avatar

Feanil Użytkownik gram.pl (Obywatel) ja.gram.pl/Feanil

Mój blog (Maj 2009)

Rzym

Następnego dnia, po wyjściu ze szpitala, obudziłem się z zamiarem spełnienia prośby skrzydlatego. Z braku innego pomysłu, wziąłem orzech włoski. Nie szukałem konkretnego miejsca. Nogi same mnie zaprowadziły w pobliże bunkra za Tesco. Tam, jakieś trzy metry od wejścia, Motylkiem zrobiłem niewielką dziurę w ziemi. Zgodnie z obietnicą, cały czas myślałem o tym dziwnym gościu. Gdy orzech był już w ziemi, wróciłem od razu do domu. Na biurku, obok monitora, leżała kartka z krótką wiadomością. Kaligraficzne pismo w Starszej Mowie:


Dziękuję. Teraz kolej na mnie bym dotrzymał słowa. A tak między nami, w Rzymie jest bardzo ciekawe miejsce. Myślę, że powinieneś się tam udać.


Był tam opis, jak trafić w to „ciekawskie” miejsce, a zamiast podpisu był rysunek czarnego pióra. W danej chwili nie miałem ochoty tam jechać. Nie zauważyłem też, żadnych szczególnych zmian. Dopiero dy włączyłem Polsat. Zapędziłem się skacząc po kanałach i zatrzymałem na jakimś niemieckim programie. Nigdy dotąd nie uczyłem się tego języka, ale tym razem rozumiałem każde słowo wypowiadane przez bohaterów jakiegoś sitcomu. Zmieniłem kanał. Prognoza pogody po francusku. Potem był telesklep po włosku, reklamy po arabsku, wszędzie to samo. Rozumiałem każde słowo jakbym używał tych języków od urodzenia. Po południu przyszła Yennefer. Przetłumaczyłem jej wiadomość od skrzydlatego. Stwierdziła, że mogę wykorzystać to, że jestem jeszcze na L4. Zastanowiłem się nad tym przez chwilę, po czym wyjąłem komórkę. Zadzwoniłem do szefa. Powiedział, że chłopaki kończą budynek, wspólnota mieszkaniowa z następnego jeszcze nie załatwiła wszystkich formalności i może być znowu postój, bo innych zleceń nie ma. Powiedziałem mu, że jak mi się L4 skończy, to chciałbym jechać na kilka dni do Włoch. Był nawet zadowolony z tej wiadomości.

Do Rzymu pojechałem sam. Yennefer nie mogła wziąć urlopu, ponieważ dopiero dwa miesiące wcześniej dostała pracę. Wynająłem skromny pokoik w małym hotelu. Nawet się nie rozpakowywałem. Wychodząc wziąłem tylko cyfrówkę i latarkę. Skierowałem się nad rzekę. Tak jak było w wiadomości, w pobliżu starego mostu, zszedłem nad brzeg po kamiennych stopniach. Wejście do starej części kanałów było otwarte. Zgodnie z instrukcją, zatrzymałem się za pierwszym zakrętem w prawo. Podszedłem do uchwytu na pochodnię. Mimo swojego wieku, z łatwością go przekręciłem. Ściana obok cofnęła się troszeczkę z głośnym stuknięciem. Popchnąłem kamienne „drzwi” z całej siły. Za nimi były schody. Kiedy już uporałem się z zamknięciem wejścia, zszedłem na dół. Schody prowadziły do niewielkiego pomieszczenia, gdzie na fotelu, za dużym biurkiem, siedział kościotrup w habicie. Z jego piersi wystawał bełt, a na blacie przed nim leżał jakiś dokument. Było to jakieś oficjalne pismo o stwierdzające o zakończeniu działania tajnej grupy. Rozejrzałem się. Po mojej lewej były jakieś uchylone drzwi. Za nimi, w ogromnej komnacie, stało pełno regałów ze zwojami. Wziąłem jeden na chybił - trafił. Aż mi szczęka opadła. Był to raport mówiący o „likwidacji magicznych”. Wyszczególniono tam „3 Elfów Wysokich, pół tuzina krasnoludów i jednego niziołka”. Zacząłem przeglądać jeden pergamin, za drugim. Wszystkie były podobne. Część mówiła nawet o „topieniu diabelskich bękartów”. Byłem tak zaczytany, że aż podskoczyłem gdy w swojej głowie usłyszałem głos skrzydlatego mówiący:

- a nie mówiłem?

- co to wszystko znaczy?

- to, co przeczytałeś. Te raporty nie były nawet szyfrowane.

- ale, krasnoludy, elfy?

- dziwi cię to? Przecież tyle razy o nich czytałeś. Czyżbyś wierzył, że te istoty wymyślono?

- tak mi się zdawało...

- więc na pewno to cię zainteresuje. - Gdzieś dalej pergamin spadł na posadzkę. Czytając, usiadłem z wrażenia:


Napotkany wiedźmin imieniem Coen odmówił swego udziału w polowaniu na nieludzi. Zastrzelon został pół tuzinem strzał w tym samym czasie puszczonych...


- w... wiedźmin?! - nie wierzyłem własnym oczom

- owszem wiedźmin.

- więc Sapkowski...

- Sapkowski zna jedynie stare podania i legendy, w których się o nich wspomina. Znalazł kilka pieśni jakiegoś barda o wiedźminie imieniem Geralt i tyle. Większość przez niego opisanych zdarzeń to bujda na resorach. Ale ta jego Yennefer naprawdę była piękną kobietą.

- co się z nimi stało?

- nie znajdziesz tu tego, a ja nie mam ochoty na opowiadanie. Wiedz tylko, że pod koniec życia on hodował konie, daleko stąd, a ona bawiła się w znachorkę.

- po co kazałeś mi przyjechać do tego archiwum?

- żebyś się nie zdziwił, jak kiedyś spotkasz kolesia rodem z „Harrego Pottera”

- że co?

- Autorki babka była chałaczką. Jak była mała, nasłuchała się opowieści o Pokątnej, ministerstwie i innych miejscach i czarodziejach. Mimo, że postacie i zdarzenia są fikcyjne, to świat jest jak najbardziej prawdziwy. Nawet nazw nie zmieniała.

- Boże złoty... Ale jak im się udało to ukryć? - spytałem rozglądając się po komnacie

- nie musieli.

- nie żartuj sobie - parsknąłem

- nie żartuję. Na początku były pogrom w miastach. Istna rzeź, inkwizycja płaciła za każdego zabitego nieludzia

- inkwizycja?!

- a myślałeś, że kto, Belzebub? Oczywiście, że oni. Jak już miasta wyczyścili, to zaczęli nieludzi nazywać „magicznymi”.

- a stąd do magów już blisko

- właśnie. Tam na końcu komnaty są raporty z tych „czystek”

- nie dzięki. Może nie teraz. To w takim razie skąd się wzięło ministerstwo magii?

- normalnie dogadali się.

- zaraz, w „Potterze” nie ma nic o elfach i krasnoludach...

- przeczytaj sobie to – na ziemię spadł kolejny pergamin


...Ludzie z okolicznych wiosek gadają, że magiczni już jakiś czas temu do lasów albo w góry pouciekali. Czasem, który wspomni o miejscu zwanym Podmrok, ale nikt nie potrafi wskazać gdzie to być może...


- Podmrok...

- Drowy, Orki i inne takie. W każdym razie nie są zbyt uprzejmi

- wystarczy na dzisiaj – powiedziałem kierując się do wyjścia

- co zamierzasz?

- na zakupy idę.

Mój rozmówca na to już nie odpowiedział. Kupiłem kilka zapasowych kompletów baterii i trzy dodatkowe karty pamięci 8GB. Większych nie było. Ze sklepu wróciłem od razu do hotelu. Musiałem odpocząć.

Przez następnych kilka dni wstawałem o świcie i cały dzień siedziałem w archiwum. Póki nie zapełniłem zdjęciami zgromadzonych tam dokumentów wszystkich kart. Na laptopie wybrałem potem zestaw idealny na płytę CD. Były też tam zdjęcia wnętrza archiwum. Wypaliłem dwie kopie „zestawu”, po czym włożyłem je do zaadresowanych kopert. Na wydziały historii uniwerku w Oxfordzie i Jagielońskiego. Wrzuciłem je do skrzynki na lotnisku. Z jednej strony byłem ciekaw, co się stanie, z drugiej jednak niewiele mnie to obchodziło.

 

komentarzy: 0Poniedziałek, 25 maja 2009, 16:23

...

Miałem napisać jakieś zakończenie tej całej historii, ale nie potrafię ostatnio wymyślić nic sensownego. Wymyśliłem więc sobie, że będzie nim ostatni wpis. Jakoś tak co innego mi przyszło do głowy. Inna Historia.

 

1.

 

Wszystko zaczęło się jakiś rok temu. Byłem zwykłym facetem, jakich wielu wśród szarych blokowisk. To było pod koniec sierpnia. Późnym wieczorem, gdy wracałem do domu, po kolejnej randce z dziewczyną. Tak się niefortunnie złożyło, że uciekł mi bezpośredni autobus i musiałem jechać następnym. Ale z tego pojazdu trzeba było wyjść wcześniej i jeszcze dziesięć minut spacerkiem. Obok zamkniętej już knajpki, naprzeciw „Plazy” stało jakiś trzech gostków. Zamierzałem, jak zwykle minąć ich bez słowa, patrząc cały czas przed siebie, jakby ich tam nie było. Niestety, jeden z nich zapytał o drobne. Wyjąłem portfel i chciałem wysypać na dłoń monety, jakie tam były. Nie zdążyłem. Jedno silne uderzenie w nos zwaliło mnie z nóg. Jakby tego było mało, zaczęło się kopanie. Nawet nie wiem kiedy straciłem przytomność. Ale ta właśnie chwila była jedyną przyjemną z całego zajścia. Miałem wtedy sen, jeżeli coś takiego można nazwać snem.


Leżałem nie na brudnym chodniku, a na trawie pachnącej poranną rosą. Powoli otworzyłem oczy. Byłem w cieniu jakiegoś dużego drzewa. Podniosłem się na łokciach. Trawa rosła tylko pod samym drzewem, stojącym pośrodku okrągłego zagłębienia, jakby w dawno wyschniętym jeziorze. Ale „brzeg” zataczał zbyt idealny krąg jak na jezioro. Dokładnie za moimi stopami kończyła się trawa rosnąca wokół tego samotnego drzewa. Dalej była spalona ziemia i zwęglone resztki innych drzew. Ten ponury krajobraz kończył się wraz z „kotlinką”. Dalej był gęsty, zielony las. Dopiero po chwili dostrzegłem faceta siedzącego na jednym ze spalonych pni po mojej prawej stronie. Wyglądał na zwykłego trzydziestolatka, ale z pewnością nim nie był. Miał czarne włosy i takież skrzydła. Tak skrzydła. I to był chyba najczarniejszy kolor jaki widziałem. Jakby tego było mało, za jego plecami poruszało się coś, co wyglądało jak szczurzy ogon. Tyle, że „tańczył” za właścicielem jak u kota.

- Z twoimi oczami wszystko w porządku. Ja naprawdę mam ogon. - Głos miał bardzo przyjemny. Wtedy spojrzałem mu w oczy. Równie czarne jak włosy, wyglądał jakby źrenic nie miał. W tych oczach, nie mam pojęcia jak, dostrzegłem niezwykłą czujność i spryt. Nie bardzo wiedząc co powiedzieć wypaliłem:

- Kim jesteś? Gdzie my jesteśmy?

- czy to takie ważne? Powiedzmy więc, że jestem kimś, kto chce ci pomóc a znajdujemy się w jednym z moich ulubionych miejsc.

- pomóc?

- Wiesz, tam gdzie byłeś nie wyglądałeś za dobrze... - widząc moją ni to zdziwioną, ni przestraszoną minę dodał po chwili – spokojnie. Nie umarłeś. Jesteśmy w Twoim umyśle. To coś w rodzaju... telepatii, chyba tak się to u was nazywa. Możesz być spokojny, właśnie wiozą Cię do szpitala.

- Ale...

- powiedzmy, że przy okazji tej rozmowy nauczę Cię paru rzeczy i pomogę odnaleźć drzemiącą w Tobie siłę.

- nauczysz, czego?

- na przykład języków. Chyba już zauważyłeś, że po polsku nie rozmawiamy.

- dziwne, ale jak o tym wspomniałeś... czuję się jakbym znał ten język od zawsze, choć nawet nie wiem co to za jaki...

- Starsza Mowa. Tak ta sama. Dawno zapomniana przez ludzi w Twoim świecie. Notabene, to mój ulubiony dialekt.

- pozostaje jeszcze kwestia zapłaty – uśmiechnąłem się. Mój bezimienny rozmówca odwdzięczył się niewinnym uśmiechem:

- Nic za darmo, co? Otóż nie chcę niczego wielkiego. Tylko mam jedną maleńką prośbę. Chodzi o drzewo. Mniejsza o to jakie. Bardzo lubię drzewa. Może to ci się wydać dziwne, ale proszę tylko o zasadzenie jednego drzewa, w dowolnym miejscu. I abyś zrobił to myśląc o mnie, innymi słowy, oddał je pod moją opiekę. 

- jakiekolwiek drzewo?

- w jakimkolwiek miejscu. Tak. Tylko tyle.

- dziwne życzenie...

- wolisz żebym twojej duszy zażądał? A po co mi ona? Nie jestem diabłem, czy innym demonem, albo potworem. Tylko jedno drzewo.

- niech będzie. Ale...

- Więc postanowione. - czarnowłosy wstał i wyprostował skrzydła, jakby zamierzał odlecieć. Chcąc go zatrzymać, powiedziałem:

- chwila, a co z Twoją częścią umowy?

Roześmiał się. Śmiał się dłuższą chwilę, a gdy się uspokoił, odparł:

- to już załatwione. Wkrótce sam się przekonasz.

Wzbił się w powietrze jednym uderzeniem skrzydeł. Po chwili obraz przed oczami zaczął się rozmazywać, zastępowany przez ciemność i jakieś dwa głosy. Znałem te głosy, choć rozmawiali szeptem. Wtedy też w nozdrza uderzył typowy szpitalny zapach.


Otworzyłem oczy uśmiechając się. Obok siedziała moja dziewczyna, o moim zdaniem, najpiękniejszym imieniu jakie kiedykolwiek wymyślono.

- Yenna, co ty tu robisz?

- Yennefer przybiegła jak tylko usłyszała co się stało. - odpowiedział mój młodszy brat. W odpowiedzi na moje „zabójcze” spojrzenie burkną tylko, że pójdzie po rodziców i już go nie było. Żadne z nas nie przerywało ciszy jaka nastała. Tylko patrzyliśmy sobie w oczy. Jednak szybko nam przeszkodzono. Zbyt szybko. Rodzice weszli do sali z policjantem. Ten, gdy już spełnił obowiązek służbowy, od razu wyszedł, życząc szybkiego powrotu do zdrowia. Jak się później okazało, był on rzeczywiście szybki. Lekarze byli zdumieni. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby żebra zrosły się równie szybko i to tak, że po kontuzji nie było śladu. Ale o swoim śnie opowiedziałem tylko jednej osobie. Którą zobaczyłem jako pierwszą po przebudzeniu.

 

komentarzy: 0Sobota, 23 maja 2009, 17:35

Tagi

Nie znaleziono tagów

Archiwum wpisów

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 4495 dni

Moich wejść na gram.pl: 388 (#4027)

Napisanych postów i komentarzy: 0 (#1920)

Napisanych recenzji: 0

Wpisów na blogu: 85 (#147)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 1 403 (#940)

Więcej o mnie

Krótko o mnie:...

Moje tagi:fantasy, fantasy i rpg, opowiadania, opowiastki

Urodziny:za 330 dni (14 lipca 1981)

Moje motto:nie ilość a jakość, nie szybko a dostojnie tajemniczo z klasą z wdziękiem i spokojnie

Obecny stan:

Posiadany sprzęt:PC

XFire

Ostatnie odwiedziny

Moje Avki

kreskowka.pl:

 

 Bleach legends pbf

Nie gram na BL już jakiś czas, ale avek może się jeszcze przydać:)

Onirisme:

 

Wyspa Chimera:

Po drugiej stronie krzywego zwierciadła:

 

 

 District 13:

 

Dystopia rpg:

 

 

 

 

 

 


 

 

 

Prywatne wiadomości

Zaloguj się by wysyłać wiadomości

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl