avatar

NintendoPassion Użytkownik gram.pl (Przewodniczący) ja.gram.pl/NintendoPassion

Ostatnie odwiedziny

Mój blog (Lipiec 2009)

Deportacja

Życie w USA to nie jebajka. Czasem spotykają nas, imigrantów, problemy i porażki. Czasem katastrofy. Piszę o tym, bo prawdopodobnie nigdy się o takich rzeczach od wujka i cioci z Ameryki nie dowiecie. Wpis powstał dlatego, bo jak w życiu... historia właśnie się pewnej osobie powtarza w tym właśnie momencie.

 

Jak to wygląda?

 

Spotkałeś się z kimś kto był deportowany z jakiegoś kraju? Opowiem Wam kolejną z mojego nie całkiem kolorowego życia historyjkę.

 

Z Amerykiś przyjechał. I co dalej?

Prawdę mówmy. Prawdę mówię. I mnie za młodszych lat wiele głupiego spotkało. Świętego dzieciństwa w tym kraju nie miałem. Od lat jestem, jak to społeczeństwo akceptacyjne określa - na prostej.

Początki były różne. Wesołe, złe, głupie i niebezpieczne.

Bohaterem opowiadania będzie Koot. Gościu 22 lata. Bardzo inteligentny. Wrażliwy na otoczenie. Mózg pełen pomysłów. Twórczy. Ale... no właśnie, słaby psychicznie i łatwo ulegający wpływom.
   Pewnego dnia spotyka go trawa. Trawa śmierdzi. Nie działa za pierwszym razem. Ale spodobało mu się to całe inne towarzystwo. Każdy równy po drinku. Zaczęło się od trawy. W skrócie: z trawy do najmocniejszych narkotyków; okazyjna utrata rodziny i przyjaciół. Już nie takie okazyjne okradanie znajomych. Głód narkotykowy. Napad na obcą osobę. Pobicie. Narkotyki. Wsypuje cie twój -I got yo' back bro- kolega. Tak jak na filmach.  Wiesz nic. Bo jakbyś wiedział chociaż pospolite (za przeproszeniem) gówno, to zdawałbyś sobie sprawę że śmierdzi.

Twoje pierwsze przekroczenie. Więzienie są przetłoczone. Zakładają ci na kostkę tzw. ankle bracelet. Nosisz to na sobie 24/7. Siusiu, apu apu, bzyk bzyk, kąpciu kąpciu. Wszędzie. Rok. Może dwa? Może kilka miesięcy? Ale masz już piętno.

 

Jesteś w areszcie domowym. Nie możesz wyjść. Co miesiąc zgłaszasz się do swojego parole officer.  Co robisz. Czego nie robisz. Ogólnie jesteś w okolicy i dobrze się sprawujesz.

A tak naprawdę to jesteś więźniem swojego własnego domu. Nie wytrzymujesz. Pewnego dnia, zrezygnowany, dzwonisz do niedobitków twoich przyjaciół. A i tak na prawdę to i nie masz ich. Zachodzisz w skrajności. Pewnego dnia trafia cię szlag.

Ja tak nie mogę!

Ucinasz nadajnik przymocowany do kostki. Automatycznie gwałcisz swój areszt domowy. W tym samym momencie najbliższa jednostka policji zostaje o tobie poinformowana. Cały proces trwa sekundy. Jest automatyczny.

Nie ma cie cały dzień. Balangi. Picie. Płacz. Żałość. Obojętność. Na końcu dnia sam, z własnej woli zjawiasz się na posterunku. Areszt. Sąd.  Kilka lat więzienia. Myślisz że wyjdziesz? Że po odsiadce wypuszczą cię na wolność?
Nie. Nie tym razem. Adwokat rozkłada ręce. Ma na tyle sumienia, że informuje rodzinę prosto z mostu. Sprawa może toczyć się kilka lat. Mówimy o dużych sumach pieniędzy. Dziesiątki tysięcy. I nadal nie ma gwarancji na wygraną sprawę.

Płacz. Matka i ojciec winią się za wszystko. Gdzie popełnili błąd w wychowaniu dziecka. Nie mogą się z tym pogodzić.

Natychmiast po wypuszczeniu z więzienia zostajesz aresztowany przez organy imigracyjne. Nie zdawałeś sobie sprawy, że już przekreśliłeś sobie przyszłość w tym kraju. Zostajesz przeniesiony do tymczasowego więzienia imigracyjnego.
On nie jest duży. Co ciekawsze, trudno go znaleźć. Zamykają cie w małym więzieniu ukrytym głęboko w przemysłowej części miasta. Między fabrykami. Jedynym znakiem jest małe godło Stanów z napisem United States Immigration Facility. Wysokie płoty kolczaste niczym nie różnią się od otaczających fabryk. One mają takie same. Jeżeli nie masz nikogo w USA, to tutaj nikt cię nie znajdzie. I nie przejmuj się. Agenci nie będą nikogo szukać.

W ostatni dzień deportacji przywozi się skazanemu jego dobytek życiowy na drogę, zawarty w małej torbie sportowej:

  • bielizna
  • para skarpetek
  • spodnie
  • koszulka
  • szampon, mały
  • szczoteczka do zębów
  • kwota 100USD

To wszystko.

To wszystko zabierasz ze sobą. Rodzinie oraz osobom najbliższym NIE WOLNO jechać na lotnisko. Towarzyszyć ci będzie dwóch agentów z imigrejszyn. Nie lecisz specjalnym samolotem. Władze miasta informują LOT że podlegasz deportacji. Przy pierwszej sposobności trafiasz na samolot z wolnymi miejscami. Obok ciebie przez całą drogę siedzi tych dwóch kolegów. Cały czas jesteś skuty.

Wszyscy na pokładzie zwracają na ciebie uwagę. Z pogardą.

Po dziesięciu godzinach lotu gumy z piskiem dotykają podłoża pasa lotniska. Jesteś w kraju. Zostajesz wyprowadzony z samolotu. Nie masz żadnych dokumentów. Władze graniczne w Polsce nic o tobie nie wiedzą.
Widzisz? Nawet tu nie przywitają cię z otwartymi rękami. Tylko z otwartą celą. W areszcie siedzisz kilka godzin. Władze w Polsce coś muszą się o tobie dowiedzieć. Po tym wszystkim, nie mając praktycznie nikogo w Polsce wychodzisz z lotniska w Warszawie i ...

I co dalej?

 

 

 

komentarzy: 33Piątek, 31 lipca 2009, 06:08

SOAG

Stowarzyszenie - tak
Otyłych - tak
Anonimowych - już nie
Graczy - ano

Na pierwszym planie Ja: Inqboos, potem todbog, grizzlybits i bigtime86.

A tutaj autor zdjęć Bullet 4 U.

 

No i nasze piffo!

 

Na zdrowie!

komentarzy: 16Czwartek, 30 lipca 2009, 02:37

Biała fascynacja czarną kulturą

Wasza fascynacja. Czyli moje skromne obserwacje z Waszych gramsajtów



Hip hop. Nie rap. Stary. Nie nowy. Dlaczego? Bo w dzisiejszej muzyce brak oryginalnej myśli. Wypożyczane samochody na karty kredytowe, laski wymachujące miednicami do kamery z obiektywem szerokokątnym łudzące się że ich kariera wzniesie się do lotu po kilku teledyskach, kilkumetrowe litery z setkami wkręconych 100w żarówek, rzucanie pieniędzy z gry Monopol w monitor, stękanie ah i uh machanie bronią i teksty o niczym. A podobno największe utwory powstają tylko wskutek opresji lub narkotyków.

Ale do czego zmierzam. Na waszych blogach często widzę fascynacje czarną Ameryką, ich muzyką i kulturą. Sposobem bycia. Piszecie: Chciałbym tam być, mieszkać.

Tylko czy zdajecie sobie sprawę że żaden z Was nie zostałby zaakceptowany przez czarnych? Żaden z Was nie postawiłby nogi na ich terenie. W większości przypadków zostalibyście zjedzeni. Albo, jak jeden z moich znajomych, zaatakowany w biały dzień. Uderzony kijem bejsbolowym w skroń podczas postoju na skrzyżowaniu na Kalifornii i 120tej.

Komediant Dave Chappelle trafnie zwrócił uwagę na białych z czarnymi w jednym ze swoich wystąpień. Wyobraź sobie że jedziesz w dzielnicy, gdzie jedynymi białymi są policjanci i tajniacy. Widzisz grupki ludzi na rogach ulic. Miedzy nimi (przykładowo) stoi jeden biały. Kogo obawiałbym się najbardziej? Białego. Dlaczego? Bo on musiał zrobić coś mocnego, aby zdobyć sobie respekt czarnych. Tak to określił Dave.



A jak było ze mną?

Mając szesnaście lat zostałem wrzucony do szkoły publicznej z 50% populacja czarnych. Obecnie zaliczana do jednej z najgorszych w Chicago. Niby angielskiego uczyłem się od dziewiątego roku życia (rodzice dosłownie często sobie od ust odmawiali), ale w kontakcie z żywym językiem wszystko brało w łeb. Tym bardziej kompletnie nie mogłem zrozumieć wymowy czarnych. Nagły szok kulturowy. Wszystko pod ręka. Spodnie z krokiem w kolanach i koszulki po ziemię. Tak. Przez pierwsze dwa lata zachłysnąłem się tym krajem. Bardzo negatywnie. Mój ojciec miał ze mną lekka gehennę [lekka gehenna?]. Nie powiem. Rodzina spisywała mnie na straty: Z niego nic dobrego nie będzie.
Nie należałem oczywiście do żadnego gangu. Zjedliby mnie przy pierwszej lepszej okazji. Ale wszystko okazało się całkiem inne niż mi się wydawało. W Ameryce młodzież bardzo szybko idzie do pracy. Kończąc szesnaście lat i za zgoda rodziców zaczynają pracować tam gdzie się da. McDonalds i tym podobne. I tak w pracy poznawałem czarnych, portorykanów, meksykanów, filipińczyków i innych. A że mam duszę towarzyską, nie długo zajmowało mi zdobywanie znajomości. W momencie gdy nie mogłem się dogadać, radziłem sobie rekami i nogami. Heh. Czasy! Wielu z nich pochodziło z dosyć biednych rodzin z praktycznie żadna perspektywą na życie. Wszystko staczało się do braku pieniędzy. Rodzice nie mieli czasu wychowywać dzieci ponieważ pracowali na trzy zmiany żeby opłacić rachunki i szkolę.
Prawdą jest, że szkoły publiczne są tragiczne w Chicago. Nie wiem czy wiecie, ale za ucieczkę ze szkoły podczas zajęć grozi aresztem. Kilka razy i narobisz kłopotów rodzicom, którzy mogą mieć masę problemów z organami prawa. Dla policji ucieczki ze szkoły = problemami na ulicy i brakiem zainteresowania ze strony rodziców. A w większości przypadków ludzie po prostu starają się związać konie z końcem. My w pracy i szkole zgraliśmy się dosyć szybko. Mała paczka. Kilku murzynów, białych, portorykanów i jeden filipińczyk. Z wieloma utrzymuje kontakt do dzisiaj. Wyprostowali sobie życie w tym bagnie przeciwności losu. A bieda w Chicago jest wszędzie. Wcale nie trzeba jechać na południe miasta, które właśnie słynie ze złej reputacji. Nocne strzelaniny, spalone domy z zaparkowanymi autami na 22" felgach. Czy rymach, jak to tutaj mówią.
Moja kuzynka, młoda i ambitna nauczycielka przyjechała do Stanów Zjednoczony z chęcią poprawienia bytu tutejszej młodzieży. Nic bardziej naiwnego. Co ciekawsze, trafiła dokładnie do tej samej szkoły do której uczęszczałem. I co? Nic. Dziewczyna została załamana realnością tutejszych konszachtów. Gdy konfrontowała uczniów spotykała się z groźbami. Coś co sam dobrze pamiętam. Co cwańsi "polaczki" również nie poprawiał średniej szkolnej. Groźba pobicia nauczycieli czy spalenia ich samochodu to standard. Ale wracając od kuzynki. Po pewnym czasie, aby poruszać się w systemie, musiała sama być jego częścią. Jak to wygląda?
W jednej z klas jest handlarz narkotyków. Wszyscy wiedza kim jest. Nikt nic nie robi. Dla świętego spokoju. Ale przez niego nie mogła uczyć innych. Podczas pierwszych spotkań i ostrzeżeń i kar szkolnych spotkała się z groźba na jej życie. I co zostaje?

Układy.

Poszli na właśnie układ. Ty zostawisz moje klasy w spokoju i nie będziesz handlował. W zamian za współprace ja na średnich ocenach przeposzczę cie do następnej klasy. I tak kolo się toczy. Wpadasz w wir. I albo zostaniesz jego częścią, albo wypadniesz. Choć nie jest to oczywiście wszędzie, jest to jednak autentycznym przykładem z Chicago. Po części sam miałem z tym kontakt.

A co robią czarni? Młoda generacja nie ma pojęcia o swoich korzeniach i swojej historii. Tutaj murzyni wymyślają sobie imiona jak Dekwan i Latwanda, a  tymczasem w Afryce mają imiona jak Tomek i Kasia. Tworzą teledyski o niczym. Wyśmiewają się z białych. Nie tolerują ich. 

 

I tak się zastanawiam... tym mam się fascynować?

komentarzy: 30Wtorek, 28 lipca 2009, 23:22

Katastrofa PC

Wszystko :(
Przegrałem.
Oficjalnie jestem bez komputera. Wpis z auxiliary device.

komentarzy: 28Sobota, 25 lipca 2009, 22:04

Wrażenia: Final Fantasy XIII DEMO

 

Final Fantasy należy do jednych z najbliższych mi sercu gier. Od NES po obecne konsole. Nie grałem we wszystkie części, ale w com pograł to pokochał.

 

 

 

Nie tracąc czasu, zachęcony wpisem Docenta14 postanowiłem się skusić na mój pierwszy film BD. Final Fantasy VII Advent Children. Wychwalił różnicę między wersją DVD a wzbogaconą wersją BD. Czemuż jednak zaprzestać na filmie. W Japonii wyszła specjalna edycja filmu z DEMO nadchodzącego behemota, Final Fantasy XIII. Zamówiłem na znanej Wam zapewne stronie Play-Asia. Cena w miarę przystępna. A film i DEMO kodowane w regionie "0". Zatem żadnych problemów z odtworzeniem.

 

Cała ta przyjemność cofnie cie finansowo o około 80 USD. Zestaw składa się z dwóch osobno zapakowanych płyt BD z małą wkładką. Opakowanie jest przejrzyste, proste. A zarazem przepiękne. Ot cali KKW-ończycy.

Przejdźmy jednak do samej gry. Po obejrzeniu dwóch filmów zawartych na płycie BD z niecierpliwością przystąpiłem do samego DEMO. Wszytko oczywiście w języku japońskim. Ale nie ma się co zrażać. Oczy dostały tak mocno lukrem barw, że przez dobrą minutę zastanawiałem się co jest czym? Czy sceny były z przerywników filmowych, czy też rzeczywistej akcji.

 

 

Po krótkim wstępie dwoje naszych nowych bohaterów znajduje się na czymś w rodzaju pociągu. Natychmiast poznajemy wszelako kopicą naokoło wszystkim dupę, fajną dupę. Tzn Lightning. W pierwszej walce w pociągu, ogarnia ją różowa powłoka energii. Dziewczyna się niczego nie boi. Z nikim się nie patyczkuje. Mimo wiotkiej figury, wygina się zwinnie ciągle przecząc prawom fizyki. Newton na pewno by dostał zawału serca.

Lightning towarzyszy od początku DEMO czarnoskóry cykor Sudz. To dobre! Niby kawał byka, a trzęsie portkami od początku akcji. Dzierży w dłoniach dwie słabo krzyczące giwery. Co mnie jednak rozśmieszyło, to kurczak, którego nosi w swojej afro peruko-zalęgarni.

 

 

Akcja bardzo szybko się rozwija. W pociągu szybko dochodzi do starcia między strażnikami a Sudz i Lightning.

 

 

Po pokonaniu strażników pociąg zostaje zatrzymany wskutek ataku krążących wokół robotów. Nasi bohaterowie wychodzą na zewnątrz i zaczyna się gra. A co dalej? W następnym wpisie...

 

Nie jestem w stanie dalej pisać. Jestem wykończony. Jutro wizytuje u mnie w domu SOAG. 

 

Pozdrawiam Was!

 

Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa.
Więcej zdjęć samego zestawu TUTAJ

komentarzy: 24Środa, 22 lipca 2009, 05:13

Final Fantasy: System Failure

 

Jak zwykle spacerowałem sobie po mieszkaniu w swoim malutkim czerwonym kapturku. Bo ja tak lubię się przebierać, jakby to kogoś interesowało. No więc tak sobie podchodzę w tym czerwonym kapturku do mojego komputera co ma taki duży ekran.

 

Normalnie wypinam się nienormalnie żeby komputer włączyć. Guzik PAŁER naduszam. Bo u na się nie mówi przycisk, tylko guzik. Nadusić też się mówi. Przycisk przyciskać? Redundancja. Nie?

No więc naduszam ten guzik. I guzik!

Aaa! No i zaczyna się bitwa! (tutaj wyobraźcie sobie muzyczkę z FF :)

PC: Attacks with Blue Screen Error

Mario: Mario is stunned! Receives 98 points of damage!
M: Enters WTF state.
PC: Refuses to boot. Hits Mario with Error x00000008.
Mario: Receives elemental damage of Wkurwiaga. HP-1.
Pulls Windows Vista Recovery CD.
PC: Looks ufnased. Casts Could not detect CD message.
Mario: WTF!? Receives elmental damage of Wkurwiaga. HP -3.
PC: Goes into "no monitor signal detected" mode.

No ja perdolniczę. Krew powieki zalewa.

Mario: Drinks Żywiec hi-potion. Mario restores full HP!

No to jak mu w mordę nie przypierniczyłem starym XP SP2 to normalnie mu sterowniki osiwiały. Załadowałem XP. Popiłem Złykiem dla poprawienia poziomu MP. Niestety, dziwak się nieciekawie zachowywał na XP.

No to wypaliłem cygaro na balkonie. Dostałem wtórnego pałeru:

Mario: Gains effect of Nichujaga! Resists Materia +1
PC: Casts protect. Memory fails! Again!
Mario: Drinks Żywiec hi-potion x 6!
PC: Attacks Mario. Mario dodges the Disc Read Error!
Mario: Casts Blak Magic level 2!
Mario: Gains effect of Nichujanagarana! Pulls Win RC7 Magikcs Disk

No to ja mu znowu z Win 7 RC. Tym razem niby wszystko chodzi, ale coś zgrzyta. Wygrałem więc bitwę, ale nie wojnę. Zanosi się na totalną rozbiórkę Gejtweja i poczęstowaniem go jakąś wiązką Gambitów i Techniksów.

 

Silver Lining

Silver lining to nasz odpowiednik Nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło. Tzn? Przez ten cały czas problemów z pecetem i praktycznym brakiem netu, wziąłem się za ponowne podejście do Final Fantasy XII. Zapomniałem połowę wiadomości z gry. Czyli po hamerykańsku:

There is a silver lining in this tragedy. Time to play again some FFXII.

Podkręciłem kilka godzin przez weekend na PS3.

Dodam tylko, że Baltheira gadki są genialne. I bez żadnych takich zapożyczeń typu BTW czy też IMHO. Gramsajty są splagowane tym świństwem. Nawet nie wiecie jak to cholernie razi, jak się czyta takie teksty. Brak zasobów słownictwa? To chyba tylko ja na to mogę cierpieć.

Balthier:

With each passing day, the world finds new and exciting ways to kill a man.

 

I co sprowadza mnie do pytania na temat obrazów z gry:

Czy obecnie istnieje możliwość zapisania obrazu z gry na PS3 bez użycia tzw video capture card? Gra Resistance ma możliwość zapisania obrazu w panelu XBM w trybie multi przy przyciśnięciu Print Screen podczas gry. Czy są inne? Ciekawe.

 

To tyle. Idę walczyć dalej z tym PC.  Tyle tylko dobrego że wszystko zarchiwizowałem, a w lodówce mrozi się Żywiec Hi-Potion.

 

komentarzy: 8Niedziela, 19 lipca 2009, 15:40

Sprzęt: Kable & Kolekcja: Nintendo i PlayStation 2

Kilka słów ...

Jestem wykończony. Ludzie są niesamowici. Raz do rany przytulić, a raz skląć od góry do dołu. Z wpisu zostaną niedobitki, ponieważ Mario jest wymechłany jak ruski czołg. Mówię przełożonemu:

Dajcie mi cholera jasna łopatę i każcie kopać rów. Przynajmniej na końcu dnia będę widział że coś zrobiłem. A jak się pot będzie lał, to będę wiedział z czego.

A tak? Cały dzień przed komputerem i zamówieniami klientów. Użeranie się. Papierki. Wydaje mi się, że nic nie zrobiłem cały dzień. A czas tak cholernie się dłuży. No ale dobra. Koniec dygresji.

Sprzęt

Wzmianka raczej dla techno fobów. Po zakupie nowego TV w pełnym HD obiecałem sobie wszystko odpowiednio podłączyć. Konsole PlayStation 3 i Xbox 360 za pomocą HDMI. Dźwięk kablami optycznymi. Wii i Game Cube kablem component. PS3 podpiąłem oryginalnymi pozłacanymi kablami Sony. Nie dlatego że Sony. Trafiła się po prostu okazja. Oczywiście na eBay. Zamiast $70, zapłaciłem dosłownie $7! A wszystko dlatego, że sprzedawce źle wylicytował przedmiot. Jego strata a mój zysk. Co do Game Cube, to już wyższa szkoła jazdy. Droższa. Kabel component nawet u nas jest bardzo drogi. Za czasów Game Cube, można było kupić bezpośrednio od Nintendo USA za $50. A żem się ociągał, musiałem się ponownie wrócić do eBay. Nie był najtańszy, ale sprzedawca był rzetelny i pewny. I takowy kabel wyniósł $67.

 

Nintendo Game Cube Component Cable DOL-010
Długość: 2.5m
Cena (obecnie): $60-80 USD
JAN-CODE: 4 902370 505580 [japoński kod kreskowy]
Nintendo Japan / USA: produkt głównie przeznaczony na rynek japoński, podczas sprzedaży systemu Game Cube w USA, kabel był oficjalnie dostępny tylko na witrynie nintendo.com za cenę $49.99 USD. Obecnie już nie dostępny.Zostaje eBay.

 

Nawet jak na moją kieszeń, to nie jest tania zabawka. Ale jak podpinać, to raz a porządnie. [... ta, na PS3 kabel żałowałem, a na Nintendo nie, heh, niezły ze mnie hipokryta :P] Dla niewtajemniczonych dodam, że nazewnictwo DOL-000 pochodzi od projektu Dolphin jakim było objęte Game Cube podczas fazy tworzenia konsoli. Stąd skrót DOL.
Pomijając sprawy finansowe, nie każdy posiadacz konsoli ma możliwość podłączenia konsoli metodą component. W Maju 2004, Nintendo usunęło wejście component z konsoli. Mówię tutaj o konsolach w USA. Co do konsol europejskich, raczej nie jestem pewien. Dlaczego tak zrobili? Przez sondaże doszli do wniosku, że mniej niż 4% posiadaczy konsoli posiadało monitory w rozdzielczości 480p. Obcięli koszty produkcji, a cena konsoli pozostała ta sama. Ktoś u nich medal za to dostał. Prawdą jest jednak to, że ich filozofia różni się od konkurencji. Nintendo nie traci na konsolach podczas premiery. Przynajmniej tak oznajmiają swoim udziałowcom na kwartalnych publikacjach obrotów korporacji.

Na zdjęciu, górna konsola DOL-001 i dolna DOL-101 z usuniętym łączem. Czy widać różnicę w obrazie? Na 52" monitorze z pełnym HD jak najbardziej. Czym większy ekran, tym bardziej można docenić jakość. Podłączyłem kilka gier i rzeczywiście jest różnica.

O! Zapomniałbym. Nasze Player's Choice, a po waszemu Platyny, nie zawsze są gorsze. Są wyjątki! Nie wiem czy wiecie, ale wersja Metal Gear Solid Twin Snakes w wersji Player's Choice ma dodaną opcję progressive scan. Premierowa nie ma. Ot, taka mała informacja.

 

Kolekcja

 

ICO
PlayStation 2 NTSC/U
SCUS-97113
UPC: 7 11719 71132 2

Fotki na forum TUTAJ

 

 

 

Metal Gear Solid 3 Subsistence Limited Edition (RED)
PlayStation 2 NTSC/U
SLUS-21243
SLUS-21359
SLUS-21360
UPC: 0 83717 20144 1

Fotki na forum TUTAJ


 

* * *

No i tak ten tydzień mija. Oczywiście musiałem się doigrać małej katastrofy. Nie mam pojęcia dlaczego, ale straciłem zapis FF XII z karty PS2 podczas transferu na PS3. Nieźle.  Użyłem wszystkich oryginalnych połączeń. Widocznie coś nie tak z kartą pamięci? EJ, szkoda gadać.

W weekend planujemy spotkanie SOAG'u u mnie w domu. Jak się uda to coś skrobnę. No chyba że będzie/będą bolały głowy.

 

Jak to powiedział kiedyś Abraham Lincoln do żony w domu:

"Idziemy spać, bo goście chcą już iść do domu"

komentarzy: 19Środa, 15 lipca 2009, 04:51

Urodziny: Młodszej siostry

Obiecałem młodszej siostrze theme park. To miała theme park.

 

A co się działo?

"Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!"


Dzień się skończył z buziakiem w policzek i iskrami w oczach. :D

 

 

I tak sześć godzin w Six Flags Great America, Gurnee, IL.

komentarzy: 44Poniedziałek, 13 lipca 2009, 03:16

Zakup gry z USA. Mini poradnik.

Image Hosted by ImageShack.us

Medal of Honor 10th Anniversary Edition


Wiele osób pyta o sprowadzenie gier z USA. Postaram się przybliżyć Wam kilka ważnych rzeczy, na które trzeba zwrócić uwagę. Nie uważam się w żadnym stopniu za jakikolwiek autorytet. Opisze tylko moje spostrzeżenia z dotychczasowo przeprowadzonych transakcji.

1. Netykieta.


Podstawa pertraktacji. Tak często zaniedbywana. Kontaktując się z potencjalnym sprzedawca lub pośrednikiem należny pamiętać o profesjonalizmie. Nic bardziej nie zniechęca sprzedawcy do współpracy jak niedbała forma i brak grzeczności. Postaraj się przedstawić imieniem, albo nazwa użytkownika (np na Allegro). Maile typu: "Ej ty, widze ze masz przedmiot X. Ja chce X sztuk. Zaplace ci tyle...?" zniechęcają sprzedawcę do jakiejkolwiek współpracy. Nie jeden z Was się już zapewne z czymś takim spotkał.

2. Role


Ty jesteś osoba zainteresowana. Nie dyktuj komuś ceny. Jest to czysty absurd. Nie chcesz? Nie kupuj? Poszukaj gdzieś indziej. Podchodź dojrzale do transakcji. Kto wie, może w przyszłości nadarzy się inna okazja transakcji z kontrahentem? Nie pal mostów.

3. Przedmiot


Zawsze dokładnie opisz (w naszym wypadku) grę, która jesteś zainteresowany. Zdarza się że kupujący i sprzedający mówią o dwóch rożnych rzeczach. Nazwa, model, nr katalogowy producenta, zdjęcie, lub link do strony producenta jest jak najbardziej wskazany.

4. Cena przedmiotu


Wybierasz grę X. Na witrynie internetowej ty widzisz cenę np: $59.99 USD. Kupujący w USA możne, ale nie musi, pokryć dodatkowe koszty ewentualnej przesyłki do siebie oraz podatku. Jeżeli sprzedawca nie oferuje wysyłki gratis, można liczyć się z przykładowym kosztem między $5-10 USD. Sprzedaż podlega opodatkowaniu wtedy, gdy sprzedający prowadzi działalność handlowa w tym samym stanie w którym znajduje się kupujący. Potencjalnie, gra która wynosi $59.99 możne ulec dodatkowemu opodatkowaniu od 5 do 10%. Czyli nasza gra X już może kosztować okolu  $63-66 USD. Pamiętajmy, jest to tylko przykład. Taka sytuacja nie koniecznie musi miedz miejsce. Podatek rożni się w zależności od miejsca zamieszkania i stanu. Chicago, IL ma obecnie najwyższe podatki w USA. O ile się nie mylę 10.25% (to chyba wasz odpowiednik VAT, Value Added Tax).

5. Marża


Sprzedawca nie prowadzi działalności charytatywnej. Celem sprzedaży jest zarobek. Tutaj nie będę wnikał w szczegóły, ponieważ każdy sprzedawca działa inaczej, posiada rożne możliwości dostępu do danego  przedmiotu, wysyłki, itp itd. Ograniczona produkcja, limitowana seria i tym podobne mogą również wpłynąć na wyższą cenę. Oszczędź sobie komentarzy typu "Za drogie". Po prostu kup u kogoś innego. Ciekawe zjawisko, że Polacy rozmawiający ze sprzedawcami z eBay prowadzą inny ton rozmowy niż ze sprzedawcami z Allegro.

6. Wysyłka z USA do Polski


A.
Kilka metod. Zaczynając od Poczty Stanów Zjednoczonych (USPS.com) wysyłka pojedynczej gry możne wynieść mniej więcej od $10 do 15 USD. Wszystko zależy od całkowitej wagi przesyłki. Niektórzy z Was mogą poprosić sprzedawcę od bardziej pieczołowite zapakowanie. Przez zwiększenie wagi przesyłki automatycznie zwiększy się cena. Nie chcesz narzekać jak małe rozdarte dziecko, ze gra z zagranicy przyszła slabu zapakowana? To zapłać dodatkowo. Proste. Chcesz poważnej transakcji? To sam poważnie do niej podchodź. Poczta lotnicza USA informuje o średniej realizacji przesyłki w siedem do czternaście dni. Aby obliczyć koszty poczty lotniczej, proszę skierować się pod adres USPS http://ircalc.usps.gov/. Rozmiar i wagę musisz oczywiście wpisać w funtach (lbs) i calach (").


B.
Istnieją także Polskie firmy kurierskie. Najpopularniejsze to DOMA Shipping i Polamer USA. Oferują ogólnie bezpieczne przesyłki morskie i lotnicze. Wszystkie są dostarczane kurierem w Polsce bezpośrednio do adresata z pokwitowaniem. Klient podpisuje deklaracje i legitymuje się dowodem osobistym. Choć pomyłki się zdarzają, są one rzadkie.


C.
Obecnie cena minimalna przesyłki lotniczej firmą DOMA i Polamer z USA wynosi $20 USD do wagi 4 funtów/1.8Kg. Czyli możesz zakupić kilka gier na raz i nadal zapłacić tylko $20 USD. Każdy dodatkowy funt wynosi $2.16 USD. (Cennik może ulec zmianie w zależności od firmy wysyłkowej). Przybliżony czas realizacji przesyłki lotniczej wynosi siedem do czternastu dni roboczych. Zaznaczam roboczych. Nie kalendarzowych. Technicznie rzecz biorąc gra wysłana w Poniedziałek 6 Lipca 2009 możne dotrzeć do adresata 23 Lipca.

7. Cło
Przedmioty o wartości do 22 Euro / $60 USD nie podlegają ocleniu. Według strony Komisji Europejskiej / Podatki i Unia Celna / stawka  USA wynosi 0%. Źródło TUTAJ. Zdarzają się jednak przypadki oclenia w wysokości 22%. Nie jestem biegłym w tym temacie. Jeżeli się mylę, to proszę o korektę. Gdy wartość zakupu jest deklarowana na przesyłce, istnieje duża szansa oclenia. W praktyce, nadawcy często oznaczają przedmiot jako Gift (prezent) i opisują symboliczną cenę. Przesyłki morskie i lotnicze są sprawdzane wyrywkowo. Lotnicze jednak cieszą się dużą frekwencją sprawdzania.

8. Zamówienia grupowe


Najbardziej ekonomicznym zakupem są zamówienia grupowe. Szczególnie jeżeli mówimy o przesyłkach drogą morską. Jeżeli istnieje taka możliwość, koszty przesyłki dzielone są na wszystkich zainteresowanych.  Po odebraniu paczki w Polsce, zaufana osoba rozsyła przesyłki do adresatów. Jedyną "negatywną" stroną transakcji jest długi czas realizacji. Od 1 do 2 miesięcy. Gdy priorytetem jest kwota, wg mnie jest to najlepsza forma zakupu.

9. Płatności

Gdy sprzedający posiada konto bankowe w Polsce transakcja jest bardzo prosta. Sprzedający mieszkający za granica, nie posiadający konta w Polsce napotyka już na dosyć spore problemy. W tym przypadku osobiście polecam serwis płatniczy PayPal. Wszelkie transakcje wykonane z Polski są automatycznie ubezpieczane do kwoty 1500.00 zł. Za drobną opłatą można oczywiście wykupić dodatkowe ubezpieczenie. Przy dużych transakcjach jest to dosyć zalecane. Serwis ten jest jeszcze mało propagowany w Polsce, ale w USA jest już szeroko akceptowany. Dzięki tej metodzie obie strony dokonają bezpiecznej transakcji międzynarodowej. Oczywiście nie jest to jedyny serwis płatniczy. Formy płatności to temat dosyć rozległy, dlatego nie będę tutaj wnikał głębiej.

10. Bezpieczeństwo

Sprawdź sprzedającego. Jego ilość i jakość komentarzy. Przejrzyj poprzednie aukcje. Jeżeli sprzedający posiada kilkaset pozytywów jest mało prawdopodobne aby chciał dokonać tzw "wała" dla marnych kilkuset złotych. Ale jak stare powiedzenie głosi "Przezorny Zawsze Ubezpieczony".

* * *


Jak to wszystko ma się w praktyce? Posłużę się tutaj grą ogólnie niedostępna Polsce. Wybór padł na:

Medal of Honor 10th Anniversary Edition

Oto co widzisz ty = kupujący w Polsce


Oto co widzi sprzedawca w USA



Cena MSRP: $19,99 USD
Cena z podatkiem: $21.43 USD
Cena z podatkiem i wysyłką $24.42 USD
Gra zakupiona w sklepie Best Buy
Bezpośredni link do produktu TUTAJ

A. Cena z 10% marżą: $ 26.86 USD
B. Cena z 30% marżą: $ 31.74 USD

X obecny kurs USD (przykładowo) 3.30 zł

Cena A: 88.63 zł
Cena B: 104.74 zł

Waga i rozmiar przesyłki po zapakowaniu gry:
Waga: 16oz (uncji)
Rozmiar: 4.5" x 7.75" x 10.25" cali

Image Hosted by ImageShack.us

Paczka za słabo zapakowana? Nie ma sprawy. Możemy wysłać w stalowej skrzynce. Tylko za to zapłać.

Pragnę dodać, że na poczcie wszystkie rozmiary są zaokrąglane do pełnych cali, czyli nasza paczuszka ma 5" x 8" x 11"

Wysyłka lotnicza USPS TUTAJ


Wysyłka lotnicza DOMA

Obecnie stała cena $20 USD

Sami widzicie że gra może kosztować mniej więcej od 133 zł do 170 zł w zależności od metody wysyłki i wysokości marży. W cenę nie wchodzi VAT i cło! A czy się opłaca? Decyzję należy pozostawić Wam. Ceny są zaokrąglone bo w rzeczywistości nikt nie ma czasu na bawienie się w drobiazgi. 

 

Wpis pozostawiam otwarty do edycji. W miarę pytań lub poprawek mogę go zmienić. Mam nadzieję, że przybliży wam to rzeczywisty proces zakupu gier i czego można się spodziewać.

 

komentarzy: 21Niedziela, 12 lipca 2009, 03:04

Chicago: The Ledge at Sears Tower

Szklana pułapka

 

Chicago. City proud to be Alive! Takim i innymi sloganami miasto Chicago chce prezentować się światu. Obecny burmistrz, Richard M.Daley wyraźnie chce dać odwiedzającym znać, że to właśnie miasto Chicago powinno gościć mistrzostwa olimpijskie w 2016 roku. Plakaty i billboardy są wszechobecne. Witają nas również w korytarzach budynku Sears. A właściwie od niedawna przechrzczoną na Willis Tower. Od nazwy firmy ubezpieczeniowej Willis i jej 500+ pracowników rezydujących obecnie w wieży Sears. Err, Willis. Na co mieszkańcy Chicago nie mogą przystać, dla nas ten budynek zawsze będzie Wieżą Sears.

Jesteś w  Chicago chwilowo? Masz ograniczoną ilość czasu? Musisz tutaj przyjechać. Sears Tower to jak Pałac Kultury w Warszawie. Byłeś? Nie zwiedziłeś? To nie byłeś!

Niestety prawda jest taka, że istnieją rdzenni mieszkańcy tego cebulowego pola, którzy nigdy nie byli w centrum miasta. Nieprawdopodobne. A jednak prawdziwe. Zanim przyjechałem do tego kraju zawsze zastanawiałem się, dlaczego ludzie nie przywożą ze sobą więcej zdjęć z tego wietrznego miasta? Po latach, sam zadawałem sobie tao samo pytanie. Teraz nie mam wymówki.

Zatem z przyjemnością zabiorę Was na ponowną wycieczkę na Wieżę Sears. Powód. The Ledge! Atrakcji usytuowanej 103 piętra nad ziemią. Albo jak głosi jeden z plakatów w budynku, 262 Michael'y Jordan'y. Po naszemu? Tylko 412 metrów!

The Ledge

 

Podczas stu milionowej renowacji, miasto postanowiło dodać wieży dodatkowego splendoru. Nie żeby brakowało wrażeń. W końcu 103 pięter w 60 sekund to jest osiągnięcie... ale...

Zwiedzający ciągle kleili się do szyb chcąc spojrzeć w dół. Dzięki menedżerowi projektu Lou Cerny i firmy Skidmore, Owings & Merrill LLP, zwiedzający mogą teraz rzeczywiście wystąpić cztery stopy (ok. 1.2m) poza wieżę i sprawdzić swoje nerwy. Przed katastrofą chroni nas szklana pułapka skonstruowana z potrójnych szyb o grubości pół cala każda i wytrzymałości pięciu ton. Jako ciekawostkę dodam, że owe szklane balkony mają możliwość wsuwania się do środka wieży, w celu umożliwienia mycia szyb.

 

 

Robi wrażenie

Nie mam lęku wysokości. Wiem że cała machina jest wykonana solidnie i może zostać zniszczona tylko w czołowym zderzeniu z samolotem. Ale... Przyznam się. Miałem lekką rezerwę. Zanim postawiłem pierwszy krok, przystanąłem na chwilę i obserwowałem zachowania innych. Nie brakowało dzieci i osób w swoich diamentowych latach. Były śmiechy i okrzyki paniki. Co niektórzy pękali na krawędzi. Nie potrafili się przełamać i postawić stopy na szkle. 

 

 

Inni kładli się na szklanej podłodze, kleili się do ściany. A co odważniejsze zwierzęta lekko podskakiwały, ku przerażeniu innych. 

 

Krawędź. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że stojąc na dywanie przed krawędzią szyby już znajdujesz się na platformie konstrukcji.

 

Tutaj yours truly. Pod stopami ulica 233 S Wacker Dr. Dodam tylko, że budynek posiada własny kod pocztowy. Zip Code 60606.

 

Co bardzo podoba mi się w zachowaniu amerykanów to ich spontaniczność. Widząc np gromadkę osób robiących sobie zdjęcia, często podchodzą i pytają się uprzejmie: Czy chcecie zdjęcie razem? Sami wiecie jak to jest. Mało kto ma statyw, który i tak jest uciążliwy. Zawsze nie ma kogoś na zdjęciu. Fotograf to musi cholerka zawsze ucierpieć. I ku mnie zwróciła się pewna staruszka, z pro aparatem większym niż ona sama. Dzięki niej też mogłem uwiecznić swoje nieskromne lica.

 

Trzy, z czterech szklanych komnat były dostępne dla zwiedzających. Patrząc w lewo widzimy sąsiednie pomieszczenia. Oto jak prezentuje się piętro widokowe, zwane Skydeck od wewnątrz.


Po lewej stronie na zdjęciu można zauważyć wsunięte do środka szklane pomieszczenie. Na suficie widać częściowo odsłonięte szyny, które pozwalają na przesunięcie pomieszczenia. Tutaj kilka osób spogląda na północną stronę miasta. W tle, drugi drapacz chmur: John Hancock Building.

 

Widok

Jest spektakularny. W pogodny dzień widoczność do 80km! Na jednym ze zdjęć znajduje się Tekla! Niespodziewany rezydent 103 piętra. Podkreślam, na zewnątrz!


Ciekawostki trzy.

1. Chicago. W języku plemienia Indian Potowatomi, którzy zamieszkiwali te tereny, w luźnym tłumaczeniu znaczy: dzikie śmierdzące cebule, lub pola śmierdzących cebul.

2. Wietrzne Miasto. Windy City. Nie ma to nic do czynienia z wysokimi budynkami, w których wieje wiatr. Nazwa pochodzi od ciągle kłócących się polityków parlamentu stanu Illinois.

3. Wieża Sears odchyla się od pionu do 15cm.

* * *

Moje osobiste wrażenie szklanych pomieszczeń? Pozytywne. Jak najbardziej. Wygląda straszniej z dołu. Brak solidnego widoku pod stopami myli nasze zmysły. Jednak bardzo szybko oswoiłem się z tym zjawiskiem.

Info

Parking. Nie trudź się i nie walcz o miejsce. Zaparkuj przy najbliższym parkingu publicznym. Opłata wyniesie cię około $25, max $30. Wejście na SkyDeck za osobę kosztuje $14.95. Możesz oczywiście nabyć tam pamiątki. Będą one dosyć drogie. Z drugiej strony, w takich i podobnych miejscach zawsze są.

Plus

W trakcie robienia pierwszej fotografii, podszedł do mnie przechodzień i natychmiast nawiązał krótką i miłą rozmowę na temat fotografii amatorskiej i Wieży Sears. Zapytał się gdzie wrzucam swoje fotografie? Odpowiedziałem, że oczywiście na Flickr. Po powrocie do domu, czekał na mnie krótki mail od owego przechodnia. Muszę przyznać, że na jego amatorszczyznę, to piękne fotografie. Kto ma czas, niech zerknie.

Zabronione

Na Skydeck nie wolno przynosić statywów. 

http://www.flickr.com/photos/40142450@N00/

 

Na koniec zapraszam do obejrzenia tego krótkiego filmu i zapytam:


Wejdziesz?

PS - W następnym wpisie o imporice gier z USA. Na chłopski rozum.

komentarzy: 40Środa, 08 lipca 2009, 20:31

Kolekcja: Metal Gear Solid Premium Package Japan

 

 

 

Prywatna kolekcja:
Platforma: PlayStation

Metal Gear Solid Premium Package Japan

  • stan: używany, bardzo dobry
  • tematyka: Metal Gear Solid
  • rok wydania: 1998
  • wersja językowa: japońska
  • wydanie premierowe: tak
  • JAN-CODE: 4-988602-495942
  • numer katalogowy Konami Japan (KCEJ) VX105-J1
  • numer katalogowy Sony PlayStation Japan (SCEJ) SLPM-86111-3 
  • w skład zestawu wchodzą:
  • srebrne limitowane opakowanie premierowe
  • Metal Gear Solid Classified - srebrny folder z wywiadami, fotografiami i grafiką z gry
  • czterostronicowy plakat z Metal Gear Rex
  • oryginalna biała koszulka MGS, nowa, nie noszona, jeden rozmiar, L
  • limitowany nieśmiertelnik / dog tag z numerem: 23579
  • 6 nowych srebrnych pocztówek z bohaterami gry
  • METAL GEAR / METAL GEAR 2 SOLID SNAKE Music Collection - muzyka z gry, lekkie rysy na płycie
  • gra: Metal Gear Solid, wersja japońska NTSC/J, dwie płyty CD SLPM-86111 i SLPM-86112, płyty w idealnym stanie
  • DEMO Suikoden II (Gensosuikoden II) SLPM-86113 z ulotką reklamową, płyta w idealnym stanie
  • instrukcja obsługi w idealnym stanie
  • tekturowy grzbiet z opakowania
  • karta gwarancyjna
  • naklejki Metal Gear Solid na karty pamięciowe
  • rozmiar pudełka: 65 x 272 x 367mm 

  • Link dyskusyjny na forum TUTAJ

    Kolejna gra z mojej kolekcji. Stan bardzo dobry jeśli nie celujący. Srebrne opakowanie kartonowe ma kilka mały wgnieceń. Postaram się coraz części dzielić się z Wami moją kolekcją. Nie miałem ostatnio jakoś na to czasu. Dogania mnie codzienność. Zestaw nabyłem nie przez eBay, a przez serwis aukcyjny Yoahoo Japan.

    Będę starał się uzupełniać tą rubrykę częściej. A twardy dysk rzeczywiście mógłbym odciążyć. Obecnie gra jest bardzo dobrze zabezpieczona. Leży w magazynie razem z trójką. Trzeba będzie teraz poszukać MGS 2 Premium Package do kompletu. Może jednak po powrocie z Polski.

    komentarzy: 26Wtorek, 07 lipca 2009, 11:18

    FOTOGRAFIA: PORTRET

    Tytuł: Ruda
    Rozmiar: 1000x580
    Aparat: Kodak LS 443
    Piksle: 4.0
    Program: Adobe Photoshop CS2
    Lokacja: Okolice jeziora Michigan/ Chicago, IL
    Data: 06/07/2006

    Świdrowałem po dysku. Pada mi PC. Archiwizuję powoli wszystkie pliki. Natrafiłem na to zdjęcie, kiedyś bardzo bliskiej mi osoby. Nie jestem profesjonalnym fotografem. To zdjęcie jednak należy do tych, które lubię najbardziej. Z czysto artystycznych walorów.

    Pamiętam, kobiety często z zazdrości komentowały:

    Kto ci robił trwałą?

    Prawda taka, że to były jej naturalne włosy. Nie rude. Czerwone. A dzięki Photoshopowi podkręciłem czerwień do maksimum.

    Mam takich zdjęć z dawien dawna masę na dysku. Czasami napotykam się na nie przypadkowo. Wtedy jeszcze nie archiwizowałem zdjęć biorąc pod uwagę, jak ważny jest opis. Postanowiłem wrzucić na ten blog dosyć spontanicznie. 

    Niestety, nie mogę znaleźć oryginału. Co pewnie nie da mi teraz spokoju. Mam jeszcze jedno w większej rozdzielczości. 

    Macie jakieś propozycje retuszu? Poprawek? Zmian?

    komentarzy: 10Niedziela, 05 lipca 2009, 14:07

    Mario sprzedaje: GTA IV Panel Frontowy Xbox 360

    Sprzedaję od symbolicznej złotówki.

    Grand Theft Auto IV panel frontowy do Xbox 360.

    Nowy. Bez Ceny Minimalnej. Wysyłka z Polski.

     

    Promocyjny panel frontowy, rozdawany jako bonus w zamian za pre-order gry. Panel nigdy nie był dostępny w sprzedaży detalicznej. 

    Szacowana cena detaliczna, około $20,00 USD

    Aukcja TUTAJ:

    Kup Teraz: TUTAJ:

    komentarzy: 21Piątek, 03 lipca 2009, 23:21

    Road Trip - czyli w szesnaście dni dookoła USA cz.10

    Poprzednie wpisy Road Trip: 1 2 3 4 5 6 7 8  9

    Kalifornia

     

    Cały czas. Mimo ciągłych wiadomości o niesamowitym deficycie budżetowym tego stanu jakoś nie mogłem tego odczuć. Słońce witało nasze bezrumieńcowe policzki. (uwielbiam słowotwórstwo. czasem wychodzi mi to nieświadomie a czasem z braku edumekacji).

    Licznik bije kolejne mile.

    Udajemy się do plaży Avila. Zapomniałem się już dawno. Krajobrazy kolorowały nasze oczy już od ponad 3000 mil. Jestem urzeczony. Może lekko melancholijny. Dotychczas kalifornijskie wina kojarzyły mi się z etykietą w sklepie. Sonoma brzmiało jak nazwa kolejnej marki samochodu. A teraz? Teraz przemierzamy zbocza konkurujące z francuskim Bordeaux czy też Provence. A ile w tym prawdy? Nie wiem. Nie jestem znawcą win.

     

    Dzisiaj jestem odwiedzającym. Podziwiam trud ludzkich rąk tak jakoś geometrycznie. Rzędy winorośli. Według czyjegoś planu. Nie zatrzymujemy się niestety. Nie na wszystko mamy czas. Nawet na darmowe smakowanie win. 

     

     

    Plaża czeka. Zwę go Oceanem Specyficznym. Towarzystwa fal nie mamy dość. Dziewczyny kręcą się w aucie. Sprawdzamy pozycję wg GPS. Laptop wędruje z rąk do rąk. Przeglądamy wcześniej zrobione zdjęcia. Śmiejemy się. Jemy. Śpimy. Atmosfera.

     

    Na wszystko brakuje czasu. Nie zatrzymujemy się. Kto wie, może to i dobrze. Zawsze będzie wymówka aby tu kiedyś wrócić.

    Avila Beach, CA.

     

    Docieramy do kolejnego punktu naszej wycieczki. Dziewczyny już nie mogą doczekać się piasku i fal. Ja mam w głowie tylko jedno. Wyprostować kości. Ciasne auto daje we znaki.

     

    Avila Beach wita nas kolorowo. Dosłownie. W ciągu kilku ostatnich lat miasteczko przeszło kilka renowacji w celu przyciągnięciu turystów. To miejsce tchnie atmosferą małych miasteczek, które oglądamy w filmach fabularnych. Specyficzny mikroklimat pozwala na wspaniałe spędzanie czasu prawie do godziny jedenastej. W południe, władzę przejmuje niemiłosierne słońce. Chroni cię tylko cień i woda oceanu specyficznego. Jestem zakochany tymi widokami. Wszędzie panuje spokój. Gdzieniegdzie ciszę przerywają krzyki dzieci. Ludzie uśmiechają się do nas. Ale nie tak sztucznie jak w sklepach, po wydaniu kasy. Inaczej. Ciepło.

     

    Samo miasteczko, położone na wzgórzu mieni się kolorami i krętymi drogami. Kupujemy lody i spacerujemy tu i tam. Zaglądamy co to do niektórych witryn sklepowych. Tutaj przedmioty są ręcznie robione. Na miejscu. Nie w Chinach. (nie wyobrażam sobie spacer po Krakowie i zakup  przecenionych figurek... wyprodukowanych w Chinach).

     

    Plaża

     

    Chyba za dużo tych opisów wody. Wolę przebywać w górach niż na plaży. I tu jednak doceniam otaczające nas piękno i atmosferę. Zdjęcia raczej mówią same za siebie.

     

    Rekiny

     

    Pływaj na własną odpowiedzialność. Znak ostrzegawczy. Notowany atak na człowieka. Hmm... Wskoczyć?

    Molo

     

    Tutaj spędziliśmy troszkę więcej czasu. Kto był to wie. Molo wg mnie ma coś w sobie, czegmu nie można się oprzeć. Twardo pod stopami ale...

     

    Kręcąc się tu i tam upatrzyłem rozgwiazdę. Pierwszy raz na wolności. Niestety nie jestem profesjonalnym fotografem i za nic w świecie nie mogłem uchwycić ostrości.

     

    Zostajemy na tyle, aby nacieszyć się kolejnym, pięknym zachodem słońca.

     

    Delfiny okazały się lepszymi statystami :D
    Pan Pelekan tyż :P

     

     Ciągle woda. Ciągle Kalifornia. Mógłbym tam zostać. Szczerze. Przeprowadziłbym się dla samego klimatu i atmosfery. Co dziwnego, w tych małych miasteczkach niby zabitych dziurami, ma się wrażenie bycia częścią czegoś większego. Ucieczka od świata codziennego. Nasuwa mi się scenka z jakiegoś filmu, gdzie znakiem przestankowym w rozmowie długowłosego blondyna jest wyraz dude!

    Prozaiczny wpis. Notka z naszego życia. Gdzieś tam. Ale moje.

    * * *

    1. Nie spodziewałem się tak pozytywnej reakcji z wpisu o sklepie GameStop. Ciesze się że miałem okazję Wam jakoś przybliżyć ten przybytek gier.

    2. Ten tydzień będzie dla mnie ciężki. 4th of July, czyli święto niepodległości wiąże się z moim ponownym dniem w pracy. Będę miał bardzo mało czasu na cokolwiek.

    3. Kabelek optyczny do X360 jeszcze nie dotarł. Natomiast dźwięk 5.1 z PS3 na kablu optycznym to dzień i noc w porównaniu ze zwykłym łączem audio. Jestem pod ogromnym wrażeniem.

    4. Bilet do Polski w kieszeni :D 02/09-28/09. Oj będzie się działo.

     

    Dziękuję Wam wszystkim za wizyty i komentarze.

     

    Mario

    komentarzy: 47Czwartek, 02 lipca 2009, 04:21

    follow me




    EMAIL ME

    Ostatnio gram w

    Tytuł gryPo sieci?Ukończona?

    Moje statystyki

    Na gram.pl jestem już: 4402 dni

    Moich wejść na gram.pl: 11 634 (#543)

    Napisanych postów i komentarzy: 2 571 (#462)

    Napisanych recenzji: 1 (#46)

    Wpisów na blogu: 386 (#21)

    Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 115 664 (#4)

    Archiwum wpisów

    Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
    © gram.pl