avatar

QuandorX Użytkownik gram.pl (Delegat) ja.gram.pl/QuandorX

Mój blog (ostatnie wpisy) rss

World of Warcraft - czy nadal warto powrócić do świata Azeroth?

wow, Gry, mmo, RPG, Wrażenia

0Ciągnęło mnie, aby znów zakosztować smaku porządnego MMO. W pewien weekend dorwałem się do zamkniętej bety Neverwinter (gramie.pl, dzięki za klucz;). Zabawa przednia, dosłownie nie mogłem się oderwać, na pewno będę grał od oficjalnej premiery. Jednak to 2 i pół dnia to było raczej za mało i w niedługim czasie rozglądałem się już za nowym kandydatem do ogrania. Przypadkiem natrafiłem na parę materiałów z YT na temat WoWa i tak właśnie zacząłem nieśmiało myśleć o jakimś powrocie do Azeroth. Na szczęście pamiętałem swoje dane do konta Battle.netu. I mając kompletnego farta odnalazłem darmowe dziesięciodniowe demo Mists of Pandaria, czyli tak naprawdę w pełni odblokowany kontent( kiedyś zakupiłem podstawkę, WoTLK i Cata, czyli praktycznie full wypas:D), a na dodatek mogłem pośmigać sobie po Pandarii. Idealna okazja do wypróbowania wszystkich nowości.

Ściągnąłem streaming launchera, czyli bardzo wygodnego klienta gry, na bieżąco dogrywającego dane, przez co nie musiałem tracić całego dnia na pobieranie 20 gb plików. Zdecydowałem, że zacznę levelować mojego zapomnianego goblińskiego warka. Miałem na nim nawet jakieś 2 heirloomy, także stwierdziłem, że nie powinienem mieć większych problemów z questowaniem. Po chwili stwierdziłem, że warrior pod protection to teraz naprawdę bestia, jeżeli chodzi o możliwy damage z większości skilli. Przyjemnie było patrzeć jak co jakiś czas mob padał na strzała z uderzenia tarczą. Jak dla mnie jest to nieco op, chociaż nie mam nic przeciwko takiej miłej odmianie. Ogólnie większość specjalizacji dostała boosta do bursta jaki może zadać przeciwnikowi. Kolejny ukłon w stronę nowych graczy, ale on tym za chwilę.

Czuć, że Blizz coraz bardziej celuje w nowych nabywców ich tytułu. Pandy, pokemony, nowe talenty, wspomniany burst. To wszystko zostało wprowadzone właśnie dla nowego pokolenia graczy. Choć nie wszystkie zmiany wyszły grze na gorsze, to jednak widać, że na każdym kroku gra robi ukłon w stronę casualowych klientów. Takie talenty są całkiem niezłe i wiele z nich jest lepszych niż poprzednio, to tłuściutkie pandy i walki małych stworków mnie już odrzucają. Tak jak sądziłem przed premierą MoPa ta rasa będzie się wpasowywać w klimaty świata WoWa co najmniej średnio i tak właśnie jest. Pet fighty choć nie są aż tak tragiczne jak kiedyś myślałem, to jednak ich monotonia i uproszczona mechanika mnie odrzucają. O wpływie na klimat produkcji już nie wspomnę.

0Sama rozgrywka zbytnio się nie zmieniła, w większości jest to to co znamy od dawna. Wprowadzono jednak cross realms, czyli gracze będący na jednym obszarze mogą się spotkać z graczami z innych serwerów. Ma to zapobiec pustce, jaką czasem można było odczuć w krainach questowych. W teorii świetna sprawa, niestety w praktyce nie do końca. Kiedy już spotkasz się ze znajomym czy jakimś innym graczem i wspólnie chcecie polecieć do innego obszaru to gra może was brutalnie rozdzielić, przydzielając do innego kanału, czy coś w ten deseń. Dlatego kto oczekiwał tych połączonych serwerów, mógł się srogo zawieść.

Gra z innymi ludźmi w tak zwanym pugu, nadal potrafi bawić. Większość osób posiada heirloomy, przez co zaliczyć faila jest naprawdę trudno. Raz trafiło się skupisko dzieciaczków, których płacz przypomniał mi community z LoLa, ale jakoś dzięki ogólnej ogarniętości (skromność;) udało mi się doprowadzić tą hałastrę do końca. PvP nawet na low levelach potrafi przynieść wiele frajdy, a do tego tworzyć świetne akcje, trzymające w napięciu przez dłuższy czas. Sianie spustoszenia moim prot warriorem wśród przebrzydłych alluchów wywoływało wielkiego banana na mojej twarzy.

Co do samej Pandarii to nie mogę się zbytnio wypowiedzieć, bo skupiłem się na niskolevelowym charakterze, stwierdzając, że zostawię sobie ten dodatek na możliwą grę w przyszłości. Ogólnie rzecz biorąc to WoW nadal jest nie do przebicia pod wieloma względami. Nawet graficznie nadal nie ma tragedii i lokacje wyglądają naprawdę ładnie, szczególnie te nowsze. Grywalność tytułu jest niesamowita. Porządnie się wciągnąłem, o czym może świadczyć fakt wbicia 63 lvl z dawnego 19 i osiągnięcie statusu exalted w gildii, w której byłem ponad tydzień. I to oczywiście bez tabarda. Nadal się wacham, co do zakupu abonamentu i nowego dodatku, choć czuje, że chęć powrotu do Azeroth zwycięży. Wam także polecam spróbować, bo mimo upływu czasu WoW nadal bawi i zachwyca. Tylko nie dołączajcie do aliantów, szkoda czasu na tych patałachów:D.

Moich autorskich screenów niestety nie ma, bo byłem tak zaabsorbowany grą, że zapomniałem ich zrobić;)

komentarzy: 10Środa, 10 kwietnia 2013, 21:57

Bioshock 2 - podwodna utopia po raz kolejny zachwyca

Gry, FPS, Wrażenia , recenzja, BioShock 2

0

Coś pięknego. To pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy po obejrzeniu zakończenia Bioshocka 2. I nie było to tylko chwilowe uniesienie, które czasem miewam po ukończeniu lub obejrzeniu czegoś, co tak naprawdę tak dobre nie było. W tym przypadku nadal podtrzymuje swoją opinię, bo gra jak dla mnie jest wzorem pod względem klimatu, fabuły i mechaniki rozgrywki.

Gra rozpoczyna się 8 lat po wydarzeniach z pierwszej części. Tym razem stajemy się prototypowym modelem Big Daddiego, a naszym zadaniem jest odnalezienie byłej siostrzyczki, z którą był powiązany. Na przeszkodzie stoi mu jednak Sofia Lamb, nowy gracz w Rapture. Mieszkańcy miasta, którzy w większości stali się uzależnionymi od ADAMa istotami, bez żadnych skupułów mordujący za malutką ilość tej substancji. Tatusiowi pozostaje przedrzeć się przez utopię pełną szaleńców i odzyskać utraconą siostrzyczkę.

Pod względem fabularnym po raz kolejny dostajemy dojrzałą historię, pełną zwrotów akcji i wyborów moralnych. To czy staniemy się potężni, ale i bezduszni, czy słabsi, ale dobrzy dla małych zbiorników dla ADAMa jakimi są siostrzyczki. To już zależy od nas. Po drodze spotkamy kilka oryginalnych charakterów, mających w sobie jeszcze trochę człowieczeństwa. Wpływ jaki będą miały na naszą historię jest także w naszych rękach.

Klimat Bioshocka 2 dosłownie wylewa się z ekranu, co jest bardzo dobrym porównaniem zważywszy na lokalizację gry. Podróżując przez miasto zniszczone wojną, wilgocią i starością, mozemy poczuć się tak, jakbyśmy sami tam byli. Wszystko jest tam oddane w taki sposób, aby było jak najbardziej wiarygodne. Dodatkowo feeling naszej postaci poprawia to poczucie. Choć strasznych momentów jakie mogliśmy uświadczyć w 1 jest mniej, to jednak czasem można poczuć niepewność i ciarki na plecach.

Sama walka jest także na najwyższym poziomie. W nasze ręce zostały oddane nowe zabawki, takie jak lutownica, kołkownica czy sprzęt sprawdzający się w hakowaniu elektroniki, jak i w walce. Jednak największą zmianą jest dodanie wiertła znanego z potyczek z tatuśkami. Jest ono bardzo użyteczne i pozwala na wygranie wielu potyczek, nawet gdy zabraknie amunicji. Czasem nawet czujemy się zbyt potężni, bo większość przeciwników nie ma szans na wygranie z szarżą z wiertłem.

0

W dwójce pojawiły się też Little Sisters, czyli jeszcze bardziej mordercze i skuteczne strażniczki małych dziewczynek. Choć pojedynki z nimi do najłatwiejszych nie należą, to jakoś nie uświadczyłem jakiegoś problemu z ich pokonaniem. Walki z tatusiami są identyczne co w poprzedniej części, tylko teraz możemy spotkac ich różne typy z innym uzbrojeniem. Po odzyskaniu siostrzyczki spod ochrony innego taty, możemy zabrać dziecko na ramię i wyruszyć na poszukiwanie świeżego ADAMa. Wtedy musimy odeprzeć falę splicerów, którzy nie omieszkają przegapić takiej okazji. Czasem bez odpowiedniego przygotowania możemy nie dać rady obronić dziewczynki, dlatego odpowiednie ustawienie pułapek i wieżyczek to podstawa.

Bioshock 2 na tle dzisiejszych gier nie ma się czego wstydzić pod względem graficznym. Nadal wygląda bardzo ładnie, nawet w niższych ustawieniach. Optymalizacja jest świetna, nie uświadczyłem ani jednego spadku płynności. Muzycznie jest identycznie. Kawałki z lat 60 doskonale oddają atmosferę Rapture i dawnych czasów. Sam później buszowałem po YT w celu wysłuchania po raz kolejny tego genialnego soundtracka, co u mnie zdarza się bardzo rzadko. Muszę się jednak przyznać, że nie testowałem multiplayera, który pewnie także jest wart uwagi.

Choć nie jest to gra idealna, to jednak do tego statusu niewiele Bioshockowi 2 brakuje. Wszystko ma tu swoje miejsce, jest odpowiednio zaaranżowane i zawarte, aby polepszyć wrażenia z rozgrywki. Coraz mniej jest tak grywalnych tytułów, od których ciężko się oderwać. Wystarczy przytoczyć moją sytuację, czyli przejście gry w jeden dzień, co w moim przypadku jest nie lada wyczynem. Ogólnie kontynuacja jest ociupinkę słabsza od jedynki, ale tak samo warta zagrania. Kiedy już wejdzie się do Rapture, trudno się z tamtąd wydostać. Naprawdę coś pięknego.

 

komentarzy: 7Wtorek, 12 marca 2013, 11:37

Tales of Maj'Eyal - roguelike oczami gracza nowego pokolenia

Gry, RPG, fantasy, fabuła, klimat

2

Zacznijmy może od tego, że kiedy zaczynałem swoją "karierę" gracza, takie gry jak Baldur's Gate czy Torment były już kilka lat po premierze i swoim wyglądem nieco odstawały, od tego co wchodziło wtedy na rynek. Nigdy jakoś nie ciągnęło mnie do starszych gier. Jako brzdąc nie zastanawiałem się zbytnio nad fabułą. Ważna była grafika. To błędne założenie doprowadziło do mojej małej wiedzy na temat dawnych produkcji i gatunków jakie wtedy panowały. Dlatego kiedy usłyszałem o Tales of Maj'Eyal i terminie "roguelike", zbyt wiele skojarzeń nie przychodziło mi do głowy.

Jednak, po przeczytaniu recenzji i obejrzeniu screenów, miałem ochotę spróbować. Bo ToME to gra oldschoolowa i na swój sposób trudna. Stwierdziłem, że lepszej okazji do zapoznania się z zapomnianym już niestety gatunkiem nie będę miał. Dużą zachętą była też darmowość tytułu. Po uruchomieniu gry moją pierwszą reakcją było "Wygląda trochę jak Tibia" Na szczęście to jedyne powiązanie z tym niesławnym potworkiem z gimbazjalnym community.

Na pierwszy rzut oka gra wygląda na dosyć skomplikowaną i toporną, jednak to uczucie bardzo szybko mija. Kreacja postaci to wybranie rasy, klasy, trybu rozgrywki, poziomu trudności i w końcu imienia. Na początku wiele wariatów z których możemy złożyć naszego bohatera jest zablokowanych. Podróżując po świecie i wykonując questy, możemy uzyskać do nich dostęp. Dwa z dostępnych trybów różnią się ilością żyć jakie nam przysługują.

2

A stracić je wcale nie tak trudno. Bez krzty taktyki i oceny sytuacji nie mamy czego tutaj szukać. Walka odbywa się w systemie turowym, a odpowiednie zarządzanie ruchami postaci jest kluczem do sukcesu. Po utracie wszystkich szans nasza postać jest... usuwana. Dawniej permadeath był na porzątku dziennym, więc i tutaj nie mogło go zabraknąć.

Świat ToME jest duży i cały czas się rozrasta. Przypomina on klasyczne fantasy w stylu LOTR albo D&D. Fabuła nie jest może zbyt rozbudowana, choć jeżeli wczytamy się w kawałki lore rozrzucone na mapach to możemy się o nim nieco dowiedzieć i jeszcze bardziej wkręcić w staroszkolny klimat RPGów. Zadania także nie są skomplikowane i polegają głównie na odkrywaniu nowych obszarów lub likwidacji poszczególnych bossów. Nie przeszkadza to jednak we wciągnięciu się w rozgrywkę. Przynajmniej ja tego doświadczyłem.

Ścieżek rozwoju naszego herosa jest bez liku. Wojownicy, zabójcy, magowie i wariację na ich temat. Wszystko to tutaj znajdziemy. Za pomocą swoistych drzewek rozwoju postaci możemy modyfikować ją jak tylko chcemy. Dzięki temu gra kolejnymi bohaterami nie nudzi się i zachęca do dalszej rozgrywki, bo przecież tyle możliwości jeszcze przed nami.

2

Graficznie gra nie powala i takie twórcy przyjęli założenie. Da się do niej przyzwyczaić. Osobiście twierdzę, że to miła odmiana po kolejnych Skyrimach i Far Cryach. Ścieżka dzwiękowa tytułu jest zadziwiająco dobra. Jest doskonale dopasowana do poszczególnych lokacji i jeszcze bardziej nadaje klimatu dawnych czasów. W ToME istnieje możliwość stworzenia internetowego konta, dzięki któremu da się dzielić wrażeniami z innymi entuzjastami za pomoca chatu. Profil pozwala też na pochwalenie się swoimi achivkami.

Tales of Maj'Eyal jest dla mnie miłym zaskoczeniem. Po tej produkcji nie spodziewałem się takiej grywalności i unikalnego klimatu. Rzadko też zdarza się żeby grając w coś tak szybko mijał mi czas. A tu proszę, 3 godziny jak z bicza strzelił, przy pierwszym posiedzeniu. Grę polecam wszystkim osobą rządnym prawdziwych wyzwań i atmosfery starodawnych gier RPG. Naprawdę warto sprawdzić, a nuż przyciągnie Was na dłużej:).

 

komentarzy: 4Sobota, 02 lutego 2013, 23:10

« starsze wpisy

Prywatne wiadomości

Zaloguj się by wysyłać wiadomości

Więcej o mnie

Krótko o mnie:Gracz, czytelnik i widz.

Moje tagi:filmy , gry, książki, mmo, rpg

Moje motto:*Burp*

Obecny stan:Matura complete

Posiadany sprzęt:PC, Mobile

Namiary na mnie

e-mail: quandor1(at)gmail.com

Ostatnio gram w

Tytuł gryPo sieci?Ukończona?

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 2066 dni

Moich wejść na gram.pl: 4 458 (#1626)

Napisanych postów i komentarzy: 521 (#1401)

Napisanych recenzji: 0

Wpisów na blogu: 4 (#228)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 459 (#1573)

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl