avatar

Feanil Użytkownik gram.pl (Obywatel) ja.gram.pl/Feanil

Mój blog (Październik 2010)

....

Zegarek wskazywał 0:12. zostało czterdzieści osiem minut do zmiany. Wartownik westchnął i raczej z nudów niż poczucia obowiązku ruszył na kolejny obchód posterunku. Przynajmniej taki miał zamiar. Ledwo poprawił broń na ramieniu i podniósł stopę do pierwszego kroku, ktoś skręcił mu kark. Tak po porostu. Nie było żadnego szelestu, ruszających się krzaków, odgłosu kroków, nic. Tylko chrupnięcie kości i śmierć.

 

Zwykle wartownik z trzeciego posterunku zatrzymywał idących po jakiś piętnastu krokach. Zwykle było go widać stojącego w cieniu budki wartowniczej. Chorąży przyspieszył kroku. W miejscu gdzie powinien być żołnierz, leżała mieszanina szmat, wnętrzności i krwi.

- o kurwa... - najniższy z towarzyszącej mu zmiany odsunął się parę kroków i zdjął z ramienia karabin, ale nie przeładował. Przejął posterunek mimo iż nie miał kogo zmieniać. Dowódca warty podniósł zakrwawioną broń z ziemi. Ktoś go zaskoczył, nawet nie zdążył przeładować. Drugi z żołnierzy odbiegł chwiejnie kilka kroków. Wymiotował. Ostatni podszedł do szczątek. Przyglądał im się uważnie. Wziął do ręki coś co było chyba fragmentem kości.

- trupojad – szepnął nie wierząc własnym słowom i odkładając kość. Rozglądał się chwilę, podszedł do latarni i przykucnął obok miejsca gdzie dawała najwięcej światła

- co takiego? – ten niski odzyskał głos

- to cholernie dziwne, ale z tego co tu widzę zaatakował go Cmentar.

- Oko, o czym ty u diabła mówisz? - dowódca także podszedł do niego.

- Panie Chorąży mój tata jest leśnikiem. Nauczył mnie paru rzeczy i nie obrażając nikogo jestem najlepszym tropicielem na kompani. To jest ślad istoty człekokształnej – wskazał niewielkie wgłębienie w ścieżce – ale nie człowieka. Jest za szeroka. Kolarza nie zjedzono, wyssano jego szpik. Mieszkała u nas przez jakiś czas taka jedna babka. Opowiadała mi o różnych potworach ich zachowaniach i jak je rozpoznać. I z tego co wiem Cmentar jest największy z trupojadów. Istota żywiąca się szpikiem kostnym, żerująca na polach bitew i cmentarzach.

- Ale ten zaatakował żywego i uzbrojonego

- Też tego nie rozumiem. I jeszcze te ślady. Trupojady raczej unikają żywych i trudno jest je wytropić i tak ten tu przyszedł. Trop prowadzi tylko w jedną stronę.

- Czyli? - pilnujący posterunku krótko spojrzał na mówiącego

- Jak dla mnie to chce żebyśmy za nim poszli. Spróbowali go dorwać.

- bardzo kuszące – chorąży patrzył w kierunku wskazanym prze trop – co proponujesz?

- iść za nim – odparł zapytany po dłuższej chwili – i niestety Gołębia będzie trzeba zabrać ze sobą. Lepiej mieć go na oku, chociaż wolałbym żeby to Anioł szedł z nami

- największy chojrak na kompanii - Ten niski uśmiechnął się patrząc na wymiotującego parę metrów dalej kolegę. Sięgnął do ładownicy po magazynek. Wyjął jeden nabój i podał temu którego nazywali Okiem - pozdrówcie ode mnie żarłoka.

Tropiciel odpiął magazynek od broni, wyciągnął jeden pocisk i włożył ten podany na jego miejsce. Podpiął magazynek, przeładował i zabezpieczył broń.

- Gołębiowski do mnie! - krzyknął dowódca wstając – Gołąb kurwa do nogi!

Gdy na niego czekali zadzwonił z komórki do oficera dyżurnego. Tak się szczęśliwie złożyło że tej nocy tę służbę pełnił dowódca ich kompani. Ruszyli gdy tylko się rozłączył.

 

Dziewczynę obudził krzyk dochodzący z kuchni. Zerknęła przelotnie na zegar, było kilka minut po ósmej rano. Ktoś hałasował na dole. Zbiegła po schodach. Weszła do pokoju, by zobaczyć jak ojczym uderza w twarz jej mamę. Kobieta upadając zrobiła pełny obrót i uderzyła potylicą w kant stołu. Krew. Haruna podbiegła do matki. Ciało kobiety było coraz zimniejsze. Nie oddychała.

- Wypadek jakich wiele – usłyszała obojętny ton stojącego nad nimi mężczyzny – zdarza się. Koniec wakacji maleńka, koniec z internatem. Będziesz ją zastępować.

Spojrzała na niego ze strachem. Uśmiechał się, ale ten uśmiech wzbudził w niej strach, który powoli przechodził w nienawiść gdy słuchała jego „wizji przyszłości”

 

Dotarli na polanę. Ślad urywał się jakieś 12 metrów od krawędzi lasu. Dalej nie było nic. Nagle stwór większy od człowieka wybiegł z pomiędzy drzew po prawej. Gołąb wypuścił serię z beryla. Trafił, ale cmentar tylko ma ten moment się zatrzymał i ruszył dalej, ale tym razem idąc. Obok niego pojawili się inni. Żołnierze byli otoczeni.

Siłą odciągnął Harunę od ciała i rzucił ją na sofę. Wciąż uśmiechając się rozpiął pasek spodni.

Przypomniał sobie ostatni wieczór z tamą kobietą którą gościli, pokazała mu jakiś napis w obcym języku.

I powiedziała, że aby zadziałało jest potrzebna jej krew. Ojczym jakby czytał w jej myślach. Uderzył ją w twarz, tak że po chwili poczuła charakterystyczny smak tegoż płynu. I wypowiedziała tamte slowa.

Przystawił palec do bagnetu. Chyba jako jedyny na kompanii ostrzył swój. Gdy tylko pokazała się krew wypowiedział tamte słowa.

Poczuła w sobie wielką siłę, która tylko czekała by ją uwolnić.

Pomyślał tylko, że chciałby zastrzelić te stwory, a poczuł jak coś przez jego palce przechodzi do karabinu i dalej do magazynku bo osiąść na pociskach. To samo z drugiej dłoni leżącej na ładownicy z zapasowymi magazynkami. Gdy było gotowe podał dwa z nich chorążemu.

Podszedł do niej i odwrócił tyłem do siebie. Był za nią. Kopnęła z całej siły w tamto miejsce, tak że aż podskoczył. Odwróciła się przodem. Miał rozdziawioną gębę ze zdziwienia. Chciała go poczęstować ogniem obrzydzenia i nienawiści jakie do niego czuła. Splunęła mu prosto do gardła.

Pociski wylatujące z karabinów były zielonymi smugami, a gdy trafiały, wybuchały, jakby miały w sobie nitroglicerynę. W sumie wystarczyły dwa magazynki.

Ojczym stał przez chwilę zdumiony, po czym jego twarz zaczęła robić się coraz bardziej czerwona, aż w końcu wybuchła, jakby ktoś wsadził mu granat do ust. Dziewczyna poszła do swojego pokoju, spakowała torbę i wyszła. Zamierzała skrócić sobie wakacje i wrócić do szkoły. Gdy była po drugiej stronie ulicy, odwróciła się, wyciągnęła rękę w stronę domu i powiedziała w myślach „płoń”. Z jej dłoni wystrzeliła niewielka kula ognia, ale ona wiedziała, że to wystarczy.

Dwaj żołnierze rozglądali się jeszcze przez chwilę wokół, spodziewając się kolejnego ataku. Po kilku minutach chorąży wstał i trącił nogą trzeciego z nich. Gołąb zemdlał gdy jego pociski nie zrobiły większej szkody przeciwnikowi. W leśnej ciszy silnik zbliżającego się honkera słychać było z daleka. Ale nikt się nie ruszył.

 

Maciek obudził się nagle. Widział we śnie leśną polanę. Był tam Starszy Chorąży Sztabowy Sorol, którego pamiętał z zasadniczej służby. Ten sam pluton inna drużyna. Zaczęło się od przekazania magazynków z amunicją pokrytą reiatsu tego szeregowego. Strażnik wiedział, że to nie był sen, a relacja „na żywo” od Triss. Wstał natychmiast po przebudzeniu, użył znaku przywołującego ekwipunek Strażnika i teleportował się na polanę.

- dzień dobry panie chorąży – odwracając się wycelował w przybysza.

- Oko? - rozpoznał go gdy, tamten odkrył twarz

- czy możemy założyć, że ten tu zniknął bez śladu? – wskazał głową wciąż siedzącego na ziemi żołnierza – chyba że już wymyśliliście jak wyjaśnić tamtym dlaczego zwykłe pociski eksplodują.

Sorol potrzebował krótkiej chwili na zastanowienie zanim odpowiedział:

- w sensie, że nie żyje...

- jest zaginiony, nie wiadomo co się stało, i takie tam, zabawa pana ominęła bo się pan potknął i stracił przytomność bo się w głowę uderzył.

- po tym co te stwory zostawiły na 3 posterunku, raczej nie będą go za długo szukać – odparł trochę zamyślony podoficer - zgoda, im szybciej znikniecie tym lepiej

- dziękuję – odpowiedział Strażnik pojawiając się nagle za chorążym – jestem wam winien przysługę.

Pojawili się nad rzeką niedaleko brodu.

- mnie jakoś nikt nie spytał o zdanie – żołnierza patrzył na wodę

- chciałeś im powiedzieć, że pokryłeś pociski swoim reiatsu i dzięki temu daliście radę 43 cmentarom? A jak spytają jak to zrobiłeś i od kiedy potrafisz? Zamkną Cię potem w laboratorium i będą hodować twoje klony na potrzeby wojska i „zaprzyjaźnionych” handlarzy bronią. Twój genotyp szybko niezwykle towarem chodliwym by się stał. - Po tych słowach Maciek odwrócił się z zamiarem odejścia, ale tamten zatrzymał go słowami:

- użył wobec ciebie mojej ksywki.

- nie. Raczej dali ci moją starą ksywkę.

- nie przywaliłeś mu trochę za mocno, chorążemu?

- Nic mu nie będzie

- mogłeś go wprowadzić od razu do twierdzy – obok nich pojawiła się Triss

- właśnie miałem z tobą pogadać, możesz mi to wyjaśnić?

- później. Musisz się udać w jeszcze jedno miejsce

- dziewczyna. To dziwne uczucie mieć dwa sny równocześnie. Gdzie ją znajdę?

- prestiżowa prywatna szkoła średnia dla dziewcząt jakieś osiem kilometrów od Tokio. Notabene ten bydlak za to płacił.

- ciekaw jestem co tu jest grane

- ja też – żołnierz podniósł się wreszcie z ziemi

- wyjaśnię wam jak tylko ją przyprowadzisz – odparła uparcie, po czy zwróciła się do wojskowego – a ty choć za mną.

Przeprowadziła go przez skałę. Usłyszeli jeszcze jak Maciek zaklął pod nosem tuż przed teleportacją.

komentarzy: 0Środa, 27 października 2010, 19:49

...

Była w sali na drugim piętrze mniejszego z budynków. Rozpoznał jej Reiatsu. Odszukał w klasie umysł dziewczyny z tych, dla których najgorszą obelgą jest krytyka jej wyglądu. Wszedł do umysłu tej najbardziej zapatrzonej w siebie. Dowiedział się od razu jak bardzo nudzi ją ta ostatnia na dziś lekcja, a zostało jeszcze dziesięć minut. Ostrożnie, tak żeby nie odkryła jego obecności, skierował jej wzrok na Magdę. Delikatnie mówiąc „gospodyni” czuła do niej wyraźną niechęć. Rozłączył się opierając wygodniej o mur.

Magda zatrzymała się na jego widok, ale tylko na chwilę. Podeszła szybkim krokiem i ze złością w głosie spytała:

- co ty tu robisz?

- czekam na Ciebie – odparł z uśmiechem – chcę Ci coś pokazać

- Nie no znowu ten cudak – głos należał do tej, w której umyśle gościł kilka minut temu.

- Mogę zrobić jej kuku? - zapytał szeptem, udając że nawet tamtej nie zauważył

- podobno nie bijesz dziewczyn - Magda odpowiedziała również szeptem

- i nie mam zamiaru – mówiąc przesuwał się w bok, tak żeby być na wprost tamtej

- to znaczy?

- troszeczkę zgłodniałem – ledwo wypowiedział te słowa na głos skoczył zmieniając postać w locie. Czarny Jaguar przewrócił „ślicznotkę” zaciskając kły na jej gardle, ale nie gryząc, a tak żeby tylko poczuła ich ostrość. Zrobiło się małe zamieszanie, a wśród krzyków i pisków strachu usłyszał śmiech swojej Księżniczki.

- Zostaw ją. Taki make up może być trujący – powiedziała po chwili.

Odsunął się od tamtej, a gdy tylko wrócił do swojej postaci odparł:

- pewnie masz rację. Do tego jest strasznie koścista. Tylko apetyt bym sobie zaostrzył.

Zanim ktokolwiek zdołał coś jeszcze powiedzieć, podszedł do Magdy i wziął ją za rękę tworząc krąg teleportacji. Zniknęli jeszcze zanim „poszkodowana” podniosła się z ziemi.

 

Odsunęła się od niego prawie że od razu. Rozejrzała się zatrzymując wzrok na skale tarasującej przejście

- To iluzja – powiedział cicho i ruszył powoli w przeciwnym kierunku wkładając ręce do kieszeni.

- gdzie jesteśmy? - spytała idąc pół kroku za nim.

- ta ścieżka kiedyś nazywana była Mordownią. Trenowali na niej adepci z twierdzy

- do której właśnie idziemy, tylko po co

- Dawno temu postanowiono, że lepiej ukryć to miejsce niż je niszczyć. Zaklęcie do pełni mocy potrzebuje Strażnika, kogoś kto zadba, by sekrety ukryte w twierdzy nie opuściły tego miejsca, jeżeli kto niewłaściwy jednak się tu dostał

- ale my tam idziemy

- bo ja jestem aktualnym Strażnikiem i dlatego mogłem Cię tu przyprowadzić

- dlaczego ja?

- Tobie ufam

- a twoja rodzina?

- wiedzą chociaż tu nie byli

- ale mnie przyprowadziłeś

- tak – zatrzymał się patrząc na kamienne mury przed nimi – tak jakoś Tobie pierwszej chciałem pokazać to miejsce

- nazywa się to jakoś? - spytała obojętnym tonem

- to wiedźmińskie siedliszcze, Kaer Morhen. Tu tworzono i szkolono wiedźminów do walki z potworami

- potwory nie istnieją – odparła tonem pouczającego rodzica

- co najwyżej przestały istnieć, zlikwidowano wszystkie, albo przynajmniej większość a te co jeszcze zostały wolą pozostać w ukryciu. Ale możliwe, że znów zaczną się pojawiać. Może właśnie dlatego zostawiono to miejsce pod ochroną magii. Tak na wszelki wypadek.

- jasne. Tylko że ja muszę do domu iść.

Nie odpowiedział. Uśmiechnął się tylko i przywołał krąg. Przenieśli się na jej osiedle.

- To pa – powiedziała patrząc gdzieś ponad jego ramieniem

- pa – odpowiedział całując ją w policzek. Śledził ją wzrokiem póki nie zniknęła za zakrętem. Dopiero wtedy teleportował się spowrotem do Twierdzy.

komentarzy: 0Czwartek, 14 października 2010, 19:19

kot

Parę dni później, gdy leżał na trawie przy rzece, coś odwróciło jego uwagę od wpatrywania się w chmury. Na kamieniu trochę dalej siedział kot i wpatrywał się w niego. „ciekawe jak to jest być kotem” - pomyślał. Myśl zmieniła się w pragnienie i zanim się zorientował poczuł postępujące zmiany. Spojrzał na swoje ręce, ale nie miał już dłoni a łapy pokryte czarnym futrem. W tym samym momencie upadł na bok i prawie od razu stanął na wszystkich czterech łapach. Nawet nieźle czuł się w tej postaci. Spojrzał na głaz, kot nadal gapił się na niego.

- dobra robota jak na pierwszy raz – kociak podniusł się i odwrócił w stronę wody – zresztą sam zobacz.

- jesteś prawdziwym kotem? - zapytał podchodząc.

- owszem, mieszkam w twierdzy od urodzenia. Zresztą co za różnica. Spójrz – wskazał wzrokiem na wodę. Obok malej główki kota była druga, bardzo podobna, ale dużo większa i pokryta czarnym futrem.

- jestem panterą... - powiedział zdumiony

- jaguarem jeśli chodzi o ścisłość – kot zeskoczył z kamienia i ruszył powoli w kierunku skały zasłaniającej przejście do twierdzy.

- zaczekaj – Maciek podbiegł do niego – mieszkasz w twierdzy, czy to znaczy że to zaklęcie nie działa na zwierzęta?

- nie działa na tych co są nimi od urodzenia. Nawet jak ktoś przemieni się w inną istotę, próbując przejść otworzy portal. W tamtych czasach też byli animagowie.

- długo tu jesteś?

- siedem ludzkich lat. Triss miała rację.

- w czym?

- Ciekawski jesteś jak mały kociak.

- rozmawiasz z duchami? - Maciek zatrzymał się w pół kroku

- ty też i co z tego? - kocur szedł dalej

- no niby tak, ale tak trochę dziwnie że rozmawia ktoś o mnie z kotami

- a z kim ma gadać duch związany z miejscem ukrytym przez magię?

- no tak... - strażnikowi zrobiło się głupio

- i też uważam, że powinieneś jej powiedzieć

- co? - teraz z kolei był zdezorientowany

- takie tajemnice mogą zniszczyć związek gdy wyjdą same na jaw, a wzmocnić go powierzane sobie nawzajem. Tak się dzieje nie tylko u ludzi – kot skoczył gdzieś w bok i zniknął z pola widzenia. Maciek spuścił głowę siadając. Dopiero ta krótka rozmowa uświadomiła mu, jak bardzo się boi ją stracić. Siedział tak dłuższą chwilę. W końcu zawołał telepatycznie Triss.

Tak? - odpowiedziała prawie natychmiast

muszę coś załatwić, ale ci magowie...

poradzę sobie, leć – głosie czarodziejki wyczuł wyraźną radość

dzięki...

leć – przerwała połączenie.

Przemiana spowrotem w człowieka poszła już szybciej. Zerknął na zegarek zanim wybrał kierunek. Po chwili pojawił się w alejce ogródków działkowych w pobliżu szkoły. Przed wejściem do budynku zaczekał na dzwonek na przerwę.

komentarzy: 0Piątek, 08 października 2010, 20:42

Tagi

Nie znaleziono tagów

Archiwum wpisów

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 4495 dni

Moich wejść na gram.pl: 388 (#4027)

Napisanych postów i komentarzy: 0 (#1920)

Napisanych recenzji: 0

Wpisów na blogu: 85 (#147)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 1 402 (#940)

Więcej o mnie

Krótko o mnie:...

Moje tagi:fantasy, fantasy i rpg, opowiadania, opowiastki

Urodziny:za 330 dni (14 lipca 1981)

Moje motto:nie ilość a jakość, nie szybko a dostojnie tajemniczo z klasą z wdziękiem i spokojnie

Obecny stan:

Posiadany sprzęt:PC

XFire

Ostatnie odwiedziny

Moje Avki

kreskowka.pl:

 

 Bleach legends pbf

Nie gram na BL już jakiś czas, ale avek może się jeszcze przydać:)

Onirisme:

 

Wyspa Chimera:

Po drugiej stronie krzywego zwierciadła:

 

 

 District 13:

 

Dystopia rpg:

 

 

 

 

 

 


 

 

 

Prywatne wiadomości

Zaloguj się by wysyłać wiadomości

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl