avatar

NintendoPassion Użytkownik gram.pl (Przewodniczący) ja.gram.pl/NintendoPassion

Ostatnie odwiedziny

Mój blog (Styczeń 2009)

Mam się źle...

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Od kolegi z pracy dostałem malutką pukawkę kalibru .223 i ponad 500 kulek. Jadę się rozprężyć na strzelnicę.

Mam się źle ogólnie. Wypalam się. Szkoda gadać. GS OFF. 

Sobota, 31 stycznia 2009, 22:01

Zakup Xbox Live na Amazon.com

 

... ale po pierwsze kawa.

 

Amazon was nie lubi. Nie wysyła do Polski. Szkoda.

EDIT: Wysyła, ale cło murowane! Z tego cożem się dowiedział jak nasi koledzy w wydziale okradania biednych Polaków na granicy zobaczą wydruk z za granicy, automatycznie "cełko" chyba wlepiają.

Moja subskrypcja dobr... nie! Nie użyje tego wyrazu. Może użyję starszego wyrazu, jak prenumerata. Co? OK. Moja prenumerata XBL dobiegła końca. Szukałem jakiegoś fajnego bajeru i nie chciałem płacić $79,99+tax za nowy zestaw XBL , 12 Month Messenger Gold Pack (0808 Part No. X15-05113-01).

Amazon

Z racji że jest mnie pełno na necie, a transakcje netowe są dla mnie ruchem niekontrolowanym po krótkim trzepaniu Google ciągle kierowało mnie do Amazon.com. Wybrałem zestaw z Chatpad'em, bo mi się to fikuśnie podoba. Bezpośredni link do produktu znajduje się tutaj. Klik. Kup. Confirm order. Albo potwierdź zamówienie :P

Cena: $62,96 USD :) bez podatku i wysyłka gratis. Aj lajk veri mać!

Po kilku dniach pudełko dociera tam gdzie miało. No i tak się to mniej więcej prezentuje. I wiem. Lubie fotografować wszystko co się da. Ano mam takie zboczenie, albo lubię migawkę ciut ciut za bardzo.

 

Jestem maniakiem. Nienawidzę nawet jak tak banalna rzecz jak opakowanie jest uszkodzone. Dzięki Bogu sysciutko amazończycy dobrze zapakowali. Dotarło całe i zdrowe. Bez żadnych uszkodzeń kosmetycznych.

Contents

No i cóż tam leży w tym przybytku boga eX-Bi-eL-owego? Ano mamy słychaweczki, chatpad, zdrapkę (jak ja nie lubię tego wyrazu, jakoś nie-fikuśny), dwie instrukcje obsługi, gra gratis PGR4. Wiecie że nie gram w to niestety... bark jakichkolwiek umiejętności rajdowych się kłania.

 

 

Chatpad

Tutaj muszę osobno coś wspomnieć. Pięknie wydany, jakość akcesoria jest pierwszorzędna. I w przeciwieństwie do produktu na PS3, nie wymaga osobnego ładowania baterii. Samo założenie na kontroler jest bardzo proste. Lekki zatrzask i gotowe. Leży jak ulał. Nie przeszkadza w graniu, ani też nie obciąża. Dla mnie git, a dla was? Niby w Polsze się nie przyjęło?

 

 

 

A oto jak prezentuje się na moim kontrolerze.

Value

Wartość oceniam na wysoką. Wszystkie te bajery osobno kosztowałyby ponad $100 USD. Jeżeli szukasz tylko XBL to nie jest produkt dla ciebie. Jeżeli lubisz SWAG i inne dodatki, pierdółki, chcesz zapasowe słuchawki i grę, to zdecydowanie tak!

 

Netflix

Netflix. Net - proste, od wyrazu internet. Flix - to wyraz pochodny od flicks. Czyli najprościej - internetowe filmiki. Wiem że wiecie, alem tak napisał dla świętego spokoju. Zerkając na oficjalną stronę Xbox i Netflix tutaj sami możecie się dowiedzieć co i z czym się je.

O rejestracji konta Netflix napiszę następnym razem.

 

Kilka słów ode mnie

Powoli się wypalam. Głowa mnie boli od netu. Ogólny stan to taki sobie...

 

 

 

Piątek, 30 stycznia 2009, 05:20

Ceny konsol i gier w USA są stałe.

 

Witajcie,

Zanim rozpocznę ten wpis zapamiętajcie poniższe terminy:
MSRP - Manufacturer Suggested Retail Price = Sugerowana Cena Detaliczna Producenta
NRA - National Retail Association - Krajowe Zrzeszenie Sprzedawców Detalicznych
Retail Price - cena detaliczna, ogólny zwrot tyczący się sklepów fizycznie istniejących
Brick & Mortar - cegła i zaprawa, potoczne określenie sklepów fizycznie zajmujących lokację
Sales TAX - podatek (od sprzedaży)

Retail

Przykłady tutaj prze zemnie opisane są tylko ogromnym uproszczeniem.

W Stanach Zjednoczonych ogólnie wszystkie produkty kosztują wszędzie tyle samo. Ceny są ustalane przez producentów i zatwierdzane przez NRA. Obowiązują w całym kraju. Różnią się tylko podatki.

I tak przykładowo, cena MSRP konsoli Nintendo Wii wynosi $249.99 USD + TAX, cena Xbox 360 Elite wynosi $399,99 USD a cena PS3 80GB wynosi również $399,99 USD. Wszędzie, w całym kraju, cena będzie taka sama, różnić się będą tylko podatki, które często wahają się pomiędzy miastami. W Chicago np sales tax wynosi obecnie 10,25% a już w okolicach np 7,75%. Czym dalej od metropolii tym przeważnie taniej. Minimalną granicą średnio jest 5 lub 6%.

Nowe gry konsoli PS3 i Xbox 360 kosztują $59,99USD a do Nintendo Wii $49,99USD. Nie wliczam tutaj cen gier, które są tańsze, tzw. value/budget software lub też greatest hits co często w Polsce jest zwane platyną po waszemu (poprawcie mnie jak się mylę).

Notka: sprzedaż poniżej wyznaczonych cen gwałci prawa NRA i może np. spowodować że sprzedawca nie otrzyma na przyszłość towaru od danego producenta.

Wyprzedaże: Częste promocje i wyprzedaże są zawsze uzgadnianie między producentem, NRA i sprzedawcą. Mają ścisłe zasady, terminy i regulaminy.

Internet

Sprzedaż na internecie ma już inne prawa i oczywiście częściej można kupić taniej, gdyż prawa NRA nie obejmują witryn internetowych. Podatek na internecie płaci się tylko wtedy gdy filia danego sprzedawcy rezyduje w stanie w którym mieszka kupujący. Produkty często są o wiele tańsze i  promocje typu wysyłka gratis są coraz częściej spotykane.

New Games

Nie uwierzycie, ale gdy cena nowej gry wynosi $59,99 USD sprzedawca zarabia na czysto średnio około $5,00USD!!!

New Systems

Na nowych konsolach firmy zarabiają tylko około $10,00 USD. Nie więcej. Na systemach NIGDY nie ma żadnych promocji i ich ceny NIGDY nie ulegają zmianie. Jedynymi wyjątkami są promocje z kilkoma grami + system. Jednak same konsole, nigdy nigdzie nie ulegają żadnym upustom.

Used Games

Odpowiadając na pytanie Cascada, co do rynku gier i ich sprzedaży, Game Stop zarabia tylko na grach używanych. Średni zysk wynosi około 80% i jest to główne źródło dochodowe firmy.

Used Game Culture

Musicie zrozumieć że dla Amerykanów jest to bardzo normalne. Używane  gry i ich sprzedaż istnieje tak długo jak same gry. Początkowo Game Stop  nazywał się Funcoland. Przez lata wypracowali model i system sprzedaży używanych gier i oceniania ich wartości.

Ceny gier używanych jednak już różnią się miedzy konkurencją, choć starają się utrzymywać na podobnym poziomie.

Price drops

Stałe obniżki cen. Nie mylmy z wyprzedażą. Mniej znane tytuły często ulegają obniżce cen mniej więcej pomiędzy trzecim a szóstym miesiącem od premiery gry. Jeżeli gra spotka się z zimniejszym niż oczekiwano powitaniem, cena może spaść nawet szybciej.

Price Guarantee

Jeżeli zakupisz produkt w sklepie i w przeciągu dwóch tygodni cena owego produktu spadnie, to masz prawo zwrotu różnicy. Warunkiem jest posiadanie paragonu i zgłoszeniu się w limicie czternastu dni od daty zakupu.

Edge Card

W sieci Game Stop klienci mogą zakupić kartę zniżkową stałego klienta. Tzw Edge Card. Zakupić!? Co? Mam płacić abym dostawał zniżki? Nie rozumiem :/

Cena karty zniżkowej wynosi $14,99 USD/rok. Wraz z zakupem owej karty stałego klienta, otrzymujesz w zamian roczną prenumeratę do miesięcznika Game Informer oraz zniżkę w wysokości 10% TYLKO na używanych grach i akcesoriach. Nie dotuczy to żadnych innych produktów, nowych lub używanych konsol. Gracze którzy kupują co najmniej trzy gry rocznie automatycznie zaoszczędzają na tej ofercie. Sam oczywiście posiadam ową kartę i często z niej korzystam.

Trade ins

Wymiany. Kupiłeś grę za oryginalną cenę. W tygodniu ją przeszedłeś i chcesz otrzymać kredyt na następną. Przynosisz grę do sklepu i po krótkiej inspekcji czy gra jest w kompletnym i grywalnym stanie otrzymujesz kredyt. tutaj sytuacje już się komplikuje i zależy od molohowności tytułu. Np. Metal Gear Solid 4 przez pierwsze trzy miesiące można było wymienić za $30,00 USD kredytu. Co ciekawsze, jeżeli nadchodzi premiera jakiegoś następnego dobrego tytułu, często można dostać np. 20% lub $5,00 USD więcej jeżeli wymienisz grę na dany tytuł.

Dziwne rzeczy się zdarzają. Podam przykład. Gra na PS2 pod tytułem Culdcept bodajże podczas premiery wynosiła $14,99 USD.  Jednak w kilka miesięcy po premierze nabrała kultowej wręcz wartości i gra używana była droższa od nowej. Jak to możliwe? Proste. Firma wiedziała że ma więcej używanych tytułów niż nowych i postanowiła zmienić cenę. Zdarzało się jednak wejść do sklepu i zobaczyć obie. Nowa za $14,99 i używana za $39,99 USD. Klienci często kiwali głowami, ale jest to możliwe i zdarza się.

Greatest Hits

Gry otrzymują status Greatest Hits przeważnie po osiągnięciu sprzedaży w nakładzie 250 000 tysięcy sztuk. Dane bazuje na informacji ze strony Sony. Mogę się mylić, ale rozumiemy koncept.

Price shopping

Sklepy retail nie egzekwują cen sklepów z internetu. Więc nawet nie  myślcie o tekstach typu "na eBay jest taniej" bo zostaniecie wyśmiani od razu.

Conumer Rights

Prawa konsumenta są bardzo rozwinięte i ściśle opisane na rachunku sprzedaży. 

Zwroty - możesz dokonać pełnego zwrotu konsoli lub gry w przeciągu 30 dni od daty zakupu. Warunkiem jest nienaruszona folia na opakowaniu gry i plomba na konsoli. Jeżeli są otwarte, możesz wymienić tylko na ten sam produkt. Po 30 dniach reklamacje są nie uwzględniane.

Gwarancje

Oprócz gwarancji oferowanych przez producenta systemu lub gry można za dopłatą otrzymać rozszerzoną gwarancję.

Gwarancje na gry - Game Stop oferuje roczną gwarancję na jakąkolwiek grę za jednego dolara więcej. Jeżeli w ciągu jednego roku od zakupu gry uszkodzisz ją (tak, ty! konsument!) to możesz wymienić grę na tą samą. Jeżeli gra wyszła z obiegu przeważnie dostaniesz kredyt na zakup nowej gry, równowartościowy oryginalnemu zakupowi (minus ten jeden dolar).

Gwarancje na systemy - jak wyżej, dopłacając sumę bodajże $40,00 USD  można poszerzyć gwarancję producenta o dodatkowy rok. Co w tym jest przyjemnego, to fakt że Game Stop wymieni ci jednokrotnie konsolę na miejscu. Nie musisz wysyłać konsoli do producenta i oczekiwać na naprawę.

Więcej?

Jeżeli jest coś więcej czego chcielibyście się dowiedzieć na ten temat, dajcie znać w komentarzach a wtedy może zmodyfikuje post.

Pozdrawiam Was serdecznie!

 

 

 

Źródła:

Moje własne doświadczenie z pracy w Game Stop i GameStop.com

Manager jednego ze sklepów Game Stop (znajomy)

 

 

 

Czwartek, 29 stycznia 2009, 05:45

Zalany sklep z grami wideo

EB Games

 

Poważny brak weny zmusił mnie to tego iście wybitnego wpisu. Dnia 12/26/2004 roku pańskiego zalało nam sklep. Strat w grach nie było, ale sklep EB Games [obecnie Game Stop] był zamknięty przez pół dnia.

 

Żadna z gier nie ucierpiała podczas realizowania owego wpisu. Wpis powstał pod wpływem grzebania w starych zdjęciach rozmawiając z pewnym obywatelem Gramu o sprawach natury nadprzyrodzonej.

 

Jak widać tak wyglądał sklep którym tam kiedyś za czasów Lenina zarządzałem. Taki sobie sklepik. W 38uj gier.

 

Wpis ogólnie uważam za bezsensowny i skonstruowany przy pomocy kitu z braku laku. 

Gramcarzu!

Szanuj gramcarkę i gramcarza swego jak siebie samego!

Poniżej piosenka [wspaniała, dodam] dla tych w Was z powolniejszymi komputerami, lub tych których obecnie nie stać na lepszy sprzęt i dbają pieczołowicie o to co mają. Darzę Was wielkim szacunkiem, bo sam wiem co to znaczy mieć wolniejszą maszynkę. A dla tych z Was co mają super szybkie blaszaki, pamiętajcie o naszych bliźnich. Warto mieć imeem.

 

 

Odradzam komentowania, bo nie ma zbytnio czego, ale opcję zostawię aktywną.

Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego, bardziej  konkretnego wpisu.

Wrócę również do poprzedniego wpisu z bronią i odpowiem na Wasze komentarze. Pozdrawiam i życzę miłego weekendu. Ja muszę tym razem odwalić troszkę roboty. Pff...

 

 

Sobota, 24 stycznia 2009, 06:10

Fired my first rounds

 

Z pracy wróciłem dosyć wcześnie. W domu czekały już na mnie inne obowiązki. Mam dosyć tych ujemnych temperatur. Zima piękna i słoneczna. Ale zła.

Rytuał codzienny. Odpoczynek. Kawa. Emaile. Net. Zmęczenie. Już jest 5PM. Tfu, co ja mówię. 17:00. Zapomniałem że pewnie będziecie się naśmiewać z moich hamburgerowych przyzwyczajeń. Nie mogę tego ukryć. Nie oszukam nikogo. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jakie to dla mnie łatwe. Jak Borg w serialu Star Trek. Asymilacja.

 

18:00 i zimno. Już ponad dwa tygodnie nie biegałem z powodu bardzo niskich temperatur. Było nawet -20.Koniec z gniciem w domu. Odpoczynek na chwilkę od PC. Ciało też potrzebuje swojego. Przebieram się. Cały czas zastanawiam się czy mi się chce biegać. Waham się.

Po wpakowaniu bębnów w moje niewymiarowe uszy osadzone przypadkowo na mojej obecnie łysej głowie wyraźnie drą się: Biegać!!! OK, OK! Już idę, już idę! Po szybkiej dawce zimnego powietrza organizm nagle zaczyna produkcję adrenaliny. Kolana w ruch. Para buch. I ruszyła maszyna po śniegu ospale...

Po 45 minutach jestem w domu. Zadowolony że pokonałem samego siebie. Gdybym tylko mógł pokonać mój nałóg do kawy. Mocna ze śmietanką o smaku wanilii. Nie. Chyba tak naprawdę jestem słabeuszem. Potrafię biegać w ujemnych temperaturach, a kawy ni38ja.

Wykąpałem się. Mam jeszcze godzinę aby zdążyć do sklepu z bronią. Dzwonię do Illinois Gun Works:

- Do I still have time for few rounds.

- Sure. Got your FOID card?

- Sure do! - odpowiadam.

- Comone in, then.

O 19:30 już mamy w ręku okulary, słuchawki, 9mm Glock 17 i paczkę Magtech amunicji z 50 wirusami. Śmiertelnymi.

Dzisiejszy jadłospis:

- $10.00 strzelnica

- $12.00 wypożyczenie dowolnej broni (oferta zależy od kucharza)

- $16.50 50 kul, przyprawa w sosie własnym

Instruktor. Kulturalnie informuję że jestem dziewicą i proszę aby się ze mną obchodzić delikatnie. Uśmiech. Pojadę z masłem - odpowiada. Taka oto sytuacja toczy się w mojej głowie. 

A w rzeczywistości? Mówię: Pierwszy raz jestem. Świeżo upieczony. E tam. Nic do tego! Tu. Tak. Z tym. W to. I tam. Całą wiedzę po broni palnej ładuje mi w 15 sekund. Zaraz... To wszystko? ...[widocznie tak]. Instruktor wychodzi ze strzelnicy pogadać z koleżkami za ladą, którzy jakoś śmierdzą policją w cywilu. Nie lubię policji z Elmwood Park. Skorumpowani. W gazetach trąbili o nich już kilka razy.

OK. Jestem z kolegą. On nie ma pozwolenia na broń. W stanie Illinois osoba z pozwoleniem może przyprowadzić na strzelnicę dwie osoby bez pozwolenia. Wystarczy dowód osobisty.

No dobra druzja. Strzelamy? Strzelam pierwszy. Ładuję magazynek. Dziesiąta kula w magazynku wchodzi bardzo ciężko. Kolega nie mógł załadować. [wiem, to zdanie brzmi dwuznacznie].

 

Strzelam. Dystans 50 stóp do celu. Około 15,24m. Broń trzymam mocno, ale wystarczająco elastycznie, aby zaabsorbować siłę odrzutu. Strzelam po raz pierwszy. 9mm to. 9mm tamto. 9mm zabija. 9mm nie jest słabą bronią. I bynajmniej cichą. Zamknięte pomieszczenia zapewne potęguje siłę dźwięku.

Siła kinetyczna wyprowadza miedź z prędkością 410m/s ze swego kołnierza. Miedź krzyczy wyproszona na siłę z miejsca spoczynku. Wszystkiemu winien jestem Ja.

Śmierdzi prochem. Mam poczerniałą prawą dłoń. Pomimo słuchawek w uszach dźwięczy mi w momencie pisania tego postu.

Kolega nie pierwszy raz dzierży pukawkę. Przynajmniej tak mówi. Woli sztucera. Polował kiedyś. Ja? Nigdy. Czas nagli. Ładujemy i strzelamy. Jesteśmy sami. Zrobił mi kilka fotek jak umiał. Dzięki właścicielowi za pozwolenie na zrobienie zdjęć. Strzelnicy przynajmniej.

Oglądam moje pierwsze rezultaty. Powiększ to zdjęcie.

Pakujemy manele. Oddaję broń, słuchawki i okulary. Instruktor się pyta - Jak było? Podobało się? Wrócisz?

Poniżej wideo. Kolega, nie ja, strzela z Glock'a 17. Krótki film. Nie boli.

 

 

 

* * *

Noob. Czyli moje pierwsze wrażenia.

Wybrałem Glocka zamiast Beretty. Podobał mi się bardziej. Przyjemność całkiem nie droga. Nie byłem sam. Następnym razem pójdę sam. Tak abym miał więcej czasu dla siebie. Nie lubię się spieszyć.

I teraz szczerze jak na spowiedzi: Podobało mi się, aczkolwiek po całej rundzie i dziurkach w "panu rozbójniku" szybko zrozumiałem że to bardzo niebezpieczna zabawka. Podobało mi się. Huk jest przyjemny. Kręci mnie. Nie mam jednak żadnych zamiarów strzelania poza terenami strzelnicy. Tylko w celach sportowych. Straciłem cnotkę. O dziwo, ten pierwszy raz był całkiem OK. Jednak pewna doza respektu też jest. Przynajmniej teraz wiem z czym to się je. Gunner i czaja24 poczęstowali mnie kilkoma wskazówkami. Dzięki! Nie chciałem się rzucać z kosą na słońce i brać większej broni. Może z czasem. Następnym razem pojadę nie wcześniej niż dwa tygodnie. Może, spróbuję coś ciut większego. Nie jestem pewien.

Napisałem Podobało mi się dwa razy. Err, no to fakt. W odpowiedzi na pytania instruktora: Było OK. Nie taki diabeł straszny jak go malują. Śię podobało. Wrócę.

Pamiętajcie moi drodzy Gramcarze. Często mamy różnicę zdań i poglądów. Co absolutnie nie znaczy że nie możemy rozmawiać ze sobą. Łączą nas gry. Może coś więcej. Mogą nas dzielić inne punkty widzenia. Wasze komentarze, szczere, są mi najdroższe. Proszę, jeżeli Wam się np. nie podoba posiadanie broni, czy coś w tym rodzaju, śmiało piszcie! Nie ma większego szacunku, jak dwie osoby które potrafią znaleźć wspólny poziom mimo różnicy zdań. Bywajcie. Teraz jestem już bardzo zmęczony...

* * *

Brygadzista. Wczoraj mi wlepili.

 * * *

PS - Proszę zerknijcie do komentarzy w poprzednim wpisie. Postarałem się odpowiedzieć na wasze komentarze.

 

 

Poniedziałek, 19 stycznia 2009, 23:15

Moje kolekcjonowanie

 

Moje gry

Ci, którzy czytają ten blog od początku mojego [za]istnienia na Gramie, wiedzą mniej więcej coś o mnie. Niejednokrotnie wspominałem Wam tu i tam o miej kolekcji gier. Poczęstowałem Was od czasu kilkoma fotami. Pisałem również w styczniu 2008, że z braku miejsca praktycznie cała moja kolekcja leży w magazynie.

Bo taka jest kolej rzeczy. Po latach człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy z tego co ma. Ostatnio naliczyłem 75 lub 76 plastikowych skrzyń.

Początki

Były skromne. Nie wiedziałem od czego zacząć. Miałem już pierwszą konsolę, a mianowicie Nintendo NES. Bosze jak ten czas ucieka. Przyjechałem do Stanów Zjednoczonych w 1993 roku, a tu już mamy 2009! Drugą konsolą oczywiście był oryginalny Game Boy i Nintendo SNES (Super Nintendo). Kupowałem Zeldę, Metroida, Tetris, Super Mario World, Mario Kart, Final Fantasy i tak po kolei. Gra tu, gra tam. System tu, system tam. Zaczęło się robić ciasno. Niedługo po tym Nintendo N64, Virtual Boy. Nadeszła era PlayStation i katowania gier RPG.

 

Specjalizacja

Nie było! Nie będzie! Wszystkie gry, systemy, dodatki i miesięczniki Nintendo Power powolutku zasilały brzegi mojego mieszkania. Zaczęło się robić ciasno. Grałem, przechodziłem, odkładałem. I leżało. Nie wiedziałem co z tym dalej robić, ale wiedziałem że się nie pozbędę. Za ciężko na to wszystko pracowałem. Miałem wrażenie że jakoś muszę wykorzystać moje gry. Tylko do czego? Jak?

 

Pomysł

No i narodził się pomysł. 26 września 2004 założyłem stronę internetową www.GameScanner.org. Jako ksywę wybrałem GameScanner. Game, wiadomo, od gier. Scanner, od celu. Skanowania okładek gier. Jakoś denerwowało mnie to, że wchodząc na strony ciągle oglądałem cholernie obrypane i słabej jakości zdjęcia i skany. Szybko przyłączyłem się do witryny Video Game Museum gdzie szybko zdobyłem sobie dobrą reputację jako solidny użytkownik. Doszło nawet do tego, że zaprzyjaźniłem się z założycielem i moderatorami strony. Podobno pracują nad wersją strony kompletnie przepisaną w PHP. Chcą abym dowodził działem jakości skanów, czy coś w tym sensie. Mam nadzieję że im to w tym roku wypali. Wiadomo, chłopaki mają ograniczone możliwości finansowe.

 

A ja? Moja stronka? Obecnie GameScanner.org jest dosyć często odwiedzany. Na stronie ze skanami jest grubo ponad 176 tysięcy wizyt. Jestem dumny z faktu że obecnie jest tam grubo ponad 6,700 skanów i fotografii pochodzących z mojej kolekcji. 98% jest mojego autorstwa. Oczywiście możecie tutaj przytoczyć strony, które się już tym zajmują, ale ja obstaje przy swoim. Obecnie z powodu pracy i prowadzenia bloga stronę lekko zaniedbałem. Mam na szczęście ogromną ilość materiału i pracy mi nie zabraknie.

 

Zakupy

Jak kupuję? Skąd? Tutaj raczej nie trzeba tłumaczyć. Głównym źródłem jest eBay. Jeżdżę oczywiście na różnorakie pchle targi w Chicago, gdzie można znaleźć często wiele skarbów za grosze.


 

Jak kupować?

Na początku wszystko było chaotyczne i drogie. Nie wiedziałem za bardzo jak kupować aby mieć, a nie tracić. Pewnego razu natrafiłem na ogromnego kolekcjonera, który dokładnie opisywał metody zakupów. Przystosowałem się do nich i rzeczywiście przynoszą owocne rezultaty. A jak? Ja jestem malutkim kolekcjonerem, ale nauczyłem się od wielkich tego że najlepiej jest kupować zbiory. Nie pojedyncze gry czy konsole. A dla czego? Proste! Często ludzie sprzedają zbiory gier gdzie znajdę tytuł który mnie interesuje. Resztę rzeczy często mam lub nie są mi potrzebne. Wtedy wybieram to co chcę, często wymieniam opakowania lub gry na te w lepszej kondycji i takie niechciane zbiory z powrotem lądują na eBay. Uwierzcie mi, że często pieniądze mi się zwracały. Najśmieszniejsze jest to, że wystarczy tylko usiąść dłużej przy PC, zrobić kilka solidnych zdjęć i dokładny opis. Reszta płynie sama.

 

Utrudnienia

Największą przeszkodą jestem ja sam. Staram się nie podniecać na widok wielu skarbów. Prawda jest taka, że prędzej czy później znajdę to na eBay, lub na jakimś targu. Największą zaletą jest umiejętność odmówienia samemu sobie. Okazje są prawie zawsze i prawie zawsze się powtarzają. Cierpliwość. Nie powiem że przestrzegam tego w stu procentach. Oczywiście że nie. Jest to jednak dobra zasada.

 

Wszystko?

Może nie wszystko, ale ogólnie staram się kupować tanie gry nawet jeżeli mnie nie interesują. Np: football. Kompletnie mnie nie interesuję, ale Madden 2005 kosztuje załóżmy dolara. Heh, za tą cenę mam dobry materiał do skanowania. Tak więc w moich grach znajdują się i takie właśnie bzdury. Co mnie interesuje oczywiście to legendarne tytuły. Mam ich większość, bo w te akurat grałem. Uwielbiam gry RPG więc poluję na nie.

 

Stan

No to już leży diabeł w detalach. Staram się kompletować gry z pudełkiem, instrukcją obsługi, z plakatem (jeśli takowy był). Jeżeli gra jest bardzo rzadkim egzemplarzem, to kupuję nie ważne, pudełko lub grę. Z czasem natrafię na pierwsze lub drugie i komplet jest.

 

Reszta

Oprócz tego zbieram i nadal utrzymuję prenumeratę to legendarnego magazynu, jak dla mnie, Nintendo Power. Zbieram również dodatki kolekcjonerskie, koszulki, emblematy i inne. Jednym słowem SWAG!

 

Tyle

Myślę że na razie tyle będzie tego pisania. Wiem że w Polsce są inne realia. Sam pamiętam będąc w kraju, że o podobnych zabawkach można było tylko pomarzyć. Mam nadzieję że od czasu do czasu wyciągnę jakąś skrzynię i pokaże to i owo.

Średni rozmiar skrzyń to 50x38x32cm.

 

Zapomniałem

Ktoś się zapytał czy wrócę do Polski? Odwiedzić? Tak! Na stałe mieszkam jednak w USA. No chyba że coś w tym kraju tak pierdyknie że się nie da żyć. Ogólnie w kraju wesoło nie jest.

Mam nadzieję że i Wy będziecie mogli rozwijać swoje kolekcje związane z grami. Oby rosły i bogaciły się! Czego Wam serdecznie życzę!

 

Odpowiedziałem na Wasze komentarze w poprzednim wpisie.

 

P.S. - wszystkie zdjęcia autorstwa NintendoPassion i przedstawiają przedmioty z mojej kolekcji.

 

 

Sobota, 17 stycznia 2009, 00:23

Militant!

Witajcie,

Tak na szybko przed kolejnym wpisem musiałem się Wam pochwalić. No nie mogłem inaczej. Z lekką odrobiną zazdrości spoglądałem na wpis GUNNERa, a dokładnie ten wpis. Dla mnie zorganizowanie takiej grupy ludzi to graniczy z niemożliwością. A teraz kolej na moje chwalenie się:

Właśnie otrzymałem FOID card! FOID, to amerykańskie pozwolenie na posiadanie broni palnej. Czekałem dwa miesiące. Nic nie wspominałem, bo była obawa, że mogą mi nie przyznać. Zanim obywatel otrzyma FOID card, władze policji stanowej muszą sprawdzić jego przeszłość, czy nie miał tam jakiś przewinień kryminalnych. Wtedy automatycznie aplikacja zostaje odrzucona i $20.00 USD idzie w błoto. Tyle kosztuje taka aplikacja.

 

FOID, czyli Firearm Owner's Identification, pozwala na posiadanie borni. Nie każdej jednak i nie wszędzie. Na szybko wyjaśnię że w mieście Chicago, stan Illinois (nie wymawia się ostatniej litery "s"), nie mogę posiadać broni krótkiej. Natomiast wszelkie karabiny,automaty czy inne działa przeciwpancerne mogę mieć, tak długo jak mnie na to stać. Broni również nie wolno ukrywać pod odzieżą. Zawsze musi być zamknięta, zablokowana i w bagażniku auta. Nie pytajcie, Ameryka jest tak właśnie pokićkana. Przynajmniej stan IL. Ogólnie właśnie, stan Lincolna ma jedne z najsurowszych praw jeżeli chodzi o kontrolę broni w całych Stanach Zjednoczonych. Prze wyborami prezydenta Obamy, ilość aplikacji o pozwolenie na broń wzrosła o 45%! Amerykanie boją się że wujek Sam odbierze im prawo do Drugiej Poprawki Konstytucji, tzw. Second Amendment.

Uprzedzę Was!

Jestem przeciwko wojnie, zbrojeniom i jakiejkolwiek przemocy. Bronią interesowałem się zawsze, choć trzecioplanowo. Wolę postrzelać do celu.

Czy kupię broń?

Nie wiem. To są wydatki w granicach setek dolarów. Poza tym trzeba mieć gdzie strzelać. Strzelnice są drogie i amunicja kosztuje. Nie wiem jak to będzie...

A jaką broń wolę. Krótką czy długą?

Długą. Interesuje mnie snajperstwo. Nawet czytałem kilka książek na ten temat. Co ważniejsze, u mnie w pracy jest sześć albo siedem osób, które były w Wietnamie. Uwielbiam słuchać ich opowieści. Niestety, jak się można spodziewać, nie często chcą o tym mówić, a jak mówią to lekko im to nie przychodzi.

Strzelałeś już?

Jeszcze nie. W tą sobotę planuję iść na strzelnicę. Mają do wyboru Colta .44, Glock 22 (.44) i Magnum .44 i .55. Mam nadzieję że może postrzelam z Magnum. Zobaczę. Jeżeli będzie istniała możliwość zrobienia zdjęcia, postaram się Was nim poczęstować. Poniżej fotka mojego łapska dierżąca Colta .45 jednego z moich wspólpracowników. Wiedział jak bardzo mu bablałem o tym że złożyłem aplikację. Pewnego dnia, jadąc na strzelnicę zatrzymał się abym mógł go zobaczyć.

Czy miałem jakieś specjalne wrażenie?

Właściwie to STRACH. Strach, że taka kupa żelaza potrafi odbierać człowiekowi życie. Z drugiej strony już wyobrażałem sobie jak strzelam na strzelnicy. Słaba jakość, zdjęcie zrobione fonem.

 

Zobaczymy jak potoczy się ten weekend. Jeżeli dojdzie do strzelaniny, to na stówę napiszę.

* * *

Nie mogę się doczekać podzielenia się z Wami nowymi wiadomościami. Będzie pierwsz fotka jednej z 75 plastikowych "skrzyni" w których magazynuje moje gry. Opiszę co, jak i dlaczego tak a nie inaczej kolekcjonuję.

Przywiozłem również duże pudło pełne kliszy, zdjęć i płyt CD na których zgromadziłem moją przeszłość. Właśnie otrzymałem mój nowy dysk zewnętrzny przeznaczony wyłącznie do archiwizowania danych.

Dzięki podstawce Thermaltake BLAC X używam dysk 1TB Seagate SGT-ST31000340AS. W sam raz na moją niezliczoną ilość zdjęć i muzyki. Podstawkę zakupiłem kilka miesięcy wcześniej na wyprzedaży w sklepie BestBuy (było taniej niż na necie). HDD zakupiłem na stronie Dell.com, a dokładniej model podany tutaj.

 

* * *

Kto może i lubi niech głosuje na Naszego ziomka, Cedricka! Bierze udział w konkursie na bloga roku. Byłoby całkiem fajnie gdyby obywatel społeczność Gramu wygrał.

* * *

Nie mogę pominąć tego zdjęcia. Jeżeli macie czas, wskoczcie do Tom_pl i zobaczcie zdjęcie w tym wpisie! To jest proroczy znak!

* * *

No i na końcu, ale nie na ostatku, chciałbym podziękować krwawa Mary za użyczenie mi jednej z jej fotek. Tak mi się spodobała, że musiałem sobie zrobić z tej foty tapetę. Miałem jej podziękować już dawno, ale jakoś ciągle zapominałem. Tak się prezentuje mój monitor w czerwonym słońcu.

 

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie! Miłego weekendu życzę!

Do boju Gramcarze! Do boju!

Piątek, 16 stycznia 2009, 06:05

TOWARZYSZE! BRACIA! GRAMCARZE!

Do broni! Nie dajmy się sklepsajtowi!
Statystyki:
 
 
Źródło: Gram.pl - tutaj

Poniedziałek, 12 stycznia 2009, 07:15

Ciężka sprawa

 

Zima z mojego okna.

 * * *

Przeżyć utratę nienarodzonego pięciomiesięcznego chłopczyka to ciężka sprawa...

Wczorajszy ciężki dzień.

I jak im teraz pomóc?

* * *

Bo człowiek to takie niewdzięczne zwierze...

Jak napiszesz że na niebie jest 1x00000000000000² gwiazd to uwierzy.

Ale jak napiszesz Świeżo Malowane ...

To musi dotknąć paluchem i się upierdolić.

 

Sobota, 10 stycznia 2009, 20:17

Road Trip - czyli w szesnaście dni dookoła USA, cz.8

 

 

Beverly Gardens Park, CA   

Gramcarze,

Tym wpisem powracam do opisu naszego błąkania się po Stanach. Ostatni wpis zakończyliśmy w San Francisco. Potem posypały się wpisy na inny temat. Teraz czas powrócić. Jak się coś zaczęło, to trzeba skończyć.

Beverly Hills, CA

Podczas naszej podróży minęliśmy masę miejsc. Kilkneliśmy ponad 10 000 zdjęć i nadal musieliśmy się poświęcić omijając kilka ciekawych miejsc. Tak to jest jak goni nas czas. Cały czas pociesza nas fakt, że praktycznie po wycieczce ujrzymy więcej niż średni Amerykanin podczas całego życia. To naprawdę budująca myśl. 

Za nami w tłumie kurzu zginęło ponad 1960 mil asfaltu. Przejeżdżamy przez połacie stanu Kalifornii i docieramy do miejscowości Beverly Hills. 13:40 na zegarku. Wszystko notuje. Nawet nie wiecie jakie to teraz jest pomocne w pisaniu owego wpisu. Pstrykamy naszą wjazdową fotkę.

Ulica 200 S Moreno Drive. Dzięki uprzejmości obecnej technologii, paluchem na mapie jesteśmy dokładnie tutaj. Właściwie tutaj nie spędzamy dużo czasu. Robimy sobie krótką sesję zdjęciową w parku Beverly Gardens. Duże wrażenie na mnie wywarło to duże drzewo. Wybaczcie, ale kompletnie nie mam pojęcia co to jest? Może ktoś pomoże?

 

 

Atmosfera jest bardzo przyjemna. Dosyć nie-amerykańska wg mnie. Ludzie bardzo mili. Czyściutko. Kawiarenki. Europa to nie jest, ale to miejsce ma swój specyficzny klimat. Jesteśmy w końcu w jednej z najbogatszych dzielnic. Ogólnie? Miło.

No i piękna pogoda. Robi swoje. Temperatura około 32°C. Przypominają mi się późne wieczory, kiedy to jako nastolatek oglądało się takie widoki w serialach Miami Vice. Bosze! Człowiek czasem nie wie co go spotka. W życiu nie pomyślałbym że kiedyś tutaj będę. Zawsze zajęty, zabiegany, zapracowany. I po co? Nie mówię już o Stanach. Ogólnie. Tyle jest miejsc do zobaczenia. Tylko czasu i kasy. Teraz już wiem, że ta wycieczka to był wspaniały pomysł. Ino powtórzyć.

Dziewczynom natomiast same palmy w głowach. Widocznie są dla nich odwrotnym symbolem naszych zimnych okolic. To nie Chicago. Prawda.

 

Hollywood Walk of Fame

Aleja Gwiazd. Teraz nas tutaj przyniosło. Z parkowaniem nie ma kłopotu.

Wrażenia? Hmm. Nie wiem. Może dla tego że w pełni słońca? Może nocą zrobiłoby to na mnie większe wrażenie? Sam fakt bycia tam jest dosyć miły, ale jednak wodospady Supai nadal górują nad wszystkim co dotychczas widzieliśmy.

Cementuję otoczenie nawet takimi prostymi fotkami jak to. Nie zgubimy się przynajmniej. Spacerujemy po tej aleji przez jakiś czas. Czytamy imiona gwiazd. Ogólnie jest na co popatrzeć.

John Wayne. Eh, jego to mogę oglądać cały czas. Przetwardziel!

 

Wszędzie znaki informacyjne, przyciski, strzałki i nakazy. This way!

Tuż obok znajduję się budynek Capital Records. Wszystko w zasięgu obiektywu. Szkoda że mamy cały czas ograniczenia czasowe. Hollywood aż się prosi na poświęcenie większej uwagi. Nie możemy tutaj przenocować. Klikamy, spacerujemy, zwiedzamy. O noclegu jednak nie ma mowy.

 

Zaraz obok budynku Capital Records znajduje się ten piękny mural przedstawiający czarnoskórych muzyków. Wyblakła farba i słońce dodaje niesamowitego czaru. Mi osobiście bardzo się podoba.

 

Nawet Game Stop się znalazł. Wewnątrz nie wyglądał inaczej od żadnego innego sklepu w jakim byłem. Myślałem że będzie bardziej Ą i Ę ale nic z tych rzeczy. Ten sam standard co wszędzie. Jako stary wyjadacz musiałem wstąpić. Coś tam chyba nawet kupiłem. Nie pamiętam.

 

Przy alejce jest hollywoodzki specyjał, Molly's - Hot dogi u Molly.Teraz już wiecie dla czego muszę się katować i biegać tak dużo. Już od lat rozwalam swój system metabolistyczny takimi genialnym i zdrowym amerykanerskim pożywieniem. No co, lubię dogi i frytki. Całą paką wpierniczamy smakołyki. Byliśmy dosyć głodni. Nawet gdyby było żarcie zue, to i tak bym nie pamiętał. Było dobre, tylko ciut drogie.

Po konsumpcji? Komentarz jak w allegro :P - POLECAM!

Hollywood Sign

No a teraz gdzie? No jak gdzie!? Pod znak świętego lasu! Jakżeby inaczej! W drodze do naszego auta zdążyłem zrobić to zdjęcie. Gigant!

 

Uliczki Hollywood są w wielu miejscach bardzo kręte i strome, co dodaję im wiele uroku. Mógłbym jeździć w kółko bez końca. Mniej więcej po pół godzinie kręcenia się po okolicy bocznymi uliczkami, widzimy światło na końcu tunelu.

No i jak w biblijnym momencie ukazał się nam obiecany znak! Film filmem. Rzeczywistość rzeczywistością. Oto cała nasza ekspedycja łącznie z moją mordą! Jakis samarykanin zrobił nam zdjęcie grupowe. Tx bro!

I mieliśmy Hollywood. Było miło. Się skończyło.Dużo ominąłem oczywiście. Masę fotek nie wkleiłem. Nikt nie miałby czasu i tak oglądnąć. Całe miejsce było dla nas bardzo miłe. Ludzie jacyś tacy bardziej milsi i otwarci. Wiele osób było zaciekawionych naszego języka. To że wszyscy mylą nas z Rosjanami to normalka. Przecież i tak wielu z nich nie słyszało ani polskiego, ani rosyjskiego. Liczą się wrażenia. A mamy ich pełno!

Pamiętajcie. Opisując to wszystko nie mam na myśli gloryfikowania Ameryki. Pokazuję Wam tylko kraj z innej strony. Ja też się tym krajem nie zachłysnąłem. Nie mogę jednak negować faktu że jest tutaj wiele do zobaczenia. Mam nadzieję że i Wy podczas następnej wycieczki nie zapomnicie poczęstować się z nami waszymi przeżyciami. 

No to baj-baj!

 

 

Czwartek, 08 stycznia 2009, 00:29

Nintendo World Store. New York. Część I/II.

New York, NY.

Witam Was,

Tym razem wygrzebałem kilka fotek z naszej wizyty w Nowym Jorku w Lutym 2007 roku. Owego czasu zawiało nas tam na polskie weselisko.

Image Hosted by ImageShack.us

Grrenpoint, NY

Big Apple, jak się nazywa miasto Nowy Jork, posiada ogromne zgromadzenie Polonii. Tak jak i Chicago. Greenpoint to lokacja do której nas przywiało. Celem naszej podróży (mojej pani + mienja) było wesele wspaniałych dwóch osób, które miałem przyjemność poznać.

Centrum

Nowy Jork = Times Square. Trzeba zobaczyć! Miasto dudni, tętni, wrze, śmierdzi, pachnie, krzyczy i płacze. Kocioł. Amerykanie nazywają swój kraj melting pot [ras, kultur, tradycji]. W centrum miasta to wszystko zostaje zgniecione w kilka ulic.

Image Hosted by ImageShack.us

Robi niesamowite wrażenie. W NY byłem dwa razy. W lecie i w zimie. Nie ważne o jakiej porze roku, dnia lub godziny jesteś. Nawał ludzi nie ustaje. Ulice na prawdę przypominają żyły jakiegoś organizmu.

New York, NY.

Chicago w porównaniu z NY to istna wioska. Serio.  To wszystko daje tak niesamowitą atmosferę, że człowiek nie wie co ma ze sobą zrobić. Gdzie zajrzeć, co usłyszeć, gdzie zjeść lokalne specjały ukryte w starych kamienicach miasta. Architektura robi niesamowite wrażenie. Na mnie przynajmniej. Broń bosze, nie chcę obkładać błotem mojego pięknego miasta. Big Apple jest po prostu inne. Nigdy nie widziałem wcześniej takiej ilości reklam, bilbordów, ogromnych zewnętrznych monitorów telewizyjnych redukowanych do kilku przecznic. Kiedyś przeczytałem że miasta na Ziemi zajmują około 4% powierzchni, a konsumują około 90%+ energii. Tutaj mnie to absolutnie nie dziwi.

New York, NY

Krążyliśmy po mieście tu i tam. Było bardzo zimno. Wstąpiliśmy do (jakby nie inaczej, I'm a coffee whore) Starbucks.

Kawiarnia Sturbucks w Nowym Jorku

Gorący napój w łapsko i maszerujemy z Panią dalej.

New York, NY

 powiększ

New York, NY

Nie obeszło się również bez fotografii przed budynkiem MTV. Nie wiem jak wy, ale ja, jako dzieciak fascynowałem się kreskówką Beavis and Butthead.

Budynek  MTV, NY

Jakie to śmieszne i banalne, że kiedyś jednym z marzeń było oglądanie programu MTV. Śmiejcie się. Takie kiedyś dzieci miały ambicje. Dodam tylko że obecnie nie toleruję MTV. Zrobili z tego kanału gówno demoralizujące młodzież. Możecie mnie za to krytykować. Nie ważne. MTV kiedyś zajmowało się teledyskami. Dzisiaj pokazują jak nastolatki prowadzą rozwiązłe życie. Może nie w 100%, ale na pewno nie pozwoliłbym swojemu dziecku na oglądanie takich syfów. (Ciekawi mnie czy się ze mną zgadzacie, czy nie).

No i eureka! Przez cały czas pobytu, gupi Mario nie zdał sobie sprawy że właśnie w Nowym Jorku znajduje się Nintendo World Store!

Nintendo World Store

Alleluja! Alleluja!

Nintendo World Store, NY

O w mordę jeża! Jak ja mogłem przegapić tą okazję! Myślałem że narobię w portki ze szczęścia jak małe dziecko. Moja Pani nie miała absolutnie żadnego wyboru. Ni 38uja! Wiedziała że lubię Nintendo, więc chyba poświęciła się dla mnie niesamowicie (dzięki!) i zgodziła się pojechać.

Przeżycie na miarę objawienia! I nie, nie przesadzam. Byłem podjarany. 38uj że jestem w NY. Ellis Islan, Twin Towers, 38uj! Ja kcem do  NWS! Przynajmniej można w środku robić zdjęcia! Dzięki Bogu! Już pominę fakt że fotki robiłem tragicznym Samsungiem, na słabych bateriach i pół godziny przed zamknięciem sklepu. Ja to mam refleks sapera. Latam po sklepie jak porąbany i o mało co się o ściany nie rozbijam. Jęzor ośliniaczony i majtki do wymiany. Get my drift? Nie wiem gdzie i za co się zabrać, co sfotografować i co kupić.

Nintendo World Store, NY

Oh, oh, oh! Pani tylko kiwa głową i przewraca oczy do góry nogami.

Nintendo World Store, NY

powiększ  

Wystrój sklepu jest bardzo nowoczesny. Wnętrze wyraźnie w kolorystyce Wii. Biel, błękit. Wszystko połączone akcentami szkła, stali nierdzewnej i podłogi z drzewa. Coś na miarę living/game room. I jeszcze kilka fot.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

No i to na razie na tyle na część pierwszą. W części drugiej, która nie koniecznie ukaże się jako kolejny wpis, pokażę Wam eksponaty zgromadzone w sklepie. Będzie kilka ciekawostek.

Początek

Nowy roku zaczął się bardzo dobrze. Mimo tego że musiałem być w pracy na ósmą rano, to przebolałem. Kaca nie miałem. Dwa drinki i dwa szampany Korbel Brut. Firma ostro nam przykazała, że nie pozwolą na żadne bóle głowy czy też niedysponowania. Moi przyjaciele, u których spędziłem Sylwestra, są wspaniałymi ludźmi. Towarzystwo było małe, skromne, pełne śmiechu, żarcia i innych niewymienialnych pierdółek.

Z shotguna strzelaliśmy dosyć szybko. Równocześnie z petardami, choć dubeltówka ryła jak mordowana żywcem świnia 500 kilogramowa. Zapomnijcie o tych bzdurach jak strzelanie z shotguna z jednej ręki. Moc odrzutu jest tak duża że praktycznie ryzykujesz złamanie nadgarstka, albo uderzenie kolbą w czoło. Po pięciu takich łuskach ręce bolą. No chyba że jesteś Pudzianowskim.

Zakupy

Dokonałem również dwóch bardzo drobnych, ale bardzo potrzebnych mi zakupów na Dell.com. Jak przyjdzie to co ma przyjść, to podrzucę fotki. Skaner Epsona i dysk twardy 1TB do archiwizowania danych.

Wesele

No zapomniałem całkiem! Powodem wizyty w NY było wesele K i D. Było wyśmienite! Ot, przyjechali sobie z Polski do Nowego Jorku na dwa tygodnie. Wzięli ślub i po imprezie wrócili do kraju. Fajnie było.

Wesele, NY

Wesele, NY

Wesele, NY

Wesele, NY

Zimno było jak cholera. Jak te dziewczyny wytrzymały to ja nie mam kompletnego pojęcia?

Będzie chyba tego. Do następnego!

 

 
 

 

 

Piątek, 02 stycznia 2009, 14:47

2009

Życzę Wam wszystkiego najlepszego w nowym roku 2009

EDIT

 

... strasznie łapska bolały po naszych petardach.

W nowy rok weszliśmy, jakby to ująć... z ostrym hukiem. Niestety więcej fotek chyba nie będę Wam mógł pokazać. Zbanowaliby mi gramsajta :D

 

Czwartek, 01 stycznia 2009, 00:33

follow me




EMAIL ME

Ostatnio gram w

Tytuł gryPo sieci?Ukończona?

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 4402 dni

Moich wejść na gram.pl: 11 634 (#543)

Napisanych postów i komentarzy: 2 571 (#462)

Napisanych recenzji: 1 (#46)

Wpisów na blogu: 386 (#21)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 115 678 (#4)

Archiwum wpisów

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl