avatar

Twoortza Użytkownik gram.pl (Przodownik) ja.gram.pl/Twoortza

Mój blog (ostatnie wpisy) rss

Ech... Hack'n'Slashe

Dawno nie pisałem, ale w końcu coś jest.

Hack'n'Slashe - typ gier RPG polegający na a)zabijaniu potworków, b)wbijaniu leveli c)wykonywania questów i w zasadzie to wszystko. Można by to skrócić do jednego czasownika expić. Expienie to po bezmózga rąbanka bez krzty strategii, logiki ograniczającej się na ustawieniu właściwej sekwencji "potworek-ulecznie-potworek-potworek-uleczenie-itd."  A jednak, jak ktoś w to zagra, czyje potem niedosyt. Ostatnio grałem na DS-ie od kolegi w Final Fantasy wersja... któraś. I teraz chcę jeszcze.Czasami po prostu chce się wziąć taką rąbankę i poexpić. juz nigdy nie będę krytykował hack'n'slashy. Właściwie rozumiem też fenomen kości piszczelowej online. Ludzie chcą pozabijać zbitki pikseli, czasami też innych uzytkowników. Inna sprawa, że ludzie tacy jak ja maja dość podobne upodobania (tzn. lubia jeden taki sam gatunek, pozostałe się już różnią) co banda 9-latków, które dopiero co dostały Internet, nie wiedzą co to spam, off-top, warn, ban i wchodzą na fora bądź MMO, czyli inaczej mówiąc n00by. Ech, własnie dlatego kość piszczelowa online nie ma reputacji. zniszczyły ją n00by, dla których wszystkie gry oprócz hack'n'slashy są głupie.

Ech te hack'n'slashe...

komentarzy: 1Piątek, 20 lutego 2009, 20:29

Recenzja własna SPORE(tm)

Tytuł: SPORE
Gatunek: symulacja/zręcznościówka(faza komórki)/RPG(faza stwora)/RTS(pozostałe fazy)
Na co: PC, Mac, komórka, Nintendo DS
Gdzie i za ile: EMPiK 159,99 zł
Dodatki: Fabryka stwórów 20 zł, Fabryka Stwórów: Śmieszne i Straszne Części Stworów 50 zł, Edycja Kosmiczna 180 zł

 

.:Fabuła:.
O ile można to nazwać fabułą, mamy doprowadzić organizm jednokomórkowy (że już ma oczy to inna kwestia) do etapu podbicia kosmosu, wpierw wyprowadzając go na ląd.

 

.:Gameplay:.
Na początku ukazuje się nam galaktyka w opcji "Graj" domyślnie ustawionej. Wybieramy planetę, sposób żywienia naszego stworka (glony czy mięso i inne komórki) i naszym oczom ukazuje się filmik jak dotarliśmy w ogonie komety do pramorza. Niestety po pewnym czasie filmik zaczyna nudzić i już po kilku grach naciskamy Esc, by go opóźnić.

 

Komórka
Jest to jedna z najlepszych faz w całej grze. Poruszamy się w pięknie animowanej dwuwymiarowej przestrzeni komórką, w której nie sposób się zakochać.

Na początku jesteśmy bezbronni, jednak po jakimś czasie, wielka komórka zjada małą z kolcami i ukazuje się nam element; podpływając do niego odblokowujemy go w naszej Fabryce Komórek. Zjadamy jeszcze jeden posiłek i klikamy "zew godowy". Sunąc za śpiewem serduszkami widzimy inną komórkę tego samego gatunku i odbywają się gody. (Nawiasem mówiąc druga komórka składa JAJO.) Widzimy fabrykę komórek, gdzie możemy modyfikować jej wygląd za pomocą doczepiania kolców, a później też napędu odrzutowego, pałek elektrycznych, plujek trucizny, rzęsek. Za wszystko jednak płacimy pkt. DNA, które zdobywamy jedząc. Warto dodać sobie drugi otwór gębowy i przejść na zróżnicowaną dietę by w następnej fazie być wszystkożerny. Gdy już wykształcimy sobie mózg dodajemy sobie nogi i naszym oczom ukazuje się filmik jak wychodzimy, na brzeg. Śmiesznie to wygląda, jak nie dodamy nóg. Tak oto kończymy beztroskie życie w morzu.
Plusy fazy:
+świetna grafika
+śmieszny wygląd niektórych komórek
+dobry sposób przedstawiania rośnięcia (tj. my się nie zmieniamy tylko komórki wokół się zmniejszają)
Minusy fazy:
-krótka

 

 Stwór
Widzimy siebie w gnieździe, wokół nas padlina, kilka krzaczków z owockami, szkielet i w oddali inne gniazdo. Wyglądamy - trzeba to powiedzieć - głupio. Żadnej formy przejściowej, tylko komórka z nogami w trójwymiarze. Szkielet wziął się nie na próżno, bowiem w szkieletach martwych zwierząt mamy elementy, które możemy doczepiać naszemu stworowi później. Tutaj już nie zdobywamy DNA za jedzenie, lecz za przymierza lub podbicia innych gatunków. Żeby się sprzymierzyć musimy po nich powtarzać: śpiew, taniec, urok czy pozę, a nad nami ukazuje się wskaźnik przyjaźni, kiedy stwory, z którymi chcemy się zaprzyjaźnić dojdą do połowy, są oburzone i przyjaźni nici. Dlatego warto czasami użyć specjalnej umiejętności. Owe "umiejki" są określone do sposobu żywienia się w poprzedniej fazie. Np.: mięsożercy mogą przestraszyć stwory, by dały się łatwo zabić, roślinożercy omgą oczarować je "syrenim śpiewem", a wszystkożercy przywołują stado by im pomagało we wszystkim, tak więc opłaca się być wszystkożercą. Czasami można też spotkać powększone, wściekłe stwory epickie po 1000 punktów życia i samotniki nie mające gniazda po 250 pkt. życia. Kiedy mózg się rozwinie wystarczająco przechodzimy do fazy plemienia.
Plusy fazy:
+bardzo dobra animacja biegu przy dowolnej liczbie nóg.
+ładna animacja "syreniego śpiewu"
+fabryka stworów
Minusy fazy:
-monotonia (ileż razy można znów się sprzymierzać?)

 

Plemię
Po tym, jak wynaleźliśmy chaty i ogień, i bronie przechodzimy do pierwszej fazy RTS-owej. Nie możemy zmieniać wyglądu stwora, a jedynie jego "ubranie". Walutą są tu jabłka za które możemy postawić budynki, kupić młode, oswoić dzikie zwierzęta. Żeby mieć jabłka trzeba je zebrać wybierając jednego stwora i PPM kazać mu zbierać owoce klikając na drzewa. Po pewnym czasie powstają inne 4 plemienia, które możemy podbić lub zawrzeć przymierze. Żeby poprawić swoje stosunki można dać prezent, a później zagrać im koncert. Na początku możemy tylko dmuchać w drewniane rogi, później po kolejnych sojuszach uaktywniają się trombity i marakasy, a także inne chaty: kostury lecznicze, ościenie rybackie, oszczepy, kamienne topory, kije zbieraczy, pochodnie podpalające i powiększa nam się chata powiększając limit mieszkańców wioski. Po każdym przymierzu lub podbiciu nasz wioskowy totem jest uzupełniany o elementy w kolorze podbitego/sprzymierzonego szczepu. Kiedy uzupełnimy cały totem i zdobędziemy władzę na kontynencie, przechodzimy do fazy plemienia.
Plusy:
+wygląd koncertów
Minusy:
-jak na RTS-a dość łopatologiczne

 

Cywilizacja
Założyliśmy pierwsze miasto! Po lekcji samouczku jest najlepiej od razu zająć wszystkie gejzery przyprawy na kontynencie. Przyprawa to jedyny surowiec w grze, generuje on czysty zysk. Trzeba je zająć jak najszybciej zanim powstaną inne miasta, bo raz zdarzyła mi się nieprzyjemna sytuacja, gdy jakaś ogromna cywilizacja odmówiła handlu ze mną i zabroniła mi handlu z innym kupcem, a ten jedyny pozostały kupiec był atakowany przez tą potęgę i byłem w martwym punkcie. Z każdym miastem można się skontaktować, by powiedzieć im komplement, obrazę bądź przekazać prezent pieniężny. Walutą jest tu sporylion. Miasta można zajmować na trzy sposoby określone przez naszą postawę w poprzednich fazach: gospodarczą, wojskową i religijną. Gospodarczy polega na handlu z miastem, a potem jego wykupieniu gdy licznik sięgnie całości. Wojskowego nie trzeba tłumaczyć, za to religijny jest dość ciekawy, momentami śmieszny. Polega on na tym, że atakujemy punkty rozrywki w mieście, zadowolenie spada do zera, w zamian przekazujemy naszą wesołą religię. Aby to zrobić ogromny hologram naszego przywódcy objaśnia donośnym głosem o zaletach wiary (najpewniej w Spoda). Po pewnym czasie, możemy robić samoloty i zajmować miasta na innych kontynentach.

Gra kończy się po zbudowaniu statku kosmicznego. Miasta mogą generować zyski jeśli dodamy do nich zakłady pracy, punkty rozrywki dodają nam zadowolenie, należy wystrzegać sąsiedztwa obu punktów, które daje smutek. A im smutniejsze miasto tym rzadziej świętuję i nie ma boomów zakupowych, które zdarzają się co jakiś czas. Jak zdobędziemy miasto możemy zachować jego specjalność jeśli ma się inną, czyli imperium gospodarcze może mieć miasto religijne, choć najlepiej zmieniać specjalizację na swoją.
Plusy:
+dobre wprowadzenie do innych gier typu RTS
Minusy:
-jeden surowiec (żeby chociaż benzyna/kamień/jedzenie)
-ostatnie miasto same się poddaje

 

Kosmos
Druga najlepsza faza, pomieszanie RPG, zręcznościówki i RTS. Sterujemy JEDNYM statkiem kosmicznym zupełnie jak w fazie stwora. Są jednak różnice. Tutaj powoli odkrywamy obce imperia we wszechświecie (a właściwie w Drodze Mlecznej), możemy zakładać sojusze, zakładać szlaki handlowe, wykonywać misje. Możemy później wykupić później układy gwiezdne jednak za własne pieniądze, nie kolonii. Odkrywamy różne kolory przyprawy (tak, znowu ona), jedne rzadkie, jedne wychodzą uszami (taka czerwona na przykład). Gra właściwie bez końca, choć i tą fazę można skończyć. Trochę kłopotliwe jest znajdowanie konkretnych układów, chociaż jak ktoś cierpliwy to i Ziemię znajdzie, tyle że trochę małą i zerowego typu na trzy i zerowy. W środku galaktyki są tajemniczy Groksowie z -70 w kontaktach na początek, ale o tym sza!
Plusy:
+możliwość znalezienia Ziemi
+gra bez końca/z końcem jak kto chce
Minusy
-hmmm... nie znalazłem

 

komentarzy: 0Sobota, 08 listopada 2008, 16:35

Gothi 2 - historia niekonieczniezgodna z oryginałem całóść

[endif]-->

Proszę! Reszta tekstu.

 

— Eee… stać! Do miasta nie może się dostać byle obdartus… Zzz… Chrrą… Zzz…

— Uznajmy to za zgodę do wejścia do miasta – powiedziałem

— Eee… stać! Do górnego miasta nie może się dostać byle obdartus… Zzz… Chrrą… Zzz…

— Chyba mam dejá vu.

— Eee… stać! Do Lorda Hagena nie może się dostać byle obdartus… Zzz… Chrrą… Zzz…

— Nie no. Teraz na serio mam dejá vu.

— Jestem Lord Hagen, pobożny sługa Innosa, pokorny… bla… bla…

Półtorej godziny później

— … I w ogóle jestem taki wspaniały, że aż mózg wysiada. Coś jeszcze?

— Tak, dasz mi Ogó…tfu! Oko Innosa?

— Nie.

— Dlaczego?

— Nie wiem. Albo wiem! Zagrajmy w… go[if !supportFootnotes]-->[1][endif]-->

14 dni gry w go później

— To jak, /Chrrą/ dasz mi ten /Zzz/ artefakt?

— No…

— Jedno pytanie… /Chrrą/ czy strażnicy są śpiący, bo /Zzz/ zmuszałeś ich do /Chrrą/ kilkudniowej gry w go?

— Tak… masz Oko… Chrrą… Zzz… Chrrą… Zzz… Chrrą… Zzz… Chrrą… Zzz.

— Eee… fajnie. To cześć.

— Chrrą… Zzz… Chrrą… Zzz… Chrrą… Zzz… Chrrą… Zzz.

* * *

— No dobra Xard…uńciu! Co mam zrobić z Ogórkiem Innosa?

— Ten Ogórek pozwoli ci rozmawiać ze smokami i dowiedzieć się po co tu przyszły. Zaraz! Ten artefakt ma (błihihihihihihihhuhuhuhuhuhuhłehłehłehłehłehihi) nadłamany koniec!

— I co z tego? Czyżby było to coś złego?

— Gdybyś tego użył, zniszczyłbyś całą maślankę z Biedronki! To byłby koniec świata i okolic!

— Chrrą… Zzz… Chrrą… Zzz… Ach! Przepraszam! Ten Hagen zmusił mnie do gry w go przez 14 dni bez przerwy.

— Nie ma co, musisz (błihihihihihihihhuhuhuhuhuhuhłehłehłehłehłehihi) znaleźć trzech arcymagów, żeby ci wzięli i naprawili Ogórek Innosa.

— A skąd ja ich wezmę? Z nieba spadną?

— Hej to my! Pyrokar i Vatras! Dwóch arcymagów spadających z nieba! – powiedziały trzy postacie i walnęły w ziemię.

— Eee… naprawicie mi Ogórek Innosa?

— Oczywiście! Xardasie!

— Xarduńciu – odparł rozeźlony nekromanta i zaczęli recytować – O, Wielki Kapciu Ognia, napraw ten Ogórek! O, Wielki Kapciu Wody, napraw ten ogórek! O, Wielki Kapciu Ciemności, napraw ten ogórek! ABRAKADABRA!!!

Bum

— I co?

— Naprawiliśmy Ogórek Innosa. Używaj go mądrze, wiedząc, że jest to dar od bogów… bla… bla… bla… bla... bla… bla… bla…

Półtorej godziny później

— To ja lepiej pójdę zniszczyć smoki.

— Są w górniczej Dolinie. Przyda ci się mapka z zaznaczonymi pobytami smoków i samego kretoszczura spod mostu. Kiedy poznasz (błihihihihihihihhuhuhuhuhuhuhłehłehłehłehłehihi) imię tego kretoszczura, osłabisz jego armię chrząszczy.

— Jedno pytanie. Sam kretoszczur spod mostu istniał od wieków, czy ja go wymyśliłem?

— Istniał od wieków, gdy go wymyśliłeś, a więc mniej więcej dwa miesiące temu, a co?

— Tak, tylko pytałem.

* * *

— Zadam to pytanie jeszcze raz i jeszcze raz, i jeszcze raz, aż do następnego numeru „Listonosza Pata”, bo nie mam co robić. Dlaczego my tu jesteśmy!? – wrzasnął Milten (a kto inny czyta „Listonosza Pata”?)

— To jest nagroda – odparłem – Dzięki mnie okryjecie się chwałą jako pomocnicy tego co zabił 6 smoków!

― Ktoś dawno nie dał klapsa w pupę. Ambicja cię zżera – odparł Gorn

― Zazdrośnicy.

― O! Pięćdziesiąt siedem ork wojownik i ileś tam ork szaman pędzić w nasz kierunek – duknął Lester

― Idź do logopedy, Lester – powiedział D.I.E.G.O.

― Co być?

― Nieważne

― Zaraz widzę jakiegoś Guru… - powiedział Lares – Guru? Czy oni nie powinni teraz być Poszukiwaczami? Jest Gothic 2!

― Dobra, który bawił się modyfikacjami! – spytałem

― Ja! Ja! – krzyczał Lester

― Trzymajcie mnie! Ej! To przenośnia, wy zboczeńcy! Gdzie z tymi łapskami!

― Może to nie moja sprawa ale jak zatrzymamy tych orków? – spytał Diego

― Zostawcie to mnie! Zaraz wywołam zaklęcie – rzekł Milten i zaczął recytować zaklęcie – LISTONOSSUM PATTUM ZIEMIUS DOGÓRUS BUM BUM!!!

Wszystkich orków nagle złapały jakieś wielkie ramiona z ziemi, a potem ułożyły ich kulkę i zaczęły grać nimi w ping-ponga, zamiast paletek używając drzew.

― Uff!! Dzięki, że zatrzymaliście tych orków! Jeny, ja tylko chciałem jelit orka szamana – powiedział nieznajomy – A nie przedstawiłem się jestem… zaraz, kim ja jestem? Ciągle zapominam swojego imienia, więc muszę sobie wymyślać nowe. Wiem! Będę Talerzem!

― Eee… świetnie. Wiesz gdzie są ludzie?

― Są w zamku. Zaprowadzę was przed oblicze Kapitana Garonda.

* * *

― Kapitanie Garondzie, ci oto ludzie uratowali mój zapas jelit orków szamanów.

― Jak mam wam się odwdzięczyć? Gdyby nie wy, Talerz nie przyniósłby nam dostawy – powiedział kapitan Garond

― Potrzebujemy najlepszego oręża, najlepszych pancerzy, najlepszych run, najlepszych…

― Jaka szkoda, że musimy zerwać znajomość – powiedział kpt. Garond wyprowadzając nas z jego komnaty – Straże! Dajcie im trzy beczki piwa i powiedzcie im, żeby mnie nie nagabywali!

― Oczywiście, kapitanie Garond!

Trzy dni póżniej

― Piwo się (hep!) skończyło! – powiedział Gorn

― Przez 72 godziny chlaliśmy piwo i patrzyliśmy się na turniej śpiewu i tańca orków.

― Hosh-Pak pany! Hosh-Pak pany! Hosh-Pak pany!

― Lester!! – odparliśmy wszyscy, oprócz Laresa, który jeszcze szukał piwa i wpadł do beczki

― Eee… chłopaki, a my to (hep!) po co do tego Garonda (hep!) poszliśmy, co?

― Po oręż paladyński!

― Taki jak (hep!) ten co ukradłem trzy dni (hep!) temu ze zbrojowni (hep!) Garonda, kiedy nie (hep!) patrzył?

― Lares, ty ośle! Cały czas miałeś oręż?

― Eee… (hep!) tak?

― Czemu nam tego nie powiedziałeś?!?!?!

― Bo nie (hep!) pytałeś.

― Królestwo za izbę wytrzeźwień!

― Chrąą… Hep! Chrąą… Hep! Chrąą… Hep! Chrąą… Hep! Chrąą… Hep!

* * *

― Dobra, skoro wszyscy są jako tako trzeźwi, możemy ruszać na smoki – powiedziałem

― Trzeźwi? Hep! Co to znaczy?

― Trzymajcie mnie! Ej, znowu to była przenośnia! Rety!

― Ty mów kiedy używasz przenośni, bo to mylące – odparł Diego

― Jest nas sześciu… Jeśli się każdy się zajmie jednym, będzie po równo, dobra… kto chce błotnego smoka?

― Błoto? To żaden żywioł! Tylko kompletny idiota chciałby coś takiego zabić! – krzyknął Gorn

― Ja chc(ę/ieć)! Ja chc(ę/ieć)! – wrzasnęli jednocześnie Lester i Milten

― Ale jest tylko jeden bagienny smok.

― Buuu!!!! Buuuu!!!! Buuuuu!!!! Łyychyyychyyychy!!! – wył Milten

― Je! Je! Je!  - skakał z podniecenia Lester

Kiedy wchodziliśmy na bagna poczułem TEN zapach.  Tak, zapach bagien i bagiennego ziela. Ile miałem z tym wspomnień. Zaraz, wspomnień? Co ja gadam? Przez to, że głupie zielsko, widziałem wokół siebie same zielone ścierwojady. Matko, jaki to był wstyd gdy jakiemuś Szkodnikowi chciałem zabrać pazury.

― Ej, pamiętacie tego Guru?

― No właśnie, gdzie on się podział?

― Hep! Wracajcie, białe myszki! Dlaczego zrobiłyście się na Guru?

― Cor Szaba(…)szatas! – zawołał uradowany Lester i popędził w jego kierunku, co niekoniecznie odniosło zamierzony skutek, bo Guru się przestraszył i, i zaczął uciekać

― UWAGAA!! Błotny wąż! – krzyknął Gorn

― Ja się nim zajmę – powiedział Milten – TRRA LAAA LAAAA!!!

Tak, zgadliście. Błotny wąż się powiększył i wyrosły mu macki strzelające kwasem.

― Milten, ty durniu!

― Ups.

2 godziny później

― Uff, uff, wreszcie umknęliśmy temu wężowi błotnemu!

― Eee… ― spytał D.I.E.G.O. – Jakie „wreszcie”?

― Chcesz powiedzieć…

― Ten wąż błotny zostawił nas prawie dwie godziny temu.

―ŻE COO?!?!?! Czemu nikt z was nie raczył mi o tym powiedzieć?!

―Próbowaliśmy ci powiedzieć ale ty już biegłeś jak idiota i byłeś za daleko. Gdybyś ty widział reakcję ludzi których na nas patrzyli.  Dwóch z nich dostało zawału ze śmiechu, a sześciu ma przez śmiech zniszczoną przeponę i płuca.

― Jesteśmy 10 kilosów od bagiennego smoka?!

― Tam nie było żadnego smoka.

― Co?

― Tylko kartka z napisem „Wyjechałem do Peru”.

― Ha! Nie wie, że ludzie w Peru myślą, że jest wojna i rozstrzeliwują wszystkie obiekty latające, nawet chmury.

― Wiesz pozostali już zabili pozostałe smoki i dowiedzieli się ciekawych rzeczy.

― Jakich?

― Że prawdziwe imię Gomeza to Zenobiusz vel Obi-Wan Kenobi.

― A co mnie obchodzi jakiś Zenobiusz z kosmosu z pajacowatymi uszami i zieloną skórą!

― Pomyliłeś go z Mistrzem Yodą.

― Słuchaj, mam dość Gwiezdnych Wojen jak na dziś. A jakich innych dowiedzieli się naprawdę ciekawych rzeczy?

― Te smoki to tak naprawdę ogromne buraki ziejące ogniem, a na jakieś wyspie są jeszcze dwa.

― Wiecie jak nazywa się ta wyspa?

Diego zmrużył oczy i jakoś się spiął. Zapanowało przez chwilę milczenie. Od razu domyśliłem się, że Durnowaty Idiota Egzekwujący Głupkowate Opłaty planuje zbudować nastrój. Nie chciało mi się czekać, aż przez ścieżkę przeturlą się suche krzaki, więc zapytałem:

― Pytałem się jak nazywa się ta wyspa!

― No i całą wyniosłość i powagę diabli wzięli.

― Zachowuj się. Chcę by nasza rozmowa utrzymała się na jakimś poziomie, który i tak jest niski.

― Wyspa nazywa się…

Przewróciłem oczami.

― …

Ziewnąłem.

― …

Usiadłem.

― …

Położyłem się

― …

Zamknąłem oczy.

― …

Obudziłem się o świcie następnego dnia.

―…

Zacząłem bawić się żukiem.

― Zapomniałem.

― ŻEEEEEEEEE COOOOOOO?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!

― Wiesz, przypomniałem sobie, że zostawiłem nieposłane łóżko.

―GRRRR!!!!

2 tygodnie później

― Uspokój się, uspokój się! Ratunku! Pomocy! Help! Help mi! – krzyczał Diego uciekając przede mną

― GRRRRAAAUUUUU!!!! WRRRRR! AARRRGGHHHH!!! WRRRRAAAUUUU!! ZAPOMNIAŁEŚ, TAK?!?!?!!?!?!? JUŻ JA CI PRZYPOMNĘ!

― Ratunku!

Kolejne 2 tygodnie później

― Uff! Zip! Ra… tunku… Zip! Po-o-o-omo-o-ocy-y… - powiedział D.I.E.G.O., po tych słowach klapnął na ziemię

― Uff! Uff! Wracaj tu! Zip! Uff! Puf!

― Widzę tu mały wyścig – powiedział nagle Talerz – No dalej! Do brzegu wyspy jeszcze tylko 3 km!

― Talerz! Cicho bądź!

― Kto? Ja jestem Sztuciec, a nie Talerz! Talerzem byłem miesiąc temu!

― Ej, słuchać wy! – powiedział nagle Lester – Ja się dowiedzieć dużo od Guru! Guru być Cor Seplen, a nie Cor Szabasztasanaszatastaszaszatas! Cor Szabasztasanaszatastaszaszatas zostać w Biedronka, bo zamknąć sklep, kiedy on jeszcze wrzucać maślanka do koszyk. On tam utknąć i wołać o pomoc. Zamek być na kod głosowy. Cor Szabasztasanaszatastaszaszatas powiedzieć, że kod to imię sam kretoszczur spod most. Cor Seplen powiedzieć, że tylko Cor Szabasztasanaszatastaszaszatas powiedzieć ci nazwa wyspy i dać mapa do niej, bo ty na Diego to se móc czekać, a on ci i tak nie powiedzieć, bo on chcieć robić nastrój.

― Więc nie mamy wyjścia – powiedziałem – Musimy poznać imię samego kretoszczura spod mostu, żeby uratować świat.

― Jesteśmy – powiedział Milten też w imieniu Gorna, Laresa (ciągle pijanego) i Cor Seplena z aparatem na zęby

― O czy to ne ten czo pękł bąbelek? Wytaj ż powrotem. Dżęky temu aparatowy już ne szeplenę y pluję, choczaż ne mogę wymawacz głoszek Mikkych – powiedizął Cor Seplen

― Zauważyłem

― Po perwsze trzeba usztalicz, gdże jeszt szam kretoszczur szpod mosztu. Osztatno wydżano go w poblyżu wulkanu. Dorwemy go y żmuszymy do gadana!

― No dobra… ale jak pokonamy jego armię chrząszczy?

― Jesztem otwarty na wszelke propożyczje.

― Mam pomysł – powiedział Lares – Ale potrzebujemy pomocy Xard…

― Uńcia! Jest wyczulony na tym punkcie, bo mama go nie kochała ale on się zemści.

* * *

― Czego tu? Nie powinniście być na wyspie, gdzie są pozostałe dwa smoki?

― To długa historia. Potrzebujemy twojej trawy.

― Ale bez tej trawy sam kretoszczur spod mostu nasyła swoją armię chrząszczy, by zjadały moją plantację fioletowych, świecących pomidorów!

― Nie naśle, bo jest w Górniczej Dolinie. Potrzebujemy tylko sadzonki.

― Zgodzę się pod jednym warunkiem…

* * *

― Świetnie! Mamy mu przynieść jelita orka szamana! – powiedział z niezadowoleniem Gorn

― Nie peniaj. Chodźmy do orkowego miasta.

― Eee… wiesz, nie mamy Ulu-Mulu

― A ja mam runę Fali Śmierci Orkom, Milten, jaki masz krąg magii?

― Szósty!

― Świetnie, masz, używaj tej runy kiedy otoczą nas orkowie.

― Acha. Tylko wtedy?

― Tak! Milten, użyj wreszcie tej runy!

― Ojej! Orkowie! – krzyknął Milten

― Wreszcie zauważył.

― Nie dam się – Milten po raz pierwszy powiedział ostro – ŁOZAAAAP!!!!

* * *

― Glam! Łyks! Mniam! Głyk! Niam! Mmm..! Glam!

― Eee… Xarduńciu?

― Tak, /glam/ możecie /łyks/ sobie wziąć /głyk/ tę trawę /mniam!/.

― Eee… fajnie. To cześć.

* * *

― Daleko jeszcze? – zapytałem po raz tysiąc czterysta siedemdziesiąty drugi raz Talerza/Sztućca

― Wiesz, nie. Mamy jeszcze do przejścia cały kontynent – odparł z sarkazmem Talerz/Sztuciec

― Ojej – powiedział, już trzeźwy, Lares

― Już widać wulkan!

― Chodzi ci o to? – zapytałem Talerza/Sztućca, wskazując na mały metrowy kopczyk, z którego płynęły mrówki, a nie lawa

― Eee… wiesz. Erozja.

― A może chodzi ci o tę wielką, pachnącą siarką górę z magmą w kraterze, którą właśnie mam pod nosem?

― Skoro nie chcecie mojej pomocy, to radźcie sobie sami!

― My sobie poradzimy ale nie wiem, czy sobie poradzisz z tymi ognistymi jaszczurami, lawowymi golemami, wulkatoperzami, pterokłakami i wilkami popiołowymi. Oczywiście, nawet jeśli je ominiesz, kto wie co spotkasz w lesie, dzień przed zbiorowym polowaniem?

― Eee… Nie niszczmy naszej znajomości! Chętnie poprowadzę was na sam szczyt!

― Och, to świetnie!

* * *

― Dobra! Widzę samego kretoszczura spod mostu. Plan jest taki, ktoś podkrada się od tyłu i rzuca w chrząszcze trawą od Xarda… Xarduńcia! Lester… Właśnie gdzie Lester?

― Śmierć chrząszczom!

― Matko! Co za głupek! Dobra, rzuć w chrząszcze trawą!

― Nie, moje chrząszcze! Moja armia chrząszczy! Jest jedzona! Przez trawę! – wołał sam kretoszczur spod mostu

― Natychmiast powiedz jak masz na imię!

― Nigdy!

― Jeśli nam nie powiesz, zamknę cię w ciasnej komórce z Miltenem, Lesterem i Cor Seplenem!

Kretoszczur spojrzał na Miltena, Lestera i Cor Seplena, zastanowił się chwilę, aż wypalił:

― Nie! Tylko nie z nimi! Powiem swoje imię!

―No to mów!

―Xivix!

― Okej, idziemy do Biedronki sprawdzić czy mówi prawdę.

* * *

― Dobra, ktoś mówi hasło, a ja trzymam Xivoxa, czy jakoś tak… – powiedziałem do pozostałych

― Xivox! – krzyknął Diego

― Xivix, baranie!

― Xivix! Jest otworzyły się! Cor Szaba(…)szatas może wyjść!

― Uff! Wreszcie mnie uratowaliście! Nie otworzyli mi drzwi, jak naciskałem guzik wezwania personelu. Ale w ramach rekompensaty wziąłem cały koszyk tostów i maślanki z Biedronki!

― Powiesz na której wyspie, znajdują się ostatnie buraki ziejące ogniem?

― W Pałacu Pizzy Świnki Tłuścioszka. Dobra, żartowałem. Tak naprawdę to jest…

― Nie mam zamiaru czekać, aż zbudujesz nastrój, gadaj natychmiast!

― No dobra, to jest Dwór Burakath. Ostatnia świątynia Beliara.

― Matko! Kto wymyśla te nazwy?

― Jaśnie Y’Berion, a co?

― To on jeszcze żyje?

― Jasne, tak sobie tylko żartował. Niestety, nie przewidział tego, że wyparuje mu mózg, no i sam kretoszczur spod mostu, włożył mu do czaszki płytę z przebojami Eltona Johnesa, no i Y’Berion całkiem ze świrował, bo nie wie jak wyłączyć opcję odtwarzania.

― Ten sam kretoszczur spod mostu nazywa się Xivix, masz mapę do Dworu Burakath?

― Tak, ale…

― Jeśli powiesz, że żeby mieć mapę muszę wykonać jakieś zadanie to cię pozbawię tostów z maślanką z Biedronki.

― Dobra, masz wypchaj się tą oto mapą morską, na której jest zaznaczone dokładne położenie ostatniej świątyni Beliara, Dworu Burakath!

― Eee… wiesz, powagę i podniosłość wywiało, kiedy okazało się, że Cor Seplen ma aparat na zęby.

― Kurczę.

* * *

― Dobra, nie mam pojęcia, czy znajdziecie kapitana do statku ale macie go szukać, bo inaczej nie zniszczymy ostatnie dwa buraki. Natomiast ja będę w tym czasie w knajpie i urżnę się do nie przytomności – powiedziałem wszystkim

―No to rzeczywiście interesująca perspektywa. Mamy harować i biegać jak idioci po całej wyspie w poszukiwaniu pajaca, który zgodzi się na tę samobójczą misję, podczas gdy ty będziesz chlał piwo i wszczynał burdy – odpowiedział Lares

― No, masz rację, to jest kusząca perspektywa, a teraz idźcie bo zasłaniacie mi krajobraz drogowskazu. No to ja już chyba pójdę wypić cały zapas alkoholu w mieście – odparłem

* * *

― Ha! Hep! Te Ciołki nie wiedzą, że mam (hep) kryształową kulę i ich widzę, dobra (hep) co robi Milten?

Milten

― Może w klasztorze Innosa znajdę jakiegoś marynarza z depresją.

― Ach, witaj Miltenie, właśnie urządzamy pogrzeb zgniłego kalafiora z wystawy Castoramy, czyli mówiąc potocznie mistrza Corristo.

― Acha, czy w klasztorze jest jakiś marynarz z depresją?

― Nie.

Cor Seplen

― O, welky Sznący, powedż my gdże żnajdę marynarza ż depresją!

― Ńheeee phoowheeem ćhiii, bhooo nhaaazwhaaałheeeś mńheee „Sznącym”

― A, ydż sze, żnajduj sze szam wyżnawczów!

― Z wheeelkhąąą chęęęćhąąą!

Gorn

― A, mam to w nosie, idę do gospody na farmie Onara!

Lares

― Hej! To że stoję sam jak kołek na środku pola, to nie znaczy, że nikt mi nie ma odpowiedzieć! Więc pytam po raz 34.! Gdzie jest marynarz z depresją?!

― A weź się odpierwiastkuj!

― Bo co? Hej! Halo! Czy ktoś mnie w ogóle słucha?

Diego

― Halo, panie kamieniu. Mówię do pana. Czy pan mnie słucha? Ech, chamstwo się szerzy.

Lester

― Dzień być dobry, czy pan być marynarz z depresja?

― Tak.

― To być świetnie! – powiedział Lester, wpakował do wora marynarza, związał wór i poszedł do Khorinis.

Dalej nie mogłem oglądać, bo widok zasłoniły mi białe myszki i krasnoludki. Chciałem je zatłuc, ale jacyś panowie w puszkach wyrzucili mnie z gospody.

― Niedobre myszki! – krzyknąłem – Ej! A co wy tu robicie?

― No bo jak Lester przyprowadził marynarza z depresją, to nie musieliśmy już dłużej szukać.

― Pokażcie go – odparłem, a tu z worka wyturlał się Talerz/Sztuciec

― Sztuciec!

― Jaki Sztuciec? Jestem Obrus!

* * *

― No Dwór Burakath! Czujecie ten smród?

― Mam pytanie: czemu wszędzie rosną fiołki?

― Łorety! Masz rację! Wszędzie są kwiatki! To nie pasuje mi do tych depresyjnych opisów Dworu Burakath.

Szliśmy korytarzami, tunelami, aż zobaczyliśmy koncert hippisów oraz orków, jaszczuroludzi i poszukiwaczy z transparentami sławiącymi pokój i miłość.

― No to mamy odpowiedź, dlaczego nikt nas nie atakował i wszędzie są kwiatki.

―Ognisty Burak!

― Trrak trro ja…

― Ty też masz wadę wymowy?

― Trro nie jest wrrażne! Pis! Pokrrój! Mrriłość! – nagle Gorn strzelił do niego z kuszy – Wolnoghrr…

― Dalej nie pójdziemy – powiedział Diego – To robota dla kogoś, takiego jak ty.

― Acha, to dziękuję za słowa otuchy.

― Nie ma za co.

* * *

― Ty chcesz mnie zniszczyć, a przy okazji podbić świat?

― No, do wczoraj tak, ale dzięki tym hippisom zrozumiałem, że tak naprawdę ważne są…

― Cha, cha! Giń, buraku!

― Czekaj, nie powiedziałem ci rozmiaru majtek Whitney Houston!

* * *

― No, to tyle. Teraz możemy wracać do Myrtany. Znajdziemy logopedę dla Lestera i będzie git.

― Tak, tylko, że Myrtana jest opanowana przez orków – odparł Gorn

― To akurat mały problem.

― A co z Xardasem? – zapytał Lares

― Słyszałem – powiedział Xarduńcio, który się teleportował na statek

― O nie…

― Giń!

— Aaaa!!!!

BUUUUUMMMM!!!!!!

— Ta… — odparłem z piwem w ręce – Orkowie to akurat mały problem…

Koniec

[if !supportFootnotes]-->

[endif]-->

[if !supportFootnotes]-->[1][endif]--> Go – gra polegająca na kładzeniu kamieni na przecięciach linii, na planszy zwanej gobanem, w celu zajęcia jak największego terytorium.

komentarzy: 0Wtorek, 14 października 2008, 09:33

Witaj, żegnaj, s****rzaj czyli nie mogłem wymyśleć jakiegoś tytułu

Mój kumpel w ostatnim poście ciągle gadał jaki to kumpel zły i w ogóle. Wiem ja powiem też co nieco na temat : MAM TO W D****. No bo co w końcu, mam się pieklić, że niszczą mu dyscyplinę itp.? Najwyżej będzie kroił krzesła, by nie przyznać się przed sobą, że jest na zasiłku. XP

Zresztą sami mu powiedzcie, że jest frajerem. No, i jeszcze rzecz, która mnie wkurza. Mianowicie mam głód sesji RPG. Ach, być MG, rzucać kostkami i mówić szanownym Graczom, że "no cóż, chrząszcz okazał się dość wytrzymały, a tobie akurat skończyły się eliksiry i Punkty Przeznaczenia..."!

Ale nieee. Wiek RPG to wiek około gimnazjalny, czy licealny, grr...

<:3~~ Śmerilla na drogę.

Paweł Jan

komentarzy: 1Wtorek, 30 września 2008, 16:40

Sesja

Występują:

MG,

karolek222441masterpogromcasweet -elf, zwarcie

Niedowierzaniec - ork, zwarcie

Kuba, elfi przywódca  - elf, łuk

MG: Mam dla was zadanie. Otóż w Mieście#2 widziano ostatnio Tarraska. Macie go ubić.

karolek222441masterpogromcasweet (k.): Będzie słitaśnie, oki.

Niedowierzaniec (N.): Ok.

Kuba, elfi przywódca (K.): No dobra.

MG: Wyruszyliście z Miasta#5 idziecie ścieżką#1, spotykacie goblina

K.:Strzelam z łuku

MG: Goblin ma Supergrupermegawypasioną Zbroję (obr. 1000). Zabrałeś mu 0 HP

k.: Żucam w niego mietschem.

MG: Rzut na celność... nie trafiłeś, goblin podniósł twój Supergruperpotężny Miecz (atk. 150 ).

N.: Skaczę na niego, zadaję cios w szyję.

MG. zasłonił się Supergruperpotężnym Mieczem, który pękł. Degradacja broni: Wyszczerbione ostrze (atk. 20, bonus dla goblinów +30 siły).

k.: Onei! Muj mietsch!

MG.: Goblin rzuca się na N. i go trafia. N. stracił 25 HP.

N. Zasłoniłem się toporem.

MG. Goblin trafił Wyszczerbionym ostrzem i zabrał N. 25 HP!! Goblin ponawia cios.

k. żucam w niego  kffiatkiem.

MG. "Kffiatek" nie doleciał. Goblin rozpruwa brzuch k.

K. Walę w niego toporem gdy jest zajęty.

MG. Goblin został pokonany! K. Dostaje 10 dukatów oraz 5 exp. k. został zabity i jest usunięty z gry.

k. Nie wiadomo w jaki sposób zostałem uzdrowiony!

MG. k.! Wypadasz!

k.: zostałem uzdrowiony!!!!!!!!! :D :D :D :D

MG. NIE zostałeś uzdrowiony, wypadasz! 

k.: zostałem uzdrowiony!!!!!!!!! :D :D :D :D

k.: zostałem uzdrowiony!!!!!!!!! :D :D :D :D

k.: zostałem uzdrowiony!!!!!!!!! :D :D :D :D

MG. Nagle na k. rzuca się armia wilków. k. ni miał szans na przeżycie. Wilki zhańbiły jego zwłoki i nie może zostać ponownie uzdrowiony.

k. Ponownie! Czyli jednak byłem wtedy uzdrowiony! Czyli teraz też jestem!

MG. Nie, bo wilki zhańbiły twoje zwłoki!

k.: zostałem uzdrowiony!!!!!!!!! :D :D :D :D

MG. Nie!

k.: zostałem uzdrowiony!!!!!!!!! :D :D :D :D

N. Mogę iść?

K. Kiedy będzie Tarrask?

k.: zostałem uzdrowiony!!!!!!!!! :D :D :D :D

MG. Zadanie anulowane. K. zachowuje swoje złoto i exp.

k.: zostałem uzdrowiony!!!!!!!!! :D :D :D :D

 

komentarzy: 0Sobota, 13 września 2008, 12:16

"Kapsle" czyli tazo moim okiem

Dzisiaj jak patrzyłem w okno w szkole i rozmyślałem o... rzeczach, jakiś chłopak zapytał mnie czy mam kapsle. "Nie zbieram tego szajsu" odparłem mu, a on an to, że sam jestem szajs. To mnie skusiło do refleksji nad tymi "kapslami", choć powinno nazywać się je krążkami, albo tazo, choć to też jest nieodpowiednie. Otóż co jakiś czas Cheetos daje kolejną serię krążków (ojej, cóż za niespodzianka!  ):P ), typu "Polemony wróciły (po raz kolejny)", która powoduje tłok w sklepiku szkolnym. Ofiarami padają najczęściej ci ze średnią <4,5, którzy kupują chrupki dla samych krążków. W czwartej klasie znalazłem na parapecie ok. 15 paczek z chrupkami o smaku sera i keczapu, otwarte na oścież oczywiście bez krążków. Co ja na to? Szybko, jeść zanim panie sprzątaczki to sprzątną i wyrzucą! Ale ludzie... zostawiać jedzenie dla paru krążków plastyku? Dziwactwo. Zresztą te ich skróty, jak grają. "Zacha", "obraz-palce" znaczą tyle co "na zawsze" i "wklęsła strona z obrazkiem-wypukła strona z obrazkiem". Już dzisiaj paru kumpli, których uważałem za normalnych, dało mi kilka paczek, bo nie miało co z nimi zrobić. "Paczka bez kapsla to paczka warta jedynie jako prezent dla kumpla". A więc mój apel brzmi: Nie kupujcie paczek chrupków dla krążków, ale na odwrót!

Paweł Jan

komentarzy: 0Środa, 10 września 2008, 19:09

Szkoła

Właściwie pierwszy dzień szkoły już minął, ale to dopiero pierwszy tydzień, więc nie ma jako takiej różnicy.

 

Refleksje przed szkołą: Tu będę się odnosił do postu mojego kumpla ze szkoły . Pragnę teraz przedstawić różne odpowiedzi różnych moich osobowości.

Pierwsza: "Wg  mnie to niezupełnie tak. G***o nie jest >>Wielkie i brązowe<< tylko białe zeschnięte. Przypomina dziwny interesujący kamyk. Chwilę później musisz umyć ręce. Dla niektórych myciem rąk jest komputer, a dla innych telewizor. Dla jeszcze innych - głupawe książeczki obrazkowe."

Druga: "Zgadzam się z moim kumplem "

Trzecia: "Spójrzmy na to z innej strony. Nie jak odchody tylko jak nawóz. Coś co daje w przyszłości znakomite rezultaty w ogrodnictwie. Uczenie się  może i jest katuszą, ale daje warte tego efekty v dorosłym życiu."

 

Pierwszy dzień szkoły: Naprawdę żal mi tych pań. Muszą udawać wesołe, choć czeka je około dziewięciu miesięcy użerania się z różnorakimi matołami. Żal mi pani dyrektor, która została "wybuczana", kiedy oficjalnie rozpoczęła rok szkolny blaszanym dzwonkiem. Żal mi dziewczyn, które znów będą piszczeć z obrzydzenia, bo Łukasz obok ich przechodzi. Żal mi siebie, bo tych pisków, będę słuchał głównie ja. Żal mi podłogi w hali sportovej, bo znów została zatupana setkami par nóg. No i na sam koniec żal mi myszy, które siedziały przez wakacje w gotowym gulaszu wołowym i teraz zostaną ugotowane żywcem, kiedy stołówka znów zacznie podawać obiady. Tylko jakoś tych dzieci co jedzą w stołówce, dzivnie mi nie żal.

Paweł Jan

P.S. Zapomniałem powiedzieć, że moja dominująca osobowość to ta trzecia.

 

komentarzy: 0Wtorek, 02 września 2008, 18:53

Trailer G2 Historii niezupełnie zgodnej z oryginałem

 jPaolo production presents Gothic 2 Historia niezupełnie zgodna z oryginałem trailer...

 

Jeden człowiek uratował wiele setek ludzi lecz zapłacił za to wygórowaną cenę. Wyprowadził Śniącego i pękł Bąbelek. Zniszczył więzienie. To ja wysłałem go do wyprowadzenia Śniącego i to ja sprowadzę go z powrotem. Jest słaby i wiele zapomniał ale ŻYJE.

— Ej, a co wy (błihihihihihihihhuhuhuhuhuhuhłehłehłehłehłehihi) tu robicie? – spytał Gorna, Lestera, Miltena, Diega i Laresa Xarduńcio

— Sam chciałbym to wiedzieć – odparł mu Gorn

— Podczas teleportacji zniszczyłeś mój najnowszy numer „Listonosza Pata”! – krzyknął Milten i chciał udusić Xarduńcia ale go powstrzymałem

— Jeśli nas tu sprowadziłeś, na pewno musimy uratować świat – powiedziałem

— Oczywiście. Podczas przeprowadzki Śniący został oszukany przez firmę deweloperską „Evil-is-good”, którą mu poleciłeś. Wysłał więc smoki, by cię pokonały, a przy okazji podbiły świat. Dodatkowo sam (błihihihihihihihhuhuhuhuhuhuhłehłehłehłehłehihi) kretoszczur spod mostu połączył siły ze smokami i tym razem będzie miał inne rodzaje chrząszczy, a nawet te czterometrowe ślimaki, których walki były jedyną rozrywką w kolonii.

— Smoki?

— Tak, niestety, sami ich nie pokonamy. Tu potrzebna jest pomoc paladynów stacjonująca w pobliskim mieście Khorinis. Ostrzeż paladynów o smokach! A i jeszcze jedno. Paladyni posiadają tak zwane Oko Innosa. Chociaż ja wolę nazwę zastępczą (błihihihihihihihhuhuhuhuhuhuhłehłehłehłehłehihi), a mianowicie Wisiorek Mocy. Dzięki Wisiorkowi Mocy, będziesz mógł poznać imię i plany samego kretoszczura spod mostu.

— Wiesz, „Wisiorek Mocy” głupio brzmi, może… Ogórek Innosa?

— Dobra, zostaje.

— Ej, a my to co? – zapytał Milten

— Ty jako mag możesz załatwić im wejście do siedziby szefa paladynów, Lorda Hagena.

— To by oszczędziło jakieś 5-8 godzin rozrywki.

— Przez twoje „wyprowadzenie Śniącego” spóźniłem się na wyprzedaż w Biedronce. Teraz znów kosztuje trzy złote! Wiesz jak to dużo? – zapytał z wyrzutem Lares

— Jak przestaniesz ryczeć to dam ci 8 groszy – powiedział Xarduńcio

— Tak, tak! Chcę 8 groszy!

— To łap – odpowiedział Xardas i rzucił monetę w kierunku schodów

3 godziny szukania po całej wieży ośmiu groszy

— Mam! Mam osiem groszyyyyy… - wydyszał zziajany Lares

— Zmarnowaliście 3 godziny (błihihihihihihihhuhuhuhuhuhuhłehłehłehłehłehihi). Lepiej już idźcie.

komentarzy: 0Czwartek, 28 sierpnia 2008, 12:58

Pierwsza twórczość "Gothic historia niekoniecznie zgodna z oryginałem

Królestwo Myrthany zjednoczone pod berłem króla Rhobara II. Podczas swojego panowania król Rhobar pokonał wszystkich wrogów królestwa, oprócz jednego. Wojna z orkami kosztowała wiele pieniędzy. Król potrzebował mieczy i tarcz dla swojego wojska. Toteż każdy przestępca, niezależnie od występku jaki popełnił zostawał zmuszany do pracy w kopalni niebieskich korniszonów. Dlaczego niebieskich korniszonów? Sam chciałbym to wiedzieć. Aby zapobiec ucieczkom król wysłał swoich najlepszych magów, by otoczyli kopalnię magiczną bańką. Niestety coś zakłóciło dość delikatną równowagę zaklęcia magicznej, mydlanej bańki i magowie sami się uwięzili. Więźniowie błyskawicznie wykorzystali moment, kiedy wszyscy gapili się w „M jak miłość” i pozabijali strażników. Król nie miał wyboru, musiał negocjować z więźniami. Potrzebował kiszonych ogórków. Miesiąc za miesiącem więźniowie dawali królowi korniszony. Miesiąc za miesiącem król dawał więźniom tosty z maślanką z Biedronki. Przyprowadzono właśnie mnie przed bąbelek, a to ja miałem właśnie wszystko wysadzić w powietrze.

— W imieniu króla Rhobara II, władcy Myrthany, pana Varrantu itd. skazuję tego oto więźnia, któremu rodzice nie wpisali nic do rybryki „Imię” w akcie urodzenia, na dożywotnie gnicie i kopanie w kopalni niebieskich korniszonów.

— Stać! Skazańcze, mam dla ciebie propozycję. Arcymistrz Magów Kręgu Ognia musi dostać ten promocyjny bon na 3 zł w Biedronce.

— Ha! – powiedziałem – A co dostanę w zamian? 3 zł piechotą nie chodzi.

— No, jako nagrodę dostaniesz 7 gr. Co ty na to?

— Zgodziłbym się za już 6 gr!

— Świetnie! Zaoszczędzę grosza! Wrzucajcie go!

— AAAAAAAAA!!! Zaraz, dlaczego ja krzyczę? To zaledwie 3 metry.

Chlup!

— Witamy w kolonii. Miejscu, gdzie jedyną rozrywką są walki ślimaków olbrzymich, co mają 4 metry długości.

Łup! Ciemność

― Witaj, jestem Durnym Idiotą Egzekwującym Głupkowate Opłaty (w skrócie D.I.E.G.O.), ale jak mnie będziesz mnie nazywał to już bez znaczenia, ponieważ i tak dostanę od ciebie opłatę.

― Eee… może… „Djego”?

― Hmmm… Osobiście wolałbym „De-kropka-i-kropka-e-kropka-gie-kropka-o-kropka”, ale to bez znaczenia. Dawaj myto łachmyto!

― Dlaczego?

― Żeby Bullit nie skopał ci tyłka jak ja tu będę, a musisz wiedzieć, że on bardzo lubi skopywać tyłki, nawet ścierwojadom i kretoszczurom.

― Kreto-co?

― Kretoszczurom, takim łysym świnkom z paszczą pieska. Jeśli zaś chodzi o ścierwojady to są takie kury workowate.

Poszedłem wzdłuż ścieżki przy okazji zobaczyłem jak „De-kropka-i-kropka-e-kropka-gie-kropka-o-kropka” zabija kurę workowatą. Szybko chciałem wziąć jej mięso, ale trafiłem na jelita i mi się ręce w tym zaplątały. Chciałem iść dalej ale upadłem, bo nogi też mi ugrzęzły w trzewiach ścierwojada. Dalej musiałem pełzać, dzięki temu nawiązałem kontakt z trzema szarymi chrząszczami, które niosły mnie do jakieś zawalonej kopalni i dalej nie mogły mnie nieść, ponieważ niechcący je trochę zgniotłem. Zobaczyłem jakiś kilof, wziąłem go w zęby i podrzuciłem licząc, że utnie jelita. Uciął jelita, a na dodatek walnęło mnie w głowę rączką. Byłem wolny. Zobaczyłem jakąś budowlę szybko podbiegłem do Diega, zapytać go co o jest za budowla, ale on się mnie przestraszył i walnął pałką w głowę. Straciłem przytomność.

       Kiedy otworzyłem oczy stał nade mną jakiś facet w spódniczce i dziwnymi tatuażami na twarzy. Po za tym pachniał jakimś dziwnym zapachem, trochę słodkim, ale jednak bardzo mocnym. Dziwny gość powiedział:

― Ja witać ty. Ja być Nowicjusz. Ja z daleka i ja nie mówić…

Facet (którego będę nazywać Panem Bezokolicznikiem) zastanawiał się dość długo. Na tyle długo, żeby stało się to nudne i żebym doszedł do wniosku, że powinienem sobie pójść.  Nagle Bezokolicznik krzyknął:

― Tak! „Nor-mal-nie”! Ja nie mówić nor-mal-nie! Zaraz na czym ja skończyć? Muszę… po-myś-leć!

Wyszedłem z jego namiotu. Widok był niesamowity. Dziesiątki ludzi palących jakieś skręty, w takich samych spódniczkach i takimi samymi tatuażami na twarzy. Każdy pachniał tym samym silnym, słodkawym zapachem. Podszedłem do jakiegoś gościa w miniówce i spytałem gdzie jestem, odpowiedział mi:

― Blrblrurrublluubrlubrl? Brulblrulubrul! Blubru.

Przy ostatnim słowie pokazał mi gościa w jasnozielonej sukni, podszedłem do niego, a on do mnie:

― Witaj wendlofce w laju. To Obus Blactfa. Najlepse mjesce na ziemi. Lup pot słońcem, jak wolis. Nazywam się Col… Col… Col… Corlrlr… Cor Seplen! Telas mozes ze mnoł lozmawiać, poniewas pielfsy sie do ciebie odezwałem.

Wolałem jednak z nim nie rozmawiać po przy każdym „b”, „c”, „d”, „p”, „s”, „t” pluł mi w twarz z powodu wystających siekaczy. Po za tym, chciałem zapytać o Diega.

― Jagby co, otpowiem ci na wsystkie pytania.

Tia… Kusząca propozycja. Chciałem wyjść z tego miejsca, ale się pogubiłem i trafiłem do jakieś chatki, w której był jakiś facet podobny do…

― Cor Seplenie!! Co ty tu robisz?!

― Ja? Ja jestem Cor Kalom!! I jeśli nie chcesz, żeby cię posiekano, przeproś! Lub zdobądź dla mnie Kamienia Ogniskującego, bo chcemy obudzić Śniącego, bo śpi, a to źle, bo ma nas uwolnić, a nie się lenić.

Primo: „kamień” w bierniku to „kamień”, a nie „kamienia”. Secundo: tyle „bo” w jednym zdaniu to błąd stylistyczny. Tertio: Zgadzam się, jeśli dostanę jakąś fajną nagrodę.

Wtem w drzwiach stanął Cor Seplen. Przygotowałem się na kaskadę śliny, na szczęście przede mną stał Cor Kalom i to on był potem obśliniony.

― Ja mam fajnoł zalicke! Chces sługe?

― Sługa by się przydał – odparłem

― Tlosonie, choć tu!

Troszon? Kto się tak nazywa? Odpowiedział mi wygląd Troszona. Był to Pan Bezokolicznik. Jaka miła niespodzianka. Będę musiał słuchać go przez cały czas. Cóż, zawsze lepszy od pana sepleniącego.

― Psyda ci sie, na pewno. Potlafi kloić chlep… – Cor Kalom gwizdnął z zachwytem – I lozwionzywać lebusy, ksyzufki, jolki i eee…. no, duzo zecy on potlafi!

Zastanawiałem się jak zdobyć ten kamień, gdy nagle spadło mi na głowę coś niebieskiego o kształcie walca. Zaraz potem spadły kolejne cztery takie kamienie. Już chciałem zanieść jeden Cor Kalomowi, kiedy na to samo miejsce spadły zębacze, harpie, gobliny, cieniostwór, troll, zombie, szkielety, brzytwiaki, golemy i inne stwory, które pilnowały tych, chyba Kamieni Ogniskujących? W każdym razie stwory zamiast mną, zainteresowały się Troszonem i miałem wolną drogę. Po drodze słyszałem krzyki w stylu „Ja mieć pokojowe nastawienie” „To boli ja!” „Czy to być moja kość udowa?” itp.

― Cor Kalomie, oto twój KAMIEŃ OGNISKUJĄCY, chyba…

― Nie jestem Col Kalom, tylko Col Seplen, głupku. O! Mas Kamień Ogniskujoncy! W naglode dostanies te Lunę Losowej Telepoltacji. Gdzie Tloson? Kloi chlep? Lozwionzywuje ci coś?

― Eeee…

― Niedługo nadejdzie przebudzenie Śniącego, bo śpi, a to źle, bo ma nas uwolnić, a nie sie lenić. Wienc chcemy abyś tam był, bo bendoł spsedawać kukulydze z jelitami orkóf szamamóf, niam, niam.

Nie wiedziałem gdzie mogę się zdrzemnąć. Postanowiłem spać w łóżku Cor Kaloma, niestety jakiś ochroniarz zaciął mnie ciachać mieczem i musiałem sobie iść. Znalazłem fajne miejsce zaraz za magazynem jakiegoś ziółka. Z braku jedzenia zacząłem żuć tą roślinkę i odkryłem, że jest bardzo smaczna. Żułem i żułem, gdy nagle wpadł jakiś zielony ścierwojad, który nawrzeszczał na mnie:

― Ty głupolu! Zżarłeś cały zapas bagiennego ziela! A co z moją działką?!

Bagienne ziele, tak to się nazywa, będę muszę zapamiętać. Odpowiedziałem ścierwojadowi, który zaczął przypominać człowieka:

― Co z twoją działką? Hep! Nie wiem?

Dziwne – w ścierwojadzie rozpoznałem Nowicjusza.

― Wiesz, która godzina? Północ! Jest przyzywanie Śniącego i nie mamy czym powiększyć naszych mocy psychicznych.

― Przyzywanie? Północ? O, rety kukurydza!

Zobaczyłem jak przed świątynią kilku Nowicjuszy je kukurydzę z jelitami orków szamanów, a guru wrzeszczą na nich, że się lenią i nie kłaniają się Śniącemu. Podszedł do mnie Cor Seplen.

― Właśnie dostaliśmy telepatycnoł wiadomość od Kollisto. Mas natychmiast wylusyć do neklomanty Xaldasa. Pomozemy ci, jednak musis dla nas coś zlobić, byśmy mogli wykonać Dziuliziela. Col Kalom ci wsystko wytłumacy.

― To dobze. Pójde tam – powiedziałem mu tak samo plując mu w twarz.

Kiedy przyszedłem do Cor Kaloma, ten bawił się uszami Troszona, które pozbierał z ziemi.

― Jak połączę je tutaj i dodam nos, to powstanie mi motylek w sam raz do powieszenia na ścianie!

― Eee...?

― A, cześć… Jak ci się podoba mój motylek?

― Eee… Ładny? A wyjaśnisz co z tym Dziurizielem?

― Uriziel to taki miecz, a DZIURIZIEL to mój nowo wynaleziony skręt. Odlot po tym jak stąd do kosmosu! Właśnie miałem cię prosić o znalezienie dla mnie składników, notujesz?

Szybko wyjąłem rozwinięty skręt i rysik. Cor Kalom zaczął wymieniać:

― Potrzebuję:

[if !supportLists]-->1.       [endif]-->Cztery paczki bagiennego ziela

[if !supportLists]-->2.       [endif]-->Skóra kretoszczura

[if !supportLists]-->3.       [endif]-->Rzęsa cieniostwora

[if !supportLists]-->4.       [endif]-->Łój wilka

[if !supportLists]-->5.       [endif]-->Ślina zębacza

[if !supportLists]-->6.       [endif]-->Kurz z księgi Saturasa

― O.K., a dostanę nagrodę?

― Ty tylko o nagrodach – westchnął – dostaniesz sługę jak tylko pozbieram Troszona do kupy.

― O, nie!

― To jedyna nagroda na jaką mnie stać – powiedział grożąc mi palcem Cor Kalom

Użyłem Runy Losowej Teleportacji, przeniosło mnie do Kanionu Trolli, gdzie właśnie trolle były zajęte „bardzo intymną sprawą” (czyli wspólnym jedzeniem spaghetti z jelit orka szamana). Trolle groźnie mruknęły i zaczęły mnie gonić. Na Runie Losowej Teleportacji było napisane: „Ty głupolu, na mnie jest napisane dokąd będziesz się teleportował”. Mówiąca runa, a to ci nowość. Kiedy tak gapiłem się na runę, walnąłem w drzewo. Z drzewa posypały stukilowe żołędzie, które przygniotły trolle. Użyłem Runy Losowej Teleportacji, wylądowałem w bagnie, w którym taplały się wilk, kretoszczur, cieniostwór i zębacz w czepku kąpielowym śpiewającym jak sopranistka.

― Hau! – zaszczekał wilk

― Chrum! – zachrumkał kretoszczur

― Wrrr! – warknął cieniostwór

― Lala lala lala lalaaaaa! – zaśpiewał zębacz

Przeszukałem kieszenie w poszukiwaniu broni, lecz jedyne co znalazłem to była stara zardzewiała łyżka.  Wyjąłem ją, a tu nagle zaświeciło słońce i odbijając światło od łyżki, oślepiłem stwory, które wpadając na siebie, dostawały zawału i się zabijały. Zabrałem potrzebne rzeczy i teleportowałem się na księdze Saturasa troche ją brudząc. Rety, to było mało błota, a on już zaczął na mnie wrzeszczeć. Wtedy powiedziałem, że jestem Adanosem, a on zaczął mi się kłaniać i mogłem spokojnie zabrać cały słoiczek kurzu (zaraz, zaraz, skąd ja wytrzasnąłem słoik?). Próbowałem wyjść ale wszyscy Magowie Wody zaczęli mnie prosić o autografy. Zaczynało mnie to denerwować, więc powiedziałem im, że nadciąga armia chrząszczy pod dowództwem samego kretoszczura spod z mostu i żeby się skryli. Magowie wiali jakby im się paliło z tyłków, co było prawdą, ponieważ Cronos przez przypadek użył czaru „Przypalenie tyłków twoim towarzyszom”. Wróciłem do Obozu Bractwa i dałem Cor Kalomowi wszystkie składniki plus ziele, które dostałem od jakiegoś Maga Wody w podzięce, za „zejście z niebios”.

― Proszę Cor Kalomie oto twoje składniki, a teraz zrób Dziuriziela.

― Ja jestem Cor Szabasztasanaszatastaszaszatas, młodzieńcze! Zmieniłem nazwisko! Przecz z dawnym Cor Kalomem! Jestem Cor Szabaszasata… Jak to szło? Eee…. Yyy…. Eee…. Cor Szaba(…)szatas!

― Proszę Cor Szabasztasanaszatastaszaszatasie oto twoje składniki, a teraz zrób Dziuriziela.

― O! Pamiętasz!

― Oczywiście. Doprowadzając do płuc, krwioobiegu aż w końcu do mózgu metamoid etanowy w postaci dymu z jointa, którego wypaliłem, wyraźnie podwyższyłem moc mojej pamięci krótkotrwałej.

― Nie przeszkadzaj mi! – wrzasnął Cor Szaba(…)szatas – muszę delikatnie połączyć składniki, które mi dałeś!

― Ale… Młotkiem?!

― Eee… tak.

Na placu świątynnym nadal trwał rozgardiasz. Guru latali z miotaczami ognia zaganiając Nowicjuszy do pracy przy naklejaniu nalepek z napisem „Uważam, że brązowe krowy dają czekoladowe mleko” na czoło „pogrążonego w medytacji” (czyt. śpiącego) Y’Beriona. Po pewnym czasie nie było widać twarzy, a chwilę potem całego ciała. Nagle nadbiegł Cor Seplen.

― Ty nie jesteś jesce u Xaldasa?!

― A, tak. Już się teleportuję.

― Na co cekas?!

― Kim jest Xardas?

― Spytaj se Satulasa

― A-ale Saturas jest jakieś 3 km stąd!

― Uzyj luny, ty niedoucony złobie! Myslis, ze co? Ze jak nie mas zglyzu, to wies lepiej? Aaaaalllggghhhh!!!!

― A, no tak – chciałem użyć Runy Losowej Teleportacji, lecz na niej pojawił się napis „Teraz śpię, proszę zostawić wiadomość po usłyszeniu ryczeniu niebieskiej, latającej krowy ze studnią zamiast gęby”

― A tak, zapomniałem, ze luna nigdy cie nie telepoltuje do Xaldasa. Musis iść na piechote pses telytolium olkóf i telen łowiecki chsąscy pod dowóctfem samego kletoscula spot mostu. Po za tym miendzy tymi miejscami znajduje sie dzewa ścielwojadowe.

― Drzewa ścierwojadowe? To już wiem skąd biorą się te przemiłe kurki workowate.

― Możemy cie psenieść do Xaldasa za pomocoł… Dum, dum, duuumm! SUPELDZIULIZIELA…

― Eee… co?

Nagle zauważyłem jak spadał z nieba Saturas wrzeszcząc „Hej to ja, Saturas spadający z nieba!”. No i glebnął.

― Hej, to ty, Saturas? – zapytałem Maga leżącego w dole na ziemi – Ten, który mi wyjawi kim jest Xardas?

― Tak to ja, Adanosie. Ale dziwię się, że sam Adanos o tym nie wie.

― Eee… widzisz… coś zakłóca moją wszechwiedzę… To… kim jest Xardas?

― No dobra kiedy tworzono magiczny bąbelek był jeszcze trzynasty mag, który nadzorował całe przedsięwzięcie. Było to przed podziałem Magii na Magię Wody, Ognia i Kisielu Truskawkowego. Dlatego, że nikt nie chciał takiej głupiej Magii jak Kisiel Truskawkowy , wziął ją Xardas i dla niepoznaki nazwał ją Nekromancją. Dodatkowo, żeby nikt nie poznał czym naprawdę jest Nekromancja, zamieszkał na terytorium orków. I tu oddaję głos Cor Kalomowi.

― Cor Szaba(…)szatasowi! – wrzasnął Cor Kalom z okna swojej chatki – Teraz moja kolej, za pomocą SUPERDZIURIZIELA połączymy naszą energię umysłów i przeniesiemy cię do połowy drogi.

― Ale mam pytanie. To ja wymyśliłem armię chrząszczy, więc skąd o tym wiedział Cor Seplen?

― No cóż jak się jest Adanosem, to trzeba uważać na to co się mówi –odpowiedział Cor Szabasztasanaszatastaszaszatas, po czym nagle zmienił temat – oprócz zwykłych składników potrzebujemy jeszcze: kamienia ogniskującego, śledziony trolla, kilofa oraz najważniejszego składnika… kapcia Arcymistrza Magów Kręgu Ognia

― Wiesz nie sądzę, że ten przedmiot jest taki magiczny.

― Nie wiesz co mówisz, w smrodzie kapcia każdego Mag Ognia znajduje się potęga. A Arcymistrzowie dodatkowo wzmacniają tę energię swoją magiczną aurą i przez to bardziej śmierdzą.

― No dobrze, już idę po tego kapcia.

W Starym Obozie nikt nie chciał mnie wpuścić, ponieważ nasłałem na Górniczą Dolinę armię chrząszczy pod dowództwem samego kretoszczura spod mostu.

― Gościu, ja to wszystko wymyśliłem.

― Trzeba uważać na to co się mówi jak się jest Adanosem.

* * *

― Witaj Adanosie, musimy cię rozczarować, słuchamy tylko Innosa, więc rozkazywać to ty se możesz Magom Wody – powiedział Milten

― Dam ci roczną, darmową prenumeratę pisma „Listonosz Pat” jak mi załatwisz kapcia Arcymistrza Magów Kręgu Ognia

― Razem z dodatkiem „Najprzeróżniejsze monologi Listonosza Pata” na DVD?

― Dorzucę ci nawet komplet 49 ołówków z logo Kaczora Donalda i gumkę-Myszkę Miki.

― A dlaczego nie 50 ołówków, jak było w oryginalnej wersji?

― Bo widzisz ktoś mi go wziął i zabrał kiedy próbowałem zrobić z niego helikopter no i coś się zepsuło. Pewnie powinienem nie dodawać saletry do paliwa.

― No cóż czekaj, załatwię ci tego kapcia, ale muszę dostać jeszcze jedną kwatuoroktagiliardową bryłki rudy i spoko.

― Ile?

― No cóż kwatuoroktagiliard to 10507 więc więcej niż liczba atomów we wszechświecie.

― W takim razie już ją dostałeś, bo na moich ciuchach jest pełno mikroskopijnych cząsteczek rudy.

― Spoko już idę.

3 godziny, 2 wybuchy klasztoru, 47 przywołań demonów i 6931 przekleństw później

― Tak! Ciężko było, bo Magowie rzucali we mnie ogniem, ale dla darmowej, rocznej prenumeraty „Listonosza Pata” zostałbym chrząszczem czczącym ziemię, na którą ktoś wywalił flaki Gomeza.

― Rety, jak to śmierdzi! Weź to w jakiś worek, bo zemdleję. Te małe muchomorki to chyba hodował chyba z trzy miesiące!

― Tak naprawdę to trzy miesiące, 4 dni, 17 godzin i 23 minuty. A tą pleśń to 10 miesięcy, 6 dni, 3 godziny i 54 minuty. A worka nie mam.

― Błłeee! Masz coś zastępczego?

― Mam tu paczkę po chipsach o smaku marchewkowo-brokułowo-keczupowo-musztardowo-czekoladowym.

― Ktoś je coś takiego?

Ej! Nie próbowałeś, nie wiesz. To jest jeszcze lepsze od chrupków selerowo-brukselkowo-chrzanowo-majonezowo-karmelowych i żelków pietruszkowo-sałatowo-pomarańczowo-cebulowo-landrynkowych razem wziętych!

— Nie będę się z tobą droczyć.

— Ojojoj. Idzie tu Corristo z czarem „Przypieczenie tyłka Miltena”! To pa!

— Eee… czekaj wiesz gdzie jest Arcymistrz Magów Kręgu Ognia?

— To ten co mi przypieka tyłek, a co?

— Nic, nic – powiedziałem Miltenowi i zagadnąłem do Corristo – Ej! Ty! Tak, ty zgniły kalafiorze z wystawy Castoramy.

— Czyżbyś odkrył moją sekretną tożsamość?

— Mam doręczyć ten bon z Biedronki na 3 zł.

— Wreszcie mam za co kupić maślankę z Biedronki, dzięki!

* * *

— Tak!!! My, wyznawcy Śpiące… przepraszam Śniącego, wreszcie wypalimy tego sześciometrowego SUPERDZIURIZIELA!! A więc…

— Wdeeeeeeeeechchchchchchchchchchch…!

— Uuuuuuuu!!!! Aaaachchch! Oooochchch! Uuuuchchch! Aaaachchch! Ooooo!!! Aaaa!!!! Uuuuuuuu!!! Uuuuuóóóóóóuuuuóóu! Óóóóóuuu!!!! Aaaachchchch!!!! ALE MAMY FAZYYYY!!

— Wdeeeeeeeeechchchchchchchchchchch…!

— A teraz połączmy naszą energię zmysłową i wyślijmy delikwenta tam gdzie chce!!!

— Wdeeeeeeeeechchchchchchchchchchch…!

Nagle zrobiło ciemno. Następnie brązowo, a później zrozumiałem, że to co było przy moim policzku, to był pośladek trolla (Błe!).

— Na szczęście mam przy sobie tą automagiczną mapę. Hmmm… Wychodzi na to, że jestem w kanionie trolli… Jak przejdę prosto i ominę hordy orków to będę miał widok na wieżę Xardasa… Zaraz, zaraz, jestem w kanionie trolli?!?!

— Grrraaauuu!! – odpowiedział troll.

— Ratunku!!! –krzyczałem całą drogę omijając trolle i orków.

— Nie dostaniesz jelit naszych szamanów – wrzeszczały orki biegające za mną – O nie! To wieża Xardasa? Uciekamy!!

Kiedy wchodziłem do wieży zatrzymał mnie demon, który rzekł do mnie:

— Nie zobaczysz Xardasa bez serc ognistego golema-strażnika, lodowego golema-strażnika i kamiennego golema-strażnika.

— Co ty gadasz. Nie było tam żadnych strażników oprócz tabliczki ostrzegającej przed drapieżnym rodzajem trawy, która rośnie wokół wieży. Á propos to ta trawa zżarła mi lewego buta i mi duży paluch wyłazi.

— Wychodzi na to, że trawa pożarła golemy ale to często się zdarza. To były już szóste golemy w tym miesiącu. Na początku są wielkie, a później to trawa je zjada i robią się coraz mniejsze tak, że chrząszcze mogą sobie przejść ale dalej to nie przechodzą, bo trawa jest chrząszczolubna.

— To jak pozwolisz mi przejść do Xardasa?

— Dobra ale pamiętaj jak go polejesz sokiem z owoców mango to cię zjem albo nie, rzucę cię na pożarcie trawie.

— Dzięki za informację, bo wcale nie uśmiecha się mi być pożartym przez roślinę ogródkową.

— Proszę masz tu tę runę teleportacyjną do Xardasa.

— Co ty tu robisz? Czyżbyś pokonał moich strażników? – pytał Xardas.

— Właściwie to zjadła ich trawa ale demon powiedział, że mogę przejść.

— Głupia trawa! Jak ją mam to mi golemy zżera, a jak jej nie mam to sam kretoszczur spod mostu nasyła na mnie chrząszcze, które zjadają mi moją plantacje fioletowych, świecących pomidorów. Ej! Czekaj! Skoro ty tu jesteś to wiesz czym jest Nekromancja! Buuuu!!! Moje życie legło w gruzach!

— Czekaj, miałeś mi coś powiedzieć o bąbelku.

— A tak, pewnie się zastanawiasz dlaczego bąbelek jest taki duży. Otóż kiedy go tworzono pojawił się znienacka Śniący i jedząc banana zakłócił koncentrację energii zaklęcia, zaklęcie zyskało energię magiczną banana i powiększyło się, zwiększając bąbelek. A tak w ogóle to ja mam tik nerwowy i co trzydzieści minut wybucham idiotycznym śmiechem. Błihihihihihihihhuhuhuhuhuhuhłehłehłehłehłehihi! Żeby się uwolnić musisz zmusić Śniącego do wyprowadzki. Jednak nie jest to łatwe, ponieważ chronią go pięciu nieumarłych orków szamanów. Á propos, wiedziałeś, że jelita orków szamanów są bardzo smaczne?

— Nie.

— Ludzie ze wszystkich królestw popełniają przestępstwa żeby dostać się pod bąbelek i upolować trochę orków szamanów! Tylko dla tych jelit! Sam jestem koneserem tego smakołyku.

— Dlatego, kiedy biegłem, orkowie krzyczeli coś o jelitach.

— Powinienem ci dać Uriziela ale ci nie dam, bo mi się nie podobasz.

— Daj mi ten miecz, bo zrobię z tobą to co zrobił szampon mojej ciotki z mają fryzurą.

— Nie zrobisz tego, prawda?

— Zastanowię się czy zrobić to teraz czy zbudować napięcie. Chyba wiesz jak mnie przekonać?

— Masz tu Uriziela, tylko mnie oszczędź! I zakryj głowę jeśli łaska.

— Trochę to ciężkie.

— Błihihihihihihihhuhuhuhuhuhuhłehłehłehłehłehihi! A tak, w ruinach starej świątyni czeka na ciebie ork szaman. Jak ci powie co chcesz wiedzieć przynieś mi jego jelita, dobra?

— No dobra.

* * *

— Po co tu przryszedłeś? Ja niezbryt lubrić obcrych. Ja bryć ork Ur-shak. Try musieć zabrić Krushak, bo on bryć demon. Try wbrić w jego oczry pięć mristrycznrych wridelców, ktróre mieć moi bracia, ktrórzy bryć zrobieni na zombie – gadał ork szaman.

— Czekaj mam tu Runę Tłumaczenia Orkowego Języka, którą dostałem od Myxira w Nowym Obozie.

— Jestem orkiem szamanem Ur-shakiem. Żebyś mógł zabić Krushaka musisz wbić w jego oczy pięć mistycznych widelców. Widelce te mają moi bracia, z których Kru-shak zrobił zombie. Imiona tych szamanów to: Varrag-Haskar, Varrag-Kasorg, Varrag-Unhilgt, Varrag-Ruuushk i najpotężniejszy, najmocniejszy, najsilniejszy i najmodanasukcesowniejszy z Szamanów Śniącego, Grash-Varrag-Arushat.

— Dobra ale jak to się stało, że Śniący zamienił orków szamanów w swoich poddanych?

— No więc, kiedy ludzie nie znali jeszcze orków, Varragowie uknuli spisek. Chcieli zapanować nad pięcioma klanami orków, więc wezwali potężnego demona, Krushaka. Ale on ich przechytrzył i zrobił z nich swoje sługi, które będą żyły wiecznie. Dlatego ty musisz…

— Wiem już co chcę wiedzieć. Xardas chce twoich jelit i twoich jelit dostanie. Zresztą sam chcę spróbować tego smakołyku.

— Ty uzależniony od bagiennego ziela, chory na punkcie mojego układu pokarmowego, maniakalny, uparty podnóżku Xardasa. Nie dam nikomu swoich jelit, a szczególnie Xardasowi. Giń ludzki pomiocie.

—Giń, giń.

* * *

—No tak nie pomyślałem tylko o jednym. Kto teraz mi powie gdzie mam szukać tego orka co mi zrobi Ulu-Mulu?

— Nie mam najmniejszego pojęcia. Masz jelita?

— No nie wiem, Xardasie czy mam dać ci te jelita, jeśli ty nie powiesz mi gdzie on jest.

— Jeszcze raz nazwiesz mnie „Xardasem” to porachuję ci wszystkie wnętrzności.?

— To jak mam cię nazywać?

— XARDUŃCIEM!!

— A tak w ogóle to przydał ci by się taka babka z TVN Style co to wystrój domu poprawia za najczęściej jedynie 1000£.

— Hej to jest Gothic, a nie Wielka Brytania. Tu jednostką monetarną są bryłki rudy.

— A tobie co z tym „Xarduńciem”?

— No, bo mama mnie nie kochała. ALE JA SIĘ ZEMSZCZĘ!!!!  Masz jelita?

— Najpierw powiedz mi jak zrobić Ulu-Mulu.

— A po co ci Ulu-Mulu? Czekaj, (błihihihihihihihhuhuhuhuhuhuhłehłehłehłehłehihi)nauczę cię kręgów magii. Okej! Pierwszy krąg!!  Masz runę teleportacji do prywatnej łazienki lorda Andre. Nagle spada na ciebie czarny troll. Co robisz?

— Eee… powalam go jednym paluszkiem, bo przed chwilą zjadłem szpinak?

— Taakk! Prawidłowa odpowiedź! Drugi krąg magii!! Masz runę śmierci kiełbasek z dodatkową musztardą. Nagle spada na ciebie troll. Co robisz?

— Eee… mielę go na kiełbaskę, a później oblewam podwójną musztardą i używam runy?

— Taakk! Prawidłowa odpowiedź! Trzeci krąg magii! Masz runę fali zupy brukselkowej. Nagle spada na ciebie troll. Co robisz?

— Eee… Zalewam go zupą?

— Taakk!! Prawidłowa odpowiedź! Czwarty krąg magii! Masz runę chwilowej zamiany w pyłek kurzu. Nagle spada na ciebie troll. Co robisz?

— Eee… zamieniam drzewo w  pyłek i daję trollowi do gęby. A kiedy pyłek staje się drzewem rozsadza trolla.

—Dobra mam dość tej muzyczki. Zaraz zrobię ci 6 krąg magii manualnie. Czary-mary hokus-pokus hopsasa.

— Czuję… jak wypełnia… mnie… moc…

— Dobra, dam ci tę Runę Fali Śmierci Orkom. Widzisz nie potrzebujesz Ulu-Mulu. Hmmm… teleportuję cię do Miasta Orków.

— Nie, nie chcę!   

— Hej, try obcry! – no tak miałem Runę Tłumaczenia Orkowego Języka – Chcesz coś fajnego?

— A co?

— Tą oto superową pamiątkę! Posążek Krushaka! Dodatkowo dostaniesz tą tresowaną fokę!

— Eee… ile to kosztuje?

— Pięć ludzkich głów.

— Nie mam.

— Masz jedną. Tyle wystarczy do kupienia wisiorka z Krushakiem.

— Aaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!

— Ej! Dokąd try uciekać? Co z wrisiorkriem?

Nagle zobaczyłem przed sobą wejście do podziemi. Nie ociągając się wszedłem do niej. Zszedłem ze schodów i zagadał do mnie nieumarty ork szaman.

— Jestem szamanem Krushaka, Varrag-Haskar! To ja mam mristrycznry widelec ri nie oddam ci go. Griń ludzkri pomiocie! GRIIŃŃ!! 

— No to było dość łatwe. Teraz zabiorę ten mistyczny widelec.  Ojej, on jest cały w zupie pieczarkowej.

Trzech nieumartych orków szamanów, cztery brukselki i 234 sekundy później.

— Dobra, nie wiem co tam robiłeś z tymi brukselkami ale mniejsza oto. Widzę, że poznałeś Grash-Varraga-Arushata.

— Pod pretekstem zaproszenia na herbatkę próbował mnie zjeść. A tego Uriziela to se mogę wsadzić, bo nie działał gdy atakowały mnie zęby tego czegoś. Na szczęście mam te cztery mistyczne widelce i te jelita…

Właśnie wtedy Xardas zaczął zmieniać się w żądnego jelit nieumartych orków szamanów, cieniostworoczłowieka i zbliżał się powoli w moim kierunku.

— Aport! – rzuciłem jelita w kierunku małego otworu w ścianie, a za nimi skoczył Xardas. Na nieszczęście w otworze zmieściła się tylko jego głowa i utknął – Xardasie! Nic ci nie jest?

— NIEEEEEEE!!!!! MOJE JELITKAAAA!!! TYLKO NIE ONEEE!!! AAAAAAAA!!!!!! Uff… na-zy-wam się… XARDUŃCIOOOOO!!!! AAAAAAAA!!!!! AAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!

— Nie wrzeszcz już tak.

— Kiedy krwiopijca bawi się moim nosem.

— Dlaczego mój Uriziel nie działa?

— Bo nie jest naładowany.

— A jak mam go naładować? Czy ja przypominam baterię Dźjurasel, co działa 8 razy krócej?

— Wiesz, jedyne co ja (błihihihihihihihhuhuhuhuhuhuhłehłehłehłehłehihi) widzę to krwiopijcę co se zrobił gniazdo z moich włosów. Nie wiedziałem, że tu taki ładny widok.

— Gdybyś częściej wsadzał głowę tu i ówdzie to byś wiedział.

— Ty zboczeńcu! – niezręczna cisza, co ja plotę, mega niezręczna cisza – Wiem, kto naładuje Uriziela. To Milten ze Starego Obozu.

— Dobra idę do Miltena.

* * *

— Nie, proszę nie! – wrzeszczał Milten.

— Co się stało?

— Gomez się spierdział i zagazował wszystkich tych, którzy nie mieli kataru. Dodatkowo powiedział, że to wina Magów Ognia, bo to przez ich kapcie i pomordował wszystkich sługusów Innosa. Na szczęście nie byłem w Obozie, ponieważ chciałem ci powiedzieć, że płyta DVD z „Najprzeróżniejszymi monologami Listonosza Pata” popsuła, więc chciałem ją zareklamować.

— Jesteś mi potrzebny do naładowania Uriziela. Wiesz jak to mogę zrobić?

— Mógłbyś zbajerować to za pomocą taaaakiego kopca niebieskich korniszonów. Ale gdzie ty teraz znajdziesz taaaaki kopiec niebieskich korniszonów?

— Czy przypadkiem Magowie Wody mają taaaaki kopiec niebieskich korniszonów?

— Rzeczywiście. Wiele razy tam byłem, a nie zauważyłem tych niebieskich korniszonów. Pewnie dlatego, że czytałem „Listonosza Pata”.

* * *

— Jestem gotów, a ty?

— Mam zwój zbajerowania Uriziela. No to ŁOZAAAP!!!

BUUUUUMMMMM!!!!!

— Co robi ten banan w mojej ręce? Milten, ty durniu!

— Sorki. Jeszcze raz. ŁOZAAAP!!!

BUUUUUMMMMM!!!!!

— No, to jest miecz! Genialny i w ogóle. I te pioruny wokół klingi. Ciekawe jaką ma moc?

— Moc ognistej sraczki, a co?

— Nic, nic.

— Wiesz, lepiej uciekajmy.

— Dlaczego?

— Nasz taaaaki kopiec niebieskich korniszonów! Nie ma mocy! Zużyłeś ją! – wrzasnął Myxir.

— Ej, to ja – powiedziałem – Adanos! Potrzebowałem tej energii do… do… do sałatki warzywnej!

— Aha.

— To ja teleportuję się do Xardasa.

— Xarduńcia!!! – odezwał się Xardas z odległości ok. 30 km.

Wiuuuuu!!!

* * *

— No dobra, Grash-Varrag-Arushat. Pokaż się!

— O! Try znowu tu. Jaka szkoda, że nie mam herbatkri. Gdrybrym wiedział, że tu będziesz zrobriłbrym więcej herbatkri.

— Żadnej herbatki ty, ty… ty… orku!

— Bardzo brzydko mówrisz. Zaraz, przecież „ork” to nie jest obraźriwe. Przez ciebie się pomryriłem. Try, try… try… człowiekru!!

Ciach, ciach Urizielem.

— Fe, to też jest w zupie pieczarkowej – nagle zobaczyłem obok siebie Miltena, Troszona, Diega oraz dwóch gości z Nowego Obozu – Kim jesteście?

— Ja jestem Lares, szef szkodników, a to Gorn, szef najemników! Przyszliśmy tu wszyscy z naszej paczki, żeby ci kibicować, bo widzimy, że zanosi się na zniszczenie Śniącego.

— Paczki? Jesteście kumplami?

— Jeśli załatwisz tego Śniącego to cię przyjmiemy do paczki.

— Aha.

— I ja nie nazywać się Troszon, tylko Lester.

Kilkaset różnych przeciwników. W tym: Strażników Świątynnych, ożywieńców, nieumartych orków, demonów itp.

— Cor Szabasztasanaszatastaszaszatasie! Co ty tu robisz?

— Jak to? Budzę Śniącego, bo śpi, a to źle, bo ma nas uwolnić, a nie się lenić.

— Ale Śniący to starożytny demon!

— Nie, wcale nie. Nie widzę w nim żadnego podobieństwa do demona.

— A te trzy nogi? I odnóża? I ta owadzia czaszka?

— Czekaj – powiedział Lares, po czym krzyknął – W Biedronce jest wyprzedaż maślanki!!

Sala nagle opustoszała, co nie spodobało się Śniącemu, bo ryknął i zapytał głosem bólu:

— Czheeemhuuu thooo zrhooobhiiiłheeeś?

— Ważne jest, co zrobimy z tobą, ty demonie!

— Aaahh tzhooo mhiii zrhooobhiiisz?

— Wbiję w twoje oczy pięć mistycznych widelców, a co?

— Aarghhhh!!! Thyyylkhooo ńheee mhiiisthyyycznheee whiiidheeltzheee!

— Ha, wbiłem pierwszy widelec! – wrzasnął Lares

— Drugi widelec – powiedział Diego

— Trzeci widelec – rzekł Gorn

— Czwarta widelec – wydukał Troszon, przepraszam, Lester

— I piąty widelec!! – krzyknął Milten – A nie, to banan. Jeszcze raz. I piąty widelec!

— Ńheeee!! Mhooojheee oczhyyyy!! Oślheeeepłheeem! – ryczał Śniący

— Wracaj tam skąd przybyłeś! – krzyknąłem

— Alheee thaaarghiii mjheeeszkhaaańhooowheee śhęęę skhooończhyyyłhyyy!

— To prawda – przyznał Śniącemu Milten – Dopóki nie znajdziemy mu jakieś oferty, Śniący zostanie w naszym wymiarze.

— No i w łeb cały dramatyzm i podniosłość – powiedziałem

— Ktoś musi iść do przyszłości i zobaczyć w internecie super stare oferty, które są dzisiejsze teraz.

— Jhaaak thooo zhaaamjheeerzhaaaćheee zrhooobhiiić?

— Cor Szaba(…)szatas mieć zaklęcie wysłanie w 1208 lata po król Rhobar. Mieć też zaklęcie w ten rok – powiedział Trosz… to znaczy Lester.

— Co się wszyscy tak na mnie gapicie? – spytałem

* * *

— To jest idiotyczne. Już trzeci facet powiedział, czy nie pomyliłem epok. Popatrzmy… /stuk, stuk/ Hmmm… Jest! Miłe, przytulne mieszkanko w wymiarze Beliara… tak!                             Tel. (0666) 666-34-34.

* * *

— Już mam ofertę! Tel. (0666) 666-34-34. Tylko skorzystaj z własnego telefonu, bo mnie nie stać na międzywymiarową.

— Jhaaasnheee, jhaaasnheee. /TUUUUT, TUUUUT, TUUUUT/ Halo. Tu siedziba biura deweloperskiego Evil-is-good. W czym mogę służyć?

— Chćhaaałbhyyym khuuuphiiić mjheeeszkhaaańheee.

Akurat mamy kawalerkę z ładnym widokiem na dół dusz potępionych. Kosztuje jedyne 120 milionów bryłek rudy. Możliwe także raty.

— Khuuuphuuujhęęę! Nhuuumheer mhoojeghooo khoonthaaa bhaaankhooowheeeghooo thooo 666666666666.

Dziękuję pieniądze zostały przelane. Wysyłamy pana do pana nowego domu.

— Thyyylkhooo ńheee thąąą sthuuudńhąąą! –wrzasnął Śniący i zniknął.

— No to co? – zapytał Diego

— Nie kłamałem z tą wyprzedażą w biedronce. Chodźcie, bo wszystko wykupią – powiedział Lares

— Chyba nie myślicie, że pokonaliście zło?

— Kto to?

— Sam kretoszczur spod mostu! To ja zesłałem Śniącego i mój misterny plan, by się powiódł, gdybyście go nie wyprowadzili. Ale to ja wygram! Nie pokonacie mojej armii chrząszczy!

— Ach tak? –zapytał Milten – w „Listonoszu Pacie” zorganizowano konkurs na zwój z czarem „Odesłanie samego kretoszczura spod mostu i jego armii chrząszczy do innego wymiaru”. I wiesz co? Wygrałem w nim!

— Jednak to głupawe pismo okazało się pożyteczne – powiedziałem

— Łozaaaap! – wrzasnął Milten i armię samego kretoszczura spod mostu zaczął wciągać czerwony wir

— To jeszcze nie koniec! To zwój, a nie runa! Jeszcze tu wrócę! Zobaczycie! Zachrumkam świat! – pitolił kretoszczur w drodze na inny wymiar.

— Wiecie co mam niejasne przeczucie, że świątynia się wali – powiedział Lares

— E, to tylko przeczucie – odparłem

BUUUUUUUUMMMMMM!!!!!!

— Przykra wiadomość, panowie, będziemy musieli czekać, aż Xarduńciowi zechce się nas wyciągać.

— No dobra ale wg scenariusza tylko ty miałeś być pogrzebany – powiedział Gorn.

— Nie mogę dosięgnąć „Listonosza Pata”! – krzyknął Milten

KONIEC

 

 

 

 

 

 

komentarzy: 1Czwartek, 21 sierpnia 2008, 09:12

Witam panie i panów. A pedofilogejów, dendrofilów, studni i Napoleonów nie.

Dobra, to mój gramsajt. Od wakacji będę tu coś pisał. A może nie. W każdym razie zapoznacie się z moją twórczością. Megalomania? Być może.Jak nie będzie niczego śmiesznego lub wartego uwagi będę zmyślał. Posty takie będą miały na początku tyldę. A teraz wyjdźcie z tej strony, bo niczego innego nie zobaczycie. Do czytania.

komentarzy: 0Wtorek, 19 sierpnia 2008, 15:46

Archiwum wpisów

  • Sierpień 2008 (3)
  • Wrzesień 2008 (4)
  • Październik 2008 (1)
  • Listopad 2008 (1)
  • Grudzień 2008
  • Styczeń 2009
  • Luty 2009 (1)
  • Marzec 2009
  • Kwiecień 2009
  • Maj 2009
  • Czerwiec 2009
  • Lipiec 2009
  • Sierpień 2009
  • Wrzesień 2009
  • Październik 2009
  • Listopad 2009
  • Grudzień 2009
  • Styczeń 2010
  • Luty 2010
  • Marzec 2010
  • Kwiecień 2010
  • Maj 2010
  • Czerwiec 2010
  • Lipiec 2010
  • Sierpień 2010
  • Wrzesień 2010
  • Październik 2010
  • Listopad 2010
  • Grudzień 2010
  • Styczeń 2011
  • Luty 2011
  • Marzec 2011
  • Kwiecień 2011
  • Maj 2011
  • Czerwiec 2011
  • Lipiec 2011
  • Sierpień 2011
  • Wrzesień 2011
  • Październik 2011
  • Listopad 2011
  • Grudzień 2011
  • Styczeń 2012
  • Luty 2012
  • Marzec 2012
  • Kwiecień 2012
  • Maj 2012
  • Czerwiec 2012
  • Lipiec 2012
  • Sierpień 2012
  • Wrzesień 2012
  • Październik 2012
  • Listopad 2012
  • Grudzień 2012
  • Styczeń 2013
  • Luty 2013
  • Marzec 2013
  • Kwiecień 2013
  • Maj 2013
  • Czerwiec 2013
  • Lipiec 2013
  • Sierpień 2013
  • Wrzesień 2013
  • Październik 2013
  • Listopad 2013
  • Grudzień 2013
  • Styczeń 2014
  • Luty 2014
  • Marzec 2014
  • Kwiecień 2014
  • Maj 2014
  • Czerwiec 2014
  • Lipiec 2014
  • Sierpień 2014
  • Wrzesień 2014
  • Październik 2014
  • Listopad 2014
  • Grudzień 2014
  • Styczeń 2015
  • Luty 2015
  • Marzec 2015
  • Kwiecień 2015
  • Maj 2015
  • Czerwiec 2015
  • Lipiec 2015
  • Sierpień 2015
  • Wrzesień 2015
  • Październik 2015
  • Listopad 2015
  • Grudzień 2015
  • Styczeń 2016
  • Luty 2016
  • Marzec 2016
  • Kwiecień 2016
  • Maj 2016
  • Czerwiec 2016
  • Lipiec 2016
  • Sierpień 2016
  • Wrzesień 2016
  • Październik 2016
  • Listopad 2016
  • Grudzień 2016
  • Styczeń 2017
  • Luty 2017
  • Marzec 2017
  • Kwiecień 2017
  • Maj 2017
  • Czerwiec 2017
  • Lipiec 2017
  • Sierpień 2017
  • Wrzesień 2017
  • Październik 2017
  • Listopad 2017
  • Grudzień 2017
  • Styczeń 2018
  • Luty 2018
  • Marzec 2018
  • Kwiecień 2018
  • Maj 2018
  • Czerwiec 2018
  • Lipiec 2018
  • Sierpień 2018
  • Wrzesień 2018
  • Październik 2018

Więcej o mnie

Krótko o mnie:Jestem Paweł Jan, lubię książki... I to wszystko co powinieneś o mnie wiedzieć.

Urodziny:za 172 dni (9 kwietnia)

Moje motto:Czym jest życie? Życie to gra MMORPG z najlepszymi detalami, światłocieniem, 3D. A ty narzekasz!

Obecny stan:Eee...

Posiadany sprzęt:PC, 461 kg książek, Kalkulator Ti30-Xa

Namiary na mnie

e-mail: Chciałoby się, co spamerzy?, Skype: jpaolo-von-reda, www: http://Hmmm... to ta strona..., Radar: Ja to ten duży żółty punkcik. :-D

Ostatnio gram w

Tytuł gryPo sieci?Ukończona?

Ankieta

Jaki wolisz uliczny środek transportu?

  • rower
    71%15 głosów
  • hulajnoga
    4%1 głos
  • deskorolka
    4%1 głos
  • rolki
    4%1 głos
  • inny
    14%3 głosy

Suma oddanych głosów: 21 

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 3990 dni

Moich wejść na gram.pl: 1 497 (#3039)

Napisanych postów i komentarzy: 192 (#1728)

Napisanych recenzji: 0

Wpisów na blogu: 10 (#222)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 430 (#1601)

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl