avatar

NintendoPassion Użytkownik gram.pl (Przewodniczący) ja.gram.pl/NintendoPassion

Ostatnie odwiedziny

Mój blog (Luty 2009)

Jak tam jest...

 

Grass is always greaner on the other side.[or so you think]

 

Nigdy nie marzyła mi się Ameryka. Pff. Marzyła mi się Akademia Sztuk Pięknych. Hasior mi się marzył.
Większość mojej rodziny wyemigrowała do USA wieki temu. Nam się jakoś nie darzyło. Ciągle była mowa o wyjeździe. Nigdy jednak poważnie. Nigdy nie zaprzątałem sobie tym głowy. Humanista. Pstro w głowie było. Pełen pomysłów.
I tak upływał czas. Nie przelewało się moim rodzicom. Biedni jednak nie byliśmy. Pewnego dnia ojciec otrzymał wizę, na którą i tak nie liczył. Zaraz po komunie otworzył mały biznes. Szyldy i reklamy. Zaczęło się lepiej na wsi robić. Kolorowy telewizor. Magnetowid. Schneider, pamiętam. Telefon! O w mordę jeża! Jak już telefon był na wsi to się wiedziało że się będzie coś miało. I powoli świadomość wyjazdu do tego kraju wsiąkała. Miałem wtedy szesnaście lat. Głupi. Naiwny. Pamiętam, na lekcjach polskiego zawsze zastanawiałem się jak można tęsknić za takim krajem jak Polska?

A można.

Przez pierwsze dwa lata było mi bardzo ciężko. Bariera językowa. Pomimo faktu, że mama ładowała ostatnie zaskórniaki na przepłacone lekcje angielskiego, w USA okazało się że nic nie umiem. Mówić znaczy się. Kompletnie nie rozumiałem czarnych. Język magia. Siedem lat angielskiego w Polsce przydało się do pisania i czytania. Ale wymowa była tragiczna. To było straszne. Naśmiewanie się w szkole.
Najgorsze było to, że najbardziej naśmiewali się z nas (świeżo upieczonych imigrantów) nasi rodacy. Że źle mówimy. Kaleczymy. Nie rozumiemy. Nie potrafimy wymówić TH. Osobiście dyndało mi to koło lewego jajka. Nie balem się być wyśmianym. Nie bałem się prosić o powtórzenie. Nie bałem się przyznać że nie rozumiem. Dziś ci co się wyśmiewali, płacą innym za to żeby przetłumaczyć coś z angielskiego na nasze. Nie. Nie mogę mieszkać w tym kraju i nie władać tym językiem. Zdolności lingwistyczne jednak miałem. Podłapałem szybko. Dzisiaj z lekkim uśmiechem na twarzy wspominam te czasy. Szkołę. Ludzi. Znajomych. Dziewczyny. Pierwsze znajomości. Łezka się w oku kręci.

Teraz wiem że tęsknię za krajem. Nie za ludźmi. Nie pamiętam zbyt wiele osób. Tęsknię za miejscami. Lasem. Jeziorem. Górami. Odliczam dni do mojego wyjazdu do Polski. To już chyba... siedem lat nie bylem. Nie jestem z gór, ale po kilku wycieczkach ciągnie mnie tam jakoś dziwnie. Mam rodzinę w Pieskowej Skale. Do Maczugi Herkulesa na rzut kamieniem prawie. Cóż za piękne okolice. No i Kraków.

 

Ameryka to dziwny kraj. Zapędzony. Okradziony ze snu. Okradziony ze snów. Wiecznie utopiony w finansowych bezdennych wodach kredytu, który nie pozwala średniemu człowiekowi się wynurzyć i dostrzec jego piękna. A jest to tak wiele do zobaczenia. Tak wiele do odkrycia.
Nawet nie wiecie jak bardzo bronię się rękami i nogami aby ni popaść w marazm tego AMERICAN DREAM. Czymże jest ten american dream? Praca? Dom? Samochód? Rodzina? Tak, w tej właśnie kolejności. Ujebany od rana do nocy żeby spłacić ratę za dom. Żeby w sobotę rano skosić trawę przed domem, która jest taka sama jak u innych sąsiadów przez następne kilka kilometrów ulicy? Żeby mieć dobrą pracę? Teraz mieć pracą, obojętnie jaką, to jest szczęście. Samochód? Większy, szybszy i droższy od sąsiada? Samochód na który cię nie stać? Rodzina? Gdzie czas na rodzinę? W weekend? Ni 38ja! W weekend zapierdalasz od świtu do nocy koło domu, który zaniedbywałeś cały tydzień bo byłeś zapracowany.

I to jest ten słynny american dream?

Nie. To jest american slavery. System of dependency. Człowiekowi potrzeba przyrody, powietrza, słońca. Mi tego potrzeba.

 

Mam nadzieję opisać Więcej. To co dobre i złe. Jak medal. Są dwie strony. Jak już wspominałem w poprzednich wpisach, wykonałem ponad 10 000 zdjęć z wycieczki. Będzie co wrzucić. Będzie co zobaczyć. Będzie co przeczytać. Mam taką skromną nadzieję że zagości tutaj ktoś raz na jakiś czas.
Prawda. zrobiłem sobie przerwę. Potrzebowałem tego. A niedawno otrzymałem taki mail:

"Smutno piszesz, Mario. Jakoś tak refleksyjnie, melancholijnie i listopadowo.
Jest maj. Słońce. Młode liście. Szmaragdowe powietrze. Ciepły wiatr.
Jest kawiarenka. Jest muzyka, są nowe odkrycia.
Uśmiechu życzę."

 

Uśmiechu życzę...

Napisałem tak, bo tak się obecnie czuję. Melancholijnie. Bo tak. Zapewniam. Nie jestem pesymistą. Wręcz przeciwnie. Pełen śmiechu optymista. Ale i mi wpadnie taki moment, że zakręci tam gdzieś w głowie i nie chce wypaść.
Nawet granie mi jakoś nie idzie. A właściwie jak krew z nosa. Nie wiem czy mam się brać za jakiś tytuł czy nie. Nie czytam wiadomości w necie. Sięgam tylko po czasopisma. Lubię czytać magazyny z grami. Czy to PlayStation, Game Informer czy też Nintendo Power. Wszystkie przykuwają moją uwagę. Papier to nie internet. Szeleści pod opuszkami palców. Papier jest piękny. Ciężko pracuję w pocie chleba na kawałek czoła. Nie żałuje na prenumeratę. Czytajcie czasopisma. Bo trzeba!

 

To straszne jak szybko można okraść się samemu z życia. Nie pozwolę sobie na to. Ni 38ja!

Wiem, że ten wpis pełen nie składu i chaosu. Ale może tak lepiej. Bo szczery. Prawdziwy. Prosto z mojej zmęczonej głowy. Wbijam trzykroć nie te klawisze co trzeba. Wpis pełen błędów. Ale mój. Własny. Prawdziwy.

Przyjdzie czas. Na wszystko.

 

Piątek, 20 lutego 2009, 11:22

Majowe umieranie

 

 

Maj...

Razy jeden

Smutny miesiąc razy 2. Dzisiaj mija pierwsza rocznica śmierci mojego brata, Valdiego.

Po jego śmierci zastanawiałem się czemu mi go zabrał. Czy to jest fair? Czemu taki młody człowiek miał odejść? Patrząc z perspektywy czasu mogę stwierdzić że mi go nie zabrał.
   Jak wygodnie jest sobie wszystko tłumaczyć na swoje. Boga nie ma. Ale jak tylko coś nie tak, to trwoga do niego. Jadę przez swoje życie. Nagle przede mną w ułamku sekundy staczam się w karambol. Szybko w duchu proszę Go o ratunek. Omijam. Unikam wypadku. Powracając z lewego pasu na prawy, wracam do swojej wygodnej, bezbożnej postury. Bo już mi Go nie potrzeba. Świetne życie. Bóg istnieje tylko w trwodze, wypadkach, biedzie i braku funduszy. Daj. Daj. Daj mi to i tamto. Jak mam co mi trzeba, to nie istnieje.
   Teraz patrzę na to inaczej. Dzięki Mu za ten czas, który z nim spędziłem. Za te uśmiechy, bijatyki na piętrowym łóżku, granie w gry do późnych godzin na Game Boy. Bosze, to były lata. A ile razy mu wpierdolniczyłem podczas pseudo zabaw typu kto tu rządzi. Dzisiaj jest inaczej. Dzisiaj myślę o nim cały czas. Nie obwiniam nikogo że go nie ma. Obwiniam siebie, że za mało byłem z nim. Że za mało byłem bratem. Winić? Kogo?

Siebie. Siebie winię za wszystko. Boga w to nie mieszam. Nie mi jest zrozumieć co mu tam w tej księdze żywota piszczy.

 

Razy dwa

Śmierć to znaczy. Śmierć w Maju razy dwa. Pewna znajoma mi osoba spędziła, w oczach wielu, dosyć pełne sukcesów życie. Miał. Był. Widział. Znał. A jego znało wielu. Można by rzec, człowiek sukcesu. Postanowił wrócić do Polski. Powiedzmy młody mężczyzna.
   W niecałe sześć miesięcy zniszczył go rak. Całe życie palił papierosy. Nie potrafił rzucić. I wszystko się skończyło. Odszedł w szpitalu, sam, tylko z jedną osobą przy nim. Z rodziny. Bał się umierać. Bał się. Czego? Bał się umierać, czy bał się tego co go może czekać? Nic go nie czeka, ktoś powie. Osobiście w to nie wierze, ale jak już niektórzy pamiętają mnie, to wiedzą, że nigdy nikogo do niczego nie przekonywałem. Nie czułem powodu wyjaśniania moich decyzji czy postępowań. Co czuję? Brak i pustkę. Bo to był człowiek, o którym się mówiło. Mówiło się bo umiał z innymi rozmawiać. Umiał wysłuchać.
Umiejętność wysłuchania ma większą moc niż słowa.
Pomagał. Pomógł wielu ludziom. Pomógł moim rodzicom, kiedy nikt inny im nie mógł pomóc.

Śmierć razy dwa nie smuci mnie. Przypomina mi o osobach, które kocham, o których myślę. Skłania do refleksji. Zapomnienie to prawdziwie prawdziwa śmierć!

***

Co za dziwny wpis? Odszedłem. Teraz jestem? Pisze rzeczy nie związane z grami? Zwierzam się? Tęsknię za czymś? Co dalej się tu będzie działo? Czy będę nadal pisał i kontynuował wpisy o grach, wycieczce i przemyśleniach? Czy wrzucę coś o Chicago?

Zapewne. Ale teraz będzie inaczej. Prywatnie. Może zbyt prywatnie. Bez komentarzy.

Sobota, 14 lutego 2009, 18:36

Pocałunek Mongolskiego Księcia

 

Witaj,

Jak się masz? Dobrze zapewne. Zdrowie jest? Jest - powiadasz? Bo było. To dobrze. Cieszy mnie ten fakt. Piszę do Ciebie, ponieważ muszę się z tobą podzielić pewnym pięknym momentem.
A cóż jest życie, jak nie momentem - powiadasz.
Prawda. Ja. Zabiegany w codzienności po mokrych ulicach miasta mijam wszystko to, co najciekawsze. Omijam to co najważniejsze, myśląc że to czym się zajmuję obecnie przyniesie mi plon później. Widzisz, jestem bardzo, ale to bardzo okradzionym z życia człowiekiem. Wszystkie zmysły potrafią być oszukane w sklepie, wymieniając nie istniejącą walutę na nie istniejące przedmioty.
A wiesz? Wczoraj oczarował mnie aromat muzyki.
Nie rozumiesz? A tak. Zaraz ci wytłumaczę. Niech ogarnę myśli.
Wracając z pewnego biura, kątem oka ujrzałem: Księgarnia. Muzyka. Kawa. Po polsku. Tak, po polsku. Tyle razy mijałem ten zakątek. Tyle razy nie zwracałem na niego uwagi. Cóż za strata...
Cóż straciłem?

Duże okna, w nich masa kolorowych grzbietów książek. Przeważającym kolorem był jednak ciepły brąz. Jak metal ciężkiego słowa. Przystanąłem. Godziny otwarcia. Wchodzę. Uderza mnie zapach papieru, cisza przeplatana szelestem palców przewracających kolejne strony. Muzyka w tle. Kawa.
Poczułem się nagle jak w nieistniejących już miejscach, które oglądamy tylko w filmach przygodowych z fikcyjną atmosferą. A tutaj jest inaczej. Miło. Ciepło. Polsko. Błąkam się pomiędzy regałami, sam nie wiedząc co tutaj robię i czego tutaj szukam. Dotykam palcami regały. Oczami błądzę. Miły sprzedawca spogląda na mnie. Widzi mnie tutaj po raz pierwszy. Tak. To właściciel. Dzień dobry! Może kawy? Chętnie - odpowiadam. Kierowany otwartym gestem dłoni, siadam przy malutkim stoliku. Aromat kawy uspokaja mnie.

Tak. Lubię kawę.

Niestety moja automatyzacja życia codziennego, już dawno wytarła ze mnie przyjemność nią się delektowania. Jestem nałogowcem. Nie piję kawy. Ja po prostu wlewam ją w organizm. Tak się przyzwyczaiłem. A tutaj... Nie. Inaczej. W małej filiżance. Gorąca. Mała czarna. Nasuwają mi się dwa obrazy myśląc o mała czarna. Oba są miłe.
Odpoczywam. Rozglądam się wokół siebie. Dostrzegam sekcję z płytami CD. Polska muzyka, o której praktycznie nic nie wiem. Prawie. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu dostrzegam ją. Jest! Nowa! Dla mnie nowa. Wstyd, że tak mało wiem o resztkach muzyki, której nigdy się nie wyrzeknę.
Zaciekawionym, nie myśląc długo pochwyciłem ostatni egzemplarz. Teraz, siedząc przy tym malutkim stoliku, piłem kawę słuchając muzyki. Nagle powróciłem do tych dawno utraconych lat. Poczułem się spokojnie. Nagle zdałem sobie sprawę jak dużo straciłem mijając codziennie ten malutki sklepik.

I widzisz? Kupiłem sobie trochę szczęścia. Za $18,95.

... plus podatek.

Sobota, 14 lutego 2009, 17:50

GS OFF

Ok. Biorę przerwę.

 



 

Muzyka

Głośniki na całą parę! Ostrzegam!

Nie przesycam mojego gramsajta nigdy w wideo ani w muzykę. Staram się być bardzo selektywny. Publikuję to co wydaje mi się najlepsze w danej sytuacji. Jest to utwór, który zakupiłem na iTunes. Niesamowicie energiczny i motywujący. W momencie gdzie wydaje się kończyć, nagle wybucha ogromną energią. Energią, której mi bardzo trzeba ostatnio.

Jeżeli mogę Was o coś prosić, to o wysłuchanie właśnie tego utworu. Nie trafi do każdego. Dla mnie, działa jak adrenalina. Podczas biegu w momencie załamania dodaje mi drugiego wdechu.

Bardzo interesuje mnie wasza szczera opinia na temat tego utworu. Czy znalazłby się na twojej liście kawałków działających jak adrenalina?

GS OFF

Biorę przerwę od pisania bloga. Nie wiem jak długo. Nie wiem czy wytrzymam bez pisania. Jestem uzależniony od tego portalu. Będę Was odwiedzał i komentował troszkę. Czuję się jak cyborg czasem. Nie wiem czy to dobre...

Mam masę rzeczy do przekazania. Kiedy ja na to znajdę czas?

I pamiętajcie o tych świętych polskich przysłowiach:

"Czym chata bogata, tym goście rzygają!"

"Goście i ryby po trzech dniach śmierdzą!"

 

 

 

Niedziela, 01 lutego 2009, 16:39

follow me




EMAIL ME

Ostatnio gram w

Tytuł gryPo sieci?Ukończona?

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 4347 dni

Moich wejść na gram.pl: 11 634 (#542)

Napisanych postów i komentarzy: 2 571 (#462)

Napisanych recenzji: 1 (#46)

Wpisów na blogu: 386 (#21)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 114 992 (#4)

Archiwum wpisów

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl