avatar

Emeraldar Użytkownik gram.pl (Delegat) ja.gram.pl/Emeraldar

PSN ID

Mój blog (ostatnie wpisy) rss

MAG na PlayStation 3 do wzięcia za darmo

Konkurs, PS3, Nagrody, MAG

A dokładniej dwa MAGi i do wygrania. Ale wciąż za darmo ;)

Jeśli posiadacie PS3, macie pomysł na logo i nazwę dla forumowego klanu, lub uważacie, że nadajecie się na jego przywódcę, to po więcej szczegółów zapraszam tutaj: http://community.eu.playstation.com/t5/MAG/Forumowy-klan-MAG-konkurs-z-nagrodami/m-p/10134896#M476

Gry są co prawda po angielsku i w wersji promo, ale darowanemu krążkowi nie zagląda się do pudełka ;) Śpieszcie się bo czasu mało.

komentarzy: 0Piątek, 05 lutego 2010, 10:16

Nowy - stary layout

layout, zmiana , Nowy , nariko

Zmieniłem layout gramsajta, ale trochę ciężko powiedzieć o nim, że jest nowy. Po pierwsze, leżał u mnie na dysku od ponad pół roku i czekał na dokończenie. Po drugie, to ten sam styl i ta sama Nariko, tylko w HD - tak, jak dawno temu zapowiadałem. Dotychczasowy layout niedawno obchodził drugie urodziny, bo pojawił się u mnie 11 stycznia 2008.

Nowy lay może Wam się długo wgrywać - nie lubię kompresować grafik ;P Prawdopodobnie czekają go też pomniejsze szlify w przyszłości.

"Tradycyjnie" na pamiątkę stary layout:

komentarzy: 8Wtorek, 26 stycznia 2010, 14:35

Ranking roku 2009 - wstęp i kategoria 1

Anime, ranking, top 10, gitara, podsumowanie 2009

Tak to już jest, że zawsze gdy kończy się jakiś rok ktoś musi go podsumować. Powstają listy najlepszych gier danego rocznika, najważniejszych wydarzeń, największych rozczarowań i innych spraw, które w jakiś sposób uczyniły owy rok szczególnym. Ale z rankingami jest tak, że są gusta i guściki, dlatego to co u jednych zajmie pierwsze miejsce, u innych nie załapie się nawet do pierwszej dziesiątki. Dlatego w tym roku ja też zrobię sobie takie podsumowanie :) Może nie do końca na serio, może czasami skrótowo, za to zdecydowanie bardzo subiektywnie ;)

Mam tylko pewien dylemat - czy opisywać jedynie rzeczy, które zaistniały bądź miały swoją premierę w 2009 roku, czy te, które zdobyły w nim popularność większą, niż w innych latach? A co z rzeczami, o których istnieniu dowiedziałem się dopiero w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy? No zobaczymy, pewnie uwzględnię po trochu z każdego, bo po co się ograniczać? ;)

Kategoria 1 - Najlepsze anime roku 2009

No i już zaczynają się problemy, nie mogło pójść za łatwo :P Jest taka sprawa - w 2009 roku obejrzałem tylko jedno (liczbowo 1)  nowe anime... Jako, że nie ma żadnych innych kandydatów, poprzez walkower wygrywa K-On!. Co w nim specjalnego, że obejrzałem je jako jedyne z zeszłorocznych nowości (pomijając fakt, że ja już praktycznie w ogóle anime nie oglądam)? Seria ta opowiada o grupce świeżo upieczonych licealistek, które jak wszyscy pierwszoroczniacy, stają przed wyborem klubu szkolnego, do którego będą należeć. Wybierają kółko muzyczne i postanawiają założyć szkolny zespół. I teraz gwóźdź programu - główna bohaterka Yui Hirasawa ma zamiar pełnić rolę gitarzystki... Pomijamy fakt, że ma o tym mniej niż zielone pojęcie i boi się strun. Ma za to zamiar grać na modelu Les Paul Standard... Nie dość, że Les Paul, to jeszcze w wykończeniu Plus-Top, czyli z flame maple top i żeby tego było mało, w najładniejszym kolorze Heritage Cherry Sunburst! Słowem sprzęcie dokładnie takim samym, jaki od trzech tygodni powinien stać u mnie w pokoju, ale sklep u którego zamówiłem gitarę nie może jej ściągnąć od dystrybutora :P No, może nie do końca takim samym, bo ciężko powiedzieć kto wyprodukował gitarę Yui. Czasami widać na niej logo Gibsona, czasami nie widać nic, raz nawet było to logo Fendera (lol), więc ciężko powiedzieć co to za wiosło i czy seria ma w ogóle wykupione jakieś licencje.

No więc przyznaję - całe anime obejrzałem dla jednej gitary :P Na trop K-On! wpadłem jakieś pół roku temu szukając w Google zdjęć Les Pauli i nagle trafiłem na taką figurkę. Od niej trafiłem do sklepu wysyłkowego, tam dowiedziałem się co to za postać, a dzięki temu z jakiego anime pochodzi. Długo nic z tym nie robiłem, ale w końcu obejrzałem pierwszy odcinek i mnie wciągnęło. Do tego Yui, którą to przedstawiała owa figurka, poza tym że ma świetny gust jeśli chodzi o gitary, przypomina mi w sporym stopniue mnie samego :P Oczywiście pomijając spódniczkę i tę jej ciapowatość i ekstrawertyzm. Tak samo jak ja ma w szkole same poprawki, nie może się skupić na nauce, leni się strasznie, ale jak się już za coś weźmie, to przez najbliższy miesiąc nie robi nic poza tym, zaniedbując wszystko inne, więc ma z tego więcej szkody niż pożytku.

Poza tym anime to jest typowym przedstawicielem gatunku moe, co po mojemu oznacza anime dla niewyżytych otaku szukających sobie dwuwymiarowej dziewczyny :P Inaczej mówiąc, charaktery i styl wszystkich bohaterek są mocno przerysowane i stereotypowe (między innymi urocza ciapa, przewrażliwiona ciemnowłosa, rozwydrzona chłopczyca i dobrze wychowana blondynka z bogatego domu), wszystko kręci się wokół nich, więc łatwo jest znaleźć sobie idolkę i materiał do dwuznacznych fanartów, które zalewają Internet. Ja mniej więcej tak rozumiem ten gatunek. Ale na szczęście nie ma tutaj nachalnego fan service'u czy wszędobylskich pantsu-shotów (ale obowiązkowe sceny w onsenie są), więc ogląda się fajnie. W dodatku w całości występują może ze trzy trzecioplanowe postacie męskie, więc mamy istny harem i zero wątków miłosnych. Ogólnie jest uroczo, momentami szczerze zabawne i jak na moje oko anime ma bardzo ładną jak na serial animację. Całość ma w tej chwili 13 odcinków (plus parę bonusów i świeże OVA), ale planowany jest drugi sezon.

Minusy? Zdecydowanie za mało grania i perypetii muzycznych, a za dużo popijania herbaty i wcinania ciastek. No bo szczerze, to te dziewczyny lenią się okropnie :P Nic tylko pogaduchy przez połowę odcinków. Ech... Ale zazdroszczę im tej blondynki Mugi, co to im codziennie do klubu inne jedzenie przynosi. Czemu takie koleżanki są tylko w japońskich kreskówkach? :P Podsumowując - jeśli lubicie takie klimaty, kręci Was Les Paul Standard Plus HS (♥), nie macie co oglądać, albo szukacie sobie rysunkowej dziewczyny, żeby móc jej piec ciasto na urodziny, to śmiało sięgajcie po K-On!.

Aha, wspominałem, że dziewczyny nie grają metalu? ;) Tak więc jeśli zamierzacie obejrzeć to ze względu na wątki gitarowe, to wcześniej sprawdźcie sobie opening, bo może się okazać, że cukierkowy wokal (cukierkowość to nieodłączny element tej serii) odrzuci Was od monitora. Drugie ostrzeżenie - jeśli intro Was nie odrzuci, to możecie się od niego uzależnić :P Ale partię gitarową ma całkiem fajną...

Ech... Obiecałem sobie, że wszystkie wpisy będą teraz maksymalnie krótkie, ale nie mogę się powstrzymać od dopisywania kolejnych zdań :P Znowu nikt nie będzie chciał tego czytać.

komentarzy: 1Niedziela, 24 stycznia 2010, 13:37

Wakacje 2009 część 2 - Tunezja

Zdjęcia, wakacje, Jedzenie, islam, Tunezja

Zima właśnie zaczęła się rozkręcać. Poprzednim razem pisałem o temperaturze powyżej zera, a tu ostatnimi czasy spadła ona do minus 12 i mocno sypnęło śniegiem. Idealna pora, żeby zakończyć wspominki o wakacjach :)

Tunezja

Po powrocie z Chorwacji resztę wolnego czasu miałem spędzić w domu, ale natrafiła się okazja na kolejny dwutygodniowy wyjazd. Moja dziewczyna znalazła całkiem sympatyczną ofertę wycieczki do Tunezji, a że sama jeszcze w wakacje nigdzie nie była, to się wybraliśmy :)

Data wylotu - 17 września. Wylotu, to muszę podkreślić, bowiem do tej pory nigdy jeszcze nie leciałem samolotem do innego kraju. I powiem szczerze, że byłem w małym szoku. Nie, nie boję się latać, wręcz przeciwnie. Chodzi mi o czas podróży. Całość trwała dwa razy krócej, niż wyjazd nad morze w środku sezonu! Normalnie wsiadam do samolotu i po niecałych trzech godzinach jestem na innym kontynencie. Bardziej to przypominało wycieczkę za miasto, niż lot do Afryki. Zupełnie nie ma porównania z wyprawą do Chorwacji. Nie zdążyłem się jeszcze nacieszyć lataniem, a tu już trzeba było lądować. I bardziej niż sama podróż zmęczyła mnie odprawa na lotnisku w Monastyrze. Już tam objawiła się natura Tunezyjczyków - nie ma się co śpieszyć i czym przejmować. Narody arabskie już tak mają i trzeba się do tego szybko przyzwyczaić :) Być może złożyły się na to dodatkowo ostatnie dni Ramdanu, kiedy to głodnym muzułmanom nie chce się za bardzo pracować, ale odprawa wlokła się strasznie i przez to spóźniliśmy się na pierwszy autokar, ale jak się okazało, nie byliśmy jedyni ;) W końcu jednak dotarliśmy do hotelu.

 

Chorwację oceniałem pod kątem spełnienia warunków mojej idealnej nadmorskiej miejscówki i wypadła bardzo dobrze. Jak na jej tle prezentowała się Tunezja? Dla przypomnienia, idealne miejsce musi się charakteryzować poniższymi atutami:

  1. Ciepło
  2. Palmy
  3. Niebieska, czysta woda
  4. Piaszczysta plaża

Ciepło było, o tak. Gorąc uderzył już na lotnisku, ale miałem wrażenie, że mimo wszystko było pod tym względem trochę przyjemniej, niż w Chorwacji. Palmy były, również już na samym lotnisku. Dobrze się zapowiada, nie? Czy wynik Chorwacji, czyli 3/4 punkty zostanie pobity (wyślij SMSa o treści TAK lub NIE pod numer... ;P)? Woda - mieliśmy ją w dwóch postaciach: Morza Śródziemnego, oraz basenu ;) W pierwszym wypadku woda była ciepła (cieplejsza, niż w Chorwacji), ale była szara, pływały w niej gdzieniegdzie śmieci i kłęby liści palmowych. Z kolei basen był czysty, ale trochę chłodniejszy (ale i tak większość dnia spędzaliśmy właśnie w nim). A jeśli chodzi o plażę, to... Ech :P Była piaszczysta, owszem, ale żeby się o tym przekonać, trzeba było odgarnąć z wierzchu grubą warstwę śmieci. Szczerze - nasze plaże w środku sezonu to przy tamtejszych wzór czystości i higieny. Takiego bajzlu nad woda jeszcze nie widziałem :P Ale nie tylko plaża była brudna, ulice Portu El-Kantoui również nie grzeszyły czystością. Tutaj poznajemy kolejną charakterystyczna cechę kultur arabskich - "u mnie ma być czysto, ale co się dzieje za płotem, to już nie moja sprawa". W ten sposób śmietniki stały puste, a wokół walały się papierki i inne brudy (na tle tablic przypominających, żeby dbać o czystość ;). Tak więc ostateczna ocena wynosi 2/4. Może być, ale do tego doszła jeszcze jedna pozytywna, ale nie uwzględniana przy ocenianiu rzecz - jedzenie. Przed wyjazdem naczytałem się w Internecie, że to, co serwują w trzygwiazdkowych hotelach jest niezjadliwe, zimne, nudne i na 90% będzie mnie bolał brzuch, jeśli spróbuję czegoś innego, niż chleba :/ Bzdura! Jedzenia było pełno, było pyszne, różnorodne i zawsze świeże. Czasami co prawda na śniadanie dostawaliśmy dania z poprzedniej kolacji, ale bez przesady - kto z nas nie odgrzewa resztek z dnia wczorajszego? Ja zazwyczaj robię to przez trzy dni :P Tym bardziej przymykam na to oko, bo jedzenia było dla nas za dużo i ludzie nie byli w stanie zjeść wszystkiego. A ja nie mógłbym znieść myśli, że wszystkie te pyszne makarony, kuskus, rogaliki i inne słodkości się zmarnują ;) W ostateczności można było nim poczęstować koty, których to w naszej miejscowości było zatrzęsienie. A propos jedzenia, ciekawostka kulinarna - w restauracjach i barach ciężko było znaleźć normalny kebab, co większości ludzi kojarzy się z krajami muzułmańskimi. Królowały za to pizze, szczególnie z tuńczykiem ;)

Wracając do samych Tunezyjczyków - dzieci w szkołach od małego uczą się dwóch języków równocześnie: arabskiego i francuskiego. Oba mają bardzo rozbudowaną i różniącą się od siebie fonetykę. To sprawia, że Tunezyjczycy mają talent do języków obcych i uczenie się i wymowa polskich słów nie jest dla nich niczym strasznym (a poproście takiego Niemca czy Anglika, żeby powiedział na przykład "trzydzieści trzy" ;). Dorzućmy do tego ich gościnność i tak w większości sklepów, czy na terenie hoteli, gdy tylko ktoś usłyszy, że jesteśmy z Polski, zaraz wita się tradycyjnym "cześć, jak się masz?". I to dokładnie tak, nie jakimś łamańcem w stylu "cheshch, jag she mash?". Czasami jeśli nie zauważysz, że wypowiada to Tunezyjczyk, możesz pomyśleć, że woła Cię rodak. Tym bardziej, że w rejony miasta Sousse jeździ masa Polaków, więc okazji do nauki języka miejscowi mają aż nad to. Wychodzą z tego niezłe kwiatki, kiedy na przykład w sprzedawca w sklepie wita Cię tekstem "taniej niż w Biedronce" ;) Hitem sezonu 2009 były hasła "dobra dobra zupa z bobra" i "Kaczyński superstar", ale to drugie słyszałem tylko z ust rezydenta. No i wszędobylskie "za darmo!". Jedno jest pewne - w dzielnicach turystycznych nie ma nic za darmo ;)

A skoro już poruszyliśmy aspekt społeczny - Tunezja zwana jest najbardziej europejskim krajem Afryki północnej. Duża w tym zasługa poprzedniego prezydenta, który pozytywnie namieszał w rządzie. Na przykład Muzułmanki, które przeciętnemu Polakowi kojarzą się z kobietą zakrytą od stóp do głowy, gnębioną przez męża, w Tunezji mają więcej praw, niż mężczyźni. Kobiety mają ich tam więcej, niż u nas. Same decydują co chcą robić, same pracują, nie potrzebują męża, żeby się utrzymać, a jeśli jednak go mają, a dojdzie do rozwodu, to w większości przypadków facet zostaje na lodzie. A mimo to noszą te swoje chustki i w morzu kąpią się w ubraniach. Dlaczego? Bo jak już napisałem, robią co chcą. Ten ubiór to jest ich osobisty wybór. One chcą przez to pokazywać swoją odmienność kulturową. Nie wszystkie to robią, niektóre odstawiają się bardziej, niż polskie gimnazjalistki ;) I tutaj mała przerwa, na kolejną ciekawostkę, tym razem z rejonów mody - wieczorami, gdy ja ubolewałem nad ledwo co chodzącą klimatyzacją (uroki wczasów poza sezonem) i starałem się przynajmniej wyobrazić sobie, że jest mi trochę chłodniej, miejscowi na dworze paradowali w bluzach i długich spodniach, a niektóre kobiety w, o zgrozo, kurtkach puchowych :P Wracając do głównego wątku - Islam nie każe kobietom zakrywać się po samą twarz. Tak samo nie każe zabijać "niewiernych", nie namawia do praktykowania "świętej wojny", a samobójczemu zamachowcy nie gwarantuje życia doczesnego w towarzystwie kilkudziesięciu niewolnic, tylko potępienie. To wszystko jedynie bzdurny wymysł ludzi, którzy Koran interpretują tak, jak im wygodniej i swoje racje dla własnej korzyści wmawiają prostym ludziom. Przykład kilku najczęściej powielanych głupot o Islamie i muzułmanach: Mity na temat Islamu. Naprawdę polecam Wam przeczytać ten krótki tekst, jeśli jesteście "antymuzułmańscy".

Oprócz pływania po minimum pięć godzin dziennie, przedostatniego dnia wybraliśmy się na jedną wycieczkę objazdową do Tunisu. Tylko jedną, ponieważ nasz budżet był mocno ograniczony. Zwiedziliśmy miasto, muzeum mozaik, Kartaginę i Sidi Bou Said, a następnego dnia wróciliśmy do domu, w krótkich spodenkach i japonkach, na przywitanie jesiennych chłodów ;)

 

No i to by było na tyle. Wiem, że te dwa posty są dość nietypowe, mało w nich o zwiedzaniu, o atrakcjach turystycznych, a sporo drobnych głupotek, ale o to mi chodziło. To nie miał być przewodnik po Chorwacji i Tunezji, bo takie znajdziecie w Empiku, tylko moje osobiste wspominki :) I od teraz takie będą wszystkie wpisy na tym blogu - osobiste (o ile w ogóle będą się jakieś pojawiać). W reckach nie będę powtarzał tego, co możecie przeczytać w normalnych recenzjach. Moje będą dużo krótsze niż do tej pory, mocno subiektywne (no bo mają być moje) i jeśli w końcu zabiorę się za zaległości, to oceny będę wystawiał hurtowo. Tak więc do zobaczenia za jakiś czas :)

PS. Moglibyście być trochę hojniejsi w obdarowywaniu mnie komentarzami, w końcu święta idą ;)

komentarzy: 1Piątek, 18 grudnia 2009, 18:36

Wakacje 2009 część 1 - Chorwacja

Zdjęcia, wakacje, Chorwacja, dubrownik, kraby

Jesień w pełni, zima już za rogiem i mimo, że póki co temperatura za oknem wciąż sporo powyżej zera, to warto powspominać jak to było, gdy z nieba lał się żar, o deszczu nikt nie pamiętał, a garderoba składała się z krótkich spodenek i kremu do opalania ;)

Dawno nie pisałem i nie wiem, czy znów zacznę robić to regularnie, czy może jedynie od wielkiego dzwonu, ale o wakacjach możemy porozmawiać, bo to zawsze fajny temat ;)

Chorwacja

Tak więc 7 sierpnia tego roku, razem z rodzicami, bratem, wujkiem, ciocią, ich dwiema córkami oraz ich znajomą z synami (w sumie trzy samochody), wyjechaliśmy z Polski. Była to moja pierwsza od 15 lat tak długa podróż autem osobowym - od czasu wakacji w Hiszpanii w '94. Przejechaliśmy przez połowę Polski, całą Słowację, Węgry (tam nocowaliśmy) do Chorwacji, ale zamiast jechać na około usypiającymi autostradami, przejechaliśmy na skróty przez Bośnię i Hercegowinę, bo naszym celem był sam dół kraju. Spójrzcie na mapę żeby lepiej zrozumieć o co mi chodzi.

W ten sposób po dwóch dniach dotarliśmy na półwysep Pelješac, gdzie leży mała wioska Kučište, w której mieszkaliśmy przez dwa tygodnie. Miasteczko malutkie, nad samym brzegiem morza, czy może dokładniej mówiąc kanału morskiego bo parę kilometrów dalej leżała długa wyspa Korčula.

Mówiąc szczerze niechętnie podchodziłem do wyjazdu do Chorwacji... Wydawała mi się za mało egzotyczna, mimo, że nigdy wcześniej tam nie byłem i praktycznie nic o niej nie wiedziałem. Obawiałem się, czy sprosta moim wymaganiom idealnego miejsca na morski wypoczynek (:P), czyli:

  1. Ciepło
  2. Palmy
  3. Niebieska, czysta woda
  4. Piaszczysta plaża

Byłem bardzo mile zaskoczony, gdy okazało się, że pierwsze trzy punkty zostały w całości spełnione :) Ciepło było, momentami aż za bardzo. Palmy były, małe i duże, głównie daktylowe. Woda też była, do tego czysta i niebieściutka jak na pocztówkach. Nie było jedynie piasku na plaży, a właściwie "plaży", bo to były trzy metry żwiru i kamieni, ale miało to inny, niesamowity plus - w wodzie roiło się od rybek, krabów i innych zwierzątek, które u nas można co najwyżej znaleźć na talerzu w restauracji. Brzeg szybko opadał, więc nie trzeba było daleko odpływać, żeby dało się nurkować. Nawyławiałem więc jeżowców, muszelek i innych chitynek ile się dało. Jak robiło się dużo zamieszania przy dnie, to zaraz zbierają się małe, kolorowe rybki w nadziei, że dostaną jakieś resztki. Tylko że ja nie byłem polującym drapieżnikiem, więc tak pływały za mną na darmo :P  Spotkała mnie raz ośmiornica (ona mnie, nie ja ją), kiedy stałem przy brzegu oglądając kraby wygrzewające się na głazach. Nagle poczułem, że coś mnie szturcha w stopę - była mniej więcej wielkości talerza i koloru czerwonawo brunatnego, ale gdy tylko zaczęliśmy ją zaczepiać, zmieniała zarówno barwę, jak i fakturę skóry, robiła się kolczasta, chropowata jak dno, albo gładka i jasna, ale tak czy inaczej nie dała się wyciągnąć z wody. Niesamowite stworzonko (i bardzo smaczne, jednego wieczoru nieco większa sztuka wylądowała w garnku :P). Później widziałem jeszcze jedną ośmiornicę, do tego doszła mątwa, rozgwiazdy różnego rodzaju, malutkie krewetki, kraby pustelniki i ich gatunkowi bracia, których pod koniec pobytu odkryłem w gęstej trawie porastającej dno. I o ile o krabach siedzących na brzegu można powiedzieć, że były całkiem urocze, tak ten gatunek zdecydowanie nie podchodził pod to określenie :P Możecie zobaczyć jednego z tych słodziaków na zdjęciu obok (niestety, wyleciało mi z głowy jak się nazywa ten gatunek i nie mogę go teraz znaleźć w necie). Wszystkie te żyjątka zrobiły na mnie chyba największe wrażenie z całego pobytu. W wodzie było ich mnóstwo, na ladzie niestety zwierzakami nie obrodziło. Były oczywiście koty, jak to przy porcie ;) Były też cykady, te prawdziwe. Nie to, co u nas zwie się cykadą. Te jak zaczną grać, to to jest hardkor, nigdy bym nie uwierzył, że takie małe robale potrafią robić taki hałas. Na szczęście siedziały w lesie sosnowym, daleko od naszego domu. Wieczorami słychać było szakale, raz jednego widzieliśmy (ot, taka wychudzona psinka z dużymi uszami). Podobno na górach, które okalały półwysep i które możecie zobaczyć na drugiej w kolejności fotce, można było znaleźć żmije i skorpiony, ale w końcu się tam nie wdrapaliśmy. Ale było jeszcze jedno zwierze, którego nigdy nie zapomnę ;) Żółw grecki, praktycznie taki sam, jak jeden którego miałem, kiedy byłem mały. Siedział sobie w krzakach i totalnie olewał to, że go biorę na ręce i robię mu zdjęcia. Skorupę miał trochę pogryzioną, widać było, że dobierały się do niego jakieś psy, albo owe szakale. Żółwik był świetny.

Poza fauną było jeszcze zwiedzanie. Oprócz okolicznych miejscowości odwiedziliśmy także Korčulę, miasto lezące na wyspie o tej samej nazwie, które było widać od nas z domu. Ładne, zabytkowe miejsce, w którym rzekomo urodził się Marco Polo i gdzie miał stać jego dom. Byliśmy też w Stonie, gdzie znajdują się mury z basztą, na którą prowadzi hardkorowe podejście (spacer pod górkę, po nagrzanych od czterdziestostopniowego upału murach nie jest lekki). Z góry rozciągał się widok na zalane pola, na których krystalizowała się sól. No i oczywiście zahaczyliśmy też o Dubrownik. Tam także były mury, czterdzieści stopni i "miły" spacerek ;) Miasto bardzo ładne, co prawda mocno odnowione, bo ucierpiało w czasie wojny, ale zdecydowanie mogliśmy wybrać późniejszą porę na jego zwiedzanie. Później dowiedziałem się, że ("Omgz omgz" mode ON) dwa dni wcześniej tymi samymi ulicami spacerowała Beyoncé. Czemu nie dwa dni później? ("Omgz omgz" mode OFF) :P

A propos wojny - Chorwacja to dawne tereny Jugosławii i wciąż widać tam jeszcze ślady walk z początku lat dziewięćdziesiątych. Może nie tyle w samej Chorwacji, ale w sąsiedniej Bośni pełno jest opuszczonych domów ze śladami po kulach na ścianach, nie wspominając już o Sarajewie czy Mostarze, gdzie większość bloków mieszkalnych jest podziurawiona. Centrum tego pierwszego miasta niestety ominęliśmy. Chciałem zobaczyć jedną z sarajewskich róż, śladów pozostawionych po moździerzach na ulicach i chodnikach miasta.

Po dwóch tygodniach przyszedł czas na wyjazd. W drodze powrotnej odwiedziliśmy Plitwickie Jeziora - park krajobrazowy leżący w głębi Chorwacji, który, jak można się domyślić, słynie z jezior. I ładnych wodospadów, bo jeziora te położone są na różnej wysokości. Im niżej, tym jeziora są większe, tak że po najniższym można pływać łodzią. Cały park jest bardzo duży i przejście go w całości zajmuje wiele godzin, ale kolor wody jest boski, ale niestety, jak to w rezerwatach przyrody, kąpać się nie wolno (jestem fetyszystą wody o kolorze takim, jak na zdjęciu obok :P).

Dalej dojechaliśmy autostradami do Zagrzebia, czyli trasą, którą pierwotnie ominęliśmy i w tym mieście zatrzymaliśmy się na nocowanie. Później poszło już górki, do granicy Polski dojechaliśmy bardzo szybko, ale dosłownie zaraz po jej przekroczeniu czar wakacji prysnął. Korki, dziury i zachmurzone niebo :P Przez te ostatnie trzysta kilometrów wlekliśmy się ze dwa razy dłużej, niż przez całe Węgry i Słowację... Witamy w Polsce ;)

I to by było na tyle, jeśli chodzi o pierwszą połowę wakacji. Mógłbym jeszcze podopisywać parę drobiazgów, bardziej to uszczegółowić, ale jak na pierwszy wpis od, tak na dobrą sprawę, pół roku, to tyle chyba wystarczy. Niestety, wyczerpałem limit zdjęć na ten tydzień, więc wpis o Tunezji będzie 30 listopada. Tak dawno nie pisałem, że nie chciałem teraz wrzucać fotek w marnej jakości ;P

Do zobaczenia za parę dni.

Fajnie, że nie wyrzuciliście mnie ze swoich znajomych :> Wpadnę do Was niedługo.

komentarzy: 4Piątek, 27 listopada 2009, 00:55

« starsze wpisy

Moje teksty

RECKI:PLAYSTATION STORE:
  • Super Stardust HD
  • Linger in Shadows
  • Tekken 5:Dark Resurrection Online
  • Battlefield 1943
  • Flower
  • WipEout HD
  • Wolfenstein 3D
PORADNIK HOME'OWY:
ARTYKUŁY:METAL GEAR SAGA:
KINO:

Więcej o mnie

Krótko o mnie:Student IV roku informatyki z Warszawy, który jednak zamiast programować, woli PrOGRAmowaĆ ;) Gracz od 18 lat. Odkąd pamiętam pod moim telewizorem leżała konsola, a grać na kompie chodziłem do kolegi. Teraz działam na dwóch frontach i dzięki temu obcy jest mi jakikolwiek fanboizm. Ale gdybym miał do wyboru tylko jedną platformę do grania, nie zastanawiałbym się ani chwili - wziąłbym konsolę. Od niej się wszystko zaczęło :) Od grudnia 2007 jestem szczęśliwym posiadaczem PS3 :D Nie żałuję wyboru i nie zanosi się na to, żebym kiedykolwiek żałował. Na swoim GSie będę przede wszystkim umieszczał krótkie recenzje gier na PS3. Poza tym, dzięki, że wpadłeś tu i to przeczytałeś ;) Mam nadzieję, że mój gramsajt przypadnie Ci do gustu i że nie będzie to Twoja ostatnia na nim wizyta.

Moje tagi:konsole, metal gear solid, playstation 3, playstation home, recenzje gier

Moje motto:"If you wanna make the world a better place, take a look at yourself and then make a change."

Obecny stan:...

Posiadany sprzęt:PC, Laptop, PlayStation 3, DS, GBA, Game Boy Color, SEGA Master System, Telewizor

Namiary na mnie

e-mail: emeraldar(at)wp.pl, GG: 6558021, PSN ID: Emeraldar

Moi znajomi

pokaż wszystkich znajomych: 50

Ostatnie odwiedziny

Moje statystyki

Na gram.pl jestem już: 1202 dni

Moich wejść na gram.pl: 3 343 (#978)

Napisanych postów i komentarzy: 599 (#1100)

Napisanych recenzji: 0

Wpisów na blogu: 122 (#86)

Liczba odwiedzin mojego gramsajta: 4 583 (#195)

Strona prezentuje indywidualną opinię użytkownika. gram.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczone przez użytkowników.
© gram.pl