avatar

Feanil Użytkownik gram.pl (Obywatel) ja.gram.pl/Feanil

Mój blog (Styczeń 2008)

Drużyna

Pięć dni później Jacek przybył na zamek swego dawnego dowódcy na jego osobiste zaproszenie. Przebywający tam gnom, zaprowadził go od razu do biblioteki. Kosa nie był sam i od razu przeszedł do rzeczy:

- Jest parę spraw, które chciałbym Ci najpierw wyjaśnić

- Słucham.

- Pewnie już wiesz, ze oprócz władzy nad wyspą, książęta mają tutaj też inne obowiązki

- taa...

- Jestem dowódcą Widma, elitarnej jednostki Straży. Jak wiesz Straż jest porównywana z Dae.

- Nie bez powodu, widziałem parę treningów. Robi wrażenie. Wspomniałeś coś o elicie...

- tak. Zadania specjalne, duże ryzyko itp. Niestety miałem mały problem z nimi. Było śledztwo, Ci którym winę udowodniono skazani i zostało mi 15 ludzi. Tylko Ci, których sam przyjąłem. Mówiąc ściślej to półsmoki.

- co??

- Peramlug, pół smok, czyli dziecię jednego z Wielkich Smoków i innej istoty, najczęściej elfa lub człowieka.

- zaraz...

- Wielkie Smoki mają potężną moc, mogą przybrać ludzką postać i w tej postaci mieć z nami potomstwo. To jeden z 2 gatunków smoka, który w swej naturalnej postaci potrafi mówić. Peramlug dziedziczy po smoku zdolność panowania nad ogniem, nie zionie, ale może go kontrolować, także niezwykłą zdolność regeneracji, nie potrafi odtworzyć jedynie swojej głowy i serca. Poznać można ich dzięki gadzim oczom i włosom w kolorze łuski rodzica, nawet zielonym, czy niebieskim.

- dobra, a po co mi to mówisz?

- Żeby nie było między nami nieporozumień. Więc mam do dyspozycji 5 trzyosobowych grup do zadań specjalnych i tych co tu widzisz. Pozwól że przedstawię; ten duży to Misiek, jego ulubioną bronią jest tak zwany minigun, Misiek jest jedyną znaną mi istotą, która potrafi z tego strzelać jak rambo na filmach; ta elficka brunetka obok to Elexa, mistrzyni łuku, najlepsza uczennica księżnej Sullos, te panie nie mają sobie równych we władaniu tą bronią. Yarpen jak pewnie wiesz jest krasnoludem, był kapitanem Złotego Topora, czyli krasnoludzkiej formacji zbliżonej do Straży, lecz bardziej wojskowej, lepiej mu nie podchodzić pod topór. Ten czarnowłosy człowiek, to Eryk, takich jak on nazywamy Algaur. Na Annaer opracowano skuteczny sposób „leczenia” z wlkołactwa, nie wiem na czym to polega, wiem natomiast, że on i jemu podobni mogą się przemieniać kiedy chcą i gdzie chcą, nie jest to już dla nich bolesne, a pełnia do niczego nie zmusza i w każdej postaci mają nad sobą pełną kontrolę. Brakuje jednej osoby. Już go poznałeś

- Sokół

- tak, John McClane. Animus. Posłałem go na zwiad. Ta piątka jest do twojej dyspozycji

- zaraz, jak to?

- przydzielam ci drużynę, z nimi lepiej poznasz archipelag i jego mieszkańców. Ta piątka może być bardzo pomocna.

- dzięki, .al...

- nie chce słyszeć o samowolce, pamiętasz jak to się ostatnio skończyło? Nie chce powtórki, bo tym razem może być gorzej. Może opowiesz im co się stało? Ja jakoś jeszcze nie miałem okazji.

- musze?

- jasne!

- koniecznie! - Elexie oczy błyszczały

- dawaj stary! - wilk poprawił sie na krześle

- No dobra. To było w wojsku. Mieliśmy jeszcze 63 dni do cywila. Po strzelaniu poszliśmy jak zwykle do sali czyszczenia broni. Jeden pajac odstrzelił broń między nigi mojego kumpla, zamiast trzymać się zasad. Gnojek miał nabitą broń, o czym pewnie sam nie wiedział. Kumpel miał szczęście, że sekundę wcześniej gadał z panią kapitan.

- nie rozumiem...

- dzięki temu ten idiota odstrzelił mojemu kumplowi tylko jaja i nic więcej, bo wacek stał na baczność

- dzięki pani kapitan...

- taa... gorąca laska...

- a co potem?

- mój kumpel, Michał wylądował na zichu, a tamten w areszcie i tyle.

- zichu?

- izba chorych, taki mini szpital w jednostce.

- aha

- Michał po wojsku poszedł do szkoły policyjnej, rok później się ożenił, a jak był na ostatnim roku, jego szwagier z żoną zginęli w katastrofie lotniczej i Michał bez zastanowienia adoptował ich córkę. Zresztą swoich mieć nie może.

- Niech zgadnę – dopiero teraz zauważyli, że McClane był z nimi – na dziewczynę wołają Meg, mieszkają w Chorzowie.

- Skąd wiesz?

- To ona pobiła Uruk-hai. Trzeba będzie z nią pogadać

 

komentarzy: 1Niedziela, 27 stycznia 2008, 01:06

Pył...

Taurtol była ostatnią wyspą, którą odwiedziłem, a i to dopiero po ponownym wysłuchaniu jej historii na Placu Bajarzy. Jedynym budynkiem jaki nadal tam stoi jest zamek w centrum wyspy. Właśnie zapadał wieczór, gdy doń wszedłem. Skierowałem się od razu do sali tronowej. Stanąłem przed królem. Wszystkie posągi próbowały mnie ostrzec swym spojrzeniem, więc do nich przemówiłem tymi słowy:

Nie obawiajcie się, nie zamierzam do was dołączyć... Przeciwnie, chyba wiem jak wam pomóc... Dobrze słyszałeś wasza wysokość. Pozwól, że przypomnę Ci słowa maga „Tylko Seregil może cię uratować”. Dopiero na Placu bajarzy usłyszałem całą opowieść i zrozumiałem kilka faktów.... Twój wzrok pyta czy ja nim jestem? Nie. On jest tu od początku. Tuż obok klejnotu... Tak Panie to ten miecz.

Ukłoniłem się królowi i podszedłem do piedestału. Strażnik nie zdążył się do mnie zbliżyć. Od razu uderzyłem w kamień na kamiennych wężach. Rozsypał się w pył. W miarę jak opadał wszyscy w „mieszkańcy” zamku odzyskali swą prawdziwą postać. Zaczęły się uściski, wiwaty i takie tam. Nikt tego nie zauważył. Dopiero gdy jeden sługa wbiegł do komnaty wrzeszcząc „Król nie żyje!” Wybiegłem razem z nim. Poinformował mnie, że ich pan był bardzo surowy, wiec Straże, zaraz po odzyskaniu swej postaci, objęli warty. Chwilę potem coś ciężkiego spadło na ramię wartownika pod wieżą.

Dalej nie musiał opowiadać. Na ziemi leżał król, przebity włócznią wartownika. Skoczył z wieży. Kazałem natychmiast wyjąć włócznię i zanieść go do jego komnat. Przygotować wszystko zgodnie z obrzędem, a sam wróciłem do pozostałych, by opowiedzieć im co się stało. Gdzieś po północy ustaliliśmy, że tymczasowo Daenar, potomek Kamrasa, drugiego syna, Thoronrila będzie Namiestnikiem wyspy. W jego imieniu proszę Radę o ponowne uznanie Taurtol za członka przymierza Annaer oraz uznanie jego stanowiska, póki prawowity Pan wyspy się nie odnajdzie, bądź nie zostanie wybrany. A także o pomoc w odbudowaniu wyspy.

- Czy Daenar jest tutaj z tobą? - Daesul siedzący po lewej wpatrywał się w puste krzesło

- tak, czeka za drzwiami.

Jesteście wolni, obaj – głos siedzącego na lewo od drzwi Feataura był ja zwykle stanowczy – Naradzimy się i jemu damy odpowiedź

Stojący po środku ukłonili się i wyszli. Naresul wyjaśnił sytuację czekającemu elfowi spojrzał ma Animusa

- Ja zostaje, Feanil pewnie będzie chciał pogadać. Idź, rozerwij się. - gdy Naresul się nie ruszył dodał – jeszcze będzie na to czas.

Chłopak kiwnął nieznacznie i skierował się na schody. On też będzie musiał pogadać z Kosą. Koniecznie.

komentarzy: 0Środa, 23 stycznia 2008, 22:22

Rada

Po środku, tyłem do drzwi, okrągłej sali z białego marmuru stał Dae z gladiusem na plecach. Na wprost niego było otwarte okno ukazujące panoramę miasta, jakby przeniesionego z bajki. Pod ścianami tej sali szesnaście jednakowych krzeseł stało. Jedno było puste. Właśnie miano mu zadać kolejne pytanie, gdy przez okno wleciał sokół. Zatoczył koło i wylądował obok stojącego człowieka, zwracając się w stronę okna. Po chwili na miejscu ptaka stał człowiek.

- Animag? - choć pytanie zadano szeptem, on głośno odpowiedział:

- Animus. W przeciwieństwie do Animagów, ja tak mam od urodzenia. Proszę Radę o wybaczenie, lecz pilne wieści przynoszę.

- jakie? - siedzący trochę z tyłu po prawej miał władczy głos

- zdjęto Mroczną Pieczęć.- wszyscy zebrani spoglądali po sobie gdy Elf mający po swej prawej jedyne wolne miejsce powiedział:

- gdzie i jak to się stało?

- Była to jedna z nie znanych nam pieczęci. Przelatywałem nad mugolskim miastem, gdy nagle zrobiło się cicho, nawet pisku w uszach nic. Leciałem w tamtą stronę, gdy ich zauważyłem. Uruk-hai. Walka już się zaczęła. Łucznicy zostali powaleni z broni palnej, reszta padła od miecza. Pazura Złotego Smoka. Dokonała tego dziewczyna, na moje oko 14-letnia, ruda o zielonych oczach. Gdy rozmawiała z policją znalazłem wejście. Było 30 m pod chodnikiem. Ktoś zabrał klejnot.

- Co z dziewczyną?

- Poszła do domu. Miecz zatrzymała. Mieszka w domu jednego z policjantów.

- Widziałeś go?

- Kogo?

- Maga, który zerwał Pieczęć i zabrał klejnot.

- Nie, nie widziałem nikogo

- Więc wróćmy do poprzedniej sprawy – Sokół podniósł głowę, spojrzał na Herulosa, siedzącego z prawej strony okna, ale nic nie powiedział. Ten

zwrócił się do drugiego człowieka stojącego w sali:

- Naresul. Opowiedz nam po kolei, co wydarzyło się na Taurtol, a potem o co chcesz tę radę prosić.

- Więc zacznę od początku...

komentarzy: 0Środa, 23 stycznia 2008, 20:30

Meg

Wakacje dobiegały końca. Sierpień tego roku był w mieście niezwykle gorący. Meg wraz z przyjaciółmi spacerowała wolno ulicą Wolności. Była dopiero dziewiąta rano, więc okoliczne sklepy i puby były jeszcze pozamykane. Była jedyną dziewczyną w grupie, ale się tym nie przejmowała, chyba nawet była ich przywódcą. Wysoka rudowłosa dziewczyna o zielonych oczach w kształcie migdałów. Włosy zawsze nosiła splecione w warkocz sięgający paska od spodni. Razem z Rudym, wielce przystojnym chłopcem o czerwonych włosach i zawsze tych samych ciemnych okularach i Mózgiem, przeciętnym chłopakiem, o niezwykle wysokim ilorazie inteligencji, czekali na pozostałych. Wkrótce dołączył do nich niski i nad wyraz gadatliwy Toudi. Jako ostatni przyszedł Yoshi, jak zwykle z nosem w jakiejś mandze. Gdy tylko do nich dołączył ruszyli w dół ulicy, przekomarzając się jak zwykle. Mijali właśnie dwóch policjantów na patrolu gdy stało się coś dziwnego.

Zrobiło się cicho... ale ta cisza nawet nie piszczała w uszach... jakby świat nagle został pozbawiony wszystkich dźwięków. Trwało to jakieś pół minuty. Zaraz potem usłyszeli hałas, podobny do tego, jaki robią kibice po meczu... Ale język, którym tamci się posługiwali był jakiś dziwny. Meg odwróciła się, przed nią stali policjanci, wyglądali jakby nie mogli się ruszyć. Przed nimi, jakieś 50 metrów była banda stworów wielkości i postawy człowieka, lecz ich twarze bardziej przypominały małpy. Byli uzbrojeni w miecze i topory, kilku miało łuki.

Uruk-hai. - Sama nie mogła uwierzyć, że to powiedziała, ale wiedziała co trzeba zrobić. Odepchnęła mundurowego, jednocześnie odbierając mu broń. Pierwszy strzał powalił najbliższego Orka. Amunicji starczyło akurat na

łuczników. W biegu podniosła miecz swojej pierwszej ofiary. Dwóch padło od pierwszego cięcia, pozostali zdążyli ochłonąć na tle, by się bronić. Nie spodziewali się tego. Chłopcy i policjanci patrzyli w osłupieniu.

Ostatni ork padł z tchawicą rozciętą samym końcem miecza. Dziewczyna zrobiła kilka chwiejnych kroków i opadła ciężko na ławkę. Po chwili bezruchu, przechyliła się na bok. Jej częściowo strawione śniadanie wylądowało na chodniku. Spojrzała na miecz w swojej ręce. Był to piękny Gladius ze złotą rękojeścią w kształcie smoka o rubinowych oczach.

- Rzuć broń!! - Glina, którego wcześniej rozbroiła celował do niej z pistoletu.

- Zamknij się Kowalski

- Co!? Rzuć to natychmiast! Jesteś a.....

- Morda w kubeł posterunkowy – jej głos był spokojny – zresztą masz pusty magazynek

- Co?

- łucznicy. - wskazała w bok

- odłóż te pukawkę durniu. Meg w porządku? - spojrzała na ojczyma

- taa – podniosła się mijała posterunkowego gdy ten zaczął

- ale Panie sierżancie...

- Ty chyba nic nie rozumiesz – ją samą dziwił spokój w jej głosie – To byli Orkowie. Uruk-hai. Elita. Zabiliby cię bez mrugnięcia okiem. - Ruszyła dalej.

Gdy weszła do domu, od razu poszła do łazienki. Spłukała krew z miecza, a dopiero potem się umyła. Stamtąd poszła prosto do swojego pokoju. Kiedy opadła na łóżko, zadzwonił telefon. Odebrała ciocia. Meg do kilku lat mieszkała u nich. Wiedziała, że dzwoni wujek, pewnie powie żonie o wszystkim i nikt nie będzie jej przeszkadzał. Nawet posiłki będą zostawiać pod drzwiami, póki sama nie zechce wyjść. Tak samo było po pogrzebie rodziców. To było tuż po awansie wujka. Ich samolot rozbił się gdzieś w górach. Czarna skrzynka była kompletnie zniszczona, więc nie było wiadomo, co dokładnie się stało. Samolot spadł. Nikt nie przeżył, to wszystko, co wiedziała.

Następnego ranka wstała w lepszym nastroju. Miała nadzieję, że wszystko wróci do normy. Tym bardziej, że wszyscy zachowywali się jakby poprzedni

dzień był normalnym dniem. Nawet nie wiedziała jak bardzo się myliła.

 

komentarzy: 0Poniedziałek, 21 stycznia 2008, 17:46

Okręt

Jacek, był u Elfów już parę miesięcy, kiedy spodziewano się przybycia okrętu z Anner. Udał się wraz z Sulwen i towarzyszącej jej strażą na zachód, do niewielkiej zatoczki wcinającej się w głąb lądu. nie było tam nic, prócz kilku starych drewnianych magazynów i przystani. Na placu otoczonym przez magazyny czekało kilka osób, mężczyźni w długich szatach, paru nawet miało długie "krasnoludzkie" brody. Jeden z nich, wysoki, o takiej właśnie białej brodzie i przenikliwych, błękitnych oczach za półokularami podszedł do orszaku. ucałował dłoń Sulwen, po czym przemówił:

- Witaj moja droga, za jakąś godzinę, może dwie przybiją do brzegu. Po czym odwrócił się do Mikulskiego - zastanawiam się co też mugol robi wśród Elfów? - a w jego głosie była jedynie uprzejma ciekawość.

- Już nie mugol, a zwą mnie Naresul.

- Bardzo mi miło, jestem Albus i jak pewnie zauważyłeś jednym z nielicznych

czarodziejów, którzy wiedzą, że Anner nie jest tylko legendą i o waszym istnieniu. A rzemieślnicy archipelagu są mistrzami w swych dziedzinach.

Wkrótce do zatoczki wpłynął okręt. Biały dwumasztowiec. Pod banderą Białego Drzewa na zielonym tle.

- To Feanil.

- Co? - Jacek spojrzał na czarodzieja

- Nie co, tylko kto - Albus wskazał dziób statku, tam gdzie zwykle była syrena, ten miał ptaka - jastrząb jest symbolem wyspy Nimost, której księciem jest Feanil. Jedyny człowiek w Radzie. A oto i on.

Dae odwrócił się w stronę trapu. Nie wierzył własnym oczom. Wysoki brunet, szczupły, o niezwykle przenikliwych oczach był jedną z ostatnich osób, jakich by się tu spodziewał.

- O w morde...

- Czołem Mikulski. Al.

- Czołem...

- Panowie się znają? - czarodziej był równie zdziwiony, co reszta przybyłych. Jacek odpowiedział:

- Tak, ten człowiek był moim dowódcą w wojsku, dowódcą wozu. sierżant Kosa, tak go wszyscy nazywali.

- Prawda. a ja nie znam lepszego kierowcy BWPa od Cichego.

- Kosa? Cichy?

- to od bagnetu do muszkietu, który sierżant zawsze miał przy sobie.

- nadal mam, to ten "sztylet". A jego nazywali Cichym, bo niezwykle rzadko się odzywał.

- To miłe...

- Ale... - czarodziej był zdenerwowany - mamy problem Fen...

- Poważny??

- Wystarczający, by wzmocnić straże, które już rozstawiłeś - Albus wziął głęboki oddech - Riddle wrócił.

Feanil podszedł do okrętu, wydał kilka szybkich poleceń, a gdy wrócił spytał: -Jak?

- Stary rytuał, Ciało, Kość i Krew. -Książę zaklął pod nosem, a głośno

powiedział: - Jacek, jako młody Dae możesz wybrać dla siebie jakąkolwiek broń od naszych kupców, taka tradycja, pierwszy miecz jest za darmo. My musimy porozmawiać na osobności. Kosa odszedł z czarodziejem w stronę zniszczonego przez czas magazynu, więc Naresul odwrócił się i wszedł na pokład, gdzie właśnie skończono ustawiać stragany. Handlowano tam wszystkim. Począwszy od materiałów, strojów, poprzez biżuterię i amulety, aż po księgi i broń. Choć nie było tam nawet jednego pistoletu czy karabinu, wybór był ogromny. Lamie, szable, szpady i miecze wszelkiej maści. Łuki, kusze i shurikeny. Po namyśle Dae wybrał krótki gladius ze srebrną rękojeścią w kształcie smoka, jak poinformował go kupiec, był to miecz zwany Kłem Białego Smoka, zdolny przebić nawet smoczą łuskę, a także odesłać ducha w zaświaty. Oprócz tego kupił kaburę z dziewięcioma kunai na krótkim pasku. Zapinał ją właśnie na prawym udzie, gdy podszedł do niego książę

- zaraz wypływamy, więc powinieneś chyba już iść.

- właśnie miałem Cię poprosić żebyś mnie ze sobą zabrał, przyjaciół już pożegnałem

- dobra – Feanil odwrócił się i zaczął wydawać rozkazy. Gdy tylko wypłynęli w morze zaprosił chłopaka do swojej kajuty. Rozmawiali już dość długo gdy Jacek spytał:

- kim jest ten Riddle?

- Czarnoksiężnik, bardzo wredny typ. Pewnie minister znowu nie będzie chciał naszej pomocy

- Minister?

- Brytyjski Minister Magii. Zresztą mniejsza o to, mamy swoje problemy. A tak przy okazji co u Jaskra?

- Jaskra... dawno nie widziałem, do policji wstąpił, podobno jest już sierżantem. Adoptował siostrzenicę swojej żony. Będzie teraz miała jakieś 14 lat

- maleńka to ona nie była co? Gdyby nie ten wypadek...

- to miała by młodsze rodzeństwo, jej rodzice nie żyją, więc i tak by u nich wylądowała.

- Jaka ona jest?

- Śliczny rudzielec, a czemu?

- Tak tylko... ostatnie pytanie i zmiana tematu ok?

- Jakie?

- Jak ma dziewczyna na imię?

- Gośka, ale wszyscy mówią na nią Meg

 

komentarzy: 0Poniedziałek, 21 stycznia 2008, 14:04

Tagi

Nie znaleziono tagów

Archiwum wpisów

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 4559 dni

Moich wejść na gram.pl: 388 (#4023)

Napisanych postów i komentarzy: 0 (#1920)

Napisanych recenzji: 0

Wpisów na blogu: 85 (#147)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 1 520 (#898)

Więcej o mnie

Krótko o mnie:...

Moje tagi:fantasy, fantasy i rpg, opowiadania, opowiastki

Urodziny:za 266 dni (14 lipca 1981)

Moje motto:nie ilość a jakość, nie szybko a dostojnie tajemniczo z klasą z wdziękiem i spokojnie

Obecny stan:

Posiadany sprzęt:PC

XFire

Ostatnie odwiedziny

Moje Avki

kreskowka.pl:

 

 Bleach legends pbf

Nie gram na BL już jakiś czas, ale avek może się jeszcze przydać:)

Onirisme:

 

Wyspa Chimera:

Po drugiej stronie krzywego zwierciadła:

 

 

 District 13:

 

Dystopia rpg:

 

 

 

 

 

 


 

 

 

Prywatne wiadomości

Zaloguj się by wysyłać wiadomości

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl