avatar

Feanil Użytkownik gram.pl (Obywatel) ja.gram.pl/Feanil

Mój blog (Wrzesień 2009)

Łowca

Ministerstwo Magii mieściło się w Krakowie, co dowodziło, że czarodzieje nie bardzo przejmują się polityką mugoli. Ale najpierw musiałem dostać się do „czarodziejskiej” części miasta. Przejście było za knajpką, na którą zwykli ludzie nie zwracali uwagi. Przemknęło mi przez myśl wspomnienie książek o Potterze. Główna ulica też była podobna do tej z książki, tyle że gmach Ministerstwa był okazałą kamienicą na końcu ulicy. Gdy tylko podszedłem do biurka recepcjonisty ten spytał znudzonym głosem:

- Pan jest?

- Feanil Gryzik do pana Kwiatkowskiego z departamentu Magicznych Stworzeń

- pańska różdżka – wyciągnął rękę

- nie mam różdżki

- mugol? - spytał – w jakiej sprawie?

- gdybym był mugolem, ktoś musiałby mnie tu przyprowadzić

- w istocie – odpowiedział po chwili – ale nie ma pan różdżki i wygląda jak człowiek

- jestem człowiekiem – rozmowa zaczęła mnie trochę irytować. Na szczęście Kwiatkowski się pojawił ze słowami:

- w porządku panie Zenku, znam tego pana – i nie czekając na odpowiedź poprowadził mnie do wind. W swoim gabinecie zadawał standardowe pytania do raportu. Gdy na pytanie o szkołę odpowiedziałem „Policealne Studium Zawodowe...” popatrzył na mnie i powiedział:

- chodziło mi o szkołę Magii

- nie chodziłem do takiej

- Pan wybaczy ale pierwszy raz widzę kogoś ze zdolnościami magicznym, kto nie tylko nie ma różdżki, bo to się zdarza ale też nie uczył się magii

- Może dlatego, że moje zdolności ujawniły się dopiero kilka miesięcy temu

- hmm... zwykle dzieje się to w siódmym, najpóźniej dziewiątym roku życia. Pierwszy raz widzę czarodzieja...

- nie uważam się za czarodzieja.

- nie?

- widział pan przecież, że używam miecza, a nie różdżki

- owszem, chciałbym go zobaczyć jeśli można

Imię miecza wypowiedziałem w myślach i zgodnie z moim życzeniem pojawił się w mojej dłoni. Położyłem go na biurku. Czarodziej wziął broń do ręki, lecz ostrze cały czas było w pochwie gdy oglądał o bardzo dokładnie. Odkładając miecz powiedział:

- kunsztowna robota. Rękojeść wykonana precyzyjnie jak elficka biżuteria, Ostrzu przyjrzałem sę wcześniej, prawdopodobnie gnomie. To zapewne jeden z legendarnych meczy. Ciekaw jestem jak brzmi jego imię po polsku

- Biały Płomień – odpowiedziałem odwołując miecz. Zapadła cisza. Wyglądało na to że Kwiatkowski jest w lekkim szoku. Po dbrych paru minutach wykrztusił:

- żartujesz...

- bynajmniej...

- chcesz powiedzieć, że miałem przed chwilą w ręku stal zdolną zgładzić każdą bestię, nawet wilkołaki i inne wobec których normalnie potrzebne jest srebro?

- Nie wiem o czym mówisz, w każdym razie runy na klindze to Biały Płomień w Starszej Mowie, można tym wilkołaka załatwić?

- owszem. Nie wiem skąd o masz, ale można ponieważ podobno można nim zranić nie tylko ciało ale także i duszę.

- zaraz, można nim „zabić” ducha?

- tak, mogę wiedzieć skąd go masz?

- dostałem w darze od księżniczki Elfów

- Arya ci go dała?

- po tym jak odczytałem jego imię...

- ahh... teraz rozumiem... te ten miecz którego imienia nikt dotąd nie mógł odczytać. - siedział przez chwilę w milczeniu, po czym dodał – wróćmy do Drowów

Wyszedłem z gabinetu jakieś pół godziny później. Kwiatkowski polecił mi zarejestrować się jako „Łowca Potworów” w Departamencie Przestrzegania Prawa. Szef Aurorów nie zadawał dodatkowych pytań i zajęło to jakieś piętnaście minut. Portalem przeniosłem się w okolice swojego domu. Była dopiero dziesiąta, ale jakoś nie chciało mi się iść do pracy więc dopiero około pierwszej posłałem SMSa do szefa, że już wszystko załatwiłem. Także jego zdaniem nie było już sensu żebym tego dnia przyjeżdżał na budowę.

komentarzy: 0Niedziela, 13 września 2009, 21:24

Miecz

Wieczorem stawiłem się w umówionym miejscu z Yennefer u boku. Przyszedł po nas Vanir, więc pierścienia nie musiałem pokazywać. Zaprowadził nas w głąb lasu. W pewnym momencie poczułem delikatne mrowienie, jakbym przeszedł prze cienką warstwę zimnej wody. Ścisnąłem delikatnie dłoń Yennefer i powiedziałem:

- to magiczna bariera, dzięki temu ludzie nie wiedzą o tym miejscu

- tylko nasi goście, ale warunkiem jest, że zostaną przyprowadzeni przez jedno z nas – po raz pierwszy usłyszałem głos naszego przewodnika. Szliśmy po łagodnym zboczu. Gdy doszliśmy na szczyt, zobaczyliśmy całe miasto otoczone w okrągłej kotlinie. Wyglądało jakby czas dawno się tu zatrzymał. Po przeciwnej stronie miasteczka, na placu za największym budynkiem było jasno od pochodni, a mieszkańcy zmierzali w tamtą stronę. Dy tylko doszliśmy na miejsce, wskazano nam miejsca przy stole. Jak okazało się chwilę później, po lewej ręce Aryi, która zasiadła u szczytu stołu. Zanim zasiedliśmy do stołu, Arya przedstawiła nas wszystkim zebranym. Po niej jeszcze kilku dostojnych Elfów zabrało głos chcąc wyrazić swą wdzięczność i takie tam. A gdy ostatni z nich skończył grzecznie podziękowałem za miłe słowa i powiedziałem, że zrobiłem wtedy to co uważałem za słuszne. Kiedy tylko usiadłem, po drugiej stronie sporego trawnika zagrała muzyka i przyniesiono owoce. Po „przekąsce coraz to nowe pary wstawały od stołu i tańczyły. Sędziwy elf po drugiej stronie Yennefer mruknął cicho:

- obyczaj nakazuje, by gość honorowy najpierw tańczył z gospodynią.

Nic nie odpowiedziałem, tylko spojrzałem w oczy Aryi, a ona jedynie uśmiechnęła się do mnie. By pokazać temu mądrali, że może niewiele wiem o Elfach, ale wiem co ludzki obyczaj nakazuje, Przeprosiłem grzecznie Yennefer i pozostałych, stanąłem za gospodynią by odsunąć krzesło gdy wstawała, podałem jej swoją dłoń i zaprowadziłem na „parkiet”. Gdy utwór się skończył ucałowałem jej dłoń i odprowadziłem ją do stołu. Oczywiście znowu „pomogłem” jej z krzesłem, a potem stanąłem za plecami Yen kładąc dłoń na jej ramieniu i pytając o taniec. Do końca imprezy już nikt nie upominał mnie na ten temat.

Gdy pozostali goście rozeszli się już do domów, Arya wraz z siostrą zaprowadziły na do pałacu, a konkretnie do komnaty pełnej różnego rodzaju łuków kusz, zbroi, mieczy i innej broni białej. Kazały mi coś wybrać. Przechadzałem się po pomieszczeniu podziwiając kolekcję, aż zatrzymałem się przed mieczem w zwykłej skórzanej pochwie bez ozdób o srebrnej rękojeści w kształcie smoka. Wyjąłem go do połowy z pochwy, ostrze lśniło delikatnym niebieskim blaskiem, a pod jelcem był krótki rząd run.

- Deithwen - przeczytałem

- co? - spytała młodsza z sióstr

- tak tu jest napisane – troszeczkę zdumiało mnie jej pytanie

- jak dotąd nikt nie potrafił przeczytać tych run – Arya była równie zaskoczona – dzięki Tobie poznaliśmy imię tego miecza, lecz teraz należy on do Ciebie. Kazano nam oddać go temu, kto te runy odczyta.

Wyglądała tak poważnie, że nie śmiałem odmówić. Tylko podziękowałem grzecznie i przewiesiłem miecz przez plecy. Gdy wychodziliśmy dodała, że podobno nie muszę go nosić przy sobie, a sam się pojawi na moje wezwanie.


W poniedziałek na budowie zamiast Nikity pojawiła się jej kuzynka mówiąc prosto z mostu:

- Nika powiedziała, że w sobotę Elfy cię odwiedziły

- bo to prawda. Wyprawili nawet dla mnie ucztę, bo przypadkiem uratowałem ich księżniczkę

- jak można kogoś przypadkiem uratować?

- przechodziłem obok łowców niewolników po tym jak złapali dwóch nowych, Poszedłem za nimi i potem uwolniłem wszystkich, a ona też tam była. To wszystko.

- a poważnie?

- jeśli mi nie wierzysz, przypomnij sobie minę Nikity kiedy tamta kobieta zdjęła kaptur i zapytaj się jej co ją tak zdziwiło.

- Czemu tak mówisz? - w jej tonie było słychać delikatne zdumienie

- Czemu tak trudno ludziom uwierzyć w ich istnienie? Czyżby przekonanie, że inkwizycja się ich pozbyła?- odpowiedziałem z irytacją w głosie. Nie odpowiedziała, tylko burknęła pod nosem coś czego nie zrozumiałem i poszła sobie.


Na odwet Drowów również nie trzeba było długo czekać. Wyczułem ich reiatsu w piątek, pod koniec przerwy śniadaniowej, kiedy ekipa kończyła kawę na dworze przekomarzając się z Nikitą i jej koleżanką. Rzuciłem krótkie „Zostańcie tu” tonem nie znoszącym sprzeciwu i ruszyłem w stronę trawnika przy garażach. Tam było sporo miejsca. Po drodze wypowiedziałem imię miecza, a tan natychmiast pojawił się na moich plecach. Nie musiałem długo czekać. Tuzin Drowów z katanami w ręku otoczył mnie w mgnieniu oka.

- Umrzesz dh'one. Złodzieju niewolników albo staniesz się jednym z nich. - powiedział ten naprzeciw mnie. Nie odpowiedziałem. Jedynie uśmiechnąłem się paskudnie dobywając broni z głośnym sykiem. Pierwszy zaatakował ten za moimi plecami. Szybkim ruchem odwróciłem miecz w dłoni kierując ostrze ku ziemi, jednym dużym krokiem znalazłem się przy napastniku wbijając miecz w jego serce. Nawet nie musiałem się odwracać. Mój ruch zaskoczył go tak że nie zdążył się zatrzymać, dopiero gdy klinga przebiła go na wylot. W tej samej chwili do ataku ruszył ten na mojej drugiej i dziesiątej. Cięli prawie jednocześnie, obaj z góry znad ramienia. Odparowałem jednym ruchem, a drugim rozciąłem im brzuchy. Z kolejnymi było podobnie. Wystarczył jeden blok lub unik i jeden cios by przeciwnik padł martwy. W końcu został tylko ten co mi groził na początku. Rzucił broń i chciał uciekać, ale nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Stojąc jak wryty powiedział znów po polsku płaczliwym głosem:

- litości Panie...

- gdzie się podział Twój honor Drowie? - odpowiedziałem w jego języku. Zrobiłem pełny obrót, lecz zamiast kopnąć go w ucho, złapałem kolanem za kark, przewracając w ten sposób na ziemię, lecz zanim jej dotknął nosem odciąłem mu głowę. Otarłem krew z ostrza o ubranie trupa. Jak tylko schowałem miecz, ten zniknął jakby czytał w moich myślach. Wróciłem na teren budowy. Już przy garażu jakiś obcy głos powiedział:

- Tuzin Drowów. Po półtora tysiąca za każdego to będzie 18000. minus podatek oczywiście.

- A pan jest? - obok mnie stał jakiś brunet w długiej szacie.

- Kwiatkowski. Departament magicznych stworzeń w Ministerstwie Magii – wyciągnął do mnie rękę.

- Feanil – odpowiedziałem podając mu dłoń

- Czy ma pan konto u Giringotta?

- nie

- nie szkodzi, założymy je dla pana. Mugolskie banki nie akceptują wpłat w Galeonach

- 18000 mówi pan

- minus podatek oczywiście. Mam zmodyfikować im pamięć?

- to nie będzie konieczne. Niedługo im przejdzie.

- w porządku. Oczywiście będzie musiał pan przyjechać do Ministerstwa dopełnić formalności

- oczywiście

- Do widzenia Państwu

- Do widzenia.

Czarodziej machnął różdzką, ciała zniknęły, a potem sam się teleportował. Jakby nigdy nic wróciłem do pracy. Po dłuższej chwili pozostali poszli za moim przykładem.

- czegoś nie rozumiem – usłyszałem głos Nikity po jakiś dziesięciu minutach

- czego mianowicie – spytałem spokojnie

- dopiero co ukatrupiłeś tych... tych typków, a zachowujesz się jakby nic się nie stało

- broniłem się – odpowiedziałem – oni przyszli po moją głowę. Miałem czekać aż ją sobie wezmą?

- nie, ale...

- Nika, nie ma ale. Powiedzmy że to była obrona konieczna dobrze?

Nie odpowiedziała. Tylko usiadła na paczce styropianu i wyjęła papierosa z paczki, którą tam wcześniej położyłem. Więcej już nie poruszaliśmy tego tematu.

komentarzy: 0Wtorek, 01 września 2009, 22:44

Tagi

Nie znaleziono tagów

Archiwum wpisów

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 4559 dni

Moich wejść na gram.pl: 388 (#4023)

Napisanych postów i komentarzy: 0 (#1920)

Napisanych recenzji: 0

Wpisów na blogu: 85 (#147)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 1 517 (#898)

Więcej o mnie

Krótko o mnie:...

Moje tagi:fantasy, fantasy i rpg, opowiadania, opowiastki

Urodziny:za 266 dni (14 lipca 1981)

Moje motto:nie ilość a jakość, nie szybko a dostojnie tajemniczo z klasą z wdziękiem i spokojnie

Obecny stan:

Posiadany sprzęt:PC

XFire

Ostatnie odwiedziny

Moje Avki

kreskowka.pl:

 

 Bleach legends pbf

Nie gram na BL już jakiś czas, ale avek może się jeszcze przydać:)

Onirisme:

 

Wyspa Chimera:

Po drugiej stronie krzywego zwierciadła:

 

 

 District 13:

 

Dystopia rpg:

 

 

 

 

 

 


 

 

 

Prywatne wiadomości

Zaloguj się by wysyłać wiadomości

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl