avatar

Feanil Użytkownik gram.pl (Obywatel) ja.gram.pl/Feanil

Mój blog (Sierpień 2010)

unnamed end

Rok później Nagisa pożegnała się z „opiekunkami” i wróciła do miasta. Już od czterech miesięcy panowała nad przemianami, ale została dłużej, tak na wszelki wypadek. Wszyscy jej znajomi byli przekonani, że jest na kuracji w jakiejś prywatnej klinice. Nie zamierzała wracać do zespołu, wciąż obawiała się, że może stracić kontrolę nad swoją „przypadłością” pod wpływem silnych emocji. Pojechała na lotnisko.

 

Feanil siedział nieruchomo w fotelu. Oczy miał zamknięte. Ktoś oby mógłby pomyśleć, że śpi.

- Jak Ci się podoba to miejsce – powiedział kobiecy głos w jego głowie, rozmawiali tak już dłuższą chwilę dzięki niewielkiemu przedmiotowi zamkniętemu w dłoni Łowcy

- Wybacz, że nie złożyłem raportu wcześniej...

- byłeś zajęty, nie o to pytałam

- bardzo przypomina nasz świat, może trochę za bardzo.

- mam dla Ciebie jedno ostatnie zadanie i możesz ruszać dalej - jego odpowiedź rozbawiła ją

- jakie? - spytał z westchnieniem

- skoro są tam Wampiry Właściwe, może też być Tirth. Możliwe, że nawet pomagał tamtemu wampirowi.

- owszem, to do niego podobne, ale mógł już dawno opuścić to miejsce.

- nie sądzę. Użyj wszelkich środków by to sprawdzić, a jeśli go znajdziesz...

- wobec niego, to przyjemność.

- zamierzasz powiedzieć komuś prawdę?

- raczej nie. To nie będzie konieczne.

- powodzenia – tym słowem zakończyła rozmowę. Wyczuł zbliżającego się kotołaka w ludzkiej postaci. Zaklął pod nosem, ale nie powinien odmawiać jej gościny i nie zamierzał. Teraz było już mu wszystko jedno.

Gdy dziewczyna weszła do mieszkania, zatrzymała się jakby ją coś zdziwiło. Stala tak przez dłuższą chwilę patrząc jak Feanil podchodzi do regału pełnego książek zdejmując koszulkę.

- Zmieniłeś się – jej słowa brzmiały jak oskarżenie

- wydaje Ci się – odparł odwracając się do niej przodem.

- to tatuaże mogą znikać? - spytała – wydawało mi się, że miałeś na piersi kwiat

- Lilię – odparł odwracając się spowrotem – to nie był tatuaż, a blokada

- blokada?

- nie pozwalająca wykorzystywać w pełni noszącemu jego zdolności – dotknął jakiejś książki. Regał odsunął się pokazując ukryty pokój. Było w nim tylko trochę broni i jeden komplet ubrania, w który Łowca zamierzał się przebrać

- miałeś coś takiego? - Nagisa weszła za nim do pokoju.

- Tak, ale dziś pozwolono mi ją zdjąć. To pewnie ta „zmiana” którą zauważyłaś – odparł wkładając czarny bezrękawnik z kapturem.

- jesteś aż tak silny?

- trzykrotnie bardziej niż z blokadą. A teraz wybacz, ale mam robotę – wyszedł stamtąd poprawiając pas miecza przewieszonego przez plecy

- Kim ty właściwie jesteś? - spytała gniewnie.

- obcym. Skoczkiem pracującym dla władczyni Klatki. - po tych słowach odwrócił się do okna i otworzył je. Chciała go powstrzymać, ale zanim zdołała powiedzieć cokolwiek – zniknął.

 

Obserwował teren jedynie zmysłem reiatsu. Był na tyle daleko, żeby go nie zauważyli, a jednocześnie na tyle blisko by dostać się tam w ciągu kilku sekund. Jego cel był w budynku. Przestronny pałac ukryty w lasach na południu Francji pełen wampirów. I z jednym półkrwi wampirem. Skrytobójca doskonale pamiętał „wzór” reiatsu tego osobnika. On z pewnością tam był. Dziecko wampira i ludzkiej kobiety imieniem Tirth, mistrz manipulacji, podobno potrafił przekonać każdego by zrobił coś, na co normalnie nigdy by się nie zgodził. Poza tym znał się na magicznych przedmiotach i potrafił też je tworzyć. Feanil był pewien, że to on tworzył kryształy.

- Czego chcesz? Powiedział cicho do swoich pleców

- żebyś się wycofał – zamaskowany przybysz był zaskoczony, że nie udało mu się podkraść, był w tym najlepszy spośród Czarnych

- nie ma szans – brzmiała odpowiedź

- Mamy za zadanie zlikwidować wszystkich mieszkańców...

- a ja chcę tylko jednego. Po to przysłano mnie do tego świata

- bredzisz człow...

- Seth wycofaj się – ton starszego mężczyzny wyraźnie wskazywał na rozkaz. Młody ninja usłuchał natychmiast

- więc jednak nie jesteś Łowcą wampir pogłaskał swego psa

- można powiedzieć, że w pewnym sensie jestem. Tropię tego półwampira przez Sfery już od jakiegoś czasu. Za każdym razem robi on zamieszanie dzięki swej niezwykłej zdolności manipulacji.

- kotołak twierdzi, że pracujesz dla Pani Bólu. Z Sigil.

- Owszem, choć sama raczej nie domyśla się nawet kim jest ta istota.

- Co tamten zrobił?

- Chciał przejąć kontrolę nad Klatką. Jakoś tak koniecznie chce on jakiś świat kontrolować.

- Ale to coś więcej niż tylko zadanie, to sprawa osobista – to nie było pytanie

- Pójdę tam w południe. Jak nikt się nie wtrąci, może wreszcie uda mi się go dorwać. Reszta mnie nie obchodzi.

- daję ci dziesięć minut. Po tym czasie moje dzieci zajmą się resztą – wampir odszedł równie niezauważalnie jak się pojawił, przynajmniej dla członków swego Klanu.

 

Mieszkańcy Ula instynktownie wręcz cofnęli się przed otwierającym się portalem. Feanil odetchnął głęboko czekając aż zamknie się za nim przejście. Kusił go zapach najlepszego krasnoludzkiego piwa we Sferach, sprowadzanego z Manhakamu do Gospody Pod Gorejącym Człowiekiem. Choć owego czlowieka już dawno tam nie było, nazwa pozostała. Lecz on nie miał teraz na to czasu. Skierował się do jednego ze ślepych zaułków, by na jego końcu otworzyć portal do Domu Pani.

Dabus zaprowadził go do jej prywatnych komnat.

- Wróciłeś. - kobieta odłożyła czytaną książkę

- Zadanie wykonane – odpowiedział z uśmiechem patrząc jej w oczy.

- Czyli był tam. - również się uśmiechnęła, choć efekt psuła paskudna blizna na policzku, on zdawał się nie zwracać na to uwagi

- To jego dziennik – odparł podając jej niewielką, acz grubą książkę – pewnie opisał w niej swoje badania.

- więc ty pierwszy powinieneś to przeczytać – odpowiedziała, ale prezent przyjęła, domyślała się co powie

- czytałem jego umysł. Było tam trochę więcej niż opisał. Nie tylko sukcesy

-A co z mieszkańcami tamtego świata, których poznałeś?

- pożegnałem się z siostrą, a większość majątku wraz z listem zostawiłem opiekunce. Pozostali lepiej żeby nie wiedzieli za dużo

- boisz się, że będą czekać na twój powrót?

- raczej, że zaczną szukać sposobu by mnie odnaleźć.

- jak zwykle. Ktoś cię polubił co?

- wiesz, że nie robię tego celowo. Jakimś cudem zawsze ktoś taki się znajdzie i wolałem odejść zanim zginie przeze mnie.

- to nie była twoja wina.

- może nie za każdym razem, ale zdarzało się

- Feanil...

- nie martw się Ciri, nie zadręczam się. Po prostu tęsknię czasem za nimi

- nie ty jeden – odwróciła wzrok do okna – idź już...

Ukłonił się jej nieznacznie i posłusznie wyszedł. Znów po rozmowie z Cirillą, Lwiątkiem z Cintry, a obecnie Panią Bólu, przeszła mu ochota na wizytę w gospodzie. Udał się wprost do swojego domu na obrzeżach Dzielnicy Urzędników. Wreszcie mógł odpocząć, choć przez kilka dni, od podróży między Światami i ukrywania prawdziwej tożsamości. Każdy śmiałek w tym dziwacznym mieście wiedział, że Feanil de Wett, zwany Obserwatorem jest skrytobójcą pracującym tylko dla Pani Bólu. Odkąd pojawił się w Klatce wiedziano, że za narażanie się jej oprócz pójścia w Labirynty groziło spotkanie z nim, potrafiącym tworzyć magiczne przedmioty, który najchętniej używał zatrutego krótkiego miecza.

komentarzy: 0Czwartek, 26 sierpnia 2010, 20:30

unnamed 9

To, czego spodziewał się Feanil wydarzyło się trzy tygodnie później. Przed spotkaniem z fanami, w połowie drogi do budynku padł strzał. Tylko jeden. Na czerwonym dywanie nie było widać krwi. Karetka zjawiła się prawie natychmiast, ale nie pojechała do szpitala, a w kierunku samotnej chatki w górach. Ciało dziewczyny zdążyło pokryć się futrem i zmieniły się jej rysy twarzy zanim dotarli na miejsce. Kobieta wyskoczyła z szoferki i najszybciej jak było to możliwe zaprowadziła ranną do domu.

- w ostatniej chwili – Na środku pustego pokoju stała dziewczynka, choć nie powinno tam być nikogo – dlaczego jej pomagasz?

- nie twoja sprawa – Ria starała się nie okazywać zaskoczenia – nie powinno cię tu być. Gdzie twoi rodzice?

- mama nie żyje, a tato odleciał. Zresztą ona i tak nic mi nie zrobi.

- ona jest...

- wiem czym ona jest, dlatego spytałam czemu jej pomagasz?

- skoro wiesz kim jest, to wiesz również że nie powinno cię tu być to niebezpieczne

- ona nic mi nie zrobi, ale tobie może. Odpowiedz na moje pytanie

- zaprzyjaźniłyśmy się jakiś czas temu, wystarczy? I czemu twierdzisz, że nic ci nie zrobi?

- Ona... je... jest córką... smoka – Nagisa mówiła z trudem, Łowczyni była zdumiona że ktoś w jej stanie może cokolwiek powiedzieć

- kogo?

- jednego z tych, których wy nazywacie wielkimi smokami – dziewczynka nadal stała w tym samym miejscu – Feanil od razu się zorientował.

- ale on ma w sobie fragment bestii jeśli nie zauważyłaś – Ria odpowiedziała przez zaciśnięte zęby.

Jej mała rozmówczyni podeszła do Nagisy. Wystarczyło, że wzięła kotołaka za rękę i powiedziała jedno słowo w jakimś dziwnym języku, by ta zasnęła natychmiast.

- właśnie. Feanil także przyjaźnił się z kotołakiem, dlaczego? - spytała gdy ułożyły śpiącą na sofie

Ria westchnęła siadając w fotelu, ale odpowiedziała:

- zabijanie Niezwykłych jest tylko częścią naszej pracy. O wiele większą satysfakcję daje zdjęcie z kogoś uroku, czy taka pomoc w przezwyciężeniu bestii. Nie lubię zabijać i jeśli tylko mogę, pomagam Niezwykłym, choć to nie łatwe. Miecz to ostateczność. Jesteś córką Rasetha?

- skąd wiesz? - dziewczynka była zaskoczona.

- do dziś żyją jedynie trzy Wielkie Smoki. Anzel jest wierny Daarzie ze wzajemnością, ale z ich jaj jeszcze nic się nie wykluło. Smocze jajo może przetrwać nawet kilka tysięcy lat. Pozostaje twój ojciec, który od czasu do czasu uwodzi kobiety w ludzkiej postaci. Niestety źle się to kończy.

- co zrobisz jak ci się nie uda? - Yui patrzyła na śpiącą

- to co trzeba. Kim była kobieta, z którą widział cię Feanil?

- siostrą mamy. Opiekuje się mną

- trudno udawać zwykłe dziecko?

- tak samo jak udawanie zwykłego dorosłego. Pomogę Ci z nią.

- w zamian za?

- szkolenie. Chcę zostać Łowcą.

- Jesteś tego pewna? - zapytała Ria po dłuższej chwili zastanowienia

- tak. Lubię ciotkę, ale chcę wykorzystać jakoś swoje zdolności. Nie chcę do końca życia ukrywać tego kim jestem i co potrafię.

- rozumiem, że ciotka wie o wszystkim i nie ma nic przeciwko.

- sama kazała mi się wynieść wyzywając od potworów.

- co zrobiłaś?

- ich kuchnia wymaga generalnego remontu.

- niech będzie. - Ria uśmiechnęła się ponuro – pomożesz mi z Nagisa. I to ty ją zabijesz jeżeli nie uda się jej pomóc.

- na czym polega pomoc?

- byciu z nią. Musi nauczyć się kontrolować przemiany i zachować świadomość w jej trakcie. W przeciwnym razie stanie się prawie nieśmiertelnym drapieżnikiem, który atakuje głównie ludzi.

- oby się udało – dziewczynce zrzedła mina. Przychodząc do domu Łowcy nie sądziła, że od razu stanie przed tak trudnym zadaniem. Ale nie zamierzała rezygnować.

komentarzy: 0Niedziela, 22 sierpnia 2010, 16:05

unnamed 8

 

Piwnice magazynu do złudzenia przypominały Luksusowy apartament, tyle że bez okien. Ciszę zakłócało jedynie tykanie zabytkowego zegara wiszącego na ścianie. Takeshi kręcił się zdenerwowany po pokoju z telefonem przy uchu.

- martwi nie potrzebują telefonu – głos był cichy, ale wyraźny.

- kto tu jest? - wampir rozglądał się nerwowo szukając wzrokiem intruza.

- ostrzegaliśmy was – nadeszła odpowiedź ze środka pozornie pustego pokoju – zamiast posłuchać kontynuowaliście swój beznadziejny plan.

- pokaż się! - głos Azjaty był piskliwy z przerażenia

Nie zobaczył intruza. Poczuł jedynie zimną stal oddzielającą głowę od ciała. Nie zobaczył już pożaru magazynu, który zajmowali. Nie powiedziano mu o śmierci swoich sprzymierzeńców. Wiedział o tym w chwili gdy umierał, był pewien, że nikt nie przeżyje. „Trzeba było jechać do Nowego Yorku” - to była jego ostatnia myśl.

 

Nagisa zdziwiła się słysząc w pokoju obok głos Feanila. Było już dawno po zachodzie słońca, powinien być teraz na patrolu. Zamilkł na trochę dłużej, ale to na pewno był on. Otworzyła drzwi, siedział w swoim ulubionym fotelu, nie widziała nikogo innego, ale był tu ktoś z pewnością.

- Ale tobie wolno przebywać tylko w tym pokoju. Do świtu – Łowca z kimś wyraźnie rozmawiał – potem ten przedmiot sam się zniszczy.

Rozglądała się przez chwilę, ale nie mogła nikogo dostrzec.

- niegrzecznie tak szeptać. Nie ryzykowałbym na twoim miejscu. - Feanil uśmiechnął się do niej – nie znasz mojej magii

- Sam sporo ryzykujesz z tego co widzę. Uważałbym na nią

- Jakieś tam legendy to za mało żeby mnie przestraszyć. Chcesz czegoś jeszcze?

- To wszystko. Nie zamierzam się dłużej narażać

Zobaczyła go dopiero jak wyskakiwał przez okno, ubrany na czarno z mieczem przewieszonym przez plecy. Gospodarz wstał i skierował się do kuchni. Otwierając lodówkę powiedział:

- to był jeden z Czarnych. Przyszedł nas zawiadomić, że zajęli się kłopotliwymi wampirami. Jakiś czas będzie spokój.

- podobno i tak ryzykujesz. Dlaczego?

- chodziło mu o ciebie – odpowiedział nalewając mleka do dwóch szklanek.

- jak to? - pokręciła głową więc zostawił jedną szklankę

- od dawna nie lubisz mleka?

- od zawsze...

- a to znamię? - wskazał szklanką jej brzuch

- od urodzenia, a co to ma do rzeczy?

- i wolisz niedopieczone mięso – dodał po chwili milczenia

- nadal nie rozumiem – rozmowa zaczęła ją irytować.

- To ujawni się, jeżeli będziesz bliska śmierci, bądź świadoma swego losu

- co takiego? - ledwo powstrzymała się by na niego nie wrzasnąć

- co ci przypomina kształt tego znamienia?

- jakiś łeb. Nie wiem jaki – odparła prawie spokojnie

- właśnie – odstawił pustą szklankę – głowa bestii. Ci którzy się z tym rodzą, do pierwszej przemiany muszą być bliscy śmierci.

- jakiej przemiany?

- Lykanotropia. Urodziłaś się z tym, stąd znamię Bestii.

- coś jak wilkołak?

- tak, choć pełnia nie jest wymagana do przemiany. To może się stać w dowolnej chwili, najmniej spodziewanym momencie, póki nad tym nie zapanujesz.

- jaja sobie robisz? - dziewczyna usiadła tam gdzie stała

- bynajmniej. Znałem już kogoś takiego. Byliśmy przyjaciółmi.

- przepraszam, zapomniałam – spuściła na chwilę głowę – jak było z nim?

- uratował mi życie. Zepchnął mnie z ulicy, spod kół rozpędzonej ciężarówki. Był nieprzytomny przez dwa dni, a gdy się obudził miał futro, kocią twarz i ogon. Tylko na mnie się nie rzucił. Bardzo powoli się uspokajał. Po kolejnych 8 dniach wrócił do ludzkiej postaci. Powiedział mi, że czuł się jakby ktoś obcy, dzikie głodne zwierzę zapanowało nad jego ciałem. Nie był pewien jak, ale udało mu się odzyskać kontrolę. Z początku przemieniał się pod wpływem silnych emocji, coraz lepiej sobie z tym radził. Po czterech miesiącach już w pełni nad tym panował i nikogo nie atakował, nawet w tej drugiej postaci był sobą choć wyglądał inaczej. Legenda mówi, że pierwszy, to śmiałek, który trafił do Baator. Tam olbrzymi wilk odgryzł mu rękę, a ta po jakimś czasie odrosła, choć początkowo była pokryta futrem. Ofiarował Słupowi Czaszek swoją krew w zamian za możliwość powrotu do domu. Lecz tam zaczęły się przemiany i potem przemieniał się każdy, kogo ugyzł a kto zdołał uciec. Podczas pierwszej przemiany widzi się ów Słup.

- Też go widziałeś. Gdy oddał Ci oczy. Jak to jest?

- Nieprzyjemnie. Nie chciałbym więcej oglądać tego miejsca, choć czasem nawiedza mnie w snach.

- a czym ten słup jest?

- karą. Trafiają na niego ci, którzy po trupach dążyli do celu nie oglądając się za siebie. Zdrajcy karierowicze i inne szumowiny posiadające władzę na tym świecie. Słup zawiera całą mądrość Wieloświata, ale za jej udostępnienie drogo trzeba płacić.

- własną krwią?

- czasami. Ważne żeby to było coś, co ma dla Ciebie dużą wartość.

- Ciekawe w co ja się będę zmieniać

- za jakiś czas się dowiemy. Prędzej czy później.

- a jeżeli nie zdołam nad tym zapanować, jak twój przyjaciel to zrobił?

- znasz odpowiedź.

- tak... znam – odparła bardziej do siebie niż do niego - dobranoc

- dobranoc – Odprowadził ją wzrokiem, po czym poszedł do drugiej sypialni. W świetle księżyca rozbłysła niczym kryształ łza zanim rozprysła się o panele. Tylko jedna.

komentarzy: 0Środa, 18 sierpnia 2010, 21:56

unnamed 7

Przez kilka następnych dni nie działo się nic nadzwyczajnego. Feanil spał od świtu do południa, potem pracował w warsztacie, by w nocy iść na patrol z Łowczynią. Nagisa zaczynała się nudzić. Następnego wieczoru po prostu wyszła z domu i ruszyła przed siebie. Miasto także ją nudziło, choć wydawało się jej, że to przez nie znajomość języka. Gdy słońce zaszło postanowiła wrócić spowrotem, spakować się i wracać do Japonii. Tyle że ułamek sekundy później ktoś wyrwał jej torebkę. Nie krzyknęła. Odwróciła się na pięcie i pobiegła za złodziejem. Widziała go cały czas w pewnej odległości przed sobą, póki nie zniknął między opustoszałymi ruderami. Dziewczyna zatrzymała się by złapać oddech. Wtedy zorientowała się, że nie wie gdzie jest. Zniszczone budynki wzbudzały strach. Serce podskoczyło jej do gardła, gdy gdzieś dalej, po lewej usłyszała nieludzki ryk, jakby drapieżnik ruszający na łowy, ale na pewno nie było to zwierzę. Po chwili odpowiedziały mu podobne, z każdej strony. Otaczali ją. Amulet robił się coraz chłodniejszy, więc dla niej oznaczało to, że się zbliżają. A potem coś pisnęło przeraźliwie i krótka za jej plecami. Nagle kilka kroków przed nią pojawił się człowiek z jej torebką w ręce. Był Azjatą. Uśmiechnął się do niej i zrobił krok do przodu, amulet zareagował ukłuciem mrozu, cofnęła się.

- widzę, że dał ci jedną ze swoich błyskotek – powiedział mężczyzna rzucając jej torebkę pod nogi.

- czego chcesz? - ją samą zadziwiła pewność siebie we własnym głosie, gdy była przerażona

- od ciebie? Nic. Jesteś tylko przynętą.

- ja? -zaśmiała się – raczej wątpię żeby przejął się moim zniknięciem.

- jesteś pewna?

- tak.

- więc dlaczego kazał cię śledzić? - ledwo wypowiedział te słowa coś uderzyło ją w nogę spojrzała w dół i odskoczyła przerażona. To była ludzka głowa siłą oderwana od ciała

- nie znam go. - odparła po chwili

- nie musisz. Widzisz ci niby szlachetni Łowcy też mają swoich podwładnych.

- większość ludzi dla kogoś pracuje – starała się zachować obojętny ton – skąd pewność, że to człowiek Łowców?

- tylko oni noszą krwawe klejnoty – w ręku mężczyzny pojawił się srebrny pierścień z dużym czerwonym kamieniem.

- tak w ogóle to kim ty właściwie jesteś? I czego chcesz?

- Na imię mam Jiro. - odpowiedział powoli – a chcę śmierć twojego Łowcy i jego przyjaciół by ułatwić memu panu realizację jego planów.

- to nie będzie takie łatwe – mówiąc to zauważyła, że amulet nie jest już tak bardzo zimny. Jakby wskazywał tylko jej rozmówcę – choć to ciekawe czego twój pan chce.

- Władzy, która mu się należy. To my powinniśmy władać światem, a nie nasz pokarm. To wy winniście się nam kłaniać i płaszczyć przed nami – przez słowa przebrzmiewała pasja kogoś ślepo oddanego sprawie godnej wyższej idei

- Nie tym razem mój drogi – za wampirem stała Ria. W ręce miała coś wyglądającego jak dwa miecze złączone ze sobą rękojeściami. Odwrócił się gwałtownie i już zamierzał coś powiedzieć, lecz nie zdążył. Łowczyni mimo dużej odległości w mgnieniu oka była przy nim biorąc krótki zamach znad lewego ramienia. Głowa wampira zmieniła się w proch jeszcze zanim dotknęła ziemi, jakby nagle poddano ją okropnie wysokiej temperaturze. To samo stało się z resztą ciała wciąż stojącą między kobietami. Ria umieściła broń na plecach i ruszyła przed siebie. Nagisa szybko podniosła torebkę i ruszyła za nią.

- To tylko tymczasowo popsuje im szyki – Łowczyni cały czas patrzyła przed siebie – powinnaś wracać do Japonii. Z zespołem i z dala od nas będziesz bezpieczniejsza

- i tak mogą mnie dopaść - odfuknęła

- powiedziałam bezpieczniejsza, bardziej bezpieczna niż tu.

Obie kobiety przyspieszyły kroku. Tego wieczoru już więcej ze sobą nie rozmawiały.

 

komentarzy: 0Wtorek, 17 sierpnia 2010, 21:12

unnamed 6

Ulice powoli pustoszały. Nikt nie zwracał uwagi na człowieka stojącego przy sklepie spożywczym, mimo iż był znacznie lepiej ubrany od „stałych bywalców”. Azjata wpatrywał się w budynek na końcu ulicy z warsztatem złotniczym na parterze. Był zdenerwowany, chciałby wejść do środka i pożywić się na mieszkańcach, ale miał inne rozkazy i do tego jeszcze ta bariera. Domyślał się, że trzeba mieć jakiś przedmiot, żeby móc przez nią przejść, a jak na razie wychodził tylko ten cholerny Wett. Jemu nie powinien się nawet pokazywać, po ostatniej wpadce ze sługami mógł tylko obserwować łowcę. Nie spodziewał się, że Ona przyjedzie. Pamiętał doskonale ją i każdą wspólnie spędzoną chwilę, ale teraz to już się nie liczy. Jest jego wrogiem jak każdy Łowca.

Gdy zgasło ostatnie okno zdecydował się podejść bliżej, ale już przy następnej bocznej uliczce jego uwagę odwróciło warczenie przywodzące na myśl silnik diesla. W cieniu budynku stał starszy mężczyzna z kundlem wielkości owczarka. Patrzył prosto na niego. Gdy tylko położył dłoń na głowie psa, ten natychmiast ucichł. Jiro uśmiechnął się nieznacznie i uprzejmie skinął głową. Już miał ruszyć dalej, gdy usłyszał:

- nie powinieneś zbliżać się do tego budynku.

Zatrzymał się w pół kroku.

- ta bariera ostrzega go przed każdą istotą w promieniu stu metrów od budynku – to mówiąc starzec uśmiechnął się pokazując wampirze kły.

- Tolerujecie obecność Łowcy? - odpowiedział kpiąco

- Nie zagrażał nam, a Twoje wścibstwo sprowadziło tu innego Łowcę.

- Co mam przez to rozumieć?

- Zawarliśmy z nimi układ korzystny dla obu stron. Wasze działania mogą to wszystko zmienić. Mam Ci przekazać tylko, że ty i twój Klan nie jesteście tu mile widziani. Powinniście natychmiast opuścić ten kraj.

- My tylko chcemy wyjść z ukrycia i odebrać pokarmowi to co nam się należy...

- nie interesuje nas to. - ton starszego wampira zaostrzył się – Polskie Klany nie chcą mieć z tym nic wspólnego a wy macie się wynieść przed pełnią.

- Czy wy nic nie rozumiecie? Przecież...

- rozumiemy doskonale i jesteśmy przeciwni. Posłuchacie, albo Czarni wyjdą z Cienia.

Azjata miał ochotę urwać łeb swemu rozmówcy, ale nie zrobił nawet kroku, mimo nadludzkiej szybkości, gdy pies stanął między nimi. Dopiero teraz młody wampir wyczuł niezwykłą aurę zwierzęcia. To nie był pies jakie trzymali ludzie. Takich psów używano do polowań na „potwory” do których ludzie ich też zaliczali. Ten tutaj z pewnością był dość doświadczony by poradzić sobie z młodym wampirem i kilkoma sługami.

Jiro uśmiechnął się i powiedział:

- przekażę wiadomość Klanów panu Takeshi, ale nie mam wpływu na jego decyzje.

Odwrócił się nie czekając odpowiedzi, ruszył w stronę kryjówki

 

Przywódca Klanu siedział w fotelu sącząc powoli krew z kieliszka do szampana. Jiro ukłonił się do jego pleców.

- Spotkałeś jednego z nich. - Takeshi nawet na niego nie spojrzał – co tak ważnego mają do przekazania miejscowe klany, że porzuciłeś powierzone Ci zadanie?

- chcą Panie byśmy opuścili ten kraj, nie chcą mieć z nami nic wspólnego.

- tak, słyszałem, że niektóre Klany podpisały jakieś porozumienie z Łowcami. - mówił powoli obracając kryształ między palcami. - wolą, żeby tak zostało zapewne

- żądają naszego wyjazdu przed pełnią, albo Czarni wyjdą z cienia.

- czy ten wampir miał psa?

- tak Panie... - młodzieniec był zaskoczony tym pytaniem, ale zamiast wyjaśnienia był tylko gest dłonią nakazujący mu odejść.

 

Nagisa obudziła się z cichym sykiem. Amulet, który dostała od Feanila zrobił się strasznie zimny. Rozejrzała się po wciąż ciemnym pokoju, przy oknie stała Ria. Wyglądała jakby kogoś obserwowała. Dziewczyna podeszła do Łowczyni i podążyła za jej wzrokiem. Na chodniku po przeciwnej stronie ulicy, ich gospodarz rozmawiał z jakimś facetem z psem.

- To przez niego. Amulet tak na nich reaguje – Ria odpowiedziała na nie zadane pytanie nie odwracając wzroku.

- kim on jest?

- im mniej wiesz tym lepiej. Lepiej się w to nie mieszaj.

- trochę już na to za późno – Nagisa odwróciła się od okna.

- ten tam jest wampirem – Nie wiedziała, co było bardziej zaskakujące informacja, czy spokojny ton Łowczyni – jednym z miejscowych

- i Feanil z nim rozmawia, tak normalnie?

- Tuż po wojnie tutejsze wampiry podpisały porozumienie z Łowcami. Dzięki temu nie atakują ludzi, a kupują samą krew w odpowiednich instytucjach, bardzo rzadko zmieniają kogoś w wampira, a odmieńcowi nie wolno tworzyć Sług.

- Odmieńcowi?

- wampirowi, który urodził się człowiekiem i został zmieniony w wampira. To potrafią tylko tak zwane wampiry właściwe, czyli ci, co się już tacy urodzili.

- co? To oni się rodzą?

- jak każde żywe stworzenie. Gdy Odmieniec kogoś przemieni, tworzy Sługę, którego my nazywamy Yoma. Ciało ulega deformacji, wyglądają jak człekokształtne potwory, a żywią się wnętrznościami zamiast krwi. W coś takiego można się zmienić, gdy do krwiobiegu dostanie się krew Yomy.

- To z nimi walczył Feanil? Skoro oni ich nie tworzą, to skąd się wzięli?

- Wampiry żyją w Klanach. Podejrzewamy, że jakiś czas temu przyjechali tu przedstawiciele Klanu nie związanego z miejscowymi. Widać im też się to nie podoba, dlatego przyszedł.

- kto taki?

- ten facet z psem. To najstarszy wampir w tej części Europy. Azar, Pierwszy w Klanie Czarnych, czy jeśli wolisz przywódca tego Klanu. Czarni żyją w ukryciu. Nie wiemy ilu ich jest, ani gdzie mieszkają. Możliwe, że będą współpracować, mam taką nadzieję.

- wampiry z Łowcami? - dziewczyna była coraz bardziej zdumiona.

- To bardzo stary Klan. Ukryli się wiele lat temu. I lepiej nie być ich wrogiem. - Ria spojrzała dziewczynie w oczy – jedyny Klan który dawno temu dopuszczono do tajemnicy daleko stąd i tylko oni przerwali, właśnie dzięki temu kim są. Wśród nich nie ma Odmieńców. Spośród wszystkich ras tego świata, to ostatni Klan Ninja.

komentarzy: 0Poniedziałek, 16 sierpnia 2010, 21:54

Tagi

Nie znaleziono tagów

Archiwum wpisów

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 4438 dni

Moich wejść na gram.pl: 388 (#4027)

Napisanych postów i komentarzy: 0 (#1920)

Napisanych recenzji: 0

Wpisów na blogu: 85 (#148)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 1 227 (#1024)

Więcej o mnie

Krótko o mnie:...

Moje tagi:fantasy, fantasy i rpg, opowiadania, opowiastki

Urodziny:za 22 dni (14 lipca 1981)

Moje motto:nie ilość a jakość, nie szybko a dostojnie tajemniczo z klasą z wdziękiem i spokojnie

Obecny stan:

Posiadany sprzęt:PC

XFire

Ostatnie odwiedziny

Moje Avki

kreskowka.pl:

 

 Bleach legends pbf

Nie gram na BL już jakiś czas, ale avek może się jeszcze przydać:)

Onirisme:

 

Wyspa Chimera:

Po drugiej stronie krzywego zwierciadła:

 

 

 District 13:

 

Dystopia rpg:

 

 

 

 

 

 


 

 

 

Prywatne wiadomości

Zaloguj się by wysyłać wiadomości

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl

An error occurred on the server when processing the URL. Please contact the system administrator.

If you are the system administrator please click here to find out more about this error.