avatar

Feanil Użytkownik gram.pl (Obywatel) ja.gram.pl/Feanil

Mój blog (Wrzesień 2008)

* * *

Następnego ranka nie zeszła na śniadanie, więc przyniesiono je do jej komnaty. Zaraz po posiłku wyszła bez słowa. Chodziła po mieście kilka godzin nie zważając na kierunek i innych przechodniów. Nie zauważyła, że wszyscy schodzą jej z drogi widząc znak Widma na rękawie. Zatrzymała się przy płocie ogradzającym spory teren na końcu miasta. Parę metrów od niej była brama. Za nią po obu stronach szerokiej alejki rosły dęby. Droga ta prowadziła do białego budynku, który przypominał Meg stary dworek szlachecki. W pobliżu nie było nikogo prócz kilki pasących się pegazów. Przyglądała się im przez dłuższą chwilę, co pomogło odpędzić ponure myśli. Spojrzała na zegarek. Była już pierwsza po południu. Przypomniała sobie, że zwykle o tej porze na Nimost podają obiad i w tym samym momencie jej żołądek zawył przeraźliwie. Ruszyła więc wolnym krokiem z powrotem do apartamentów Rady. W jadalni był już tylko Feanil

- jak spacer? - spytał

- w porządku, dzięki

- chłopcy poszli odwiedzić Rudego

- chyba też pójdę – odwróciła się by wyjść

- najpierw zjedz

- nie jes... - głośny ryk pustego brzucha przerwał jej w pół słowa

- jesteś. Siadaj – stała nadal w drzwiach, więc dodał – to rozkaz.

Kiedy zajęła miejsce, książę odprawił służbę jednym gestem i sam jej usługiwał. Gdy odłożyła sztućce spytała:

- Też przez to przechodziłeś?

- tak. Tak jak większość dowódców niestety.

- niech zgadnę pierwszy raz jest najgorszy...

- nie. Za każdym razem jest podobnie, a wy mieliście dużo szczęścia

- szczęścia? - popatrzyła na Feanila ze zdziwieniem

- nikt nie zginął – spojrzał jej w oczy – a gsybyś się przesunęła gdy Fankao strzelał do Mariel?

- nie czułabym się teraz tak paskudnie – spuściła głowę

- a jak oni by się wtedy czuli? Pomyślałaś o tym?

- nie – na jej policzku zalśniła łza – cały dzień myślałam, co zrobiła nie tak, że...

- i jaki wniosek?

- nie wiem – łzy kapały na pusty talerz

- właśnie, bo wszystko zostało dobrze zaplanowane – przytulił ją do siebie – to nie ty jesteś winna, a ci co zrobili naszym przyjaciołom krzywdę

- ale...

- nie ma ale. To wszystko. I wiesz co? Ja tam nawet się cieszę

- cieszysz – odsunęła się gwałtownie – niby z czego?!

- a z tego, że Mariel i jej banda już nikogo nie skrzywdzą.

- a... aha... ale... - zawahała się

- co będzie dalej? Niestety istot podobnych do nich jest znacznie więcej

- więc nie dasz nam spokoju – uśmiechnęła się przez łzy

- dopiero jak troszkę odpoczniecie, pozostałe drużyny już wyruszyły.

- gdzie?

- szukają kamieni, które miała Mariel i Czarnego Ogona

- zanim ktoś inny je znajdzie – otarła ostatnie łzy rękawem

- właśnie, a teraz zmykaj, Rudy pewnie nie może sie na ciebie doczekać

- to ja już pójdę - dziewczyna zarumieniła się.

 

Gdy tylko weszła na ostatnie piętro szpitala wiedziała gdzie szukać swojej drużyny. Wystarczyło iść w kierunku największego hałasu. Gdy tylko otwarła drzwi, ktoś krzyknął: - Baczność!!

- Spocznij – odpowiedziała natychmiast – co was napadło?

Zbliżyła się do łóżka na którymi siedzieli ranni przyjaciele. Zmierzwiła Toudiemu włosy wystające znad bandaża i pocałowała policzek Rudego. Na ten widok w sali zrobiło się okropnie cicho. Ale ona nawet się nie zarumieniła, tylko powiedziała: - co tu tak cicho, jakby Pieczęć pękła?

- No, bo... - Yoshi drapał się po głowie szukając słów

- co u Grace?

- wyruszyli z samego rana – Mózg gapił się w okno

- Siostra też – Wojtek uprzedził pytanie – całe Widmo szuka tych kamieni

- a wy macie odpoczywać – Kapitan wyczuła nutę smutku w jego głosie – to jest rozkaz Feanila.

- Łatwo powiedzieć... - Toudi wpatrywał się w swoje stopy

- mnie też dobija to czekanie – Meg patrzyła na chmury

- ale rozkaz to rozkaz – wszyscy odwrócili się jak na komendę, do pokoju wszedł Naresul – co tu nagle tak ucichło?

- też zastanawiam się kto tak hałasował i dlaczego – obok niego stała Sullos

- próbowaliśmy namówić Rudego, żeby rękę pokazał... - Yoshi jakby odżył dzięki zmianie tematu

- ale ja wszystko popsułam, a co u ciebie?

- w porządku, dzięki Erykowi – elfka uśmiechnęła się

- zaraz, czy ty przypadkiem nie masz tego samego imienia co księżniczka? - Toudi partrzył na nią z zaciekawieniem

- owszem – odpowiedziała nadal się uśmiechając – ale ona jest księżną Rhoss Tawar, Panią Łuczników, u was imiona się nie powtarzają?

- ale ty jesteś właśnie łucznikiem...

- Nie mylono nas ze sobą. Jeśli o to ci chodzi – jej ton znacznie spoważniał – zresztą to nie u niej się szkoliłam, a w lasach daleko stąd.

- to jak Rudy, pokażesz rękę? - Naresul wiedział kiedy temat zmienić

- nie, lepiej nie... - kolor twarzy zrobił się strasznie podobny do jego włosów.

Wszyscy po kolei i jeden przez drugiego próbowali go do tego namówić, jednak wciąż bezskutecznie. Tylko Meg stała z boku i przyglądała się całej scenie. Trwało to już dobrą godzinę gdy w końcu podeszła do łóżka, usiadła obok niego i powiedziała cicho, a mimo to wszyscy słyszeli: - pokaż im, wątpię żeby się śmiali, raczej wręcz przeciwnie, a przynajmniej dadzą ci spokój. Dopiero wtedy posłuchał. Rozpiął koszulę i zdjął ją z prawego ramienia. W sali zrobiło się strasznie cicho. Wyglądało to jakby ktoś przyszył Rudemu do ramienia rączkę niemowlaka, tyle że pokrytą czerwoną łuską. Wszyscy po kolei coś sobie nagle przypominali, próbowali go pocieszyć i wychodzili. Został sam na sam z Meg. Nic nie mówiąc pomogła mu spowrotem się ubrać. A kiedy spojrzał w jej zielone oczy. Była tak blisko... chciał odwrócić głowę, ale powstrzymała go trzymając dwoma palcami za brodę. Przechyliła lekko głowę i przymknęła oczy. Zawahał się przez ułamek sekundy, ale w końcu zrobił o co prosiła bez słów, to o czym marzył od dawna. Oboje odpłynęli w długim pocałunku. A potem spytał nieśmiało: - dlaczego?

- już dawno chciałam to zrobić, ale tak jakoś...

- brakło odwagi... wiem coś o tym... ale jesteś pewna, że...

- twoja ręka uświadomiła mi jaka głupia byłam zwlekając, przecież...

- to nie musiało mi się przydarzyć, to mógł być każdy...

- i chyba wtedy też TO by się stało... ale chłopaki...

- będą kręcić nosami jakiś czas, a potem im przejdzie...

- jak sobie kogoś znajdą, Mózg już ma, a ja...

- nie widziałaś, byłaś zajęta, miałaś ważniejsze sprawy na głowie, to nie twoja wina...

- tyle się wydarzyło od tamtego czasu...

- jakby to było wczoraj, ale z drugiej strony gdyby mi ktoś wcześniej powiedział, że Ukuk-hai mogą się na Wolce pojawić...

- wyśmialibyśmy go, a jednak byli tam...

- twoja pierwsza walka, nie zapomnę jej...

- ani ja...

- późno już...

- to nic, posuń się trochę... - gdy zrobił jak prosiła, położyła się obok i przytuliła do niego. Oczy same jej się zamknęły. On wkrótce również zasnął. Zaraz po zachodzie słońca.

komentarzy: 0Poniedziałek, 29 września 2008, 21:29

misja

zgodnie z prośbą zwiadu ustawili portal pół kilometra wgłąb lasu od Pieczęci. Postanowili przemieszczać się w koronach drzew. Wbrew oczekiwaniom Fankao był spokojny i skupiony. To młoda Elora marudziła od początku wyprawy. Po jakiś stu metrach jej dowódca nie wytrzymał. Złapał ją za kołnierz i rozpędem przycisnął ją plecami do pnia. Mówił wyraźnie choć przez zaciśnięte zęby:

- zamknij się wreszcie od jasnej cholery, możesz wszystko zepsuć

- ale...

- to ma być zasadzka, a dzięki tobie idiotko cały las wie o naszej obecności uspokój się wreszcie

- moje włosy...

- mam gdzieś twoje włosy, strój i wszystko inne. Morda w kubeł albo złożę szczegółowy raport twojej siostrze. Tym razem na myciu garów się nie skończy

- nie zrobisz tego...

- właśnie że zrobię, nie chcemy zginąć przez twoją głupotę, więc się zamknij 

Po tych słowach puścił ją i odskoczył na kilka drzew dalej. Dziewczyna miała łzy w oczach, ale nie powiedziała już ani słowa.

Przy pieczęci czekał Marek. Meg sama do niego podeszła.

- nie ma ich w promieniu sześciu kilometrów, to pewne.

- też się cieszę ze cię widzę, jak postępy?

- reszta zamyka krąg zewnętrzny, muszą tylko uzbroić pułapki

- dzięki, tu są nowe komunikatory – podała Algaur niewielką skrzynkę – mają nowe zabezpieczenia magiczne.

- dobra – szeptem dodał - powodzenia

- nam wszystkim się przyda – Meg poprawiła słuchawkę – wszyscy na stanowiska, mogą się zjawić w każdej chwili.

Sama również wycofała się do linii drzew. Zanim sama zmieniła kanał powiedziała: - Fankao przejdź na prywatny

- Słucham – głos w słuchawce był cichy, ale wyraźny

- nie byłeś dla niej troszeczkę za ostry?

- już raz o mały włos przez to jej marudzenie nie zginąłem, nie mam ochoty na powtórkę

- ona płakała...

- w przeciwieństwie do niej, wykorzystuję to że brat jest księciem do zbierania informacji

- i ?

- wiem, że Mariel załatwiła trzy oddziały Widma, tu nie ma miejsca na błędy

- co sugerujesz?

- gdy Elora jest zdenerwowana to ich nie popełnia, żeby wszystkim udowodnić, że jest dobra w tym co robi

- rozumiem, ale...

- posłuchaj, wiem co należy zrobić by mój oddział niczego nie zawalił, a to była jedna z tych rzeczy, więc proszę nie mów mi jak mam postępować z podwładnymi

- nie chciałam się wtrącać tylko...

- nic jej nie będzie, a dzięki temu Ciri też będzie się pilnować. Zresztą masz swoje problemy 

- co masz na myśli?

- mądrala zakochany w rannej półsmoczycy i ten półsmok, ejgo siostra też została ranna

- nie rozumiem...

- to może mieć wpływ na ich zachowanie... zwłaszcza że półsmok się w tobie buja

- ale... co... skąd to wiesz niby?

- to widać, przynajmniej jak się z boku patrzy

- zresztą co ci do tego?

- nic, mam tylko nadzieję że to nie będzie im przeszkadzać w misji

- o to możesz być spokojny.

- fajnie, bez odbioru

w lesie zapadła cisza. Nic się nie działo, aż do północy. Meldunek o niskiej postaci w płaszczu z kapturem. Dała rozkaz obserwacji, żadnych działań. Postać ostrożnie zbliżyła się do Pieczęci, rozejrzał się dokoła. To był goblin. Jeden z drużyny Mariel. Przyjrzał się dokładnie kamiennej płycie, po czym cofnął się. Jakieś dziesięć metrów za linią pułapek sięgnął do kieszeni i zaraz potem zniknął. -Świstoklik - usłyszeli w słuchawkach głos Marka. - jaki jest plan?

- użyjemy Pieczęci jako przynęty.

- w porządku

- zgłaszać się co godzinę i proszę bez zbędnych rozmów przez radio.

Gdy ostatni z „myśliwych” sie zgłosili zapadła typowa leśna cisza. Tej nocy, ani następnego dnia nic się nie wydarzyło. Dopiero po zmroku drugiego dnia wyostrzone zmysły Łowcy powiedziały jej, że w pobliżu miejsca, gdzie zniknął goblin otwarto portal. Jako pierwszy na polanę wszedł elf z kataną przewieszoną przez plecy. Zaraz za nim był Dorw z łukiem gotowym do strzału. Potem goblin i krasnolud. Kobieta była ostatnia.

- najpierw łucznicy – Meg szepnęła do słuchawki.

Cztery strzał i dwa bełty wystrzeliły prawie jednocześnie. Drow i Goblin padli martwi. Jeden z bełtów miast wroga, trafił w strzałę zmieniając jej kierunek, tak że przebiła bark krasnoluda. Pozostałe dwa pociski chybiły. 

Ale Camlann już byli na ziemi. Toudi wystrzelił cały magazynek w pierś krasnoluda nim ten zdążył podbiec na odległość ciosu. Mariel ustawiła magiczne tarcze wokół siebie i miotała zaklęciami w atakujących. Meg starła się z Elfem. Początkowo odpierała jedynie jego ciosy, chcąc poznać taktykę przeciwnika. Ten zaś nie dawał jej chwili wytchnienia. Ruchy jego miecza były szybkie i bardzo precyzyjne. Lecz potknął się o kamień i wypadł z rytmu. Meg uśmiechnęła się, Gullos zawahał. Wyprowadziła cios po łuku z prawej. Odparował, a ona rozpędem uderzyła z drugiej strony z obrotu. Znów odparował, tym razem wyprowadziła cios z góry. Zdołał jedynie oddalić nieznacznie jej ostrze, które zatrzymało się na wysokości jego serca. Przebiła je szybkim wypadem naprzód. Elf opadł na kolana ze zdumieniem na twarzy. Gdy się odwróciła wezbrała w niej złość. Rudy leżał na ziemi trzymają się za ramię i mrucząc cos pod nosem w Starszej Mowie. Toudi był nieprzytomny, przynajmniej miała taką nadzieję. Mózg walczył magią z Mariel. Pozostali zmagali się z Drowami i Orkami, dotychczas zamkniętymi za pieczęcią. Nagle poczuła ból nie wiadomo skąd. Bolało ją wszystko, jakby gorącym żelazem przypiekano każdą część jej ciała. Ból zniknął tak nagle jak się pojawił. Odbezpieczyła kuszę. Energetyczny bełt rozbił jedną z tarcz Jednookiej. Mózg natychmiast wykorzystał to wypowiadają zaklęcie promienia lodu. Mariel sparowała ognistym dotknięciem. Mrugnięcie oka później strzała pokryta czerwoną energią przebiła oba jej nadgarstki, minęła Mego zaledwie o dwa cale i wbiła się w ziemię jakieś sześć metrów dalej. To był Fankao. Czarodziejka zaczęła inklinację do zaklęcia bez gestów. Nie skończyła jej. Zanim zdążyła wypowiedzieć ostatnie słowo kunai wbił się głęboko w jej krtań. Meg opadła na ziemię. Podszedł do niej Tomek z Kamieniem Pieczęci w ręce i włożył go w jej dłoń. Wyprostował się i powiedział:

- Czterech ze zwiadu rannych, trzech od strzał drowów i kapitan Marek od orkowego miecza. W oddziałach łuczników żadnych strat, jedyne Elora została ogłuszona, drugi oddział Widma bez strat, udzielają pomocy pozostałym. W pani oddziale Toudi został lekko ranny w głowę, stracił przytomność, ale to nic poważnego, reszta jest cała tylko Rudy... - zawahał się

- Wyduś to z siebie – nawet nie podniosła wzroku

- Stracił rękę

- dzięki – zerwała się na równe nogi i podbiegła do leżącego przyjaciela. Czarnowłosy półsmok będący przy nim odezwał się cicho: - nic mu nie będzie

- co? - spojrzała na niego jak na szalonego

- zanim stracił przytomność sam zasklepił ranę zaklęciem, a ręka mu odrośnie

- Tak to już z nami jest – podeszła do nich dziewczyna o niebieskich włosach – tylko głowa i serce nam nie odrasta

- Tak, wiem. Ale ta nowa ręka... będzie czerwona

- owszem, tak czerwona jak jego włosy, bo pokryta łuską

- i w tym tkwi problem... wracajmy – tylko pozostałych członków jej drużyny nie zdziwiły te słowa, ale ona miała to gdzieś. Bez słowa przeszła przez dopiero co otwarty portal. Oprócz nieprzytomnych ktoś podniósł też ciało czarodziejki. Feanil czekał wraz z grupą medyków przed Domem Rady. Zdając ustny raport Meg czuła jakby ktoś inny mówił za nią. Gdy skończyła, książę przemówił tym swoim ciepłym głosem:

- Dobra robota. Jesteście wolni... Meg – miała właśnie odejść gdy ją zawołał cicho – wy zostańcie.

Razem z nim trójka przyjaciół czekała, aż wszyscy się rozejdą. Dopiero wtedy kapitan spytała:

- mogę wiedzieć po co nas zatrzymujesz?

- żeby wam zaproponować skorzystanie z mojego apartamentu w Domu Rady

- a po co niby? - wiedziała, że jest nie grzeczna, ale w tej chwili było jej wszystko jedno

- bo stąd jest bliżej do szpitala, a chłopaki tam trochę czasu spędzą.

Wtedy stało się coś nieoczekiwanego, przynajmniej dla reszty drużyny. Meg podeszła do Feanila, zawiesiła ręce na jego ramionach i... rozpłakała się. A no przegonił chłopaków wzrokiem do pałacu i przytulił ją do siebie. Stali tak dłuższą chwilę nic nie mówiąc. Gdy dziewczyna przestała płakać, powiedział tylko: - to jest właśnie ta nie przyjemna strona bycia dowódcą – i zaprowadził ją do pałacu.

komentarzy: 0Poniedziałek, 22 września 2008, 19:43

odprawa

  Piątka przyjaciół siedziała w pokoju na piętrze podupadłej kamienicy. Nikt na nikogo nie patrzył. Nikt nic nie mówił. Od odlotu ptaka. Jastrząb Feanila. Przyniósł krótki list:

Ósma pieczęć zerwana przedwcześnie. Wasza jest ostatnia. Ruszacie najszybciej jak to możliwe z dwoma dodatkowymi oddziałami. To nie podlega dyskusji. Bądźcie czujni.

                                                                                 F.

Meg dusiła w sobie złość. Wiedziała, że dowódca nie dawał by im wsparcia, gdyby nie było to konieczne. Zaledwie półtora miesiąca temu pękła siódma pieczęć, a teraz udało się im otworzyć kolejną. Z zamyślenia wyrwał ją cichy, jakby pocieszający głos Rudego:

- Tym razem ominie nas rozdanie świadectw.

- co? - Mózg spojrzał na niego jak na wariata – i to cię kurna martwi?

- Mózg daj spokój – Toudi odwrócił się od okna

- porąbało was chłopaki?

- wyluzuj stary – Yoshi przewrócił stronę czytanej mangi

- no rzesz ku...

- Mózg uspokój sie – Meg nie odrywała wzroku d pergaminu – to nic nie da

- Co nic nie da? @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } -->

- a co mamy zrobić twoim zdaniem – Toudiemu głos sie trząsł – płakać?

- gadacie o pierdołach gdy...

- gdy co? - Rudy zacisnął pięści na oparciach zniszczonego przez czas fotela – to moja siostra była kilka tygodni w szpitalu, trzeci oddział też pewnie nie wyszedł z tego cało i dają nam wsparcie. Możliwe że trzeba będzie samemu pieczęć zerwać, choć nie mamy pojęcia jak to zrobić. A może dopiero teraz dotarło do ciebie co ryzykujesz?

- wszyscy od początku znamy ryzyko, ale.. trzeci?

- oni mieli „ósemkę”

- nie możliwe... - Mózg opadł ciężko na kanapę – nie może być

- nic jej nie będzie – pozostali spojrzeli na Meg jakby pierwszy raz ją widzieli - no co? Nie mówcie, że nic nie wiecie?

- o czym?

- nie o czym, a o kim palancie – Mózg nada nie podnosił głowy

- nadal nie rozumiem – Yoshi zamknął komiks

- o panią porucznik trzeciego oddziału chodzi, ona mu się podoba

- zaraz, zaraz, ta zielonym warkoczem?

- Ta sama – wypytywany uśmiechnął się mimo woli – Grace, włada dwoma krótkimi mieczami. Jest cudowna...

- nie chce wam przerywać – Toudi odszedł od okna – ale musimy się zbierać. Kazał nam ruszać natychmiast.

- niestety masz rację – dziewczyna podeszła do drzwi – trzeba się przygotować. Spotkamy się za godzinę przy...

- przed twoim domem – Rudy założył ciemne okulary – tam wszyscy mamy blisko

 

Przechodnie oglądali się za piątką uzbrojonych nastolatków w szarych mundurach, ale oni nie zwracali na to uwagi. Szybkim krokiem przeszli przez miasto, skręcili pod jakiś wiadukt, gdzie Mózg otworzył portal na Nimost. Już mieli wejść na piętro, gdy Rodrigo podbiegł mówiąc, że książę jest w Pałacu Rady. Zawrócili więc do stajni. Wierzchowce od razu ich rozpoznały. Lecieli w zwartym szyku. Przez całą drogę nie padło nawet jedno słowo. Przed @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } --> gabinetem czekały na nich Elora i Grace.

- nie ma go tu - Zielonowłosa podeszła do Krzyśka i pocałowała go

- jest na zebraniu Rady – Elora przytuliła brata

- mamy czekać? – Meg jeszcze sprawdzała kuszę

- nie – Grace popatrzyła na nią badawczo – kazał wam przyjść jak tylko się zjawicie

- pilnuj jej – kapitan 2 oddziału szepnęła bratu do ucha

- nic mi nie będzie – Mózg patrzył na bandaż na ramieniu ukochanej – a przynajmniej wiemy gdzie jest Czarny Ogon

- pośpieszcie się.

 

Pilnujący wejścia do okrągłej komnaty obrad otworzyli przed nimi drzwi jak tylko ich zauważyli. Camlann ustawili się w pięciokąt tyłem do środka sali. Po krótkim powitaniu przemówił książę Nanroch:

- Rada zastanawia się czy nie zawiesić was w obowiązkach, ze względu na ryzyko, ale najpierw chcemy poznać wasze zdanie.

- Panie, - Meg skłoniła się krotko – jestem Łowcą, urodziłam się by walczyć z Chaosem i nie cofnę się.

- A twoi przyjaciele? - Lothwen wyglądał na zmartwioną

- Pani – Rudy schował okulary do kieszeni – zwą nas Camlann i tacy właśnie jesteśmy, dzięki temu tutaj być możemy

- czeka was trudna misja – Namiestnik potarł dłonią brodę

- prosimy jeno by naszej drużyny nie rozbijać i działać pozwolić – Mózg patrzył mu w oczy

- a jeżeli przydzielimy wam wsparcie? - Doppler uśmiechał się przyjaźnie

- o takich prosim – Toudi odwzajemnił uśmiech – co pod komendą pani kapitan działać się zgodzą. Smok w ludzkiej postaci zaśmiał się głośno, po czym rzekł: - więc moją córkę możemy wykluczyć

- pozostaje jeszcze trzeci oddział widma

- ja przydzielam wam moich sześciu najlepszych łuczników

- drużyny Elexy i Fankao? Sullos jesteś pewna? - Feanil był zaskoczony nie mniej niż reszta

- Fankao jest troszeczkę narwany, ale Meg powinna sobie z nim poradzić. Gdy trzeba jest świetnym snajperem, a Elexy nie trzeba nikomu przedstawiać

- Dzięki Ci Pani -Meg skłoniła się przed nią

- Moich sześciu zwiadowców do kompletu powinno wystarczyć

- jak chcesz Garesul, choć te twoje wilki...

- Mogą nam życie uratować – Yoshi złożył ukłon – dzięki Panie

- czyli postanowione – Kuhim z wyspy Iaur Taur klasnął w ręce – wyruszacie o zmroku, do tego czasu jesteście wolni.

- Proszę jedynie Radę o możliwość jak najszybszego spotkania z pozostałymi drużynami.

- dobrze kapitanie Feniks, zostaniecie o tym powiadomieni.

 

Pół godziny później przyszedł posłaniec. Pozostałe drużyny czekają w sali odpraw Widma. Gdy weszli od razu rzucił im się w oczy wysoki facet z łukiem na plecach, wydzierał się właśnie na czarnowłosego chłopaka, który podniósł górną wargę i warczał cicho. Toudi trzasnął drzwiami. Łucznik odwrócił się błyskawicznie, zmierzył wzrokiem nowo przybyłych i rzucił:

- A to co za jedni?

- Uspokój się Fan. - Elexa podeszła bliżej – wybaczcie mu. Ten młodzian to dobry człowiek i świetny łucznik, choć trochę narwany.

- czyli Fankao?

- tak. W jego oddziale są też Elora i Ciri – wskazała głową w róg pomieszczenia. Ciri uśmiechnęła się do Yoshiego, ale ten zwrócił się do kompanów: Ten Fankao kogoś mi przypomina i też kończy się na „o”

- Nie możliwe, nie ma drugiego takiego łucznika...

- ale są dwie lepsze od ciebie – Elexa podniosła głos – więc stul pysk. A tamta szóstka to zwiadowcy.

Młody łucznik mruczał coś pod nosem przez zęby, ale jakoś nikt nie zwrócił na to uwagi.

- To ci słynni Algaur, tacy jak Eryk z szóstki? - Toudi podszedł bliżej

  - może nie tacy słynni ale owszem – mężczyzna o szarych włosach uścisnął mu dłoń – jestem Rico, a tamci to od lewej Mike, Ashley, Marek, Tomek i Ania. Marek jest kapitanem tak jak ja. Wy nie musicie się przedstawiać.

- a o co tamtemu poszło z Tomkiem? - Mózg usiadł na najbliższym krześle

- Chyba nam nie ufa.

- Ufać? Wilkołakowi? Nie rób se jaj facet

- Już nimi nie są... Rudy miał ten niebezpiecznie spokojny głos

- właśnie że są, to że mogą się zmieniać a nie muszą nic nie znaczy! Tak samo plugawi jak te smocze bękarty.

- Może i bękart ale przynajmniej wie co to honor i nie obraża swoich towarzyszy – Wojtek nie miał już okularów. Za to trzymał sztylet przy gardle łucznika

- Wojtek puść gnojka – Meg przeszła pod tablicę na drugim końcu sali – a co do ciebie, Fan to siadaj grzecznie i bądź cicho. Może Ci się to nie podobać, ale z polecenia Rady ja tu dowodze.

- to ty... - chłopak był w lekkim szoku

- tak ja. Mózg też chętnie by ci uśmiech poszerzył, więc daj sobie na wstrzymanie. Poprosiłam was tu, żeby przedstawić swój plan działania.

- Dawaj mała – Marek miał potężny głos

- proponuję, by zwiad ruszył przed nami i przesłał nam kryształ z ukształtowaniem terenu.

- skąd... - Tomek był nieco zaskoczony

- my też z nich czasem korzystamy. Proponuję takie ustawienie – podeszła do tablicy – w samym środku pieczęć. Wewnętrznym pierścieniem obrony będzie moja drużyna, środkowym łucznicy, a zewnętrznym zwiad i trójka z Widma. To tyle, jak poznamy teren dopracujemy szczegóły

- Ja bym jeszcze jeden pierścień dodał – Mike huśtał się lekko na krześle – kilka naszych pułapek

- super, obyście zdążyli zanim tamci się zjawią, jeszcze coś?

- taa, - Fankao oparł brodę na pięści – czemu dowodzi nami małolata?

- bo tak się składa kochasiu, że jestem Łowcą, pokazać ci znamię?

Ale Fankao tylko spuścił głowę. To był koniec spotkania. Powoli wszyscy opuszczali salę. Rudy wyszedł ostatni. Dopiero wtedy Meg usiadła za biurkiem. Cichy dźwięk zapalniczki potwierdził jej przypuszczenia. @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } -->

- Za dużo palisz – powiedziała cicho nawet się nie odwracając.

- może – Naresul wyszedł z cienia i przysuną sobie krzesło – świetnie sobie poradziłaś...

- jak na pierwszą większą odprawę, co?

- możliwe – mężczyzna uśmiechnął się – nie wolno ci tylko zapomnieć, że zagrożenie stanowi nie tylko Mariel

- nie zapomniałam o pieczęci, jeśli o to ci chodzi

- ale coś jest nie tak

- hmm... martwi mnie ten łucznik

- Fankao, nie potrzebnie

- nie jestem tego taka pewna – spojrzała w oczy Cichego

- Ale ja tak.

- Może coś schrzanić a wtedy...

- mylisz się – Naresul zgasił papierosa – owszem jest troche narwany, większość czasu spędza na treningach i turniejach łuczniczych, ale przydzielone zadania traktuje poważnie

- nie rozśmieszaj mnie, ten krzykacz?

- ten krzykacz to najzdolniejszy uczeń Elexy i jak dotąd nie zawalił żadnej misji, choć dzięki Elorze parę razy niewiele brakowało, to młodsza siostra Sullos, jest magiem ognia, używa też lekkiej kuszy, choć nie chętnie. Ona woli spalać

- i to ma niby mnie pocieszyć...

- Fankao przybył tu w tym czasie co wy, ma ogromny talent do łuku, fakt jest troszkę zbyt pewny siebie i może troszkę arogancki, ale jest trzecim strzelcem Annaer wliczając to Sullos i Elexę, a jak trzeba potrafi nie tylko siedzieć cicho ale też zapanować nad swoim oddziałem

- ja nie muszę zapanowywać nad chłopakami...

- tym nie musisz się martwić. Dziewczyny szybciej posłuchają twoich rozkazów niż jego.

- jasne...

- poz tym – Naresul uśmiechnął się – to młodszy brat Feanila

- co? - tym razem naprawdę ją zaskoczył - niemożliwe...

- nie? A jednak i wystarczy, że brat kazał mu się ciebie słuchać. Zresztą przekonasz się sama – Jacek wstał i skierował się do wyjścia – nie martw się o zgranie zespołu, twój problem ma na imię Mariel

- naprawdę jest tak niebezpieczna?

- owszem... szkoda że nie mogę iść z wami.

- tak... szkoda...

- powodzenia maleńka – zniknął za drzwiami zanim zdążyła mu odpowiedzieć. Została sama ze swoimi myślami. Gdy w końcu postanowiła wyjść z gmachu, do sali wbiegł posłaniec

- wstępny raport zwiadu pani kapitan – położył na biurku małą sakiewkę

- dziękuję. - schowała zawiniątko do kieszeni – i proszę zawiadomić pozostałe oddziały, niech tu przyjdą najszybciej jak to możliwe.

- tak pani – posłaniec wybiegł z pokoju.

komentarzy: 0Niedziela, 21 września 2008, 11:39

Paryż

- Na Twoim miejscu bym tego nie dotykał.

- Co cię tu sprowadza książę? – Lara cofnęła dłoń od ściany pokrytej znakami. Jego najmniej się spodziewała spotkać, zwłaszcza tu, w katakumbach pod Paryżem

- Pewien artefakt. Jeden z wielu w tych podziemiach zapewne. A to – wskazał napis na ścianie i trzy lekko wysunięte do przodu cegły – mogło cię zabić.

- Potrafię czytać runy i...

- i krasnoludzki jest często mylony ze staro nordyckim, czy jak wolisz językiem wikingów który uważa się także za „szyfr” późnego średniowiecza

- niemożliwe, przecież...

- jeden z przyjaciół twego ojca przypłacił to życiem. Jak dla mnie to trzeba wcisnąć najpierw środkową cegłę, potem tę z lewej, a na końcu z prawej.

- Jesteś pewien?

- Tak. - Gdy tylko nacisnęła na cegły w podanej kolejności przeciwległa ściana cofnęła się, odsłaniając przejście. Zaraz za drzwiami były długie schody w dół o niskich stopniach. Schodząc Lara spytała:

- domyślasz się, co by się stało, gdybym się pomyliła?

- przy każdej kombinacji coś innego. Krasnoludy są bardzo pomysłowe

- a czego tu szukasz?

- a ty?

- ciekawych eksponatów jak zwykle, zresztą spytałam pierwsza

- pewnego artefaktu bojowego. Według moich źródeł ostatnim właścicielem był przywódca tutejszego Klanu

- co się z nimi stało?

- nikt nie ma pewności – Feanil zatrzymał się i przyglądał przez chwilę schodom. Byli już jakieś sto metrów niżej – w każdym razie te kopalnie opuściły tylko dwa tuziny mieszkańców.

- to jest kopalnia?

- kopalnie krasnoludów to całe podziemne miasta – dobył miecza i dotknął nim schodka o cztery stopnie niżej. Z obu ścian korytarza wystrzeliły włócznie, wszystkie powyżej czterech stóp nad schodami. Gdy ruszyli dalej, książę kontynuował – do rejonów wydobycia prowadzą jedynie szyby do złudzenia wyglądające jak studnie

- ale tutaj kopalnia? Czego?

- srebra, złota albo kamieni szlachetnych. Może wszystkiego na raz, raczej węgla nie szukali.

- chcesz powiedzieć że dawno temu jakieś karły wydobywały tu cenne kruszce?

- Tak i dodam że żaden człowiek nie jest w stanie zejść tak głęboko jak oni

Zaniemówili na chwilę. Schody się skończyły. Stali na krawędzi wielkiego placu z wysokimi kolumnami. Na jego drugim końcu stał olbrzymi pałac wykuty w skale. Po jego bokach i wokół całego placu były budynki przypominające stare kamienice kupieckie.

- Robi wrażenie... - Lara zrobiła krok naprzód, Ale Feanil złapał ją za rękę. Gestem nakazał jej milczenie, po czy wskazał kolumnę na dziesiątej. Leżało tam coś przypominającego olbrzymiego węża. Natychmiast wycofała się, jednocześnie dobywając broni.

- Taki wąż, tutaj? - spytała szeptem

- to tylko skóra, sprzed jakiś piętnastu lat

- nie żartuj s...

- to nie żart a bazyliszek, wiesz co to takiego?

- Tak ale...

- wszystko co wiesz o jego wyglądzie i sposobie poruszania to bujda na resorach

- to znaczy? 

- bazyliszek to wąż, największy i najdłużej żyjący, owszem jego wzrok zabija, ale do tego trzeba mu patrzeć w oczy. Jego jad jest najsilniejszy z wszystkich wężowych. Najlepiej smakują mu człekokształtni. Ale to nadal wąż.

- zabija wzrokiem?

-masz lornetkę z noktowizją?

- taak...

- to skieruj ją na prawo od skóry, druga kolumna od pałacu

- kości zbrojnych. Jacy mali...

- najwyższy krasnolud miał 4 stopy i 5 cali wzrostu. Zwróć uwagę na ułożenie ciał, na szczegóły

- leżą w półkole, tyłem do nas... niektórzy mają topory w rękach...

- to była tylna straż uciekających. Zginęli natychmiast po pojawieniu się przeciwnika

- skąd możesz to wiedzieć?

- nie mają żadnych złamań, pogiętych zbroi ani innych widocznych obrażeń. Krasnolud zawsze patrzy przeciwnikowi w oczy. Tym razem to był błąd.

Ale to oznacza...

- tak. On nadal tu jest. Pewnie w letargu, bo dawno nie było tu dwunożnych istot. Ale mógł usłyszeć tamte włócznie.

- więc?

- jeśli słyszał, powinie się zaraz rozbudzić...

- słyszał – Lara przestała szeptać

- cofnij się i pamiętaj nie patrz mu w oczy, albo zamknij swoje – książę wszedł na plac zawiązując opaskę na oczach. Po trzech krokach z głośnym sykiem dobył miecza. Długi na 18 stóp wąż okrążył go z prawej sycząc gniewnie. Skierował trójkątny łeb w miejsce gdzie przed chwilą stała Lara. Chciał ruszyć dalej, ale Feanil zadał cios. Wąż odwrócił się i rzucił na niego. Zerwał się wiatr. Uniósł mężczyznę na wysokość łba bazyliszka. Wolną ręką pułkownik nakreślił w powietrzu znak. Zaklęcie wypaliło oczy gada. Tan rzucał swym cielskiem na wszystkie strony, byle pozbyć się żaru. Padły słowa „Można patrzeć!” Sześć strzałów. Odgłos cielska opadającego bezwładnie na posadzkę. @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } -->

- Jest ogromny – Lara podeszła bliżej

- najstarszy jakiego widziałem. Może mieć nawet 1200 lat sądząc po długości

- ile?

- 1200, może troszkę mniej jak nie polują zasypiają, wtedy trawią prawie jak nieboszczyk, więc mogą tak spać bardzo długo, budząc się tylko by skórę zmienić. I całe życie rosną.

- to brzmi niewiarygodnie

- może, ale miej broń w pogotowiu, nawet on mógłby paść z głodu dawno temu

- ale mówiłeś...

- że najbardziej lubią dwunożnych. Obawiam się jednak że możemy znaleźć jego pokarm zastępczy... i nie zdziwię sie jak będzie równie groźny.

Ruszyli w stronę pałacu z bronią w pogotowiu, lecz na nic się nie natknęli.

W środku książę skręcił w wąski korytarz po lewej. Zeszli jeszcze niżej. Przed nimi były trzy korytarze. Przyglądali się wejściu do każdego z nich. W końcu książę ruszył w stronę środkowego.

- Jesteś pewien

- podejdź. - zgarnął kurz – tu posadzka jest trochę nierówna... widać nawet płytkie koleiny, pozostałych korytarzy nie używano. Tam podłoże jest równiutkie

- czego to dowodzi?

- co wydobywają krasnoludy?

- cenne kruszce, to egzamin?

- nie – Pułkownik uśmiechnął się – myślisz że nosili urobek w rękach?

- oczywiście, że nie ale jak...

- odwróć się – dopiero teraz zauważyła, że z komnaty wychodzi sześć korytarzy, łącznie z tym którym przyszli

- te dwa przejścia obok schodów prowadzą do szybów

Kobieta podeszła do jednego z nich. Przesunęła ręką po posadzce. Miała dwa wgłębienia wzdłuż korytarza i wpadające do wskazanego przez Feanila przejścia. Wgłębienia były do siebie równoległe.

- Więc choćmy 

- Zaczekaj – usłyszała mijając towarzysza – nie zapominaj, że to skarbiec krasnoludów

- co masz na myśli?

- tylko krasnolud może tam wejść, a i to nie każdy

- to znaczy?

Książę podniósł przyniesioną włócznię i trzymając ją pionowo, pochylił się i ruszył naprzód. Po sześciu krokach ze ściany „wyskoczył” położony na płasko wielki topór rozcinając drzewce. Feanil odwrócił się i uśmiechną do panny Croft. Ta z kolei westchnęła i ruszyła jego śladem. Naliczyła 32 kroki zanim stanęli w skarbcu.

- A gdzie wrota?

- nie były im potrzebne, pułapki wystarczyły

Stali w wejściu do sali wielkości stadionu olimpijskiego, pełnej skrzyń i beczek przepełnionych kosztownościami. Po środku stał kamienny sarkofag otoczony sześcioma podestami. Na tym przy głowie był złoty hełm wysadzany klejnotami, po prawej równie cenna buława, a po lewej podobny młot. Na tym przy stopach sarkofagu był szczerozłoty napierśnik, a po jego prawej obosieczny topór o krótkim drzewcu. Feanil podszedł do ostatniego podestu, na którym leżały karwasze z ciemnego metalu ozdobione jedynie kilkoma srebrnymi krzywymi liniami.

- więc o to ci chodziło? Bezwartościowe karwasze?

- chyba chciałaś powiedzieć bezcenne

- jak to?

- skoro są nic nie warte, co robią w skarbcu?

- właśnie, co?

- są magiczne – Feanil je do ręki.

- nie ma pasków

- nie są potrzebne – przyłożył jeden do przedramienia. Karwasz zamknął się. Teraz przypominał taki jakie noszono w starożytności. Z drugim było tak samo.

- coś jeszcze to potrafi? -Lara zadała pytanie zanim zdążyła ugryźć się w język. Książę uśmiechnął się. Chwilę później z karwaszy zaczęły wysuwać { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } --> się niewielkie płytki tego samego metalu, aż pokryły całe ciało pułkownika. Był nawet hełm, przypominający twarz jakiegoś kosmity. Gdy zacisnął pięść, z pomiędzy knykci wyskoczyły trzy pazury. Zgiął łokieć i za nim pojawiło się lekko zakrzywione ostrze. Gdy broń się schowała, zniknął też hełm i książę powiedział:

- Zbroja Cieni.

- Dlaczego akurat cieni?

- ten kto ją nosi stopić z cieniem się może i w nim przemieszczać, a gdy z owym jest połączony każda broń przechodzi przezeń jak przez ducha

- jaja sobie robisz.

- nie, taki opis otrzymałem, ale wole tego nie sprawdzać. Przynajmniej na razie. A co z muzeum?

- to wszystko nadaje się do jubilera, nie do muzeum. Straciłam tylko czas.

- to dobrze, bo lepiej nie ruszać pozostałych cokołów

- a ten nie był zabezpieczony?

- a który rabuś zainteresuje się czymś takim w obliczu tylu skarbów?

- żałuje że spytałam

- lepiej już choćmy

- śpieszysz się gdzieś?

- nie, ale wolę być daleko gdy myszy dowiedzą się że kot ducha wyzionął

- nie próbuj mnie nastraszyć...

- nie zamierzam, ale lepiej się rusz.

Wrócili tą samą drogą na plac przed pałacem. Widok nie był przyjemny. Stado przerośniętych jaszczurek było w trakcie posiłku, ale żadne z tych stworzeń nie zbliżyło się do głowy węża. Gdy tylko pojawili się ludzie jaszczury zwróciły się w ich stronę. Podbiegły okropnie blisko, ale nie atakowały. Poszukiwacze mogliby ich dosiadać, jak wierzchowców. Największy zwierzak obwąchał przybyszów bardzo dokładnie, po czym cofnął się tworząc przejście. Ostrożnie przeszli przez plac, gotowi odeprzeć każdy atak. Ale zwierzaki tylko odprowadziły ich wzrokiem, po czym wróciły do kolacji.

Dopiero przy samochodzie Lara przerwała milczenie:

- Taak, fajna randka, ale niestety muszę już lecieć – uśmiechnęła się

- Cieszę się, choć tego nie planowałem – odpowiedział jej uśmiechem

- ale mam prośbę

- jaką

- Emmę zabierz w jakieś bezpieczniejsze miejsce

- obiecuje, żadnych bazyliszków, jaszczurów i innych takich

- trzymam Cię za słowo. Pa – uruchomiła silnik

- do zobaczenia. - wzrokiem odprowadził jeepa „też mi randka”- pomyślał i z uśmiechem otworzył portal. Czwarta drużyna już na niego czekała. Niestety nie mieli dobrych wieści. Ktoś ich ubiegł, siódma pieczęć została zerwana. Ktoś. On wiedział kto. Wszyscy wiedzieli.

komentarzy: 0Wtorek, 16 września 2008, 21:16

sobota

Od kiedy wstąpili do Widma, każdy wolny dzień spędzali na Nimost Tak było i tym razem. Podczas gdy chłopcy grali w Tysiąca, jak zwykle robiąc przy tym dużo hałasu, Meg siedziała na parapecie swojego ulubionego okna z widokiem na spokojne miasto poniżej. Widział jak na placu przed zamkiem pojawił się portal. Zartan niósł na rękach Elorę. Cyro trzymał się za lewe ramię. Ledwo portal zniknął, upadł na kolana. Prawie natychmiast podbiegło do nich kilku służących. Zauważyła kamień w zaciśniętej dłoni Elory. To oznaczało, że pękła szósta pieczęć. Po piętnastu minutach do pokoju wszedł Feanil. Jak zwykle świetnie maskujący emocje.

- Co z nimi? - spytała nie odwracając się od okna

- przeżyją – Książę podszedł do stolika, położył dłoń na ramieniu Rudego – Twoja siostra jest ciężko ranna.

Chłopak zerwał się z krzesła i wybiegł bez słowa. Pułkownik zajął jego miejsce. Patrząc w karty powiedział: - zdobyli kamień szóstej pieczęci. Z tego co wiem, zostały jeszcze trzy.

- a reszta oddziału? - Yoshi był równie opanowany

- Cero dostał w ramię, stracił dużo krwi. To było jakieś magiczne ostrze. Zartan jest cały.

- Kto ich tak załatwił? - Toudi rzucił asa na stół

- Mariel...

- Dlaczego jej nie szukasz? - Meg nadal na nich nie patrzyła

- szuka ich większość oddziałów Straży, w tym połowa widma...

- Nie oto mi chodzi – podeszła do stolika – dlaczego TY jej nie szukasz?

- Dałem słowo, dawno temu, gdy nikt nawet nie podejrzewał jaka ona jest – spojrzał dziewczynie w oczy – że z mojej ręki nie stanie jej się żadna krzywda.

- ty chyba żartujesz... - Toudi nawet nie próbował ukryć złości

- kiedy pierwszy raz ją spotkałem miała w ręce to – położył na stole wężowy sztylet – była śmiertelnie przerażona...

Gdy Książę skończył opowieść z pokoju zapadła cisza. Po chwili Feanil wstał od stołu. Spod jego nie dopiętej koszuli wysunął srebrny łańcuszek.

- Nosisz Pentagram? - w głosie dziewczyny było wyraźne zdumienie – przecież to...

- nie moja droga, to nie jest symbol diabła. Tamten ma dwa wierzchołki skierowane ku górze.

- nie rozumiem...

- mało tego, pentagram z jednym wierzchołkiem u góry, nazywany białym, przez pierwszych chrześcijan był uważany za symbol pięciu ran chrystusowych.

- nie możliwe...

- ale to prawda – Mózg przeciągnął się z zadowoleniem ze zmiany tematu – z początku był symbolem bogini Kore. Nazywano go też Gwiazdą Isztar, później Gwiazdą Izydy, jest symbolem pięciu zmysłów, odzwierciedleniem sakrum, znaczy boskiej siły, odzwierciedla pięć żywiołów: ducha, powietrze, wodę, ziemie i ogień. Poza tym jest uważany za jeden z najsilniejszy symboli ochronnych przed magią i klątwami w szczególności.

- stary jesteś niesamowity – Toudi był jak zwykle pod wrażeniem

- nie, po prostu lubię czytać

- jest jeszcze coś – Feanil patrzył na Meg – obawiam się, że Rada może chcieć was zawiesić w czynnościach

- jakoś mnie to nie dziwi – Yoshi podszedł do okna

- nie?

- mózg, przecież wiesz o czym mówie

- ale ja nie wiem – Toudi odchylił się na krześle

- Mariel okazała się bardzo groźnym przeciwnikiem i pewnie pojawi się przy każdej z trzech pozostałych pieczęci.

- Nadal nie jarze

- Łowca jest zbyt cenny – odpowiedziała Meg grobowym głosem – nie wolno jej narażać, trzeba lepiej pilnować i tak dalej

Toudi roześmiał się głośno. Gdy tylko się uspokoił, powiedział: i myślą ż to coś da? Przecież jak jednooka tego zapragnie może się pojawić w każdy miejscu na archipelagu, była tu gościem pamiętasz?

- raczej nie będą was tu trzymać...

- a co do domu odeślą? - chłopak odwrócił się do Feanila – jeszcze lepiej, równie dobrze mogą nas od razu odstawić do jej kryjówki, bo chyba zapominają, że Chorzów jest dość dużym mugolskim miastem, łatwo się tam ukryć.

- i tak zanim podejmiemy decyzję, reszta Rady musi was wysłuchać

- a co Ty myślisz? - słowa Meg zatrzymały księcia w połowie drogi do wyjścia

- zgadzam się z Toudim, a teraz wybaczcie. Obowiązki.

komentarzy: 0Niedziela, 14 września 2008, 22:00

* * *

Tamten dzień pamiętał jakby to było wczoraj. Choć minęło tyle czasu. Tamtego ranka minęło dokładnie półtorej roku jak został księciem. Dziewiąty oddział miał, za zadanie zlikwidować barona Termon. Kapitan miał wystraszoną minę, ody opowiadał, ze ktoś ich uprzedził. Zamek na południu Francji zastali pusty. Ktoś ze ścian pozdejmował obrazy, nie było żadnej biżuterii, puste miejsca po meblach, czy cennych ozdobach. Ciało barona znaleźli w jego sypialni. Był nagi, liczne rany kłute na klatce piersiowej.

Po chwili ciszy, Feanil spytał czy wiedzą kto to zrobił. Oficer wyjąkał, że nie mają pewności, ale znaleźli kogoś w lesie. Nie stawiała oporu, ale też nie powiedziała dotąd ani jednego słowa. Książę kazał ją przyprowadzić. Długie czarne włosy, opadające na prawe oko całkowicie je zasłaniając. Trzymającym, ją ludziom sięgała do ramion. Kosa poprosił by usiadła, spojrzała na niego ze strachem w widocznym szarym oku. Podszedł do niej. Kapitan wykonał ruch jakby chciał się sprzeciwić, ale on i tak odgarnął jej włosy z twarzy. Zamiast prawego oka, miała wypaloną bliznę. Ale nie skrzywił się, tak jak się spodziewała, a uśmiechnął do niej ciepło i spytał:

- Jak Ci na imię?

- M... Mariel...

- To piękne imię, ja jestem Feanil, książę tej wyspy o nazwie Nimost i dowódca, tych którzy Cię tu przyprowadzili. - Cały czas patrząc na jej twarz położył rękę na jej dłoniach, którymi przyciskała coś do piersi. Delikatnie wyjął z jej rąk sztylet mówić: - to już Ci nie będzie potrzebne, żadne z nas Cię nie skrzywdzi.

- Ja...

- Wiem, nie musisz tego mówić. On już nikomu nie zrobi krzywdy. Dzięki Tobie – wskazał głową na prawo – to jest Rodrigo, jest gnomem. Zaprowadzi Cię do pokoju, w którym możesz mieszkać, tak długo jak chcesz. Przygotuje dla Ciebie kąpiel i kolację

- Panienka pozwoli – Gnom podał jej swoją dłoń w ukłonie. Wychodząc wyszeptała cichutkie „dziękuję”.

Dziewczyna powoli przełamywała swój strach, pewnie dzięki temu, że wszyscy dokoła byli dla niej mili. Po trzech miesiącach była już innym człowiekiem, zawsze wesoła, uśmiechnięta. Spędziła na zamku pół roku. Wyruszyła w podróż po Archipelagu. Ale nikt nie wiedział gdzie nauczyła się magii i dlaczego tak bardzo się zmieniła. A może to oni coś przeoczyli w ciągu tych czterech lat. Tyle właśnie czasu była na wyspach. Potem zniknęła bez słowa. Tak po prostu, jakby nigdy jej nie było. Książę zastanawiał się, co skłoniło ją do przyłączenia się do tej bandy. Dziwne było nawet to, że z sobą wytrzymywali. Najgroźniejsi przestępcy o jakich kiedykolwiek słyszał, działają razem. A ona nimi dowodzi. Wcześniej słyszał pogłoski o jednookiej kobiecie-rabusiu torturującej swoje ofiary zadając im niewyobrażalny ból zaklęciami. Przezwano ją żmiją. Mimo wszystko dotrzyma słowa. On jej nie skrzywdzi. Kazał ją pojmać, lub ewentualnie zabić, ludziom, których ona nie zna. Ale wiedział też, że oni nie chcą i nie będą brać jeńców. Z zamyślenia wyrwał go cichy głos gnoma:

- Niech Pan się nie martwi. Pan zrobił co do niego należało. Proszę iść się położyć. W południe jest zebranie Rady.

- tak się zastanawiam drogi Rodrigo...

- nie ma nad czym, to przez tamtego barona taka się stała

- myślisz?

- Ja to wiem mój książę, wystarczy na mnie spojrzeć

- Ale ty...

- jestem gnomem, ilu mi podobnych znajdzie Pan wśród gnomów?

- Ale...

- żadne ale, ona jest moim lustrzanym odbiciem. Każdy gnom jest wychowywany, jeżeli w ogóle można użyć tego słowa, na złodzieja, rzezimieszka, albo skrytobójcę. Ja dzięki Panu taki nie jestem. Nie popełniłem ani jednego złego uczynku, odkąd tu jestem i Bogu za to dziękuje. Jej niestety nie dało się uratować, po tym jak ją traktowano.

- Czyli ty stałeś się jakby człowiekiem, a ona gnomem...

- Dokładnie tak, a teraz proszę iść się położyć. Dobranoc Panu

- Dobranoc Przyjacielu.

komentarzy: 0Czwartek, 04 września 2008, 19:40

pierwsze starcie

Yarpen po raz kolejny poprawił załadowany bełt krótko spoglądając w niebo. Naresul uśmiechnął się do siebie. Wiedział jak bardzo krasnolud nie lubi czekać. Niestety na tym głównie polegało ich zadanie. Sullos po drugiej stronie polany, też zaczęła się niecierpliwić. Powoli przesuwała palcem po cięciwie swojej sześćdziesiątki. Eryk czekający pomiędzy nimi przymknął oczy wpatrując się przed siebie. Dae sam złapał się na odruchowym ładzeniu lufy swojego M4. Jedynie McClane nie musiał siedzieć bezczynnie. Sokół co jakiś czas pojawiał się niebie zataczając ciche kręgi. Lecz musieli czekać. Wpatrywać się w niepozorny dom w środku lasu, gdzieś w Anglii. Tu prowadził trop. Ale musieli mieć pewność. Więc czekali.

Krasnolud sprawdzał właśnie kciukiem ostrze zatkniętego za pas topora, gdy w domu zapaliło się światło, lecz nic innego nie zauważyli. McClane wylądował cicho po drugiej stronie polany, sekundę później był znów człowiekiem, jego sokoli wzrok był do niczego w gęstniejącym mroku. Po kolejnej godzinie otwarły się drzwi, ktoś z trudem wyszedł na zewnątrz nisko pochylając głowę. Nie było wątpliwości. To był Shane. Olbrzymi ork. Naresul sprawdził tłumik. Przeładował jak mógł najciszej. Celował dokładnie powoli naciskając spust. Mrugnięcie oka później ork padł z hałasem twarzą w trawę trzymając się za gardło rozerwane pociskiem odłamkowym. W budynku zrobiło się zamieszanie. Człowiek z mieczem na plecach podszedł do ciała i kopnął je z całej siły. Zdziwił go brak reakcji. Na jakieś siedem sekund. Tyle czasu Sullos potrzebowała by celnym strzałem przebić mu serce. Lecz ona też dała się zaskoczyć. Ledwo zdołała się zasłonić przed ciosem goblina.

Lecz jednocześnie trafiła ją strzała Drowa, który z kolei zaklął widząc białą brzechwę swojej strzały. Naresul miał go właśnie zastrzelić, gdy karabin zrobił się gorący. Rzucił bronią w stronę budynku. Amunicja eksplodowała w połowie drogi, tymczasem Yarpen mocował się z krasnoludem, a McClane wymieniał zaklęcia z czarodziejką. Drow napiął ponownie łuk. Eryk walnął go swoją buławą w plecy. Zaraz potem wił się z bólu pod wpływem zaklęcia... Przez zgiełk bitwy przebił się głos Mariel. Wrogowie zniknęli w mgnieniu oka.

- Jak się czujesz? - Naresul podszedł do Czarodzieja

- w porządku... - James usiadł – co z nią?

Dowódca oddziału podszedł do elfki

- żyje, ale musimy się pośpieszyć

- wiesz co to za trucizna? - Eryk podszedł bliżej. Ostrożnie zbliżył głowę do strzały wystającej z pleców towarzyszki – jad węża.

- pewien jesteś? - Yarpen stał już obok

- może już nie muszę się przemieniać w każdą pełnię, ale węchu nie straciłem. - spojrzał na krasnoluda – czuję węża, nie wiem jaki to, ale na pewno wąż

- Idziemy. - Naresul wziął ranną na ręce. McClane już czekał przy portalu.

 

        W ciemnym, nie licząc małej lampki na biurku, gabinecie zapadła cisza. Brat Elfów skończył raport. Feanil zapalił papierosa. Przyglądał mu się przez chwilę, po czym powiedział:

- w przeciwieństwie do Yarpena ufam nosowi Eryka. Wiesz, że na Gulorn mają antidotum na każdy jad, wystarczy dokładniejsze rozpoznanie.

- Nie to mnie martwi...

- Słucham

- Chodzi o Meg...

- Sama chciała należeć do Widma, wiesz o tym

- Tak, ale... Jej partnerzy...

- Cichy, mówiłem ci już, Oni się sami o to prosili. Nie odpuszczą nawet na rozkaz.

- Pewien jesteś?

- a myślisz że czemu przezwałem ich Camlann?

- Dłoń...ale brak im doświadczenia,i...

- Nie mamy na to wpływu, zresztą... oni naprawdę są jak palce jednej ręki. Widziałem parę ich sparingów z innymi drużynami. Siódemka, działa jak jedna osoba podzielona na pięć części, jakby sobie w myślach czytali.

- Ale...

- Ty też pierwszego trupa zaliczyłeś dopiero w widmie, a różnica wieku nie ma znaczenia, wszyscy reagujemy podobnie. - książę zgasił papierosa – coś jeszcze?

- nie -Dae wstał - Dobranoc

- dobranoc... Cichy – Naresul był już przy drzwiach – nie martw się o dzieciaki, myślę, że nas jeszcze zaskoczą.

- mam nadzieję – kapitan wyszedł. Feanil zapatrzył się na sztylet leżący na po jego prawej. Srebrny z rękojeścią w kształcie węża.

komentarzy: 0Środa, 03 września 2008, 20:05

Tagi

Nie znaleziono tagów

Archiwum wpisów

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 4559 dni

Moich wejść na gram.pl: 388 (#4023)

Napisanych postów i komentarzy: 0 (#1920)

Napisanych recenzji: 0

Wpisów na blogu: 85 (#147)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 1 518 (#898)

Więcej o mnie

Krótko o mnie:...

Moje tagi:fantasy, fantasy i rpg, opowiadania, opowiastki

Urodziny:za 266 dni (14 lipca 1981)

Moje motto:nie ilość a jakość, nie szybko a dostojnie tajemniczo z klasą z wdziękiem i spokojnie

Obecny stan:

Posiadany sprzęt:PC

XFire

Ostatnie odwiedziny

Moje Avki

kreskowka.pl:

 

 Bleach legends pbf

Nie gram na BL już jakiś czas, ale avek może się jeszcze przydać:)

Onirisme:

 

Wyspa Chimera:

Po drugiej stronie krzywego zwierciadła:

 

 

 District 13:

 

Dystopia rpg:

 

 

 

 

 

 


 

 

 

Prywatne wiadomości

Zaloguj się by wysyłać wiadomości

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl