avatar

NintendoPassion Użytkownik gram.pl (Przewodniczący) ja.gram.pl/NintendoPassion

Ostatnie odwiedziny

Mój blog (Listopad 2009)

Rasizm odwrotnie

życie, USA, praca, game stop, rasizm

 

Pewne dzisiejsze wydarzenie skłoniło mnie do opisania powodu mojej rezygnacji jako manager sklepu z Game Stop.

 

Rasizm to jest rasizm!

Nie ma czegoś takiego jak odwrotny rasizm.

Amerykanie nazywają nienawiść białych do innych kolorowych rasizmem. A rasizm kolorowych do białych "odwrotnym rasizmem"... Czujecie bzdurę i paradoks!? Chcą być na umór politycznie poprawni.

Gdy Game Stop przejął firmę EB Games, po kilku miesiącach dostałem notkę z HQ, że utną mi pensję. Muszę się dostosować do normy firmy. Czujecie to? Nie dość, że cudów nie zarabiałem, to jeszcze chcieli mi uciąć więcej.

Nie zastanawiając się długo, złożyłem rezygnację z firmy z miesięcznym uprzedzeniem! Moja DM, Sara V. (DM - district manager) przyjęła z żalem moją rezygnację. Podziękowała mi informację z tak długim uprzedzeniem i poinformowała mnie, że nowy manager będzie już poszukiwany.

Tony, tak miał na imię mój następca. Przyszedł do sklepu wcześniej w mój ostatni dzień pracy. Na przeszpiegi. Poznać swoją nową kadrę. Od razu poznałem że to on, przywitałem grzecznie i zapytałem się: W czym można służyć?

Nie odezwał się. Właściwie olał mnie. Nie zdając sobie sprawy z tego, że wiem kim jest, a po drugie, że nie miałby tej pracy gdybym wcześniej nie zrezygnował. Po bardzo nie miłym przywitaniu i konwersacji wyszedł ze sklepu. 

Zapominał zabrać za sobą swoją teczkę. Gdy zdałem sobie sprawę, że jej zapomniał, otworzyłem ją, myśląc, że może w niej znajdę jego dane i zadzwonić mu aby ją odzyskał. To był piątek. Jego oficjalnym pierwszym dniem był nadchodzący poniedziałek.

Jego dane personalne były wszak na pierwszej stronie, ale odkryłem coś co bardzo mnie zakłopotało. Otóż w tej teczce, a raczej notesie skórzanym rozmiaru A4 znajdowało się kilka listów do firm kart kredytowych i banków. Ich treść mnie zamurowała. Były to krótkie noty, ręcznie pisane (z masą błentuff ortograficznych) tłumaczących się dlaczego nie może zapłacić rat za to, czy tamto.

Jako jeszcze menadżera sklepu, bardzo mnie to zakłopotało i zaraz czerwone flagi się wzniosły co do wiarygodności jego osoby. I nie bezpodstawnie.

Odchodząc, poprosiłem moich współpracowników (a obecnych członków SOAG'u) aby bacznie go obserwowali. Miałem obawy co do strat materialnych sklepu, ogólnie w języku potocznym zwanym shrink'iem. Shrink, to frazą opisująca wewnętrzną kradzież w firmie spowodowaną przez pracowników.

Dodam, że jako menadżer, nasz sklep odbył cztery celujące inwentaryzacje! Moi obecni przyjaciele prowadzili sklep w tak wzorowy sposób, że nie miałem się o co martwić. prowadziliśmy wysoką etykę pracy, a jednocześnie NIGDY nie wymagałem niczego od moich pracowników, czego sam nie potrafiłbym zrobić.

Po kilku miesiącach, nagle zaczęło brakować gier, systemów, dobrych akcesoriów. Inwentura szła w cholerę. Jako sklep pod stałym nadzorem wideo, moi już byli pracownicy na własną rękę podjęli śledztwo. Przejrzeli wszystkie kasety wideo. I rzeczywiście, okazało się, że Tony kradnie. Był na tyle nie rozważny, że nie wyłączał monitoringu podczas kradzieży.

Co gorsza, skumał się ze swoim podstawionym współpracownikiem. On (nie pamiętam imienia) podbijał kartę Tony'ego. Miał płacone za dni, w których nie był nigdy fizycznie w sklepie. Wszystko zostało nagrane na kasetach wideo, a moi koledzy potajemnie robili ich kopie, trzymając Tony'ego w niewiedzy.

Nadszedł kolejny termin inwentaryzacji. Rezultaty były tragiczne. Ponad 20% strat! Natychmiast wszystkimi oskarżeniami zostałem JA obarczony przez Tony'ego. Wtedy do akcji wkroczyli moi koledzy. Zgłosili sprawę do działu LP (Loss Prevention, z ang: zapobieganie stratom, kradzieży). Przyjechał oficer z firmy. Wewnętrzne dochodzenie firmy zostało oficjalnie wszczęte. Otrzymałem telefon z firmy, z prośbą w sprawie wyjaśnienia pewnej sytuacji. Przypominam, od kilku miesięcy już tam nie pracowałem. Z ochotą zgodziłem się. Udałem, że nic nie wiem. Gdy już zostałem zapoznany z całą sprawą i przedstawionymi mi zarzutami moi koledzy wkroczyli z dowodami rzeczowymi.

Firma, po zapoznaniu się z całą sytuacją i raportem oficera LP, a także moimi zeznaniami natychmiast podjęła odpowiednie kroki. W następnym tygodniu nie było już Tony'ego.

Zostałem oficjalnie przeproszony, oczyszczony z jakichkolwiek zarzutów i firma podziękowała mi za współpracę.

Po jakimś czasie jednak, ku mojemu zdumieniu, natknąłem się na Tony'ego w innym mieście, w innym sklepie Game Stop. O mało co nie uderzył mnie w twarz w sklepie. Zagroził policją i zażądał abym opuścił teren sklepu. Ja w tym samym momencie zadzwoniłem po policję, która zjawiła się tam w przeciągu chyba pięciu minut. W tym czasie, Tony stał mi oko w oko z wściekłą miną, nie ustępując mnie na krok. Policja przyjechała, wysłuchała sprawę i wzruszyli ramionami. Tony nie miał żadnych podstaw aby mnie wyrzucić. Aby lekko pozłościć poszwendałem się po sklepie przekładając rzeczy z miejsca na miejsce. Tam gdzie oczywiście nie powinny być.

Tony się gotował,ale nic nie zrobił. 

Szczerze, bardzo liczyłem na to że zafunduje mi pięść w lewy oczodół. Miałbym sprawę sądową godną mediów i grubej kasy. 

Zaskoczony ciągłą obecnością tego pracownika w firmie wystosowałem bardzo długi list do firmy. Prosząc o wyjaśnienie, jakim cudem nie został Tony zwolniony z pracy, jakim prawem miał czelność oskarżać mnie o kradzież, skoro przez kilka lat mieliśmy wzorową inwentaryzację, itp, itd.

Rzeczywiście, po jakimś czasie nie tylko Tony został zwolniony dyscyplinarnie z firmy, ale również wspomniany oficer działu LP i Sara V., menadżer dystryktu.

 

Powód dlaczego firma bała się zwolnić się owego pracownika?

 

Tony jest czarnoskóry.

 

 

* * *

Dzisiaj mogę w każdej chwili zostać ponownie zatrudniony przez firmę Game Stop zaczynając od stawki, gdy rezygnowałem. Nie mam urazu do zarządy firmy. Nie znali do końca całej sytuacji. W razie ponownej oferty:

Nie. Dziękuję. - odpowiem.

komentarzy: 23Poniedziałek, 30 listopada 2009, 04:00

Po piątku. Tym "czarnym"

USA, zakupy, game stop, black friday, b2g1f

 

Ludzie,

Poważnie powiem, że lepszej propagandy na świecie nie ma jak w USA. Nawet Goebbels mógłby pozazdrościć.
Wyjechałem do pracy ciut wcześniej. Żeby korki drogowe zwalczyć. Była 4:30. Rano moi drodzy. Bo Mario średnio śpi cztery godziny dziennie. Wczesne wstawanie nie jest problemem.

Mijając centra handlowe poważnie roiło się od aut. Kolejki wokół sklepów ciągnęły się na kilkaset osób. Ech, poważnie. Biedni ci amerykanie. Żal mi ich czasem.

W pracy miałem dosłowne piekło. Jakoś to wszystko minęło. Po pracy wpadłem na piwo do kumpla, a potem do Game Stop'u koło domu. Tam pracuje mój znajomy.

 

Krótko. Com i za ile wytargał:

  • $54,99 - Ninja Gaidem Sigma 2
  • $54,99 - Left 4 Dead 2
  • $54,99 - Halo 3 ODST
  • $15,00 - Edge Card - 10% roczna karta zniżkowa
  • $00,00 - Game Informer - roczna prenumerata (gratis z Edge Card)
  • $178,13 - łączna cena z podatkiem, przed zniżkami
  • $123,87 - łączna cena z podatkiem, po zniżkach

Edge Card - cena: $15,00 USD, roczna karta stałego klienta, daje 10% rabatu tylko na używanych grach i akcesoriach. Wykorzystując B2G1F i jeszcze zniżkę, karta praktycznie spłaca się sama, plusem jest wtedy gratisowa prenumerata do Game Informer, jeżeli kupujesz w ciągu roku trzy lub więcej używane gry, bardzo się opłaca, jednak święta, to najlepsza okazja nabycia i zarazem zmaksymalizowania oszczędności, 

 

 

Dwa dodatki

Luis, znajomy w Game Stop, podarował mi dwa standee. Jeden do Modern Warfare 2 i drugi do Assassin's Creed 2. Tyle, że ten drugi mogę odebrać dopiero w poniedziałek.

 

No i jak nie być tutaj zadowolonym?

 

P.S. - Tylko mi brakuje Super Mario Bros Wii do szczęścia.

komentarzy: 41Sobota, 28 listopada 2009, 00:13

BLACK FRIDAY DEALS - za tym będą stać w kolejkach w USA

USA, thanksgiving, best buy, black friday, przeceny

 
Przykłady ofert z Best Buy:
Available online and in store while supplies last:

Tickets handed out as early as 3 a.m. for select items.

Doorbusters Offers -->
 

Game Stop:

Z tej oferty na pewno skorzystam! Buy 2 Get 1 Free: + Game Informer na rok i 10% zniżki dodatkowo.

 

Walmart:

 

komentarzy: 18Czwartek, 26 listopada 2009, 17:50

W czwartek: Thanksgiving

życie, USA, XboX, chevy, car

walkwithlight.files.wordpress.com/2009/04/black-friday-crowd.jpg

 

Jak się zapewne orientujecie,  w czwartek święto Dziękczynienia w USA.

Święto bardziej komercyjne, niż narodowe. Bo jakżeby inaczej. Będę miał przerąbane. Sklepy robią tzw doorbuster deals przeważnie od 5 do 11 rano. Będzie piekło. Jeżeli chodzi o sprzedaż detaliczną, w tym dniu są większe oferty niż na kristmusy. A co to znaczy? Że nie będę miał czasu pierdnąć!

 

Czy coś kupię? 

Nie wiem. GameStop ma Buy 2 Get 1 Free na używanych grach. Reszta się nie opłaca. Właściwie nic mi nie potrzeba. Co trza, już mam. Więc nie pękam.

U mnie w pracy mam kilka fajnych ofert. Plus 10% zniżki dla pracowników, więc może z czymś wyjdę.

 

Dell czy Toshiba?

No, może kupię laptopa do Polski, ale nie pali mi się. Biznesowy. Budżet do $1000 USD i ani centa więcej!Ma mieć dobry procesor i dużo RAMu. Grafika nie będzie miała znaczenia.

 

Xbox

 

Chyba padła mi konsola. Nie wiem, w ogóle się nie włącza. Nawet nie ma RRoD. Odkąd gram w gry, to powiedzmy od początku lat 90tych, nie popsuła mi się nigdy żadna konsola. Żadna! Czyli wkooońcu na mnie przyszedł czas.

I proszę, oszczędźcie sobie głupich komentarzy gnojących klocka, czy też wychwalających PS3. Mam obie. Po prostu stało się. I już. Wyślę do M$ na gwarancję i tyle.

 

U Rodziców

Spędzam Thanksgiving razem z nimi. Mój ojciec piecze wyśmienitego indyka! Cztery razy dzwonił upewnić się czy przyjadę. Choć to nie jest nasze, znaczy się Polskie święto, każdy dzień wolny od pracy jest dobry. Tym bardziej, jak mi za ten dzień płacą.

 

Thanksgiving weekend

To będzie koszmar! Pracuję. Znowu. Nawet nie chce o tym myśleć.

 

Fotografia

 

Chevy Truck. Nie pamiętam gdzie. Chyba w okolicach Dundee, na północ od Chicago ... Kiedy? Maj 2005. Nie myślę, żeby zdjęcie miało jakieś walory artystyczne, ale tak jakoś mi się wygrzebało z dysku.

 

Classic Car Show

W minioną Niedzielę z Sabą pojechaliśmy zabić kilka godzin na wystawie aut w Rosemont, IL. http://www.rosemont.com/
Ale o tym może zrobię osobny wpis, jak tylko odpocznę.

 

 

HA 41

Zabrałem kilka broszurek. A na pamiątkę nabyłem rocznikową rejestrację stanu Illinois. $5 USD. Niekompletna. Jak poinformował mnie sprzedawca, najdroższe rejestracje to czterocyfrowe, lub z niższą numeracją. Bez liter. A komplet? Były nawet zestawy po $150 USD. Na wszystkim da się zarobić :)

 

Wpis lekki, jak zwykle mam nadzieję. 

komentarzy: 22Środa, 25 listopada 2009, 05:10

GTA: Melrose Park

życie, USA, saba, garaż, dodge

 

Guys Toying Around

Garaż Saby znajduje się w miejscowości Melrose Park, IL. Jakieś dziesięć minut od moich włości. Przyjechałem popakować znowu trochę gier, popić piwa, umyć auto i ogólnie posiedzieć. Dla czystego odprężenia umysłowego.

Z samego rana naprawiali dach. Cieknie w w kilku miejscach. A w tym fachu zna się ludzi. Ręka rękę myje. A ja znowu siedzę w budowlance, więc wszystko jakoś się fajnie łączy. Pomagamy sobie w miarę możliwości.

Praktycznie dużo nie zrobiłem, ale jak wiadomo, zdążyłem się smołą gdzieś tam upaprać. Chodziło o to, że zamiast lepić dach, wycięliśmy dziurę w dachu i wstawiliśmy okno dachowe, tzw: skylight.

Syn Saby, Szakaszfili, o którym już kiedyś wspomniałem, jest już stałym członkiem klubu samochodowego. Chyba już każdy z nas zaliczył opiekowaniem się tym małym urządzeniem. Jest tego hiperka wszędzie pełno. (hiperek, pamperek, ludzik - znacie takie powiedzonka?).  Choć na halę raczej go nie puszczamy, bo warunki czasem mogą być niebezpieczne, to zdarzyło mu się nam wymknąć raz spod oczu. Jego obecność przypomina  mi, że choć z Saby jest drab, to ojcem też jest. Chyba nie będę daleki od prawdy, jak powiem, że Szakaszfili jest już takim znakiem towarowym tego zakładu :P

To całe środowisko ma coś specyficznego w sobie. Atmosferę. Tak. I ludzi. Różnego pochodzenia. Wykształconych i tych wyksztauconych. Jest to także miejscem, gdzie czasem wśród zamętu zapracowanej szarzyzny klasy roboczej, można poznać ciekawych ludzi. Nigdy nie wiadomo kto może tutaj zawitać. Kilka dni temu, w garażu pojawił się biały 1969 Dodge Dart. W bardzo fajnym stanie. Nie idealny, ale fajny. Jakoś wcześniej nie zdążyłem się zapytać Saby o to auto. Za to dzisiaj miałem okazję poznać samego właściciela i jego najlepszego przyjaciela.

Właściciel Dodge'a

Mike. Kupił oryginalnego 1969 Dodge'a Dart od gostka z Kalifornii za $3900! Nie będę musiał mówić że kradzież w biały dzień :P  Silnik niby ma małą wadę, bo się szybko grzeje. Para bucha spod maski, o czym szybko się przekonaliśmy. No i stąd ta niska cena. Saba rzucił okiem na sprawę, chrząknął i powiedział: Pestka. Da się zrobić.

 

Winowajca usterki: fish plugs. (Nie znam polskiego odpowiednika).

 

Właściwie ich korozja. Dla Saby to pestka. Będzie GIT! Jak nowy - mówi. Mike to gość, z którym od razu jakoś zachwyciłem temat. Macie tak czasem, że poznasz kogoś i gadka się klei od razu?Powiedział, że w tym garażu będzie chciał przyprowadzić swoje cacko do stanu świetności. Saba zajmie się stroną mechaniczną, a Paweł zajmie się blachówa. Chociaż na zdjęciu tego nie widać, ktokolwiek pomalował to auto, spaprał robotę na całej linii. Tragiczna szpachla, nierówne linie, eh dużo by tu wymieniać. Otóż zasłyszał o Pawle gdzieś tam, że dobrze maluje. A maluje. Czego może być przykładem jego 2005 Subaru WRX. Jego samochód jest jednocześnie jego wizytówką. W czerni pielęgnuje się wspaniale. No i te złote rymy (felgi - po naszemu, od wyrazu: rims). Aż mnie korci, żeby mu dać w deche...

 

Mike będzie teraz częstym gościem. Razem z jego kumplem.

Chris aka EXIST1


Zajebiaszczy gostek. Rysuje od siódmego roku życia. Z pasją. Przekształcił  wadę w talent. Chris ma niedorozwiniętą lewą rękę, a prawdziwie jej brak. Nie przeszkadza mu to jednak w tworzeniu zajebistych chorych szkiców. Na koszulkach, ścianach, autach. Itp, itd. Choć sam nie jestem aż taki wielkim fanem tego kierunku, to muszę przyznać mu szacunek. Bo co jak co, to bro jest niesamowicie utalentowany. No i tak sobie wszyscy siedzieliśmy prawie cały dzień tutaj. 

 

Wracając do Mike'a. Tutaj Paweł rozmawia z nim na temat koloru i wykonania. Mają już chyba zaklepany kolor: gunmetal gray w matowym finiszu. To będzie wyglądać bosko. Jeżeli u Saby wymalują niedługo, to na pewno nieomieszkam się powrócić i sfotografować to auto ponownie.

Możecie go znaleźć tutaj: http://www.myspace.com/exist1

 

A Ja?

Ja jestem jak zwykle obserwatorem. Siedzę i słucham. Notuję :P
Obiecałem Princess Peach, że nie będę się golił do powrotu. Neandertal

 

Takich atmosfer będzie mi brakować, ale na pewno w Polsce stworzą się nowe. Wyjeżdżając z Ameryki, będę śmiało mógł powiedzieć że to JA coś temu krajowi ukradłem. To ja coś miłego z tego kraju wyniosę. A nie odwrotnie.

Miło będę ten kraj wspominał. Miło będę do niego powracał.

komentarzy: 33Sobota, 21 listopada 2009, 23:53

Z wizytą u młodszego brata. O wszystkim i o niczym.

xbox 360, hardcore, Rodzina, Modern of Warfare 2, Brat

Niedzielny dzień spędzony u rodziców. Skromnie, ale po polskiemu. Obiadek, sjesta, czas z młodszym rodzeństwem. Coś, co bardzo ostatnio zaniedbałem. Tak, mam wyrzuty sumienia, że nie spędzam więcej czasu z rodzeństwem. Tym bardziej, że już niedługo opuszczę rodziców na znacznie dłuższy czas.

 

HailDarthVader

To mój młodszy brat jest hard core gamer'em. Nie ja. PS2, DS, Xbox 360 to jego domeny. Od RPG do Madden NFL Football. Gamertag: HailDarthVader. Jego pokój jest prawdziwym przykładem gracza. Chaos. Nieład. Bałagan. Ale jest w tym pokoju coś, co mi się cholernie podoba. Gdy go odwiedzam, często siedzę i gadam z nim, patrząc jak braciak gra. Tutaj (nie widać) akurat kosi w MW2:

 

Poprosiłem go, czy mogę trzasnąć kilka fot z jego domeny. Zgodził się. Porządziłem się trochę i popstrykałem jego mały dobrobyt na półkach. Sami je razem montowaliśmy.

 

 

 

Właściwie brat jest mało rozmowny. Nie lubi się dzielić wieloma detalami z życia. Jest bardzo prywatny i powściągliwy. Wyżywa się grając w (amerykański) football, pokera i XBL. Na wszystkie te zabawki zapracował sobie sam. Muszę przyznać, że tutaj jestem dumny z niego. Jest dosyć odpowiedzialny jeżeli chodzi o finanse.

Młodsza siostra też gra!

 

My wszyscy chyba jesteśmy zarażeni :P   Dodam, że została zarażona (nie wiem przez kogo?) grą Runescape http://www.runescape.com/. Cały czas mi pepla o tej grze :)

 

Ja?

Jestem bardzo wykończony. Z wielu względów. Ogólnie to wiecie, powrót do Polski jest moim nr#1. Kilka dni temu zostałem wydelegowany na krótkie seminaria dokształcające w firmie. W drodze powrotnej, zatrzymaliśmy się w sklepie wędkarskim Bass Pro Shop, Bloomingdale, IL. Jakieś 44km na zachód od Chicago.

 

Jak komuś się chce zabić kilka minut, możecie obejrzeć więcej zdjęć tutaj:
http://img697.yfrog.com/gal.php?g=100072.jpg Kto wie, może waszym rodzicom bardziej się spodobają? Ojciec wędkarz?

 

Opowieści o Wietnamie

Jadąc na to spotkanie porozmawiałem sobie z Joe o wojnie w Wietnamie. Zarażony opowieściami prababci, która przeżyła pierwszą i drugą wojnę światową, wykorzystuje wszelkie takie możliwe sytuacje. W pracy jest sześciu weteranów z tej wojny. Joe jest jedynym, który rozmawia na ten temat. Dla reszty jest to drażliwy temat i nie życzą sobie rozmowy. Daje do myślenia. Oni wszyscy chyba mają w domach całe arsenały broni i amunicji.

 

Modern Warfare 2

Mozolnie dobrnąłem do 10 ranku. Gram na razie free-for-all bo trudno mi się zebrać ze znajomymi w tym samym czasie. A wersję Xbox wybrałem głownie dlatego, że większość moich przyjaciół posiadają właśnie tą konsolę. Cóż tu mówić. Wrażenia z gry są niesamowite. Podkręcam głośniki aż dudni. Heh, po raz pierwszy od dwóch lat sąsiad z góry zadzwonił że za głośno :P

 

Ott - ROTFLCOPTER

Moje małe odkrycie muzyczne. Ten utwór jak mało innych odzwierciedla moją gamę muzyczną. Jeżeli macie siedem minut czasu, to posłuchajcie. A jak nie, to proszę, nie piszcie mi w komentarzach, że nie posłuchacie. Coś niesamowicie wciągającego jest w tym kawałku.
http://www.last.fm/music/Ott/_/Roflcopter

 

Internet poważnie potrafi zmęczyć człowieka...

komentarzy: 13Poniedziałek, 16 listopada 2009, 04:32

W garażu Saby...

życie, USA, przeprowadzka, saba, garaż

Opisuję na blogu różne rzeczy. Także życie codzienne. Tydzień minął jak krew z nosa. Prócz Modern Warfare 2, bez większych wydarzeń. 

Po pracy często jeżdżę do garażu Saby. Tam zawsze coś ciekawego się dzieje. Nie jestem mechanikiem, ale lubię towarzystwo automobili. A Saba, jak Saba. Opierniczył mnie żem z pustymi rękami przyjechał a na pizze się darłem ochoczo. Nie ma jak darmowe żarcie. Bierz, bo w domu nie dają.

Zamykam się w pomieszczeniu, gdzie spoczywają moje graty i tak sobie powoli wszystko segreguję, układam i wysyłam.

Sam garaż, to już nie ten co kiedyś. Pokaźnych rozmiarów. Roi się od blaszaków. A chłopaki, zdolne bestie kręcą, stukają i naprawiają.

Robota jest. Kryzysu nie ma. A wszyscy, jak zwykle narzekają na brak pieniędzy. Ot, ludzka natura.

Sam garaż jest bardzo pokaźnych rozmiarów i już nawet nie mam pojęcia ile aut tam się mieści. Jak Saba otwierał, to świeciło pustkami, a teraz nie ma gdzie palca wcisnąć. Niby...

W lodówce zawsze piwko jest. Dla relaksu. Ukojenia. I normalnego pieprzenia o głupotach, opierając się o maskę kolejnego uszkodzonego pojazdu. 

A i ciekawsze maszynki się tutaj trafiają. Właśnie jakiś biedny polonus sprowadza sobie do Polski '76 Cadillaca El Dorado Convertible. Trafił mu się za grosze, bo mechanizm zamykania dachu nie działa.  Ja, z racji słabości do aut większych gabarytów, musiałem się i tutaj pokręcić i nacieszyć oczy. I kto mówi, że w Polsce jest bieda?

 

Ach, pojeździłoby się takim czołgiem. Czym większy tym lepszy. A paliwo? Phiii. Narzekanie na wysokie ceny paliw jest przereklamowane. [czyt: sarkazm]. 

Nie wiem. Lubię tu przesiadywać. Niby nic polotnego, ale ludziska (kilku przynajmniej) tworzą luzacką atmosferę. Czemu nie? Gnić w domu nie będę. A i sam skorzystam darmowego mycia. Bo we mnie też siedzi taka mała drobinka sknery. Myślę że w większości nas.

 

Jest coś jednak miłego w tak błahej czynności jak mycie auta. Będąc w Polsce, Princess Peach zabrała mnie na sadzenie truskawek. Piękna pogoda, gorąca kawa i bigos. Czynność tak prosta, a jakże relaksująca. Przyznam się bez bicia, że nigdy nie przypuszczałem że ogródkowanie może sprawiać przyjemność. 

Rzeczywiście. Wyłączenie umysłu od nadmiaru codziennego przychodu informacji naprawdę pomaga. Zatem taka prosta czynność z piffkiem na boku potrafi niesamowicie zregenerować baterie. A dostałem po nerwach w pracy w tym tygodniu. Potrzebowałem lekkiej odskoczni od zgiełku. Wąż, wiaderko i gąbka. Przeplatane gadaniem o głupotach z chłopakami na hali.

Tak oto mi mniej więcej tydzień minął. 

 

 

A! Jeszcze jedno.

Nie wiem, czy w Polsce dostaliście ten perk, ale w wersjach Prestige (przynajmniej) jest załączony kod pobrania Call of Duty Classic na Xbox Live Arcade. I love perks!

 

Czy w Polsce też dostaliście?

http://www.xbox.com/en-US/games/c/callofdutyclassicxbla/

 

Pozdrawljenja 

komentarzy: 34Sobota, 14 listopada 2009, 18:12

Modern Warfare 2 Night Vision Goggles

xbox 360, modern warfare, night_vision, noktowizor, MSRP

 

Proszę nie mylić z noktowizorem!

Ha ha! Tylko teraz muszę Was poprosić o pomoc, bo nie potrafię Wam za bardzo wytłumaczyć różnicy między noktowizorem, a night vision goggles. O ile zrozumiałem, noktowizor, nie potrzebuje diod IR (infra red/podczerwień), ale proszę biegłych w temacie o sprostowanie.

W każdym bądź razie jest to w pełni funkcjonalne urządzenie o zasilaniu pięciu baterii AA.

Sama Fishera ze mnie nie będzie :P

Wszystko pięknie działa i można się zabierać do nocnych zabaw. A jakich, to już pozostawię Waszej wyobraźni.
 
 

 

 

NVG (night vision goggles) zostały wyprodukowane przez firmę Jakks Pacific http://www.jakkspacific.com/. Jeden z większych i znanych w USA producentów zabawek i gier elektronicznych. Licencja Optikos Corporation http://optikos.com/. Prawdziwy noktowizor może wahać się w granicach 15 do 20 tysięcy USD.

Modern Warfare 2 Prestige Edition - MSRP $149,99

Jak w Waszych poprzednich komentarzach, wersja Prestige nie jest zabawką dla każdego. Wiadomo, dużą barierą jest cena. Game Stop sprzedał alokację 6200 sztuk. A wskakując na eBay możecie już kupić za około $200 USD.

Bardzo Was przepraszam za tak krótki i ogólnikowy wpis, ale naprawdę nie mam czasu.  Tym bardziej, że właśnie dotarło do mnie 60 magazynów Nintendo Power z eBay. Wymieniam moje uszkodzone numery na te w lepszym stanie i odsprzedaję. W ten sposób mam coraz dokładniejszą  kolekcję. Często są w tych magazynach dodatki, lub ulotki, których jeszcze nie posiadam. Ktoś się musi nimi zaopiekować!

 

Nawet nie wiecie, jak uwielbiam czytać te starocie.

W środę czeka mnie pewne spotkanie w sprawach finansowych, a w czwartek trzecia i ostatnia wizyta u dentysty. Kanałowe moi drodzy. Czysta przyjemność. No i może przed weekendem odpowiem na Wasze komentarze w poprzednich wpisach. 

 

P.S. - moja Princess Peach, wiem że czytasz te moje wypociny: buziaki :)

komentarzy: 27Środa, 11 listopada 2009, 05:30

Modern Warfare 2 Prestige Edition: już w łapskach

xbox 360, MW2, modern warfare, prestige, game stop

Tak na gorąco,

O 11:40PM zjawiłem się w Game Stop w Melrose Park, IL. Policzyłem ponad 200 osób! Kolejka przewijała się przez cały sklep. Parking pełen po brzegi. Rozdawali kanapki i kawę. Przyznam, że ekipa sklepu była dobrze zorganizowana. O godzinie 12:01AM poszedł pierwszy egzemplarz. Na PS3 o ile pamiętam. Mimo iż byłem chyba sto pięćdziesiąty-któryś tam, nie miałem powodów do zmartwień. Gra została zapłacona z góry już wcześniej (pre-order). Dostałem numerek i w kolejkę.

Zaskoczył mnie fakt, że podczas czekania zobaczyłem starego znajomego, Danny'iego, którego w życiu nie posądziłbym o to, że jest graczem.

Ale nic. Dostałem co moje. Gra w łapę. Do domu. I gramy w misję, zanim zagram online. A koledzy z SOAG'u już czekają!

 

 

 

Nic! Idę grać. Pewnie spóźnię się do pracy :P 

(Zawsze mogę wziąć chorobowe)

Resztę opiszę Wam po ochłonięciu z wrażeń.

komentarzy: 43Wtorek, 10 listopada 2009, 07:52

Once upon a PlayStation.

Gry, kolekcja, PlayStation, psx, desr-5000

Nie posiadam już PlayStation. Tej pierwszej, znaczy się. PS. Upieram się na terminologii PS, a nie PSX bo różnica technicznie rzecz biorąc jest. U nas przynajmniej. Mówiąc PSX mam na myśli (cyfrowa nagrywarka wideo oparta na platformie PlayStation 2, DESR-5000, 7000):

 

Ale wracając do tematu. Porządki następują nie tylko w mieszkaniu i magazynie, ale i z żółwim tempem na twardym dysku. Kiedyś wspominałem, że miałem w swojej kolekcji gry PlayStation. I tak dzisiaj przypadkiem znalazłem jakieś zdjęcia. A dokładniej zdjęcia związane ze sprzedażą. Nie wydaje mi się żebym był jedynym człowiekiem na tej ziemi, który nie kataloguje właściwie swoich zdjęć. I przez to właśnie często mam problemy z ich odnalezieniem. Windows 7 ma tą fajną funkcję tagowania zdjęć, czego niestety XP brakuje. A gdzie były moje fotki? W folderze nazwanym  eBay. No taaak! Biję się w glace ręką. Gdzież indziej. Wszak sprzedałem je wieki temu. Teraz pozostały już tylko miłe wspomnienia wielu stoczonych bitew, bossów, przygód, zagadek, scenek filmowych i te zdjęcia.

Konsole

Gry

 

 

 

 

Ku pamięci

Wpis zrobiłem właściwie dla starych wyjadaczy PlayStation. Jako gracz, faworyzuje Duże N, ale nie znaczy to że neguję konkurencję. Znający mnie tutaj powinni już o tym wiedzieć. 

Retro w Polsce wyrosło w dużej mierze na podróbie Nintendo, zwaną Pegasus. Praktyczne granie na konsolach, na większą skalę zaczęło się w Polsce od PlayStation.  Stąd też takim dużym powodzeniem cieszy się Sony w Polsce. Tak przynajmniej wnioskuje.

I ja nie umknąłem plejce. Grało się kiedyś. Grało.

 

 

P.S. - Metal Gear Premium Package jest nadal w moim posiadaniu

Źródła:

foto PSX - http://av.watch.impress.co.jp/docs/20031007/psx01.jpg

Sony Japan DESR-5000, 7000 - http://www.psx.sony.co.jp/product/DESR-7000_5000/index.html

komentarzy: 52Niedziela, 08 listopada 2009, 00:08

Ameryka jest dla byka.

życie, USA, praca, chicago, polonia

Czyli, jak w większości przypadków wygląda rzeczywistość świeżo przybyłych dorobkiewiczów do USA.

 

"Ameryka jest dla byka"

 

Z tym wpisem nosiłem się jakiś czas. Nie miałem zbytnio ani czasu ani motywacji pisać o szarej prawdzie wielu Polonusów.

W Ameryce można się dorobić. Garba też. Mimo iż w Polsce mamy wszystkiego pod dostatkiem, nadal jakiś tam (podupadły) mit świata odkrytego przez Jana z Kolna istnieje.

Powody 

Ludzkie losy skłaniają ludzi do podejmowania różnych decyzji. Polacy przyjeżdżający do USA w większości mają jeden cel - zarobek. Ale czy Wy, czytelnicy wiecie jaką oni cenę za to płacą?

Większość nowicjuszy, to osoby fizyczne. Ludzie szukający lepszego jutra, w średnim wieku, w większości nie władający angielskim. Pozostawili rodziny w Polsce. Ciężko pracują w pocie chleba na kawałek czoła. Nie posiadając obywatelstwa, lub też zielonej karty, zdani są na ciężka pracę fizyczną. Często wykorzystywani i poniżani przez polonijnych kontraktorów. Poniżej zdjęcie zrobione przypadkowo jednemu z takich właśnie van'ów kontraktorskich.

Targ Niewolników

 

Stacja paliw Shell przy skrzyżowaniu ulic Belmont Ave & Milwaukee Ave na Jackowie. Tutaj świeżo po przybyciu rodacy, bez większych możliwości rozwoju, szukający łapczywie pracodawcy. Gromadzą się wczesnym rankiem właśnie tutaj.  Już od piątej rano jest tutaj tłoczno. Starsi i młodsi. Z wykształceniem i bez. Uzbrojeni w termosy i siateczki z lanczem czekają na swoją szansę zarobku.
Kontraktorzy przyjeżdżają tutaj aby nająć tymczasową siłę roboczą. Nie wszyscy, ale w większości, traktują tych ludzi z pogardą. Są to ludzie zbędni, którzy często są potrzebni do najgorszych robót: demolka, zrywka, kopanie dołów, itp.
Brakuje tutaj tylko żeby im w zęby zaglądać.

 

 

Zdjęcia powyżej przedstawiają tylko garstkę osób. Na stację przyjechałem już późno, bo około ósmej rano. A o tej godzinie jest już pusto. Ludzie, którym dzisiaj się nie udało nic złapać wracają do swoich pokoików. Nie czułem się zręcznie biegając wokół tych ludzi z aparatem, dlatego zrobiłem je z auta. Nie lubię tutaj przyjeżdżać. 

Średnia stawka na start, to $10 USD za godzinę. Ludzie mają płacone keszem (cash). A zdarza się i tak, że kontraktorzy ludziom nie płacą i ich wykorzystują.

Praca, szapa i kanapa.

Powiedzenie:  Praca, szapa i kanapa - dokładnie i smutnie określa życie takich ciężko pracujących Polaków. Praca - od świtu do nocy. Szapa - od wyrazu ang. shop, który w tym przypadku nie oznacza sklepu, a raczej mały zakład produkcyjny. Jedno wiąże się z drugim. Cały dzień spędzany jest w pracy. Kanapa - dosłownie. Ludzie tacy wracają zmęczeni do domu. Po kąpieli nie zostaje im nic więcej, jak tylko spać. I jutra od nowa... Czyli powiedzenie bardzo krótko i dosadnie określa losy wielu.

Aj noł spik inglisz

Któryś z gramowiczów zapytał się kiedyś, czy w Chicago da się żyć bez znajomości języka angielskiego?

 

TAK! I to swobodnie! Ale co to za życie? Czy wyobrażasz sobie żyć w jakimkolwiek kraju i nie władać językiem? To straszne. Niestety ulice (np: Belmont Ave, czy też słynne Milwaukee Ave) wystrojone są polskimi sklepami. Efektem ubocznym jest to, że ludzie nie mają potrzeby nauki języka. Całe życie toczy się wokół tych kilku ulic. A gdy przyjdzie konieczność znajomości języka, albo prosi się znajomych, albo płaci się za usługi tłumaczeń dobrze prosperującym firmom. To zjawisko nie ogranicza się tylko do Polaków, lecz praktycznie do wszystkich mniejszości narodowych tutaj zgromadzonych.

Ameryka jest dla byka

Ten kraj jest piękny. Niestety wielu z Polaków nigdy nie zazna niczego dobrego, ani pięknego. Centusie,  dorobkiewicze i temu podobni nie zwiedzają nawet miasta. Z obawy przed wydatkami, lub z prostego braku znajomości języka. To jest smutne, ale jakie prawdziwe. Sytuacje dla wielu rodzin są zgubne. Ludzie popadają w alkoholizm, lub zwyczajnie sobie tutaj nie radzą. Inni znowu ułudnie w godzinnych rozmowach telefonicznych ze współmałżonkami łudzą się powrotem. Ślą tam jakieś pieniądze. A po latach wygląda tak, że zakładają drugie rodziny i prowadzą podwójne życie. Chęć zarobku i smak wszechpotężnego dolara zrujnował tutaj już nie jeden związek, przyjaźń lub rodzinę.

Wakacyjni studenci

Jest mi bardzo przykro, kiedy czasem spotykam się z młodymi studentami, którzy przyjechali na wakacje do USA. Podczas rozmów często pada pytanie: Czy podoba Ci się w Chicago? I jeszcze częstszą odpowiedzią jest: Nie. A wiecie dlaczego? Właśnie z powodu: praca, szapa i kanapa. Po przyjeździe do rodziny i przywitaniach, szybko osiada realność. Po weekendowym przejechaniu się po Chicago i standardowym pokazaniu miasta z okna auta, trza się obudzić i... zapierdalać do roboty! Odpracować bilecik lotniczy. Popracujesz z dwa, trzy miesiące, kupisz sobie laptopa Toshiba w Best Buy i wrócisz do Polski. Nie zobaczywszy praktycznie nic w Chicago, co warte naprawdę zobaczenia. No i jak ta Ameryka może się komuś spodobać?

Wegetacja

I tak właśnie wielu naszych Polonusów egzystuje w tym kraju. Żyją z dnia na dzień. Gromadzą dulary. Tak naprawdę jednak nie żyją. Wegetują.

 

Tutaj BARDZO zachęceam do przesłuchania utworu Funky Polak. Nie chodzi tutaj o jakość utworu. Wsłuchajcie się w tekst. Bo jest bardzo dosadny.

 

 

 

 

 

Terminologia:

Bejzment - od ang: basement, czyli piwnica, w USA większość domów ma wykończone piwnice w celach mieszkaniowych, właściciele domów wynajmują piwnice, lub wręcz poszczególne pokoje w celach obniżenia kosztów hipotecznych, 

Jackowo - stara polska dzielnica, pochodzi od nazwy parafii Św. Jacka.
http://maps.google.com/maps?hl=en&source=hp&q=jackowo&um=1&ie=UTF-8&sa=N&tab=il

Kontraktor - spolszczony wyraz od ang. contractor,  w dosłownym znaczeniu osoba lub instytucja wykonująca zlecenie na podstawie podpisanego kontraktu, luźnie: ogólnie przyjęte określenie budowniczego, w rzeczywistości 99% jeździ białymi van'ami wypchanymi narzędziami, w naszym przypadku coraz częściej używany negatywnie

Pokoik - ludzie często mieszkają w bejzmentach po kilka osób, tak aby maksymalnie oszczędzać na wydatkach, ceny mogą się wahać od $100 może do $300 USD za miesiąc, warunki mieszkaniowe mogą być czasem dosyć spartańskie, czym starszy budynek tym bardziej można sie spodziewać gorszych warunków

Ściana Płaczu - stacja paliw Shell na skrzyżowaniu ulic Belmont Ave & Milwaukee Ave. Cieszy się różnorakim pogardliwym nazewnictwem. Miejsce gromadzenia się świeżo przybyłych Polaków do Chicago poszukujących pracy.

Zrywka - zrywanie szyngli, czyli zrywanie dachów zbudowanych z gontów bituminowych, bardzo ciężka, niebezpieczna i brudna praca,szczególnie w lecie, kiedy temperatury na dachach sięgają 45+ stopni, ryzyko upadku, wbicia gwoździ w stopy , lub też udaru słonecznego, przy wysokich temperaturach zabroniona jest praca na dachach, co często jest ignorowane przez polskich kontraktorów

komentarzy: 32Piątek, 06 listopada 2009, 00:34

follow me




EMAIL ME

Ostatnio gram w

Tytuł gryPo sieci?Ukończona?

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 4409 dni

Moich wejść na gram.pl: 11 634 (#543)

Napisanych postów i komentarzy: 2 571 (#462)

Napisanych recenzji: 1 (#46)

Wpisów na blogu: 386 (#21)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 115 761 (#4)

Archiwum wpisów

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl