avatar

Ring5 Użytkownik gram.pl (OR-9) ja.gram.pl/Ring5

Mój blog (ostatnie wpisy) rss

Pierwsze spotkanie z serią Diablo

Moje pierwsze spotkanie z serią Diablo miało miejsce u kumpla. Jakoś nie mogłem się w sobie zebrać, by po premierze grę kupić, ale któregoś pięknego dnia zgadałem się z kumplem z licealnej ławki, że on już grę ma i bardzo mu się podoba. Jako że jego rodziców akurat miało przez weekend nie być w domu (był piątek), stwierdził, że mogę śmiało się do niego wbijać i przetestować.

 

Pojechaliśmy prosto po szkole, zamówiliśmy jakąś pizzę w ramach obiadu, po czym kumpel posadził mnie przed kompem, uruchomił Diabełka, a sam poszedł oglądać jakiś film na video (tak, to były czasy video). Stworzyłem sobie postać (Rogue) i grałem... grałem... grałem... Około piątej rano obudziłem kumpla, któremu przysnęło się na kanapie, podziękowałem za gościnę i pierwszym porannym autobusem pojechałem do domu.

 

Po kilku godzinach drzemki, pognałem do empiku i kupiłem Diablo. Niestety, kilka lat później, podczas przeprowadzki, płyta gdzieś zaginęła, ale instrukcję mam do dziś :)

 

Praca na konkurs „100 kluczy do bety Diablo III” organizowany przez gram.pl.

komentarzy: 1Poniedziałek, 12 marca 2012, 19:29

APB Reloaded - czyli jak skopać przepis na sukces.

APB, recenzja

O pierwszej wersji APB pisał nie będę. Brałem udział w beta-testach i bardzo szybko doszedłem do wniosku, że w takiej postaci gra zdecydowanie nie jest dla mnie. I to pomimo faktu, że śledziłem ten tytuł od samego początku, gdy pojawiły się pierwsze zapowiedzi i "fszystkie" dwa concept-arty. Gdy zamknięto serwery, nie byłem zbyt zdziwiony. A przynajmniej nie faktem ich zamknięcia, bo to, w jaki sposób koncertowo zmarnowano projekt, który (jak mogłoby się wydawać) był wręcz skazany na sukces, dziwi mnie do dziś.

 

Potem pojawiły się zapowiedzi "nowego, lepszego" APB. Zapisałem się do bety i czekałem... I czekałem... I czekałem... Aż wreszcie się doczekałem. Przyszło zaproszenie, ściągnąłem klienta, zainstalowałem, gra się "załatała" i poszlo.

 

Pierwsze wrażenie - "hmm... to gdzie te zmiany?". Ale nic to, Baśka, spróbujemy. Damy szansę grze. Przeszedłem tutorial i na początek zająłem się tym, co już w pierwszej wersji było niesamowicie dopracowane i za co twórcom należały się (i nadal się należą) ogromne brawa i szacuneczek: edytor wzorów na nasze ubranko. Takie coś powinno znaleźć się w każdej grze, w której mamy możliwość personalizacji postaci. Pomysł jest wręcz genialny w swojej prostocie i już za samo to jestem gotów im wiele wybaczyć. Po stworzeniu  sobie ślicznej, nowej koszulki, ruszyłem w miasto. I tu zonk...

 

Gra, która teoretycznie miała poprawiać wszystkie błędy swej poprzedniczki, wygląda identycznie, jak "stare" APB (nazwijmy je APB 1.0). Ciężko dokładnie określić w czym tak naprawdę jest problem, ale całość sprawia wrażenie bardzo... drewnianej. Ale po kolei.

 

Przełączamy naszą postać w tryb "gotowości", w którym może przyjmować zadania i czekamy. Czasem 2-3 sekundy, czasem 2-3 minuty. Wreszcie jest - otrzymaliśmy zadanie. Pędź gdzieśtam i zrób cośtam. Oki, czemu nie. Jeden rozkaz - jedno wykonanie. Gnamy do garażu, "przywołujemy" samochód, wsiadamy i jedziemy. Jedzie się bardzo dziwnie. Pojazdy albo prawie nie reagują na nasze polecenia, albo reagują przesadnie. Tak źle i tak niedobrze. W rezultacie już po pierwszych kilku skrzyżowaniach nasz wóz jest mocno obity. Zapomnijcie o precyzyjnym (w miarę) wchodzeniu w zakręty na ręcznym, znanym z GTA III czy Vice City. Jazda samochodem nie dostarcza nawet ułamka wrażeń, znanych z tamtych gier. Skoro już mowa o jeździe samochodem, to radzę uważać na pieszych. Otóż fizyka w tej grze jest tak śmiesznie skonstruowana, że wystarczy pieszego leciutko musnąć samochodem i już mamy przed maską trupka. Dziwne to... Ale nic, dojechaliśmy (w miarę) bezpiecznie na miejsce akcji, wysiada... Nie, nie wysiadamy. Okazuje się, że w czasie, gdy my musieliśmy dojechać z drugiego końca miasta, akcja przeniosła się w inne miejsce. Jedziemy zatem do nowej lokacji.

 

Wypadamy z samochodu, przeładowujemy broń i lecimy wykonać zadanie. Mhm. Powodzenia... Jeśli ktoś grał w APB 1.0, to w nowej wersji (powiedzmy 1.5) dostrzeże dokładnie te same problemy. Prowadzenie walki sprowadza się do jednej rzeczy - kto ma więcej szczęścia i mniej lagów. O ile to drugie jest jeszcze teoretycznie do przyjęcia w sieciówce, o tyle to pierwsze nie powinno być czynnikiem w takiej sytuacji. Otóż wielokrotnie już zdarzało mi się strzelać do ludzi, ba - TRAFIAĆ ich z kilku metrów, a gra tego nie rejestrowała. Tymczasem oni trafiali mnie raz - dwa i było po mnie. Ok, rozumiałbym, gdybym ja biegał z mizernym pistolecikiem a oni z armatami. Ale nie, mamy dokładnie tę samą broń! W takim razie w czym rzecz? W hitboxach? W jakości łącza? Czyżby serwery po prostu niektórych trafień nie rejestrowały? Zresztą dotyczy to nie tylko postaci graczy, ale też samochodów, w których one siedzą. Normalnie do podpalenia samochodu wystarczy około 1 magazynek ze STARa 556 (czy jak to draństwo się nazywa, w każdym razie chodzi o karabinek szturmowy, z którym zaczynamy grę). Gdy w owym samochodzie siedzi gracz, wóz nagle staje się pancerny, czasem można w niego władować dwa magazynki i nic. No dobra, strzelanie od frontu w rejon silnika może i rzeczywiście wielkiej krzywdy kierowcy by nie zrobiło, bo między nim a kulami znajdowałoby się ileśtam kilo żelastwa, ale strzelanie z 5 metrów w szybę na wysokości głowy kierowcy jednak jakieś efekty powinno dawać. Nie nastawiajcie się zatem na jakieś szczególnie emocjonujące strzelaniny. Raczej na krótkie, lecz częste wybuchy. Frustracji.

 

Co dalej? Może same zadania? Sprowadzają się praktycznie do jednej rzeczy. Jedna drużyna ma w punkcie A coś zrobić, (np. namalować graffiti na ścianie czy ukraść kasę) druga ma ją przed tym powstrzymać.  I tyle. Nic więcej. Każde zadanie składa się z kilku faz (a cele każdej z nich są rozrzucone po całym mieście, więc zwykle sprowadza się to do tego, że wygrywa ten, kto dotrze na kolejne miejsce jako pierwszy), różniących się od siebie tylko kosmetyką. Jeśli w pierwszej fazie Crims (czyli przestępcy) mają coś ukraść, to Enforcers (czyli najemni gliniarze) mają ich przed tym powstrzymać. Z kolei w fazie drugiej, Crims najprawdopodobniej będą musieli dostarczyć ów przedmiot do punktu B, a Enforcers... tak, dokładnie - mają ich przed tym powstrzymać. Ach, te emocje...

 

Wypadałoby w tym miejscu zaznaczyć, iż zdaję sobie doskonale sprawę z faktu, że nadal mamy do czynienia z fazą beta. W becie problemy się zdarzają. Z tego też powodu nawet słowem nie wspomniałem o zwisach, jakie w grze zdarzają się notorycznie (np. przy przechodzeniu między strefami),  o koszmarnie długich czasach ładowania itp. To wszystko rzeczy, do których beta ma prawo. Od tego jest betą. Ale z tego, co widzę, APB 1.5 powtarza praktycznie wszystkie błędy wersji 1.0. Nie zmieniono nic lub bardzo niewiele. Sama rozgrywka wygląda na dobrą sprawę identycznie, jak kiedyś. Jest to o tyle dziwne, że przecież pracował nad tym tytułem człowiek, który jest odpowiedzialny za serię GTA! Mając tak wspaniały wzorzec, jakim jest tamta seria, jak można dopuścić do stworzenia takiego potworka, jak APB? Przecież gdyby ta gra wyglądała i zachowywała się tak, jak nawet stareńkie już GTA III, mielibyśmy do czynienia z hitem, od którego naprawdę ciężko byłoby się oderwać.

 

A co mamy teraz? Ciężko to określić jednym słowem, więc może odpowiem trochę pokrętnie. W obszarach, gdzie rozgrywają się "misje", czyli teoretycznie to, co tygrysy lubią najbardziej, spotkać można kilkanaście - kilkadziesiąt osób. Nie więcej. Jak na spore miasto, jest to niewiele. Wejdźcie natomiast do dzielnicy "społecznej", gdzie mamy wszystkie sklepy itp. Przy automatach z ciuchami i edytorami wzorów znajdziecie dzikie tłumy graczy. APB jako gra wyszło bardzo mizernie. Jako generator spersonalizowanych postaci - sprawdza się wręcz idealnie. Tyle tylko, że chyba nie o to chodziło twórcom. To edytor miał być dodatkiem do gry, ale przez koszmarny wręcz gameplay, to gra stała się dodatkiem do edytora.

 

Szkoda. Drugi raz zmarnowano ogromny potencjał. A mogło być tak pięknie...

 

komentarzy: 8Poniedziałek, 25 kwietnia 2011, 10:51

W jakiej grze oprawa wizualna - grafika, efekty specjalne - była niezapomnianym doznaniem i dlaczego?

Kilkuletni dzieciak kurczowo trzyma pudełko z joystickiem. Nic więcej nie uniesie, bo pudło, w które zapakowane jest Atari 65XE swoje waży. Niesie je Ojciec, ale przecież dzieciak COŚ nieść musi, zatem dumnie dzierży kartonowe opakowanie joy'a. Ma wreszcie swój upragniony komputer. Droga do domu dłuży się niemiłosiernie.

 

Teraz tylko rozpakować, popodłączać, włożyć do magnetofonu kasetę z napisem „The Last Starfighter”, nie kichać i nie tupać za głośno. Po zdecydowanie zbyt długim czasie na ekranie pojawia się napis „GREETINGS STARFIGHTER...”. JEST! WGRAŁO SIĘ! Dzieciak zapomina o całym świecie...

 

Od tamtego pamiętnego popołudnia minęło 25 lat. W tym czasie kilka razy zmieniłem komputer, zagrałem w setki gier. Wśród nich były gry przepiękne, były gry ładne, były też takie, w których grafika zdecydowanie nie zachęcała do dalszej zabawy. Były tytuły w stylu Command&Conquer, był Wolfenstein 3D, był Crysis, Quake, Comanche Maximum Overkill, X-Wing... Wymieniać można długo, tylko po co? To i tak nie zmieni faktu, że tym naprawdę NIEZAPOMNIANYM doznaniem było pierwsze spotkanie z „The Last Starfighter”. W czasach, gdy lepszą grafikę mają komórki rozmiarów ówczesnych kaset, wydawać się to może śmieszne, ale wtedy... Wtedy to była czysta magia. Wtedy ten dzieciak naprawdę siedział za sterami gwiezdnego myśliwca, a poczciwy, stary Rubin robił za kokpit. Naokoło migały „lasery” przeciwników, których unikało się nie tylko samym statkiem, ale całym ciałem. Wrażenia wizualne, jakie oferowała ta gra były po prostu niesamowite.

 

Od „The Last Starfighter” zaczęła się moja przygoda z grami. Przygoda trwająca już ćwierć wieku. I choć z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że w tym czasie widziałem wiele, to właśnie widok owego kokpitu będzie już chyba zawsze stawał mi przed oczami na dźwięk słów „gra komputerowa”. To dzięki temu, jakie wrażenie zrobiło na mnie to, co widziałem na ekranie Rubina, jestem graczem. I raczej się to nie zmieni.

 

 

Tekst powstał jako praca na konkurs organizowany przez Gram.pl oraz firmę Philips

komentarzy: 3Piątek, 22 kwietnia 2011, 20:16

« starsze wpisy

Prywatne wiadomości

Zaloguj się by wysyłać wiadomości

Więcej o mnie

Moje tagi:broń, militaria, noże

Namiary na mnie

Ostatnio gram w

Moi znajomi

Ulubione...

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 4309 dni

Moich wejść na gram.pl: 33 279 (#64)

Napisanych postów i komentarzy: 8 824 (#49)

Napisanych recenzji: 0

Wpisów na blogu: 5 (#227)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 937 (#1207)

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl