avatar

Pawciu45 Użytkownik gram.pl (Sekretarz) ja.gram.pl/Pawciu45

Prywatne wiadomości

Zaloguj się by wysyłać wiadomości

Mój blog (ostatnie wpisy) rss

[Czysta rozrywka] Gate: Jietai Kare no Chi nite, Kaku Tatakeri - amatorska recenzja mangi.

Manga, amatorska recenzja, seinen

 

[Czysta rozrywka] Gate: Jietai Kare no Chi nite, Kaku Tatakeri - amatorska recenzja mangi.
Pełny tytuł: Gate: Jietai Kare no Chi nite, Kaku TatakeriGatunki: przygodowy, fantasy, wojskowe, seinenScenariusz: Yanai Takumi (manga oparta jest na serii light novel tego autora)Rysunki: Sao SatoruStatus: seria jest wciąż wydawana. Historia wciąż trwa. Recenzja polega na tomach 1-31. W przszłości wyjdą następne.Nie robiąć wstępu zacznę od razu od opisu fabuły i tła nie oceniając ich. Moim zdaniem po samym tym opisie wielu powinno już wyrobić sobie zdanie o tym tytule.W pewnym innym świecie wyglądającym niemalże na typowe high fantasy otwiera się brama prowadząca do innego wymiaru. Dumny, ambitny i brutalny władca największego państwa tego świata zwanego Imperium nie za wiele myśląc (bardzo nie za wiele myśląc) postanawia poszerzyć granice terytorium, jakim włada o nowe nieznane ziemie. Nawet bez wysłania na drugą stronę jakiegokolwiek zwiadu posyła tam liczną część swej armii. Wszystko jest pewnie wynikiem jego wielkiego ego. Skoro już jest największym panem w tym świecie, to kto postawi się jego wojskom w innym świecie ? Pomysł oczywście jest chory i zostaje dosłownie utopiony w krwi jego żołnierzy. Dzielni wojownicy, święci (?) paladyni, magowie, hordy orków, stada walczących dla niego wiwern i innych pokracznych bestii ledwie pojawiając się na terytorium wrogiego państwa błyskawicznie przystępują do realnej rzezi niczego nie spodziewających się cywilii. Jednak dzięki błyskawicznej komunikacji polegającej na elektronicznej telekomunikacji, GPS i pewnie jeszcze internecie atakowani szybko odpowiadają na zagrożenie. Średniowieczni wojacy zostają zmasakrowani przez ogień z karabinów i czołgów, rakiety samolotów oraz przewyszającą ich własną myśl taktyczną taktykę obrońców. Nasz wielki władca władował prawie całą swoją armię na teren współczesnego, realnego Tokyo. Dmuchając na zimne dowódcy JSDF (Japan Self-Defense Forces) od razu wysyłają na drugą stronę odziały rozpoznawczo-badawcze w celu odpowiedzi na najprostsze pytania: jak w ogle i w jakim celu stało się to, co się stało ? To co zobaczyli w czasie ataku zaskoczyło ich tak samo jak atakujących odkrycie tego w co wdeptneli. W jednym z odziałów dowodzi nasz bohater podporucznik Youji Itami. Noszący prawie wszystko mówiącą o nim ksywę Otaku.Ok. Po przedstawieniu wojskowego pseudonimu Itamiego łatwo domyślić się, co znajdzie on po drugiej stronie portalu. Tu jednak warto wspomnieć, że nie jest on stareotypowym otaku. Ma łeb na karku. Zna swoje obowiązki i potrafi sprawnie dowodzić własnym odziałem. Kocha oczywiście mange i anime i mocno się nią ekstytuje, ale potrafi znaleźc w tym umiar i raczej nie jest jakimś fetyszystą. Nie jest też jakimś hikikomori nieudacznikiem, bo posiada stałą pracę a kontakty z płącią przeciwną miał, bo nie dawno rostał się ze swoją żoną. Nie jest on jednak typowym rambo. Itami to człowiek przjazny i raczej pokojowo nastawieni do życia. To on stanie się początkowo podwaliną pod dobre stosunki między nowymi sąsiadami. Pomogając innoświatowcom zaskarbi sobie ich zaufanie to pomogając obronić wioskę przed atakiem smoka, i eskortując karawanę uchodźców z ziem dotkniętych atakiem wspomnianego monstrum i zniszczonych przez konflikt między Japonią a Imperium. Komuś może wydać się na razie, że ta manga jest tak bardziej na poważnie. Ciągle się tu walczy i ryzykuje życie. Jednak komiks jest to rozrywkowo przygodowy i więcej tu komedii. Już stareotypowo i obowiązkowo wokół naszego otaku uzbiera się pewien harem. Podczas pierwszej walki ze smokiem nasz odział uratuje z płonącej wioski ostatnią ocalałą elfkę. Oczywiście jak to z szpiczastouchymi kobietami w fantasy bywa jest na czym oko zawisić. Jednak problem jest tu z punktu widzenia człowieka dziwny. Według elfiej miary Lelei nie osiągneła jeszcze dojżałości choć dla  33 letniego Itamiego może być ona za stara, bo ma 167 lat. Sama jednak wygląda na dwadzieścia parę. Druga piękność to avatar bogini śmierci w kostiumie..... gothic lolity. Rory Mercury wygląda na nastolatkę choć sama ma 647 lat. Potrafi bardzo sprawnie posługiwać się dwuręcznym toporem i ma najbardziej twardy i charyzmatyczny charakter. Następna persona to 15 letnia adeptka kapłaństwa bóstwa życia Tuka Luna Marceau. Oczywiście dla Itamiego nie wchodzi ona w grę. Co innego sama Tuka w wieku pokwitania jest naszym bohaterem bardzo zainteresowana. Choć tu nic nie wyjdzie na razie poza ukazaną komediowo miłość platoniczną. Sama bezbronna Tuka budzi u naszgo otaku o złotym sercu hmm.... instynk macierzyński. Gdzieś tam poza wielką trójcą, ale ciągle blisko, jest jeszcze księzniczka, córka Wielkiego i Genialnego Władzcy Imperium Pina Co Lada. Widząca chyba (moje subiektywne chyba) w Itamim osobę mogącą pokojowo zażegnać konflikt. Jest ona też przywódczynią zakonu walczących zbrojnie świętch dziewic. Zostaje też Risa ex-żona naszego bohatera. Samotna otaku próbującac wiązać koniec z końcem, rysując erotyczne doujinshi wspomagając się też od czasu do czasu pomocą byłego męża (pisałem, że to dobry chłop). Marzy jednak cały czas o wydaniu poważnego komiksu.Humor wpycha się wszędzie. Itami spotka na drodze wiele fetyszy za które otaku oddali by życie. Kociousze pokojówki. Moe meduzy. Róznego rodzaju loli i tym podobne. Komediowo przedstawiony jest też cały kontakt cywilizacji opartej na magii z tą opartą na technice oraz wiele relacji międzyosobowych. Lub jeszcze inaczej dla przkładu:  pewnym momencie bohater dostaje jako wsparcie czołg. Według jego dowódcy najlepszy. Oparty na najnowszych zdobyczach techniki i wzorowany na pierwszoligowych amerykańskich filmach akcji. Dla drugie przykładu: same waleczne dziewice okazuję się też nie takie cnotliwe, po spotkani ze ,,sztuką" doujinshi. A zakaz kontaktów płciowych dotyczy tylko osobników płci przeciwnej. Dla tych, których takie coś odrzuca: humor erotyczny jest tu jednak lekki np. wspomniany zakaz pojawia się tu dla żartu sytuacyjnego (dziewczyny kompią się w gorących źródłach) i jest tylko słownie wspomniany bez żadnych pokazów. I nie ma jak zakategoryzować mangi pod ecchi (erotyka).Bardzo brutalnie są tu ukazane sceny walk. Rysownik nie szczędzi krwi i odcinanych kończyn. Wszytko jest narysowane bardzo dynamicznym stylem i grubą krechą, co dobrze oddaje chaos panujący na polu bitwy. Jeżeli można tak powiedzieć, to w 100 porcentach realistycznie ukazane jest, co może zrobić pluton czołgów zwykłej armii pretorian. Pomimo róznicy w uzbrojeniu nie ma przebacz i Japończycy walą w zbrojnych oraz łóczników czym się da. Polityka mimo dyplomacji to niezwykle brutalna gra, gdzie obydwie strony uśmiechają się do siebie, a tak naprawdę jedna czeka tylko na potknięcie drugiej. Sama Japonia ma problemy też w swoim świecie, bo na portalu i krainami za nim chcą położyć ręce też inne kraje np. Chiny czy USA. Manga to taki miszmasz wszytkiego, szczególnie komedii z thrillerem politycznym jednak jeśli miałbym to ocenić jakąś skalą to powiedziałbym, że zdecydowanie więcej jest komedii niż powagi. W stosunku 65 do 35 procent.Ważna jest tu też postać autora. Sam służył w JSDF do 33 roku życia. Skończył z tym i wziął się za pisanie literatury popularnej. Zna więc armię od podstaw. Co do japońskich sił zbrojnych to wedle konstytucji narzuconej im po wojnie przez USA siły japońskie mogą służyć tylko do samoobrony (co widąc w nazwie). Nie mogą przeprowadzić żadnej kacji zbrojnej poza terytorium własnego kraju czy nawet komuś złożyczyć. Więc jeśli Korea Płn. zacznie im grozić, to nie mogą się nawet bezpośrednio odgrozić. Jedynie bawiąc się w gierki słowne. W Japonii nie istnieje też specjalna ranga społeczna dla żołnierzy. Wszyscy wojacy są de facto cywiliami zatrudnionymi przerz też równie cywilne ministerstwo obrony. Sądownictwo odbywa się według prawa ogólnego przez sądy nazwijmy to ,,zwyczajne". Oczywiście są inne wyroki z tytułu wykonywanego zawodu, ale nie jest jakiś szczególny aspekt japońskiego prawa. Nabór nie jest obowiązkowy. Jest to armia w pełni zawodowa. Nie ma jednak limitów, co do rodzajów używanej bronii i technologii, więc dziś Japonia jest jednym z państw z najnowocześniejszą armią (przeznaczoną do obrony). To tak w ramach uzupełnienia tła. Tak mi się też zdaje, że autor chciał pokazać jak to walczą japońskie chłopaki. Jendak że spotkałoby się to dość ostrą negatywną reakcją, więc wysłał ich do innego wymiaru, bo takiego przypadku konstytucja nie ujmuje. Ale to tylko moja strasznie luźna hipoteza.
Pełny tytuł: Gate: Jietai Kare no Chi nite, Kaku Tatakeri
Gatunki: przygodowy, fantasy, wojskowe, seinen
Scenariusz: Yanai Takumi (manga oparta jest na serii light novel tego autora)
Rysunki: Sao Satoru
Status: seria jest wciąż wydawana. Historia wciąż trwa. Recenzja polega na tomach 1-31. W przszłości wyjdą następne.
Nie robiąć wstępu zacznę od razu od opisu fabuły i tła nie oceniając ich. Moim zdaniem po samym tym opisie wielu powinno już wyrobić sobie zdanie o tym tytule.
W pewnym innym świecie wyglądającym niemalże na typowe high fantasy otwiera się brama prowadząca do innego wymiaru. Dumny, ambitny i brutalny władca największego państwa tego świata zwanego Imperium nie za wiele myśląc (bardzo nie za wiele myśląc) postanawia poszerzyć granice terytorium, jakim włada o nowe nieznane ziemie. Nawet bez wysłania na drugą stronę jakiegokolwiek zwiadu posyła tam liczną część swej armii. Wszystko jest pewnie wynikiem jego wielkiego ego. Skoro już jest największym panem w tym świecie, to kto postawi się jego wojskom w innym świecie ? Pomysł oczywście jest chory i zostaje dosłownie utopiony w krwi jego żołnierzy. Dzielni wojownicy, święci (?) paladyni, magowie, hordy orków, stada walczących dla niego wiwern i innych pokracznych bestii ledwie pojawiając się na terytorium wrogiego państwa błyskawicznie przystępują do brutalnej rzezi niczego nie spodziewających się cywilii. Jednak dzięki błyskawicznej komunikacji polegającej na elektronicznej telekomunikacji, GPS i pewnie jeszcze internecie atakowani szybko odpowiadają na zagrożenie. Średniowieczni wojacy zostają zmasakrowani przez ogień z karabinów i czołgów, rakiety samolotów oraz przewyszającą ich własną myśl taktyczną taktykę obrońców. Nasz wielki władca władował prawie całą swoją armię na teren współczesnego, realnego Tokyo. Dmuchając na zimne dowódcy JSDF (Japan Self-Defense Forces) od razu wysyłają na drugą stronę odziały rozpoznawczo-badawcze w celu odpowiedzi na najprostsze pytania: jak w ogóle i w jakim celu stało się to, co się stało ? To co zobaczyli w czasie ataku zaskoczyło ich tak samo jak atakujących odkrycie tego w co wdeptneli. W jednym z odziałów dowodzi nasz bohater podporucznik Youji Itami. Noszący prawie wszystko mówiącą o nim ksywę Otaku.
Ok. Po przedstawieniu wojskowego pseudonimu Itamiego łatwo domyślić się, co znajdzie on po drugiej stronie portalu. Tu jednak warto wspomnieć, że nie jest on stareotypowym otaku. Ma łeb na karku. Zna swoje obowiązki i potrafi sprawnie dowodzić własnym odziałem. Kocha oczywiście mange oraz anime i mocno się nimi ekstytuje, ale potrafi znaleźc w tym umiar i raczej nie jest jakimś fetyszystą. Nie można go też nazwać odlutkiem i nieudacznikiem, bo posiada stałą pracę a kontakty z płącią przeciwną miał, bo nie dawno rostał się ze swoją żoną. Nie jest on jednak typowym rambo. Itami to człowiek przjazny i raczej pokojowo nastawiony do życia. To on stanie się początkowo podwaliną pod dobre stosunki między nowymi sąsiadami. Pomogając innoświatowcom zaskarbi sobie ich zaufanie to pomogając obronić wioskę przed atakiem smoka, i eskortując karawanę uchodźców z ziem dotkniętych atakiem wspomnianego monstrum i zniszczonych przez konflikt między Japonią a Imperium. 
Komuś może wydać się na razie, że ta manga jest tak bardziej na poważnie. Ciągle się tu walczy i ryzykuje życie. Jednak jest to komiks rozrywkowo-przygodowy i więcej tu komedii. Już stareotypowo i obowiązkowo wokół naszego otaku uzbiera się pewien harem. Podczas pierwszej walki ze smokiem nasz odział uratuje z płonącej wioski ostatnią ocalałą elfkę. Oczywiście jak to z szpiczastouchymi kobietami w fantasy bywa jest na czym oko zawisić. Jednak problem jest tu z punktu widzenia człowieka dziwny. Według elfiej miary Lelei nie osiągneła jeszcze dojżałości choć dla  33 letniego Itamiego może być ona za stara, bo ma 167 lat. Sama jednak wygląda na dwadzieścia parę. Druga piękność to avatar bogini śmierci w kostiumie..... gothic lolity. Rory Mercury wygląda na nastolatkę choć sama ma 647 lat. Potrafi bardzo sprawnie posługiwać się dwuręcznym toporem i ma najbardziej twardy, dojrzały i charyzmatyczny charakter. Następna persona to 15 letnia adeptka kapłaństwa bóstwa życia Tuka Luna Marceau. Oczywiście dla Itamiego nie wchodzi ona w grę. Co innego sama Tuka w wieku pokwitania jest naszym bohaterem bardzo zainteresowana. Choć tu nic nie wyjdzie poza ukazaną komediowo miłość platoniczną. Sama bezbronna Tuka budzi u naszgo otaku o złotym sercu hmm.... instynk macierzyński. Gdzieś tam poza wielką trójcą, ale ciągle blisko, jest jeszcze księżniczka, córka Wielkiego i Genialnego Władzcy Imperium Pina Co Lada. Widząca chyba (moje subiektywne chyba) w Itamim osobę mogącą pokojowo zażegnać konflikt. Jest ona też przywódczynią zakonu walczących zbrojnie świętch dziewic. Zostaje też Risa ex-żona naszego bohatera. Samotna otaku próbującac wiązać koniec z końcem, rysując erotyczne doujinshi oraz wspomagając się od czasu do czasu pomocą byłego męża (pisałem, że to dobry chłop). Marzy jednak cały czas o wydaniu poważnego komiksu.
Humor wpycha się wszędzie. Itami spotka na drodze wiele fetyszy za które otaku oddali by życie. Kociousze pokojówki. Moe meduzy. Różnego rodzaju loli i tym podobne. Komediowo przedstawiony jest też cały kontakt cywilizacji opartej na magii z tą opartą na technice oraz wiele relacji międzyosobowych. Lub jeszcze inaczej dla małego przkładu:  pewnym momencie bohater dostaje jako wsparcie czołg. Według jego dowódcy najlepszy. Oparty na najnowszych zdobyczach techniki i wzorowany na pierwszoligowych amerykańskich filmach akcji. Dla drugie przykładu: same waleczne dziewice okazuję się też nie takie cnotliwe, po spotkani ze ,,sztuką" doujinshi. A zakaz kontaktów płciowych dotyczy tylko osobników płci przeciwnej. Dla tych, których takie coś odrzuca: humor erotyczny jest tu jednak lekki np. wspomniany zakaz pojawia się tu dla żartu sytuacyjnego (dziewczyny znajdują się w gorących źródłach) i jest tylko słownie wspomniany bez żadnych pokazów. I nie ma jak zakategoryzować mangi pod ecchi (erotyka).
Bardzo brutalnie są tu ukazane sceny walk. Rysownik nie szczędzi krwi i odcinanych kończyn. Wszytko jest narysowane bardzo dynamicznym stylem i grubą krechą, co dobrze oddaje chaos panujący na polu bitwy. Jeżeli można tak powiedzieć, to w 100 porcentach realistycznie ukazane jest, co może zrobić pluton czołgów zwykłej armii pretorian. Pomimo róznicy w uzbrojeniu nie ma przebacz i Japończycy walą w zbrojnych oraz łóczników czym się da. Polityka mimo dyplomacji to niezwykle brutalna gra, gdzie obydwie strony uśmiechają się do siebie, a tak naprawdę jedna czeka tylko na potknięcie drugiej. Sama Japonia ma problemy też w swoim świecie, bo na portalu i krainami za nim chcą położyć ręce też inne kraje np. Chiny czy USA. Manga to taki miszmasz wszytkiego, szczególnie komedii z thrillerem politycznym. Jednak jeśli miałbym to ocenić jakąś skalą to powiedziałbym, że zdecydowanie więcej jest komedii niż powagi. W stosunku 70 do 30 procent.
Co do efektu pracy rysownika wydaje mi się on przeciętny. W jego stylu ciężko doszukać się finezji. Wspomniałem, że komiks jest narysowany bardzo grubą i szorstką kreską. Bardzo dobrze nadaje się ona do scen walk dając im sporo dynamizmu, idealnie budując wrażenie chaosu na polu bitwy. Na rysunkach można też znaleźc bardzo wiele detali. W walkach jest to w stu procentach ok. Jeśli jednak chodzi o sceny statyczne cały ten styl wpypada źle. Gruba kreska wciąż pozostawia wrażenie dynamizmu. Postać, która tylko kiwa się na ksześle wygląda jakby chciała z niego gwałtownie wstać. Źle wygląda też efekt użycia rastrów w tych scenach. Cieniowanie jest brzydkie, bo za częste. Podczas oglądania czerń wylewa się na oglądającego, dominując na większej części kadru.
Ważna jest tu też postać autora. Sam służył w JSDF do 33 roku życia. Gdy skończył z tym wziął się za pisanie literatury popularnej. Zna więc armię od podstaw. Co do Japońskich Sił Zbrojnych to wedle konstytucji nadanej państwu po wojnie przez USA siły japońskie mogą służyć tylko do samoobrony (co widać w nazwie). Nie mogą przeprowadzić żadnej akcji zbrojnej poza terytorium własnego kraju czy nawet komuś złorzeczyć. Jeśli np. Korea Płn. zacznie im grozić, to nie mogą się nawet bezpośrednio odgrozić. Jedynie bawiąc się w gierki słowne. W Japonii nie istnieje też specjalna ranga społeczna dla żołnierzy. Wszyscy wojacy są de facto cywiliami zatrudnionymi przerz też równie cywilne ministerstwo obrony. Sądownictwo  dla żołnierzy odbywa się według prawa ogólnego przez sądy nazwijmy to ,,zwyczajne". Oczywiście są inne wyroki z tytułu wykonywanego zawodu, ale nie jest jakiś szczególny aspekt japońskiego prawa. Nabór nie jest obowiązkowy. Jest to armia w pełni zawodowa. Nie ma jednak limitów, co do rodzajów używanego uzbrojenia i technologii, więc dziś Japonia jest jednym z państw z najnowocześniejszą armią (przeznaczoną do obrony). To tak w ramach uzupełnienia tła. Zdaje mi się, że autor chciał pokazać jak to walczą jego koledzy z wojska. Jendak że spotkałoby się to dość ostrą negatywną reakcją, więc wysłał ich do innego wymiaru, bo takiego przypadku konstytucja nie ujmuje. Ale to tylko moja strasznie luźna hipoteza.
Tak więc moim zdaniem. Gate to jedna z najlepszych przygodowych mang ostatnich lat. Tylko czytać.
Okładki:
http://postimg.org/image/v9yx5tlkt/
http://postimg.org/image/rqzycq1rd/
Parę kart mangi:
http://postimg.org/image/62ohoxzel/full/
http://postimg.org/image/p2ktwoh9d/
http://postimg.org/image/83j6453zx/full/

 

Wersja finalna ;).

Pełny tytuł: Gate: Jietai Kare no Chi nite, Kaku Tatakeri

Gatunki: przygodowy, fantasy, wojskowe, seinen

Scenariusz: Yanai Takumi (manga oparta jest na serii light novel tego autora)

Rysunki: Sao Satoru

Status: seria jest wciąż wydawana. Historia wciąż trwa. Recenzja polega na tomach 1-31. W przyszłości wyjdą następne.

Nie robiąć wstępu zacznę od razu od opisu fabuły i tła nie oceniając ich. Moim zdaniem po samym tym opisie wielu powinno już wyrobić sobie zdanie o tym tytule. W pewnym świecie wyglądającym niemalże na typowe high fantasy otwiera się brama prowadząca do innego wymiaru. Dumny, ambitny i brutalny władca największego państwa tego świata zwanego Imperium nie za wiele myśląc (bardzo nie za wiele myśląc) postanawia poszerzyć granice terytorium, jakim włada o nowe nieznane ziemie. Nawet bez wysłania na drugą stronę jakiegokolwiek zwiadu posyła tam liczną część swej armii. Wszystko jest pewnie wynikiem jego wielkiego ego. Skoro już jest największym panem w tym świecie, to kto postawi się jego wojskom w innym świecie ? Pomysł oczywście jest chory i zostaje dosłownie utopiony w krwi jego żołnierzy. Dzielni wojownicy, święci (?) paladyni, magowie, hordy orków, stada walczących dla niego wiwern i innych pokracznych bestii ledwie pojawiając się na terytorium wrogiego państwa błyskawicznie przystępują do brutalnej rzezi niczego nie spodziewających się cywilii. Jednak dzięki błyskawicznej komunikacji polegającej na elektronicznej telekomunikacji, GPS i pewnie jeszcze internecie atakowani szybko odpowiadają na zagrożenie. Średniowieczni wojacy zostają zmasakrowani przez ogień z karabinów i czołgów, rakiety samolotów oraz przewyszającą ich własną myśl taktyczną taktykę obrońców. Nasz wielki władca wyładował prawie całą swoją armię na teren współczesnego, realnego Tokyo. Dmuchając na zimne dowódcy JSDF (Japan Self-Defense Forces) od razu wysyłają na drugą stronę odziały rozpoznawczo-badawcze w celu odpowiedzi na najprostsze pytania: jak w ogóle i w jakim celu stało się to, co się stało ? To co zobaczyli w czasie ataku zaskoczyło ich tak samo jak atakujących odkrycie tego w co wdeptneli. W jednym z odziałów dowodzi nasz bohater podporucznik Youji Itami. Noszący prawie wszystko mówiącą o nim ksywę Otaku.

Dobrze. Po przedstawieniu wojskowego pseudonimu Itamiego łatwo domyślić się, co znajdzie on po drugiej stronie portalu. Tu jednak warto wspomnieć, że nie jest on stareotypowym otaku. Ma łeb na karku. Zna swoje obowiązki i potrafi sprawnie dowodzić własnym odziałem. Kocha oczywiście mange oraz anime i mocno się nimi ekstytuje, ale potrafi znaleźc w tym umiar i raczej nie jest jakimś fetyszystą. Nie można go też nazwać odlutkiem i nieudacznikiem, bo posiada stałą pracę a kontakty z płącią przeciwną miał, bo nie dawno rostał się ze swoją żoną. Nie jest on też jakimś typowym wojskowym rambo. Itami to człowiek przyjazny i raczej pokojowo nastawiony do życia. To on stanie się początkowo podwaliną pod dobre stosunki między nowymi sąsiadami. Pomogając innoświatowcom zaskarbi sobie ich zaufanie to pomogając obronić wioskę przed atakiem smoka, i eskortując karawanę uchodźców z ziem dotkniętych atakiem wspomnianego monstrum i zniszczonych przez konflikt między Japonią a Imperium. 

Komuś może wydać się na razie, że ta manga jest tak bardziej na poważnie. Ciągle się tu walczy i ryzykuje życie. Jednak jest to komiks rozrywkowo-przygodowy i więcej tu komedii. Już stareotypowo i obowiązkowo wokół naszego otaku uzbiera się pewien harem. Podczas pierwszej walki ze smokiem nasz odział uratuje z płonącej wioski ostatnią ocalałą elfkę. Oczywiście jak to z szpiczastouchymi kobietami w fantasy bywa jest na czym oko zawisić. Jednak problem jest tu z punktu widzenia człowieka dziwny. Według elfiej miary Lelei nie osiągneła jeszcze dojżałości choć dla  33 letniego Itamiego może być ona za stara, bo ma 167 lat. Sama jednak wygląda na dwadzieścia parę. Druga piękność to avatar bogini śmierci w kostiumie..... gothic lolity. Rory Mercury wygląda na nastolatkę choć sama ma 647 lat. Potrafi bardzo sprawnie posługiwać się dwuręcznym toporem i ma najbardziej twardy, dojrzały i charyzmatyczny charakter. Następna persona to 15 letnia adeptka kapłaństwa bóstwa życia Tuka Luna Marceau. Oczywiście dla Itamiego nie wchodzi ona w grę. Co innego sama Tuka w wieku pokwitania jest naszym bohaterem bardzo zainteresowana. Choć tu nic nie wyjdzie poza ukazaną komediowo miłość platoniczną. Sama bezbronna Tuka budzi u naszgo otaku o złotym sercu hmm.... instynk macierzyński. Gdzieś tam poza wielką trójcą, ale ciągle blisko, jest jeszcze księżniczka, córka Wielkiego i Genialnego Władzcy Imperium Pina Co Lada. Widząca chyba (moje subiektywne chyba) w Itamim osobę mogącą pokojowo zażegnać konflikt. Jest ona też przywódczynią zakonu walczących zbrojnie świętch dziewic. Zostaje też Risa ex-żona naszego bohatera. Samotna otaku próbującac wiązać koniec z końcem, rysując erotyczne doujinshi oraz wspomagając się od czasu do czasu pomocą byłego męża (pisałem, że to dobry chłop). Chce jednak cały czas wydać jakiś poważny komiks.

Humor występuje prawie wszędzie. Itami spotka na drodze wiele fetyszy za które otaku oddali by życie. Kociousze pokojówki. Moe meduzy. Różnego rodzaju loli i tym podobne. Komediowo przedstawiony jest też cały kontakt cywilizacji opartej na magii z tą opartą na technice oraz wiele relacji międzyosobowych. Lub jeszcze inaczej dla małego przkładu:  pewnym momencie bohater dostaje jako wsparcie czołg. Według jego dowódcy najlepszy. Oparty na najnowszych zdobyczach techniki i wzorowany na pierwszoligowych amerykańskich filmach akcji. Dla drugie przykładu: same waleczne dziewice okazuję się też nie takie cnotliwe, po spotkani ze ,,sztuką" doujinshi. A zakaz kontaktów płciowych dotyczy tylko osobników płci przeciwnej. Dla tych, których takie coś odrzuca: humor erotyczny jest tu jednak lekki np. wspomniany zakaz pojawia się tu dla żartu sytuacyjnego (dziewczyny znajdują się w gorących źródłach) i jest tylko słownie wspomniany bez żadnych pokazów. I nie ma jak zakategoryzować mangi pod ecchi (erotyka).

Bardzo brutalnie są tu ukazane sceny walk. Rysownik nie szczędzi krwi i odcinanych kończyn. Wszytko jest narysowane bardzo dynamicznym stylem i grubą krechą, co dobrze oddaje chaos panujący na polu bitwy. Jeżeli można tak powiedzieć, to w 100 porcentach realistycznie ukazane jest, co może zrobić pluton czołgów zwykłej armii pretorian. Pomimo róznicy w uzbrojeniu nie ma przebacz i Japończycy walą w zbrojnych oraz łuczników czym się da. Polityka mimo dyplomacji to niezwykle brutalna gra, gdzie obydwie strony uśmiechają się do siebie, a tak naprawdę jedna czeka tylko na potknięcie drugiej. Sama Japonia ma problemy też w swoim świecie, bo na portalu i krainami za nim chcą położyć ręce też inne kraje np. Chiny czy USA. Manga to taki miszmasz wszytkiego, szczególnie komedii z thrillerem politycznym. Jednak jeśli miałbym to ocenić jakąś skalą to powiedziałbym, że zdecydowanie więcej jest komedii niż powagi. W stosunku 70 do 30 procent.

Co do efektu pracy rysownika wydaje mi się on przeciętny. W jego stylu ciężko doszukać się finezji. Wspomniałem, że komiks jest narysowany bardzo grubą i szorstką kreską. Bardzo dobrze nadaje się ona do scen walk dając im sporo dynamizmu, idealnie budując wrażenie chaosu na polu bitwy. Na rysunkach można też znaleźc bardzo wiele detali. W walkach jest to w stu procentach ok. Jeśli jednak chodzi o sceny statyczne cały ten styl wpypada źle. Gruba kreska wciąż pozostawia wrażenie dynamizmu. Postać, która tylko kiwa się na ksześle wygląda jakby chciała z niego gwałtownie wstać. Źle wygląda też efekt użycia rastrów w tych scenach. Cieniowanie jest brzydkie, bo za częste. Podczas oglądania czerń wylewa się na oglądającego, dominując na większej części kadru.

Autor wie o czym pisze. Sam służył w JSDF do 33 roku życia. Gdy skończył z tym wziął się za pisanie literatury popularnej. Co do Japońskich Sił Zbrojnych to wedle konstytucji nadanej państwu po wojnie przez USA siły japońskie mogą służyć tylko do samoobrony (co widać w nazwie). Nie mogą przeprowadzić żadnej akcji zbrojnej poza terytorium własnego kraju czy nawet komuś złorzeczyć. Jeśli np. Korea Płn. zacznie im grozić, to nie mogą się nawet bezpośrednio odgrozić. Jedynie bawiąc się w gierki słowne. W Japonii nie istnieje też specjalna ranga społeczna dla żołnierzy. Wszyscy wojacy są de facto cywiliami zatrudnionymi przez też równie cywilne ministerstwo obrony. Sądownictwo  dla żołnierzy odbywa się według prawa ogólnego przez sądy nazwijmy to ,,zwyczajne". Oczywiście są inne wyroki z tytułu wykonywanego zawodu, ale nie jest jakiś szczególny aspekt japońskiego prawa. Nabór nie jest obowiązkowy. Jest to armia w pełni zawodowa. Nie ma jednak limitów, co do rodzajów używanego uzbrojenia i technologii, więc dziś Japonia jest jednym z państw z najnowocześniejszą armią (przeznaczoną do obrony). To tak w ramach uzupełnienia tła. Zdaje mi się, że autor chciał pokazać jak to walczą jego koledzy z wojska. Jendak że spotkałoby się to dość ostrą negatywną reakcją, więc wysłał ich do innego wymiaru, bo takiego przypadku konstytucja nie ujmuje. Ale to tylko moja strasznie luźna hipoteza.

Tak więc moim zdaniem Gate to jedna z najlepszych przygodowych mang jakie ostatnio czytałem. Jeżeli ktoś byłby nią zainteresowany, to szeczerze polecam.

Okładki:
http://postimg.org/image/v9yx5tlkt/
http://postimg.org/image/rqzycq1rd/
Parę kart mangi:
http://postimg.org/image/62ohoxzel/full/
http://postimg.org/image/p2ktwoh9d/
http://postimg.org/image/83j6453zx/full/

komentarzy: 0Piątek, 03 stycznia 2014, 22:53

Pożegnanie z Wrocławiem. Pożegnanie z....

biblioteki, książki, literatura

  0

  W tym momencie dzieje się ze mną tak, że przerwałem studia na Politechnice Wrocłwskiej, bo zrozumiałem, że, gdy robię coś czego nie lubię, to męczę się przy tym strasznie. Pomysł, że jakoś przeżyję tę matmę i potem będę miał później fajny, dobrze płatny zawód był bardzo głupi. Przecież jako inżynier będę się cały czas w pracy spotykał z obliczeniami tego czy innego rodzaju, więc wyuczając się tego zawodu załatwię się na całe życie.

Nie zrozumcie mnie tu źle. Nie jestem jakimś ignorantem w sprawie matematyki i fizyki rozumiem i szanuję je za to jaki wkład wniosły w rozwój naszej cywilizacji a teorie fizyczne lubię przynajmniej do czasu, od kiedy trzeba coś policzyć. W liczbach nie ma dla mnie życia i nic się nie dzieje. Przynajmniej ja nic nie czuję. To może wydawać się w moim przypadku trochę dziwne. Lubię filozofię jako zastanawianie się nad światem głównie racjonalistycznie, nie empirycznie, apriorystycznie, ale za nic nie kupuję matematyki. Dziedziny czystego myślenia a priori. W liczbach nic się nie dzieje. Są martwe. Można na nich tylko liczyć a rachowanie nigdy mnie szalenie nie pociągało. Platon nie wpuszczał do swojej akademii tych, którzy nie znali matematyki. Uważał on królowe nauk za przygotowanie do właściwych studiów filozoficznych. Więc chyba cienki ze mnie filozof, nawet jak na amatora.

Jednak nie o tym miałem właściwie pisać. Aby studiować na Pwr musiałem wyprowadzić się do mieszkania i zamieszkać we Wrocławiu. Miasto oczywiście w porównaniu do zabitej dechami wsi na jakiej mieszkam oferuje swoim mieszkańcom o wiele więcej. Są liczne bary, restauracje, kina, kręgielnie i mnóstwo innych fajnych miejsc, gdzie można fajnie spędzić czas. Wracając do mojej chęchy straciłem to wszystko. Nie za wyżej wymienionymi tęsknie jednak najbardziej. Najczęściej odwiedzanym przez mnie miejscem we Wrocławiu były... publiczne biblioteki miejskie.

Dla przybysza ze wsi pierwszy raz w porządnej miejskiej bibliotece może wywołać pozytywny szok. Duże i ładne. Skomputeryzowane, z elektroniczną listą książek będących w bibliotece, którą można sprawdzić w internecie. Mnóstwo literatury. Nie tylko pięknej, ale i naukowej z wielu różnych dziedzin. Socjologia, filozofia, psychologia, literaturo- i językoznawstwo itd. Każdy może znaleźć coś, co mu podpasuje. Jeśli będzie szukał dzieł uznawane za dzieła światowej klasy, tak zwanych klasyków, to znajdzie on je bez problemu. Każda biblioteka ma na stanie takie dzieła. Wiem, że dla kogoś mieszkającego w mieście takie wychwalanie oczywistości może brzmieć śmiesznie, ale u mnie w wiejskiej bibliotece mieli z np. Dostojewskiego tylko lekturę szkolną: Zbordnie i karę oraz Idiotę a z fantastyki nie mieli prawie nic. Na wsi jeśli nie ma jakiegoś danego tytułu w bibliotece, to trzeba wyłożyć na niego pieniądze samemu i czekać tydzień aż przyjdzie. Dzięki publicznym biliotekom miejskim dostęp do wielu ksiązek jest bardzo ułatwiony.

Wiem, że ten spis przedstawia mnie jako jakiegoś ksiązkowego nerda, ale co ja poradzę na moją naturę. Jestem jednak na tyle normlany, że od tego nie umrę. :) Stało się tak, że musiałem opuścić Wrocław i wiele straciłem. Tyle książek przeleciało mi koło nosa. Szkoda. Jednak mam plan powrócić do Wrocławia na następny rok akademicki na jakiś bardziej posujący mi kierunek studiów. Wtedy na pewno nadrobię zaległości.

A wy też często kożystacie z bibliotek ?

 

 

komentarzy: 8Niedziela, 03 lutego 2013, 00:19

Krótki tekst z prowadzenia bloga #1: Ten cho***ny brak weny.

gramsajt, Blog, Pisanie, gram.pl

0Reaktywując tego gramsajta miałem jak najlepsze chęci i zamiary. Zamierzałem pisać regularnie narzucając sobie dyscyplinę przynajmniej jednego teksty na tydzień. Wszystko po to aby podostrzyć pióro i nauczyć się tworzyć naprawdę ciekawe teksty. Jednak dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Po napisaniu zaledwie czterech prac mój cel coraz bardziej się oddala, bo stwierdzam, że naprawdę nie wiem o czym pisać.

A przecież bloger, jak prawdziwy dziennikarz, powinien szeroko interesować się światem i umieć się wypowiedzieć na bardzo dużą liczbę tematów. Widać zły ze mnie bloger.

Ten tekst powstaje tylko dlatego, że jedyne co teraz mam to brak weny. I chyba jedynie to mogę aktualnie opisać.

Brak weny to coś strasznego dla osoby, która niedawno polubiła pisanie. Może to zabrzmi prostacko, ale lubię układać wyrazy w zdania a zdania w dłuższe wypowiedzi. Bawić się w tę całą ,,alchemię słów”. Człowieka coś wierci w środku, aby o czyś napisać. I nawet jeżeli potrafi układać dłuższe, piękne wypowiedzi (ja na razie ćwiczę te sztukę), to nie wie, jaki temat miałby poruszyć i to trzyma go w miejscu. Problem nie polega na tym, jak to zapisać, ale o czym w ogóle pisać. Stan ten jest bardzo nieznośny dla piszącego, ale podobno tym, którym najtrudniej przychodzi pisanie, są ci, którzy z pisania żyją i powinni wypluwać z siebie teksty jak M-16 wypluwa naboje. Mógłbym oczywiście stworzyć na gramsajcie jakąś ankietę, w której pytałbym o czym napisać, ale myślę, że to oznaczałoby w pewnym sensie przyznanie się do całkowitej porażki.

W moim przypadku jest tak, że piszę pod wpływem chwili, impulsu lub po dłuższym czasie dopiero, gdy temat dostatecznie we mnie ,,dojrzeje". W tych dwóch stanach tekst jakby sam wylewa się ze mnie. Widać jestem w stanie między chwilowym impulsem a czasem, kiedy coś we mnie wykiełkuje. W kompletnym stanie zero. Ten tekst powstaje jednak chyba pod wpływem sytuacji pierwszej.

Widać jednakże po mnie, mimo tylko czterech tekstów, że trochę zżyłem się z tym blogiem, bo jest mi naprawdę szkoda, że nie mogę nic naskrobać. Można to może uznać chyba za mały plus dla mnie. Zżyłem się też z całą sceną gramsajtową gram.pl. Można tu odszukać ludzi umiejących ładnie i ciekawie przedstawić swoje zdanie na naprawdę różne tematy. Przeglądanie i komentowanie stało się już u mnie codziennym nawykiem i chyba prędko nie zniknie.

Części osób może nie spodobać się ten wpis, bo nie lubią patrzeć, jak ktoś użala się nad sobą. Sam ich rozumiem, ponieważ sam mam mieszane uczucia co do takich tekstów, ale brak weny to jedyne, co teraz mam. Tak więc mimo braku weny wysmażyłem jakiś tekst wykorzystując sam brak weny. Może jednak nie jest ze mną tak źle i jeszcze do tego w mojej głowie pojawił się pewien pomysł. Wolę jednak nie zapeszać.

Pytanie do blogosfery gram.pl: Skąd wy bierzecie pomysły na teksty ? Jaką macie muzę ?  Jakie są wsze sposoby na pisanie ? 

Podzielcie się z innymi piszącymi swoimi radami, aby ulepszyć scenę blogową gram.pl. 

 

komentarzy: 11Poniedziałek, 28 stycznia 2013, 18:59

Historia opowiedziana obrazem: Parenteza. Amatorska recenzja.

Komiks, recenzja, amatorska, parenteza

0

Przeciętna osoba nie zajmująca i interesująca się komiksem kojarzy go pewnie tylko z historiami o super bohaterach takich jak Batman czy Superman. Fani polskich opowieści obrazkowych wymienią także pewnie Funky'iego Kovala czy Thorgala. Nie samą jednak fantastyką komiks stoi. Znajduje się tu też miejsce na historie realistyczne i całkowicie poważne. Historie pokazujące jak niewdzięczny może być dla człowieka los i na jak ciężkie próby go wystawia.

Parenteza oznacza najprościej wzięcie w nawias. Wyłączenie z całości. Takie wyłączenie z normalnego życia spotkało Judith. Nasza bohaterka zapytana przez spotkaną na ulicy koleżankę ze studiów o to, co robiła po zdaniu licencjatu, uświadamia sobie, że nie pamięta niczego z ostatnich dwóch lat. W jej życiu powstała duża dziura, o której nic wie. Wszystko to jest winą choroby, która spotkała wcześniej Judith. Bohateraka próbuje zrekonstruować historię ostatnich dwóch lat wypytując się swojej rodziny i znajomych. Jej niewinne, krótkie wyłączania się ze świata, które wydawały się tylko jej nieszkodliwą cechą charakterystyczną, okazały się objawami epilepsji wywołanej przez guza mózgu. Następne strony komiksu, to opis tego jak choroba stopniowo odbiera Judith umiejętności liczenia, znajomości alfabetu, koncentracji i inne normalne dla zwykłych ludzie zdolności. Schorzenie powoduje, że potrafi ona wyłączyć się z świadomości i stać się tylko pustą skorupą bez duszy. Niszczy ona też, jak już wspomniałem, jej pamięć sprawiając, że zapomina ona najważniejsze i najprostsze rzeczy. Choroba wkrótce sprawuje władzę nad bohaterką robiąc z Judith swoją niewolnice.

W tej autobiograficznej powieści Elodie Durand, tu używająca drugiego imienia Judith, opisuje kolejne etapy i próby leczenia. Prosto relacjonuje ze swojego punkty widzenia kolejne metody kuracji, jaką poddawali ją lekarze. Jest to świadectwo ciężkiej walki z chorobą o zachowanie normalności oraz uświadamiania sobie, że nie powinna się ona wstydzić swojej choroby.

Rysunki w komiksie są bardzo proste, niektóre mogą wydawać się tylko szkicem. Jednak sprawia to, że historia zostaje opowiedziana niezwykle subtelnie i zrozumie ją każdy czytelnik. Autorka posługuje się bardzo dobrze opisującymi jej stan rysunkowymi metaforami o tym jak zostaje ona powoli pożerana przez chorobę. To właśnie artystyczna prostota bardzo silnie oddziałuje na czytelnika i sprawia, że bardzo mocno i bezpośrednio odczuwa każde stany Judith, szczególnie przerażenie jakie powoduje tracenie przez nią kolejnych podstawowych umiejętności. Oraz wspaniale oddaje siłę z jaką bohaterka walczy o powrót do normalności.

Parenteza to tytuł zostający w głowie na bardzo długo po przeczytaniu. Wywiera na czytelniku bardzo silne emocje i sprawia, że mocno współczuje Judith i kibicuje jej w kolejnych zmaganiach. Na mnie komiks ten oddziałał bardzo silnie, więc postanowiłem go wam przedstawić. Jeśli znajdziecie go na półce biblioteki lub księgarni, śmiało bierzcie. Wywoła on w waszych wnętrzach wiele może nie zawsze przyjemnych, ale na pewno silnych emocji i da wam morze okazji do przemyśleń. Możliwe też że w niektórych przypadkach stanie się on podczas czytania częścią was.

 

Tytuł: Parenteza

Autor: Elodie Durand

Strony: 224

Cena z okładki: 55zł

 

komentarzy: 4Środa, 16 stycznia 2013, 20:21

Krótki tekst z życia w internecie. The number of bookmarks in my list is too damn high !

internet, Sieć, zakładki, Informacje

 Zakładki to pomysł na udogodnienie życia w internecie, bez którego, gdyby się nie pojawił, przeglądanie sieci byłoby o wiele mniej przyjemne. Bardzo ułatwiają one powrót do stron odwiedzanych codziennie i bardzo tę czynność ułatwiają. Ale to są oczywiste oczywistości.

Używamy jednak ich nie tylko do oznaczania stron odwiedzanych każdego dnia, lecz też tych, które teraz uznaliśmy za ciekawe, ale nie mamy czasu obejrzeć ich teraz. Zostawiamy więc je na potem.

Tak jest też w moim przypadku. Tutaj znajduję problem. Łatwość z jaką wyszukuje się w internecie dużą ilość ciekawych stron i możliwość z jaką można je zapisać powoduje, że szybko obrastamy w masę zakładek, prowadzących do interesujących nas treści. Wyszukaliśmy je, bo wcześniej kręcił nas ten temat. Poleżały jednak one jakiś czas, czekając, aż będziemy mieli wolną chwilę, aby je przeczytać. Taki moment nigdy nie nadejdzie, bo zanim nastanie zdążymy już o tych stronach zapomnieć. W międzyczasie za to znajdziemy jeszcze kilka innych stron, które też wrzucimy do obejrzenia potem. I tak ad infinitum

W taki właśnie sposób przychodzi moment, w którym uświadamiamy sobie właśnie, że liczba zakładek na naszej liście jest o dużo za duża. Człowiek prędzej zdąży przejść Simsy niż to wszystko przeczytać. Zostaje nam więc albo mozolnie studiować te wszystkie teksty jeden po drugim, albo po prostu je wszystkie skasować. Ja odkryłem niedawno przy pomocy programu liczącego zakładki, że mam ich uwaga, uwaga: trzysta osiemdziesiąt siedem.

Ten problem dotyczy nie tylko stron ze statycznymi, dłuższymi i rzadziej publikowanymi tekstami, które przeważnie się nie zmieniają, ale też portali newsowych produkujących teksty na co dzień. Użytkownik odpala googla i szuka sobie jakiejś ciekawej strony o filmach. We mgnieniu oka znajduje dwadzieścia polskich oraz zagranicznych pasujących mu serwisów i zapisuje je w zakładki. Tylko czy będzie on miał czas, aby codziennie przeglądać je wszystkie ? A co z innymi jego zainteresowaniami ? Co z tymi dwunastoma portalami o literaturze, tymi siedemnastoma o grach i dziesięcioma o komiksach ? Nie oszukujmy się. Tylko niewiele dorosłych osób a już na pewno starszych dorosłych nie ma tyle czasu, aby każdego dnia przetrawić taką ilość informacji. Większa część zakładek leży po prostu nie używana tak dla dekoracji przeglądarki i pokazu. Nawet jeśli spróbujemy podołać wyzwaniu to, nie oszukujmy się, i tak nie zdołamy zapamiętać tych dziesiątek newsów.

Ilość informacji jakich można znaleźć w internecie jest przeogromna. Dobrze podejść jest do takiej ilości z głową. Oczywiście zakładki po prostu będąc zapisane nikomu szkody fizycznej czy psychicznej nie zrobią. Lepiej być jednak konsekwentnym i zapisując coś do przeczytania mieć pewność, że później się to zrobi a ze stron z newsami dobrze jest wybrać i zostawić tylko te najlepsze. Później bowiem od przybytku może nas zaboleć głowa.  

 

komentarzy: 15Wtorek, 15 stycznia 2013, 01:11

« starsze wpisy

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl