/* Font Definitions */ @font-face {font-family:"Cambria Math"; panose-1:2 4 5 3 5 4 6 3 2 4; mso-font-charset:1; mso-generic-font-family:roman; mso-font-format:other; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:0 0 0 0 0 0;} @font-face {font-family:Calibri; panose-1:2 15 5 2 2 2 4 3 2 4; mso-font-charset:238; mso-generic-font-family:swiss; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:-1610611985 1073750139 0 0 159 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-unhide:no; mso-style-qformat:yes; mso-style-parent:""; margin-top:0cm; margin-right:0cm; margin-bottom:10.0pt; margin-left:0cm; line-height:115%; mso-pagination:widow-orphan; font-size:11.0pt; font-family:"Calibri","sans-serif"; mso-ascii-font-family:Calibri; mso-ascii-theme-font:minor-latin; mso-fareast-font-family:Calibri; mso-fareast-theme-font:minor-latin; mso-hansi-font-family:Calibri; mso-hansi-theme-font:minor-latin; mso-bidi-font-family:"Times New Roman"; mso-bidi-theme-font:minor-bidi; mso-fareast-language:EN-US;} .MsoChpDefault {mso-style-type:export-only; mso-default-props:yes; mso-ascii-font-family:Calibri; mso-ascii-theme-font:minor-latin; mso-fareast-font-family:Calibri; mso-fareast-theme-font:minor-latin; mso-hansi-font-family:Calibri; mso-hansi-theme-font:minor-latin; mso-bidi-font-family:"Times New Roman"; mso-bidi-theme-font:minor-bidi; mso-fareast-language:EN-US;} .MsoPapDefault {mso-style-type:export-only; margin-bottom:10.0pt; line-height:115%;} @page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;} div.Section1 {page:Section1;} -->[if gte mso 10]>
[endif]-->
Tyle że był to tylko taktyczny odwrót, a krzyk miał sugerować wyimaginowany strach, by królik poczuł siłę i moc do dalszego rozsiewania zła. Gdy przyszły Zbawca Świata uznał, iż oddalił się na dostateczną odległość, zmienił kierunek i Chosen One poruszał się, idąc za obrazami ze swojej wizji, a Tabuś do Wielkiego Garnka, centrum handlowego Wyspy Wielkanocnej. Dotarł tam po kilkunastu minutach szybkiego truchtu.
- Noooo. Kawał chaty – powiedział, przyglądając się Garnkowi. Był wielki, tak wielki, że mogło by się w nim zmieścić z tysiąc Fjowusów. „A zwykłych ludzi pewnie z dwa tysiące” – pomyślał i zaczął się wspinać. Nie było to łatwe, bo ściana Garnka była niemal całkowicie gładka, no ale dla Tabalugi nie ma rzeczy niemożliwych. Trochę się zmachał, ale w końcu dotarł na szczyt.
Jego oczom ukazał się piękny widok. Na samym dnie garnka Fjowus walczył mieczem Asgaroth z całym ogromnym stadem ogromnych kur.
- Dziwne – powiedział do siebie chłopak – przecież dopiero co zgubiłem ten miecz.
Chosen One dotarł do dziwnego domku. Przed frontowym wejściem wszędzie walało się kurze pierze. – „Co tu się, do stu diabolicznych krowich placków, działo?” – myślał sobie, krążąc w tę i z powrotem. – „Jest jeden sposób, by to sprawdzić! Trzeba pójść za śladami tych kurzych łapek!” – wymyślił w końcu. Udawał, że się skrada, ale szło mu to bardzo niezgrabnie. Cztery razy potknął się o własne sznurówki i raz o rękaw… W końcu dotarł do ciemnej dziury wypełnionej czerwonawym światłem, a z wnętrza słychać było tylko takie „Ko-ko-ko-koooo” itp. dziwne odgłosy sugerujące, że w środku był mag.
Obaj spojrzeli w doły przy których się znajdowali i zeskoczyli znów stając się jednością. Ale wbrew pozorom się nie zabił, to Fjowus w ostatniej chwili rzucił zaklęcie lewitacji. Bez słowa rzucił mu miecz, a sam zaczął kumulować w sobie energię – widać było, że szykuje się do jakiegoś potężnego zaklęcia. Chosen One walczył mieczem doskonale, każdy jego cios był śmiercią dla jednego z tych kurczaków. Fjowus nadal był „nieobecny”, więc należało go osłaniać. Tabaluga przeciął na pół kurczaka, który chciał zrobić desant z powietrza i odciął grzebień jakiemuś kogutowi. I nagle Fjowus cicho westchnął i od niechcenia wyzwolił potężne i mroczne moce. Z obu jego rąk wyleciały dwie długie, czarne błyskawice, które trafiały we wszystkie kurczaki po kolei, uśmiercając jednego, a potem przechodząc na następnego. Po około trzech minutach było już po walce. Tabaluga przeszedł się po pobojowisku, żeby sprawdzić, czy ktoś nie przeżył. Na szczęście, wszystkie kurczaki były już martwe.
- Wyjaśnisz mi wreszcie, o co chodzi z tymi kurczakami? – zapytał Tabaluga
- Za chwilę. Patrz, kto idzie.
Obaj ujrzeli Króliczka wielkanocnego, który powoli szedł ku nim celując obrzynem w mostek czarodzieja. Nagle królik odezwał się niskim głosem:
- To koniec. Poddajcie się, to może was oszczędzę.
Fjowus po prostu roześmiał się, kiedy to usłyszał. Jego śmiech był głośny, długi i szczery. Kiedy już mu przeszło, pstryknął i w kierunku króliczka poleciała wielka kula ognia. Królik jak to Królik, futro ma łatwopalne. Jednak Zając wsparty przez złe (a może nawet i dobre) Moce zdołał przed płomieniami uskoczyć. Wylądował na swych długich tylnich łapach, które pomogły mu złapać równowagę i zaczął strzelać w maga, który ponownie zaczął zbierać w sobie magiczną energię. Tabaluga zareagował błyskawicznie, wskoczył między nadlatujące pociski, a starca i zaczął odbijać kule mieczem, jednak połowa (czyt. jedna) z nich była szybsza, od broni i pomknęła w stronę Fjowusa.
„Co ten dureń wyrabia” – zdążył szybko pomyśleć mag o swym wychowanku – „Przecież JAM jest MAGIEM!” – ponownie wyzwolił energię, tym razem odbijając pocisk. Zorientował się jednak, że uwolnił jej stanowczo za dużo i prócz kół, odepchnięty został także Zając i Tabuś.
Rozwścieczony zwierzak podniósł się z ziemi i wypalił w stronę napastnika cały magazynek. Tym razem czarodziej musiał zrobić unik bez pomocy magji. Czas jakby zwolnił tępo. Sekundy trwały minutami. Fjowus wygiął się w niemożliwy dla zwykłego człowieka sposób, a z nieba rozległ się głos: „MAAA-TRIIIKSSS”.
W czasie tego bullet time’a wstał również Tabaluga, ale wyglądał inaczej. Znów miał zeza, znów wyłysiał, a na dodatek teraz miał 14 zębów, a nie jak wcześniej 15. Schylił się i podniósł miecz. Jego zezowane spojrzenie wypełniło się furią i rządzą mordu. Chosen One użył jednej ze swoich mocy, Szału Bitewnego. Z jego piersi wydarł się pełen wściekłości okrzyk bitewny. Rozdarł kurtkę i ukazał tatuaż na plecach przedstawiający szatana i liczbę 666. Fjowus był pewien, że zaraz stanie się coś niedobrego. Królik też to czuł. Niewiadomo jakim sposobem zmienił swój obrzyn w topór.
Chosen One zaatakował. Atak był skierowany na Zająca. Rozpoczął się morderczy taniec z którego tylko jeden mógł wyjść zwycięsko. Tylko jeden z nich dwóch mógł przeżyć. Cięcia, gardy, piruety, finty, sztychy i młynki sypały się gradem w stronę biednego małego zwierzaczka. Jednak ten nie pozostawał dłużny i także siekał na prawo i lewo swoim wielkim toporzyskiem.
Fjowus postanowił zakończyć tą szopkę. Ponownie wysłał ognistą kulę w stronę Zająca, a ten zajęty obroną przed nadlatującym ciosem, dał się upiec. Mimo tego walka się nie zakończyła, Chosen One posiekał pieczone mięsko na plasterki i kopniakami porozrzucał po okolicy.
- „No i z obiadu nici” – pomyślał mag – Tabuś! To już jest koniec! – krzyknął do towarzysza i pełne mordu oczy skierowały się w jego stronę. To jeszcze nie był koniec… Opętany chłopak rzucił się na opiekuna, ale po chwili poczuł ból w kroczu. Fjowus sprzedał mu solidnego kopniaka. Na tyle silnego, by chłopak stracił przytomność.