avatar

Lord-Tyrranoos Użytkownik gram.pl (Przewodniczący) ja.gram.pl/Lord-Tyrranoos

Mój blog (ostatnie wpisy) rss

Borderlands - recenzja gry...

Ostatnimi laty twórcy gier dość często raczą nas dziwnymi tworami, powstałymi z symbiozy pierwszoosobowych shooterów i fabularnych RPG-ów. Mogliśmy bowiem tego doświadczyć w serii S.T.A.L.K.E.R., trzeciej odsłonie Fallouta czy choćby sequelu Mass Effecta. Czy jest zatem coś, co wyróżniałoby Borderlands z niemałego już gąszczu RPS-ów (Role-Playing Shooter)? Wyliczenia mogą trwać w nieskończoność – model rozgrywki, ilość broni, oprawa wizualna i niekonwencjonalne podejście do śmiertelnie poważnych tematów. Ale, po kolei...

 


Czterej pancerni?

Borderlands to czystej krwi pierwszoosobowa strzelanka, uzupełniona wieloma elementami charakterystycznymi dla gier fabularnych i okraszona wyjątkowo interesującym światem przedstawionym oraz lekko prześmiewczą atmosferą. W mediach wielokrotnie padało stwierdzenie, że jest to pochodna nieśmiertelnego Diablo. Moim zdaniem to stwierdzenie nieco na wyrost i niezwykle mnie ono drażni, gdyż tak naprawdę duża część najnowszych produkcji w mniejszym bądź większym stopniu nawiązuje do geniuszu klasyku sprzed czternastu lat. Oczywiście, Borderlands to przede wszystkim hack’n’slash z broniami palnymi, expieniem na potęgę i zwiedzaniem podzielonych na sektory miejscówek, ale chyba gdzieś już to widzieliśmy, prawda?

Cała zabawa rozpoczyna się dość długim interaktywnym intrem, prezentującym nasze przybycie na Pandorę - planetę, na której miejsce miała apokalipsa (co zresztą widać niemal na każdym kroku). Owe ciało niebieskie zamieszkują już jedynie mutanty, dziwne kreatury i... poszukiwacze przygód, przybywający na Pandorę z powodów legendarnych podań o ogromnym skarbie obcej cywilizacji, znajdującym się „gdzieś tu”. W jednego z nich wciela się gracz. Możemy jednak wybrać swojego protagonistę spośród czterech klas postaci. Mamy zatem do dyspozycji raczej standardowy zestaw, w skład którego wchodzą: Roland – żołnierz lubujący się w ciężkiej broni palnej, Lilith – pochodząca z rasy Siren jedyna przedstawicielka płci pięknej w zestawieniu, odpowiedniczka łotrów/złodziei z innych „rolplejów”, Brick – mięśniak o potężnej krzepie w pięściach, darzący miłością materiały wybuchowe, oraz Mordecai – wątły i niski miłośnik broni snajperskiej i wymian ognia z dystansu. Już sam wybór postaci przewodniej jest dla potencjalnego gracza problemem. Na szczęście twórcy zaimplementowali dość gęsto rozmieszczone stacje, gdzie możemy zmienić naszemu podopiecznemu kolor wyposażenia, imię, a nawet zresetować i po raz kolejny przydzielić umiejętności dla danej klasy!

 


Warto także dodać, iż każda z postaci posiada swoją charakterystyczną zdolność, która niejednokrotnie przyda się na polu walki. Czarnoskóry żołnierz rozstawia wieżyczkę z polem ochronnym, zwiększającą siłę ognia i zwyczajnie pomagającą w eksterminacji wszystkiego, co się rusza. Mięśniak wpada w szał ciosów zadając obrażenia większe, niż niejedną bronią palną i będąc jednocześnie odpornym na ołowiane argumenty przeciwników. Mordecai wypuszcza swojego wytresowanego sokoła do bitwy, zaś piękna „Syrena” potrafi przenieść się na kilka sekund do równoległego wymiaru i obejść całe tabuny oponentów bez większych uszkodzeń. Jak więc widzicie, wyboru postaci należy dokonać mądrze, by ich styl walki pasował własnym upodobaniom grającego. Co jeszcze warte wspomnienia – każda z czterech klas dysponuje swoimi drzewkami rozwojowymi, podzielonymi na trzy podgrupy. I o ile faktycznie różnią się one w opisach i statystykach, o tyle w końcowych fazach rozgrywki, mając około 40-45 poziomu doświadczenia, początkowe podziały klasowe się nieco ucierają. Tym bardziej, że wszyscy wyżej wymienieni są w stanie osiągnąć podobną perfekcję w posługiwaniu się na przykład karabinem szturmowym, co Roland, gdyż za efektywną i wystarczająco długą walkę danym typem broni (pistoletem, shotgunem, pistoletem maszynowym, karabinem, wyrzutnią rakiet czy snajperką) otrzymujemy punkty zaawansowania w posługiwaniu się nimi. Co skutkuje tym, iż równie dobrze Lilith może wymiatać giwerami największego kalibru.

Expimy!

Abstrahując jednak od klas i rozwoju postaci, Borderlands rozpoczyna się raczej spokojnie. Od początkowych minut naszymi jedynymi przeciwnikami są dzikie „psowate” skagi oraz niezbyt przyjaźni bandyci. Szybkość poziomowania jest bardzo szybka i 10 level uzyskujemy dość prędko. W międzyczasie otrzymujemy zadania, zlecane bądź przez niezależne postacie (których jest tu jak na lekarstwo), bądź przez specjalne stacje. I tu niestety objawia się pierwsza, dość poważna wada produkcji studia Gearbox Software. Misje są niezwykle schematyczne i w 95% utrzymane są w konwencji „pojedź, zabij, zbierz, wróć”. Ponadto w oczy razi sam model przyznawania misji. Nieraz zdarzy się tak, że po wykonaniu jednego questa w danym miejscu po chwili musimy wrócić w dokładnie tą samą miejscówkę, bo właśnie pojawiło się kolejne zadanie. Nie wspominam tu już o tym, że nie łączą się jakąś spójną całość (w większości, choć są wyjątki). Rzutuje to na następnych kilkanaście godzin rozgrywki – wówczas przyjmujemy praktycznie każde zlecenie i wykonujemy je w sposób zautomatyzowany, hurtowo. Brakuje także głosowych przedstawień tych prac. Bardzo rzadko jakaś postać niezależna trzepnie monolog (o dialogu nie wspomnę, bo protagonista to niemowa), a gdy już to zrobi, możemy otworzyć butelkę szampana, ponieważ w Borderlands należy to do rzadkości. Niestety...

 


Kwintesencją każdej misji jest jednak expienie na coraz to bardziej wymyślnych wariacjach na temat mutantów i innych dziwnych kreatur. Z początku są to głównie, jak już wspominałem, słabi i niewymagający przeciwnicy, co jednak zmienia się diametralnie w dalszych etapach. Niejednokrotnie spotkamy wtedy oponentów kilkukrotnie większych od nas, dysponujących potężną siłą rażenia i, co najgorsze, będących na wyższym poziomie doświadczenia niż postać gracza. Wówczas może być to niezwykle trudna przeprawa, zważywszy jeszcze na tytulaturę tałatajstwa. Bardziej „kolorowe” i większe od pozostałych czy posiadające przedrostek „Badass” zwierzaczki bardzo często napsują nam krwi. W tym momencie z odsieczą przybywają jednak twórcy, którzy, podchwyciwszy pomysł z BioShocka, zaimplementowali system New-U. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że gracz jest nieśmiertelny! Podczas zmasowanego ataku na naszego podopiecznego obraz powoli ciemnieje, w końcu na monitorze niemalże eksploduje napis „Fight for your life!”, a my klękamy i mamy określoną ilość czasu (bodajże kilkanaście sekund), by ukatrupić jeszcze jedną kreaturę. Od tego zależy, czy zostaniemy w mgnieniu oka, w sposób nieznany nawet dla fizjologów uzdrowieni, czy jednak rozpoczniemy rozgrywkę od ostatniego zapisanego stanu gry i bez kilku tysięcy dolarów w kieszeni. Jest to niezwykle wygodny „ficzer”, utrzymujący względną intensywność akcji i, co chyba najważniejsze, nie odtrącający graczy od dalszej rozgrywki. Komu by się bowiem chciało po raz n-ty powtarzać kilkanaście minut tych samych manewrów?

Samo strzelanie, czyli to, co w Borderlands gra pierwsze skrzypce, prezentuje się wzorcowo. Każda broń, których według twórców jest kilkaset tysięcy, posiada odmienne statystyki celności, siły, prędkości „wypluwania” pestek, a nawet... producentów! Co więcej, praktycznie każdą giwerą strzela się inaczej, dzięki czemu nie znajdzie się chyba taki gracz, który nie znajdzie choćby jednej giwery dla siebie odpowiedniej. A kombinacji jest doprawdy mnóstwo. Widzieliście kiedyś rozpylającą dubeltówkę ze snajperską lunetą? Ja też nie, ale w świecie Borderlands, jak widać, wszystko jest możliwe.

 


Nic jednak nie syci tak, jak widok kolejnych przedmiotów, które wydobywają się z pokonanych przeciwników lub są przez nas odnajdywane. To jeden z fundamentalnych elementów każdego rasowego „rolpleja”, nie mogło go zatem zabraknąć i w Borderlands. O ile zatem wyszukiwane, często w kuriozalnych miejscówkach (muszla klozetowa, skrzynka listowa, pralka, lodówka czy śmierdząca kupa... nie wiem nawet czego, to najlepsze przykłady kreatywności twórców) itemy nie stoją na jakimś zaskakującym poziomie – głównie są to amunicja i pieniądze, o tyle dotarcie do trudno usytuowanych skrzyń jest już nie lada wyzwaniem. A to właśnie w nich odnajdziemy sprzęt, który możemy zarówno zachować dla siebie, jak również dostarczyć do najbliższych automatów i sprzedać z zauważalnym zyskiem. Cóż można rzec? Loot ściele się gęsto i często, zatem nawet najwięksi kolekcjonerzy nie powinni narzekać. Narzekać można jednak na pojemność naszego wyposażenia. Licząc wszystkie jego rozszerzenia byłem w stanie nosić pięć rodzajów broni, trzy-cztery apteczki i dwa rodzaje granatów. Aż prosi się o zwiększenie gabarytów plecaka protagonisty, ponieważ dość powszechnym było w moim przypadku usuwanie niektórych broni z inwentarza ze względu na brak wolnego miejsca.

Kalectwo?

Wszyscy wiedzą jak mocno ucierpiały S.T.A.L.K.E.R. i Fallout 3, gdy twórcy postanowili usunąć z użytku wszelkie środki lokomocji. Skutkowało to tym, iż przechadzanie się pomiędzy dwoma oddalonymi od siebie lokacjami stawało się prawdziwą gehenną dla graczy. Autorzy Borderlands poszli po rozum do głowy i zaserwowali nam jeden model terenowego samochodu, przystosowanego do niekorzystnych warunków środowiska (stąd wyrzutnia rakiet lub karabin maszynowy na jego dachu). Niestety tym, co zawodzi, jest rzecz fundamentalna dla sekwencji jeżdżonych. Model jazdy. Kto zaproponował pomysł, by bryką sterować poprzez ruchy myszy? To jednak jeszcze da się przeboleć. Największa jego bolączka to kompletny brak praw fizyki. Gdy prowadzony przez protagonistę samochód natrafi na choćby najmniejszą przeszkodę, wybija się w powietrze niczym bezwładna piłka i takoż samo opada. Kiedy zaś wjedziemy w coś większego, pojazd się zwyczajnie zatrzymuje w miejscu, w dodatku w stanie niezmienionym. Niewątpliwie psuje to nieco ogólny odbiór gry, aczkolwiek po pewnym czasie każdy się do tego przyzwyczaja i odtąd jest to podstawowy środek transportu, bez którego trudno kontynuować z powodzeniem dalszą rozgrywkę. Co więcej, poza eksterminacją wybranym przez nas typem oręża (wyboru dokonujemy w stacjach Catch-A-Ride) możemy w każdej chwili urządzić sobie mały Carmageddon i zwyczajnie porozjeżdżać panikujących i uciekających w popłochu tubylców. To zarówno wygodny, jak i szybki sposób rozprawiania się z ciągle respawnującymi się kreaturami. To bowiem druga i prawdopodobnie największa wada Borderlands. Wracając do tej samej miejscówki po na przykład dziesięciu minutach jesteśmy zmuszeni do ponownej walki z odrodzonymi przeciwnikami. W dodatku pozostają oni na tym samym poziomie doświadczenia, co na początku. Można sobie zatem wyobrazić, jak bardzo irytującą będzie setna walka ze skagami, które pozostały w fazie rozwoju na 40 levelach za graczem.

 


Krótko i biednie? Nie tym razem...

Ukończenie głównego questa Borderlands to sprawa ładnych kilku wieczorów. Mi ta sztuka udała się w siedemnaście godzin, przy żołnierzu na 37 levelu i wykonaniu około 100 zadań. Nie oznacza to jednak definitywnego końca przygody na Pandorze. Możemy zarówno kontynuować levelowanie w świecie już poznanym, jak również nabyć płatne dodatki. Do dnia dzisiejszego twórcy wydali trzy DLC: The Zombie Island of Dr. Ned, Mad Moxxi's Underdome Riot oraz The Secret Armory of General Knoxx. Każdy z nich oferuje dodatkowych kilka godzin zabawy oraz parę “ficzerów” w postaci na przykład zwiększenia maksymalnego poziomu doświadczenia do 60 lvl. Najlepiej prezentuje się moim zdaniem pierwszy z nich (którego recenzja w najbliższym czasie), w którym, niemalże jak w Left 4 Dead, naszym największym zagrożeniem są nieumarli. W dodatku jest lepiej zoptymalizowany niż podstawka i wygląda zauważalnie ładniej. Dziwne, prawda?

Poza sycącym trybem dla jednego gracza twórcy udostępnili nam rozgrywkę dla wielu graczy. Warto się zainteresować kooperacją pomiędzy dwoma lub czterema użytkownikami jednocześnie, gdyż Borderlands ujawnia wówczas swoje najlepsze oblicze. Widać, że jest to gra praktycznie stworzona dla wspólnej rozgrywki. Niestety, poza niebywałą frajdą, płynącą z grupowej eksterminacji (warto podkreślić, że: im więcej graczy = potężniejsi przeciwnicy = lepszy loot i więcej doświadczenia), ma on także swoje wady. Przede wszystkim brak sprawiedliwego podziału itemów między wszystkich graczy. Tylko od uczciwości pozostałej kompanii i naszej szybkości zależy, co upolujemy na własność. Ponadto należy skarcić twórców za brak opcji kontaktu głosowego między członkami załogi. Tak czy siak, polecam wszystkim zapoznanie się właśnie z trybem multiplayer, ponieważ wyciska on z Borderlands ostatnie soki i nie pozwala oderwać się od ekranu.

 


Czy to żart?

Borderlands miał być z początku raczej niezbyt wyróżniającą się produkcją, jeżeli chodzi o oprawę techniczną. Twórcy całkowicie jednak zmienili dotychczasowy design (było to ledwie pół roku przed premierą) i naszym oczom ukazała się grafika, która została jakoby żywcem ściągnięta z Prince of Persia. Wówczas ogromna część potencjalnych nabywców – w tym także ja – przeszła do obozu sceptyków. Jakże wielkim było to błędem. Wykorzystanie cel-shadingu i wyrazistej czarnej kreski zdecydowanie upiększyło świat przedstawiony i nadało mu lekko humorystyczny charakter. W dodatku mamy pewność, iż oprawa graficzna Borderlands będzie starzeć się wolniej, aniżeli w przypadku S.T.A.L.K.E.R.-a czy Fallouta. Należy również pochwalić panów z Gearbox Software za nawet niezłą optymalizację kodu gry. Nie trzeba mieć niewiadomo jakiej konfiguracji, by tytuł ten uruchomić na wysokiej szczegółowości detali w przyzwoitej ilości klatek. Dźwięk prezentuje się nawet nieźle. Nie ma może tego „czegoś”, co wyróżniałoby go na tle innych produkcji, aczkolwiek nie ma również na co narzekać. Ewentualnie z wyłączeniem monologów postaci niezależnych, których mogłoby być zdecydowanie więcej (dialogów również!). Niektórym brakuje również polskiej wersji językowej (grałem bez polonizującego patcha), aczkolwiek nie ma tu wiele ani do czytania, ani do rozumienia.

TOP 3 2009 roku!

Borderlands to jedna z najlepszych gier poprzedniego roku. Niebywała radość, którą uzyskano z połączenia prostego modelu rozgrywki, sprawdzonych rozwiązań, świetnej oprawy wizualnej i wciągającego trybu wieloosobowego jest wręcz nieporównywalna do żadnej innej produkcji poprzedniego roku. Cóż więc można powiedzieć? Zdecydowanie warto nabyć ten tytuł, by w ciągu kilkunastu godzin przeżyć godną wydanych pieniędzy przygodę w postapokaliptycznym świecie Pandory. Polecam!

Zalety:
+ gameplay
+ tryb multiplayer
+ oprawa wizualna
+ expienie daje masę frajdy
+ zapewnia kilkanaście godzin przedniej zabawy

Wady:
- respawn przeciwników
- model jazdy
- nie zachwyca fabularnie


Ocena: 8+/10

komentarzy: 12Niedziela, 14 marca 2010, 10:32

Alien Breed Evolution - zapowiedź gry...

Ostatnimi czasy dobrych remake’ów klasycznych hitów sprzed lat jak na lekarstwo. Co prawda mieliśmy okazję przypomnieć sobie moc Bionicznego Żołnierza, aczkolwiek to jedynie jeden tytuł, który przychodzi mi wtenczas do głowy. Na szczęście Team17 szykuje dla nas prawdziwą bombę. Oto bowiem wielkimi krokami nadchodzi odświeżenie niezwykle popularnej gry, która miała swoją premierę na początku lat 90. ubiegłego wieku. Alien Breed Evolution ma nam przypomnieć, dlaczego z pozoru odmóżdżające strzelaniny to kwintesencja rozgrywki elektronicznej.


Giń, przepadnij!

Alien Breed Evolution to prawdziwy powrót do korzeni. Podobnie jak pierwowzór, Ewolucja to nieskrępowana rozwałka z izometrycznym widokiem znad głównego bohatera. Jest nim Conrad, inżynier pewnego statku kosmicznego przeżywającego właśnie najazd obcej rasy. Nie trudno się domyśleć, że zdecydowana większość załogi zostaje wycięta w pień, a protagonista pozostaje na polu walki, by niczym bohater amerykańskiego kina akcji przedrzeć się przez zastępy przerażających ksenomorfów i zapobiec kolejnym agresjom. Szczerze mówiąc, fabularnie Alien Breed nie zachwyca (może z wyjątkiem sposobu jej przedstawiania – znanej z Maksa Payne’a metody komiksowej), ale nawet z założeń twórców nigdy do tego nie aspirował. Najnowszy twór Team17 ma przede wszystkim zapewnić kilkanaście godzin intensywnej eksterminacji wszelakiego pomiotu z piekła rodem. 

Zostanie nam zatem udostępnionych kilka (co najmniej!) środków ołowianej perswazji, wśród których znajdziemy na pewno niezły w początkowych stadiach rozgrywki pistolet, dysponujący pokaźną siłą shotgun, nieco udziwniony karabin, niezawodne: miotacz ognia i wyrzutnię rakiet oraz jeszcze kilka innych typów broni. Gracz zaś na swej drodze stanie oko w oko z przeróżnymi wariacjami na temat obcych. Twórcy może i nie popuścili tu wodzy swojej fantazji, aczkolwiek raczej rzadko będziemy zwracać uwagę akurat na to, jakiego właśnie stworka zdematerializowaliśmy. Programiści przygotowali dla graczy około dwunastu klas przeciwników, różniących się naturalnie wyglądem, zachowaniem oraz metodą walki. Słyszałem również wiadomość o kilku bossach, lecz nie jest to informacja w żadnym razie potwierdzona.


Alien Breed Evolution ma być podzielone na trzy części składowe, zwane przez autorów epizodami, których przejście to czas około piętnastu godzin. Zważywszy na to, że pierwszy z nich użytkownicy konsol ukończyli w 6-8 godzin, może być to fakt prawdziwy. Będzie to zatem swego rodzaju ewenement na skalę światową, gdyż obecnie nie spotkałem się jeszcze z tak długim shooterem nastawionym jedynie na intensywną akcję. Z drugiej strony może to być gwóźdź do trumny Ewolucji. Rozgrywka niestety wygląda na dość schematyczną, powtarzalną. Coś, co z początku okaże się dla graczy pewną nowinką (wszak od premiery ostatniej odsłony serii minęło już szesnaście lat...), z czasem się zwyczajnie znudzi. Nie raz, nie dwa napotkamy bowiem zamknięte przed naszym nosem wrota. Co wtedy? Pozostaje infiltracja dostępnych holi w poszukiwaniu wszelkiego rodzaju mechanizmów otwierających dane grodzie czy data-disców (dokładnie to samo widzieliśmy między innymi w BioShocku) zawierających cenne informacje. Twórcy nie kryją się wręcz z tym, że przeciwnicy wyskakują z praktycznie wszystkich możliwych kierunków, często zachodzą nas od przysłowiowego „warsztatu”. Nużąca norma. Czy jest zatem element mogący uratować nowego Alien Breeda?

Może nim być choćby klimat. Conrad porusza się po zaciemnionych korytarzach, od czasu do czasu penetruje pomieszczenia laboratoryjne. Ciągle towarzyszy mu latarka, która, jak pamiętamy, była dla Dooma 3 jednym z czynników „klimatotwórczych”. W akompaniamencie oprawy graficznej, generowanej przez wciąż zacnie prezentujący się Unreal Engine 3, mocno destruktywnego środowiska i solidnego soundtracku, autorstwa Alisteira Brimble’a, może to faktycznie dać pozytywny skutek. Gdy dodamy do tego doskwierający nader często brak amunicji i uczucie osamotnienia wśród gęstych zastępów ksenomorfów, możemy odnieść wrażenie, że mamy materiał na całkiem strawny survival-horror (oczywiście, pojawiający się znikąd obcy także budują specyficzną, survivalową atmosferę, aczkolwiek przerabialiśmy już to wielokrotnie i to w szerszym zakresie). 

Team17 przygotowuje jednak dla nas przede wszystkim intensywnego, old-schoolowego wręcz shootera ze staromodnym modelem rozgrywki. Moim zdaniem może to zachwycić zarówno starszych graczy, pamiętających jeszcze czasy potęgi Amigi, jak i tych młodszych, szukających niczego więcej, jak stuprocentowej rozwałki okraszonej gęstym klimatem i zacną oprawą techniczną. Dla chętnych, autorzy przygotowali także tryb kooperacji! Słowem, jest chyba na co czekać.


komentarzy: 17Sobota, 06 marca 2010, 22:25

Ogłoszenia parafialne!

Dawno nie pisałem, prawda? Wiecie, ostatnie 3 tygodnie to bardzo męczący okres w szkole. Teraz jeszcze za 2 tygodnie mam Wojewódzki Konkurs Historyczny, aczkolwiek postaram się już w następnym tygodniu napisać kolejną recenzję. A gier do zrecenzowania już kilka mam, bo choć nie piszę, to jednak staram się trochę grać. Na liście mam Borderlands, Call of Juarez: Więzy Krwi, Kane & Lynch: Dead Man, w niedalekiej przyszłości także NecroVisioN: Lost Company, Dark Void oraz być może Anno 1404: Venice. Jak więc widzicie - nie zapomniałem o Was na amen ;)).

komentarzy: 13Sobota, 27 lutego 2010, 14:52

« starsze wpisy

Zegar dla zapominalskich ;))

Ankieta

Grą roku 2009 jest:

  • Batman: Arkham Asylum
    12%10 głosów
  • Uncharted 2: Among Thieves
    15%13 głosów
  • Borderlands
    10%9 głosów
  • Colin McRae: DIRT 2
    4%4 głosy
  • Mirror's Edge
    9%8 głosów
  • Call of Juarez: Więzy Krwi
    7%6 głosów
  • Street Fighter IV
    1%1 głos
  • Call of Duty: Modern Warfare 2
    19%16 głosów
  • Dragon Age: Początek
    19%16 głosów

Suma oddanych głosów: 83 

« poprzednia ankieta

Blip ;))

Więcej o mnie

Krótko o mnie:Recenzent, redaktor prężnie rozwijającego się serwisu http://www.swiatgry.pl/, napalony gracz, sumienny uczeń i pogodny człowiek ;))

Moje tagi:fps, gry, recenzje, rts, swiatgry.pl

Urodziny:za 68 dni (23 maja)

Moje motto:"Co masz zrobić dzisiaj - zrób jutro"

Obecny stan:Powrót do rutyny...

Posiadany sprzęt:PC, PC, Commodore 64, Telefon, Telefon, MP3, Pendrive, PC

Lista zakupów...

  1. Timeshift
  2. Wolfenstein
  3. Mirror's Edge
  4. F.E.A.R. 2: Project Origin
  5. Colin McRae: DIRT 2
  6. Crysis
  7. Star Wars: The Force Unleashed
  8. GTA IV
  9. NFS: Shift

Ulubione...

Gry: Age of Empires, Age Of Empires 2 Złota Edycja, Alien Shooter, Battlefield 2, Call Of Cthulhu Mroczne Zakątki Świata, Call of Cthulhu: Mroczne Zakątki Świata, Call of Duty, Call of Duty 2, Call of Duty 4 : Modern Warfare, Call of Duty: United Offensive, Chrome, Clive Barker's Undying, Cold Fear, Counter - Strike 1.6, Dark Messiah of Might and Magic, Deluxe Ski Jump 2, Diablo, Doom 3, Dungeon Siege II, Elder Scrolls III: Morrowind, Europa Universalis II, F.E.A.R, F.E.A.R Extraction Point, FIFA 2004, fifa 2008, Football Manager 08, Gothic, GTA Vice City, GTA: San Andreas, Highway Pursuit, Icy Tower, Infernal, Jedi Knight: Jedi Academy, Little Fighter 2, Mafia, Max Payne, Max Payne 2: The Fall of Max Payne, Painkiller Black Edition, Penumbra Czarna Plaga, Pizza Syndicate, Polanie II, Prey, Rogue Trooper, S.T.A.L.K.E.R.: Cień Czarnobyla, Star Wars Battlefront, Star Wars Battlefront II, Star Wars Empire at War, Star Wars Jedi Knight: Jedi Academy, Star Wars Republic Commando, Star Wars: Dark Forces 2: Jedi Knight: Mysteries of the Sith, Star Wars: Rogue Squadron 3D, SWAT 4: Złota Edycja, System Shock 2, The Suffering, The Suffering: Ties That Bind, The Thing, Warhammer 40,000: Dawn of War, Warhammer 40,000: Dawn of War - Dark Crusade, World of Goo, XIII, You Are Empty

Muzyka: 2 Pac, ATB, Chemical Brothers, Dj Tiesto - wszystkie piosenki, Freddie Mercury, Jamiroquai, Jean Michele Jarre, Kazik, Kelly Rowland, Lady GaGa ( Stefani Germanotta ), linking park, Ne-Yo, Notorious B.I.G, Queen - Wszystkie piosenki, Robert Miles, Seal, Toto, Westbam, Wu Tang Clan

Filmy: American Pie - seria, Cała twórczość Quentina Tarantino, Chłopcy z ferajny (Goodfellas), Forrest Gump, Gwiezdne Wojny - cała saga, Kasyno, Ojciec Chrzestny - Trylogia, Pulp Fiction, Straszny Film 1, Straszny Film 2, Wściekłe Psy (Reservoir Dogs), Zabójcza Broń - Cała Seria, zeitgeist, Zielona Mila

Książki: Dan Brown - Anioły i demony, Dan Brown - Cyfrowa Twierdza, Dan Brown - Kod Leonarda Da Vinci, Małgorzata Musierowicz - wszystkie książki, Zbigniew Nienacki - "Pan Samochodzik" [seria]

Seriale/programy TV: 13 Posterunek, Daleko od noszy, DISCOVERY ( jak to jest zrobione, pogromcy mitów, brainiac), Filmy dokumentalne BBC, House M.D. - Doktor House, Kabarety, Lost - Zagubieni CAŁA SERIA, Odwróceni, Oficer / Oficerowie, Panorama TVP2, Pitbull

Gazety/pisma: CD Action, Click!, Dziennik, Focus, Komputer Świat, Komputer Świat Extra, Komputer Świat GRY, Komputer Świat Twój Niezbędnik, Play, Przegląd Sportowy

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 1095 dni

Moich wejść na gram.pl: 6 496 (#372)

Napisanych postów i komentarzy: 1 244 (#720)

Napisanych recenzji: 15 (#27)

Wpisów na blogu: 110 (#103)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 11 870 (#50)

Moi znajomi

pokaż wszystkich znajomych: 117

Ostatnie odwiedziny

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl