :)

2. Ping Pong

Druga sprawa, też związana z Sabą. Po powrocie z Polski (o ile przeżyję :P) zakupimy stół do tenisa stołowego. Prawdopodobnie używany. Jeżeli nie znacie, to największą stroną internetową w USA gdzie ludzie ogłaszają drobne LOKALNE reklamy to craigslist.org. I tam właśnie będę szukał naszego stołu. Moją zamarłą pasją zawsze był tenis stołowy. Komu sprać dupę? No!?

3. Honda ma już imię

Nie zdradzę :P! Dodam tylko że ma do czynienia z historią Nintendo, ale Nintendo nie jest jej nazwą. Nie zgadniecie!

4. District 9

Apartheid z obcymi w roli głównej.  Pierwsza biografia tego typu! Musicie obejrzeć!

5. Chore statystyki

Dzięki Zatha znalazłem świetną stronę ze statystykami BF2142! Chore!
Moje bio tutaj: Mr.MillerMGD

6. Kawa

Prosiaqowska kawa. Mam ogromną ochotę kontratakować to wideo.

* * *

Przez zbliżające się dni będę starł się uporządkować kilka spraw i pocieszyć moich rodziców. Cholernie staroświeckie poglądy ma moja mama. Jej się nadal wydaje chyba że mam 16 lat :P Mrużę na to wszystko oczy. Zapytała się mnie co będę robił w kraju, a ja na to:
- Będę prowadził grzeszne życie!
Chyba się uspokoiła, bo zdaje sobie sprawę że raczej tak będzie.

Kończę tą krótką notatkę piwem Harp.

 

Salut!

komentarzy: 38Czwartek, 20 sierpnia 2009, 04:36

Out with the old. In with the new.

Dzisiejszy dzień w skrócie.

1. W pracy motłok. Ale duży obrót. Czyli mam pracę na kolejny tydzień.

2. O 10 zadzwonił diler Hondy: Bardzo przepraszam, ale inny sprzedawca sprzedał pańskie auto komuś innemu

3. Po powrocie do domu kompletny brak sił. Padłem na kanapie jak kafka. Chrapię.

4. O 16 ponownie zadzwonił diler: Mamy auto! Proszę przyjechać i dobić targu.

5. TwitPic. http://twitpic.com/photos/nintendopassion Bardzo prosty serwis. Używając tego samego hasła i użytkownika co w serwisie Twitter, mogę na szybko zrobić zdjęcie fonem i wysłać jako post w Twitterze. Tak dla ciekawskich. Znajdą się tam takie spontaniczne fotki. To tak dla zainteresowanych.

6. Nawet nie zauważyłem jak minęło mi z Wami 1000 dni na gramie. Dzięki!

7. Teraz jest już crunch time. Jestem kompletnie zaprzątnięty przygotowaniami do wyjazdu do Polski.

* * *

Auto?

Auto miało być czarne. Spojler i ground effects¹ już na niej były. Czarny kolor był ostatnim na mojej liście. Ale jak się mówi, nie ma tego złego... Bo trafiła mi się piękna, niebieska Civic Si. Prosto z ciężarówki dostawczej. Na liczniku tylko 25 mil. No i zapach nowizny.

Gwarancja na 5 lat / 60 000 mil. Plus Honda Care service. W skrócie, auto posiada dożywotnią gwarancję na wszelkie drobne usterki zewnętrzne i wewnętrzne. Popularnie zwaną "bumper to bumper" obejmuje szyby, rysy, wgniecenia, pęknięcie felg i coś tam jeszcze. Dostałem cały pakiet informacji. Auto zastępcze podczas naprawy gratis, tzw loaner. I uwierzcie mi. Wymienili mi po kolei wszystkie podpunkty. Prawie usypiałem. Cały proces był jednak miły is spokojny. Pan Jarek, a dla innych Dżerry, wykazał się pełnym profesjonalizmem. (Wiecie, taka wojna zawodów. Niby inna branża, ale elementy i chwyty te same)

Widzicie, sam jestem sprzedawcą i z tego się utrzymuje. Mam prostą dewizę. Jeżeli [ty] masz wydać pieniądze, to dlaczego nie zrobić tego przyjemnie. Wiadomo, ja chcę zaoszczędzić, a on zarobić. 

Odrobiłem swoje lekcje. Zanim przystąpiłem do zakupu dokładnie się przyszykowałem. Jestem zadowolony. Najmilsze jest to, że pan Jarek nie nosił tych sztucznych uśmiechów zębatych od ucha do ucha. Rozmawiał normalnie i spokojnie. Wyszedłem salonu samochodowego bardzo zmęczony. Ale zadowolony. I to się liczy.

 

 

¹ ground effects - tak poprawnie określa się dolne spojlery. Przódi: lip; boki: sides, runners; tył: skirt.

 

A co z Lincolnem?

:(  Niestety żyletki. Po uprzątnięciu auta i dosłownym wyrwaniu radia, pan Jarek, żółtym flamastrem napisał na wszystkich szybach clanker. Tak, clanker :P Wiecie jak dziwnie piesi spoglądali na tą sytuację. Dla laika, wyglą że zniszczone zostanie całkiem dobre auto. No ale taka jest kolej rzeczy. Tak działa Cash for Clunkers program. Wyleją olej. Zatrą silnik. Poinformują odpowiednie odziały prawa i auto zostanie oddane na złom. Do zgniecenia. Tak aby nie mogło powrócić nielegalnie na drogi.

Dziesięć lat razem. Nie lubię wyrzucać dobrych rzeczy. Szkoda mi go...

 

komentarzy: 28Środa, 19 sierpnia 2009, 05:30

Can you help me? Sorry. Can't. You see, I got this awful sickness. It's called laziness.

Jak w tytule, dzień spędzony kompletnie na niczym.

Nastawienie na Piątek było jak najbardziej pozytywne. W południe jedziemy po countertop (blat) z granitu. Cobyźwa mogli "project stolik" ufiniszingować. Ten stolik, który okrzyknięty brudnym został. Z racji obrzmienia głodowego wstawszy rano natychmiastowo zapchawszy się czterema kawami. Tak na poranny paciorek. Bo jak wiecie, jestem wyznawcą barista.

 

Mieliśmy mieć vana. Niestety Mr. Boczek zawiódł. Uprzednio zapiwszy mózgownicę, przyjechał nie tym autem co trza. A kurna, że na początku wszyscy się śmiali że Lincolnem jeżdżę, to teraz połowa znajomych się na nie rzuciła. Plagiatończycy. Toć blatu o wadze 150kg i rozmiarach 3,8x61x213cm nie zmieścimy.

Nic. Trza będzie wydać kilka zielonych. Pojechaliśmy do najbliższego Home Depot. Wypożyczyliśmy vana. Jo. Będzie robił. Dokonaliśmy wszelkich formalności i dawaj.

Kombinatorzy. No bo jak się nie da nas, Polaków, inaczej opisać. Znajomy znajomego, siódma woda po kisielu, ma kontakty. Godzinkę za Chicago umówiliśmy się na tajne spotkanie na pustym parkingu jakiejś zbankrutowanej fabryki. Dżejmsbondowskie machlojki o najniższym szczeblu.

 

Przeliczyliśmy się z wagą tej granitowej płyty. Około 150kg. No ale przeładowaliśmy to bez utraty palców. Nazad do chaty. I problem w postaci...

klatki schodowej.

W mordę jeża. Tak sapaliśmy jak faceci w ordynarnym niemieckim filmie ortograficznym. Sąsiadka z naprzeciwka z ciekawości wychyliła głowę zza drzwi. Zerknęła na nas. Z udawanym zdziwieniem na twarzy rzuciła nam pod nogi taką świnię:

- Phiiii, ale stękacie na taki malutki countertopik.

Chciałem się odezwać, ale czułem jak miałem nadgarstki w okolicy kostki. Zgryzłem zęby. Z pięknym uśmiechem na mordzie, przecedziłem po cichutku przez zęby:

- Żeby ci 38uj makaronem obrósł.

No i tak 20 minut zajęło nam targanie tego świństwa na piętro. Uff. Opłacało się jednak poczekać i postękać. Wg mnie, efekt końcowy jak najbardziej przyjemny. Co najważniejsze, pot (dosłownie) własnych rąk. A koszta? Nieporównywalne. Stolik zrobiłem za jakieś chyba 40USD. Granitowy blat normalnie kosztowałby około 750 USD. A my mamy za stówkę. Końcowym efektem jestem zadowolony.

 

I dzięki temu mykowi problem węzła gordyjskiego (:P whiteman) znikł!

Na koniec dnia, pojechałem z kumplem na chińskie. Raczej nie planowałem jeść przed snem, ale jakoś mi zaleciało egg-drop soup i kung-bao chicken, żem se cholera pofolgował. Na końcu oczywiście fortune cookie. No i co w środku?

 

No po prostu pięknie! grr.

Niby jutro mam dokonać zakupu auta. Dmucham na zimne i niczym się nie podniecam. Nie pierwsze i nie ostatnie auto w życiu. Co ma być to będzie.

komentarzy: 39Sobota, 15 sierpnia 2009, 05:11

Książka: PASJA

Maiłem tego wpisu nie robić, ale...

Pisząc o Bogu, na pewno nie zyskam sobie wielu zwolenników w ogólnie panującej modzie na Jego brak. Ale cóż. Napiszę to po prostu jako czyste wrażenie z książki nie biorąc pod uwagę niczyich przekonań.

Z początku informuję Was, że wierzę w Boga, choć przykładem chrześcijanina tocim nie jest. Wierzę jak umiem. Jak już sami zauważyliście zapewne, dla mnie nie mają znaczenia Wasze przekonania. Czytam i rozmawiam z Wami bo jest o czym i cenię sobie Was jako osoby. W przeciwieństwie do ogólnej ślepoty, nie wciskam nikomu swoich przekonań i szanuję rozmówcę. Czego również oczekuję od innych wobec siebie.

Ktoś podrzucił mi pod rękę książkę, spis wizji jakie przeżyła Anna Katarzyna Emmerich. W jej widzeniach była świadkiem ukrzyżowania Chrystusa i towarzyszyła mu poza biblijne "Wykonało się". Na postawie owej książki Mel Gibson nakręcił Passion of the Christ.

Krwawa. Aż do bólu. Nie nudzi. I sto razy lepsza od filmu, co praktycznie zawsze się sprawdza.

Opisuję całą sytuację od momentu ostatniej wieczerzy aż do momentu zmartwychwstania Jezusa. Mocne wrażenia. Dużo krwi. Opisy są wręcz typu serialu CSI. Z pieczołowitą dokładnością i bez nudy opisuje kuszenie, torturowanie a także reakcję wielu osób biorących bezpośredni udział w całym tym horrorze. Bo inaczej tego się nie da nazwać. Przykładem może być rzekome nawrócenie żołnierza, który przebił serce Jezusa, a czego w biblii nie ma.

Ciekawym dodatkiem jest np. informacja o tym, że niektórzy uzdrowieni przez Jezusa, powrócili do grzechu i w momencie popełnienia grzechu nawracały się ich ułomności, choroby i kalectwo. Inną ciekawostką jest notatka, o nieżywych innych powstałych ze swych grobów pocieszających lud o nowej postaci Boga.

Przeczytawszy. Polubiwszy. Polecawszy, Książeczka mająca zaledwie 224 strony. Dobra na jeden, maks dwa wieczory.

Dla wierzących:
- wybiega poza przyjęte przez Kościół kanony
- pobudza i zdumiewa okrutnością Człowieka
- zmusza do myślenia nad ludzkim okrucieństwem

Dla niewierzących:
- ciekawe spojrzenie na cierpienie Mitu
- chęć przebaczenia wrogowi, mimo ogromu katorg
- zmusza do myślenia nad ludzkim okrucieństwem

Polecam.

 

* * *

A co u mnie?

Najbardziej jestem teraz zaprzątnięty negocjacjami z dilerem. Biegam i jestem cholernie zajęty. Nawet nie wiecie ile pochłania czasu dobra negocjacja podczas zakupu auta. A przecież wiadomo, że to co diler pokazuje na szybie to tylko frajer zapłaci.

PS - http://ja.gram.pl/meryphillia dzięki za kilka ciekawych kawałków.

komentarzy: 17Piątek, 14 sierpnia 2009, 04:34

I tak szukam i szukam (auta) .... bez skutku

A może Honda Civic Si?

 

Jestem zmęczony szukaniem auta. Sam nie wiem co już chcę. Najbardziej martwi mnie fakt, że auta którymi jestem zainteresowany są w dosyć dużym popycie i nie są dostępne ogólnie w stanie Illinois. Trzeba zamawiać, a zamawiając nie skorzystam ze zniżki :(

 

Prezydent Obama daje mi (nie wszędzie) $3500 lub $4500 USD za mojego clunkera. Szkoda mi stracić tak dużej sumy pieniędzy, a mam maksimum dwa tygodnie czasu zanim skończy się ów rabat.

Sam nie wiem. Lubię Hondę. Nawet bardzo. Kiedyś posiadałem '98 Civic EX i bardzo sobie chwaliłem to małe autko. To była by ogromna zmiana dla mnie z dużej wygodnej kanapy, jaką jest Lincoln Town Car, na małą i sztywną biegówkę.

Tak sobie myślę w duchu:

"Jestem starym dziadkiem co już nie może :P  To przynajmniej odświeżyłbym  ducha takim małym bzykiem."

Co myślicie?

komentarzy: 21Czwartek, 13 sierpnia 2009, 06:56

Auto: Buuu

Mój ukochany Lincoln dogorywa. Ma już dziesięć lat. Właściwie będzie miał. We wrześniu. Tak jak ja. Lincoln to marka, która jak żadna inna, najbardziej utożsamiam z amerykańską motoryzacją. Nie chcę się zbytnio  rozwodzić nad szczegółami. Zawieszenie hydro-pneumatyczne, V8, 4.6L i osiągi około 17 mil z galona, czyli jakieś 13.8L/100km. 210KM i ogromny bagażnik. Stuknęło mi już grubo ponad 260 000km. Tym autem się nie jeździ. Tym autem się płynie.

Zawsze byłem na przekór znajomym. Oni ścigacze, ja Indiany i Harleye. Oni małe i oszczędne, ja duże i wygodne. Taki już jestem. Kupując Lincolna śmiali się ze mnie, żem stary dziadek. Ubezpieczając auto, reprezentant pytał się mnie czy zamierzam prowadzić firmę z limuzynami. Nie. Chciałem Lincolna. I tyle. I tak minęło dziesięć lat. Masa wspomnień. Zżyłem się z tym autem bardzo. Dziś znajomi z podziwem kiwają głową, że udało mi się tyle nim przejechać bez żadnych poważnych usterek. To co producent przewidywał, zepsuło się. Trzy wypadki. I masa panewek. Teraz zaczynam rozumieć, jak można się przywiązywać do rzeczy materialnych. Ile randek?

 

W piątek zaczęły się pierwsze poważne problemy z silnikiem. Byłem bardzo zdenerwowany. Porwałem się. Kupuję auto! Zaraz po pracy pojechałem do dilera Sunrise Chevy w Glendale Heights. Nie ma co. Porywcza decyzja. Już mam dość martwienia się. Twarda miłość. Kupuję i oddaję. Stany Zjednoczone oferują jeszcze przez kilka dni 4500USD zniżki. Cars Allowance Rebate System, zwany potocznie Cash for Clunkers. Za każdy kwalifikujący się żłopacz paliwa otrzymujesz rabat na nowe auto. Z racji że mój Lincoln kwalifikuje się jak ulał, pojechałem.

Szukałem podstawową wersję Camaro, z V6. Biegówkę. Nie mieli. Mają same SS, za 40K+! Pupa. Po rozmowie z dilerem,  wyszedłem z pustymi rękami. Powróciłem do mojego stukającego biedaczka.

Dlaczego biedaczka? Prawo jest takie: jeżeli oddam auto w zamian za rabat, diler musi zniszczyć auto. Wylać z silnika olej, i dosłownie zatrzeć. Wtedy auto jest wysyłane na złom. Zatarcie silnika ma zapobiec nielegalnemu powrotowi pojazdu na ulicę.

Ale nadszedł czas przesiadki. Może powinienem kupić coś innego. Mniejszego? Oszczędniejszego? Sam nie wiem. Korci mnie coś z biegówką. Może SUBARU dla odmiany? We wtorek mam wolne. Poważnie rozglądnę się za czterema kółkami.  Przemyślę tą decyzję. A może kupić coś kompletnie podstawowego. Coś z rodzaju z punktu A do punktu B?

Poczekam aż otrzymam jakieś solidne dane we wtorek. A tym czasem posłucham jak mi ósemka stuka pod maską.

 * * *

Poniżej moje stare auto podczas naprawy w garażu Saby w zimie.

 

komentarzy: 26Poniedziałek, 10 sierpnia 2009, 04:59

Archiwa: Stare ilustracje

 

Specjalne podziękowania dla xbary http://chomikuj.pl/xbary za miłą urodzinową niespodziankę.

 

Lat kilkanaście temu, w małej wiosce o grach wideo można było tylko pomarzyć. Oglądało się je tylko na zdjęciach. Okazjonalnie zasmakowało się River Raid na Atari lub Giana Sisters na Commodore C64 u kolegi. W jednym domu na całą wieś nawet znalazło się niemieckie Nintendo NES. Partyjka w Super Mario Bros lub Duck Hunt wymagała zdolności pertraktacji na najwyższym szczeblu.

Po szkole grało się w nogę. Nic innego nie było do roboty. Nie miałem daru gracza, ale potrafiłem ganiać za piłką godzinami. Nie ważne czy wygrywaliśmy. I tak grając do późnych godzin nocnych zaprzyjaźniłem się z kilkoma komputerowcami, których drugą pasją była piłka nożna. Braci było trzech. Graj, Praj i Programaj. Należeli do grona nielicznych. Posiadali Commodore C64. Co różniło ich od innych graczy, to dociekliwość. Już od najmłodszych lat uczyli się programować. Commodore był ich polem bitwy. Po jakimś czasie postanowiliśmy połączyć nasze zainteresowania. Patrząc z perspektywy czasu chyba ich zaraziłem, albo zanudziłem moją rozwijającą się pasją do ośmiobitowego Mariana.

 

Dzisiaj gra Giana Sisters uważana jest przez wielu graczy retro za najlepszy klon gry Super Mario Bros. Zgodzę się z tym.
Ale to nie był Mario. Długimi wieczorami prawiliśmy, projektowaliśmy i debatowaliśmy na wiekopomnym przedsięwzięciem. Bracia Programiaści oczywiście uruchomili swoje układy scalone, a ja zabrałem się za kredki i ołówek. Godzinami wpatrywałem się w monitor starając się wiernie skopiować sprajty Mariana, potworków, klocków, kwiatków, chmurek i wszystkiego co w grze siedziało.


Podchodziłem do całej sprawy bardzo dokładnie i pieczołowicie. Lekko zawstydzony moim brakiem wiadomości na temat komputerów, starałem się pracę wykonać najstaranniej jak tylko mogłem. Oni, nie wiem czy z grzeczności, czy też z braku umiejętności graficznych dokładnie badali moje szkice.

 

I tak rozpoczął się projekt Super Mario na Commodore C64.

Naszym celem było jednak nie tyle skopiowanie, co utworzenie całkiem nowej gry. Lepszej, dokładniejszej i bogatszej graficznie. W wakacje siedzieliśmy praktycznie od rana do nocy. A żeby nie zostać kompletnie zżartym przez monitor i ciemne kąty, co jakiś czas wychodziliśmy zagrać w piłkę na godzinę lub dwie.

 

Boisko

Patrząc z perspektywy czasu, bylibyśmy anty-nerdami. Lub nerdami w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. I tak koledzy tworzyli level editor a ja sprajty. Projekt ruszył ostro i po jakimś czasie mieliśmy kilka poziomów z Mario. Wszystko wyglądało dla mnie tak magicznie. Widzieliśmy jak nasze dzieło rosło w oczach. Marian skakał! Normalnie czuliśmy się chyba wielcy i dumni. W Ciemnodziurach pod Poznaniem powstawała killer aplikacja na Commodore.

 

World: Here We come!

Niestety (a może stety) wyjechałem z Polski i ślad po wszystkim zaginął. Minęły lata. Rok temu jednak w skrzynce mailowej czekała na mnie miła niespodzianka. Okazało się że portal N-K oprócz przepięknych serduszek, dużej cyferki koło profilu i rysunków ASCII, jest do czegoś przydatny.

XBARY

Już nie pamiętam szczegółów co i jak, ale brat Programaj znalazł mnie na N-K i nawiązaliśmy kontakt.  Przypomniał mi o projekcie. Pamięcią sięgnąwszy w przeszłość i przypomniałem sobie owe miłe chwile. Kilka korespondencji później otrzymałem jeden z najmilszych prezentów z przeszłości. 

Ku mojemu zdumieniu xbary zachował wszystkie moje rysunki notatki. Wszystko jakoś tak zbiegło się w moimi wrześniowymi urodzinami.  Z ciężkim wydechem osunąłem się na fotelu. To na prawdę było dla mnie emocjonalne. Dzięki temu właśnie wydarzeniu w ciągu sekundy wróciły do mnie przemiłe wspomnienia lat mlekopodnosych. Chyba nawet łezka w oku się zakręciła.

Kto wie? Może poważniej podszedłbym do moich zainteresowań i kształcił się w kierunku? Dzisiaj to pozostanie w strefie pamięci. Nie ma się czemu rozwodzić nad co by było gdyby? Dziś jest to częścią historii czyjegoś życia. Miło wspominaną.

 

 

Drogi xbary,

jeżeli czytasz ten wpis, to wiedz że jestem ci niezmiernie wdzięczny za pamięć, kontakt, maile i tą wspaniałą pamiątkę. 

 

P.S. - pogwałcenie jakich praw autorskich?

komentarzy: 32Piątek, 07 sierpnia 2009, 02:09

Bóg. Big Bang Theory

Big.

Nie było dużego wybuchu. Wszystko zaczęło się od najmniejszej znanej nam obecnie cząsteczki w kosmosie.

Bang.

Nie było żadnego "bang". Nie było powietrza. Więc dzwięku nie było.

Bóg.

Nic przed tym nie było. Więc przecząc prawom fizyki, skąd z "nic" wzięło się "coś"?

komentarzy: 23Czwartek, 06 sierpnia 2009, 07:28

Figurka: Metroid Prime Samus Aran Varia Suit

Komputer naprawiłem z trudem. Nie będę się tutaj zbytnio zagłębiał. Miałem kilka starych części. Ważne że mam dostęp do netu. Poprzedni wpis był dosyć przygnębiający. Ale takie jest życie. W waszych komentarzach pojawiła się nienawiść do tego kraju. Nie mylmy systemu policyjnego z pięknem krajobrazu.

Lubię ten kraj. Mieszkam tu na stałe. Ale nie wychwalam go ślepo. Są tutaj złe i dobre strony. Ocenę pozostawiam Wam.

A czy kiedyś wrócę do Polski? Zagrzałem sobie tutaj cztery litery. Ale... Nigdy nie mów nigdy.

 

No dobra. Dzisiaj zmiana tematu i nastroju.

Wczoraj wieczorem zagościły u mnie dwie blondynki. Obie przejazdem. Pierwsza zagrzeje miejsce u mojego młodszego brata, a druga poleci jeszcze dzisiaj do nowego właściciela w Polsce. O kim mowa? O bohaterce serii Metroid, blondynce Samus Aran. Jej 16-bitowa reinkarnacja wywarła na mnie największe wrażenie. Nie wspominając już o muzyce. To już kanon.

Pewna zainteresowana osoba poprosiła mnie o sprowadzenie figurki do Polski. Postanowiłem skorzystać z tej sposobności i zamówiłem dwie.  Przesyłka doszła cała i zdrowa.

 

Jestem zaskoczony wagą tej statuetki. Duże zdjęcie 1500x1030 TUTAJ

Producent: First4Figures https://www.first4figures.com/
Waga statuetki z podstawką: 2.63Kg/5.8lbs
Rozmiar opakowania: 25x30x36xm
URL:https://www.first4figures.com/component/option,com_myphp/Itemid,3/product,44/

 

W Polsce statuetka trudno dostępna.  Mam nadzieję że sprawi nowemu właścicielowi wiele dumy i będzie ozdobą kolekcji.

 

A u mnie?

Wczoraj mianowano mnie na szofera. Ktoś tam popił. Ktoś pochojrakował. Siwucha już nie jednego na podłogę położyła. Ja jakoś nie kwapiłem się do nieprzytomnej pozycji poziomej zagrożonej płynami poza żołądkowymi. Tom se odpuścił.

Dzisiaj pogrzebałem troszkę przy sprzęcie. I mi nie mówta że mam bałagan z kablami! Stolik jest nieskończony. Kolega pracuje w firmie gdzie produkują blaty z granitu. Wytnie mi do rozmiaru i będzie wszystko pasowało jak ulał. Ale to prawdopodobnie po powrocie z Polski.

 

Podpiąłem moją konsolkę Nintendo NES do TV. Efekt? Sami zobaczcie :P

 

Marian jest cholernie rozpikselowany. Wszystko jednak gra jak trza. Przynajmniej tutaj mogę być z siebie zadowolony. Teraz tylko poczekać na ten granitowy blat i cały sprzęcik jest gotowy do grania.

 

BF2142

Najprzyjemniejszą dla mnie jednak rzeczą jest powrót do Windows XP. Vista siadła strasznie. Poszła mi kostka pamięci i sterowniki. Zainstalowałem XP i najważniejsze grę: Battlefield 2142! Jak i w życiu tak i w grze jestem samotnikiem. lone wolf. Nie jestem zbyt dobry w grze zespołowej. Nigdy nie byłem. Zatem snajperstwo jest moją ulubioną dziedziną. Wreszcie przekroczyłem 10000 punktów! A samotną grą nie jest to łatwe. Kto zainteresowany, może sobie zerknąć na moje skromne dane statystyczne: Mr.MillerMGD

Pozdor!

komentarzy: 46Niedziela, 02 sierpnia 2009, 15:12

follow me




EMAIL ME

Ostatnio gram w

Tytuł gryPo sieci?Ukończona?

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 4402 dni

Moich wejść na gram.pl: 11 634 (#543)

Napisanych postów i komentarzy: 2 571 (#462)

Napisanych recenzji: 1 (#46)

Wpisów na blogu: 386 (#21)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 115 643 (#4)

Archiwum wpisów

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl