avatar

Queston Użytkownik gram.pl (Przodownik) ja.gram.pl/Queston

Mój blog (ostatnie wpisy) rss

Ocalenie? Chyba jednak pogrążenie.

Recenzja filmu Terminator: Ocalenie

Od kilku lat panuje w Holywood moda na wskrzeszanie umarłych już śmiercią naturalną starych i kultowych serii. Mogliśmy w kinach ponownie oglądać harce Rambo czy też kolejne mordobicie w wykonaniu Rockiego. Obu tych panów nigdy nie trawiłem więc nie było to dla mnie żadna stratą, do czasu aż jedną z ofiar tego komercyjnego bestialstwa padł Terminator. Seria którą wspominam ciepło z dzieciństwa i utożsamiam jako wyznacznik dobrego a wręcz idealnego kina akcji. To właśnie za drugą część Terminatora darze dużym szacunkiem Camerona. Terminator podobnie jak jego sequel wydaje się być filmem o głębszym przekazie, kinem komercyjnym z ambicjami.

 

Paradoksalnie pomysł z wysłaniem cyborga do przeszłości w pierwszym Terminatorze nie był pierwotnym zamysłem Camerona. Pragnął on bowiem ukazać w swym filmie futurystyczną wojnę ludzi z maszynami. Zrealizowanie tej koncepcji nie było możliwe z przyczyn finansowych, Cameron dysponował tylko 5 milionami dolarów co nawet przy podliczeniu inflacji było jak na tamte czasy kwotą śmiesznie małą. Chałupniczymi metodami udało mu się nakręcić zaledwie kilka scen umiejscowionych w świecie zdegenerowanym wojną, stanowiące jedynie namiastkę potencjału jakie posiadało to uniwersum.

 

Zadania ukazania działań ruchu oporu podjął się nie dawno reżyser o jakże wymownej xywce McG. Efektem jego starań jest przeciętne stawiające jedynie na efekty specjalne kino akcji wyprodukowane ewidentnie dla kasy. Film wygląda jak zlepek scen akcji na siłę połączonych z sobą niespójną, pełną dziur i błędów logicznych fabułą. Miejscami nieudolnie stara się być poważny i ambitny próbując poruszyć kwestie moralne.

 

Głównym bohaterem filmu jest Marcus Wright,skazany w przeszłości na śmierć morderca który z niewiadomych mu przyczyn budzi się wewnątrz wielkiej bazy wojskowej po jeden z wielkich batalii. Na swej drodze spotyka Kayla Ressa, postać w pewien sposób reprezentują widza, bowiem udziela wiele informacji odnośnie wojny z maszynami zdezorientowanemu Marcusowi. Jednocześnie mamy okazje się przyglądać poczynaniom legendarnego Johna Conora który jest jednym z wielu dowódców ruchu oporu.

 

Aktorzy spisali się całkiem nieźle jak na tego typu widowisko, w szczególności odtwórca Marcusa (Sam Worington) zaliczył udany występ. Pomimo dobrej obsady przez cały seans miałem wrażenie że głównymi gwiazdami tego spektaklu są tak naprawdę nieorganiczne wytwory speców od grafiki komputerowej. To właśnie ich obecność na ekranie choć krótka jest jedynym dobrym powodem dla którego można by się wybrać się do kina. Trudno mieć większe zastrzeżenia do jakości animacji komputerowej, jednak jej sposób użycia pozostawia wiele do życzenia. Nie będzie nam bowiem dane obejrzeć większych batalii a jedynie kilka skromnych potyczek by nie rzecz pojedynków. Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie post apokaliptyczne realia. Koncepcja wojny w żaden sposób nie przypomina mi wizji Camerona, pełnej grozy i lęku gdzie maszyny były inteligentnymi i trudnymi do pokonania przeciwnikami.

 

Termiantor: Ocalenie wydaje się być nie tyle zbeszczeszczeniem pierwowzoru co znakiem naszych czasów. Czasów gdy fabuła filmu jest tylko pretekstem do poszczycenia się najnowszymi osiągnięciami techniki komputerowej. Kino stało się koloseum XXI wieku starającym się ukazać zachwycające wizualnie widowiska pozbawione jednak jakiegokolwiek umotywowania w postaci fabuły. Oczekujący od filmu tylko rozrywki pewnie się nie zawiodą, lecz ambitniejszym widzom wymagającym od filmu dobrej fabuły stanowczo odradzam. Film McG podobnie jak trzecią odsłonę cechuje zmierzanie w stronę autoparodii z tą różnicą że o ile w Buncie Maszyn było to celowym zabiegiem o tyle w Ocaleniu jest zupełnie nieświadome.

 

4/10

 

komentarzy: 2Sobota, 28 sierpnia 2010, 19:35

Reaktywuje blog

Słowo reaktywacja użyte w tytule wpisu jest nie najlepiej dobranym słowem. Wprawdzie wracam na stare śmieci ale zamierzam się kompletnie odciąć tego całego pseudointeligentnego bełkotu jaki tu kiedyś publikowałem. Nie mam zamiaru definiować tematyki bloga, mimo to możecie jednak spodziewać się głownie tekstów dotyczących moich przemyśleń.

 

Sam powrót nie miałby miejsca gdyby nie chęć opublikowania recki Incepcji. Film zrobił na mnie wrażenie i choć reżyser popełnił kilka potknięć to Incepcja jest najlepszym sf jaki widziałem od czasów Matrixa. W chwili pojawienia się wpisu mija już 3 dzień od seansu a ja dalej jestem zniewolony motywem Hansa Zimmera, który wywołał na mnie emocje tak silne jak „Lux Aeterna” czy „Hearts of Courage”.

komentarzy: 5Piątek, 20 sierpnia 2010, 23:38

Nowe oblicze Bonda

 

 

 

Każda legenda ma swój początek. Nawet James Bond musiał kiedyś rozpocząć swoją działalność w szeregach MI6. "Casino Royale" to duży przełom w tej już kultowej i starej serii. Cofamy się w nim do pierwszej misji po zdobyciu statusu 007 (licencji na zabijanie). Akcja jednak nie dzieje się w latach sprzed ekranizacji pierwszej części, a w czasach współczesnych.

 

Przeciwnik szpiega Le Chirfle(Mads Mikkelsen) to niezwykle inteligenty bankier mafii, jest jej jednak winny grube pieniądze. By spłacić dług postawia wziąć udział w turnieju gry w pokera, organizowanym w czarnogórskim kasynie. M (Judi Dench) sądzi że jeśli nie wygra w turnieju, będzie zdesperowany podjąć się współpracy z wywiadem, w obawie przed śmiercią z rąk mafii. W tym celu wybiera najlepszego pokerzystę w wywiadzie agenta 007, by zmierzył się z Lee Chirfle.

 

Charakter szpiega przeszedł gruntowną zmianę. James jest jeszcze niedoświadczony agentem, który dopiero zdobył status 00. Zamiast czystego, schludnego i szarmanckiego szpiega, widzimy bezwzględnego i zimnego zabójcę. Nie zamawia Martini, zamiast tego tworzy własną alkocholową wariacje. Nie doświadczymy także znamiennych cytatów i gadżetów tak charakterystycznych dla bondowskiej serii. Wraz z zmianą charakteru Bonda zmienił się sposób walki. Brutalne i krwawe starcia ukazano bardzo realistyczne, ale nie tracą przez to na jakości, a zastosowane efekty nadal są wysokich standardów. Niezmienne jest jednak zainteresowanie kobietami choć i ono ma zupełnie inny charakter niż w poprzednich odsłonach.

 

Wystarczyła początkowa sekwencja w czarnobiałej kolorystyce, by być pewnym że nie obejrzymy klasycznego filmu z Jamesem Bondem. Ogólnie film odebrany przez społeczenstwo i krytyków został bardzo dobrze ale część widzów, (w szczególności zagorzałych fanów starego Bonda), postanowiła bojkotować nowe odsłony agenta 007. Spójrzmy jednak wprawdzie w oczy. Zmiana wizerunku została wymuszona na twórcach wskutek krytycznych opinii o „Śmierć Nadejdzie Jutro” i malejącej w ten sposób rentowności serii. Wtedy fani wytykali Bondowi plastikowy wizerunek, przesadne efekty oraz wszelkie odrealnienie. Casino Royale jest odpowiedzią na krytykę jaka wtedy padła pod adresem twórców Bonda. Zerwanie z wcześniejszymi atrybutami i znakami rozpoznawczymi serii było posunięciem bardzo ryzykownym i pewnie gdyby nie sukces filmu Batman:Początek nigdy by nie nadeszło. Zmieniono aktora, co początkowo spotkało się z dużym niezadowoleniem ze strony fanów. Craig mimo wielu petycji został. Nie mam zamiaru go porównywać do wcześniejszych odtwórców Bonda. Zagrał on zupełnie inną role, którą dobrze zinterpretował.

 

Może Casino Royale jest rzeczywiście profanacją serii, jednak gdyby zmienić personalia Bonda i film sprzedać jako kompletnie autonomiczne dzieło pozbawione charakterystycznej ścieżki dźwiękowej z pewnością przyniosło by olbrzymi sukces, bo to kapitalne kino akcji.

 

 CASINO

          ROYALE

             7/10

 

komentarzy: 1Czwartek, 19 sierpnia 2010, 19:26

Wehikuł czasu

 

Toy Story 3 jest już 11 filmem pełnometrażowym autora wielu perełek jakim jest studio Pixar. Choć film jest trzecią częścią to jednak nie widać w nim jakiegokolwiek zmęczenia materiału.

Do tej pory było mi dane obejrzeć zaledwie kilka trylogii które trzymały tak wysoki poziom w każdej odsłonie cyklu. Na ogół sequele wydają się być tworzone na siłę przy fali popularności pierwszej odsłony. Toy Story 3 zostało wydane jednak 10 lat po premierze dwójki więc o wykorzystaniu renomy serii nie może być mowy.

Fabuła przedstawia się następująco: Andy wybiera się na studia, zabawki
które posiada od dawna pozostają w zapomnieniu. Postanawia że zabierze z sobą Chudego. Pozostałe zabawki trafiają do przedszkola gdzie terror sprawuje Pluszowy Miś, zaś niesforni wychowankowie placówki skutecznie uprzykrzają im życie. Na pomoc swoim przyjaciołom przychodzi Chudy, który w skutek kilku niefortunnych sytuacji
nabywa nowego właściciela.

Pixar zrealizował ten film z myślą nie tylko o najmłodszych widzach ale także o tych którzy podobnie jak Andy schowali na strych swoje zabawki. Wskazuje nam to smutny charakter filmu oraz problematyka dotycząca spraw ostatecznych. Niezależnie od wieku produkcja Pixara powinna trafić do wszystkich. Zabawki w Toy Story mimo że składają się z plastiku w żaden sposób nie przypominają sztucznych postaci z typowo amerykańskiej tandety. Ich historia jest bardzo uniwersalna i zrozumiała dla każdego odbiorcy. Niektóre sceny potrafią wywołać wzruszenie
 jednak w ogólnym rozrachunku przeważa dobry i inteligenty humor. Smaczku dodaje także niezwykle trafiony dubbing oraz świetnie przetłumaczone żarty na polskie realia.


Dla wielu z nas Toy Story jest jedną z ikon dzieciństwa które kształtowały nasz charakter i wyobraźnie. Przed premierą miałem pewne obawy ze film może okazać się kiepską kontynuacją i zniszczy moje wspomnienia z lat
dzieciństwa jakie wiązałem z tą serią. Na szczęście tak się nie stało. Zostałem uraczony mądrą i wzruszającą bajką która na dwie godziny zadziałała niczym wehikuł czasu do czasu dzieciństwa. Zachęcam do wybrania się w podróż razem z bohaterami dzieciństwa na koniec świata i jeszcze dalej.

 

8/10

 

komentarzy: 1Środa, 18 sierpnia 2010, 16:18

Katharsis

 

 

 

Według Hitchoka film powinien zaczynać się trzęsieniem ziemi a emocje powinny rosnąć. Ta maksyma choć wyświechtana idealnie pasuje do Incepcji, zarówno w przenośni jak i dosłownie. To obraz który trudno zakwalifikować w ramy jakiegokolwiek gatunku, jest bowiem niezwykle udaną syntezą kina akcji, dramatu oraz scine-fiction.

 

Nolan zabiera nas w swym najnowszym dziele do autonomicznego i surrealistycznego świata ludzkiego umysłu. Głównym bochaterem filmu jest Dom Comb (w tej roli świetny Leonardo Di Caprio), złodziej którego łupem jest dosyć specyficzny towar, kradnie on bowiem informacje skrywane w ludzkiej psychice za pomocą wprowadzenia do snu. Podczas eksplortacji świata wykreowanego w własnym umyśle może modyfikować uniwersum za pomocą swoich myśli. Jego osoba kryje jednak dramat, został niesłusznie oskarżony o zabójstwo swojej żony. By wyczyścić swój życiorys i móc bez problemów kontaktować się z swoimi dziećmi zawiera pakt z wpływową organizacją. Zadanie jakie mu zleciło jest jednak zdecydowanie trudniejsze od poprzednich zleceń, zamiast wykraść informacje musi doprowadzić do jej powstania w umyśle wpływowego miliardera. By wykonać zadanie razem z swoją ekipą obmyśla skomplikowany plan, który oczywiście bardzo szybko się komplikuje i następuje wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji, jak przystało na dobry film akcji.

 

Choć zarys fabuły wydaje się prosty jest zupełnie inaczej. Incepcja jest filmem bardzo zagmatwanym, w dużej mierze dlatego że akcja rozgrywa się na kilku płaszczyznach i jest podana w bardzo krótkich ujęciach. Dzieło Nolana oferuje wysoki poziom merytoryczny, którego tak bardzo brakuje znakomitej większości filmów akcji, gdzie fabuła stanowi tylko dodatek do efektów specjalnych. Te z kolei mimo swojego spowszechnienia i nasączenia w współczesnej kinematografii, w połączeniu z dynamicznym montażem, świetnie podkreślającym ekonomie ruchów i emocji, stanowią prawdziwy majstersztyk.

 

 

Incepcja to inteligenty film akcji, który rozkocha w sobie zarówno smakoszy ambitnego kina jak i zwykłych zjadaczy popcornu. Po zakończeniu seansu można się poczuć jak po przebudzeniu ze snu, próbując zinterpretować to co miało miejsce przez ostatnie dwie i pół godziny oraz zostać kompletnie zniewolonym genialną muzyką Hansa Zimmera. To właśnie różnorodność interpretacji filmu jest rzeczą która najbardziej mnie w nim urzekła. Nolan bowiem dokonał na mnie incepcjii, siejąc we mnie ziarenko niepewności odnośnie zakończenia tego rewelacyjnego filmu.

 

Polecam wszystkim poddanie się incepcji filmem Nolana, a w szczególności fanom Matrixa ze względu na pewne podobieństwo treści.

 

9/10 i znak jakości :)

PS: Przeprowadziłem kilka drobnych modyfikacji w dniu 29 sierpnia. Dotyczy to tylko ostatniego akapitu.

 

 

komentarzy: 3Wtorek, 17 sierpnia 2010, 23:29

Prywatne wiadomości

Zaloguj się by wysyłać wiadomości

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 896 dni

Moich wejść na gram.pl: 6 363 (#499)

Napisanych postów i komentarzy: 97 (#1619)

Napisanych recenzji: 0

Wpisów na blogu: 5 (#211)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 3 101 (#366)

Ostatnie odwiedziny

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl