avatar

Feanil Użytkownik gram.pl (Obywatel) ja.gram.pl/Feanil

Mój blog (Kwiecień 2010)

unnamed 4

 

Od „konferencji” nie wydarzyło się nic szczególnego. Wydawało się, że wszystko wraca do normy. Tak jak dotąd dzielił czas między pracę w warsztacie, głównie naprawiając biżuterię, a sporadyczne polowania. Minęły już trzy tygodnie z hakiem od powrotu z Japonii. Słyszał ciepły głos Agnieszki rozmawiającej z klientem. Rozmowa toczyła się po angielsku. W pewnym momencie mężczyzna spytał o kogoś, zapewne na zdjęciu. Dziewczyna zaprzeczyła, nie widziała jej, gość podziękował cicho i wyszedł. Wyszedł? Feanil zerwał się na równe nogi. W sklepie była tylko Aga. Wypadł na ulicę, ale nie było nikogo oprócz kilku mieszkańców dzielnicy. Ruda o coś pytała ale nie odpowiedział. Wyjął z kieszeni telefon i gapił się na niego przez chwilę.

- narysuj osobę o którą pytał – powiedział cicho. Trwało to tylko kilka chwil. Kiedy podała mu rysunek wybrał numer i czekał. Spojrzał na zegar, skrzywił się i spróbował ponownie. Westchnął z ulgą słysząc zaspany głos.

- przepraszam, że cię budzę... - mówił po japońsku – ktoś tu był i pytał o ciebie... nie wiem, byłem w warsztacie...słyszałem tylko jak Aga rozmawia z kimś po angielsku, zdziwiło mnie, że nie zauważyłem jak wyszedł... wiem jak to brzmi ale wtedy dotarło do mnie, że gdyby nie głos wogóle nie wiedziałbym, że jest w sklepie... kazałem dziewczynie narysować osobę o którą pytał... narysowała Ciebie... zaczekaj

Dziewczyna podała mu drugi rysunek szepcząc:

- tak wyglądał...

- j... jesteś pewna?

- oczywiście – zmarszczyła brwi, szef nigdy dotąd się nie jąkał

- Ria... Nie uwierzysz... sama go narysowała i wątpię żeby się pomyliła czy coś... Jiro... albo ktoś, kto wygląda jak on... ok... jeszcze raz przepraszam... - rozłączył się

- Szef zna tego gościa?

- Taa... - zamyślił się gapiąc się w podłogę – ale raczej znałem

- nie rozumiem

- ja też nie... Ria była z nim zaręczona... nie znam szczegółów, byłem w tym czasie w Sydney, zerwał z nią, a tydzień później jego samochód wpadł na cysternę... ciało zidentyfikowali dopiero na podstawie kartoteki dentystycznej. Wróciłem do Japonii akurat na pogrzeb...

- nieźle się trzyma jak na nieboszczyka. Myślałam że jest w moim wieku

- w twoim? - popatrzył na nią zdumiony

- tak mi się zdaje...

ponownie złapał za telefon, ale tym razem mówił po angielsku:

- Ria zostaw tę torbę... Nie, on szuka Ciebie, nam nic nie będzie... Tak tyle że wygląda jakby czas się dla niego zatrzymał siedem lat temu... Będziesz się kłócić z oczami mojej asystentki? Widziała kogoś kto wygląda jak Jiro przed wypadkiem i rozpytuje kogoś kto wygląda jak ty i wydaje się jakby nie miał reiatsu, to już z mojej obserwacji... jak dla mnie jest tylko jedno wyjaśnienie... One nie potrafią samodzielnie ukryć swojego reiatsu, nie w tym stopniu... muszę kończyć... Zamknij sklep – rzucił do dziewczyny wybiegając ze sklepu. Jeszcze w drzwiach na jego plecach pojawił się miecz.

 

Nie posłuchała go. Czekała siedząc przy kasie. Z zamyślenia wyrwał ją odgłos zamykanych drzwi

- przepraszam... czy jest Feanil-kun? - podniosła wzrok ponownie słysząc angielszczyznę. Stała przed nią Azjatka z wielką torbą podróżną.

- Wyszedł jakiś czas temu – odpowiedziała beznamiętnie

- Jestem Nagisa, a ty to pewnie Aguniesika – przyjezdna wciąż się uśmiechała – wiesz kiedy wróci?

- nie. Jest na polowaniu, a to może potrwać

- szkoda... - dziewczyna nagle odwróciła się do drzwi – Feanil-kun...

Podbiegła do drzwi, ale on zatrzymał ją gestem, zamknął drzwi i nakreślił na nich jakiś znak palcem. Spróbował się uśmiechnąć, ale tylko się skrzywił. Podniósł torbę Nagisy i nie czekając przeszedł przez warsztat. Gdy weszły za nim do mieszkania widziały jak odmierza krople z małej buteleczki do szklanki z wodą. Stały przy drzwiach nie wiedząc co ze sobą zrobić. Podskoczyły lekko gdy ktoś chrząknął za nimi. Facet koło czterdziestki minął je gdy się odsunęły i podszedł do Feanila.

- piętnaście kropel – odpowiedział na pytanie zadane wzrokiem i powoli zdjął koszulę krzywiąc się. Przybysz nachylił się i czemuś przyglądał, po czym dodał do szklanki jeszcze sześć kropel. Feanil wypił duszkiem i położył się na boku. Nagisa zrobiła parę kroków naprzód. Stłumiła krzyk zakrywając usta obiema dłońmi. Na lewym boku Feanila, tuż pod żebrami były cztery podłużne i trochę szerokie rany, jakby od równoległych cięć topora.

- Mają ostre pazurska – pierwszy raz usłyszały głos obcego. Zawiesił złączone dłonie nad raną i zamknął oczy. Krew przestała lecieć, ale poza tym nic się nie działo dopóki mężczyzna nie uśmiechnął się. Wtedy rany zaczęły same się zamykać i goić i niezwykle szybkim tempie. Obcy wstał, usiadł na fotelu i powiedział z uśmiechem:

- nic mu nie będzie, a dzięki eliksirowi przynajmniej raz się wyśpi.

- szef dobrze sypia. - Agnieszka skrzywiła się na ten przytyk, ale odpowiedziała po angielsku. - kładzie się zwykle koło dziesiątej i wstaje o ósmej

- czyli odpoczywa najpierw godzinę, a potem trzy, może cztery, to zależy – facet wciąż się uśmiechał

- jak to... przecież

- nie sypiasz z nim więc nie wiesz, to zrozumiałe

- no wie pan...

- Łowcy Potworów rzadko przesypiają całą noc. Choć może się tak wydawać. Taka praca. Jak można spać, gdy zwierzyna jest najbardziej aktywna.

- nie wiedziałam... - dziewczyna zarumieniła się

- nie dziwi mnie to. Łowcy są czasem tajemniczy ale nawet oni czasem potrzebują pomocy.

- i tym pan się zajmuje – Nagisa wreszcie odzyskała głos

- kiedy to konieczne, ale zapomniałem się przedstawić. Jestem Sylwester. Proponuję, żeby Agnieszka spędziła tu noc, koleżanka pewnie wcześniej miała taki zamiar.

- Nagisa, owszem – odpowiedziała Azjatka siadając na kanapie kładąc ostrożnie głowę Feanila na swoich kolanach.

- powinnam iść do domu - Agnieszka usiadła na skraju fotela

- tu jest bezpieczniej. Nie przekroczą jego bariery bez tego – wyjął spod koszuli okrągły medalion z wygrawerowanym kłem i jakimiś znakami. Ruda pokazała swój, jej zdaniem identyczny

- masz znak asystenta.

- ty też

- nie Sylwester usiadł wygodniej – mój to znak cyrulika. Pozwala go odnaleźć i przekraczać niektóre bariery.

- jakoś nie widzę różnicy – odparła oglądając medalion.

- różnią się znakami. Twój pozwala przejść przez każdą jego barierę. Przykładowo dla mnie niektóre miejsca w tym domu są niedostępne, a ty możesz zajrzeć do każdego kąta.

- nie każdego – odpowiedział zaspany głos – wciąż mam parę tajemnic.

- trzeba było zwiększyć dawkę – cyrulik odwrócił się do gospodarza – Przemiana ci nie grozi, trafiło się energiczne bydlę

- zawsze energia je rozpiera na początku, po kilku dniach się uspokajają. Wybaczcie ale... - zamierzał wstać, ale Nagisa go przytrzymała

- twój lekarz powiedział że masz odpoczywać, dzisiaj żadnych polowań

- pierwszy raz słyszę, żeby ktoś nazwał Sylwestra lekarzem – odpowiedział kładąc się znowu

- Wyleczył cię, więc dla mnie nim jest, a jego metody mnie nie obchodzą, ważne że skuteczne.

- Ożeń się z nią – powiedział „lekarz” wstając – potrzebujesz kogoś takiego

- Aga będzie się wtedy nudzić – odpowiedział uśmiechając się

- będzie miała więcej czasu na próby – dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi

- i ty przeciw mnie? - spytał wesoło

- znam cię Feanil, załatwiłeś wszystkie Yomy mimo rany. Może wampirek uciekł, ale potworki już nie są groźne a przyda ci się przespana noc raz na jakiś czas.

- podobno moje chrapanie budzi zmarłych

- przez barierę nie przejdą. Skorzystam z drugiego piętra. Dobranoc – Sylwester wyjął klucz z szafki przy drzwiach i poszedł na górę.

- idę do siebie – Aga była tuż za nim z kluczami w ręku – branoc.

komentarzy: 0Czwartek, 22 kwietnia 2010, 22:12

unnamed 3

Wchodząc do mieszkania na pierwszym piętrze starej, ale przestronnej kamienicy, zostawił w przedpokoju torbę i od razu skierował się do łazienki. Wziął chłodny prysznic, żeby usunąć zmęczenie wywołane lotem i zmianą strefy czasowej. Wychodząc nawet nie spojrzał na bagaż, tylko wyjął czyste ciuchy z szafy. Zalewał właśnie swoją ulubioną kawę rozpuszczalną w dzbanku, gdy drzwi wejściowe otwarły się z hukiem. Tylko jedna osoba by się na to odważyła.

- Dobry szefie – w drzwiach kuchni stała szczupła studentka średniego wzrostu o długich rudych lokach. Trzymała oburącz jego bagaż.

- cześć Aga – powiedział cicho i skierował się do salonu, a ona odwróciła się na pięcie i poszła do jego sypialni rozpakować torbę. Po chwili zaczęła streszczać, wydarzenia ostatnich dni. Pracowała u niego od ponad roku. Według umowy, była sprzedawcą w sklepiku będącym częścią jego warsztatu złotniczego, ale raczej opiekowała się nim, niż u niego pracowała. Studiowała zaocznie informatykę, a czas wolny dzieliła między swoje dwie pasje. Uwielbiała tradycyjne gry RPG, z księgą zasad, kośćmi, mistrzem gry i tym wszystkim i śpiew. Była wokalistką miejscowej kapeli rockowej. Jakimś dziwnym trafem udawało jej się to wszystko pogodzić. W każdym razie z wyglądu nawet nie przypominała typowej „szufladkowej” wokalistki rockowej. Zawsze modnie ubrana, z delikatnym makijażem i głosem pasującym raczej do ckliwych popowych kawałków. Smok wytatuowany na jej ramieniu był widoczny jedynie na koncertach.

- okropnie szef wygląda – przerwała jego rozmyślania stając obok jego ulubionego fotela – powinien się pan zdrzemnąć

- Jak Erak się sprawował? - próbował zmienić temat

- grzeczny jak zwykle. Przyprowadzę do później. Pan w tym czasie powinien być już w łóżku

- mam tylko kilka lat więcej od ciebie...

- szef to szef – odparła wychodząc – dobranoc.

Jego myśli zaczęły krążyć wokół zwierzaka. Erak był Gassem. Z daleka mógł przypominać spaniela, tyle że był pokryty łuską i miał błoniaste skrzydła. Stworzenie to mogło stać się prawie niewidzialne, jakby powietrze się poruszało, jednocześnie całkowicie tłumiąc swoje reiatsu. Wyjątkowo silna istota o doskonałym zmyśle orientacji.

W końcu wziął dzbanek z kawą i zszedł do warsztatu. Agnieszka zamknęła sklep o siedemnastej, więc nikt nie powinien mu przeszkadzać. Położył na stole ciemnoczerwoną kulkę i podszedł do szafki. Zastanawiał się przez chwilę, po czym wyjął z szuflady kilka płaskich kamieni pokrytych runami i wrócił do stołu. Nie był magiem, ale kamienie powinny wystarczyć. Ułożył pięć z nich na stole i wypowiedział formułę. Tuż nad blatem pojawiła się przeźroczysta sfera wielkości pięści. Czerwona kulka uniosła się i zatrzymała w jej środku. Zbliżył do niej kamień runiczny, i po jego aktywacji zaczął notować. Następnie rozciął powłokę niewielką piłą elektryczną o diamentowej tarczy. Zdjął szkło. Kolor pochodził od cieczy w środku, która zachowywała się jak w stanie nieważkości. Dopiero po chwili zauważył przedmiot wewnątrz niej. Wiedział już, że to na tej cieczy użyto zaklęć. Zamoczył w niej pęsetę i wyjął podkładając papier. Gdy tylko wyjął narzędzie z magicznej sfery ciecz błyskawicznie skrystalizowała się razem z metalem w najdrobniejszy pył jaki widział. Odchylił się w krześle, by pomyśleć. Co innego wiedzieć jakiego typu zaklęć użyto, a co innego je cofnąć. Ktoś położył jakiś materiał na jego ramieniu pytając:

- czy to na prawdę takie pilne?

- Na pewno ważne – odpowiedział biorąc do ręki rękawiczki ze skóry Gassa. Zrobiono je po pierwszym linieniu Eraka.

- skąd ten pomysł? - rękawiczki tylko sprawiały wrażenie przeźroczystych. Gdy założył jedną jego dłoń zniknęły.

- Mówił pan, że ich zdolności mogą się kiedyś przydać – odparła dziewczyna głaszcząc skrzydlatego „spaniela”. Zwierzak wiedział, że nie należy przeszkadzać jego panu w pracy, jednak niezmiernie się ucieszył gdy ten gestem zawołał go do siebie.

- Mówiłem ci już dlaczego Gassy są gatunkiem zagrożonym?

- Nie mówił pan, że w ogóle są.

- ale tak jest niestety. Ludzie polowali kiedyś na ich skóry. Robiono z nich peleryny niewidki. Były strasznie drogie, a władze niszczyły każdą jaką znaleziono. Chociaż do tego trzeba się było nieźle wysilić. Jest prawie tak mocna jak smocza skóra.

- co to ma do rzeczy?

- Gass nie tylko staje się niewidzialny – odparł odwracając się spowrotem – całkowicie ukrywa swoje reiatsu. Nie dość, że go nie widzisz, to jeszcze nie możesz wyczuć.

Włożył ostrożnie dłoń do magicznej sfery. Ciecz zaczęła nagle wirować i jakby nie mogła się zdecydować czy dalej ukrywać to coś, czy spać na rękawicę. Wsunął dłoń dalej, aż wreszcie czerwień opadła na materiał. Drugą ręką sięgnął po kamień. Nie wierzył własnym oczom więc sprawdził trzykrotnie. Magia zniknęła, jakby rękawica cofnęła zaklęcia. Wyjął ostrożnie rękę, lecz nic się nie stało. Ciecz była gęsta o charakterystycznym zapachu. Zaklął pod nosem zdejmując rękawicę. „Wyłączył” kamienie i wziął do ręki ostatni fragment – kawałek przeźroczystego materiału i zaklął ponownie.

- Skóra Gassa? - dziewczyna wciąż mu się przyglądała

- i to sporego. Łuski są większe niż Eraka, a on już raczej nie urośnie.

- a to czerwone? - wskazała rękawiczkę?

- Trzeba zawiadomić resztę – odparł wychodząc

- o nie. - dziewczyna prawie biegła za nim, zatrzymał się na schodach patrząc na nią z niedowierzaniem

- Łowcy mogą poczekać – wzięła go za rękę i zaprowadziła do sypialni. - Szef musi w końcu trochę odpocząć.

Zabrała mu z ręki telefon komórkowy i wychodząc dodała:

- Erak pilnuj, pan ma się przespać po podróży. - Zamknęła z hukiem drzwi sypialni. Chciał pójść za nią, ale zwierzak warknął. Była jedną z dwóch osób, których stworzenie słuchało i widocznie uznał, że teraz jej polecenie jest ważniejsze. Chcąc czy nie, Feanil rozebrał się powoli i wszedł do łóżka. Musiał rzeczywiście być zmęczony, bo zasnął prawie natychmiast.

Obudził się koło południa. Ktoś pozbierał ubrania z podłogi i ułożył je na krześle. Na nocnym stoliku leżał jego telefon i karteczka z krótką wiadomością: „konferencja Łowców na Skype o piętnastej.” Miał ochotę jeszcze trochę poleżeć, ale poczuł jakiś przyjemny zapach w kuchni.

- Nie dziw, że mieszka pan sam w tym wielkim domu – przywitała o Agnieszka zaglądając do garnka na piecu – tym chrapaniem by pan nieboszczyka obudził

- co ja bym bez ciebie zrobił? - spytał siadając przy stole

- lepiej nie wiedzieć, obiad za pół godziny – odpowiedziała z uśmiechem podając mu kubek kawy

- ale zaczynam mieć wyrzuty sumienia

- niepotrzebnie – usiadła naprzeciw niego

- jesteś nie tylko sprzedawcą, ale gosposią, kucharką...

- i może czymś jeszcze, ale nie przeszkadza mi to

- ale...

- mniejsza o to – machnęła ręką – lubie się szefem zajmować, a kasy mam dość. Zresztą jest niedziela, nie ma dzisiaj zajęć i nie miałam nic innego do roboty. A szefowi przyda się od czasu do czasu porządny posiłek zamiast pizzy.

Przekomarzali się tak póki nie nalała rosołu do talerzy. Feanil lubił jeść w ciszy.

Dziewczyna już miała wziąć się za zmywanie, gdy przypomniał sobie, że pracuje u niego już dość długo, ale nie zna wyższych pięter budynku.

- zostaw to i choć ze mną – wyjął klucze z szafki przy drzwiach i skierował się na schody. Zaprowadził ją na ostatnie, czwarte piętro.

- poprzedni właściciel domu miał trochę dziwne pomysły – powiedział otwierając drzwi. Tutaj były też drzwi do salonu. Gdy tam weszli dziewczynę zamurowało. Znalazła się w studiu nagraniowym. Tylko zerknęła na olbrzymi pulpit i przeszła przez drzwi przy wielkiej szybie w ściance przedzielającej pokój. Sprzęt nie był najnowszy, pamiętał początki lat dziewięćdziesiątych, ale wtedy to był on z najwyższej półki.

- skąd... - nie była w stanie wykrztusić nic więcej

- właściciel studia podobno zginął w wypadku samochodowym, a zalegał sporo z opłatami, więc mój poprzednik to przejął. Podoba się? - rudzielec tylko energicznie pokiwał głową w odpowiedzi, więc dodał – skoro tak, to potraktuj to jako premię za to co robisz poza sklepem.

Otworzyła usta, żeby odpowiedzieć, ale powstrzymał ją gestem

- przynajmniej tak ci się mogę odwdzięczyć. Jutro załatwimy formalności i to mieszkanie razem z gratami będzie twoją własnością.

Odwrócił się na pięcie i zostawił oniemiałą dziewczynę samą. Rozsiadł się w ulubionym fotelu, załączył laptop i włożył słuchawkę do ucha. Po chwili rozdzwonił się Skype. Miał przed oczami pozostałych Łowców.

- Co jest tak ważnego? - usłyszał kpiący głos francuza.

- Artefakt znaleziony przy odmieńcach

- przecież wystarczy dorwać wampira – prychnął tamten zamierzając się rozłączyć

- pod warunkiem, że go znajdziesz – tym razem przerwała mu Ria – Feanil dowiedział się, że mieli przy sobie coś, co pozwala ukryć reiatsu, ale stłukło się przy przemianie.

- no i?...

- zamknij się Gaspard – Nie tylko Rosjanka miała dość jego narzekań, ale to ona go uciszyła – co wiesz Wett?

- ktoś bardzo się postarał. Fragment skóry Gassa, wzmocniony smoczą krwią, i zamknięty magią w szkle. Krew dodatkowo zabezpieczona, po rozbiciu zmienia się i skórkę w okropnie drobny pył. Zostaje tylko trochę czerwona szklana skorupka. Wystarczy mieć taką kulkę przy sobie, by całkowicie ukryć swoje reiatsu. Natknąłem się na to trzykrotnie, ale tylko jedna kulka była cała.

- przemiana przyjemna nie jest – odezwał się jak zawsze zamyślony amerykanin – więc pod koniec lub tuż po odmieńcy przypadkiem je niszczyli

- jeszcze jedno. Ten fragment skóry, łuska jest większa niż u typowych Gassów.

- Wielki Gass? Nie widziano ich od wieków

- Zwykłe też są rzadkością, a obawiam się, że dwa linienia tego osobnika wystarczyłyby na wdzianko dla dorosłego.

- więc mamy do czynienia z niewidzialnym i niewykrywalnym wampirem który tworzy Yomy?

-I maga znającego się na tworzeniu magicznych przedmiotów. - Dodała Ria

Po tych słowach zaczęły się typowe komentarze łowców, na które Feanil zbytnio nie zwracał uwagi. Trwało to kilka minut zanim zakończono połączenie.

Z zamyślenia wyrwał go telefon. Numer spoza książki, z Japonii. Gdy odebrał, usłyszał Nagisę. Coś w jej głosie powiedziało mu, że dziewczyna chce po prostu z kimś pogadać. „Czemu nie” - pomyślał i tak jak prosiła opowiedział jej czym się zajmuje gdy nie poluje na potwory, o swojej kamienicy jeszcze w centrum miasta, ale jednocześnie na uboczu. O Eraku, swojej „opiekunce” i co tylko chciała wiedzieć. Gadał tak prze dobrą godzinę zanim się rozłączyła zapraszając go na weekend.

- co je tak przyciąga? - zapytał sam siebie myśląc o wokalistkach i głaszcząc Zwierzaka. Jakoś nie potrafił sobie na to odpowiedzieć.

komentarzy: 0Wtorek, 06 kwietnia 2010, 15:25

unnamed 2

Następnego dnia ruszali w dalszą trasę. Do wyjazdu zostało jeszcze sporo czasu i zaczynało jej się nudzić. Nie bardzo wiedząc po co, zjechała widną do hallu. Uśmiechnęła sie widząc Feanila w jednym z miękkich foteli pogrążonego w lekturze. Usiadła bez słowa naprzeciw niego, nie chcąc przeszkadzać. W pewnym momencie podbiegła do niego dziewczynka, na oko pięcioletnia i stojąc przy fotelu, przyglądała mu się ciekawie. Po kilku minutach dziecko przekrzywiło główkę, tak by spojrzeć mu w twarz, a jednocześnie nie zasłaniać książki, kompletnie nie zwracając uwagi na wołana zdenerwowanej mamy. Dziewczynka wyprostowała się chichocząc. Dopiero wtedy odwrócił się do niej i zapytał cicho z uśmiechem:

- mogę wiedzieć, co Cię rozbawiło?

- ma pan śmiesne ocy, podobne jak Fuko

- kim jest Fuko?

- och, to moja kicia. Musiała w domcu zostać

- pierwszy raz te oczy kogoś rozbawiły, zwykle ludzie się ich boją

- wcale nie są stlasne – dziecko energicznie pokręciło główką

- dorośli nie lubią w nie patrzeć

- dorosli nawet nie psychodzą do pana. Odcuwają się dlatego mamusia tylko woła, inacej juz by mnie stąd zablała. Ciekawe cemu?

- właśnie, ciekawe. Jednak ja też tego nie wiem

- skoda... a co pan cyta?

- hmm... - spojrzał na książkę zastanawiając się nad słowami – to taka bajka dla dorosłych

- ale o cym?

- O takim panu, który walczy z potworami. Jesteś jeszcze za młoda na tę historię

- a pan nie placuje?

- dzisiaj muszę z kimś porozmawiać. Niedługo tu przyjdzie. Tak poza tym mam na imię Feanil

- jestem Yui Sakurai – skłoniła się dziewczynka oblewając rumieńcem

- bardzo mi miło, ale chyba powinnaś już wracać do mamy

- niee... pewnie dostanem klapsa, bo jestem nie gzecna jak mnie woła

- tak sądzisz?

- tak

- a mnie się wydaje, że jeżeli pójdziesz i ładnie przeprosisz za swoje nieposłuszeństwo spowodowane dziecięcą ciekawością, to co najwyżej powie ci co o tym myśli

- jest pan pewien

- na moje oko twoja mamusia jest dobrą i mądrą kobietą, więc owszem, jestem pewien.

- no dobla – Yui spuściła na chwilę oczy – do widzenia Feanil-san

Dzieciak odwrócił się na pięcie i podbiegł do matki. Stało się tak jak powiedział, ale on nie wracał na to uwagi. Położył książkę na stole i bez słowa skierował się do hotelowego basenu. Zerknęła na okładkę, ale napisy były w jakimś obcym języku. Policzyła w myślach do dwudziestu i poszła za nim.

Patrzyła jak Feanil pływa samotnie, zastanawiając się czy się przyłączyć, gdy ktoś przeszedł obok bardzo blisko niej. Kobieta była jej wzrostu, miała długie do pasa rozpuszczone włosy. Była szczupła, ale umięśniona, jak ktoś przywykły do fizycznej pracy. Przez jej plecy, od lewej łopatki aż po prawe biodro biegły trzy równoległe linie blizny.

- co tu robisz de Wett? - głos miała mocny i pewny siebie

- pływam sobie – brzmiała kpiąca odpowiedź poruszającego się wolno stylem grzbietowym

- co robisz w tym mieście?

- Całkiem nieźle sobie z nimi poradziłaś.

- Ale nie dorwałam najważniejszego – odparła mrużąc oczy

- więc mamy ten sam problem... Wezwano mnie na Okinawę trzy tygodnie temu. W trzech różnych miastach miałem do czynienia z tym samym, jednak wykryć ich zdołałem dopiero gdy zaczęli rozrabiać. I ani śladu krwiopijcy. Jak było tutaj?

- schemat się zgadza. Skąd było zlecenie?

- pierwsze było od jednego z menagerów Sony Music, drugie z policji, a ostatnie od maklera giełdowego.

- jak dla mnie to nie było zlecenie.

- jakoś mnie to nie dziwi – stanął przodem do kobiet, gdzie woda sięgała mu do szyi – wyczułem ich dopiero po przemianie, a ty byłaś szybsza. Zresztą masz najlepszy Zmysł

- sądzisz, że to ten sam krwiopijca?

- to bardzo prawdopodobne. Tylko za pierwszym razem odmieńcy byli w opuszczonej fabryce. Później pojawiali się w centrum w dzielnicy podobnej do tej.

- Wykurzyłeś go z Okinawy, ale nie złapałeś. - ton kobiety nabrał ostrości

- Tobie też się to nie udało – odpowiedział spokojnie

- coś sugerujesz? - Dziewczyna przyglądająca się rozmowie nagle stwierdziła, że kobieta stoi za Feanilem i to stoi na wodzie, a po chwili on stanął tak samo naprzeciw niej.

- Może mam mniejszy zasięg Zmysłu, ale znalazłem coś ciekawego. Ślady magii

- Kpisz sobie ze mnie? - kobieta była wściekła – sądzisz, że nie wiem kiedy ktoś rzuca zaklęcie na moim terenie?

- Nie to miałem na myśli – odpowiedział spokojnie podchodząc do brzegu i biorąc ręcznik

- Więc?

- szkło bywa bardzo użyteczne.

- Feanilu de Wett zwany Jadowitym, może wreszcie to z siebie wydusisz?

- Ria Sato, zwana Błyskającą dzięki swojej niezrównanej prędkości i refleksowi, jednocześnie posiadająca największy zasięg Zmysłu, zdolności wykrycia, identyfikacji i lokalizacji Reiatsu, niezrównana mistrzyni podwójnego miecza, nie ośmieliłbym się kpić z tak zdolnego Łowcy.

- nadal nie wiem do czego zmierzasz, zasięg 4,7 km sprawia, że pod względem Zmysłu jesteś drugi skrytobójco – ostatnie słowo raczej wypluła, niż powiedziała, na co on bardziej się skrzywił niż uśmiechnął

- Czy na miejscu zdarzenia, nie było przypadkiem czerwonych szklanych kulek albo ich fragmentów?

Kobieta zamyśliła się na chwilę zanim odpowiedziała:

- skoro o tym wspomniałeś. Było trochę rozrzuconego szkarłatnego szkła

- właśnie, szkarłatne szkło, na niskim, remontowanym poziomie podziemnego parkingu biurowca. To trochę niezwykłe.

- przejdź wreszcie do rzeczy, to się robi nudne – odpowiedziała wychodząc na brzeg

- nazwałaś mnie skrytobójcą, ale chyba jeszcze o czymś zapomniałaś.

- magiczne przedmioty, które czasem tworzysz? A co to ma... - przerwała domyślając się czegoś – chcesz powiedzieć

- tak. Krwiopijca albo ma pomocnika, albo sam co nieco potrafi.

- co z tym szkłem? Nie przyjechałbyś i nie zawracał mi głowy, gdybyś tego nie zbadał

- kryształy krwi Gassa

- Gass? Ten mały stworek zdolny ukryć całkowicie swoje reiatsu? Przecież to pożyteczne stworzenia. Polują jedynie na gryzonie.

- tak one. Ktoś wykorzystuje ich zdolności.

- nadal nie rozumiem, po co są lepsze od sów pocztowych jeśli chodzi o przesyłki i strasznie drogie.

- Chodzi o barierę Reiatsu – teraz to Feanil stracił cierpliwość – ktoś wykorzystuje zdolności Gassów, jeśli będziesz mieć przy sobie kryształ krwi Gassa stworzony odpowiednią formułą magiczną twoje Reiatsu po prostu zniknie.

- zaraz...

- podejrzewam, że na Okinawie ktoś sprawdzał ich skuteczność, bo planuje coś większego

- chcesz powiedzieć...

- mamy do czynienia z cwanym wampirem, ukrytym za pomocą tego artefaktu. Taki kryształ sam w sobie jest nie do wykrycia.

- cholera, trzeba powiadomić resztę – kobieta ruszyła w stronę wyjścia

- ja wracam do siebie, znalazłem jeden nie uszkodzony kryształ, chcę mu się dokładnie przyjrzeć

Jego słowa zatrzymały ją w pół kroku, ale prawie od razu ruszyła dalej rzucając krótkie „powodzenia”.

Ruszył w kierunku szatni wycierając włosy. Zatrzymał się przy dziewczynie obserwującej ich rozmowę

- Proszę żebyś zachowała to dla siebie – powiedział cicho i wyszedł nie odpowiedziała. Nie musiał o to prosić, przecież i tak nikt by jej nie uwierzył, że dwoje ludzi toczyło dziwaczną rozmowę stojąc na powierzchni wody. Nie miała pojęcia co myśleć, o tym, co tu usłyszała. Wyszła szybkim krokiem na hall, ale jego już tam nie było. Za to ją ktoś wołał

- Nagisa. Wszyscy cię szukają – gitarzystka z jej zespołu zbiegła ze schodów

- coś się stało?

- za dziesięć minut wyjeżdżamy, pośpiesz się – koleżanka pociągnęła ją za rękę w kierunku wind

- Kotoko, wierzysz w wampiry?

- Co... no co ty?? czemu? - koleżanka była wyraźnie zaskoczona pytaniem

- nie nic... - pokręciła głową – nie ważne

Blondynka wzruszył tylko ramionami, ale nie odpowiedziała. Pomyślała jedynie, że przyjaciółka zaczyna odczuwać zmęczenie długim wyjazdem. Zostało jeszcze kilka miast i tyleż koncertów. Za parę tygodni powinni być spowrotem na Okinawie.

komentarzy: 0Niedziela, 04 kwietnia 2010, 11:16

unnamed

Mimo zmęczenia występem, jakoś tej nocy nie mogła zasnąć. Dość niezwykła rzecz, żeby jeden człowiek spośród widowni, miał tyle miejsca dla siebie. Ludzie jakby podświadomie omijali go o dobre trzy kroki z każdej strony. Owszem stał trochę z boku, po prawej patrząc ze sceny, ale wciąż w gęstym tłumie. Po prostu stał tam i patrzył. Uśmiechnął się dopiero, kiedy go zauważyła, więc musiał na nią patrzeć. Tak było do samego końca koncertu. Stał w tym czarnym bezrękawniku z golfem i uśmiechał się lekko, a nikt do niego nie podszedł. A potem, gdy już zamykały się drzwi windy hotelowej, szedł w ich stronę. Chciała przytrzymać windę, ale jakiś facet w garniturze powstrzymał ją, łapiąc za nadgarstek i kręcąc głową. Wysiadł na ósmym piętrze. Na swoim piętrze spotkali pokojówkę, ale gdy ta usłyszała opis „fana” zakryła tylko usta dłonią mówiąc szybkie przepraszam i uciekła. Zadzwoniła na recepcję, ale ten sztywniak zza kontuaru rozłączył się gdy opisała o kogo chodzi. Widziała go później stojąc na balkonie, jak wychodził z hotelu. Na ulicy również ludzie omijali go dość szeroko. To tylko rozbudzało jej ciekawość. Spojrzała na zegar w komórce: 1:23, już dawno powinna spać. Tyle, że nic z tego. W końcu zdenerwowana wstała i ubrała się. Zeszła na dół do hotelowego baru i zamówiła szklankę mleka, zwykle to pomagało jej zasnąć.

- kłopoty z zaśnięciem? - spytał barman uprzejmie

- coś w tym stylu – odrzekła bezbarwnym głosem

- czyżby koncert się nie udał?

- nie, to nie to

- więc pewnie mężczyzna, tęsknota za ukochanym?

- Nie mam nikogo... chociaż rzeczywiście chodzi o faceta, był na koncercie i mieszka w tym hotelu – patrzyła jak barman nalewa drugą szklankę dla siebie

- może mogę pomóc? - Spytał podnosząc naczynie

- może... odniosłam wrażenie, że ludzie się go boją, mijają go z daleka – na te słowa rozmówca zakrztusił się ale po chwili opowiedział:

- czarny bezrękawnik z golfem i bojówki, brązowe włosy

- czyżbyś go znał? - wreszcie znalazła chętnego do rozmowy

- ma dziwne oczy, ma się wrażenie, że może czytać w myślach. I to dziwne uczucie... po prostu wiesz, że on jest niebezpieczny.

- dlatego inni nie chcą o nim mówić?

- możliwe. Był tu parę razy.

- rozmawiałeś z nim?

- aż tak cię zaintrygował – barman roześmiał się, ale kontynuował – ma miły głos, jest uprzejmy. Zawsze zamawia „Żywca” i daje spore napiwki

- „Żywca”? Co to?

- polskie piwo... Nie jest zbyt rozmowny, ale miły. Nie spytałaś jeszcze o najważniejsze.

Dziewczyna zastanowiła się przez chwilę, o czym mogła zapomnieć?

- jak ma na imię? - spytała po chwili

- Feanil... pokój 707

- Jadowity Feanil nie jest odpowiednim towarzystwem dla panienki – Przy barze stał facet, którego spotkała w windzie

- a to niby czemu? - odparła buntowniczo, ale ten nie odpowiedział, tylko wzruszył ramionami. Prychnęła na niego, podziękowała barmanowi i ruszyła do wind. Miała wielką ochotę odwiedzić „fana” w jego pokoju, ale zmusiła się do wciśnięcia dziewiątki i wróciła do siebie.

 Następnego dnia zespół miał wywiad dla jakiejś telewizji, lunch z kimś ważnym, a popołudniu spotkanie z fanami. Lecz ona wracała wciąż myślami do Feanila.

Słońce już zachodziło gdy spotkanie dobiegło końca. Gdy szli do samochodu, ochroniarz z przodu nagle się zatrzymał patrząc przed siebie. Stał tam oparty o ich samochód.

- ktoś z was podobno o mnie wypytywał – powiedział cicho wyrzucając niedopałek papierosa.

- Byłam tylko ciekawa – dziewczyna wyszła przed grupę i stanęła tuż obok niego

- ciekawość bywa niebezpieczna. - miał ciemne, prawie czarne oczy, ale i tak dostrzegła wąskie pionowe źrenice

- podobno sam jesteś niebezpieczny – odparła

- nie dla was – odpowiedział uśmiechając się i po chwili dodał dotykając delikatnie kciukiem jej policzka - a na pewno nie dla ciebie

- dlaczego nazywają cię jadowitym? - położyła dłoń na jego dłoni, zatrzymując ją przy swoje twarzy

- to nie odpowiednie miejsce by o tym mówić. Wasz menager może ci to później wyjaśnić

- on? Co on może wiedzieć?

- korzystał jakiś czas temu z moich usług

- jakich? - nie dawała za wygraną

- sam ci powie – odwrócił dłoń tak, że teraz to on trzymał jej rękę i delikatnie ucałował ją – w zamian nie strasz już innych.

Zanim mu odpowiedziała, już go nie było. Wystarczyło, że mrugnęła, a on zniknął.

Nikt się nie odezwał, póki nie znaleźli się w pokoju perkusisty. Chciała zasypać menagera pytaniami, ale powstrzymał ją podnosząc dłoń i mówiąc:

- Powiem ci tyle co sam wiem, więc nie przerywaj. Nie wiem dokładnie skąd wziął się jego przydomek. Podobno ma to jakiś związek z jego umiejętnościami. Feanil jest Łowcą Potworów. Wiem jak to brzmi, ale tak właśnie jest. Spotkałem go kiedyś w parku w nocy. Stał pośród trupów jakiś dziwnych istot, które na pewno nie były ludźmi. Wyglądały jak skrzydlate jaszczurki, prawie tak wielkie jak człowiek. Potem od znajomego dowiedziałem się, że na świecie jest zaledwie kilku łowców. Od czasu do czasu gdzieś na świecie pojawiają się jakieś potwory, wtedy wzywa się jednego z nich, a każdy ma jakąś charakterystyczną umiejętność, od której biorą się ich przydomki. Zdarza im się czasem „polować” też na ludzi. Oni takich nazywają „ukrytymi”. To są ludzie, co postępują jak potwory. Ale najczęściej wzywani są do sprawdzenia jakiegoś miejsca gdzie podobno dziwne rzeczy się dzieją.

Po tej krótkiej przemowie mężczyzna wyszedł nie czekając aż zaczną zadawać pytania, na które nie zna odpowiedzi. Pozostali także udali się do swoich pokoi.

„Łowca Potworów” - pomyślała opierając się o drzwi - „ciekawe, co robi w tym mieście.”

Poszła do sypialni i od razu padła na łóżko. Była tak wyczerpana po całym dniu i nie przespanej nocy, że nawet nie zauważyła małej karteczki na nocnym stoliku, z jakimś numerem i literą „F” w prawym dolnym rogu.

komentarzy: 0Piątek, 02 kwietnia 2010, 21:55

Tagi

Nie znaleziono tagów

Archiwum wpisów

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 4559 dni

Moich wejść na gram.pl: 388 (#4023)

Napisanych postów i komentarzy: 0 (#1920)

Napisanych recenzji: 0

Wpisów na blogu: 85 (#147)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 1 512 (#898)

Więcej o mnie

Krótko o mnie:...

Moje tagi:fantasy, fantasy i rpg, opowiadania, opowiastki

Urodziny:za 266 dni (14 lipca 1981)

Moje motto:nie ilość a jakość, nie szybko a dostojnie tajemniczo z klasą z wdziękiem i spokojnie

Obecny stan:

Posiadany sprzęt:PC

XFire

Ostatnie odwiedziny

Moje Avki

kreskowka.pl:

 

 Bleach legends pbf

Nie gram na BL już jakiś czas, ale avek może się jeszcze przydać:)

Onirisme:

 

Wyspa Chimera:

Po drugiej stronie krzywego zwierciadła:

 

 

 District 13:

 

Dystopia rpg:

 

 

 

 

 

 


 

 

 

Prywatne wiadomości

Zaloguj się by wysyłać wiadomości

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl