avatar

Rubenos Użytkownik gram.pl (Obywatel) ja.gram.pl/Rubenos

Mój blog (ostatnie wpisy) rss

Galeria Postaci z prozy Tolkiena cz.1: Boromir

Dziś chciałbym rozpocząć cykl przedstawiania różnych wyobrażeń artystycznych bohaterów dzieł Mistrza. Na początek prezentuję postać Boromira - syna namiestnika Gondoru. Był on jednym z dziewięciu towarzyszy wchodzących w skład Drużyny Pierścienia. Uległ ludzkiej słabości, chcąc odebrać siłą pierścień Frodowi i zabrać go do Gondoru. Potrafił on jednak w swym postępowaniu dostrzec zło i odkupić ten czyn, bohatersko ginąc w obronie niziołków. Mężny wojownik, który zrobiłby wszystko w obronie swojego kraju.

                    Katarzyna Karina Chmiel "Kasiopea"

 

                                    Anke Eissmann


                                        John Howe

 

                                    Ted Nasmith

komentarzy: 4Piątek, 18 maja 2007, 16:41

"Dzieci Hurina" J.R.R. Tolkien

 

Kompletna wersja „Dzieci Hurina” nareszcie została wydana na światło dzienne! Pracę nad wspomnianym dziełem Mistrz Tolkien zapoczątkował już w latach dwudziestych XX wieku. Należało ono do tzw. "Wielkich opowieści" które mimo licznych powiązań ze światem Śródziemia, mogły być publikowane oddzielnie bez znacznego uszczerbku dla warstwy fabularnej. Do tych utworów zaliczane są oprócz wspomnianych "Dzieci Hurina: "Ballada o Leithian" oraz "Upadek Gondolinu". Dzięku skrupulatnej pracy Christophera Tolkiena - następcy ojcowskiej spuścizny, który dokładnie przewertował wszelakie pozostawione zapiski, mamy teraz możliwość zapoznania się z najbardziej kompletną wersją tej historii.

Fabuła książki obraca się wokół wątku klątwy Morgotha-mrocznego władcy i jej tragicznych konsekwencji. Spadła ona na Hurina i cały jego ród , gdyż będąc w niewoli u mrocznego nieprzyjaciela nie ugiął się on, nie wyjawiwszy sekretu położenia Gondolinu. Jesteśmy świadkami dziejów syna Hurina - Turina i jego zmagań z jakże niełaskawym dla niego losem.


 

Z tą historią fani Tolkiena w dość oględny sposób mogli się zapoznać czytając "Silmarillion", bądź w "Niedokończonych opowieściach" gdzie występuje multum materiału wykorzystanego w „Dzieciach Hurina” . Christopher Tolkien studiując wszystkie zapiski, starał się wypełnić wszelkie luki nieukończone przez ojca, bądź wybrać najsłuszniejszą wersję historii z proponowanych dróg alternatywnych. Sam redaktor podkreśla, że priorytetowym zadaniem książki, oprócz jak najdokładniejszego przedstawienia tej historii, był jak najłatwiejszy jej odbiór, by czytelnicy którym "Silmarillion" czy "Niedkończone opowieści" stanowiły zbyt duże wyzwanie, również mogli czerpać przyjemność z lektury. Osobiście oprócz nieznanych faktów liczyłem również na różnorakie ciekawostki, zaczerpnięte z XII tomowego cyklu "History of Middle-earth", który niestety nie jest dostępny na polskim rynku.

Czy zadanie się udało? Historia jest stosunkowo niewielka objętościowo. Pomijając rysunki, zajmuje mniej więcej 160 stron. Dosyć mało, choć biorąc pod uwagę prozę Tolkiena można by pomyśleć, że lektura zajmie troszkę więcej czasu niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Niestety, nic bardziej mylnego! Książkę przeczytałem w jeden dzień. W odróżnieniu od pozostałych dzieł, nie wymaga aż tak dużego skupienia. Fabuła prowadzona jest jednotorowo, wszelkie inne wypadki z dziejów Śródziemna, zostały co najwyżej wspomniane. Akcja koncentruje się wyłącznie na wątku głównym.

Pisząc ten tekst postanowiłem również dokonać lekkiej analizy porównawczej tłumaczenia. Pracę Agnieszki Sylwanowicz, porównałem z tłumaczeniem Radosława Kota z „Niedokończonych opowieści”, gdyż ogromna ilość treści w tych dziełach pokrywa się. W tymże zestawieniu praca pana Kota wypada straszliwie ubogo, gdyż pisane jest suchym, nijakim wręcz językiem. Najnowsze tłumaczenie pani Sylwanowicz zaś prawdziwie oddaje klimat Śródziemna. Pisane jest ono niczym prawdziwy epos, pięknym, kwiecistym, podniosłym stylem przepełnionym stosownymi zwrotami. Prawdziwy majstersztyk.


 

Kilka słów należy się również samemu wydaniu. Jest ono po prostu przepiękne. Pod twardą, lakierowaną okładką, kryje się ponad 230 stron twardego papieru, który przyozdabiają wspaniałe rysunki akwarelowe i ołówkowe szkice autorstwa Alana Lee. Na końcu mamy spis imion, nazw własnych i geograficznych – tradycyjny już element podczas wydawania opowieści z Dawnych Dni, oraz czarno-białą mapkę Beleriandu. Śmiem twierdzić, że jest to najlepiej wydana książka Tolkiena w Polsce. Pięknie przetłumaczona i tak również wydana. Czytając znalazłem może ze dwa błędy edytorskie. Rzecz jasna nie wpływa to w żadnym stopniu na odbiór dzieła.

Oprócz samej treści głównej, książka oferuje nam dwa dodatki w których Christopher Tolkien tłumaczy genezę powstawania utworu od najwcześniejszych lat, oraz „Kompozycję tekstu” gdzie przedstawia zmiany wprowadzone względem „Silmarillionu” i zwłaszcza „Niedokończonych Opowieści”. Gratka dla prawdziwych znawców twórczości Mistrza.

 

Najnowsze dzieło Tolkiena poleciłbym przede wszystkim, osobom, którym dotychczas opublikowane opowieści z Dawnych Dni okazały się dziełami zbyt trudnymi w odbiorze, by doznały choć namiastkę wspaniałości tamtych czasów i opowieści. Ja sam czytając, odkryłem niewiele nowych faktów, jednakże miałem możliwość zapoznania się z przepięknym tłumaczeniem tej historii i przeżyciem jej na nowo. Jak najbardziej pozytywnych wrażeń dostarcza również wspaniałe wydanie. Przypuszczam, że każdy fan Tolkiena, bez względu na opinie recenzentów i zakupi własny egzemplarz książki dla samego faktu nazwiska. Nie powinni być mocno zawiedzeni, gdyż „Dzieci Hurina” to mimo wszystko pięknie opowiedziana, tragiczna historia stworzona na modłę greckiej tragedii w której Turin niczym Edyp, zmaga się z nieuchronnym losem. Zastanawiam się jaki może być kolejny krok wydawniczy. Może zgodnie z obraną ścieżką, należy się wkrótce spodziewać kompletnych wydań kolejnych wielkich opowieści? Pomysł dobry, jednakże w głowie pozostaje ciche pytanie: „Czy nie jest to po prostu próba podreperowania budżetu kosztem fanów?” Zobaczymy co przyszłość przyniesie…

komentarzy: 2Środa, 16 maja 2007, 10:56

Polska premiera "Dzieci Hurina"!

I stało się! Bo bolesnym miesięcznym wyczekiwaniu na polski przekład, wreszcie się doczekaliśmy! Kolejne dzieło Tolkiena można już znaleźć na polskich półkach sklepowych!

Christopherowi Tolkienowi- synowi Mistrza w końcu udało się ostatecznie uporządkować potrzebne materiały i tak oto otrzymaliśmy kompletną historię rodzeństwa Turina i Nienor - wspomnianych już dzieci Hurina. Z drobną namiastką ich tragicznej historii mogliśmy się zapoznać już w poprzednich opublikowanych dziełach tj. "Silmarillionie" i "Niedokończonych Opowieściach". Chyba nie muszę wspominać, że dla fanów Tolkiena jest to pozycja obowiązkowa?

Pierwsze wrażenia z obcowania z książką już wkrótce!

 

komentarzy: 1Wtorek, 08 maja 2007, 19:52

"We will dine in hell!" (300)


Sparta…Któż choć odrobinę interesujący się historią nie słyszał o tym greckim państwie, któro słynęło z niezwyciężonych mężów, którym śmierć w boju była największą chwałą? Powrócić z tarczą, albo na tarczy. Tak brzmiała ich bojowa maksyma. W tym wojowniczym narodzie życie nie było jak widać proste. Chorowite i słabe noworodki zostawały porzucane na pastwę losu natychmiast po urodzeniu, gdyż w przyszłości nie wyrósłby z nich materiał godny sztandarów Sparty. W wieku 7 lat dziecko odbierano matce, i oddawano na wieloletnie szkolenie, celem którego było wykreowanie człowieka zdyscyplinowanego, odpornego na trud, męki, cierpienie i strach. Idealnego hoplity i obywatela Sparty. Wspomnieć należy również o tym, że kobiety nie posiadały niemal żadnych praw obywatelskich.

W burzliwych dziejach historii naród ten zapisał się złotymi literami bohaterską obroną przesmyku Termopilskiego w roku 480 p.n.e kiedy to Leonidas-władca Sparty dowodząc oddziałem trzystu elitarnych hoplitów, przy wsparciu greckich sojuszników, skutecznie bronił przesmyku przed przeogromną armią Perską, skutecznie uszczuplając jej szeregi. Na polu walki, gdy przybrała ona beznadziejny obraz, oni jedni zostali ginąc co do jednego. Zapewnili jednak dość czasu na uformowanie armii połączonych sił spartańsko-ateńskich zdolnych do obrony swojej ziemi przed inwazją ze wschodu. Ten chwalebny czyn wychwalany był już niezliczone razy, czy to poprzez zgrabne pióro czy kamerę filmową. Zdolny amerykański rysownik Frank Miller, którego popularność gwałtownie wzrosła wraz z ekranizacją jego mrocznego komiksu „Sin City”, miał również swoją wizję tych wydarzeń i urzeczywistnił ją w formie jemu najbliższej. Tak powstało dzieło przesączone patetyzmem, w którym Leonidas i jego świta przedstawieni zostali jako mityczni herosi, w których płynie boska krew Herkulesa.


Na bazie popularności Millera, ekranizacja kolejnego komiksu była tylko kwestią czasu.

Rola przeniesienia na taśmę powierzona została Zackowi Snyderowi- człowiekowi o stosunkowo niewielkim doświadczeniu filmowym. „300” jest jego drugim filmem. W rolę Leonidasa wcielił się Gerald Butler-szkocki aktor, mający już pewne doświadczenia w odgrywaniu tego typu ról. Wcielał się m.in. w postać Attyli- wodza plemienia Hunów, który przyczynił się do upadku Cesarstwa Rzymskiego i Beowulfa – bohatera poematu staro angielskiego. Na liście płac, dostrzec można również nazwisko Davida Wenhama który ma u mnie ogromnego plusa za rolę Faramira we „Władcy Pierścieni” mimo występujących w niej sporych rozbieżności książkowo-filmowych.

Dzieło było niemal w całości kręcone studyjnie. Wyjątek stanowi tutaj jedynie scena jazdy emisariuszy perskich. W swej wizji reżyser ukraszył dzieło o elementy fantastyczne. Nieśmiertelni – elitarni wojownicy armi Kserksesa(władca persów) po ściągnięciu maski ukazują odrażającą facjatę, która widzowi może się skojarzyć z obrazem predatora w jego ostatnich chwilach życia w filmie. Słonie wraz ze swymi pokaźnymi rozmiarami stanowią niemal przeniesienie Olifantów z „Władcy Pierścieni”. Takich smaczków jest więcej. Stosunkowo ubogą fabułę komiksu wzbogacono o kilka nowych wątków w tym m.in. skorumpowania polityka spartańskiego, czy poszerzenia roli żony Leonidasa.

Przy pomocy efektów specjalnych możliwe stało się tworzenie światów/obrazów jakie mogły się filmowcom w poprzednich dekadach co najwyżej śnić. Dzięki temu w filmie wprost znakomicie oddano charakter komiksu. W pewnych chwilach miałem wręcz wrażenie, że obraz komiksu po prostu wprawiono w ruch i upiększono. Ciągłemu patetyzmowi dzieła towarzyszy ścieżka dźwiękowa autorstwa Tylera Bytesa o nie odbiegającej wymowie.


Charakteryzacja również nie odbiega od wysokiej jakości filmu. Ciekawostką jest fakt, że aktorzy aby osiągnąć sylwetkę nadającą się do ról Spartan musieli poświęcić aż dwa miesiące czasu na intensywne ćwiczenia na siłowni.

A teraz pora przejść do sedna filmu – walki. By jeszcze bardziej uatrakcyjnić jej prezentację

zastosowano efekt „bullet time” znany widzom choćby z „Matrixa”, polegający na nagłym spowolnieniu czasu. Praktycznie zawsze występuje on w scenach walki, aby jeszcze bardziej zwiększyć ich atrakcyjność. Jest on w filmie stosowany wyjątkowo często, co niekoniecznie musi się podobać. Nie raz słyszałem głosy o wspaniałości tego efektu w tym filmie, na mnie jednak nie wywarł on jakiegoś szczególnego wrażenia. Kompletnie nie pasuje mi on do potyczek bezpośrednich w bitwie.

Mimo całego ogromu i efektowności tego dzieła, czegoś mi w nim brakuje. Jakieś iskry Bożej sprawiającej, że widowisko nie będzie niczym więcej jak tylko kolejnym filmem typu „do obejrzenia i zapomnienia”. Niestety tego tutaj nie ma. Po kapitalnym trailerze spodziewałem się czegoś lepszego. Przypuszczam że za pół roku, może rok nikt nie będzie pamiętać o tym filmie. A szkoda…

komentarzy: 4Wtorek, 08 maja 2007, 00:12

Początków trudnych czar...

Mówi się, że początki bywają trudne. W tym przypadku niestety życie nie zrobiło mi odstępstwa i wcale nie ułatwiło mi sprawy. Wszakże po ciągnących się w nieskończoność mękach związanych z powolnym acz konsekwentnym wyłanianiu się tego "twora" z odmętów chaosu, udało mi się przynajmniej częściowo sprowadzić go w stan używalności. Jak długo będzie on przeze mnie prowadzony? Zobaczymy... Postaram się w nim komentować wszelkie dzieła z kręgów kulturowych (zwłaszcza moją ukochaną fantastykę), które wpadną do moich troskliwych rączek i będą godne komentarza. Życzcie mi powodzenia.

Pozdrawiam. :)

komentarzy: 5Poniedziałek, 07 maja 2007, 03:06

Więcej o mnie

Moje tagi:crpg, fantasy, film, insimilion, książki

Urodziny:za 258 dni (1 września 1989)

Obecny stan:

Posiadany sprzęt:PC

Namiary na mnie

GG: 4885750, e-mail: roberto216(at)op.pl

Ostatnio gram w

Tytuł gryPo sieci?Ukończona?

Moi znajomi

pokaż wszystkich znajomych: 10

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 4569 dni

Moich wejść na gram.pl: 170 (#4247)

Napisanych postów i komentarzy: 0 (#1920)

Napisanych recenzji: 0

Wpisów na blogu: 5 (#227)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 584 (#1466)

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl