avatar

Feanil Użytkownik gram.pl (Obywatel) ja.gram.pl/Feanil

Mój blog (ostatnie wpisy) rss

Najemnicy c.d.

Ravier otworzył im drzwi z tym samym, co za każdym razem półuśmiechem, oszczędny w ruchach, w perfekcyjnie dobranym garniturze, nie było osoby, której nie kojarzyłby się z kamerdynerem jakiejś bardzo starej szlacheckiej rodziny. Obcy spodziewałby sie zobaczyć w salonie co najmniej hrabiego, lecz nowo przybyłe nie uległy złudzeniu. Panie rozejrzały się po pozostałych w salonie. Najmłodszy z „Mistrzów” Sokół rozparł się wygodnie w fotelu, a na kanapie pan Fenix i Iskra. Gdy Śnieżka zatrzymała wzrok na rudzielcu, przymrużyła oczy, lecz nic pond to. Mogą za sobą nie przepadać, ale wygląda na to, że będą razem pracować.

- Po co nas wezwałeś? - zapytała Tancerka siadając w fotelu.

- Od razu do sedna – stwierdził uprzejmym tonem Kamerdyner i wskazał nieznacznym ruchem głowy lokalną gazetę na stoliku. Sięgnęła po nią niezbyt chętnie. Artykuł na pierwszej stronie mówił o dziwnych wydarzeniach w porcie. Spore zniszczenia, tyle samo trupów zidentyfikowanych jako członków jakiegoś gangu. Celem ataku był ładunek, bądź jego część, który przypłynął tamtego dnia koło południa.

- Co nam do tego? - zapytała tym samym kpiącym tonem

- Ów okręt, a także ładunek jest własnością rodziny Capone. Podejrzewam, że coś udało się napastnikom owej pannie odebrać. - odpowiedział jej swym głębokim głosem piroman zapalając tę cholerną fajkę, z którą się nie rozstawał

- Nawet jeśli ona tu przyjedzie, co nam do tego? Wystarczy jeden do wypłacenia nagrody jak miejscowi ją załatwią.

- Nie tylko ona tu jest. - odparł łucznik – także nasi dawni koledzy. Doom i Kid teraz pracują dla Capone.

- Mieliśmy znaleźć Allana, nie szukaliśmy renegatów o ile dobrze pamiętam.

- Oni mają jego ucznia.

- Więc problem z głowy, Allan...

- Allan nie żyje. I to od kilku lat. - rzucił z pozoru niedbale Ravier – byłem w jego domu. Chłopak nie ma pojęcia kim był Staruszek, ani o ukrytym zejściu do piwnicy.

- Był na zlocie...

- Był wtedy bardzo mały, może nie pamiętać.

- Więc po co wezwałeś nas do tego miasta?

- Uznałem, że powinniśmy wreszcie pozbyć się renegatów. Nie wiedzą, że Allan nie żyje i mogą chcieć jego pomocy. Maria podobno gdzieś zapodziała swój cenny flakonik.

- A nagroda? Tych troje jest wartych niezłą sumkę.

- Wątpię by ktoś z miejscowych podjąłby ryzyko...

 

Siwiejący już mężczyzna postury niedźwiedzia stał przy oknie na wpół zniszczonego biurowca ze szklanką pełną wódki. Patrzył w dal, w kierunku portu. Chociaż od akcji minęło kilka dni, wciąż był wkurzony. To miało być proste zadanie, przejąć ładunek Capone i umieścić go w bezpiecznym miejscu. Jednak musiał zjawić się Alvaro i jego banda. Wiedział, że tego drania nie przeskoczy bez pomocy, dlatego skontaktował się z nią. Ale schrzanili. Stracił w tym starciu sporą część gangu. Stukot obcasów w korytarzu mógł oznaczać tylko jedno. Dopił trunek i odwrócił się od okna.

- Panna Capone... - zaczął z uśmiechem na widok kobiety wchodzącej do jego gabinetu.

- Daruj sobie – przerwała mu kpiącym tonem wchodząc i rozsiadając się na kanapie – zapewniałeś mnie, że nikt nie dowie się o ładunku. Że umieścisz to w bezpiecznym miejscu póki nie przyjedziemy. Tymczasem dowiaduję się, że najważniejszy kontener zniknął, a ty straciłeś większość swoich ludzi.

- Więc już Pani wie... - z westchnieniem opadł na fotel za biurkiem

- Całe miasto aż huczy od plotek o starciu w porcie. - Odpowiedziała lekko kpiącym tonem siadając naprzeciw niego i bawiąc się zapięciem małej torebki, zapewne ze skóry jakiegoś rzadkiego gada. - Kim jest ten cały Alvaro i dokąd mógł zabrać ładunek?

- Szef miejscowej mafii. Ma jakieś nadnaturalne zdolności, on i kilku jego ludzi...

- zdolności? - uniosła brew patrząc na wielkoluda z ukosa

- Podobno potrafi wzywać pioruny. Mówią, że jego prawa ręka, Shana jest wampirem.

- Shana?

- Tak ją nazywają na mieście. Poza Alvaro i jego ludźmi nikt nie zna jej prawdziwego imienia. Tworzy iluzje samej siebie, czy coś w tym stylu.

- Czyżby Nosferatu?

- Nie wiem, ale z pewnością niewiele jej brakuje.

- A ty? Masz jakieś wampiry? - Capone zmrużyła oczy

- Jeden chłopak posługuje się żywiołem ziemi i dziewczyna od której wycia można wyciągnąć kopyta, ale nie, żadnych wampirów.

- Wielu tak zwanych śpiewaków to beztalencia... - skomentowała oglądając własne paznokcie.

- Ale ona nie śpiewa. To tak jakby, sam nie wiem... - Olbrzym był wyraźnie skołowany, bał się by ta pannica nie zażyczyła sobie demonstracji. - Tak jakby wrzask wystraszonej babki, ale po kilku sekundach jej krzyku kilku moich ludzi straciło przytomność a inni zataczali się jak po porządnej libacji. Nic przyjemnego.

- Ktoś zginął od tego? - pytanie zadała, tonem jakby rozmawiali o pogodzie w Pekinie, ale jego aż ciarki przeszły.

- Jak dotąd nie, chociaż nie wykluczam tej możliwości. - Nie zdołał zapanować nad tym i głos trząsł mu się jak u wystraszonego smarkacza.

- Przyślij ją wieczorem do dworu w lesie. - powiedziała wstając i bokiem odwracając się do wyjscia. Jego reakcja wcale jej nie zaskoczyła, wręcz rozbawiła ją. Gangster zwany Miśkiem, stary wyga, renegat z Rosyjskiej rodziny zbladł wytrzeszczając gały.

- B... b... Biały Dwór? R... Rezydencja D'Tylmarande? - wyjąkał

- A czy w pobliżu jest jakiś inny? - zapytała unosząc brew

- Słyszałem, że ktoś kupił tę ruderę – odpowiedział kręcąc głową, ale już spokojniej i wolał zmienić temat – A co z Alvaro?

- Wampirami zajmę się później. Niech będzie na miejscu o siódmej. - odparła wychodząc z gabinetu. A Wladimir uśmiechnął się do jej pleców. Nie sądził by charakterek dziewczyny przypadł do gustu pannie Capone. Przy odrobinie szczęścia pozbędzie się jej i może nawet na tym zarobi. Jej głowa podobno jest warta okrągłe dziesięć baniek.

komentarzy: 0Niedziela, 22 lipca 2012, 13:27

Najemnicy

W pobliżu nowoczesnego budynku zatrzymał się czarny opancerzony Hammer. Jednak nikt nie wysiadł z niego. Troje ludzi siedziało ukrytych za ciemnymi szybami samochodu i obserwowali biurowiec. W końcu kolumna trzech samochodów wyjechała z podziemnego parkingu i zatrzymała się na czerwonym świetle. Jednak oni nie ruszali się z miejsca. Zdawać by się mogło, że czekali jeszcze na kogoś.

Blondyn ze znudzoną miną gapił się w okno. Szefowa chciała dogadać się z wrogiem. On wolałby wtargnąć siłą, zabić każdego, kto stanie na drodze, odebrać sejf i wrócić. Ale jej rozkazów się nie kwestionowało, sprzeciw oznaczał śmierć i to nie zbyt przyjemną, a on nie chciał umierać.

Wyprostował się nagle mówiąc do kierowcy:

- Doom. Poznajesz?

- Taa... - odpowiedział tamten po chwili – nie ma drugich takich

- o czym mówicie? - spytała siedząca z tyłu kobieta znudzonym głosem

- Te miecze. - wskazał na plecy młodzieńca idącego chodnikiem – nie ma drugich takich. Śniąca dala je Staruszkowi jakiś czas temu

- mów jaśniej – odparła poprawiając się.

- Śniąca wywaliła nas z Koloseum – odpowiedział jej kierowca – a Staruszek był jej uczniem. I Mistrzem Trucizn. On też miał ucznia, ale widzieliśmy go tylko raz, jak był malutki.

- Myślicie, że to on? - zapytała z ironią w głosie

- Myślę, że warto to sprawdzić. Chłopak może się przydać.

Nie odpowiedziała, a jedynie skinęła przyzwalająco. Blondas wyszedł z samochodu. Wyprzedził pieszego i zatrzymał się, gapiąc się bezczelnie na niego. Tamten pozornie nie zwrócił na to uwagi. Zatrzymał się dopiero słysząc piskliwy głos zabójcy-renegata:

- Ładne brzytwy. Nie często widzi się taką broń.

- Kupiłem je jakiś czas temu na pchlim targu – odparł tamten uśmiechając się nieznacznie – Pan wybaczy, ale nie mam czasu.

- A jeśli Ci nie wierzę. - Kid skrzyżował ręce na piersi – wątpię, żeby właściciel je komukolwiek sprzedawał, pewniej zostały skradzione.

Rothen machnął lekceważąco ręką i ruszył dalej w swoją stronę. Tamten złapał go za ramię. Zadziałał instynktownie. Odwrócił ciało szybkim ruchem unosząc drugą rękę tak, że wciąż stojąc tyłem do przeciwnika, rąbnął o łokciem w twarz. Siła ciosu posłała go na mur. Klął siarczyście trzymając ręce na twarzy. Przed Rothenem stał inny człowiek. Umięśniony wielkolud. Nie zastanawiał się. Ciało Zwierzołaka przykryła delikatna zielona mgiełka, a on uderzył celując w mostek.

Olbrzym złapał jego dłoń w ostatniej chwili.

- Semeiten. Czerwona Gwiazda – przeciągał słowa jak wielki półgłówek na którego wyglądał, ale z pewnością nim nie był – nosisz jej broń. Znasz jej technikę. Musisz więc być uczniem Allana.

Facet wykręcił mu rękę, tak że zmiennokształtny padł na kolana. Obok niego stała jakaś kobieta. Była piękna, niebezpiecznie piękna

- Zaprowadź nas do niego, a nic ci się nie stanie – powiedziała słodkim głosem.

„Akurat” - pomyślał.

- Złamałeś mi nos! - Blondas taż podszedł i wrzasnął mu do ucha. Chciał uderzyć chłopaka, ale wielka dłoń jego kompana w oka mgnieniu nastawiła złamaną kość wywołując kolejny ból i kolejne przekleństwa. Feanil wykorzystał to krótkie odwrócenie uwagi. Przemienił się. Kobra przemknęła między nogami osiłka i... Poczuł uścisk tuż za czaszką. Ludzki chwyt zdolny całkowicie unieruchomić każdego węża. Kobieta podniosła go i odwróciła by spojrzeć mu w oczy.

- Zaprowadzisz nas grzecznie, czy mam Cie do tego przekonać? - w jej głosie była groźba.

Ale on w tej postaci nie mógł mówić. Wystawił jedynie język, ale nie jak wąż, a w obraźliwym ludzkim geście. Zrozumiała i aż kipiała złością.

- Jak chcesz – rzuciła przez zaciśnięte zęby podchodząc szybko do samochodu. Wolną ręką złapała niewielki kuferek. Wyjęła z niego jeden flakonik, a resztę wysypała na ulicę. Wrzuciła doń węża i zatrzasnęła.

- Odeślij ich – zwróciła się do tego dużego, a kiedy wykonał rozkaz i cała trójka była w samochodzie dodała – tutejsza mafia może poczekać. Obejrzymy sobie posiadłość.

Hammer zawrócił w stronę lasu. Rothen siedział w kuferku i uśmiechał się do siebie. Możliwe, że jest więźniem, ale tak długo jak oni nie wiedzą o śmierci mistrza, ani gdzie jest ich dom, będzie żył. Potem znajdzie sposób by im uciec, bo wątpił czy Koloseum o nim jeszcze pamięta.

 

Całej scenie przyglądał się facet ukryty w cieniu zaułka po drugiej stronie ulicy. Było ich zbyt wielu. Miał tylko tuzin zwykłych strzał, a pewien był, że Kid zdoła uniknąć jego pocisku. Doom zresztą też, mimo imponujących rozmiarów. Gdy tylko odjechali skierował się do hotelu. Wiedział, że pościg w pojedynkę nie ma sensu, Tym bardziej, że tamci dwaj dobrze go znali.

 

Mniej więcej w tym samym czasie, nieliczni o tak wczesnej porze ludzie w parku mogli spotkać dość osobliwą parkę. Wysoki szpakowaty facet w długim płaszczu, tak chudy, że ów zdawał się wisieć na nim jak na kołku i nastolatka o wielkich zielonych oczach oraz płomiennorudym warkoczu. Szli przez jakiś czas w ciszy główną alejką. On palił fajkę patrząc gdzieś przed siebie, ona zaś jedną dłonią trzymał nadgarstek drugiej, której paznokciami wybijała rytm jakiejś melodii na lufie miotacza ognia przewieszonego przez plecy. W pewnym momencie skrzywiła się marszcząc nosek, i bębnienie o metal ustało, a po chwili zapytała zadzierając głowę na znacznie wyższego towarzysza:

- Mistrzu, co my tu właściwie robimy? - spytała znudzonym głosem

- Szukamy starego przyjaciela – odpowiedział tonem cierpliwego rodzica

- Ale w parku? Nie powinniśmy poszukać jego domu?

- Mówiłem ci już Iskierko, że bieganie po mieście nie ma większego sensu. Potrzebujemy informatora.

- Nudzi mi się. - nastolatka nadąsała się gładząc palcami broń

- Już niedługo moja droga. Jestem pewien, że ich spotkamy.

- Ale...

- Nie wiemy gdzie Allan mieszkał, tylko, że gdzieś w tym mieście, bądź jego okolicy.

- A gdyby ich zapytać? - zerknęła w stronę starszego małżeństwa w mijanej właśnie bocznej alejce.

- Wątpię, żeby coś wiedzieli. On wolał trzymać się na uboczu.

- To nie powinniśmy szukać w centrum, a na obrzeżach miasta. - odparła uśmiechając się, ale mina jej zrzedła na odpowiedź Mistrza:

- To duże miasto. Na razie czekamy.

- Na co?

- To się okaże. - odpowiedział znacznie ciszej, co dla Renee było wyraźnym sygnałem zakończenia rozmowy.

 

Przechodnie oglądali się za spacerującymi swobodnie kobietami. Nie tylko z powodu ich urody. Starsza z nich miała na plecach dwa proste miecze obosieczne, zwane potocznie chrześcijańskimi, młodsza zaś w kaburach na udach, również dwa, sztylety o szerokiej klindze. Od jakiegoś czasu wchodziły do różnych sklepów i butików, lecz nic nie kupowały. Jakiś młodzieniec chciał zapytać czego tak pilnie poszukują, jednak jedno spojrzenie tej młodszej, zimne niczym lodowiec sprawiło, że prawie uciekł od nich. Po dłuższej chwili, ta z mieczami weszła do piekarni, a druga była tuż za nią. Ekspedientka wzdrygnęła się mimo woli, gdy ich spojrzenia się spotkały.

- Słucham, w czym mogę pomóc? - zwróciła się do pierwszej.

- Szukamy pewnego człowieka – Tamta położyła na ladzie zdjęcie przystojniaka o siwych włosach – Allan McClane

- Niestety – odpowiedziała zapytana po chwili – nie znam tego pana

- powiedziano nam, że mieszka gdzieś niedaleko – małolata miała głos równie zimny jak spojrzenie, a może nawet bardziej.

- przykro mi. Pierwsze słyszę. - głos sprzedawczyni zadrżał nieznacznie.

Odwróciły się bez słowa i wyszły. Rozglądały się przez chwile, po czym skierowały się do sklepu z garniturami. Jednak zatrzymały się w połowie drogi. Ta ze sztyletami wyjęła skądś telefon i uśmiechnęła się.

- Pan Ravier zaprasza na herbatkę w tutejszym hotelu. Apartament 313. - powiedziała cicho, a jej towarzyszka skinęła jedynie głową w odpowiedzi.

- Jak myślisz Mistrzyni, znalazł go? - zapytała z nutą nadziei w głosie, a stojący opodal gazeciarz wytrzeszczył oczy ze zdumienia. Słowo „Mistrzyni” jakoś mu tu nie pasowało, wyglądały jak rówieśniczki, jednak jego opinia w tejże chwili obchodziła obie panny najmniej.

- To się okaże. - Odparła ta z mieczami i już bez słowa opuściły dzielnicę handlową.

 

komentarzy: 1Wtorek, 29 maja 2012, 08:42

« starsze wpisy

Tagi

Nie znaleziono tagów

Archiwum wpisów

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 4531 dni

Moich wejść na gram.pl: 388 (#4028)

Napisanych postów i komentarzy: 0 (#1920)

Napisanych recenzji: 0

Wpisów na blogu: 85 (#147)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 1 501 (#900)

Więcej o mnie

Krótko o mnie:...

Moje tagi:fantasy, fantasy i rpg, opowiadania, opowiastki

Urodziny:za 294 dni (14 lipca 1981)

Moje motto:nie ilość a jakość, nie szybko a dostojnie tajemniczo z klasą z wdziękiem i spokojnie

Obecny stan:

Posiadany sprzęt:PC

XFire

Ostatnie odwiedziny

Moje Avki

kreskowka.pl:

 

 Bleach legends pbf

Nie gram na BL już jakiś czas, ale avek może się jeszcze przydać:)

Onirisme:

 

Wyspa Chimera:

Po drugiej stronie krzywego zwierciadła:

 

 

 District 13:

 

Dystopia rpg:

 

 

 

 

 

 


 

 

 

Prywatne wiadomości

Zaloguj się by wysyłać wiadomości

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl