avatar

NintendoPassion Użytkownik gram.pl (Przewodniczący) ja.gram.pl/NintendoPassion

Ostatnie odwiedziny

Mój blog (Lipiec 2008)

Wakacje, śmierć, życie i przyjaciele.

Witam Was,

Z ciężkim sercem i w smutnym nastroju. To jest dla mnie dość trudny wpis. Wiele osób nie odważy się napisać rzeczy osobistych, ale ja jednak to zrobię. Opisze Wam tutaj kilka z ostatnich wydarzeń w jakimś tam porządku chronologicznym. No to zaczynam!

1. Wakacje

Nie ma to jak czas z bliskimi przyjaciółmi. Czterodniową wycieczkę do Południowej Dakoty planowaliśmy już od dłuższego czasu. Z racji dość zajętego trybu życia znajomi dostosowali się do mojego grafika, za co im bardzo dziękuje. Atmosfera wycieczki unosiła się w powietrzu już od dłuższego czasu. Każdy zajęty i przytłoczony marazmem życia codziennego z niecierpliwością oczekiwał tego dnia. W czwartek tuż po pracy odebrał mnie z parkingu reprezentant Enterprise Rent-A-Car. W białej koszuli pod krawatem przyjechał nową KIA Sedoną. Też białą. Wszystkie formalności załatwiłem kilka dni wcześniej. Odwiozłem go do biura i popędziłem do chaty.
Nienawidzę mini vanów! Kojarzy mi się to z facetem który podwinął ogon i oddał wszelkie namiastki męskości w zamian za tytuł "mamusi". Nie chcę oczywiście nikogo obrazić, to tylko mój osobisty punkt widzenia. Wrzuciłem tobołki do auta i pojechałem po Łukasza i Weronikę. Atmosfera automatycznie się rozżarzyła!
- Humor? Jest!
- Chcica? Jest!
- Żarcie? Jest!
- Aparat? Jest!
- Aparat? Jest!
- Aparat? Jest!
- No do cholery, ile mamy mieć tych aparatów!?
- Tyle ile się da!

Łukasz podpiął laptopa (jego wierną Toszibkę [a135-s4677]) z załadowanym GPSem. Jedziemy jeszcze po Rafała i Ilonę do Des Plaines, a potem wyruszamy w trasę! Jest 24/04/2008 około 21:45! Wycieczka oficjalnie się rozpoczęła!
Plan wycieczki? Mt. Rushmore ! Here we come! Mieszkam w USA tyle lat i jak dotychczas nie widziałem tego monumentu, więc na stare lata powtórnego podmuchu młodości postanowiłem tam zabrać moich znajomych. Czemu tam? A czemu nie!? Nie jestem w stanie oddać Wam atmosfery tej 16-godzinnej trasy (w jedną stronę), ale mimo to spróbuję! Ja za kierownicą, Łukasz jako pilot. Jedziemy! Naszym pierwszym przystankiem jest oczywiście stacja benzynowa. Do pełna!

Zaopatrzyliśmy się w jakieś tam napoje i żumy. Laptop podpięty, muzyka gra, pilot sprawdza GPS a ja oczywiście uzbrajam się butelkę kawy Starbucks. Jedziemy w trasę.

Zaczyna padać deszcz. Koniec kwietnia, ale nie jest zbyt ciepło. Można powiedzieć że niezbyt dobry czas na kilkudniową wycieczkę samochodową, ale właśnie w tym jest część czaru.

Nasze nastroje jednak są nie do złamania i nic kompletnie nam nie przeszkadza. Punktów przystankowych kompletnie nie planujemy. Jedziemy i tylko czekamy aby coś przyciągnęło naszą uwagę.

W Południowej Dakocie powitał nas śnieg.


Ale nawet śnieg był przyjemny! Jak jechać to jechać. Babcia Mróz nam nie przeszkodzi.

Pan Wiosna pobił Babcię Mróz i powitał nas piękną pogodą. Po około szesnastu godzinach ciągłej jazdy zajechaliśmy do Góry Rushmore. Fotki poniżej uwieczniają nasze pokrzywione mordy na tle większych, kamiennych Mord!

Nagle znowu pojawiły się płatki śniegu. Hmm, Babcia Mróz nie daje za wygraną. A poniżej kolejne spojrzenie na Prezydentów (sami republikanie, gdyby ktoś się pytał).

Dzięki mojemu malutkiemu i taniemu Kodakowi, byłem w stanie strzelić taką małą panoramę.

No i tak prezentują się Ojcowie Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.

A tutaj cała paczka jasiów wędrowniczków. Ja, Wasz gramowicz, Łukasz, Weronika i Ilona z Rafałem. Komicznie wyglądamy. Charaktery także mamy komiczne.

Po tym całym oglądaniu i zdjęciowaniu zawitaliśmy do sklepu z pamiątkami. Następnym celem podroży jest Monument Crazy Horse.

Niestety spotkała nas niemiła niespodzianka. Przyjechaliśmy za późno i miejsce zostało już zamknięte. Nikt z nas nie chciał odjeżdżać, ale plany na drugi dzień mieliśmy już inne. Po kilku: "kurde!, cholera jasna!" i "ja nie mogę!" wpakowaliśmy nasze zacne zadki z powrotem do Sedony. Jedziemy dalej.

Wall Drug? Że niby światowej sławy? Ah ci amerykanie! U nich wszystko jest największe i światowej sławy. Szkoda tylko że ich świat zamyka się w 50 stanach...

 

Podczas całej trasy ciągle towarzyszyły nam ogromne reklamy World Famous Wall Drug. Co to jest? Przez ponad 300 mil ciągle je widzieliśmy. Ciekawość nie dawała nam spokoju! Postanowiliśmy zahaczyć o tego Łoliego. Okazało się że podczas depresji w latach dwudziestych Wall dawał przybywającym szklankę zimnej wody, czy coś w tym rodzaju. Jego gościnność podobno rozsławiła jego aptekę. No i faktycznie. Miejsce, choć na pewno nie światowe okazało się bardzo miłym i przyjemnym przystankiem, a jedzenie było bardzo dobre i tanie. Z resztą wszyscy zgodnie zauważyliśmy że czym dalej od Chicago tym ludzie byli bardziej przyjaźni, jedzenie smaczniejsze a steki coraz większe i bardziej krwiste.

Następny przystanek: Badlands.

Badlands, SD to formacja gliny. Taka jedna wielka piaskownica, tyle że bez dzieci. Upierdliwi są, ale turyści. Według geologów za około milion lat wszystko się rozpłynie. Erozja dokona swoich czynów. Dobrze że akurat się nie spóźniliśmy na to widowisko! Ale emocje!



A tu praktycznie na dnie parku...

 

Było bardzo zimno, co widać na zdjęciach. Nic nas jednak nie zrażało! Chęć zobaczenia jak najwięcej podczas krótkiej, bo czterodniowej wycieczki była silniejsza od złej pogody. Dzielimy się z Wami tymi oto zdjęciami. No i nie mylcie tego z Wielkim Kanionem! O dziwo, pomimo złej pogody nie byliśmy jedynymi turystami w tym dniu, ale na pewno jedynymi z Illinois. Było super! Widoki zapierały nam dech w piersiach! Zaczęliśmy krążyć autem po parku i jakimś cudem zgubiliśmy się w pięknym miejscu, Split Fish Canyon SD o ile się nie mylę. Szosa dobiegła końca i pod kołami naszego rodzinnego vana zachrząszczała kamienista droga. I nie tylko w Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie :D. Całkiem zaskoczeni tym widokiem jechaliśmy tak długo jak warunki drogowe pozwalały. Łukasz wreszcie otrzeźwiał i poddał wątpliwości możliwości terenowe naszego wozu. Zatrzymaliśmy się i zapełniliśmy nasze aparaty kolejnymi zdjęciami. Śnieg towarzyszył nam nieustannie.


To zdjęcie sam walnąłem! Ansel Adams byłby dumny!


Pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie, co kilka minut! Z mrozu i śniegu do pięknej słonecznej pogody. Rafał prostuje bicepsy, mózg trenował już wcześniej. Teraz czas na ciało. Raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy. Drzwi wytrzymały :D


 


Dzień chylił się ku końcowi, więc trzeba było nam gdzieś złożyć nasze miednice na noc. 5 osób, jeden pokój i łazienka. Cena? $75,00USD za wszystko. Nie zależało nam na luksusach tylko na noclegu. Zatrzymaliśmy się w miejscowości Rapid City, SD.

Takie widoki niedawno jeszcze oglądałem tylko oczami innych... a teraz Wy oglądacie to moimi ślepiami :) Backdoor America.

Pierwszy raz w życiu widzę na własne gałki oczne sępa wpierniczającego padlinę. Nie podzielił się. Sęp!

Czas tak jakby zwolnił w tej części kraju. Wszystko wydawało się nam takie inne, spokojniejsze i mniej skomercjalizowane. Ludzie uśmiechali się naturalnie, a nie jak te sprzedawczynie w sklepach co mięśnie żuchwy dorównują wężom boa. Bardzo miła małomiasteczkowa atmosfera.

Wynajmujemy bardzo mały, tani pokoik. Trza nam tylko snu.

- Seventy Five bucks?

- Yes Sir.

- OK, I'll take it!

Po nocy miałem połamane plecy. Łóżko polowe okazało się bardzo niewygodne. Zresztą nikt się nie wyspał, ale co tam. To było mało ważne. Kolejny dzień i kolejna okazja do zobaczenia tego kraju. Po noclegu i szybkim śniadaniu ponownie ruszamy w trasę. Starbucks oczywiście napędza mnie z samego rana, a plecy nadal bolą.

Następny punkt zaczepny to Deadwood! Wild Bill (Dziki Bill), rewolwery, dwa ssy i dwie ósemki, kulka w łeb i legenda dzikiego zachodu poszła lulać sześć stóp pod ziemią. Yeeeeeeeeee-haaaaaaaaaa!

Deadwood.

Znowu zaczął padać śnieg. Lekki wiatr. Jak się jednak miało już wkrótce okazać ludzie w Deadwood są się bardzo mili i gościnni. Mieszkam w USA od '93 roku, a chamstwo i prostactwo nie jest mi obce (wzdycham do mojego Chicago :P). Normalność i ciepło bucha od ludzi. Nie masz wrażenia tego "plastikowego" uśmiechu jaki często towarzyszy nam w dzisiejszych czasach. Czas wydaje się płynąć wolno.

Szukamy jakiejś kawiarni. Wchodzimy do pierwszej lepszej dziury z napisem "Hot Coffe". W sklepie (jeśli to można nazwać sklepem) wita nas miła pani z małą dziewczynką. Nie chcąc urazić właścicielki, pytamy się czy może nam zrobić kawę cappuccino z karmelem i bitą śmietaną z dodatkiem mięty (tak tak, jestem przegniłym pseudo Amerykaninem co nie umie angielskiego, a polskiego zapomniał, he he).

Kawa jest wyśmienita! Kobieta pyta się skąd jesteśmy... z jakiego kraju, no bo nasze akcenty się jednak rzucają w ucho. Mile zaskoczona mówi że jej mała córeczka właśnie napisała wypracowanie o Polsce. Dziewczynka ma około 10 lat i patrzy się na nas z zaciekawieniem. Wszyscy jesteśmy w szoku. Jaka jest szansa że w tak małej mieścinie w USA ktoś napisał coś o Polsce. Okazało się że dzieci miały wybrać jakiś kraj w Europie i coś o nim napisać. Dziewczynka napisała coś o Polsce. No świat jest dziwny!

Dużo pojazdów to oczywiście pick-up trucks. Błoto na karoserii to nieodzowna część dekoracji. V8 i 5,6L. Każde przekręcenie kluczyka w stacyjce kosztuje dziesiątaka. Coś pięknego jednym słowem. A podobno paliwo jest drogie...

Zwiedzamy powoli to zaspane miasteczko. Pamiętacie serial telewizyjny Twin Peaks? [Uwielbiam!] Coś w tym miasteczku było czego nie da się opisać. Zaszyłbym się tutaj na wieki. Po jakimś czasie trafiamy do salonu w którym został zamordowany Wild Bill. Zginął z ręki młodego cwaniaka Jack'a McCall. Bill popełnił jeden ale to wielki błąd. Usiadł tyłem do wejścia i został poczęstowany miedzią. Zginął na miejscu. Powiało historią w tym barze. Coś niesamowitego! Co roku jest przedstawienie morderstwa Wild Billa. Niestety nie zmieściliśmy się (troszkę) w terminie.

Wchodzimy to Saloon No.10. Dwa zardzewiałe Colty zdobią drzwi do salonu. Żelazne zwiastuny ostatnich minut żywotów wielu śmiałków dzisiaj przyozdobione w czerwoną rdzę służą już tylko za klamki. Kiedyś siła kinetyczna miedzianych koszul pchała ołowianą śmierć. Dziś pchają tubylców, turystów, pijaków i hazardzistów. Czyli prawie jak za dawnych czasów. Patrząc na te cuda ówczesnej techniki zadałem sobie pytanie ile osób straciło przez nie życie? Jedna? Dwie... więcej? A może nikt?

Weronika postanowiła zmierzyć się z jednorękim bandytą. Ale mu pokazała!

W piwnicy salonu znajduje się taka mała perełka. Ogromna diorama kolejki w skali HO należąca do NHRS. Ot taka mała atrakcja, która mile nas zaskoczyła. Osobiście kiedyś bardzo się interesowałem historią kolei, więc postanowiłem zrobić kilka zdjęć.

 

Deadwood jest tak pięknym miejscem, nawet o tak brzydkiej pogodzie że kręcimy się po mieście całą gratką. Oczyma pożeramy otoczenie. Staramy się zobaczyć jak najwięcej. Druga taka okazja może się nam już nie przytrafić.

No i oczywiście musimy wdrapać się an cmentarz Mt. Moriah gdzie został pochowany Wild Bill. Cały teren jest ulokowany na malowniczych wzgórzach. Nasz biedny mini van ledwo podzipał na sam szczyt. Widoki może nie tatrzańskie, ale mimo to bardzo przyjemne. Czas płynie tutaj chyba inaczej...

A miasteczko Deadwood śpi poniżej otoczone wzgórzami. Podoba mi się ta dziura o której świat zapomniał.

No nie, jednak nikt nie zapomniał o tym miejscu. Wszędzie jest masa małych kasyn, restauracji i sklepów pamiątkowych. Jak za starych czasów. Teraz Long Arm of the Law sięga nawet tutaj. Bujają się niezłymi bryczkami. W Polsce to chyba nie do pomyślenia, co?

Powyżej policyjny Ford Mustang i Dodge Charger. A jak zostaniesz zatrzymany to brzmi to mniej więcej tak:

W wersji grzecznej: 

- Sir! Put your hands on the steering wheel where I can see'em!

- License, insurance & registration please!

- Do you know why I pulled you over?

- n, n, n... no? Why?

W wersji bardzo ostrej:

- Getta f..k outta'da car! Hands up, or I'll shoot your ass! 

... no i wtedy zaczyna się cała historia. Ale to już nie dzisiaj o tym. (he he).

 

 

2. Śmierć

Poniedziałek w pracy zaczął się bardzo miło i przyjemnie. Pracę lubię i nie należę do ludzi którzy mówią "Nienawidzę poniedziałków!". Jest 02/06/2008. O godzinie 13:17 otrzymałem ten telefon...

- Mariusz... tu Grzesiek ... ... ... mam dla ciebie złą wiadomość. - grobowy i ciężki głos Grześka zrzucił mnie na kolana niczym powalające się drzewo.

- Chodzi o Waldka - kontynuował - Waldek nie żyje!

W tym momencie zawirowało mi w głowie, powietrze uleciało z płuc, kolana zamieniły się w watę a serce pękło w tysiące kawałków. Nagle zawisła nade mną ogromna chmura z pod której nie będę mógł się tak prędko wydostać.

... ... ... ... ... ... tęsknię za tobą.

Waldek, a pamiętasz jak byliśmy dzieciakami i mieliśmy piętrowe łóżko? Tłukliśmy się co noc aż do płaczu? Przepraszam że zlałem Ci dupsko tyle razy. Przepraszam cię bracie że za mało byłem Twoim bratem i nie spędziłem z Tobą należycie czasu. Jeżeli nie byłem najlepszym bratem ... wybacz mi.

Pamiętam naszą ostatnią rozmowę na Skype. Mimo że pogląd na życie miałeś o 180 stopni odmienny od mojego to zawsze go szanowałeś.

Valdi też był graczem. Uwielbiał grać w Final Fantasy, a najbardziej w VII cześć. Dzięki niemu plejka praktycznie była maltretowana 24/7! Lubił słuchać Pink Floyd, Deep Purple no i oczywiście Armię! Ja poznałem Armię w pierwszej klasie LO i natychmiast poczęstowałem nią brata. Poniżej jego (i mój też chyba) ulubiony utwór Armii:

3 Bajki

... ... ... ... ...

Zmarł mój kochany młodszy brat. Odszedł w wieku niecałych trzydziestu lat. Co najgorsze mieszkał w Londynie, a ja mieszkam w USA. Wszystko utknęło! Do dzisiaj nie mogę się z tym pogodzić. Człowiek nigdy się nie godzi z takimi rzeczami, bo los kreśli zawsze inne plany. Dzięki tej całej sytuacji straciłem chęć do czegokolwiek. Rodzina w strzępach. Nikomu nie muszę mówić o reakcji matki... Powiem tylko że proces sprowadzenia prochów jest w toku. Jak długo potrwa? Nie wiem.

Śmierć jest nieodzowną częścią życia, ale człowiek nigdy nie jest na nią przygotowany. Jeżeli komuś z was ktoś bliski umarł, sami sobie zdajecie sprawę co to znaczy.

A co teraz? Teraz już nie ma łez. Nie mam już ich w sobie.

Poniżej moje ostatnie zachowane zdjęcie razem z bratem. 06/02/2002 Krakowski rynek. Moja ostatnia wycieczka do Polski.

 

Waldek! Gdzie jesteś!?

 

 


3. Życie

 

I jak po tym wszystkim jak mam Wam więcej pisać? Jak mam Wam cokolwiek napisać? Czy wypada? Cóż mogę wam powiedzieć co tu się u nas dzieje? Opiszę cokolwiek mi teraz wpadnie do głowy. Przepraszam za chaotyzmy.

O jakiej grze mogę wam wspomnieć? Skrytykujecie mnie? Moje zachowanie? A może zrozumiecie że życie toczy się dalej i trzeba walczyć z przeciwnościami losu i nie poddawać się? Ja nigdy się nie poddaje!

Nie przegrywa ten który upada, lecz ten który nie wstaje.

W tym czasie premierę miały gry GTA VI i MGS4! Zakupiłem obie w wersjach kolekcjonerskich. Nie będę się rozpisywał jakie te gry są dobre, bo to zbędne. Po wielu trudach zdobyłem kolekcjonerską wersję GTA4 z rejestracją, wersją gry Collector's Edition i dwie koszulki. I coś tam jeszcze o czym pewnie zapomniałem.

 

Stałem się także posiadaczem Sony PlayStation 3 (wink wink >>3 mega fanowi) w edycji Metal Gear Solid 4. Zawsze czekałem na okazję zakupu PS3 i właśnie to mnie przekonało, a nie specyfikacje techniczne maszyny. Jak już zapewne wiecie z moich poprzednich postów lata mi koło pupy co lepsze. Dla mnie liczy się treść gry, a nie możliwości przetwarzania obrazu. Niestety, z wiadomych przyczyn konsoli nadal nie odpieczętowałem. Częstuję Was jednak kilkoma fotkami. A co do samej gry, to planuje także zakupić wersję kolekcjonerską gry. Najwięcej jednak grywam w Wii Sports i Metroid Corruption bo można szybko wskoczyć w grę.

 

Na MGS4 jestem nieźle napalony, ale nie chcę sobie psuć atmosfery. Żeby zagrać muszę być emocjonalnie przygotowany. Nie lubię grać w tak wiekopomne tytuły w pięć minut. A wrażenia będą ostre na 100%. No to chyba z gier na tyle.

Aha, co do mojego nowego lokum. Przeprowadzka była mozolna i uciążliwa. Przeprowadzałem się stopniowo i bez większego pośpiechu. Sami wiecie że przeprowadzka to nic przyjemnego.


Prawie większość moich rzeczy przewiozłem sam moim starym, wysłużonym Lincolnem. Cóż, jeżeli mogę się nieskromnie do czegoś przyznać, to że uwielbiam duże auta i cenię sobie wygodę nad szybkością.

A tu i tak nie ma gdzie szybko jeździć. Jeżdżę nim od 2001 roku i jestem jego drugim właścicielem. Odpukać w nie malowane bryka się nadal bez poważnych usterek. Jeżeli zapomnicie o fakcie że paliwo u nas średnio kosztuje około $4,30USD za galon (3,75L) i pojemność mojego silnika to 4,6L V8 to jest całkiem całkiem. Zawsze lubiłem markę Lincoln i tak jakoś mi zostało. Tu przyznam się bez bicia że lubię. Nie jest to obecnie żadna nowostka technologiczna, ale mało aut dorównuje w wygodzie jazdy. Zawieszenie pneumatyczne jednak robi swoje. W zimie za to tragedia! Napęd na tylne koła... ale jakoś się przyzwyczaiłem. A z faktu że jeżdżę kanapą na kołach, nie zwracam chyba uwagi policji. Lincoln Town Car utożsamiany jest ze starszymi wiekowo osobnikami. Już wymigałem się od kilku mandatów. Większość moich znajomych nadal nie potrafi zrozumieć czemu nie kupiłem czegoś szybszego... Ale każdy lubi coś innego.

 

4. Przyjaciele

A co do znajomych, to jestem i niezmiernie wdzięczny za to że w tak trudnych dla mnie i mojej rodziny momentach potrafią mnie podtrzymywać na duchu i odnaleźć drobne przyjemności w życiu.

Lukasz i Weronika są dla mnie bardzo ważni, między innymi to dzięki nim nie popadam w jakieś skrajne sytuacje. Dzięki nim jeszcze niezhamburgeryzowałem się w tym kraju tanich parówek, czekolady, poranków bez śniadania, obiadów w samochodzie, wieczorów przespanych na kanapie i deprawacji snu! (all work, no play).

Bardzo dziękuję także mojej wspaniałej przyjaciółce Lilijce za ciągłe sms'y które mi przesyła z Polski. Jesteś niesamowitą kobietą i nie wiem jak Ty potrafisz to wszystko robić, ale masz wielkie serce i dziękuję ci za wszystko! Nie jestem ci się w żaden sposób odwdzięczyć z Twoje dobre słowa otuchy! Z jej pozwoleniem umieszczam także jedno z jej wielu zdjęć. Liluś w wolnym czasie lubi robić zdjęcia, i tak przesyła mi te polskie krajobrazy mailami do betonowej dżungli. Już czuję zapach tego pola...

 

A co się dzieje ostatnio? Dużo, ale nie jestem wstanie wiele Wam opisać z czystego braku czasu. Ciągle biegam około 4 mil prawie codziennie. Mój stary iPod Shuffle zapełniony jest świetnymi kawałkami. Jak biegam czuje że nabieram ciągle nowych energii i pomysłów. Ja nie potrafię się nudzić! Ostatnio zakupiłem nową domenę Cardboard for Mario (a mam ich chyba z piętnaście). Często dopuszczam się całkiem spontanicznych czynów. Strona właściwie nie ma żadnego celu. Powstała całkiem przypadkiem z pomysłu Mr. Smooth, który ze mną pracuje. Ale o tym może kiedy indziej.

Jeżeli chodzi o elektronikę to zamontowałem w aucie nowe radio (po pięciu latach!!!) JVC KD-HDR30 z kablem pozwalającym podpięcie iPod Classic 160GB który właśnie nabyłem. Nie jestem techno maniakiem i ten model JVC w zupełności mi wystarczy. Teraz moja muzyka jest ze mną wszędzie. Kolejnym zakupem będzie Nikon D300, ale to potem. Najśmieszniejsze jest to że mój tani Kodak C653 jest odpowiedzialny za 99% zdjęć! To jest jedno z najrozsądniejszych 99 dolarów jakie wydałem. Ziarnistość obrazu jest dużym mankamentem, ale za taką cenę dwa lata temu nie można narzekać!

Ostatnio byliśmy w Six Flags Great America. Cel: same rollercoastery. Jedyną zamkniętą atrakcją był Super Man z powodów technicznych. Najpierw przez godzinę padał deszcz. Połowa zwiedzających pouciekała, my jednak postanowiliśmy zostać. Dzięki temu oczekiwanie na kolejne rollercoaster'y nie trwało długo. W godzinach szczytu można czekać nawet po dwie godziny na przejażdżkę która trwa ledwie minutę! Było warto! Darłem się jak stara baba, ale seryjnie, musisz krzyczeć dla samego efektu! Cena biletu - $54,00USD za osobę na cały dzień.

eBay też mi nie umknął. A właściwie dzięki KUL'owi z serwisu mgs.gram.pl załapałem kilka ciekawostek związanych z serią Metal Gear Solid. Mało kto wie, no bo skąd, Kul i ja utrzymujemy ciągły kontakt. Ja go zaśmiecam smsami a on odpowiada mi mailami. Ktoś nawet bodajże ocenił cenę sms'a z Polski do USA na około 60gr. Nie powiem, to bardzo miło dostać wiadomość z za oceanu z pierwszej ręki. [Kul, jak masz dość to daj znać, he he, bo ja ciągle ci zawracam kufer]. Pozdro, btw.

Poniżej dwa zestawy MGS3 E3 Press Kit, MGS4 Limited Edition Oficjalny Poradnik (w twardej okładce + art book), Metal Gear Ghost Babel (Game Boy), MGS4 Promcyjne DVD z kodem BETA i Metal Gear Solid The Essential Collection (wydane tylko w USA w systemie NTSC) a którą można u mnie kupic TUTAJ. Jeden z nich godnie pochłonął autograf czarnym flamastrem samego wieszcza, pana Hideo Kojima! Bezcenne! Powtarzam, BEZCENNE!!!

 

PlayStation 3 80GB Metal Gear Solid 4 Limited Edition. (Oryginalnie w opakowaniu jest gra MGS4 w zwykłym wydaniu, ale zamieniłem ją na Colletor's Edition). Dorwałem jeszcze ten limitowany Art Book (gratis przy rezerwacji gry) i oficjalny poradnik. Kiedy zagram? Kto wie...

EDIT: 22:34 07/07/2008 Właśnie otrzymałem kolejne "prezenciki" związane z pre-orderami gier. Oficjalne panele do Xbox 360: Universe At War i Unreal Tournament III. Mam nadzieję że w Polsce już niedługo pomyślą o wiernych fanach i zakorzenią taką kulturę szanowania (powiedzmy) graczy.

 

31 Maja zostałem namówiony na klub nocny Buzz w Chicago. Pojechałem tam nie licząc na dosłownie nic. Ku mojemu zdumieniu poznałem wspaniałą dziewczynę z którą przetańczyłem całą noc. Nic, że spociłem się jak 300 kilogramowy wieprz uciekający przed momentem przeobrażenia się w gorącą kaszankę prosto z parownika, ale warto było!

 

I co dalej? Umm, nie wiem. Nie wiem kiedy będzie następny wpis. Może po wycieczce do Wielkiego Kanionu, na którą planujemy aż dwa tygodnie! Do tego czasu będzie cicho. Może sprowadzę zwłoki brata za ten czas, a wtedy będzie nam naprawdę bardzo trudno. Nadal zastanawiam się czy dobrze robię pisząc Wam o tym wszystkim, ale mam nadzieję że ten wpis ponownie przyciągnie kilka osób. Dziękuje wszystkim gramowiczom za pisanie na GG (którego unikam jak mogę) oraz maili.

 Aha, jak lubicie motory... Właśnie mój bardzo dobry przyjaciel i ja wysyłamy do Polski taki mały motorek: 2004 Yamaha VStar 650cc z przebiegiem około 4000mil. Prędzej czy później znajdziecie to na jakiejś aukcji. A hałasuje to świństwo ślicznie! Miód! Stan idealny.

 

Specjalne podziękowania dla MasterMatrox, który ciągle mnie namawia na wpisy. Bardzo dziękuje.

Pozdrawiam WAS i Gram.pl serdecznie. Do następnego wpisu... nie wiem kiedy...

Pisać następny wpis?

***

Wyrazy kluczowe dla wtajemniczonych:

  • Weronika: "barierki"
  • Łukasz: "sok"

P.S. - jeżeli masz kogoś w życiu na kim Ci zależy, powiedz jemu/jej o tym zanim będzie za późno.

***

Special thanks to:

Kul - for corrections on my terrible polish composition

Special Firend with heart of gold, nerves of steel and will to Live!

Gram.pl - Mr. 'P' for allowing me to host more images than usually allowed

.

C U NXT TME perhaps?


komentarzy: 108Sobota, 05 lipca 2008, 22:23

follow me




EMAIL ME

Ostatnio gram w

Tytuł gryPo sieci?Ukończona?

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 4402 dni

Moich wejść na gram.pl: 11 634 (#543)

Napisanych postów i komentarzy: 2 571 (#462)

Napisanych recenzji: 1 (#46)

Wpisów na blogu: 386 (#21)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 115 672 (#4)

Archiwum wpisów

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl